marzec 192018
 

Dawno temu Tomek pożyczył mi grubą książkę wydaną przez Krytykę polityczną. Jest to wywiad z nieżyjącym już dziś reżyserem Andrzejem Żuławskim. Nie miałem czasu do tego zajrzeć, ale wczoraj coś mnie tknęło i na jakieś, dosłownie 15 minut, otworzyłem tę książkę. Są tam rzeczy naprawdę niezwykłe, ale od razu muszę Was uprzedzić, że rzecz ta kosztuje na allegro chyba z 500 zł.

Przede wszystkim zaskakuje nas to, że taki świr, pozbawiony talentu i empatii, agresywny do tego, może wygłaszać opinie tak zrównoważone i sensowne. To prawda, że dotyczą one głównie jego konkurentów, którym odmawia talentu, umiejętności i dyscypliny, przypisując to wszystko sobie, ale jest to jednak zaskakujące. Najciekawiej jest kiedy pisze o tym, jak Wajda kręcił Popioły. Przeczytałem to i uznałem, nie pierwszy raz zresztą, że całe polskie środowisko filmowców składało się z idiotów. Dziś może jest inaczej trochę, ale różnic wielkich może nie być. Jak wiemy plan filmowy to pole do popisu dla ludzi, którzy czegoś tam się nauczyli w szkole i w praktyce, a teraz mają tylko te swoje umiejętności wykorzystać po raz kolejny. Rolą reżysera jest, by oni wiedzieli co mają robić, w których momentach i by nadążali z czasem, bo ten jest drogi. Przy kręceniu Popiołów jednak Andrzej Wajda wpadł w pułapkę. Żuławski twierdzi, że zastawiła ją na niego Beata Tyszkiewicz, która chciała mieć u swego boku wielkiego reżysera i kazała mu wszystko robić samemu. On więc, nie mając przecież o tym pojęcia, zaczął do wszystkiego się wtrącać, a kiedy zdjęcia zbliżały się ku końcowi wezwał całą ekipę, rozpłakał się i powiedział, że film jest straszny i nie da się go oglądać. No i rzecz jasna poprosił wszystkich tych fachowców, żeby coś wymyślili, to może się jeszcze uda ten śmieć uratować. Jak wiemy nie udało się i Popioły robią za tak zwaną sztukę wyższą, czyli coś, co nie przez wszystkich jest rozumiane. W praktyce oznacza to, że film jest nie do oglądania. Żuławski pisze o tym z charakterystycznym dla obłudników żalem, ale jest to mimo tego ciekawe, bo jego spostrzeżenia dotyczą spraw fachowych, a te są interesujące z natury.

Jeszcze lepiej opisane są sprawy ogólniejsze, dotyczące środowiska, w którym Żuławski wyrósł i które wyniosło go na wyżyny. On, jak pamiętamy, był pierwszym po wojnie Polakiem studiującym w paryskiej szkole filmowej. Jak to było możliwe? Bardzo prosto. Brat dziadka pana Andrzeja, Zygmunt, był przez Stalina szykowany na pierwszego prezydenta powojennej Polski. Tak się jednak sprawy ułożyły, że tym prezydentem został Bierut. Zygmunt Żuławski ponoć coś tam chlapnął kiedyś niepotrzebnie i posadzili go w areszcie domowym. Kurna raz! W areszcie domowym! Jak poprawny ideologicznie i jak bliski towarzyszowi Stalinowi musiał być ten facet?! Dostał tylko areszt domowy w czasie kiedy inni umierali po piwnicach, albo jechali na Syberię. Żuławski pisze, bez skrępowania zupełnie, że dzięki osobom takim jak jego ojciec i wszyscy ci, którzy zdecydowali się na współpracę z komunistami, udało się ocalić kulturę polską. To znaczy, na przykład, on skończył szkołę w Paryżu. Inni jacyś artyści pozajmowali ważne miejsca w hierarchiach innych sztuk, a polska literatura była tłumaczona na języki obce. Ja oczywiście wiem, że pan Andrzej był nadętym bucem i w istocie durniem, wiem, że jakakolwiek polemika z nim nie miała sensu, są jednak inni, którzy te brednie powtarzają po dziś dzień i uważają, że tak jest dobrze, bo oni znaleźli się w grupie tych, dzięki którym Polska kultura ocaleje. A niech ją szlag trafi tę całą kulturę. Od tego należałoby zacząć. Cała ta banda to oligarchia a rebours. Prawdziwa oligarchia jak dorwie się do władzy, od razu sflekuje swojego najgorszego wroga zrobi to na tyle dotkliwie, że ci zaczną kombinować jak się wżenić w tych nowych i jak im coś zaproponować, żeby już tak mocno w łeb nie walili. Rzeczywista oligarchia szuka przeciwników na zewnątrz i ekspanduje, wszyscy zaś, którzy są jej potrzebni, czy to do budowy statków, czy to do czegoś innego, dostają prawdziwą szansę i robią sukces. W dodatku sukces powszechnie ważny. I teraz rzecz najważniejsza – prawdziwa oligarchia nikogo nie naśladuje i nikogo nie pyta o pozwolenie.

