Cze 022019
 

Statystyka jest nieubłagana i zaskakująca. Kiedy podjechaliśmy wczoraj pod halę F w Nadarzynie i zobaczyłem te kłębiące się w kolejce tłumy, w kolejce, która ciągnęła się aż do hali D, wiedziałem, że na pewno coś sprzedamy. Takie rzeczy wnikają wprost ze statystki. Tak więc nie wszystko będzie stracone. I rzeczywiście, miałem rację, ale zanim do tego doszło wpadłem w nastrój bardzo podły. Jak wiemy prawdopodobieństwo, że na jakimś przypadkowym spędzie, nawet wielkiej ilości osób znajdzie się para bliźniaków jest małe. O tym, by znalazły się tam dwie pary bliźniaków raczej można zapomnieć, a ja wczoraj do południa zaobserwowałem sześć par bliźniaków. A wtedy sprzedaliśmy tylko jeden komiks. Pomyślałem więc, że statystyka nie działa na naszą korzyść i że nasze produkty, stanowisko oraz wygląd, dezawuują nas całkowicie jeśli idzie o jakiekolwiek wyniki, nie mówiąc już o zadowalających. I to nie tylko na tej imprezie, ale w ogóle na rynku. Jakie my mamy szanse z dotowanymi wydawnictwami i polityką państwa oraz koncernów, które pompują w najgorsze badziewie grubą forsę? Jakie my mamy szanse z oszustami i tchórzami wyjaśniającymi historię Polski poprzez wydarzenia 4 czerwca? Czyniącymi to w dodatku bez żadnej szerszej refleksji? Oglądałem wczoraj finał ligi mistrzów i pomyślałem, że z pisarzami w Polsce jest dokładnie tak samo, jak z piłkarzami. Tyle, że piłkarze mają gorzej. Zdolny pisarz może próbować przebić się w sieci. Zdolny piłkarz nie wymyśli dla siebie całej ligi, żeby zrobić w niej karierę. Patrzyłem na tych biegających po boisku facetów i choć mecz nie był ładny, pomyślałem, że w Polsce można by znaleźć pewnie równie uzdolnionych. Dlaczego ich nie widać? Otóż mniemam iż powodem są koneksje rodzinne obecnych sław, które próbują wprowadzić do piłki nie istniejącą przecież zasadę dziedziczenia talentu. To znaczy jak ktoś trochę biega, a jest krewnym działacza czy znanego zawodnika, to dostaje powołanie do reprezentacji szybciej niż jakiś przypierniczający niczym pocisk biedaczyna z prowincji. Ten nic nie dostanie, bo jego obecność zdemaskowałaby tylko nicość całego systemu. Identycznie jest z autorami. Nie można lansować autorów ciekawych. Tych mógł lansować tylko zaborca w XIX wieku, bo jemu zależało na tym, by do Polaków przemawiał ktoś stuprocentowo wiarygodny. Ktoś taki jak Prus czy Sienkiewicz. I to jest paradoks krajów nie posiadających doktryny, a posiadających elity i istoty do elit aspirujące. Ludzie ci, jeśli tylko mija bezpośrednie niebezpieczeństwo, ujmują ster państwa niepodległego w swoje kluchowate palce i kierują nawę prosto na skały. Dotyczy to wszystkich dziedzin. W tak zwanej kulturze jednak widać to najwyraźniej. Dlatego, że budżety przeznaczone na propagandę są najłatwiejsze do przejęcia i owo przejmowanie obłożone jest najmniejszym ryzykiem. Poza tym nie ma czym mierzyć skuteczności, a wiadomo, że nie można po prostu z kultury zrezygnować. To znaczy jest parę sposobów na zmierzenie tej skuteczności, ale tu dochodzimy do paradoksu piłkarskiego – nie ma sensu dawać szansy zdolnym, bo i tak nasze kluby nie utrzymają się w europejskich rozgrywkach, a ryzyko, że właściwi ludzie przestaną zarabiać jest duże. I to jest clou oraz główna przyczyna niepowodzeń. Stąd właśnie poważne państwa, jak lubi je nazywać Stanisław Michalkiewicz, stosują inną metodę. Organizują tak zwany wolny rynek treści, na którym dyskretnie działający funkcjonariusze oraz strażnicy doktryny wskazują kierunki i metody realizacji najbardziej dla misji i polityki państwa odpowiednie. Jak to się odbywa u nas? Ja do końca tego nie wiem, ale podejrzewam, że inaczej. Zaawansowanej technologicznie i ideologicznie propagandzie ciśniętej z zagranicy nie przeciwstawia się nikt w zasadzie. Nawet jeśli próbuje, czyni to przede wszystkim tak, by uzyskać akceptację środowiska lokalnego, które, coraz bardziej stetryczałe, nie kojarzy już nawet picia z sikaniem. Następnie zaś stara się o akceptację różnych agend zagranicznych, czyli jakichś fundacji. Uzbrojony w takie charyzmaty zaczyna aktywność w sieci i przemawia do ciemnego ludu z wyżyn literackiego i moralnego autorytetu. Jakoś tak się porobiło, że autorytetami w dziedzinie literatury są dziś albo degeneraci albo analfabeci i życiowi nieudacznicy. Najlepsze zaś jest to, że wszyscy grzecznie udają, iż sprawy nie ma, albowiem postawienie sprawy wprost, zakończyłoby wesołą zabawę z budżetami. Czym i kiedy to się może skończyć? No zapewne dopiero kiedy przyjdzie jakiś nowy okupant, który zweryfikuje rynek i zacznie promować ludzi umiejących budować zdania wielokrotnie złożone, a następnie za ich pomocą wyrażać ciekawe myśli. Nie wcześniej. Bo kiedy nie ma w kraju tradycji, dynastii i doktryny, pojęcia te, podobnie jak pojęcie sukcesu, zawłaszczane są przez jakichś szmaciarzy. No, ale jak to jest w USA na przykład, gdzie też nie ma dynastii i tradycji? No, ale jest doktryna. I ona wystarcza. Tradycja też już jest. O Wielkiej Brytanii szkoda wspominać, bo tam jest wszystko. I nawet jak nie ma budżetów, nawet jak rządzi Partia Pracy, wszystko się nadal trzyma, a produkowane na Wyspie treści rozlewają się szeroko po świecie. Nasze nigdy nie będą miały tej szansy, podobnie jak nasze drużyny nigdy nie będą miały szansy zagrać w prawdziwych, klubowych rozgrywkach.

