Paź 232019
 

Na konferencji w Turznie zagadnął mnie pan Rafał, który też organizuje konferencje i zapytał kogo bym widział w obsadzie takiej imprezy, która dotyczyłaby polskiej doktryny państwowej. Pogadaliśmy chwilę i coś tam ustaliliśmy, a ja zacząłem sobie myśleć o tej doktrynie, niezależnie już od wszystkiego, czyli od innych spraw pochłaniających mnie na co dzień.

Jak wszyscy pamiętają wygłosiłem też pogadankę o Sacco di Roma, w czasie której powrócił temat Francji i osi polityki francuskiej prowadzonej od wojny stuletniej. Jak pamiętamy to co najważniejsze w doktrynie francuskiej skupiało się wokół przywiązania poddanych do osoby panującego. Cała zaś doktryna da się streścić zdaniem Vive le Roi! Dewastacja Francji nie była przez to łatwa, ale wychowanie w XVIII w. całej, grubej warstwy intelektualistów nienawidzących króla i osadzonych na państwowych posadach, spowodowało, że mogła się wreszcie zmaterializować.

Doktryna brytyjska to twórcze połączenie spółki handlowej z oddziałem najemników i biurem propagandy. Król jest tam tylko dekoracją, podobnie jak szlachta. Podobna do niej jest doktryna cesarska, ale jest ona o tyle uboższa, że jej realizacja na morzu kuleje, a do tego cesarz i jego misja oddaleni są bardzo od spółek prawa handlowego. Doktryna brytyjska zaś wyraża się zawsze w realizacjach praktycznych. Pojawia się spółka, która najpierw reprezentuje akcjonariuszy, potem zaś koronę, będącą jednym z nich, na koniec zaś na opanowanym przez spółkę terenie lądują najemnicy. I następuje tak zwany szlus.

A co z doktryną rosyjską? Ona nie wywodzi się wcale z kultury i polityki ludów wielkiego stepu, jak chcą niektórzy, ale z niezrozumienia doktryny niemieckiej – cesarskiej. Z całkowitego poplątania pojęć w polityce wewnętrznej. Car-kukła banków i niejawnych koterii uważany jest przez poddanych za bóstwo prawie. Jednocześnie w kraju szerzy się anarchia. Nie jest ona wyrażona poprzez jakieś krwawe ekscesy, ale poprzez samowolę urzędników i wszechogarniającą korupcję. Prowadzi to w końcu, po serii nieudanych reform, do głębokiego pęknięcia, które oddziela lud od aparatu państwowego i czyni ten lud – a wliczam doń także tak zwaną inteligencję – całkowicie podatnym na obcą agitację. Jeśli do tego dołączyć apatię Słowian zamieszkujących imperium i dynamikę żydów, Azjatów, Ormian i kogo tam jeszcze, mamy gotowy konglomerat, który ma właściwości wybuchowe. Hipolit Korwin Milewski pisze o tym, że nienawiść ludu do cara i jego aparatu była niezrozumiała, horrendalna i straszliwa. No, ale był to efekt anarchii, która przez wiele lat tliła się w Rosji, po to, by wreszcie eksplodować. Nosicielami tej anarchii byli urzędnicy wszystkich szczebli. Im bardziej ich praca przypominała kulturę koszarowo-sztabową, tym bardziej namnażały się w ich duszach bakcyle anarchii.

A jak było w Polsce i w czym wyrażała się polityczna doktryna Rzeczpospolitej? Olga Tokarczuk powiedziałaby pewnie, że w zbytnim uprzywilejowaniu wąskiej warstwy nobilów, co skutkowało zamianą kraju w jeden obóz koncentracyjny. To są rzecz jasna idiotyzmy i pompowana wprost do słabych umysłów propaganda. Doktryna polsko-litewska była doktryną defensywną i opierała się na utrzymaniu wolności elit i dobrobytu wszystkich. Wolność elit materializowała się w opozycji do władcy, który – o czym nie wolno zapominać – nie byłby wcale tak samodzielny w chwili uzyskania władzy absolutnej, jak sobie to wyobrażamy. Polska i Litwa zaś nie poszybowałby w górę niczym rakieta i nie uzyskałby nie wiadomo jakiej pozycji w Europie. Przypomnę też, że zarówno lud jak i szlachta, a także magnateria żyła w Rzeczpospolitej na bardzo wysokim poziomie, nie było tu nigdy głodu, nie było spektakularnych klęsk żywiołowych, były wojny jedynie, wywoływane celowo, po to, by ten dobrostan zniszczyć. No i rozbudzone aspiracje reformatorów. Myślenie o Polsce XVII wieku jako o kraju zacofanym, jest myśleniem obłąkanym.

