Lut 222014
 

Ja wiem, że wielu już może ten wątek nudzić, ale jakoś nie mogę się oderwać. Książka Llosy, o przygodach Rogera Casamenta, brytyjskiego konsula i irlandzkiego patrioty gdzieś mi zginęła, choć przysięgam, że nie wynosiłem jej z domu. Sytuacja u nas jest po prostu tak dynamiczna, że ja nie panuję nad przedmiotami. Całe szczęście napisał do mnie nasz kolega Oranje z Dublina, który polecił mi książkę Grzegorza Swobody pod tytułem „Dublin 1916”. Kupiłem ją i właśnie wczoraj przyszła, zacząłem czytać od razu i nie wiem czy dokładnie wszystko zrozumiałem, bo Oranje zapowiadał różne zaskoczenia i niespodzianki, postaram się jednak opisać to co tam jest. No więc sprawa z Irlandią przed I wojną światową była dość złożona. Brytole chcieli, żeby była tam autonomia i spora część Irlandczyków zgadzała się na to, dla świętego spokoju. Propozycja ta, w świetle faktów, wydaje się jednak dęta i pozorna, chodziło bowiem o to, by coś obiecać i na tym „cosiu” wyhodować jakiś ruch ekstremistyczny. Nie było to trudne, bo w środowiskach irlandzkich intelektualistów kipiało i coś tam sobie każdy wymyślał na temat przyszłości Irlandii. Najgorszy był Pears, który podawał się za szczerego idealistę. Pisał wiersze, piosenki i dramaty, założył szkołę dla chłopców, gdzie mówiono po gaelicku i czynił to co zwykle nazywa się „kształtowaniem charakterów”. Był lubiany i przez wielu podziwiany. Pieniądze na szkołę z internatem wziął z Ameryki, gdzie ponoć zbierał je osobiście. Nie było to dobrze widziane przez czynne tam organizacje irlandzkie, których nazwy nie potrafię zapamiętać, bo oni uważali, że wszystkie pieniądze dla kraju powinny przechodzić przez ich ręce. No, ale idealista Pears jakoś tę przeszkodę ominął i po chwilowych dąsach, znów został kolegą wszystkich irlandzkich działaczy jak świat długi i szeroki. Nie dowiemy się z tej książki niestety z jakiej działalności pochodziły budżety organizacji irlandzkich w Ameryce, a szkoda, bo dałoby nam to pełny obraz zaplecza finansowego i wskazałoby na ludzi, którzy podejmowali tam decyzje istotne. Nie zdziwiłbym się jednak, gdyby pochodziły z rabunku. W każdym razie te pieniądze skądś się brały. Grzegorz Swoboda nie wyjaśnia skąd, ale one były. Na co były przeznaczane? Teraz uwaga! Na organizacje paramilitarne. Organizacje te liczyły według tego co tam jest napisane setki tysięcy członków. Cały zaś potencjał brytyjski na wyspie to jakieś 40 tysięcy żołnierzy. Irlandczycy mieli dwie organizacje paramilitarne, jedną republikańską złożoną z idealistów i poetów i drugą, opartą o Związek Zawodowy Transportowców. Ta druga organizacja to byli po prostu komuniści zakolegowani z Leninem, którym wolność Irlandii potrzebna była do tego, by zbudować tam gułag, w którym niewolnicy produkować będą jakieś rzeczy na rynki amerykańskie. Obie te organizacje były uzbrojone. Niezbyt dobrze, ale jednak. W pewnym momencie okazało się, że można na wyspę przewieźć karabiny i szkolić bojówki. Tak po prostu, za zgodą władz. Okazało się jednak, że władze w Londynie (podkreślam – w Londynie!) nie chcą by katolicy mieli broń. Oranżystom pozwolono na dozbrojenie, a katolikom nie. Bardzo to naszych republikanów zdenerwowało i postanowili broń do Irlandii przemycić. Nie było forsy. Mieli ją komuniści, bo oni dostawali stale subsydia od banku Rotszylda, tak tam jest napisane, nic nie zmyślam, raz nawet dostali 3 miliony funtów. Oni jednak broni nie chcieli kupować, bo oszczędzali, a może w coś inwestowali? Sam nie wiem, a Grzegorz Swoboda nas o tym nie informuje. Nagle jednak okazało się, że w Ameryce mieszka jakiś tajemniczy dobroczyńca, który pożyczy Irlandczykom 1500 funtów na zakup w Hamburgu dużej ilości karabinów Mauser. Doszło do transakcji, a broń została przywieziona do małego portu na kilku jachtach. Bojówki republikańskie stawiły się na nabrzeżu, żeby ją odebrać. W biały dzień, bez żadnych środków ostrożności. Niektórzy przyjechali na rowerach, a inni wzięli taksówki. Najbiedniejsi przyszli pieszo. Każdy wyfasował swój karabin i ruszył czym tam miał do domu. Z jakiegoś pubu jednak zadzwoniono na policję i ta policja się zjawiła wraz z jakimś oddziałem wojska. Nie udało się jednak odebrać nikomu broni, bo nie było porozumienia pomiędzy policją a wojskiem. Policjanci twierdzili, że broń jest nielegalna, a oficer prowadzący żołnierzy, że nie ma podstaw prawnych do rekwizycji, bo oranżyści swoją broń przecież dostali. I tak po wymianie nieuprzejmości, wszyscy rozeszli się do domów. Bojówki, nader liczne – podkreślam – miały broń, a policja czyste sumienie. Potem okazało się, że część tych karabinów zajumali komuniści, którzy nie chcieli wydawać na nie pieniędzy otrzymanych od Rotszylda, bo przeznaczali je na coś innego.
Aha, ważna rzecz, za te karabiny każdy bojownik o wolność Irlandii musiał zapłacić, trzeba było bowiem oddać dług amerykańskiemu dobroczyńcy. Okazało się, że wszyscy się spisali, wpłacili pieniądze i dług oddano. Potem zaś do republikanów zaczęły przychodzić regularne subsydia ze Stanów w wysokości 1000 funtów miesięcznie. Kłopoty finansowe organizacji się skończyły.