System jest tak zorganizowany, żeby nawet spryciarze takiej klasy jak ja, kombinujący na wszystkie strony, co jakiś czas stanęli przed ścianą, której obejść ani przeskoczyć się nie da. Nawet jednak z takiej sytuacji można wyciągnąć jakieś korzyści. Można ją potraktować jako ciekawe doświadczenie. Patrzę na swoją politykę wydawniczą ostatnich miesięcy i widzę, że coraz mniej zależy ode mnie. Muszę to zmienić, albowiem doprowadzi mnie to do klęski. Ilość wydanych od początku roku książek jest duża, a ja przyjąłem za pewnik, że rachunki za nie regulowane będą przez opłaty konferencyjne. I tak rzeczywiście było, ale do momentu, w którym ilość uczestników konferencji utrzymywała się na poziomie 120-130 osób. Teraz mamy kłopot, bo nie dość, że zamek Kliczków jest drogi i wymaga wpłacenia 80 procentowej zaliczki, to jeszcze mamy mniej chętnych. Faktury zaś spływają stale. Jak może sobie w takiej sytuacji poradzić wydawnictwo, które programowo nie bierze dotacji, a ma ambicje, by produkować dobry jakościowo towar? Zrobiliśmy już katalog, mamy konferencje, nagrania ze sklepu FOTO MAG. Rozpoczęliśmy organizacje dyskusji panelowych, a ja planuję jeszcze indywidualne wykłady w różnych miejscach. No, ale to wszystko jest nic wobec podstawowej i dość deprymującej konstatacji – tak naprawdę najbardziej chodliwym towarem w tym przedsiębiorstwie jestem ja sam. I jeśli nie zacznę pisać swoich rzeczy, to będzie źle. Nie mogę jednak zrezygnować z tego o czym napisałem wyżej, bo kiedy raz się nakręci spiralę promocyjną, nie można tak po prostu jej zatrzymać. Czy to wszystkie sposoby na poprawienie koniunktury, która, mimo zwiększonej ilości produktów, zwiększonej aktywności promocyjnej jest dużo za słaba, by myśleć o zaplanowanych inwestycjach? Nie. Zawsze można ogłosić znaczną i długotrwałą promocję. I tak niestety musimy zrobić, od jutra. Promocje krótkotrwałe nie były po prostu, przez większość czytelników zauważane. Musimy to zmienić, bo nie ma forsy na rachunki. Taki lajf, ale cieszymy się, że coraz więcej interesujących, polskich książek pojawia się na rynku. Cieszymy się, prawda? Wszyscy tutaj się cieszymy z tego, że znani pisarze muszą koniecznie, co dwa dni, wyjęzyczać się na temat Kościoła i pedofilii. To wielka radość. Dobra, jadę już do tego piekła…

