Paź 222019
 

Tak się niestety złożyło, że nasz komiks jeszcze nie został zaakceptowany do druku. Powtórzę więc to, co napisałem tu niedawno – tu można, ku..wa oszaleć! Już, już, prawie, prawie, ale nie…Coś tam ze złotem nie wyszło…

Ponieważ nie jestem w stanie myśleć o niczym innym niż ten komiks, dyskusje jakie podejmuję z Tomkiem dotyczą głównie tak zwanych problemów artystycznych. Wczoraj trochę gadaliśmy. Wnioski zaraz tu streszczę. Sztuka to komunikacja, można ją uprawiać w dwóch wariantach – jawnym i tajnym. Sztuka religijna, malarstwo tablicowe czy monumentalne, zawiera wielki ładunek treści, który można uznać za ciąg szarad, ale dających się rozwiązać za pomocą tekstów religijnych. Pewnie są takie ilustracje, do których to nie wystarcza i potrzebne są inne teksty, ale są to ciągle treści dostępne ludziom przeżywającym i konsumującym sztukę. Ikonografia nowożytna, oddalająca się od religii, zamienia się w szyfrowane przekazy, których dziś nie jesteśmy w stanie zrozumieć do końca. Takie mam wrażenie, choć mogę się mylić, bo na zajęcia z ikonografii nowożytnej chadzałem okazyjnie. Komunikaty te dotyczą porozumień niejawnych pomiędzy organizacjami, z których wiele ma taki właśnie charakter – tajny. Ze względu na to iż organizacje te – dwory, patrycjaty i banki dążą do władzy, sztuka nowożytna ma charakter na poły religijny, albowiem władza musi być legitymizowana przez sacrum. Tak jak to ostatnio wyjaśnił Pioter – chodzi o wymyślenie innej niż katolicka świętości i eksploatowanie jej w treściach jawnych i ukrytych ku własnej chwale. Tak wygląda komunikacja poprzez sztukę, czyli komunikacja wizualna w momencie kiedy rodzą się tak zwane nowoczesne państwa. Kiedy krzepną, ikonografia państwowa ulega po pierwsze segmentacji, po drugie bohaterowie państwowi urastają w ikonografii do rangi świętych i męczenników. To wszystko jednak idzie w parze z rozwojem technologii, które otwierają inne niż malarstwo obszary komunikacji. No i przez ową tendencję, to co było przez setki lat ważne – cały olbrzymi segment rynku z dnia na dzień traci na znaczeniu. Nie ma bowiem, w epoce fotografii i kinematografu, żadnego sensu w malowaniu obrazów. Nie ma, ale jest rynek i ten rynek generuje zyski, a przez to musi być utrzymany. Musi, albowiem otwiera pole do wielkich spekulacji. Nowożytny hermetyzm – w niektórych wariantach ikonograficznych – był szyfrowaniem treści, a hermetyzm nowoczesny był i jest nadal szyfrowaniem formy. To znaczy chodzi o to, by stworzyć wrażenie iż za barwnymi plamami rozmieszczonymi nierówno na płótnie kryje się coś, czego przeciętny człowiek nie potrafi rozpoznać, ale za to już ekspert rozpoznaje doskonale. Tworzy się więc całe piramidalne struktury komunikacji, które przypominają bełkot, ale w istocie są zhierarchizowane i po dłuższym ich absorbowaniu czytelne dla wtajemniczonych, ale ich funkcja nie polega na tym, by wyjaśnić prostaczkom, co widać na obrazie Kandinsky’ego, ale do tego, by utrzymać w pionie hierarchię ekspertów. Ta zaś nie może się rozpaść, albowiem stoi na straży rynku naprawdę wielkich spekulacji. Stąd język sztuki jest tak ważny dla współczesnego świata, a wejście do owej hierarchii i awans w niej obłożony jest takimi warunkami, że nie w zasadzie poza osobami zaburzonymi, silnie zdeprawowanymi albo po prostu zżeranymi ambicją i bezczelnymi nikt się tam nie dostanie. I nie chodzi mi już o to, tylekroć wyszydzane i obśmiewane towarzystwo podstarzałych gejów, ale o to, że człowiek w miarę normalny, obcując z omawianymi tu treściami musi dokonać różnych nieprzyjemnych operacji na własnym mózgu. Musi – to warunek konieczny – zrozumieć jaka to jest tandeta i jakie oszustwo, a następnie – w pełni świadomie je zaakceptować i walczyć w obronie tego kłamstwa do krwi ostatniej. To jest satanizm w mojej ocenie.

