marzec 032020
 

Miało być trochę o czym innym, ale trudno. Tak zwana inteligencja jest produktem rewolucji. Im bardziej inteligencja temu zaprzecza tym wyraźniej to widać. Kim bowiem jest grupa zwana inteligencją? To ludzie bez własności, którzy pozostając na pensji mają reklamować władzę. To zaś można robić zarówno przez afirmację jak i przez kontestację. Wielokrotnie przywoływano tu przykład Urbana bawiącego się wesoło na występach Jana Pietrzaka. Inteligencja ma specjalne zadania i, co najważniejsze nie jest jednolita. Jest rozwarstwiona. Ma jednak jedną cechę charakterystyczną – udając arystokrację nie może się multiplikować, a więc się demaskuje. Dlaczego nie może się multiplikować? Bo ilość etatów jest ograniczona. I dlatego rewolucja nie może trwać wiecznie. Musi się przeobrazić w coś innego, w demokrację, na przykład. Po to, by część rewolucyjnych oprawców, którym ręce zmęczyły się już od bicia ludzi, mogła zająć się biznesem. Tym samym biznesem zajmować musi się część inteligencji, dla której zabrakło etatów. I w ten sposób powstaje mityczna klasa średnia. Ona została zapowiedziana zanim się narodziła, a jej funkcja opisana w prasie ekonomicznej lat dziewięćdziesiątych była całkiem zafałszowana. Stanowiła jednak jeden z inteligenckich mitów.

Niesłychanie trudno jest występować przeciwko inteligencji i wskazywać na jej niechlubną funkcję, albowiem to z miejsca dewastuje aspiracje ludzi młodych, którzy mają wiele obaw przez wejściem w dorosłość i potrzebują kogoś, kto łagodnie i bez bólu ich w tę dorosłość wprowadzi. No, ale tego nie uczynią wykładowcy na uczelniach przedstawiający siebie samych jako reprezentantów inteligencji, bo oni mają tylko werbować studentów, albo mącić im w głowach. Nic więcej. Nie pomogą im, przeciwnie, na zlecenie tak zwanej „góry”, albo z wrodzonej złośliwości sprowadzą na tę biedną młodzież jakieś cholerne kłopoty.

Inteligencja lubi opowiadać o własnej martyrologii i podkreślać tradycję łączącą ją z przeszłymi pokoleniami dobrych rewolucjonistów, którzy nieśli między lud kaganek oświaty. To jest oszustwo. Wiem to z całą pewnością, albowiem kończąc projekt Socjalizm i śmierć z miejsca zacząłem myśleć o nowym projekcie, w którym znalazłby się wątki socjalistyczne jeszcze nie wykorzystane. I ponownie sięgnąłem do wspomnień Wincentego Jastrzębskiego. Określenie ich słowem demaskatorskie to jest eufemizm. Pomijam, cytowany w II tomie socjalizmu, opis komfortowych warunków panujących w twierdzy Szlisserburskiej, gdzie skazańcy mieli ogródki kwietne i warzywne, chodzili na spacery, a obiady przynosił im ordynans z miasta, jeśli nie smakowały im te przyrządzane na miejscu. Kiedy szli na Syberię, przez dwa tygodnie musieli siedzieć w zawszonym, irkuckim więzieniu etapowym. Całe dwa tygodnie. Było naprawdę ciężko. Potem zaś ruszali do miejsce, które miało stać się ich domem. W czasie drogi dostawali jedzenie, z praniem było trochę gorzej, ale każdy skazaniec otrzymywał od carskiego ciemiężcy wynagrodzenie w wysokości 9 kopiejek. Dziennie. Mógł je wydawać na co chciał. W filmie Młody Piłsudski, pokazują co prawda, że pieniądze skazańcom kradli chińscy bandyci, ale to nie może być prawda, bo pod Irkuckiem, gdzie był Jastrzębski nie było żadnych chińskich bandytów. Były za to kryte tarcicą, przestronne chaty Sybiraków, gdzie można było przenocować i zjeść gar tłustej, mięsnej zupy zwanej szczi za10 kopiejek. Jak ktoś się opędzał kijem od chińskich bandytów i nie wydawał po drodze na papierosy i wódkę, po 11 dniach miał już całego rubla. No i mógł negocjować różne transakcje z miejscowymi. Często było tak – ale Jastrzębski pisze, i to go demaskuje jako inteligenta propagandystę, że plotki takie rozsiewali jedynie kryminaliści – że przed chatami przy trakcie, którymi zesłańcy szli do miejsc osiedlenia stawali młodzi chłopcy i wołali – Wujku, zachodź do nas nocować! Dostaniesz chleba i szczi, a moja mama będzie z tobą spała. Jak będzie za stara, prześpi się z tobą moja siostra, zachodź wujku! A jak nie lubisz kobiet, to możesz liczyć na mnie…