Zostawiam Wam kolejne nagranie z panelu w Stężycy

https://prawygornyrog.pl/tv/2019/06/krystyna-murat-czy-rosja-byla-pierwsza-angielska-kolonia/

Następne uaktywni się o 10.00

https://prawygornyrog.pl/tv/2019/06/gabriel-maciejewski-czy-rosja-byla-pierwsza-angielska-kolonia/

  15 komentarzy do “O statystyce i polityce”

  1. Dobrze by Pan wyglądał na targach we fraku, białej koszuli i cylindrze na głowie – bardziej reakcyjnie. Skóra i koszula absolutnie odpada.

    W Kliczkowie od razu podszedłem do nieznajomej pani, która okazała się być córką sapera spod Monte Cassino i Tobruku, który w tamtych czasach zaręczył się z Włoszką, ale po wojnie musiał/chciał wyemigrować do Argentyny. Do Polski wrócił dużo później. Pani była 18 maja wraz z rządem na uroczystościach na Monte Cassino. Z rozmowy wynikało, że jest pierwszy raz w Kliczkowie, chociaż mieszka we Wrocławiu i była zachwycona miejscem, w którym można odżyć i odpocząć. Miałem więc z pierwszej ręki informacje na interesujące mnie tematy z historii Polski aż do czasów współczesnych, a poza tym wnioskuję, że we Wrocławiu jest duże środowisko patriotyczne tyle, że mało mobilne. Poinformowałem o konferencji.

    Z materiałów dostępnych w internecie dotarło do mnie, że było (są nadal) bardzo dużo ubeków znęcających się nad swoimi żonami, całkowicie bezkarnych jeśli sprawy o znęcanie się dotarły do sądów. Dużo znanych, wykształconych i zamożnych kobiet, dziś powiedzielibyśmy celebrytek, miało takich mężów, a niektórzy z nich byli służbowymi mężami. Temat przemocy domowej został wykreowany w naszym kraju na tej samej zasadzie, jak sprawa pedofilii, bo prawy były bulwersujące, a sprawcy nie do ruszenia. Na poważnie i skutecznie przemocą domową przecież nikt się nie zajmuje. Chodzi o zdyskredytowanie rodziny jako takiej. Najgorsze jest to, że prawdopodobnie obecnie mamy do czynienia z przejmowaniem czynnych do dzisiaj struktur wywodzących się z PRL-owskiej ubecji przez służby amerykańsko – izraelskie i jeszcze nam pokażą, na co ich stać.

