wrz. 182021
 

Wczoraj przez cały dzień różne osoby podsyłały mi nagrania, gdzie biskup Ryś zamienia koncert, na którym bawi się trochę znudzonej młodzieży w mszę świętą. Nie pisałbym o tym, ale podsyłano mi także nagranie, które można było obejrzeć także w telewizji, gdzie widać człowieka profanującego krzyż i bijącego księdza na schodach kościoła. Człowiek ten miał wypikslowaną twarz. Zastanawiam się dlaczego? Dlaczego ktoś chroni tego śmiecia i nie pozwala na to, by mieszkańcy miejscowości, w której on żyje mogli poddać go ostracyzmowi?

Ktoś oczywiście powie, że takie jest prawo, nie można ujawniać bez zgody czyichś danych i wyglądu. No, ale ten facet łamie prawo, zachowuje się skandalicznie, a ujawnienie jego twarzy to jest czyn zwany o znikomej szkodliwości społecznej, jak to się zwykło mawiać. Ludzie zaś, którzy powiedzieliby mu kilka słów od serca spotykając go na ulicy, mieliby trochę satysfakcji i poczucia sprawiedliwości. Nazwisko pobitego księdza znają wszyscy miejscowi, a jak ktoś chce je poznać, łatwo odnajdzie je w sieci. Nazwisko profana i jego twarz pozostają tajemnicą. Wydarzenie to, a także postawa biskupa Rysia skłoniły mnie do takiego oto wyjaśnienia sytuacji, w jakiej znajdują się wierni Kościoła Powszechnego dzisiaj: ich kapłani są towarem. Tym towarem handluje się w mediach, a sprzedawcami są co sprytniejsi i bezwzględniejsi biskupi, intuicyjnie wyczuwający skąd wiatr wieje. Bo przecież żaden z nich nie wyciągnie z okoliczności, które go otaczają wniosku takiego, jak ten mój. Sprzedawcami księży są też dziennikarze mediów katolickich, a także nierzadko sami księża, którzy proponują swoje usługi różnym siłom wygłaszając jakieś kwestie przed kamerą. Nie zamierzam tu załamywać rąk, wieszczyć końca Kościoła i martwić się o to, co się stanie z nami. Chcę opisać ten dziwny stan, w jakim się znaleźliśmy w miarę precyzyjnie, tak by opis pokrywał się z faktami. Księża są na sprzedaż. To jest założenie podstawowe. Media i oświeceni biskupi spędzają ich na plac, gdzie odbywa się handel i wykrzykując różne hasła domagają się, od kapłanów odzewu. Ten musi mieć odpowiednią moc i natężenie, a także przenosić treści, które pozwolą księdzu na znalezienie się w grupie tych, którzy nie zostaną sprzedani i przeznaczeni na medialną rozwałkę. Do emitowania właściwych komunikatów zachęcają księży biskupi, tacy jak biskup Ryś, który – co było do okazania wczoraj – kazał się nazywać ziomkiem od słowa. Nie wiadomo co w takim wypadku powiedzieć. Jak ocenić zagranie tak prymitywne? Może opowiem taką historię. Jedna z moich kuzynek jest zakonnicą, jest starsza ode mnie i uczy religii małe dzieci, w niewielkim miasteczku. Dawno, dawno temu, kiedy ja byłem zbuntowaną młodzieżą, a ona była zwykłą, pochodzącą ze wsi zakonnicą, podróżującą po świecie, rozmawialiśmy o różnych sprawach. Między innymi o tym, jak powinno się formułować komunikaty płynące z ust osób duchownych lub prowadzących życie konsekrowane do młodzieży. Rozmawialiśmy o tym w latach osiemdziesiątych, ale ja tę rozmowę dokładnie pamiętam. Zgodziliśmy się, że najgorsze co może zrobić ksiądz, albo zakonnica, to zniżać się do poziomu młodych ludzi. To nie jest jakiś szczególnie głęboki wniosek, ale ja miałem wtedy ze trzynaście lat i wydawał mi się on niezwykle