Oligarchia komunistyczna zaś to strażnicy braci swoich, którzy mają do wyboru same fałszywe i nieważne opcje, ale cieszą się z nich, bo uważają, że to ich ubogaca i czyni ważniejszymi. To znaczy jeden lub dwóch z nich może zostać jakimiś reżyserami, aktorami czy grafikami. No i wyjechać na zachód po to tylko, by świadczyć, że w kraju za żelazną kurtyną wcale nie jest tak źle. Innych sensów te wyjazdy nie miały. Podobnie jak cała komunistyczna kultura nie miała innego celu istnienia, jak tylko uspokojenie maluczkich, że wszystko jest w porządku. Trochę śmierdzi, trochę biją, ale za to polska szkoła filmowa…ho,ho, ho….

Ani Żuławski, ani Wajda, ani w ogóle nikt z nich przez całe swoje dorosłe życie nie zrozumiał jednej prostej prawdy, tej mianowicie, że oni nie są nawet kacykami zapędzającymi swoich braci do pracy ponad siły przy zbieraniu kauczuku. Oni są czymś znacznie gorszym, tymi murzyńskimi strażnikami w fezach, ze zdezelowaną bronią na ramieniu, którzy za nic w świecie nie poszliby już polować do dżungli, bo to się kłóci z ich statusem, który zdobyli wskutek interwencji potężnych, białych bwana w ich kraju. Gotowi są też rzecz jasna do popełnienia każdej podłości, byle tylko ocalić ten wytłuszczony fez, co go mają wciśnięty na łeb i ten poplamiony mundur z przydługimi rękawami.