  2. Jeszcze pomyśleć, że jeszcze w końcówce XX wieku nasze kluby piłkarskie grały w ćwierćfinale Ligi Mistrzów i półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów. Jak równy z równym toczyły walkę, z Realem, Barceloną, Interem, Borusią Dortmund.
    Jednak 15 grudnia 1995 roku Trybunał Europejski przyznał rację Jeanowi-Marcowi Bosmanowi i zmienił się system transferowy, czyli już po Traktacie o Unii Europejskiej, zwanym Traktatem z Maastricht, który wszedł w życie 1 listopada 1993 r. następuje istotna zmiana reguł w tym biznesie propagandowym, jakim jest piłka nożna.
    W takiej Premier League – korporacji globalnej – anglików jest około 20%, reszta gra z doskonałą kasę dla chwały i promocji JKM i jej doktryny oraz wizji cywilizacji, skierowanej dla mas w świecie lokalnym. Wysysając co najlepsze z rynku np. z Holandii, Belgii, Niemiec, Włoch, Francji a nawet zdarzy się, że i z Polski – choć tu cena zawodnika zawsze będzie niższa niż z rynku czeskiego (czyli protektoratu).
    Za tą machiną biznesową nie są w stanie już zdążyć Hiszpanie ze swoją La Liga, Serie A, Bundesliga czy  Ligue 1. Mimo, że też wysysają ze swoich tradycyjnych kierunków ekspansji.
    Ich drugie ligi są współcześnie znacznie mocniejsze, niż nasz lokalna piłka.
    Ale tak to raczej wygląda, że polskie kluby (jak cała Polska) są jedynie zasobem i uzupełnieniem tamtejszego rynku.
    Nawet bym powiedział, że siła tej branży odzwierciedla znaczenie Polski w świecie globalnym.
    Branża sportowa jest w tym całym biznesie propagandy masowej istotna. Weźmy Stany Zjednoczone i NBA, NHL czy futbol amerykański czy bejsbol. Nie mogą stworzyć jakoś amerykanie produktu globalnego z ligi piłki nożnej, mimo współcześnie drugiego podejścia.

  3. I znowu, Panie Gabrielu,  przewazny i genialny wpis  !!!

    Od trafnosci Panskich spostrzezen – takze bogatego doswiadczenia – az zatyka z wrazenia.  Ja tez w moim malym, rodzinnym biznesie posluguje sie statystyka.  Mojej mamie brakuje slow zachwytu i uznania dla tej mojej statystyki… rzeczywiscie daje ona mnostwo nadzwyczaj ciekawych informacji, do tego jest ona autentycznie niezbedna, a przy tym jednoczesnie  zaskakujaca… ale to nic  !!!

    Rzeczywiscie handel czymkolwiek staje sie coraz trudniejszy… to potwierdzaja i kupujacy i handlujacy, i nie zmieni sie dopoki niektore drobne dziedziny BEDA  DOTOWANE  !!!… tzn. zmieni sie, ale na gorsze az do momentu – jak Pan trafnie napisal – przyjdzie nowy okupant.

    Tak sie dzieje kiedy  „… w kraju nie ma tradycji, dynastii i doktryny, pojecia te podobnie jak pojecie sukcesu zawlaszczane sa przez jakichs  SZMACIARZY”  !!!

    Tych  SZMACIARZY  jest wszedzie  NA  PECZKI… w  rzadzie,  w spolkach skarbu panstwa… w merdialni…  w  Brukseli – wszyscy to widzimy  dokladnie  GOLYM  OKIEM  !!!…  ale tylko  30-paru procentom narodu polskiego to „sie podoba”… reszta ma to gdzies…

    … ale ja, moja rodzina… Pan – robimy… staramy sie robic swoje, pomimo roznych niepowodzen… zawsze.