odkrywczy. Minęło prawie pół wieku i mamy występy biskupa Rysia, który zachowuje się tak, jakby się objadł blekotu. W niezgodzie z zasadami, które rozumieją i czytają wszyscy. Moim zdaniem jest to efektem jakiegoś przymusu. Biskup Ryś i inni biskupi, być może także papież są w sytuacji przymusowej, z której nie widzą wyjścia. Dlatego zachowują się w taki sposób, który wywołuje u myślącej części wiernych jakaś niewesołą refleksję, a u myślącej młodzieży wywołuje przemożne pragnienie ucieczki z Kościoła. To jest element tresury stanu kapłańskiego. Biskup Ryś podsuwa marchewkę, która jest z plastiku niestety, ale tego jeszcze nikt nie wie i każe mówić do siebie – hej ziom. Terlikowski zaś wywija drucianą nahajką i szykuje się, wraz z Hołownią, do naprawdę poważnych czystek w Kościele i objęcia tam, w czyimś imieniu, rzeczywistej władzy. Jest mi trudno, jako człowiekowi ułomnemu duchowo, kłótliwemu, konfliktowemu i wielokrotnie gubiącemu właściwą drogę pisać takie słowa, ale z drugiej strony myślę, że nikt inny ich nie napisze. Na fejsie znów włączyły mi się religijne pogadanki. Jakaś młoda pani opowiada o tym, że serce człowieka może się stopić w zetknięciu z cierpieniem innych, dlatego ważnym doświadczeniem jest wolontariat. Zapewne. Mnie już wiele lat temu, pewna koleżanka tłumaczyła jak pięknym doświadczeniem jest wolontariat i pomoc osobom niepełnosprawnym i głęboko upośledzonym. I ja sobie tę rozmowę zapamiętałem tak samo, jak tę wcześniejszą, z moją kuzynką zakonnicą. Spotkałem bowiem tę koleżankę dużo później, kiedy była już żoną i matką. Powiedziała mi, że nie ma zamiaru rodzić więcej niż jednego dziecka, bo ten porób i wszystko z nim związane jest tak okropne, że brak słów. Tego, które urodziła nie karmiła piersią, albowiem wywoływało to u niej obrzydzenie. Można by tu jeszcze dorzucić kilka historii o ludziach, którzy współczują psom ze schronisk i traktują bliźnich gorzej niż pracownicy schroniska te psy. No, ale dajmy już spokój. Konkluzja tego wywodu jest taka, że właściwą drogę trudno jest rozpoznać. Naprawdę trudno jest rozpoznać, a nie na niby, jak to się wydaje osobom wygłaszającym te pełne współczucia pogadanki. Pułapki bowiem są wszędzie, w ich rozpoznaniu nie pomaga już nawet przypowieść o uchu igielnym i wielbłądzie. Ilość bodźców i komunikatów, jakie kieruje ku nam świat zwiększyła się bowiem o jakieś pięć tysięcy procent w porównaniu z czasami opisywanymi w Ewangeliach. Trudno jest także znaleźć przewodnika, który wskaże drogę właściwą, przyczyna zaś tego stanu jest taka, jak wskazałem w tytule – wszyscy przewodnicy stali się towarem. Ich myśli zaś i postawy są kształtowane przez popyt i podaż, te zaś z kolei kreują media we współpracy z niektórymi hierarchami. Dla pogubionego człowieka nie ma w tym miejsca. No chyba, że jakaś konkurencyjna organizacja poda mu rękę i doceni jego postawę. To się często zdarza. Tym częściej i głośniej słuchać komunikat, że księża są zajęci, zapracowani i jest ich za mało. Jakoś tych protestantów zawsze jest tylu ilu trzeba. Myślę, że księży nie jest za mało, ale gospodarują oni swoim czasem w sposób, który zniechęca do Kościoła ludzi młodych. Przykładem na to jest właśnie biskup Ryś. Kogo dziś stać, na stracenie tylu cennych minut, by przemawiać do gromadki znudzonej młodzieży?