Dotyczy to oczywiście nie tylko filmowców, ale wszystkich dokładnie ludzi kultury w PRL i dzisiaj. Ja się niedawno, pisząc dwa rozdziały o ruchu chłopskim w Galicji, dowiedziałem, że Krzysztof Dunin Wąsowicz, apologeta i tak zwany badacz (pęknąć można ze śmiechu – badacz – zajrzyjcie do tych książek) to ojciec Pawła Dunina Wąsowicza krytyka i pisarza, który swego czasu wykreował Masłowską. Jak wiemy wszystkie te ich kreacje mają to do siebie, że są z istoty nieważne dla czytelnika. Im więcej festiwali, im więcej parad i maskarad w związku z tymi autorami i ich twórczością się organizuje tym bardziej czytelnik ma to w dupie. Ponieważ jednak ludzie ci odziedziczyli państwo i dysponują samozwańczo budżetami, mogą odstawiać ten cały cyrk i nie ma ludzkiej siły, która by ich przekonała, że są w błędzie. Metody postępowania z mianowańcami zostały przećwiczone już dawno temu i nie ma raczej potrzeby szukać nowych. Tak się jednak składa, że wielu z nich próbuje do nas mrugać porozumiewawczo i tłumaczyć nam, że tamci, wiecie, to są ci źli, a my jesteśmy dobrzy. Proszę Państwa rodzina Żuławskich to rodzina z PPS, oni byli tak samo głupi, źli i przewrotni, jak komuniści. Jedyne co ich od komunistów odróżniało to niemożność wywożenia ludzi na Syberię. I tyle. W perspektywie szerszej widać, że wobec nas, tak zwanych lokalsów, ludzie ci mieli i mają nadal te same zamiary, a przede wszystkim nie zamierzają puścić z rąk tego na czym im najbardziej zależy – hierarchii związanych z kulturą, tego biednego szamanizmu, w którym się realizują. Ponieważ jednak dostęp do treści, które do niedawna nie interesowały nikogo, a dziś interesują wszystkich jest niesłychanie łatwy, przewiduję, że bez względu na to ile jeszcze wystaw w portretami pisarzy polskich zorganizują środowiska lewicowe, koniec ich jest bliski. Taka wystawa jest, nie wiem czy widzieliście, w pociągach podmiejskich ją reklamują. Wchodzi się do sali, jednej, drugiej, a potem trzeciej, a tam na ścianach fotografie Tokarczukowej, Masłowskiej i całej reszty tych idiotek. Nie wiem czy może być większy upadek. To znaczy wiem – może. Taki Pawlicki, którego ktoś przekonał, że widzowie chadzający do kina to skończeni durnie, przekonany jest, że jedyne co mu zostało to juma. I to w dodatku bezkarna. Może się zdziwić ten biedak któregoś dnia. Mam nadzieję, że tak się stanie. I to chyba zaraz po odejściu Glińskiego z ministerstwa.

A oto najnowsze nagranie „u Michała” w księgarni Foto-Mag, tym razem:

O wydawniczych nowościach i kolejnych tomach baśni „Socjalizm i Śmierć”:

https://www.youtube.com/watch?v=D_pzN2U-hsA

 

poprzednie nagrania:

O kwartalniku Szkoła Nawigatorów o protestantyzmie:
https://www.youtube.com/watch?v=mPtOH0VMOq0

O filmie Grzegorza Brauna „Luter i rewolucja protestancka”:

https://www.youtube.com/watch?v=69RcKACAUZI

O książce Hanny Koschenbahr-Łyskowskiej „Zielone rękawiczki”:

https://www.youtube.com/watch?v=PBIz5asguCA

O Bibliotece Historii Gospodarczej Polski:

https://www.youtube.com/watch?v=8xpy8i8nV6U

Teraz uwaga – za chwilę zabraknie książek Śmiertelne niebezpieczeństwa rewolucji rosyjskiej i Handel wołami w Polsce. Jeśli ktoś zamówił te książki dawniej i jeszcze zwleka z wpłatą, niech potem nie zgłasza się z pretensjami, że nie ma dla niego książek.

 

  43 komentarze do “Oligarchia a rebours”

  1. Ten Zygmunt był niesamowicie do Stalina podobny. Istny brat bliźniak albo sobowtór.

  2. … bo oni znaleźli się w grupie tych, dzięki którym Polska kultura ocaleje. A niech ją szlag trafi tę całą kulturę. Od tego należałoby zacząć.

    Tak siedząc poza Polską, to dopiero widać, jak jej nie widać, kultury polskiej. To jest straszne, bo mózg obumiera. Dobrze, że jest to miejsce na tym blogu i Kościół po polsku, nawet na tej Wyspie.

  3. Rzeczywiście panowie Żuławski Zyzio i Dżugaszwili Ziutek są do siebie podobni.

    Na stronie „Liga ziemi” napisano o Żuławskich że jest to rodzina masońska, …to rodzina artystów, dekonstruktorów myśli, czerpiących garściami z prometeizmu i kabały i masońskiego mistycyzmu ubranego w niemiecką doktrynę filozoficzną.