  4. Ten caly Boniek…

    …  z ta Lewandowska, Szczesna i pozostala cala nedza tych patalachow latajacych po boisku  powinni zadac tej wody dla siebie i  tak sie zachlac, zeby juz nie mogli na boisko wyjsc i wstydu narodowi polskiemu nie przynosic  !!!

    Skandaliczna  reklama… madrzy kibice powinni olac taki klub  !!!

  5. czy pisze pan że Sienkiewicz i Prus to byli ludzie dopuszczeni przez urzędników rosyjskich do pisania dla Polaków, i treści te są tym czym chciał car aby Polacy nasiąkli???

  6. Koneksje rodzinne dewastują Polskę. Ktoś dostanie stypendium 1000 zł na studia z kopalni, bo mu ciotka sekretarka załatwi. Student przebiba 5 lat na trójach i później pracuje na kopalni. A ktoś zdolny, bez znajomości, z piątkami, wyjeżdża zagranicę, bo nie może znaleźć pracy. Wiadomo, że w państwowych firmach, urzędach mówi się na korytarzu tato, mamo, wujku, ciociu. W klubach piłkarskich problemem jest to, że młodych trenują starzy kopacze z boiska, a za granicą trenerzy, którzy spokojnie mogliby trenować kluby naszej ekstraklasy. Szkoda polskiej młodzieży.

  7. To może nawet Ci reprezentanci Polski juniorów i młodzieżowców np. urodzonych w Niemczech, wolą w wieku 18 – 23 grać na poziomie IV czy V Ligi, niż grać na zapleczu Ekstraklasy lub I czy II Ligi. Może z tych samych powodów polskie kluby też są nimi mało zainteresowane. Skoro tak, to sam skauting PZPN w takich krajach jak nie Niemcy, sprowadza się do tego „radzieckiego pułkownika”.

  8. Koneksje rodzinne…

    … tzw. znajomosci  DEWASTUJA  cala Europe… i USA  wlacznie  !!!    Jako narod  MUSIMY  zwrocic szczegolna UWAGE  NA  YE  WLASNIE  KONEKSJE  !!!

    Bez tej wiedzy… bez znajomosci tego szczegolnego i wyjatkowego „modus operandi”  tych wszystkich detych i tepych  ELYT  z  d**y  wzietych – marny nasz los.

  9. A pan myśli, że ktoś wówczas traktował serio Kmicica?

  10. Aktualne zdjęcie graffiti CWKS zrobiłem w Warszawie. Wspomnienie o powojennych początkach CWKS to lwowiak Kazimierz Górski. Wierszyk z ilustracji przy piłkarzach (rok 1933) był moim zdaniem słaby, ale ostatnia zwrotka zasługuje bym ją przytoczył wyraźnie:

    „A w lożach wytworne panie,/trzymają lorgnon przy oczach,/snuć będą intymne marzenia/o biodrach footballowego herosa”.

    Znałem takie panie. Atrakcyjne ale nie wytworne.

    Reklamy nie pochodzą ze stadionów PRL, ale z londyńskich Wiadomości. Smirnoff to rok 1957, a Wyborowa to 1959. Ta ostatnia marka była absolutnym przebojem na Zachodzie aż do polskiego „odzyskania wolności”, gdy to co kiedyś przynosiło wielkie zyski zmierzało do bankructwa bez „żadnych” przyczyn.

  11. Nie wiem…

    … jakie teraz sa koleje losu „wyborowej”, ale czesto widywalam jej reklame w paryskich czy rennenskich klubach jeszcze 3 lata temu.

  12. Marka zostala tylko wlasciciel z zagranicy

  13. Koneksje rodzinne to temat głębszy psychologicznie. Warto się nad nim dłużej zastanowić.

  14. Czy w Trylogii choç raz pojawiają się Moskale? Za to walka z Krzyżakami jak najbardziej prawomyślna była.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.