Jastrzębski pisze, że to nieprawda, ale my wiemy, że to prawda i jego zapewnienia budzą w nas tylko szyderstwo. Chce bowiem Jastrzębski przekonać czytelnika, że lud prosty jest czysty, szlachetny i niezepsuty. To zaś, jak wszyscy wiedzą, jest jeden z najważniejszych inteligenckich mitów.

To nie jest jednak najgorsze w tych wspomnieniach. Wincenty Jastrzębski pisze wprost, że Syberia była eksploatowana przez pewien szczególny rodzaj spółek. Tworzyła je rodzina panująca i kapitał brytyjski. Każdy inny miał na Syberii znaczenie marginalne. I teraz uwaga – kiedy wybuchła rewolucja, okazało się, że komórki bolszewickie znajdują się w każdej w zasadzie miejscowości, gdzie są pieniądze brytyjskie i brytyjski sprzęt górniczy. No i natychmiast je bolszewicy przejmowali. W imieniu tego niezepsutego ludu rzecz jasna. Napisałem – kiedy wybuchła rewolucja – ale mam na myśli rewolucję lutową. Lenin jest jeszcze w Szwajcarii, rządzi Kiereński, w Dumie zasiadają eserowcy, kadeci, mieńszewicy i garstka bolszewików, nic nie wiadomo. Do października kawał czasu, a czerwoni już przejmują sprzęt i kapitał. Jak się zorganizowali? Kto im w tym pomógł?