Zanim przejdę do rozważań dalszych, napiszę jeszcze tylko, że doktryny o jakich tu rozmawiamy, nigdy nie były skodyfikowane i nigdy nie były zapisane. To o czym piszę jest skrótową formułą metodyki rządzenia w poszczególnych krajach.

Co nam zostało po doktrynie Polski szlacheckiej? Pojęcie elity i nieustające aspiracje do tejże. To przede wszystkim. Mechanizm był tak dobry, że rewolucja w Polsce nie zdewastowała całego systemu, ale wprowadziła na miejsce starych elit nowe. Te zaś powracają bez przerwy – świadomie – poprzez krytykę, lub nieświadomie poprzez naśladownictwo – do formuł XVII wiecznych. Palikot nie był żadnym gombrowiczowskim wesołkiem, ale zwykłym chamem z awansu, który aspirował do elity i miał tę elitę firmować w nowej, porewolucyjnej rzeczywistości. Ludzie, którzy dziś protestują przeciwko zamordyzmowi PiS to brudna i nie świadoma niczego szlachecka tłuszcza, która za pół talara gotowa jest porąbać każdego. Na czele tego konglomeratu stoi Schetyna Grzegorz, który bełkoce już tak, że w zasadzie trudno rozróżnić słowa. I teraz ważna rzecz – rewolucja w każdym systemie, jest tylko w połowie narzucona z zewnątrz. Ona się tli w środku, a żywi się deprawacją dusz warstwy uprzywilejowanej, ale pozbawionej mobilności. Nie tylko mobilności gospodarczej, ale także umysłowej. Tak jak w przypadku francuskich adwokatów, nie sięgających wzrokiem dalej niż granice okręgu, tak jak w przypadku rosyjskich urzędników obdzierających chłopów do gołej skóry, tak jak w przypadku szlachty drążkowej, z ciągłymi pretensjami do wszystkich i wszystkiego. To oni są podpałką rewolucji, a nie lud. Lud zwykle woła – Vive le Roi!

Zwróćmy uwagę, że w Wielkiej Brytanii nie istnieje pojęcie ludu. A co tym idzie nikt nie mógł się tam czuć mentalnie zdegradowany, choćby był w rzeczywistości na samym dnie. Zawsze miał szansę. W systemach europejskich, nikt nigdy nie był na samym dnie, ale wielu czuło się zdegradowanych. Oczywiście, że mechanizm brytyjski jest najbardziej brutalny, ale jest też najbardziej skuteczny, przynajmniej dopóki istnieje flota mogąca przewieźć tych podniesionych na duchu, ale głodnych i zabiedzonych nieszczęśników, gdzieś na krańce świata. Jedyną ucieczką z systemów europejskich był Kościół i jego uniwersalna doktryna, ale ta została zanegowana poprzez serię rewolucji. Te zaś w konsekwencji doprowadziły do tego, że lud, w imieniu którego występowali rewolucjoniści stał się łupem banków, korporacji i korony brytyjskiej, wybierającej w dowolnym momencie, dowolne ilości taniego robotnika z dowolnego, ogarniętego zamętem kraju. Czy to się będzie powtarzać? Nie wiem. Moim zdaniem jeśli gdzieś ktoś wymyśli jakiś sposób na zatrzymanie tego młyna, to tylko w Polsce. Na dziś to tyle, muszę lecieć.

  14 komentarzy do “O polskiej doktrynie państwowej”

  1. bardzo dobre, a już to:

    robienie zamętu w celu wybrania dowolnych ilości taniego robotnika z dowolnego (ze wskazaniem) kraju (ogarniętego w tym celu zamętem) –  jak byśmy mieli przed oczami wszystkie nasze polskie emigracje – prowadzące do stanu aby nas tu nie było.

    Czyjaś (czyja ??) doktryna co do naszego losu wydaje się być niezmiennie obowiązująca i przez kogoś realizowana,  co jakiś czas Polacy są świadkami i uczestnikami powtarzanego  schematu gdzie jest  najpierw zamęt potem zmuszenie do emigracji.

  2. „Rewolucja – w każdym systemie – jest tylko w połowie narzucona z zewnątrz”
     
    Aktualna sytuacja.
     
    Ostatnia weryfikacja potencjału polskiej nauki miała miejsce w złotych latach 1970-tych, po czym całość zlicytowano po balcerowiczowskim kursie dolara wraz z kontyngentem 5-ciu milionów niewolników zarabiających dotąd 20 $ na miesiąc, a mniej ruchliwej 30-milionowej rzeszy udzielono na miejscu kredytu z koszyka walutowego zapobiegając w ten sposób dewaluacji globalnej makulatury poniżej wartości zużytej zielonej farby, której kurs podniósł się dzięki temu (na jakiś czas) o kilka centów. W epoce (dynastii) OTAKE utylitaryzm polskiej nauki został podcięty i oderwany od jakiejkolwiek wiarygodnej skali porównawczej przez import gotowych produktów z Chin. Pozostały dobrobyt Polski wypracowany do tego czasu przez ciężko pracujących ludzi, w tym Ukraińców, ma być przetransferowany dzięki honorowym (jak w 1939!) zobowiązaniom naczelnika „Pinokio” Morawieckiego na rzecz tych szwedzkich firm z sektora energii odnawialnych, które nie zdążyły finansowo podbić Europy w latach 1939-45 oraz na rzecz ambitnych generalow amerykanskich i prezesow wielkich koncernow.
     
