Cze 032019
 

Wiem, że niektórym trudno będzie w to uwierzyć, ale nie istnieją tak zwane partię ludowe. One nie mogą istnieć z istoty, albowiem partia to elita plus massa tabulettae, a lud nigdy elitą nie był i nie będzie. Może być więc co najwyżej tą massą, która nie realizuje swoich planów, ale plany rządzącej nim elity. Mechanika tworzenia partii rzekomo ludowych polega wzmożeniu emocji ludu, a następnie narzuceniu ludowi przywództwa przywiezionego w teczce. Władza partii rzekomo ludowych składa się z jakiegoś kolegium, w którym zwykle jedna albo dwie osoby reprezentują ten cały lud, a i tak zwykle są to kmiecie fałszywi. Tacy jak Waldemar Pawlak albo Kosiniak-Kamysz.

W II tomie Baśni socjalistycznej dokładnie opisałem mechanikę tworzenia partii ludowych w Galicji i Kongresówce. Wszystkie te inicjatywy powstawały odgórnie i realizowane były za pomocą oddelegowanych na odcinek chłopski socjalistów, pochodzących wprost z loży. Nie można mówić o wyjątku nawet w przypadku księdza Stojałowskiego, który swoją szaloną, porównywalną z ojcem Rydzykiem, popularność uzyskał dopiero wtedy kiedy mu dwóch cwaniaków w celi podsunęło pisma socjalistów do czytania i on zrozumiał, że socjalizm i Ewangelia to jedno. Było dokładnie tak samo, jak w przypadku Wałęsy i cesarza Walensa, o którym Bolek przeczytał w Arłamowie, w książce usłużnie mu podsuniętej przez jakiegoś funkcjonariusza. To są wszystko stare numery, powtarzane do znudzenia. Partia ludowa nie może istnieć z tego prostego powodu, że gospodarka rolna jest na sztywno sprzęgnięta z całą gospodarką globalną. Nie ma więc czegoś takiego jak interes ludu wyrażony w samodzielnym decydowaniu o sobie. Widać było to już dawniej i cała rewolucja socjalistyczna miała za cel uzależnić produkcję rolną od giełdy. Chłopi zaś, kierowani, przez masonów, tak samo durnych jak oni, uważali, że podzielą się pańską ziemią i będą na niej spokojnie gospodarować nucąc pieśń, w której występują słowa – zachodźże słoneczko za modry obłoczek.

