mar 092024
 

Media społecznościowe były rewolucją. Ona ciągle trwa, ale rozwija się zgodnie z formułą, którą opisał kiedyś Jacek Kuroń. A było to tak: rewolucja to tabun pędzących koni, żeby ją zatrzymać trzeba wskoczyć na tego, co biegnie na przodzie i galopować ile sił, ku najszerszym przestrzeniom. Potem zaś, kiedy już tam będziemy, powoli, powoli, zawracać, tak by nikt nawet nie zauważył, że stado biegnie z powrotem.

Coś jednak różni media społecznościowe od prawdziwej rewolucji. Co? Już tłumaczę – hierarchie jakie się wytworzyły w tych mediach, w naturalny sposób będące w opozycji do hierarchii mediów tradycyjnych, nie miały i nie mają tyle siły, by zawładnąć sercami i umysłami publiczności. W pewnym momencie zaczynają one bowiem aspirować, a także wierzyć w złudzenie, że ludzie z telewizji i ludzie z mediów społecznościowych mają ten sam wpływ na otoczenie. Nie mają, albowiem telewizja i publicyści certyfikowani mają zawsze przewagę i zawsze ją wykorzystają. Ta przewaga może się wydawać w pewnych momentach niewielka, ale jest zawsze. Poza tym telewizja i ludzie związani z dużymi mediami mają do dyspozycji narzędzia, których media społecznościowe nie mogły mieć nigdy. Opierały się bowiem wyłącznie na charyzmacie autorów. I ich przyrodzonych mocach. Te zaś miały do pokonania następujące przeszkody: fałszywą intencję, z jaką założono media społecznościowe, fałszywą metodologię publikacji wątków, cały aparat gwiazdorski ciężko opłacany przez duże media, wreszcie dostęp do informacji. Na koniec media społecznościowe zostały pokonane przez sowich własnych autorów, którzy nie rozumiejąc co się dzieje, uznali, że lepiej, żeby już ten Ziemkiewicz był kierownikiem prawicowej publicystyki, przynajmniej każdy może się odnieść do tego co mówi i wszyscy gadają o tym samym, komentując to, co on produkuje. To nie koniec. Pojawił się twitter, przez który ludzie publikujący wtórne, całkowicie do tego pozbawione jakiejkolwiek intencji, komunikaty budują swoje hierarchie, które mogą być zmiecione z wizji jednym ruchem Elona. I nie mają żadnej wagi, ani sensu. Jakby tego było mało wpływowi publicyści zorientowali się, że stare formaty telewizyjne już dawno się zgrały. Dobrze widać to było w pisowskiej telewizji, gdzie ciągłe powtórki „z terenu” udawały reportaże i świeże doniesienia. W publicystyce zaś goście ze świata polityki byli ciągle poganiani przez prowadzących, bo czas się kończy, bo ramówka, bo to, bo tamto.

No więc, najpierw półprofesjonalnie, a potem już na całego, powstawać zaczęły takie kanały, jak ten Stanowskiego, gdzie goście i prowadzący, w najlepszej komitywie, mogą dyskutować przez dwie godziny, póki się nie zmęczą.

Ekscytacje zaś, demaskacje i tak zwaną bekę, przesunięto do patostreamów. I to był strzał w dziesiątkę. Wszelka treść, która nie spełnia standardów kupionych za grube miliony, albo nie jedzie po patostreamerskiej bandzie, uznawana jest za nudną i niepotrzebną. Dlaczego? Otóż dlatego, że najważniejszą porażkę media społecznościowe poniosły już na początku. Nie zrozumiały do czego je powołano. To znaczy do czego powołała je Opatrzność, a nie ta zgraja cwaniaków, która nimi zarządzała. I nikt tam nie zrozumiał, że nie może konkurować z telewizją, a wielu wierzyło, że to jest właśnie misja. Dlaczego nie można konkurować z telewizją? Bo telewizja kłamie. I wie to każde dziecko w Polsce. A do tego nawet nie stara się za bardzo tego ukrywać. Kłamie nie tylko przez intencję, ale także przez format, którego realizacja staje się ważniejsza niż prawda, jaką media powinny przekazywać. Poza tym, Polacy, naród w fazie chronicznego podboju, w którym ludzie szukają swojej tożsamości, choć wszyscy mówią jednym językiem i chodzą w te same miejsca lub siedzą przed tym samym telewizorem, nauczyli się wielbić narzędzia, którymi trzyma się ich za pysk. Nikomu nie da się wyjaśnić, że kabaret to agitacja, tylko zamiast gościa co opowiada o wyższości centralnego planowania nad wolnym rynkiem i skolektywizowanej produkcji żywności nad patriarchalnym folwarkiem, mamy takiego co opowiada kawały. W nich zaś przemyca treści, które wszyscy rozumieją, absorbują i podają dalej. Poza tym ten skrajnie polityczny format – ludzie w to wierzą – uwalnia ich rzekomo do polityki i pozwala żyć „normalnie”.