Mamy więc dwie duże i całkowicie oszukane struktury, firmowane – jedna przez poetów i piewców przeszłości, a druga przez idealistów politycznych kolegujących się z Leninem i kasjerami Rotszylda, czyli gangsterów po prostu. Członkowie tych organizacji widzą przyszłość swego kraju na różne sposoby. Republikańscy idealiści chcą, by Irlandia była całkowicie niezależna, lub by zamieniła się w taką północną Portugalię strzegącą oceanu, by nikt nie uzyskał na nim dominacji. By Brytyjczycy nie uzyskali na nim dominacji, mówiąc wprost. W takim razie kto miał ją uzyskać? No Amerykanie albo Niemcy, z tym, że warunkiem uzyskania niepodległości Irlandii było porozumienie tych dwóch krajów. I były na to nawet pewne widoki, a nasz ulubiony Roger Casament jeździł po Stanach i wygłaszał odczyty do Amerykanów klarując im, że pochodzą albo z Irlandii albo z Niemiec. Nie mogą więc działać na szkodę żadnego z tych krajów.
Wróćmy jednak do irlandzkich organizacji bojowych. Obydwie były umundurowane, a mundury według regulaminu trzeba było kupować u wyznaczonych dostawców. Jak ktoś kupił gdzie indziej szefostwo organizacji bardzo się denerwowało. Mundury były drogie, ale zdyscyplinowani członkowie, sami szczerzy patrioci nie szczędzili grosza. Niestety nie wiemy w której fabryce powstawało sukno na te uniformy, ale sadzę, że nie pomylimy się, jeśli uznamy, że fabryka ta należała do jednego z brytyjskich parlamentarzystów albo wręcz generałów. Wszyscy ci umundurowani ludzie odbywali ćwiczenia, nierzadko w samym środku miast, maszerowali czwórkami, z karabinami na ramionach, ze śpiewem. Policjanci i żołnierze królewscy przyglądali się im ze spokojem, a nierzadko z szyderstwem. Nie dla wszystkich starczało karabinów i część patriotów maszerowała z okutymi dębowymi kijami na ramionach. I chciałbym, żebyśmy sobie teraz coś uzmysłowili. Oto polscy patrioci w liczbie 100 tysięcy, a takie liczby podaje Swoboda, maszerują po ulicach Warszawy, Kalisza i Radomia, ze śpiewem. Niech by nawet nie mieli karabinów, a tylko te kije. Toż żaden ruski policjant nie pojawiłby się na ulicy ze strachu, a Fiodor Dostojewski napisałby w ekspresowym tempie ogromną powieść o tym jak Polacy sprzysiężeni z Jezuitami chcą rozgrabić świętą Ruś. We Francji powieść tę nagrodzono by od razu, a wydania kieszonkowe osiągałby milionowe nakłady. Wojsko cesarskie zgromadziłoby się w wielskiej liczbie nad granicą królestwa, a w Berlinie i Wiedniu ogłoszono by specjalne orędzia oddając się w opiekę Panu Bogu Wszechmogącemu i wszystkim świętym.
Tam zaś, konkurencyjne organizacje patriotyczne, jedna finansowana przez Rotszylda, a druga przez Inteligence Service, ćwiczą ataki, szturmy, walkę w mieście, z prawdziwa bronią w dodatku, a poczciwi konstable stojący na rogach ulic ziewają z nudów.
Wybucha wojna i robi się nerwowo. Nikt jednak nie myśli o powstaniu serio. Dopiero kiedy Roger Casament jedzie do Niemiec i ściąga tam kilku działaczy, z których najważniejszy jest Joseph Plumkett, arystokrata i jak chcą niektórzy genialny strateg, coś się zaczyna dziać. Nikt nie wie jednak co dokładnie, bo Roger Casament pilnowany jest cały czas przez dwóch nie rozpoznających się agentów wywiadu amerykańskiego. Jeden z nim śpi, a drugi nazywa go swoim mistrzem i nauczycielem. Wobec takich emocji biedny Casament jest bezradny i staje się całkowicie niewiarygodny dla rządu niemieckiego, który dogaduje się z innymi patriotami. Zapada decyzja o powstaniu i do brzegów Irlandii płynie niemiecki statek wyładowany bronią. Tak się jednak składa, że pomiędzy Dublinem a Berlinem nie ma żadnej łączność. Wiadomości przechodzą via Nowy Jork i tamtejsze organizacja irlandzkie, czyli po prostu gangi penetrowane przez służby amerykańskie. Coś się tam więc popieprzyło i kiedy Niemcy przypłynęli do brzegu wyspy nikt tam na nich nie czekał. Karabinów nie odebrano. Statek skręcił więc na ocean i tam został ostrzelany przez Brytyjczyków, kapitan zaś zdecydował się na zatopienie jednostki i ewakuację na szalupach. W Dublinie, „nie wiadomo kto” czyli Plumkett, Pears i kilka innych osób, w tym sporo kobiet idealistek przygotowywali powstanie. Okazało się, że nie ma tej niemieckiej broni, więc powstanie nie może wybuchnąć na prowincji. Zostaje Dublin. No i wiele osób uważa, ze trzeba zrezygnować, ale wielu uważa, że nie. I powstanie wybucha. Niemcy nie wyrzucili co prawda na brzeg irlandzki karabinów, ale wyrzucili tam Rogera Casamenta, wraz z dwoma ludźmi, z których jeden – najlepszy przyjaciel – był agentem amerykańskim. Ludzie ci zostawili sir Rogera w jakichś ruinach, a sami poszli „szukać pomocy”. Jeden został aresztowany, a ten drugi, który wskazał policji, gdzie jest Casament odnalazł się potem w Nowym Jorku.
W Wielkanoc wybuchło powstanie. Dalej nie czytałem, bo było późno, ale to co Wam tu opisałem jest wystarczająco, moim zdaniem wymowne. Nie wiem co będzie dalej, bo nie znam historii Irlandii, ale obstawiam coś takiego: najwięksi idealiści, którzy przeszkadzali wszystkim zginą, albo zostaną powieszeni po krótkich procesach. Irlandia wskutek oburzenia „opinii publicznej” odzyska niepodległość, a na jej terenie zainstalują swoje bazy Niemcy w porozumieniu z Amerykanami i ludzie Rotszylda nazywający siebie zawodowymi rewolucjonistami i będzie dobrze. W II wojnie światowej Irlandia nie weźmie udziału. Będzie neutralna, o tym pamiętamy wszyscy, neutralna jak Portugalia i Hiszpania.
Aha, jeszcze jedno: sir Roger przekonywał swoich rodaków, że jak Niemcy zajmą Irlandię jej mieszkańcom nic się nie stanie, bo przecież Niemcy zajęli część Polski, a Polacy dalej mówią po swojemu i nic się złego nie stało. A nie są przecież tak wielkim narodem jak Irlandczycy, a jedynie jakąś słowiańska mierzwą, którą wielcy podbijają od stuleci dla jej dobra.