Tytułem podsumowania powtórzę to, o czym wspomniałem wczoraj – nie chodzi o to, by rozmieniać się na drobne i poświęcać swój czas każdej pogubionej owcy z osobna. Chodzi o metodę. Tak którą stosuje biskup Ryś jest zła i prowadzi do katastrofy. Przypomnijcie sobie tych niemieckich wytwórców zabawek z Turyngii, który toczyli obręcz, nie kojarzącą się nikomu z niczym, a kiedy pokroili ją na kawałki okazywało się, że zamieniła się ona w dwadzieścia miniaturowych lwów.

Gdzieś na drodze pomiędzy tą obręczą, a lwami znajdują się pycha i lenistwo. Czyli pani „Moje serce stopi się w zetknięciu z cierpieniem” i pan „Nie mam czasu, muszę sprawdzać zeszyty od religii IV b”. Wytoczenie obręczy zajmowało tym ludziom naprawdę niewiele czasu.

Na koniec jak zwykle reklama książek

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-i-2/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-ii/

 

No i zasygnalizowana wczoraj wrześniowa promocja

 

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-i/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-ii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/miedzy-altransztadem-a-poltawa-stolica-apostolska-wobec-obsady-tronu-polskiego-w-latach-1706-1709/

  11 komentarzy do “Księża jako towar”

  1. Są księża, którzy prowadzą non stop ciekawe konferencje i rekolekcje, bo jednak bezpośredni kontakt z  ludźmi jest ważny.

    Oni istnieją i działają jakby poza tym Kościołem, który jest pokazywany w głównych mediach.

  2. Co ciekawe, ich przekaz jest ciągle aktualny, świeży i potrzebny mimo, że znajdujemy się już w okresie czwartej ery technologicznej.

    Fantastyczne pomysły Harariego o stworzeniu Golema, a właściwie golema, czyli ludzkiej maszyny biologiczno – elektronicznej w praktyce doprowadziły do utworzenia europejskiej agencji Hera (kobieta na bestii), która będzie organizować produkcję i dystrybucję w Europie skupioną na środkach higienicznych i szczepionkach i jest to projekt przewidziany na lata, nie tymczasowy. Jest już projekt budynku centrali, co budzi skojarzenia z siedzibą IG Farben we Frankfurcie. Całe przedsięwzięcie jest państwowe (unijne) i prywatne firmy nie będą miały z tego nic.

  3. Ostatnio w naszych kraju sypnęło głupotą i nie chodzi tylko o Rysia.

    Konfederacja uruchomiła „protokół 2%” wypowiedzą Brauna oraz Mikkego który powiedział że wiek współżycia dziewczynki powinien być legalny od pierwszej miesiączki czyli już 12 lat

    Poza tym polski tłiter usunął konto  Wielguckiego a jutub Kanał sportowy Borka, Pola i Stanowskiego za krytykę walki transwestyty z kobietą.

  4. Tak się formatuje opozycję. Pol z Wielguckim w jednym worku wrzuconym w spienione fale internetu. Niesamowite.

  5. Matka Kurwka to mój ziom w sensie geograficznym. Nic do człowieka nie mam.

     

    https://m.youtube.com/watch?v=KhlpMREp5UI

  6. Co by nie mówić o cenzurze, to jednak bardzo poruszający film o Jedwabnem puścili wczoraj na YT.

  7. Całe szczęście nie wszyscy biskupi są Rysiami.

    Na sesji rady biskupów diecezjalnych Polski dokonano obejścia motu prioprio Franciszka Strażnicy Tradycji. Mistrzowskie zagranie polskich hierarchów i to przed jesienną wizytą w Rzymie:

    https://vademecumliturgiczne.pl/2021/09/07/sugestie-dla-biskupow-diecezjalnych-w-sprawie-traditionis-custodes/?fbclid=IwAR19WiZUlESFZiFNSd5G0XRf03W8ilE3J0UjOon1eEQhWX05FaxNLELWygU

  8. „Można by tu jeszcze dorzucić kilka historii o ludziach, którzy współczują psom ze schronisk i traktują bliźnich gorzej niż pracownicy schroniska te psy.”

    Z tymi psami to trzeba dodać, że służba weterynaryjna jest na dużo wyższym poziomie niż służba zdrowia dla ludzi i nie wynika to wcale z większej miłości organizatorów  klinik weterynaryjnych do psów niż do ludzi. Po prostu leczenia weterynaryjnego nie organizują bandy parobków spragnionych rabunku naszych podatków tylko normalni przedsiębiorcy, spragnieni hajsu, bez udawania filantropów, społeczników i dobrodziei.

    I tego ci szaleni miłośnicy piesków i kotków nie rozumieją, często popierając przy tym aborcję i inne okrutne patologie.

    I żeby nie było – bardzo lubię zwierzęta.

  9. Brak niezależności finansowej KK, tak jak w Wojnie i kredycie tom I, opactwa mają kasę i się nikogo nie muszą bać. Odebranie KK majątku to był pierwszy milowy krok w robieniu z nim porządków.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.