Media społecznościowe zaś próbowały mierzyć się z prawdą. To się nie udało, albowiem wielu autorów uznało, że ich powołaniem jest tak zwana popularyzacja, czyli przypominanie ważnych wydarzeń i postaci z historii, a to również w celu oderwania publiczności od polityki. Wielu autorów się też tej prawdy przestraszyło, albo w nią nie uwierzyło, choć – jak mawiał Eli Barbur w salonie24 – prawda leży na wierzchu. Wielu zaś zamieniło się w patostreamerów, bo zdawało im się i zdaje nadal, że mogą na tym polu konkurować z zawodowcami. Bo media społecznościowe, zostały zniszczone i zmarginalizowane przez zawodowców. To trzeba powiedzieć wprost. Nie przez amatorów, z którymi autorzy mediów społecznościowych mogli w jakiś sposób konkurować. Stworzono takie złudzenie, ale to była i jest nadal pułapka. Czołowym patostreamerem jest były zomowiec Olszański, który odebrał wykształcenie aktorskie. Na tym biednym twitterze zaś, jakiś autor napisał tak zwany wątek, czyli składającą się z kilkunastu twittów historię piłkarza Bońka, w której znalazło się nazwisko Stanowskiego, a autor zaliczył go do trzech funkcyjnych dziennikarzy tegoż Bońka. Można rzec – historia dzieje się na naszych oczach – ale my jej nie widzimy, bo wierzymy, że dano nam wolność. Wczoraj usłyszałem, że poseł Braun poręczył za jakiegoś innego patostreamera, który znalazł się w czeskim więzieniu. Postawiono mu liczne zarzuty, ale widocznie poseł uznał, że te zarzuty to nic w porównaniu z korzyściami, jakie można czerpać z aktywności tego człowieka, jak rozumiem całkowicie dyspozycyjnego wobec posła. Bo po cóż by było inaczej za niego ręczyć? Oczywiście doniosły o tym media nowej władzy, a to z kolei powoduje, że spora część publiczności już z samego tego faktu wyciąga wniosek iż ów patrostreamer może być człowiekiem prześladowanym za poglądy. I tu dochodzimy do momentu najważniejszego, czyli do wspomnianego uwielbienia Polaków dla narzędzi, którymi trzyma się ich za mordę. Nikt tu bowiem nie wierzy w to co widzi, a wszyscy chcą, żeby jakiś uznany i doceniany autorytet potwierdził oczywistości, na które patrzą. Jeśli tak się nie dzieje, prawda zostaje unieważniona, bo nie ma komu w nią wierzyć.  Można by ten proces nazwać nieustannym wypuszczaniem Barabasza. Jest on bowiem, w oczach tłumu, pewniejszą inwestycją, niż ten drugi więzień, którego przedstawił im Piłat. Przede wszystkim zaś nie stawia wymagań, ale udziela gwarancji. A w momencie kulminacyjnym dostaje gwarancje od samego Piłata. Czy mogło być coś ważniejszego dla Żydów a tamtym momencie? To jest oczywiste szyderstwo – piszę na wszelki wypadek – mamy kraj w stanie wrzenia i dwie drogi wyjścia z kryzysu, naród zaś, uważa, że jak zainwestuje w człowieka, któremu okupant udzielił gwarancji, to nie dość, że się wzmocni, ale też ma szansę na pokonanie okupanta. Skąd wiemy, że Barabasz miał takie gwarancje? Przecież to lud go wybrał, nie Piłat. Jak to? Przecież pamiętamy, że w tłumie krążyli agitatorzy. Tłum nikogo sam nie wybrał, a tożsamość agitatorów nie jest do końca rozpoznana, trudno jednak przypuścić, by nie znajdowali się wśród nich także ci, opłaceni, przez Rzymian.