Na naszej stronie www.coryllus.pl pojawił się już regulamin konkursu na komiks według „Baśni jak niedźwiedź”. No więc jest tak, mamy trzy kategorie: bitwy, kresy, święci. Do każdej kategorii przyporządkowane jest jedno opowiadanie i można sobie wybrać co się chce rysować. Czy bitwę pod Żyrzynem według opowiadania „Żyrzyn 1863”, czy historię księcia Romana Sanguszki według opowiadania „Baśń kresowa”, czy może historię św. Ignacego de Loyola według opowiadania „Trzydniowa spowiedź kochanka królowej”. Nagrody są niekiepskie, w każdej kategorii po trzy. Za pierwszą 5 tysięcy minus podatek, który w takich razach koniecznie trzeba odprowadzić, za drugą 3 tysiące minus tenże podatek, a za trzecią 2 tysiące minus wspomniany podatek. Myślę, że warto się pokusić, tym bardziej, że z autorami najlepszych prac chciałbym potem podpisać umowy na stworzenie całych albumów, według mojego scenariusza. Aha, jeszcze jedno: na konkurs nie rysujemy całej historii, ale jedynie od 4 do 6 plansz formatu A 4 w pionie. Szczegóły są już na stronie www.coryllus.pl w specjalnej zakładce „Konkurs”. Prace będzie można nadsyłać do 20 maja, a ogłoszenie wyników nastąpi 20 czerwca.
Ponieważ intensywnie zbieramy pieniądze na nagrody, które są dość poważne, umieściłem w sklepie kilka nowych tytułów, są to albumy z archiwalnymi zdjęciami, dość szczególne o tematyce raczej mało spopularyzowanej. Opisy znajdziecie przy zdjęciach okładek. Zysk z ich sprzedaży przeznaczamy w całości na nagrody konkursowe.