    W naukach humanistycznych zwiększono wydajność do kwadratu wprowadzając myśl zachodnią, oksfordzką, NATO-wską, jak również poprzez powszechny kurs polish your english dla pucybutów. Na niektórych uczelniach udało się zwiększyć wydajność do sześcianu dzięki rzekomemu mistycyzmowi Jana Pawła II (offset zrealizowany w 1978 roku), a prowadzony intensywnie od tego czasu pomiędzy intelektualistami dialog pozwoli wkrótce wystrzelić te uczelnie w kosmos.
     
    Rola nauki, kultury i sztuki.
     
    Prawdziwa wartość nauki, kultury i sztuki powinna się wyrażać przez jej uniwersalizm, tymczasem  Polacy stali się prawie całkowicie nieprzetłumaczalni. Już niewiele zostało z polskiego uniwersalizmu: Walesa, vodka, dupa, seks, biznes, curva, Nobel Prize, ale sprytnie utrzymywana jest fikcja i wrażenie, że Polakow nadal na całym świecie szanują i rozumieją, bo nawet na drugim końcu świata znajdzie się tubylec, który odpowie: ale dlaczego nie verstehen?, my wszystko verstehen! Więc duma jest uratowana.
     
    Nieunikniona konieczność
     
    Oddając sprawiedliwość prawdzie muszę powiedzieć, że o ile goje w 100% prawidłowo definiują swoje żale do losu i obraz swoich nieszczęść, to naprawiają zło, o ile mają taką możliwość, co najwyżej w 50% i nigdy nie dochodzą do tego stanu, który stracili, mieli poprzednio i który powinien być ich celem – jakby podczas uzdrowienia tracili orientację i pamięć. Tak było podczas powstań i insurekcji pod koniec XVIII wieku w Polsce (rewolucje antypaństwowe a nie propaństwowe), w 1848 roku, w 1918, w 1989.
     
    Jest zdecydowanie pewne, że jeśli można próbować zakłamywać historię swoją, swojej rodziny i historię powszechną, to tak samo zakłamuje się prawo, ekonomię, psychologię, socjologię, seksuologię i co najistotniejsze – religię. Religia powinna być najściślej strzeżona przed jej kwestionowaniem, poddawaniem w wątpliwość, szerzeniem herezji i reformowaniem jej treści (apokryfy, przypisy, komentarze, interpretacje) i ogólnego sensu idei.
     
    U Żydów jest na odwrót: nie przywiązują przesadnej wagi do prawdziwości głoszonych przez siebie twierdzeń, legend, tłumaczeń w życiu codziennym, w sprawach sądowych oraz w zastosowaniu do nauk wymienionych powyżej, natomiast ściśle przestrzegają tradycji i nakazów religijnych, a sami dobrze się czują w roli i w zawodzie autorytetów.
     
    Jest zatem kwestią czasu, że w konsekwencji zwycięży religia żydowska, a goje, pomimo swojej niesłychanej pracowitości i uczciwości stracą wszystko, co posiadają łącznie z wytworami ducha, sztuki i kultury.
     
    Nawet nie trzeba specjalnie tego ukrywac i dlatego mowie to otwarcie, bo instynkt naturalny i sila przyzwyczajenia u gojow jest nie do przezwyciezenia, dlatego my, Zydzi gardzimy prawami natury i odnosimy sie wprost do inspiracji ducha, zwalczajac z latwoscia inne, konkurencyjne intelektualne inspiracje.

  3. Panie Grzegorzu Bury z Gietrzwałdu, jest Pan o gojach/Polakach miernego zdania, uważa Pan Żydów i w ich imieniu Pan się wypowiada, za lepszych (bo z łatwością zwalczacie co wam nie pasuje) –   jeśli to Panu poprawia humor to proszę nie zmieniać swojego zdania.

    Proszę się nami nie zajmować, nie obarczać swojego rozumu myśleniem o nas, Polakach, co to „sami u siebie nie potrafią się rządzić” . Gdybyśmy byli sami – potrafilibyśmy.

  4. Prosze sie nie przejmowac moim gadaniem.

    Przy okazji pozdrawiamy pana Rafala Zapadke!

  5. Cytat tygodnia:

     

    „Ja teraz wracam z festiwalu filmowego w Hajfie w Izraelu, gdzie byłem przewodniczącym jury”.