Nie wiem, w którym dokładnie momencie nastąpiło w tej strukturze jakieś tąpnięcie i poziom satanistycznego hermetyzmu, jakim była komunikacja w świecie artystów i krytyków współczesnych, uległ najpierw rozdwojeniu, a potem znacznemu obniżeniu. Myślę jednak, że stało się to za sprawą mediów i tych „artystów”, którzy byli przez media hołubieni. Do tego można dodać jeszcze drastyczne obniżenie rozumienia czegokolwiek, z jakim zjawiły się w świecie ludzi dorosłych kolejne pokolenia. Bez nowych pokoleń zaś cała ta piramida nie może istnieć, albowiem prowokacje i skandale robi się zawsze dla kogoś i zawsze dla kogoś pisze się do nich uzasadnienia. Tak więc lekceważenie publiczności było i jest pozorem tylko, a okazało się także pułapką. Nie można lekceważyć publiczności i uważać jej za bandę kretynów, albowiem przyjdą gorsi. Ci gorsi w dodatku – pokolenie dzieci aparatczyków i wnuków ubeków, będzie miało swoje wizje i nawet jeśli trafi się wśród nich jeden czy drugi bardziej rozgarnięty i mniej opętany, to i tak wszyscy zgodnie uznają, że jednym z największych współczesnych artystów polskich jest Kamil Sipowicz. Postawienie takiej kwestii publicznie, od razu degraduje wszystkich krytyków z tytułami profesorskimi, którzy realizują plan edukacji artystycznej w elitarnych uczelniach, elitarnych periodykach i elitarnych gremiach. Oczywiście, można tego nie zauważać i dalej grać, podając liczne przykłady „artystów prawdziwych” czynnych za granicą i dokonujących naprawdę ekscytujących wyczynów. Można, ale media rodzime, a tych sztuka rodzima i jej promotorzy ominąć nie mogą, od razu dokonają wyboru na niekorzyść „elit”. Wybiorą Sipowicza czy innego jakiegoś bałwana takiego jak Sasnal, który posługując się strywializowanymi do porzygania „szyframi” będzie próbował uprawiać jakąś komunikację z widzem. Ten zaś będzie już kompletną małpą nie rozumiejącą niczego ponadto, że Matka Boska jest zła, a Jan Paweł II był opętany polityką. Oczywiście, zawsze można się utrzymać na różnych budżetach, czy to zagranicznych, czy to rodzimych, wszak ministerstwo kultury nie zaprzestanie finansowania oszustów. Można, ale świadomość zsuwania się w dół, wprost do piekła, musi być w tym towarzystwie już całkowicie pełna i oczywista. Jeśli do tego dodamy różne gatunki pomniejszego płazu, jakieś lokalne hierarchie artystów, jakieś złogi popeerelowskie, jakichś ambicjonerów traktujących serio różne wygłupy to wyraźnie widzimy, że oni mogą już tylko jedno – mogą za wszelką cenę, kolejny już raz, próbować powiązać swoje działania ze świętością i przekonywać nas, że defekowanie na ulicy ma wymiar rytualny. I ono rzeczywiście ma taki wymiar, ale jednocześnie stawia, albo inaczej – może postawić, jeśli tylko zechcemy – wobec poważnych wyborów tych ludzi, którzy uzbrojeni w tytuły i publikacje stoją dziś lekko zaambarasowani wobec wyzwań, których się nie spodziewali. A może się spodziewali, ale myśleli, że im sprostają, bo okoliczności będą im sprzyjać? Nie mnie oceniać.

Po co ja to piszę i jak to łączę z naszym komiksem? Wiadomo, że Tomek lubi się powygłupiać i coś tam poukrywać w swoich ilustracjach, wiadomo też, że strywializowana do końca postawa odbiorców obrazów ruchomych, czyli filmów każe im poszukiwać w tych obrazach różnych nieścisłości, głównie historycznych. A to słupy telefoniczne przy drodze którą galopuje Michał Wołodyjowski, a to krzyżak w trampkach, a to zegarek na ręku rycerza…To też jest komunikacja i ona bawi wielu ludzi. Wiem, że nie unikniemy oskarżeń o trywializację tematu, choć nikt poza nami za ten temat się nie zabrał. Wiem, że zaraz odezwą się mędrcy, którzy odnajdą w naszym albumie setkę błędów i niedociągnięć. Wiem to wszystko i dlatego Tomek celowo utkał to dzieło pułapkami. Na dodatek jeszcze wydajemy kolejny komiks luksusowy, kapiący od złota. Niczego to nie zmieni, w opinii mediów i krytyków jednym z najwybitniejszych polskich artystów nadal będzie Sipowicz, wyklejający na brystolu swoje kolaże, powycinane ze zgromadzonych przez jego ojca roczników tygodnika „Kraj Rad”.

