Cze 162016
 

Będziemy musieli trochę przestawić zwrotnicę i zająć się polityką państwa o niebo mniej poważniejszego niż nasza ulubiona Wielka Brytania. Chodzi rzecz jasna o Francję. Mam tu gdzieś na półce książkę o próbach porozumienia pomiędzy dworem ostatnich Jagiellonów, a dworem ostatnich Walezjuszy, ale nie miałem czasu jej przeczytać. Zadzwonił dziś jednak Jacek i powiedział mi, że w wiki francuskiej i angielskiej jest cała tabela dotycząca sojuszy jakie Francja zawierała w Europie Środkowej. Jest tam między innymi wymieniony sojusz francusko siedmiogrodzki, którego animatorem był znany nam dobrze Hieronim Łaski, stryj Olbrachta. To jest ta postać, która w sposób najbardziej perfidny przyczyniła się do kompletnej dewastacji Węgier po Mohaczu, ten pan, który nie oglądając się na króla, sejm i senat podpisywał traktaty z sułtanem. W czyim imieniu? Ponoć tylko Paryża, ale mnie się w to wierzyć nie chce. No, ale może w latach 20 XVI wieku Londyn miał inne sprawy na głowie.

Francja to jak pamiętamy państwo bez doktryny, państwo oparte o konstrukcję dającą się streścić w słowach „lud wierny dynastii”. Jak kulawa była to konstrukcja i czym się skończyła nie ma sensu przypominać. No, ale zasoby i bogactwo Francji, a także jej rynki wewnętrzne oraz wieloletnie wojny integrujące poddanych króla pozwoliły Francuzom przetrwać w stanie nienaruszonym do rewolucji. Ktoś powie, że i później ten stan posiadania był nienaruszony. Teoretycznie tak, ale wrogom Francji nie chodziło o jej pokawałkowanie tylko o zdegenerowanie. No i to się akurat udało. Była jeszcze jedna kwestia. Żeby podzielić Francję trzeba było mieć silnego sojusznika na półwyspie Iberyjskim. Ktoś musiał tego podziału dokonywać. No, a na utrzymywanie silnej Hiszpanii Londyn nie mógł pozwolić za nic w świecie, ze względu na rywalizację z Madrytem o kolonie. Tak więc nadgryzana od wschodu Francja była trudna do rozłupania, bo jej wrogowie mieli rozliczne i cząstkowe interesy na morzach i to jej gwarantowało względny spokój.

No, ale przybliżmy naszego bohatera, autora nowej książki, którą można znaleźć w naszym sklepie. Kim był Ulryk Werdun? Nie Francuzem bynajmniej, ale Niemcem. Pochodził z Fryzji, a w Polsce znalazł się wraz z Jeanem de Courthonne, opatem Paulmiers, który miał doprowadzić ni mniej nie więcej tylko do abdykacji Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Nie chcę tutaj napisać, że Werdun i jego protektor podtruwali króla Michała po to, by ułatwić sięgnięcie po koronę księciu de Longueville, bo obaj wyjechali z Polski, a raczej z niej uciekli w lipcu 1672, król zaś umarł w listopadzie 1673, dzień przed wiktorią chocimską. Ktoś musiał mu w tej śmierci pomóc i ktoś musiał zagwarantować Polakom zwycięstwo. Nie był to ani Werdun, ani opat Paulmiers, choć jak pamiętamy Bernard O’Connor zwiał z Polski wiele miesięcy przed śmiercią Jana III, którego ponoć leczył. No, ale nie przesadzajmy, zaplanować śmierć z dokładnością do dnia i przewidzieć jeszcze wynik rozstrzygającej bitwy, to jest jednak niemożliwe. Werdun i jego opiekun uciekli, bo umarł francuski kandydat do tronu, a oni nie mieli zamiaru płacić dalej magnatom w Polsce, którym obiecali pieniądze w zamian za poparcie dla księcia Longueville.

Dla nas istotne jest, że obaj bohaterowie przez cały rok 1671 nie odstępowali ani na krok Jana Sobieskiego, hetmana wielkiego koronnego, maszerując wraz z nim na Ukrainę przeciwko Tatarom. Opat w czasie tej kampanii udawał wojskowego inżyniera, a Werdun jego asystenta. Ciekawe, czy ktoś się na to nabrał, zważywszy, że obaj szastali pieniędzmi na prawo i lewo by zyskać stronników dla opcji francuskiej jest to raczej wątpliwe.