Na stronie www.coryllus.pl mamy nowe obrazy Agnieszki Słodkowskiej, ze słynnej już serii „japończyków” mamy też cztery portrety bohaterów naszego komiksu o bitwie pod Mohaczem. Można tam także kupić poradnik „100 smakołyków dla alergików” autorstwa Patrycji Wnorowskiej, żony naszego kolegi Juliusza. No i oczywiście inne książki i kwartalniki. Jeśli zaś ktoś nie lubi kupować przez internet może wybrać się do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie, albo do księgarni wojskowej w Łodzi przy Tuwima 33, lub do księgarni „Latarnik” w Częstochowie przy Łódzkiej 8. Nasze książki można także kupić w księgarni „Przy Agorze” mieszczącej się przy ulicy o tej samej nazwie pod numerem 11a. No i jeszcze jedna księgarnia ma nasze książki. Księgarnia Radia Wnet, która mieści się na parterze budynku, przy ulicy Koszykowej 8.

  36 komentarzy do “Mechanizmy insurekcyjne na przykładzie Irlandii”

  1. Opowiadał mi ktoś, jak widział, może rok temu, jak po uliczkach Podkowy Leśnej biegał facet w wojskowym stroju, z plecakiem, polską flagą i kijkiem w dłoni…

  2. To się zdarza….

  3. Brytole podbijają świat językiem. Pierwszym zapożyczeniem angielskim był brytan! Obecnie w języku polskim funkcjonuje ponad 2000 zapożyczeń literackich 😉

  4. Jak łatwo w czasie rewolucji objąć dowództwo (K.Ujejski”Pamiętniki”): Bawiłem przejazdem w Paryżu, szedłem po ulicach ogołoconych z bruku, bo stawiano barykady. I przy jednej na zapytanie kto jestem, żem powiedział Polonais, ogłoszono mnie dowódcą. We stu może w dwiestu weszliśmy do zamku… W sali tronowej mna estradzie ogołoconej z dywanu, na deskach widziałem napis kreślony kredą: vive la Pologne! Kto to napisał? Chyba ręka anioła bożego.”
    taką przygodę miał w Paryżu podczas Wiosny Ludów wczoraj cytowany K. Ujejski.

