Kwi 042018
 

Czasem mam wrażenie, że autorzy na tak zwanej prawicy uważają, iż przed nimi i ich książkami nie było na rynku nic. To znaczy ktoś tam coś pisał, próbował tworzyć, ale to wszystko była nędza nie tylko literacka, ale przede wszystkim moralna. Dopiero teraz, kiedy wolno już opiewać prawdziwych bohaterów ujawniły się prawdziwe talenty. Sytuacja w dodatku wygląda tak, że jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości do tychże talentów z miejsca jest podejrzany. To rzecz jasna jest typowe, neofickie zachowanie, które przenosi dyskusję o książkach, z poziomu warsztatu na poziom lojalności wobec ideałów i moralności wyższej. W praktyce oznacza ów mechanizm, że książka staje się nędznym bardzo i słabym narzędziem propagandy, a także – nie będziemy tego ukrywać – sposobem na wyduszenie jakiegoś budżetu. Bardzo źle oceniam aktywność autorów, którzy nie mając pojęcia o pisaniu zabierają się za tak zwaną problematykę moralną. To jest demaskujące i przeciwskuteczne. Nie można bowiem powiedzieć – co prawda pan X pisząc robi błędy merytoryczne, ortograficzne i inne, ale za to ideologicznie jest świetny. Nie można, bo to jest gorsze niż komuna, za komuny bowiem w wydawnictwach zatrudniano dobrych korektorów, a autorzy byli tak wystraszeni i przejęci misją, że im do głowy nie przychodziło popełnianie jakichś błędów. Dziś ludzie piszący maja w mózgu włączoną opcję „luz” i piszą, piszą, piszą, pamiętając o tym jedynie, by utrzymać tekst w odpowiednich diapazonach moralnych i ideologicznych. Książki takie są właściwie poza krytyką, bo jak tu już nie raz wspominałem, krytyki nie ma, a to z tego względu, że zabiła ją troska o budżety, pracowicie wyszarpywane z różnych państwowych instytucji, a także troska o relacje towarzyskie z kolegami i koleżankami, mającymi przymus pisania. Krytyce, do czego już zdążyliśmy się przyzwyczaić podlegają jedynie nasze książki. Postaramy się to zmienić na naszej nowej platformie video. Ja jednak zacznę krytykę i promocję uprawiać już dziś. Nasz nieoceniony Magazynier umieścił na swoim blogu fragmenty powieści opartej na faktach, której tytuł brzmi „Śmiertelni”. Powieść jest znakomita ponoć a do tego gruba. Wydało ją wydawnictwo Miles, które wydaje także kwartalnik „Wyklęci”. Ja wziąłem ten periodyk do sklepu, ale wyniki sprzedaży były średnie. Troszkę niżej wyjaśnię jak to się dzieje, że tak fantastyczne i ciekawe pisma mają niską sprzedaż. Podobny mechanizm działa w przypadku fantastycznych książek. No, ale to później. Zajmijmy się teraz powieścią „Śmiertelni”, której sprzedaż służy wzmocnieniu sprzedaży wspomnianego kwartalnika. Proszę Państwa, pisząc takie rzeczy wydawcy dewastują sprzedaż a nie ją wzmacniają. To jest gorsze niż głupstwo. To jest ujawnienie własnej słabości i braku motywacji. Nie wiem jaka jest powieść, którą reklamuje Magazynier bo zamiast dać w tekście jej fragment Wacek umieścił tam jakąś swoją próbkę literacką. To jest – nie mam zamiaru owijać w bawełnę – horrendum. Oto fragment:

Niezamężni panowie, młodsi i nieco starsi strzelali oczami ku chichoczącym niezamężnym niewiastom. Prężyli piersi i rwali z rycerską werwą ku wybrankom swoich serc.

Kto to są niezamężni panowie Wacek? To pedały jakieś szukające okazji, tak? W dodatku na wycieczce zakładowej, zorganizowanej przez firmę Solvay.

Dalej jest jeszcze gorzej. Jeśli w podobnym tonie utrzymana jest ta powieść, to jesteśmy w tak czarnej otchłani, że trudno ją sobie w ogóle wyobrazić. Tak po prostu nie wolno. Nie wolno tak pisać, nie wolno w ten sposób traktować emocji, mam tu na myśli emocje czytelnika, a nie emocje autora. Powiedziałbym Wackowi dosadniej co to jest, ale mi go trochę szkoda. Powiedziałbym mu co trzeba zrobić, żeby ładnie pisać i jakich nawyków nabrać, ale musiałbym użyć do tego celu słów nieparlamentarnych, a więc się powstrzymam.