Władza polega na kontrolowaniu rynku żywności, czyni się to za pomocą instrumentów coraz bardziej subtelnych i zróżnicowanych, jest to fakt niezaprzeczalny. My jednak ciągle słyszymy o tym, że chłop potęgą jest i basta. Nie jest i nigdy nie był. Chłop nie rozumiał nigdy niczego i łatwo wpadał w pułapki. Przede wszystkim łatwo było go namówić do udziału w złodziejstwie zwanym reformą rolną. Dla świętego spokoju, żeby się odeń odczepili, kiedy już objął ten głodowy kawałek w posiadanie, przebierał się w sukmanę czy w co tam akurat było trzeba i łaził tak od święta. Wykonywał też inne różne, czarowne, ruchy, które nową władzę mogły zadowolić, a wszystko to czynił po to, by wreszcie zostawiono go w spokoju. To się nie mogło stać, albowiem reformowanie świata obejmuje nie tylko uzależnienie produkcji rolnej od giełdy, ale także oderwanie producentów od Kościoła. I tu reformatorzy trochę się zawiedli. Nie dlatego bynajmniej, że chłop był czysty i uczciwy, a do tego bez przerwy myślał o zbawieniu duszy. Przeciwnie, chłop był zdeprawowany, prowadził podwójne życie i często nie mógł się powstrzymać przed wyciągnięciem ręki po cudze mienie. Potrzebował jednak kogoś, kto go z tych niepięknych czynów i nawyków rozgrzeszy, a w dodatku uczyni to dyskretnie, kogoś poważnego. A tym kimś mógł być tylko ksiądz. Nie mógł być nim mason-socjalista, bo ten chętnie wywlókł by brudne czyny chłopa na wierzch i go z nich rozliczył w świetle dnia, ukradzionym zaś mieniem podzieliłby się z innymi masonami-socjalistami, a wszystko dla dobra wspólnego. Chłop to zawsze wyczuwał i lgnął do księdza. Sytuacja wyglądała więc tak – chłop chętnie dzielił się, za namową masona-socjalisty, nie swoim mieniem z innymi chłopami, ale ideologicznie nie postępował ani kroku naprzód. Nie można go było skusić duperelami typu rewolucja seksualna, choć tego próbowano, albowiem na wsi od początku świata panuje permanentna rewolucja seksualna i nikt nie robi z tego afer. To są rzeczy, o których się nie mówi. Dziś może dopiero się to trochę zmieniło. Chłopa jednak nie uwodziły nigdy takie numery. Pieniądze owszem, ziemia tak, ale reszta tego socjalistycznego pakietu nie była przyjmowana. Partie chłopskie zostały wprasowane w system komunistyczny nie dlatego, że chłopi tego chcieli, ale dlatego, że chcieli tego ci, którzy tym chłopom namącili w głowie. Poza tym komuniści reprezentowali siłę, a chłop z siłą nie dyskutuje, tylko się jej słucha. I to widzimy dzisiaj po zachowaniu Kosiniaka. On by chętnie wstąpił do PiS bo okazało się, że to jest siła. KE siłą nie jest i polski chłop rzekomy czyli Kosiniak został przez KE oszukany. A chłopi, nawet farbowani, takich rzeczy nie wybaczają nigdy. Powtórzmy – ani Pawlak, ani Kosiniak, ani nikt z nich nie jest chłopem. Być może nie ma już chłopów w ogóle, ludzie zaś mieszkający na wsi i udający chłopów, a w istocie będący kimś innym, oczekują nowej oferty. Tę ofertę podsunął im PiS. Ponieważ siła nawyków jest jednak spora, wielu mieszkańców wsi, których – podkreślam – nie można już nazywać chłopami w tradycyjnym rozumieniu tego słowa, na kandydatów PSL jednak głosowała. Jak długo będą to czynić? Jak długo, pytam, widząc zachowanie liderów tej niby chłopskiej partii, którzy mizdrzą się do wszystkich naokoło i szukają kolejnego jelenia, który umożliwi im dalszą, bezpieczną egzystencję w tak zwanej polityce, będą oddawać na nich swoje głosy? I teraz ważna kwestia, dlaczego liderzy innych partii nie usiłują – co by było logiczne – odebrać resztek poparcia PSL, czyli zdobyć sympatii mieszkańców wsi i na tej fali wjechać do sejmu. Dlaczego nie czyni tego Grzegorz Braun na przykład? To mnie nurtuje, albowiem ma on wszystkie potrzebne atuty. Zmienił sobie wygląd, ma odpowiednią dla współczesnego mieszkańca wsi, zainteresowanego polityką, gawędę, jest człowiekiem nowoczesnym, a jednak przywiązanym do tradycji. Nie ma złudzeń, jest związany z Kościołem i wierzy prawdziwie. Dlaczego Grzegorz Braun nie organizuje sobie poparcia na wsi i nie czyni tego, co w jego przypadku uczynić jest najłatwiej – nie przekonuje mieszkańców wsi, że są solą ziemi, w której przechowały się skarby wiary i tradycji, a także, że są oni – chcą czy nie – dziedzicami tradycji ziemiańskiej, nie poprzez koneksje jakieś, ale poprzez goły fakt gospodarowania i użerania się z bankami. Podejmowane przez tak zwane tajne służby (przez zbiorowisko idiotów jakichś raczej) próby zagospodarowania mieszkańców wsi polegające na wysyłaniu na strajk rolny Międlara, albo innego jakiegoś mędrka, pieprzącego coś o cenach, są skazane na klęskę. Współczesny mieszkaniec wsi, ma pewne cechy dawnego chłopa, ale jest w istocie kimś innym. Z tych cech dawnego chłopa zostało mu już chyba tylko to, że jak coś wie, to nie powie, zachowa to dla siebie. Jak widzi durnia na traktorze wydzierającego się w niebogłosy, wysłucha go cierpliwie, ale za nim nie pójdzie.