  5. Tak sobie myślałam , że było by dobrze gdyby Coryllusowi ta koszmarna powieść gdziś już zginęła .
    No dokładnie to myślałam a niech ją i jej autora diabli wezmą !
    No i proszę . Stało się .
    Ja mieszkam bardzo daleko , więc to nie ja , żeby nie było .
    A to co powyżej jest tak zajmujące , że jeszcze sobie to przeczytam drugi raz , jak już siądę wieczorem w fotelu .
    Ania Z UW …. to też świetne !

  6. Nasza insurekcja nie miała budżetu. W dniu 14.09.1794 gen. Zajączek donosi Kościuszce „… przysłane buty, płaszcze i sukmany całkiem rozdałem lecz w regimencie Działyńskich jescze brakuje 500 sukman czyli płaszczów… wozów pod namioty i kociołki , … najwięcej upraszam N.Naczelnika o buty, bo strzelce Ossowskiego do tej pory bosą nogą odbywają kampanię.”
    Ratunkiem dla zdobycia ubrania dla wojska był nakaz:” ..każde pięć dymów zarówno miejskich jak i wiejskich dało po dwie koszule z prostego płótna za darmo, po jednej parze butów po 6 zlp i po jednej siermiędze w cenie 10 zlp” (miało być najprędzej, najtaniej i najdogodniej) data: 27.09.1794.
    A broni nie było walczono na kosy produkowane w Miedzieży u kasztelana łukowskiego, w Warszawie była gisernia Zawadzkiego, w Kozieniach Królewska Fabryka Broni (zniszczona w kwietniu przez Apraksina a 1500 sztuk broni wyrzucono do Wisły) szabelnia w koneckiem musiała stanąć bo ciągły przemarsz wojsk utrudniał pracę, kul, bomb, grantatów, kartaczy dostarczały kuźnice Suchedniowskie i Samsonowskie, w Warszawie znajdowało się około 62 warsztatów puszkarskich oraz ludwisarnia, którym brakowało surowca. A cała insurekcja była odcięta od połączeń ze światem zewnętrznym i nie można było niczego sprowadzić z zagranicy… (z „Sztuka dowódcza Tadeusza Kościuszki”)

  7. Kościuszko, w czasie insurekcji wnosi też o to, żeby wyposażyć kosyniera w kawał płótna o wielkości – 2 bryty , czy ta miara płaszczyzny płóciennej też jest brytyjska?
    Bo nazwa płaszcza krakowskiego – kierezyja – pochodzi od angielskiego wurazu oznaczajacego rodzaj materiału – kyersey (za prof. A. Jezierskim „Historia gospodarcza Polski”).

  8. Bryt lub bret. Etymologia: niem. Breite 😉

  9. Czego ja się tu dowiaduję . Od razu wiedziałam ,że ten tekst Coryllusa dobrze rokuje 🙂

    Miałam tu napisać żart pewien . Ale napiszę samej sobie i wszystkim jako przerywnik w mrówczej pracy , inny :

    radio jerewań :

    prawda li eta czto biełamorskij kanał pastrojen aniegdotczikami ?

    niet , nie tolka , postrojen toże tiemi katoryje ich słuszajut .

    Jeśli zła transkrypcja , to można poprawiac , ale chyba wystarczajaco

    No i przypomnienie tego tekstu powstrzymało mnie od wpisania innego . Z ostrożności . 🙂

  10. Dlaczego dwóch facetów w ringu może się pozabijać , a mężczyźni którzy swoje sprawy załatwiają w ten sam sposób (np. kibice) ) zamykani są do więzienia i spotykają się z potępieniem całej inteligencji (pacyfizm -jeden z przesądów polskiej inteligencji wg. Grzegorza Brauna) ?