Powiem za to coś o tak zwanych dobrych i bardzo dobrych tematach. Ludzie wierzący głęboko w to, że czytelnik jest idiotą, a oni sami geniuszami, obstawiają – mam na myśli autorów piszących w językach lokalnych – obszary, które muszą im przynieść sukces i pieniądze. W rzeczywistości są oni jedynie wzmocnieniem propagandy produkowanej przez państwa lub organizacje globalne, propagandy, która nie ma innej drogi do serca odbiorcy jak tylko przez książkę lub muzykę. Inne rodzaje sztuki są dziś wykorzystywane w opisanych celach o wiele oszczędniej. Jeśli idzie o propagandę państwową polską, doby obecnej reprezentuje ona warsztatowo najniższy poziom od wielu lat. To nie przeszkadza autorom parającym się tą propagandą żyć w przekonaniu, że są świetni. Nie są. Oni tylko wzmacniają przekaz i próbują go uzdatnić pod względem emocjonalnym. Co z tego wychodzi pokazał dziś Magazynier. Co zaś dzieje się z autorami eksploatującymi tematy topowe, tak zwane pewniaki, pisałem już nie raz – lądują oni na śmietniku, bo to nie jest droga do sukcesu. To jest droga do kompromitacji i szaleństwa. I nie inaczej będzie z autorem tej cegły o partyzantach, którą reklamuje tutaj Wacek. Ja jestem jednak za tym, by takich recenzji pojawiało się tutaj więcej. Wtedy będziemy widzieć wszyscy czego i ile się wydaje za państwowe pieniądze i będziemy mogli podyskutować nad tym dlaczego to jest tak nędzne. Ja oczywiście wiem, że ta dyskusja będzie miała charakter wewnętrzny, bo nikt przecież nie zakwestionuje publicznie sensu pisania o żołnierzach wyklętych, nie zrobi tego nawet Leszek Miller. No, może Cimoszewicz zrobi, ale wszyscy wiemy, kto to jest. Tak więc jeśli dyskutować o nędzy, to o nędzy emocjonalnej, tę zaś łatwo zakwestionować, mówiąc – pan nie rozumie młodzieńczych uczuć, albowiem do swoich sympatii chodził pan zawsze z flaszką pod paltem. To prawda, tak było, ale to wcale nie czyni mnie uboższym. Przeciwnie wiem rzeczy o jakich się Tomaszowi Greniuchowi, ani Magazynierowi nie śniło.

Wróćmy jednak do tematów topowych. Na targach często widzę takiego pana, który stoi samotnie przy stoliczku z jedną książką. Jest to biografia rabina Rzymu, który się ochrzcił i został katolikiem. Teoretycznie wszyscy powinni się na tę książkę rzucać i brać po trzy egzemplarze. Tak się jednak nie dzieje. Podobnie jest z innymi topowymi tematami, tymi o Żydach i tymi o wyklętych. Czytelnik wie po prostu kto i kiedy próbuje go nabrać i nie bierze takiego towaru do ręki. Sprzedaż nie jest prostą sprawą, wszyscy o tym wiemy. Gdyby tak było świat pełen byłby milionerów. Sprzedaż to suma profesjonalnych i emocjonalnych zachowań, które nie zawsze dają pożądany efekt. Trzeba się bardzo starać, żeby go osiągnąć. W obecnych czasach, na rynku książki takie efekty są nie do zaobserwowania. Można oczywiście zarobić parę złotych na takiej czy innej koniunkturze globalnej, ale zyski te są coraz mniejsze. I one będą maleć, albowiem czytelnik nie jest kretynem. Wydawcy zaś i autorzy powinni pamiętać, że piszą w języku polskim, a swoje książki adresują do Polaków. Ci zaś w niewielkim tylko stopniu przypominają osobowości zarysowane w notatnikach agitatorów świata tego. Na tym kończę, bo muszę się przygotowywać do wyjazdu. Wacek nie pisz tak nigdy więcej.

Zapraszam do księgarni basnjakniedzwiedz.pl

A oto najnowsze nagranie „u Michała” w księgarni Foto-Mag, tym razem:

O książce – Jerzy Bandrowski: Przez Jasne Wrota

https://www.youtube.com/watch?v=7QZMxQrAswo

poprzednie nagrania:

O ziemiaństwie:

https://www.youtube.com/watch?v=0ronBf5oH7k

O wydawniczych nowościach i kolejnych tomach baśni „Socjalizm i Śmierć”:

https://www.youtube.com/watch?v=D_pzN2U-hsA

O kwartalniku Szkoła Nawigatorów o protestantyzmie:
https://www.youtube.com/watch?v=mPtOH0VMOq0

O filmie Grzegorza Brauna „Luter i rewolucja protestancka”:

https://www.youtube.com/watch?v=69RcKACAUZI

O książce Hanny Koschenbahr-Łyskowskiej „Zielone rękawiczki”:

https://www.youtube.com/watch?v=PBIz5asguCA

O Bibliotece Historii Gospodarczej Polski:

https://www.youtube.com/watch?v=8xpy8i8nV6U

  12 komentarzy do “O entuzjazmie i wynikach sprzedaży”

  1. Jak skomentować brak komentarzy? ,,no cement,,?

  2. no „concret” , żeby nawiązać do „no cement” ?