  4. Jak się ma „kultura polska” pokazała przed 2-3 laty wystawa w Chinach. Nic współczesnego, nic !

  5. Zygmunt Żuławski poseł na sejm II RP był powiązany w Kole Parlamentarzystów Socjalistów z panią Praussową. I pisał rzewne kawałki np. o procesach stalinowskich. Rzeczywiście nie był zdruzgotany istnieniem Rosji Sowieckiej – tylko „wypaczeniami”.
    Rodzina Żuławskich a raczej „inteligencki ród” wykuwał się wokół Jana Kasprowicza w Zakopanem , co to Lenina z ciupy austriackiej wyciągał. Więc trudno się dziwić, że praktycznie każdy zrobił jakąś karierę w II RP i w PRL. Ich potomkowie też.
    Andrzej Żuławski ma w dorobku takie filmy z okresu PRL jak np. Diabeł” (w rok po „Trzeciej części nocy”),  w którym nagromadzone zostały wszystkie „fascynacje” Andrzejka: od „wyuzdanego seksu z brzemienną narzeczoną” do  „diabłów pod przykryciem” i gwałtu na zakonnicy” i innych „przyjemności”.
    Żuławski był zdecydowanie artystycznym nielotem, ale ten film dał mu nakręcić Wajda w Zespole Filmowym X. Prawdopodobnie „musiał dać mu szansę”.

    Żuławski mógł być nielotem , ale z „właściwej rodziny”, więc jego synek Xawier (z Małgorzatą Braunek) – też ma otwarte drzwi do „budżetów filmowych’. I na przykład on jest „producentem kreatywnym filmu Sztuka Kochania” o słynnej Wisłockiej.

    PS. Notka bardzo przenikliwa co do tej „oligarchii w kulturze”. Oni są tak nieutalentowani, że aż śmieszni, ale do koryta nie dopuszczą nikogo z zewnątrz. Żadnego „Janka Muzykanta”.  Bo listy imienne „uczestników kreatywnych” zostały zatwierdzone jeszcze w 1944 a czasem to i w 1939 w czerwonym Lwowie i „umowa obowiązuje”.

    Dzięki czemu możemy spotkać wśród „elit inteligencji postępowej III RP” i pana Andrzeja Żuławskiego i panie Romaszewskie, bo babcia Praussowa była w jednym Klubie Parlamentarnym PPS w Sejmie II RP – z Zygmuntem Żuławskim. Taka karma.

  6. Dobrze, że Pan uważa na tego Dunin-Wąsowicza. Chodakiewicz i Żebrowski za rękę go złapali. Tak, że jeden z tekstów nosił tytuł „O potrzebie dekomunizacji nauki”.

  7. I taki Zulawski czy Wajda uwazali sie za elite. Jedynie tyle szczescia mieli ze byli wtedy wspaniali aktorzy.

    A Zulawski ktory zglupial na starosc doszczetnie i wdal sie w romans z Weronika Rosati, ta co to czerwoni rodzice za wszelka cene chcieli ustawic w zyciu, co opisal pozniej w jakze trafnie zatytulowanej ksiazce „Nocnik”.

    To jest jeden wielki nocnik, wypelniony po brzegi.

  8. No i jeszcze ta Beata Tyszkiewicz, która donosiła na prawo i lewo.  Super środowisko. Jak oni się nie wstydzą wychodzić na ulicę.

    http://www.lustracja.net/index.php/tajni-wspolpracownicy/169-beata-tyszkiewicz-byla-kontaktem-poufnym-sb

  9. Xawery Żuławski, reżyser (syn Andrzeja, reżysera): ” Mam wspaniały pomysł na pościg i totalne mordobicie na ruinach getta”. „Krew będzie się lała, (…) trupów dużo, (…) gangsterzy będą naprawdę groźni i brutalni”. „- Twój 12 letni syn będzie na premierze? – Na pewno. Kaj jest świetnie wkręcony w popkulturę, ma wszystko w małym palcu”.