  11. G. Braun wie i Pan wie dlaczego, ale jeszcze Panom wyjaśnię, ponieważ przy walce w ringu nie obrywają tzw postronni. A przy bijatyce kibolskiej postronni są narażeni, że eskalacja złości i młodzieńczej kibolskiej energii może się wyrwać spod kontroli (wyjść poza bijącą się grupę , a jak coś ma się wyrwać spod kontroli to na pewno się wyrwie i postronni oberwą. Oberwą tylko za to że byli blisko. Postronny inteligent zamieszkały blisko stadionu Legii nie chce oberwać wracając z pracy do domu.
    Dobrze mówię?

  12. No jak , proste . Takie jest prawo .
    Ale czy w ringu mogą się istotnie pozabijać ? Chyba nie .
    I też wydaje mi się , że kibice się nie zabijają , tylko siedzące wkoło klubów mafie różne załatwiaja tak porachunki .
    No i można jeszcze zabić kogoś w czasie np powstania czy innej takiej ,,imprezy ” .
    Ja nie jestem pacyfistką . Choć nie wydaje mi się , żeby zawsze trzeba było tak skrajnie działać.
    Ciekawa jestem , co Filozof wymyślił . Pewnie zaraz coś nam tu wrzuci . 🙂

  13. a jeżeli jest to kibicowska ustawka z dala od postronnych , jeżeli dwóch facetów ma ochotę porozmawiać na pięści , dlaczego spotyka się z potępieniem Pani Aniu?

  14. zdarzają się ofiary śmiertelne w ringu , zdarzają się połamane szczęki i kończyny

  15. interesujące jest to ,że Panie pierwsze zabrały głos w tej sprawie

  16. bo ja myślę ,że kibice zaczęli organizować sobie ustawki , po to by bijatyki przenieść ze stadionów na teren neutralny

  17. No oczywiście , że panie zabrały głos pierwsze .
    To dość oczywiste i łatwe do przewidzenia . 🙂

  18. Nie jestem pacyfistką. Nie mam tzw warunków fizycznych , ale chętnie bym czasem czymś grzmotnęła .

  19. Dziękuję Paniom

  20. Ja bym Brauna słuchała.
    Jego analizę przesądów inteligencji polecam . Filozof to linkował kiedyś , ale jest też na PCh24 .

  21. Coryllus , Teraz dopiero sobie czytam na spokojnie , drugi raz … jeszcze poczytam , bo to jest gęste . Ale tylko jedno tu wrzucę . Bank Rotshilda …. David Rockefeller rozmawiał a NY z gen Jaruzelskim np . przed tzw transformacją . Banki lubią finansować rewolucje , kontrrewolucje i inne ,,eventy „”

  22. Jakby insurekcja miała budżet to by nie wybuchła. A tak poszło jak trzeba. Jeszcze ten Kościuszko, nasz polski jakobin, wsadził biednych ludzi na minę. Sami mieli płacić złotem, ale za swoją pracę otrzymywali tylko połowę w kruszcach, a resztę w papierowym „pieniądzu”. Ludzie nie mieli zaufania to nowej formy rozliczeń to w podziękowaniu im się dostało po tyłkach od Naczelnika.
    Jakby Kościuszko miał możliwość to by i tutaj szafoty pobudował.

  23. Rewolucje częściej niż kontrrewolucje, tak sądzę…w końcu chodzi o to, by obniżyć koszty produkcji na duzych obszarach, objętych rewolucją. Taki jest cel główny. Stąd to całe gadanie o równości i wspólnocie. Kontrewolucja zaś czyni z ludzi podmiot i pozwala im decydować oraz zarabiać. Tak więc bank nigdy nie finansuje kontrrewolucji tak silnie jak rewolucji. Finansuje ją tylko na tyle, by każdy zauważył, że ktoś się jednak tej rewolucji przeciwstawia. Inaczej rewolucja byłaby podejrzana. Nikt się bowiem nie może postawić o własnych siłach bandzie gangsterów wyposażonych w kredyt, granaty, karabiny i narkotyki, a także duże ilości alkoholu.

  24. czyli tylko Cud, bo po ludzku to niemożliwe..