Powtarzam więc, nie potrafię zrozumieć dlaczego Grzegorz Braun w towarzystwie freaków, z których i tak jeden tylko jest rozpoznawalny, rozpoczyna szarżę konną na pisowskie czołgi, z narzędziami nie adekwatnymi całkiem do sytuacji? Dlaczego nie korzysta z rozkładu PSL, fałszów uprawianych przez tę partię i nie próbuje porozumieć się z mieszkańcami wsi? Nie wiem. On pewnie też nie wie. Można jednak pewne rzeczy zasugerować. Nie czyni tego albowiem nie czuje się dość mocny. Nie czyni tego albowiem nie jest samodzielny. Nie czyni tego z fałszywego poczucia lojalności wobec freaków, którym coś obiecał. Wiadomo przecież, że Korwin nie ma czego szukać na wsi. Narodowcy też się tam nie odnajdą, a poza tym są oni jedynie massą tabulettae ludowych partii miejskich. Bez tych elementów zaś czyli bez muszki i marszu niepodległości, nikt nie wyobraża sobie żadnych ruchów politycznych na prawicy. To ciekawe, bo masoni przejmujący partie ludowe lub je zakładający nie dysponowali takimi atrybutami, a jednak im się udawało. Dlaczego nie zastosować ich metody? Otóż nie można jej zastosować, bo nikt nie rozumie prostego faktu – partie ludowe są fikcją. Przeciwnie, od ukrycia tego faktu, zagrzebania go głęboko, zależy polityczne życie takich egzemplarzy jak Janusz Mikke. Postawienie bowiem takiej kwestii unieważnia jego i jemu podobnych. No, ale nie unieważnia polityki an masse. Ta zaś ma swoje zasady trwałe. W czasie konferencji w Baranowie Sandomierskim Jacek Legieć powiedział ciekawą rzecz, na którą nikt chyba nie zwrócił uwagi. Rozdawnictwo ziemi przez cara, nie spotykało się z entuzjazmem, nie wywoływało też poczucia wdzięczności, albowiem już w drugim pokoleniu chłop obdarowany przez najjaśniejszego pana ziemią uważał, że ona należy doń od zawsze. Car zaś był do owej transakcji dodatkiem, coraz mniej potrzebnym, powiększał liczbę tych elementów, o których na wsi się nie mówi, bo można wywołać zgorszenie, zaburzyć istniejący porządek, albo zrobić sobie śmiertelnego wroga. Wniosek z tego płynie następujący – wieś była i jest odporna na agitację złodziejsko-rewolucyjną, bez względu na to czy uprawia ją car-batiuszka czy masoni. To się na wsi nie przyjmie i dlatego właśnie wieś będzie zawsze, w najgłębszych pokładach, duszy i umysłu, wrogiem rewolucji. Nawet jeśli chwilowo wygląda to inaczej, nie trzeba się tym przejmować. Nie rozumiem więc, dlaczego dla ludzi serio myślących o wejściu do sejmu, wieś nie stanowi pola do agitacji? Pis ma tam oczywiście poparcie, ale PSL leży i kwiczy. Samoobrony nie ma. Otwiera się przestrzeń do działania. No chyba, że z tym wejściem do sejmu to tylko takie żarty, a chodzi naprawdę o coś innego.

Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl

  15 komentarzy do “O masońskim rodowodzie PSL”

  1. Inteligencja jest jedyna warstwa spoleczna, ktorej zachowania zaleza od perswazji, a nie od genow czyli wrodzonych, naturalnych predyspozycji. Cecha ta wyczerpujaco definiuje te grupe. Ponad nia stoi elita, nizej – motloch, plebs, „lud“. Tlumacze to dziecku w ten sposob, ze stado owiec ma jednego pasterza. Gdyby stu pasterzy mialo jedna owce to bylaby katastrofa. Fenomen natury polegajacy na tym, ze na stu ludzi rodzi sie jeden kierownik, na tysiac jeden dyrektor, a na milion geniusz zostal zbadany naukowo, a rezultaty badan skrzetnie schowane na dnie szuflady. Z hasel swobody – rownosci – braterstwa pierwsze dwa sa warunkowo dobre, rownosc zas z zasady jest zawsze czyms zlym i najbardziej szkodliwym. Lud czyli proletariat musi miec przewodnika – prawdziwego lub falszywego, a po odpowiednim praniu mozgu moze awansowac na inteligencje, ktora jest bardziej sterowalna. Archetypem przywodcy ludowego jest Cincinattus, taki starozytny Nikodem Dyzma albo Walesa, ktory wykonuje zlecone mu zadanie w scisle okreslonym zakresie. Obecnie, niczym poszukiwanie kamienia filozoficznego, zaprzata umysly macherow od polityki osoba Jana Pawla II, ktory jednym pstryknieciem palcow stworzyl najwieksza partie w historii Polski. Wydaje mi sie, ze wyjasnienie tego fenomenu jest bardzo proste.