Na koniec ogłoszenie. Kolejna konferencja odbędzie się w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą, w hotelu Król Kazimierz, który mieści się w starym spichlerzu. Termin – 28 marca. To duży obiekt, a ja zarezerwowałem dla Państwa 59 pokoi, które można zajmować do 15 lutego na hasło „Klinika Języka”. Po 15 lutego rezerwacja zostaje zdjęta, a ceny wracają do normalnych, przed konferencyjnych. Nie mogę niestety nikomu wyjaśnić, że jak się rezerwuje pokój wcześniej, to płaci się mniej, a jak później, po terminie, który wyznaczyłem, to jest już drożej. No, ale może tym razem się uda. Wybrałem Kazimierz Dolny z kilku powodów, także z tego, że wokoło jest mnóstwo tanich noclegów. Poza tym konferencja odbywa się przed sezonem, więc ceny będą pewnie umiarkowane. Mam też nadzieję, że pociągi z Warszawy do Lublina zaczną jeździć normalnie i jak ktoś nie będzie chciał nocować w samym Kazimierzu czy okolicy, będzie mógł wrócić z Puław do stolicy czy Lublina pociągiem. Aha, jeszcze jedno – tuż obok w Bochotnicy jest muzeum torebek i pluszowych misiów.

  11 komentarzy do “Publiczna defekacja i jej rytualne znaczenie”

  1. Cytat tygodnia:

    „Kulturą nie można manipulować.”

    Olga Tokarczuk

  2. ten cytat O.T. to wisienka na torcie Coryllusowego tekstu, tylko czy pani O.T. zdaje sobie sprawę z powagi zdania którego jest autorką ?

  3. Drogi Coryllusie, może to trochę OT ale czy zauważyłeś jak wiele w malarstwie religijnym XV, XVI i XVII w jest anegdot zaczerpniętych nie z kanonu czterech Ewangelii ale z apokryfów odrzuconych przez KK. Te wszystkie anegdoty z czasów dzieciństwa i młodości naszego Zbawiciela są jawnie brane z apokryfów Ewangelii. Zastanawia mnie zatem jak powszechna była znajomość Ewangelii niekanonicznych?, i, dlaczego KK akceptował z tych pism zaczerpnięte anegdoty w dziełach przedstawianych wiernym?

    Zaś jeśli chodzi o uliczną defekację jako dzieło sztuki współczesnej to zapewniam Cię, że żaden z tych „artystów” i „artystek” nie dorasta poziomem do pięt pierwszemu lepszemu kundelkowi z sąsiedztwa.

  4. Nie zastanawiałem się i przypuszczam, że żaden ze specjalistów też się nie zastanawiał

  5. Piekło zamarzło! Cenckiewicz wydał biografie Ignacego Matuszewskiego!

  6. Jednak fałszywy alarm. Póki co to tylko IPN i raptem 200 stron o I.M.

  7. Wkrotce startuje Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie na Placu Defilad.

    Wizualizacja:

    https://www.elektroniknet.de/elektronik/optoelektronik/osram-kauft-us-leuchtenanbieter-led-engin-142244.html

  8. > Ikonografia nowożytna, [nie] oddalająca się od religii…

    Zamieszczam dwóch Moryców z Drohobycza, z krakowskiej stajni Matejki. Obaj wielce utalentowani

    Ikonografia nostalgiczna

  9. Bo padnę  !Ojciec Sipowicza kupował ,,Kraj Rad,,????Nic dziwnego że Sipowicz nosi teraz takie kapelusze.

  10. Zaryzykowałbym tezę, iż „sztuka to komunikacja” to jednak dość znaczne uproszczenie. Sądzę, że dla samego artysty (jeśli to autentyczny artysta) sztuka to raczej EKSPRESJA, a dopiero gotowe twory są potem (lub nawet przedtem, jako dyskontowanie przyszłości) wykorzystywane przez innych lub/i samego artychę, jako KOMUNIKACJA lub PROPAGANDA. Proste „sztuka to komunikacja” wydaje mi się „odkryciem” Marksizmu, lub może Liberalizmu, które akurat tak mają, że sztuki nie potrafiłyby rozpoznać, choćby od tego zależało ich dalsze wszawe życie.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.