  10. I tak to sie plecie, z pokolenia na pokolenie. Z tym ze kazdy kolejny Zulawski to coraz wiekszy szmaciarz i idiota. Z obowiazkowym pochowkiem na cmentarzu katolickim na koniec.

  11. Wystawy w Chinach sama nie widziałam, ale z tego co o niej czytałam, to była bardzo dobra wystawa pokazująca historię Polski  poprzez sztukę. Pokazującą Polskę dużo okazalej, niż chcą ją widzieć współcześni Polacy. Chińczycy sami sobie zażyczyli konkretne monumentalne obrazy takie jak  „Bitwa pod Grunwaldem”, „Batory pod Pskowem” i „rolka sztokholmska”, pokazujące wielkość Rzeczpospolitej.  Na wystawie  pokazywano też sarmackie portrety trumienne, pasy słuckie i zbroje husarskie, średniowieczną sztukę sakralną, dziewiętnastowieczne i dwudziestowieczne malarstwo i plakaty z Polskiej Szkoły Plakatu. To że nie było tam sztuki współczesnej, to tylko dobrze świadczy o Chińczykach. Nasi kuratorzy na pewno byliby gotowi wysłać kilka współczesnych instalacji.

  12. Jeszcze jest Vincent Zulawski…

    … synus ze zwiazku z – dzis gasnaca – Sophie Marceau… Vincent tez kuka kolo polskiego koryta… w nadziei,  ze sie pozywi.

    Dziekowac Panu Bogu, ze starego dewianta i zboczenca nie ma juz wsrod zywych.

  13. Tak…

    … Zbigwie o tej wystawie pisal, ze byla ona wielkim sukcesem… a na blogu Gospodarza byla ntt.  super  dyskusja  !!!

  14. Chyba mistrz pługa zaczął temat tej wystawy.

  15. Oni to oceniali wg dostępu do dóbr reglamentowanych takich jak: paszport na Zachód i samochód. No i dostęp do ładnych niepruderyjnych kobitek – bez ograniczeń.
    PS. Po przekartkowaniu dokonałam zakupu owego „Nocnika”, który niebawem okazał się prohibitem, bo rodzina pani Weroniki położyła sądowy szlaban na te „wyznania wesołego Andrzejka”.
    Problem Andrzeja Żuławskiego polegał na tym, że jako potomek szlachty z ambicjami intelektualnymi, obracającej się wśród różnych Kasprowiczów, Przybyszewskich czy innych „legend Młodej Polski” – uważał, że jest „dziedzicznie obciążony talentem”. A nie był, bo przodkowie też raczej tylko mędrkowali i szukali mądrości blisko TCNPŻO. To dzieło „Na srebrnym globie” to jedyny znany wytwór całej rodziny. Reszta to „urządzanie się w nowym socjalistycznym państwie blisko kasy”.

    No a taki Andrzej Wajda, człowiek „bez drzewa genealogicznego”, po prostu zapisał się do PZPR na studiach (a chciał do PPR, ale nie zdążył) i po prostu bardzo dobrze wyczuł, czego potrzebuje komunistyczny sponsor. I dostarczał „towar najwyższej jakości” a raczej postawił na „pracę zespołową” i kazał się innym wysilać.  Nawet dawał radę mrugać jednym oczkiem do widza jak w przypadku „Popiół i diament”. Teraz to hit tzw. światowych arcydzieł kinowych z Polski – promowany w Hameryce. I trzeba przyznać, że parę filmów jak „Ziemia Obiecana” czy „Wesele” to są perełki.