  3. A co tu komentowac…

    … sytuacja na rynku ksiazki jest trudna, a bedzie – prawdopodobnie – nawet jeszcze trudniejsza… jeszcze trudniej bedzie wyszarpac pare groszy od czytelnika… ktory nie jest idiota – tak zreszta jak napisal Gospodarz.  Ja – ntp. byc moze kupilabym ksiazke o zolnierzach niezlomnych autorstwa Pana Leszka Zebrowskiego… albo kogos innego np. zarekomendowanego przez Gospodarza… inne tFUrcze publikacje  za panstwowe pieniadze za tzw. granty –  NIE  INTERESUJA  MNIE…

    … a poniewaz Gospodarz  SAM  i  ZA  WLASNE  PIENIADZE  wydaje cale mnostwo przeciekawych i waznych ksiazek… czesto  ZNIKNIETYCH  i wrecz  ZAKAZANYCH – wiec po co kupowac inne gnioty…

    … wiec co tu komentowac… na rynku jest pelno  BADZIEWU  ksiazkowego, w matrasie, w empiku i w tych calych biedronkach… ale dobrej ksiazki to ze swieca szukac… dzis praktycznie tylko w Klinice Jezyka jest super ksiazka  !!!

    Taka prawda.

  4. tak na marginesie, ktoś na tym blogu namawiał na „Legion” Cherezińskiej. Kupiłam, utknęłam na 40 stronie i dalej ani rusz, aż znajomi zauważają że książka niby pod ręką leży ale zawsze w tym samym miejscu co oznacza, że nie jest czytana. No jest jakaś różnica w książkach, że BJN czytam w ciągu dwóch dni, czytam w dowolnie trudnych warunkach i w autobusie (mimo obładowania zakupami) i wiem, że nie zgubię, a „Legion:” jak odłożyłam, to nie mogę się przekonać, nie mogę do książki wrócić. No ale idą wakacje, pewnie dokończę czytania, choć nawet Pamiętnika Samuela Pepysa dwa tomy nudy spisywanej dzień po dniu, gdzie się   daje zauważyć wyspową ciekawostkę, że w londyńskim, urzędniczym domu  obiad robiło się raz w tygodniu i spraszało się tych u których potem się jadło po kolei co dziennie u innego i tak wkoło taki patent, spraszasz 6 osób potem po kolei jesteś ich gościem itd.

  5. Poniewaz zostal poruszony przez naszego gospodarza temat entuzjazmu i wynikow sprzedazy to ja pozwole sobie na taka uwage dotyczaca naszego, znakomitego moim zdaniem, pisarza i podroznika, Arkadego Fiedlera.

    Przeczytalem sporo jego ksiazek (m.innymi „Maly Bizon”, „Wyspa Robinsona”, „Orinoko”, i pare innych), a ostatnio, co przyznaje z wstydem, dopiero po latach, „Dywizjon 303”.

    Wspaniala lektura.

    Jego ksiazki, co podaje zrowno polska jak i angielska wikipedia, byly tlumaczone na 23 jezyki i rozeszly sie w nakladzie ponad 10 milionow egzemplarzy.

    Takie pytanie mnie dreczy: czy, pomijajac oczywisty talent i pasje pisarza, byl on w jakis sposob „sponsorowany” przez sluzby i wladze PRL czy tez nie?

  6. no tak z tym talentem, ale jak można było żyć w czasach kiedy wszystko było pod kontrolą ?

  7. Dwie konkurencyjne trasy handlowe, ale wydaje się Hiszpanie już dawno byli pozamiatani

    https://en.wikipedia.org/wiki/New_Spain#/media/File:16th_century_Portuguese_Spanish_trade_routes.png

    Tutaj porównanie co jest jak kraj staje się demokratyczny a republikański:

    https://en.wikipedia.org/wiki/Spanish%E2%80%93American_War#/media/File:The_Administration%27s_Promises_Have_Been_Kept.jpg

    Ja nadal nie odróżniam jednego od drugiego. Możliwe różnicą jest, że w demokracji jest więcej komunistów/socjalistów/Żydów a w republice więcej masonów.

  8. Nie wiedziałem, że wcześniej San Francisco nazywało się Yerba Buena.

  9. Arkady Fiedler w pewnym zakresie był ‚sponsorowany’ przez służby II RP – np. rozpoznawczy wyjazd na Madagaskar („Gorąca wieś Ambinanitelo”)

  10. A jakie on miał poglądy polityczne? Nie był przypadkiem jak Cejrowski – kolorowy katolik zafascynowany światem latynoskim, ale mieszkającym na stałe pod silosami atomowymi Ameryki?

  11. Nie znałem go osobiście…

    Z książek wynika, że właściwe – w PRL wydano chyba wszystkie jego dzieła

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.