Wydawcy, czyli Muzeum Jana III w Wilanowie piszą, że dziennik Werduna to nieoceniony przewodnik po XVII wiecznej Polsce. A to z tego względu, że Werdun jest bardzo dokładny. I to prawda, w przeciwieństwie do O’Connora, który wiele opisów po prostu ściągnął z polskich źródeł, nasz bohaterski Niemiec, opisuje tylko to co widział. Podobnie jak tamtego jednak interesuje go stan fortyfikacji, zasobność pól i kościołów oraz odległości pomiędzy poszczególnymi miastami oraz jakość dróg. Te ostatnie opisuje ze szczególnym zamiłowaniem, tak jakby zamierzał robić karierę w transporcie.

Najciekawsze są oczywiście te fragmenty, które opisują życie w obozie hetmana w czasie wojny przeciwko kozakom i Tatarom. No i te dotyczące życia społeczności miejskich. Oto próbka:

Wszyscy Ormianie w Polsce powiadają, że już przed stu laty złączyli się z Kościołem rzymskim. Było to jednak tylko udaniem i zatrzymali tymczasem swe dawne błędy, jak to, że wierzyli iż Duch Święty pochodzi tylko od Ojca, iż piekło nie będzie trwało wiecznie, iż połączenie natur w Chrystusie jest ich zmieszaniem z czego powstała trzecia natura, i że ofiary i liczne inne ceremonie starego zakonu trzeba jeszcze utrzymywać. Wreszcie jednak podpisali wszyscy przed siedmiu laty rzymskie wyznanie wiary, do czego przyłożył dużo starania wymieniony już ojciec Pidou i przeprowadził tę rzecz przy pomocy zmarłej królowej Ludwiki Marii Gonzaga de Nevers. Ona to nakłoniła swego pana, króla Jana Kazimierza, do tego, aby zagroził Ormianom, że im odbierze wszystkie przywileje, które otrzymali pod pozorem zjednoczenia z Kościołem rzymskim. To ich nakłoniło do rzeczywistego przeprowadzenia tego zjednoczenia. Zresztą trzymają się z dala od Polaków i innych narodów i religii, prawie zupełnie na podobieństwo Żydów, są jednak tak szlachetni i dumni, jak tamci nędzni i służalczy. Można ich równie łatwo odróżnić od wszystkich innych ludzi po ich krewkiej i ciemnej twarzy, z wypukłymi bezczelnymi oczami, jak Żydów niezwłocznie po ich bladej i głupowatej twarzy. Niełatwo kojarzą się małżeństwem z obcymi, niepochodzącymi z ich narodowości. Zarazem są największymi i najbardziej przebiegłymi kupcami, jakich można znaleźć.

Ormianie to osobna sprawa, podobnie jak Gresy obecni w południowo-wschodniej Rzeczpospolitej. I nad tym przyjdzie nam się jeszcze pochylić. Na razie zostawiam Wam Werduna i pędzę do Wrocławia. Mam tam dziś wykład o 17.00, przy Ołbińskiej 1, jutro zaś wieczorem spotkanie z czytelnikami, a w sobotę pogadankę w Brzegu dolnym. Szczegóły są dostępne na stronie www.coryllus.pl po prawej stronie, na górze. Wiszą tam dwa ogłoszenia.

Na dziś to tyle. Zapraszam do księgarni Przy Agorze, do księgarni Tarabuk i do sklepu FOTO MAG

  17 komentarzy do “Kolejny francuski agent”

  1. Żydzi byli służalczy do czasu gdy służących mogli pozatrudniać 😉

  2. „Werdun jest bardzo dokładny”, „nasz bohaterski Niemiec” – przecież to nie mogło być inaczej 😉

  3. Ja myślę że nasi przodkowie o nic wrednego tej agentury nie podejrzewali, że raczej byli przekonani o prawdziwym zachwyceniu się wszystkim co polskie. I trudno mieć do przodków pretensje. Bo jak nie będąc samemu wrednym, a tylko żyć z uprawy roli i dbać o obronę polskich granic, jednocześnie tkwić w przekonaniu że wokół są agresorzy, intrygi, traktaty z piekła rodem itp.
    Żeby się dopatrywać agresji, samemu trzeba być agresywnym.
    No i w tym polskim narodzie takie kąkole jak Łascy czy raczej Lacy.