    A w tym czasie „luksusowy Andrzej” – „przecierał szlaki obyczajowe”, koncentrując się na „artystycznym porno” we Francji. To jednak nie to samo.
    No i na starość z tej zawiści – napisał parę słów prawdy o środowisku aż się wszyscy zatrzęśli z oburzenia. Co do tych jego „romansów” to – nie ma większego głupca niż – stary głupiec:)))

  16. Jacy oni są beznadziejnie pretensjonalni: Xawier i Kaj. Brakuje jeszcze Brajanka i Dżesiki:)))) To jest dopiero głęboka prowincja. Ludzie z takimi deficytami tylko przewalą budżet a nikt nie będzie tego oglądał.
    Ale widać, że  ta sowiecka antykultura – ma zamiar być dziedziczna.

  17. Umarli ludzie i umarłe miasta

    Żuławcy. Jerzy (1874-1915), Zygmunt (1880-1949. Prawie rówieśnicy. Socjalista próbował urządzać nam życie aż do wczesnego PRL-u. Poeta zmarł przedwcześnie. Żal, że nie zostawił więcej poetyckiej prozy, takiej jak Miasta Umarłe. Załączam fragment. Ze zdjęciem platana, które zrobiłem w Anglii, gdyż nie potrafię jakoś wybrać się do platanowych alei mojego wiecznie umarłego Rzymu.

  18. Dzięki. Jestem tu nowa. Nie wiedziałam, że się temat tej wystawy wcześniej tu omawiało, ale ta wystawa jakoś mi pasowała do zainteresowań waszego towarzystwa.

  19. Taki jest pewien plus dodatni Żuławskiego, że dla krajowego środowiska był kimś obcym. Nikt go tu nie lubił, a Wajda szczególnie. Czasem mylę Żuławskiego z Borowczykiem, podobna kariera trybem francuskim, bo tutaj szło im ciężko. Oni czekali aż Wajda wreszcie zejdzie, ale Żuławski nie doczekał. Film „trzecia część nocy”, jest do przyjęcia jednak.

  20. O choroba, to miało być do pink panther.

  21. Pantero, myślę, że należy wydłużyć perspektywę. To znaczy, że bolszewizm stanowi tylko jedną z odsłon tego, co istniało tysiące lat temu, a co znamy choćby z mitów i obrzędów greckich, celtyckich, fenickich lub azteckich. Z tym wiąże się składanie ofiar z ludzi.

    Mówi się, że kompartia strukturalnie kopiuje Kościół katolicki. Ale to za mało powiedziano, bo chodzi o to, że diabły przewrotnie naśladują Kościół katolicki, umieszczając jadowitą treść w strukturze podobnej do struktury kościelnej. Tak jest w przypadku głównej organizacji buddyzmu tybetańskiego, tak było w przypadku organizacji azteckiej, w której pseudokapłani rytualnie mordowali tysiące ludzi. Odprawiane przez pseudokapłanów rytuały okazały się bardzo podobne do rytuałów katolickich, ryty pseudoświęceń azteckich do złudzenia przypominały ryty prawdziwych święceń katolickich.

  22. Byc moze…

    … jesli sie pomylilam, to Go  bardzo przepraszam… ale Zbigwie mi sie zapamietal, poniewaz zalaczyl  linki z pieknymi zdjeciami.

  23. Nie ma za co dziekowac…

    … ale rzeczywiscie temat tej wystawy byl tu U NAS  szeroko omawiany i cieszyl sie wielkim zainteresowaniem…

    … prosze Pani, a czegosmy tutaj nie omawiali to glowa mala  !!!