  2. A Szwajcaria?

    In 1936, a representative party was founded on the national level, called the Party of Farmers, Traders and Independents (BGB). During the 1930s, the BGB entered the mainstream of Swiss politics as a right-wing conservative party in the bourgeois bloc. While the party opposed any kind of socialist ideas such as internationalism and anti-militarism, it sought to represent local Swiss traders and farmers against big business and international capital.[27]

    https://en.wikipedia.org/wiki/Swiss_People%27s_Party

  3. W ostatnim wywiadzie u Roli Braun zapytany o chłopów stwierdzil że jak najbardziej, bardzo zaprasza do współpracy. Nie wiem tylko dlaczego zdawal sie ograniczać to zaproszenie do Agrounii…

  4. Tak powiedział? Nawet masoni tak nie mówili. To oni przychodzili do chłopów, bo im zależało. Dajmy z tym lepiej spokój.

  5. Historia i polityka Konfederacji Szwajcarskiej (CH) jest duzo bardziej skomplikowana od historii politycznej naszego kraju. Na przyklad jeszcze w latach 1970-tych doszlo do krwawych zamieszek miedzy francuskojezycznymi katolikami i niemieckojezycznymi protestanckimi wladzami z Berna i wtedy powstal nowy kanton Jura. W ultrakonserwatywnym kantonie Appenzell-Innerrhoden kobiety uzyskaly praw wyborcze dopiero w latach 1990-tych, a miasta na zachodzie sa skrajnie postepowe. Gryzonia, jako silne zaplecze SVP, jest chyba najwiekszym zadupiem Europy, chociaz jest tam Davos i St. Moritz i cala familia naszych Kulczykow sie tam pobudowala. W Gryzonii w latach 1970-tych drukowano podreczniki szkolne w siedmiu jezykach, chociaz jest to obszar o polowe mniejszy od wojewodztwa dolnoslaskiego (pani Tokarczuk naliczyla w Ksiegach Jakubowych na obszarze miliona km kw. w Europie wschodniej jedynie piec jezykow!!!) SVP jest niewatpliwie najbardziej konserwatywna partia, ktora bardzo protestowala na przyklad przeciw szatanskim rytualom podczas otwarcia nowego tunelu Gotarda, ale jak mowili napotkani przez mnie Szwajcarzy w Chur w barze przy piwie, w mlodszych klasach podstawowek jest juz wiecej obcokrajowcow, niz miejscowych. Masonski zachod kraju czeka spokojnie, az umrze ostatni konserwatywny biskup w Chur. No i jeszcze daje domyslenia fakt, ze SVP jest „untervertreten“, to znaczy zdobywa bardzo duza ilosc glosow, ale dostaje malo stolkow. W sumie wiec jest to dosc skomplikowane i niejednoznaczne. Ja lubie gory, bo ludnosc jest ciekawska i przychylnie nastawiona do turystow. Na kempingu jakas miejscowa dziewczyna w wieku ponizej 18 lat zaczepila mnie i powiedziala po polsku „dzien dobry“ i nie wiedzialem, czy kontynuowac rozmowe po wlosku, czy po niemiecku, ale byla z chlopakiem, wiec dalem spokoj, tym niemniej bylo bardzo sympatycznie.

  6. Jaki lud, taka partia ludowa.

  7. Jaki lud, taka partia ludowa.

    Całkowita zgoda!
    P.S. I tacy liderzy

  8. Normal
    0

    21

    false
    false
    false

    PL
    X-NONE
    X-NONE

    MicrosoftInternetExplorer4

    /* Style Definitions */
    table.MsoNormalTable
    {mso-style-name:Standardowy;
    mso-tstyle-rowband-size:0;
    mso-tstyle-colband-size:0;
    mso-style-noshow:yes;
    mso-style-priority:99;
    mso-style-qformat:yes;
    mso-style-parent:””;
    mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
    mso-para-margin-top:0cm;
    mso-para-margin-right:0cm;
    mso-para-margin-bottom:1.25pt;
    mso-para-margin-left:0cm;
    line-height:12.5pt;
    mso-line-height-rule:exactly;
    mso-pagination:widow-orphan;
    font-size:11.0pt;
    font-family:”Calibri”,”sans-serif”;
    mso-ascii-font-family:Calibri;
    mso-ascii-theme-font:minor-latin;
    mso-fareast-font-family:”Times New Roman”;
    mso-fareast-theme-font:minor-fareast;
    mso-hansi-font-family:Calibri;
    mso-hansi-theme-font:minor-latin;}