     

    Krzysztof Zanussi

  6. Tekst na medal

  7. Widziałeś pan kiedyś ‚ciężko pracujących’ ukraińców??

  8. >Wolność elit materializowała się w opozycji do władcy, który – o czym nie wolno zapominać – nie byłby wcale tak samodzielny w chwili uzyskania władzy absolutnej, jak sobie to wyobrażamy

    Władca absolutny to najwyższy sędzia na ziemi. Takiej władzy nie dostał Stefan Batory. Jego priorytetem była wojna i dlatego musiał dzielić się władzą sądowniczą.

    Podaję za artykułem MONARCH, CITIZENS, AND THE LAW UNDER STEFAN BATORY: THE LEGAL REFORM OF 1578, Felicia Roșu, Universiteit Leiden

    Od czasów Oświecenia zasadę jednomyślności i liberum veto uznano za wsteczne. A jednak, co pokazał Sejm w roku 1578, te zasady zmuszały króla, senatorów i posłów do kompromisów, gdyż sprawy, na których im zależało, mogły być łatwo zablokowane przez oponentów. Tak więc do formowania opinii i podejmowania decyzji system prawny Polski opierał się na wykorzystaniu kompromisu i perswazji, a nie na otwartej konfrontacji. Stała za tym wiara, że istnieje coś takiego jak decyzja najmądrzejsza, a ostateczny wynik odzwierciedla wolę boską, przeciwnie do głosowania większościowego, w którym liczą się liczby, a nie waga argumentów. W roku 1578 konflikty wewnętrzne, zagrożenie zewnętrzne, pragmatyzm i patriotyzm doprowadziły do zreformowania systemu prawnego, a jednocześnie do zapewnienia finansowania kampanii przeciw Moskwie.

    Ilustracja pochodzi z prasy amerykańskiej z roku 1913

    Gdy sędzia chce przejąć władzę absolutną

  9. A gdzie są pogłębione studia nad doktryną Szwajcarską? 🙂

    Tam może ukryte są odpowiedzi.

  10. „Gdybyśmy byli sami – potrafilibyśmy.”

    W punkt

  11. Ostatnio czytam „Protokoly medrcow Syjonu” i napisalem komentarz w podobnym stylu. Protokoly nie maja znaczenia, skoro rzad pisowski, prezydent, panowie Gowin, Glinski, RPO Bodnar, ambasadorzy USA i Izraela w Polsce, przedstawiciele ZIH, muzeum Polin, gmin zydowskich w Polsce, celebryci tzn. rezyserzy i aktorzy, dziennikarze, aktorki, niektorzy ludzie Kosciola wyprawiaja takie rzeczy, ze Protokoly w porownaniu to jest kaszka z mlekiem.

    Brakuje krytycznego wydania Protokolow, bo duzo rzeczy jest tam prawdziwych, ale potrzebne jest swieze, nieuprzedzone spojrzenie na klasyke literatury politycznej.

    Krotki link na temat:

    https://www2.memri.org/polish/jordanski-dziennikarz-przywodcy-izraela-w-pelni-realizuja-protokoly-medrcow-syjonu/12715

    Troche rozrywki:

    https://www2.memri.org/polish/filmy-wideo

    I najlepsze: kto tlumaczy materialy do MEMRI (z ang. na polski) hehe…..:

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Koraszewski

  12. Ps. W ramach rozrywki proponuje posluchac o zaletach obrzezania kobiet.

  13. Panstwo Koraszewscy przetlumaczyli tez bardzo fajnie filmik instruktazowy pt. „Czy mąż powinien bić żonę?” na str. 2

    https://www2.memri.org/polish/filmy-wideo?tubepress_page=2

  14. Za dr Felicia Roșu napisałem, że priorytetem Batorego była wojna. Gdyby autorka była poprawna politycznie, to napisałaby zgodnie z prawdą, że priorytetem było bezpieczeństwo i granice Polski. Zajrzałem do opisu jej kariery. Nie wiem jak udało się jej napisać rozsądny tekst mimo związków z polskimi akademikami. Choć już w tytule używa oświeceniowego i PRL-owskiego określenia Citizens/Obywatele, to na szczęście nie pisze o „ludzie”, ale o kompromisie między królem, senatorami i posłami oraz o Kościele, dysydentach i korporacjach czyli miastach, a więc o pieniądzu. Jak ironicznie odnotował nuncjusz papieski w roku 1577 „heretycy” i katolicy żyli w wielkiej zgodzie opartej na tym, by nie płacić papieskiej dziesięciny. Gdybym miał w dwóch słowach napisać czym była doktryna od najdawniejszych czasów, to byłyby to: „władza i wojsko (pretorianie, gwardia, janczarzy, etc.)”, a jednym słowem „pieniądz”.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.