Dziś mamy dokładnie to samo, albowiem sytuacja, do której nawiązuję, jest jedną z najsilniejszych i najtrwalszą metaforą w całej naszej kulturze. Prawda musi zostać zmarginalizowana, żeby lud mógł ściągnąć na siebie zagładę i zrozumieć, że królestwo jego nie jest z tego świata. No, ale my to już wiemy. I wiemy, że nie jest z tego świata. Tu i teraz musimy się tylko otrząsnąć z przekonania, że ci, którzy dziś posługują się tutaj tą figurą, nie są żadnymi Rzymianami, ale ubraną w lepsze trochę łachy kacapią, usiłującą udać kogoś innego. Toga nie leżałaby dobrze na żadnym z nich. Żeby to zrobić wystarczy wypchnąć spomiędzy siebie agitatorów. I kopnąć ich z całej siły w dupę. Od razu im się wszystko we łbach wyprostuje.

Pora na ogłoszenia:

W kwietniu – 12 – odbędzie się pierwsze spotkanie z cyklu „Wieczory w katakumbach”, miejsce spotkania – pałac w Ojrzanowie. Gościem będzie Piotr Naimski. Na spotkanie wchodzą tylko ci, którzy zapisali się na listę. Impreza ma charakter prywatny i nikt poza zapisanymi na liście nie jest na nią zaproszony.

IX konferencja LUL Odbędzie się, zgodnie z zapowiedzią, w hotelu Polonia w Krakowie. Termin 8 czerwca tego roku. Ilość miejsc ograniczona do 50, bo sala jest mała. Wpłata – 380 zł od osoby. Jeśli chodzi o prelegentów mogę powiedzieć tyle, że na pewno będzie prof. Andrzej Nowak. Tytuł wykładu poda nam później.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/udzial-w-9-konferencji-lul/

Prócz prof. Nowaka potwierdzili swój udział: Piotr Kalinowski, czyli nasz kolega Pioter, który wygłosi wykład pod tytułem „Zaginione imperia”, kolejnym wykładowcą będzie Piotr Grudziecki, czyli nasz kolega Grudeq, który wygłosi wykład pod tytulem „Prawo spadkowe”. Sorry qerty, ale z nimi o tym rozmawiałem już rok temu. Podobnie jak z innymi, którzy mają wystąpić, ale jeszcze nie potwierdzili terminu. Pozostali wykładowcy, z wyjątkiem może jeszcze jednej osoby będą spoza społeczności blogerskiej i komentatorskiej, którą rozpoznajemy. Ta osoba zaś jest profesorem genetyki. Nie zdradzę na razie kto to.

W dniach 6-7 lipca 2024 odbędą się Targi Książki i Sztuki. Tym razem w pałacu w Ojrzanowie.

Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, w dniach 10-11 sierpnia będziemy z Hubertem na festiwalu Vivat Waza w Gniewie. To duża impreza a my będziemy mieć tam spotkania autorskie w związku z książką „Gniew. Bitwa Wazów” oraz kolejną – „Porwanie królewicza Jana Kazimierza”. Dostaniemy też stragan w rynku, gdzie wystawimy nasz towar – książki i ilustracje, a także koszulki.

Kolejnym wykładowcą na konferencji w Krakowie będzie prof. Ewa Luchter-Wasylewska, która wygłosi wykład „Enzymy – niezwykle biokatalizatory”. O następnych prelegentach i tytułach wykładów będę informował. Zostało już tylko 35 miejsc. Bo, jak wszyscy pamiętają, sala w hotelu Polonia jest mała i nie pomieści więcej, jak 50 osób.

  23 komentarze do “Katastrofa mediów społecznościowych czyli uwalnianie Barabasza”

  1. Jako dobry samarytanin nie zajmę żadnego z 50 reglamentowanych miejsc na konferencji w Krakowie 😉

  2. Kultura to opowieść o płodności i hierarchii, które w sumie tworzą dobrobyt, wywodząca się z prehistorycznych kultów. W hierarchii wysokie miejsce zajmuje reżyser telewizyjny, Barabasz jest tylko aktorem.

    https://youtu.be/cGbggoJ8jY0?si=T_APTu03Da4fS6_P

     

    Zadaniem reżysera filmowego i telewizyjnego jest tworzenie przekazów zrozumiałych, poprawnych warsztatowo i atrakcyjnych pod względem ekspresji, angażujących emocje widza. Reżyser współtworzy z kierownikiem produkcji plan generalny. Wybiera lub akceptuje skład ekipy.