    Witam,

  24. Glossa do „Popiołów” Wajdy:

    Major Adam Królikiewicz, wybitna postać polskiego /wojskowego, międzywojennego/ jeździectwa, na planie „Popiołów” /sceny batalistyczne konne/ uległ wypadkowi i po ciężkiej chorobie /urazy, paraliż/ zmarł. Gdy grał w tych scenach batalistycznych u Wajdy miał… 71 lat.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Adam_Kr%C3%B3likiewicz

    /Wajda w ogóle nie miał „szczęścia” do koni w filmach… Szkoda ludzi, szkoda zwierząt. Te były państwowe i nikt się już ich losem nie trapił. Zwłaszcza filmowcy./

    Jednym z koni Królikiewicza był legendarny Picador /Para Królikiewicz / Picador zdobyłaWielką Nagrodę Lucerny 1924, WN Nicei 1925 i WN Rzymu 1926. 

    Po zawodach we Włoszech Królikiewicz sprzedał Picadora jakiejś nowobogaczce włoskiej, która dość szybko zbankrutowała. Gdy potem dowiadywał się o losy konia, okazało się, że po prostu miejscowi Włosi konia zjedli…

  25. Nic nie szkodzi…

    … cale szczescie, ze dla krajowego srodowiska byl kims obcym… i niech tak zostanie na wieki wiekow…

    … bo chwalic to sie nie mamy ani kim ani czym  !!!   Dno i 6 metrow mulu  !!!

  26. no jednym słowem oligarchia a rebours czyli jak „łże elity” rozgościły się w Polszcze.

  27. Gdzieś Ty się tego wszystkiego wyuczył Panie Krzysiu??!! Ja sięgam nie dalej niż do XV w. i to po łebkach:))))
    Tematyka filmów  PRL z udziałem Wajdy i Żuławskiego nie zasługuje na sięganie do miotów azteckich i celtyckich, jakkolwiek działalność obu panów  reprezentuje najstarszy zawód świata czyli jednak – wracamy do Fenicjan i Azteków:))) Oni zaprzedali dusze wiadomo komu, pod warunkiem oczywiście, że mieli dusze.

    Buddyzm tybetański lub inny był i jest modny bardzo wśród aktorek PRL i III RP: Lucyna Winnicka, Małgorzata Braunek i Maja Ostaszewska. Ale nie sądzę aby się u nas przebił.

  28. Obejrzałam kawałek tego czegoś pt. „Trzecia część nocy” i uznałam, że nie ma się co katować. On w tym czasie mieszkał sobie w XVI dzielnicy  w Paryżu z puszystą  wykładzinką na podłogach i ścianami wyłożonymi elegancką materią a tu serwował jakieś odrapane ruiny plus „poród na żywca” własnej małżonki. To się nazywa – pozerstwo i pretensjonalność.

  29. Chyba jakiekolwiek zetknięcie z filmem szczęścia nie przynosi. Wnukiem śp. Królikiewicza jest niejaki pan Cezary Harasimowicz, aktor i scenarzysta, oczywiście rozwiedziony. I to on napisał pierwszy surowy scenariusz do filmu „Ida”, który dostała do przeróbki taka jedna Angielka a nakręcił pupil Wolińskiej, niejaki Pawlikowski.

  30. Kochana, ja mam to dzieło w swoich najcenniejszych zbiorach:))) Kupione w zaprzyjaźnionej księgarni na Dworcu Centralnym – spod lady. Teraz chyba nie ma już tej księgarni i nie ma komu przemycać do „szerokiej publiczności” takich dzieł.  Autor zapłacił raczej wysoką cenę za ten akt odwagi. Ręce „Mistrza” sięgały daleko. Nawet do Wyszkowa.

  31. Tak, Wajdzie sie udalo kilka dobrych filmow zrobic ale generalnie to on byl taka naklejka eksportowa ktora komunisci potrzebowali. Mistrz Wajda, legenda polskiej szkoly filmowej, taka sztanca, wzorzec rezysera.

    On byl wielkim oportunista, wystarczy przesledzic jego filmy, tematy jakie poruszal i lata w jakich te filmy powstawaly. I zawsze na uslugach wladz PRL.