    Sprawa chłopska jest prostsza niż się wydaje.
    Wszyscy działacze od Dmowskiego, Witosa przez Redlińskiego do Ziemkiewicza narzekają na „Polactwo”.
    Nie rozumieją odpowiedzi chłopskiej na pytanie,
    – Czy jesteście Polakami ?  
    – Panie, my są tutejsze.
    Co znaczy tyle, co: Odejdź stąd łobuzie bo żandarmów wezwę! I tak jest po dzień dzisiejszy.
    Ci ludzie nigdy do konfidencji nie byli dopuszczeni.

  9. Tak powiedział? Nawet masoni tak nie mówili. To oni przychodzili do chłopów, bo im zależało.

    Ano właśnie. Jakiś taki pasyw z niego.

  10. Cytuję  G. Brauna z ostatniego wywiadu z M. Rolą:

    „W tym jest myśl głęboka i w tym jest oczywista, powiedziałbym, dziejowa konieczność,  w tym jest,  żeby, uwaga,  sprawę wsi polskiej, sprawę produkcji rolno-spożywczej, uczynić sprawą narodową, nie partykularną sprawą związkową, że oto kolejna w dziejach polskich formacja ludowa, służąca do straszenia przerażonych miastowych palonymi oponami, wysypywanymi ziemniakami i ludowa formacja jako narzędzie (…) ostrego lobbingu branżowego (…) Czas, żeby sprawa produkcji rolno-spożywczej weszła na wyższy poziom, żeby została uznana za sprawę narodową przez patriotów spod wszystkich znaków(…).  Dlatego, że sprawa produkcji rolno-spożywczej, to jest sprawa być albo nie być, żyć albo nie żyć.  A jak długo będziemy żyli? A to zależy od tego, co leży na talerzu (…).  Chodzi o to, żebyście nie byli szanowni, drodzy rolnicy, ludowcy, chłopi, żebyście nie byli reprezentowani w Konfedwacji, ale żebyście tę Konfederację współtworzyli (…) (…)

    Chwila dziejowa jest. Pierwszy raz w polskiej historii, jak sądzę, zainteresowanie Polków, tym co jedzą, z czego budują, tak, swoje życie i jak długo będą żyli jest i rośnie (…).

    Drugi powód, dlaczego jest moment dziejowy, który trzeba wyczuć, jest taki, że postPRLowska nomenklatura ZSLowsko-PSLowska wystrzeliła się w kosmos, poszła pod tęczowy sztandar, jest teraz w połowie drogi na Marsa i niech nie wraca.  (…)

    Konkludując: Agrounia, chodźcie z nami! Wieś polska, polska produkcja rolno-spożywcza – sprawa narodowa, ta sprawa musi być uratowana, musi być podniesiona na wyższy poziom, mam nadzieję, że pod sztandarem Konfederacji. (…) Idźmy razem!”

    od   47:21 min  do 57 min nagranie z 31 maja b.r.  wrealu24

    W jakimś innym, dawniejszym wystąpieniu Braun mówił, że chłopi, są jedyną klasą społeczną, która zachowała własność.

  11. To jest słabe. Takie dyrdymały rolnicy słyszą od dawna. Produkcja rola jest jest na wyższym poziomie od czasu kiedy wymyślono giełdy rolne. To jest język archaiczny, który do rolnika nie dociera.

  12. Niech szlag trafi…

    … gieldy rolnicze… i gielde w Broniszach  !!!

     

    Kapitalny i rewelacyjny wpis… dzieki serdeczne Panie Gabrielu.  Mam nadzieje i licze mocno, ze to dete PSL razem z tymi „debilami ludowymi”  pawlakami, kalinowskimi, czy kosiniakami-burakami  juz  SIE  ZAORALO… i juz sie wiecej nie podniesie…

    … i to bylaby  SUPER  ZMIANA  dla polskiego rolnictwa  !!!

  13. >Ma pewne cechy dawnego, ale jest w istocie kimś innym…

    Kapłon

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.