  25. mam wrażenie że tłum na Majdanie ma olbrzymią rangę psychologiczna i duchową …mimo, że forsa płynie skądś tam, teraz to jest Naród i Siła…odbudowali się, Jula nie stanęła na wysokości zadania, chyba miała za dobrze w tym więzieniu albo obietnice agentów NWO pozbawiły ją siły..co zrobi Putin ?
    będzie ciekawie

  26. No właśnie .Dokładnie . Ale tego za chlerę nie mogę ja np osobiście wytłumaczyć nikomu na trwałe .Nie mówiąc , żeby czytali tego bloga .
    Braun ostatnio przedstawił kolejną część swojej serii filmowej . Ma to być za tanie pieniadze dostępne na http://www.aha.pl ale jeszczze to nie działa .
    Nie transformacja tylko jak mówił Ambasador układ Geremek – Jaruzelski .
    Rozumiem , że rzuca Pan okiem na komentarze pod blogiem na salonie .
    Ludzie potrzebują wierzxyc , ze sami coś mogą . To jest w mentalności i na to ja nie znalazłam sposobu . No szlag by trafił .

  27. Julia też była umoczona w umowy gazowe z putinem . zA darmo nie siedziała … i za darmo zachód nie dał takiego warunku że ona ma wyjść przed umowa stowarzxyszeniową . A radek zagrał zgodnie z hołdem berlińskim . Ten scenariusz i to budowanie przez przeciek jego wypowiedzi po nocy ….rangi dyplomaty … ułuda …. Ale tłum chce tego poczuvia o którymm pan pisze …..

  28. w telewizji pokazują wnętrze willi Janukowycza 🙂
    śmieszna jest ta wyobraźnia mafiozów czy raczej jej brak tzn to jak ją odczytują ją zatrudnieni wnętrzarze, którzy muszą sto razy wywrócić się podszewką na wierzch żeby odgadnąć oczekiwania sponsora, który płaci…/znam to z reklamy/
    ciekawe co będzie w willi Wołodii P. … już niedługo zobaczymy
    myślę że wille włascicieli Imperium Brytyjskiego są jednak w lepszym stylu..

    miłej niedzieli wszystkim życzę 🙂

  29. ona będzie Prezydentem, bo nie ma nikogo lepszego i USA stawia na nią,
    to straszne że zagwarantowała ludziom że będzie im monitorowała „teatr polityki”, strasznie się odkryła /ale ile tam można stać na tym Majdanie-mam do nich szacunek bez względu na to kto im płacił za zupę i suchary..

  30. Z willami to jakiś stały motyw jest. Jak Husajna zmieniali czy ostatnio Mubaraka to też wille pokazywali.

  31. Byłam w willi Churchila w Kent . Muzeum teraz . Też go po wygranej wojnie nie chcieli , bo mieli poczxucie że tracą imperium …w znanym im dotychczas kształcie .
    Willa staroangielska . I tyle .
    A wille właścicieli ?

  32. Nie ma u Kieniewicza, wyjaśnienia jakie kalkulacje przyjęli rosjanie, że że Kościuszko wódz Insurekcji przeciwko carstwu rosyjskiemu, trzymany w twierdzy pietropawłowskiej odzyskuje wolność. No do skonstatowania mechanizmów insurekcyjnych ta wiedza jest potrzebna.

  33. Ktoś się musiał za wodzem wstawić i coś za nas i za niego przyrzec, do czegoś zobowiązać, no nie?

  34. Nie wiem o Kościuszce …. ale nie , to tak nie działa …
    Ja jeszcze do tego wrócę pod dzisiejszym blogiem bo coś mi chodzi po głowie . Myśl pewna , jeszcze się przyjrzę

  35. Na zaden bunt, rebelie czy powstanie nie ma co liczyc. Polacy skutecznie zostali „wykastrowani” przez iwenty XX wieku.

  36. Już wiem znalazłam, po śmierci KATARZYNY, nowy car przyjął od Kościuszki przysięgę wiernopoddańczą, wypuścił z twierdzy, chciał mu ofiarować 1000 dusz, ale Kościuszko nie skorzystał i wyjechał za ocean.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.