  32. Nawet ukuto określenie: wajdalizm historyczny.

  33. przed chwila obejrzałam ten film Żuławskiego „Trzecia część nocy”, no i nie wiem o co autorowi szło. Niby bohater filmu to Żuławski, chyba bo on w wywiadach wspominał że w czasie w II WŚ we Lwowie „karmił wszy” i pokazywał rozmówcom małe pudełeczko że niby to smutna pamiątka czasów wojny. W książce o Banachu jest opisana sytuacja taka, że specjalnie się do tego karmienia wszy ludzie się „zatrudniali” bo wtedy na pewno nie byli wywiezieni na roboty do Niemców. No więc to „karmienie” to był jakiś ratunek ponury /smutny ale ratunek. No i bohater filmu też „karmi wszy”, ale o co dalej chodziło reżyserowi to nie wiem bo są sceny jak z horroru i dość często bohater filmu biega, ucieka, albo goni, Ot takie tego….

  34. To należy zaliczyć jako „pokutę w Poście”:))) System „karmienia wszy” był zorganizowany przez Profesora Weigla przed wojną a w czasie wojny nawet rozbudowany, bo produkował szczepionkę przeciwko tyfusowi. Rzecz miała miejsce w Instytucie Badań nad Tyfusem Plamistym i Wirusami w budynku Zakładu Biologii Ogólnej Uniwersytetu Jana Kazimierza przy ul. św. Mikołaja (obecnie Hruszewskiego) tuż obok barokowego kościoła św. Mikołaja. W dobrej dzielnicy i w ładnym otoczeniu. Lwów nie ucierpiał specjalnie w wyniku działań wojennych jeśli chodzi o zabudowę. W przypadku Kijowa to co Niemcy zbombardowali, zaraz odbudowali, jak tylko weszli w 1941 r. Jak było w przypadku Lwowa – nie wiem. Ale do czasów wojny było to bogate, czyste miasto, żyjące na wysokiej stopie. Zrobiło się dość brudne za czasów sowieckich ale nie było burzone.
    A to, co jest pokazane w filmie to są jakieś potworne zaułki z Pragi warszawskiej.
    Cała zabawa z artystą Żuławskim polegała na tym, że chciał troszkę zgorszyć „polskiego chama” ale dalej nie starczało mu już pomysłu a musiał coś na tej taśmie nakręcić.

  35. film na to wskazuje, że nie starczało panu reżyserowi pomysłu…

  36. http://magazynzwysp.tvp.pl/36296793/magazyn-z-wysp-27-wydanie-060320187

    Lloyds podpisuje umowę z polskim PZU. Nie wiem czy się cieszyć, czy raczej uciekać z krzykiem.

  37. Nie widać kultury polskiej natomiast jest ta polska (filmowa) dekadencka, postkomunistyczna szmira, zobojętniała i perwersyjna jak te niemieckie, francuskie i skandynawskie produkcje.

    „Twój Vincent” to jest jakiś fenomen, ale to nie jest o polskiej kulturze.

  38. pewnie uciekać, ale dokąd ?

  39. Potwierdzam warto się zapoznać, sam nabyłem w zeszłym roku…

  40. Bardzo by mi się podobał ten tekst, to o „elitach PRLu” b. cenne, ale przyszycie na koniec tej uwagi o „PPS niemal jak komunistach” wydaje mi się trochę (?) ni przypiął, ni przyłatał, i psuje całość. Co z tego, że ta rodzina miała kiedyś z PPS’em coś wspólnego? (Zaznaczam, że nic specjalnie do PPS nie czuję i nie wiem nic o jakichkolwiek związkach mojej rodziny z PPS’em, czy choćby Legionami, ale raczej tego ostatniego żałuję, choć i tak nieźle się ci ludzie Polsce zasłużyli.)

    Nie wiem, czy to jakieś endeckie fobie (Dmowski był super, jego akolici o wiele mniej, a z wyczynów przedwojennej endeckiej prasy nawet mój ojciec, endek z dziada pradziada, śmiał się nieraz do łez.)

    Pzdrwm

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.