  3. Poszukałem i chwile posłuchałem słów owego „złoczyncy” – zanim stanałem naprzeciw niego w plutonie…

    Wczoraj usłyszałem, że poseł Braun poręczył za jakiegoś innego patostreamera, który znalazł się w czeskim więzieniu.

    (18) Film | Facebook 

  4. * anuluj pierwszy cudzyslow

  5. agentura wiecznie żywa i aktywna

    zakupiłam kiedyś na prezenty kilka egzemplarzy szpiegostwa angielskiego i wszystkie egzemplarze -wyszły-  musze zajrzeć do księgarni  Kliniki, czy nie został choć jeden nawet porwany egzemplarz

  6. Sebastian Pitoń trafiony, zatopiony. Baśń jak „Biała odwaga” (słowa Pitonia) od wczoraj w kinach. Film zakupiony przez Glińskiego. Gazeta Wyborcza nie posiada się z radości.

    https://youtu.be/ZcwlPgqAATk?si=m4uA5DDZc-lm04gQ

     

    Połowa ankietowanych mieszkańców Polski uważa, że dobrze, że ten film powstał, chociaż nie ma on nic wspólnego z prawdą, ponieważ hierarchia i porządek społeczny oparty na traktatach od Wersalu i tych późniejszych jest ważniejszy od tego, co my, profani, wyobrażamy sobie na temat historii i prawdy w historii.

  7. Polska inteligencja tak straszliwie boi się posądzenia o antysemityzm, że gotowa jest złamać wszystkie dziesięć przykazać, by tego uniknąć.

  8. „Tu i teraz musimy się tylko otrząsnąć z przekonania, że ci, którzy dziś posługują się tutaj tą figurą, nie są żadnymi Rzymianami,”

    Oczywiście, że są Rzymianami ! 🙂

  9. To nie dobra jest, żeby Pitoń zajmował się tym tematem, bo przykleją mu łatkę obrońcy Goralenvolku i kolejne wybory w swoim życiu przerżnie.

    Wiadomo, że Koszałka jest prowokatorem sponsorowanym przez PiS. Tylko ustawa Jakiego mogła spowodować, że dotację legalnie by cofnięto. Obecnie nie ma podstawy prawnej do obrony przed pomówieniem o antysemityzm, współpracę z hitlerowcami itp.

  10. Tyle , że tym, którzy łżą, grozi ” rzucenie psom na pożarcie”…

  11. Niech Mandrela się tym zajmie, a Pitoń do architektury albo do samorządu.

  12. Poza tym Pitoń nie tylko słusznie odcina się od od faszyzmu i Goralenvolku, ale drwi z porządnych Niemców, takich jak Ursula von der Leyen, Scholz albo Donald Tusk, co jest nadużyciem. Wydaje mu się, że jak Wielomscy to robią, to on jako amator też może.

    https://youtu.be/VQdmvCGX7Ws?si=n3Hu0ApwUCtjlZ7g

  13. No nie wiem… ta zniewaga krwi wymaga.

  14. Wielomscy spędzili wiele lat w Niemczech i mają tytuły naukowe, a taki facio, którego ziomkowie przez przypadek nie zapisali się do Goralenvolku, jest bezsilny. Ewentualnie Sommer musi znowu napisać książkę.

  15. Wczoraj w późnowieczornym programie tv trwam, dwie panie specjalistki od prawa spokojnie wyjaśniały na czym polega szamotanina obecnego rządu i jednak jego bezradność wobec budowanego przez lata porządku prawnego państwa. Wyjaśnienia te zawierały wiele prawdy, o ile potrafię ocenić oczywiście.

  16. To a propos prawdy, która w zasadzie jest widoczna dla każdego, tylko nie każdy patrzy we właściwą, prawdziwa stronę.

  17. W zasadzie dobrze, że to spadło na rząd Tuska, który nie da sobie rady z nową sytuacją. Trochę gorzej dla nas, ale miejmy nadzieję, że przetrzymamy to.

  18. Pan profesor jest rozgarnięty, wie ile mu wolno.

  19. Poprosze o namiary na ten program lub go te Panie.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.