  4. A ja jeszcze przezywam odpowiedz Toyaha do Tarczynskiego, ze ” na brytyjskim Mam talent sa tacy, co potrafia jednoczenie miec ksiazke w reku i jej nie miec. ” Kazde slowo wazne.

  5. Proszę zobaczyć jak Węgrzy tkraktują swoje Kresy i swoich rodaków tam mieszkających.Warto porównać
    z polskojęzyczną s…ą.Tam do snktuarium ,na dawnych swich Kresach,jedzie prezydent.Czy u nas nie mozna zorganizować pielgrzymki do MB Ostrobramskiej ,ale kto to …okupanci!!1
    6

  6. Poruszajace niesamowicie! Myslalam, ze taka modlitewna „mobilizacja” to tylko na Jasnej Gorze
    jest mozliwa… milo dla oczu i serca widziec takie obrazki.

  7. Brat kilka lat temu byl w Sanktuarium u MB Ostrobramskiej… jak zapytalam o wrazenia, jak
    sie tam czul… nie byl w stanie nic powiedziec, bo lzy same lecialy mu z oczu… przywiozl mi
    pamiatke z wizerunkiem MB Osrobramskiej… mam Go przy sobie we Francji.

    Przypuszczam, ze gdyby byla zorganizowana taka pielgrzymka Polakow z PAD’em na Litwe,
    na Kresy… tez mogloby byc sporo ludzi…

    … tylko kto to zorganizuje… Ojciec Rydzyk jest mocno zajety… kto???

    Senatorowa Anna Maria Anders-Costa… Marian Kowalski z pastorem… Bosak… Zawisza…
    Winnicki… Romaszewska-Guzy… Tarczynski… ks. Sowa… a, moze sam Sakiewicz, Tekieli, Kania, Lichocka… kluby Gapol’a ???

    Predzej chyba kaktus na dloni wyrosnie!

  8. PAD teraz załatwia sprawy bezpieczeństwa, i Jego (PAD`a) przygoda z Hostią, wskazuje że na modlitwę też będzie czas. Dobrze że jest już powyżej wskazany pomysł co do Ostrej Bramy i jest równolegle praktyczny przykład z Węgier.
    No bo ci „kolejny francuscy agenci” są jak widać groźni, realizują zadania, o których dowiadujemy się ile lat później, a o ilu machinacjach jeszcze nie wiemy? . Do Opatrzności musimy się odwoływać.

  9. Tak, to rzeczywiscie jest swietny pomysl z ta pielgrzymka do Ostrej Bramy… co to Wegrzy dali
    nam przyklad…

    … tak, pani Nebrasko mozemy liczyc tylko na Opatrznosc i do Niej sie odwolywac… a, o tym
    jak Francja i Francuzi sa „przyjaznie” do nas nastawieni… to prawie moge „robic”
    za… expertke!

    Ja tak falszywego i zaklamanego „narodu” jak Franki to jeszcze nie widzialam… pewnie dlatego,
    ze od jakiegos czasu tu rezyduje… hipokryci i tyle!

  10. PAD na pielgrzymce ,do Ostrobramskiej Pani,z Polakami i z Polakami z wileńszczyzny to mrzonki…

  11. Nie bede sie spierac, tym bardziej, ze prawdopodobnie moze miec Pan racje,
    ale… pomarzyc dobra rzecz.

  12. Fajna analiza ekonomiczna układu sił w europie po Brexit-cie, kto traci a kto zyskuje.

    http://www.michalstopka.pl/konsekwencje-brexit-usa-polska-traci-niemcy-rosja-chiny-zyskuja/

  13. Ten szpec-analityk… to wie co zje! Ze tez takie gamonie wypowiadaja sie o sprawach,
    o ktorych nie maja „zielonego pojecia”…

    … babci na ucho… te swoje brednie moze opowiadac,

  14. Wczoraj wieczorem – aby się gdzieś zaszyć – odsłuchałem w słuchawach:
    „CORYLLUS” Gabriel Maciejewski – wykład w Legionowie 11.02.2016″

  15. Lecz „blada głupowata twarz” im została, a nawet się powiększyła, co może być jest niezamierzonym efektem ubocznym ukazu carskiego Piotra I: „podwładny winien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty, tak by swoim pojmowaniem sprawy nie peszył przełożonego”.

    „Подчинённый перед лицом начальствующим должен иметь вид лихой и придурковатый, дабы разумением своим не смущать начальство”.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.