Najciekawszy jest opis ciężkiej pracy w miejscu zesłania. Był to załadunek workami mąki kryp kursujących po Lenie. 14 ludzi nosiło, dwóch rozkładało worki na krypie, a dwóch pakowało je tragarzom na plecy. Worek warzył 80 kg. Dużo. Ja bym nie dał rady. No, ale – na śniadanie ćwierć kilo boczku, pół chleba, dzbanek herbaty. Potem dwa kolejne posiłki. Co pół godziny kierownik woła – czas na papierosa! I wszyscy stają. Zarobki rewelacyjne. Potem przychodzi zima. Jak ktoś ma fach w ręku, a najbardziej poszukiwany był fach metalowca, chodzi po wsiach i robi drobne naprawy. Ruble sypią się jak gruszki do czapki. Żyć nie umierać. Nikt nie chce wyjeżdżać z Syberii, a co bystrzejsi Sybiracy myślą o secesji prowincji. To się jednak nie uda, bo wtedy rewolucja straciła by sens. Jastrzębski postanawia jednak wyjechać, bo tęskni za działalnością wywrotową. Nie może tego jednak zrobić legalnie. Idzie więc do jednej z partyjnych komórek, do eserowców chyba i ci wystawiają mu fałszywy paszport na fałszywe nazwisko. Normalnie. Syberia, zamarznięta Lena, tajga, niedźwiedzie, niezepsuty lud w chatach krytych tarcicą, a on mówi – nudzi mi się towarzysze, chcę do miasta. Oni na to – nie denerwujcie się towarzyszu Jastrzębski, glac plac i za dwa tygodnie paszport będzie gotowy. I rzeczywiście był. Jastrzębski wraz z żoną, którą ukradł jakiemuś innemu zesłańcowi i jej dwuletnią córeczką wsiada w pociąg z tym fałszywym paszportem i nie zwracając uwagi na policjantów kręcących się po peronach, na kozaków wracających z przepustek i na żandarmów tropiących dezerterów, jedzie do Piotrogrodu. W międzyczasie wybucha rewolucja lutowa i fałszywy paszport nie jest mu już potrzebny, albowiem wszyscy zesłańcy są wolni. No i cóż się dzieje? Jastrzębski w tym Piotrogrodzie idzie do specjalnej komórki, która ma pomagać wracającym z Sybiru skazańcom. Nikogo tam nie ma, bo w Rosji, a szczególnie na Syberii ludzie nauczeni byli radzić sobie sami. Siedzą tam jakieś dwie wariatki gotowe poświęcić wszystko byle tylko ulżyć niedoli biednych zesłańców i z miejsca właściwie proponują Jastrzębskiemu wyjazd do sanatorium w Eupatorii, finansowany przez republikę burżuazyjną. On jednak odmawia, albowiem chce zająć się działalnością rewolucyjną, do której czuje smykałkę. Najpierw jednak szuka pracy. I znajduje ją w fabryce znanej jako Arsenał Piotra Wielkiego. Jest tokarzem i na próbę stawiają go przy tokarce. No, ale – co za pech – jest to świeżo zakupiona przez burżuazyjny rząd tokarka amerykańska, z mnóstwem funkcji, których Jastrzębski nie rozumie. Całe szczęście robotnicy z sąsiednich stanowisk pomagają mu i doradzają, Jastrzębski zaś robi nam typowo inteligencki wykład o postawie robotnika uświadomionego klasowo i takiego, co to myśli tylko o sobie i swoich zarobkach. Pisze mianowicie tak – robotnik zatrudniony w zakładach burżuazyjnych jest egoistą i myśli tylko o tym, jak utopić w łyżce wody praktykanta, który może być dla niego konkurencją. Dlatego nie pomoże i nie doradzi nowemu, prędzej pójdzie go zakapować do majstra. Nie ma żadnej solidarności pomiędzy robotnikami w systemie burżuazyjnym. Ta rodzi się dopiero w socjalizmie. Widzimy już co jest szyte ale nie do końca. Kiereński, kiedy już bolszewicy przejęli ten carski i brytyjskich kapitał na Syberii, dostał propozycję zakupu wielkiej ilości amerykańskich maszyn. Do ich obsługi przeszkolono ludzi, którzy mieli za zadanie szkolić innych, bo jeśliby tego nie zrobili maszyny mogłyby ulec uszkodzeniu i to byłaby wielka strata. Nie miało to nic wspólnego z moralnością, psychologią, czy czymś podobnym, był to wynik podpisania różnych zobowiązań na dość wysokim szczeblu. Jastrzębski zaś struga wariata, bo potrzeba mu uzasadnień dla bolszewickiego przewrotu. No i znajduje je w postawie robotnika. Jak realnie bolszewicy uzasadnili konieczność swojego przewrotu? Potrzebowali przecież jakichś gwarancji, jak każda organizacja polityczna. W mojej ocenie bardzo prosto – powiedzieli Amerykanom, że obniżą koszta produkcji i wydobycia tak drastycznie, że wszystkie surowce będą na rynkach światowych za pół darmo. A do tego będą kupować drogie maszyny z amerykańskich fabryk, w dodatku masowo. I tak się stało. Do ukrycia tego faktu, potrzebowali inteligencji. Ta zaś, jak już to zostało powiedziane, nie jest jednolita. Ci, którzy widząc metodę bolszewicką nie mieli wątpliwości znaleźli się w komitetach partyjnych. Ci zaś, którzy wskazywali na niezgodność tej metody z doktryną znaleźli się nad Morzem Białym. Kolejne zaś pokolenia inteligencji już wiedziały co się święci i wiedziały co mówić w domu, a co na podwórku. I tak do momentu, aż się okazało, że nie można w nieskończoność produkować etatów, bo system staje się niewydolny. A do tego tanie wydobycie i produkcja nie napędzają już światowej gospodarki, ta bowiem weszła w fazę takiego technologicznego zaawansowania, że koniecznie trzeba coś zmienić. Na początek zaś trzeba pomyśleć o tym, co zrobić z nowymi technologami i sprzedażą, którą one generują. I tak narodziła się demokracja w wydaniu, które znamy. Jutro temat rewolucji będzie kontynuowany.

Przypominam, że na konferencję w Kazimierzu można się zapisywać do 16 marca. Od piątku do niedzieli zaś jestem na targach w Poznaniu. Jak ktoś chce mi pomóc przy rozładunku, niech stawi się przed pawilonem nr 7 przy ul. Śniadeckich.

  17 komentarzy do “Rewolucja i inteligencja”

  1. czy rewolucja musi produkować nowych ?
    czy nowi muszą starych nazywać złodziejami, bandytami ?
    czy zmienia się właściciel (realny) czy tylko zarządca się zmienia ? 

  2. No to żyjemy w socjalizmie, poznałem po tym, że @Coryllus kształci za darmo ☺
     

  3. DOSKONALE  !!!
    Dopiero co zdazylam przeczytac dzisiejszy wpis, a juz nie moge sie doczekac jutrzejszego… ale szczeka opada z wrazenia  !!!

  4. Jak znalazł po drodze kopiejkę – to po 11 dniach miał już całego rubla
     

  5. Ciekawe co zrobi…
    … ta „nasza polska”  inteligencja  i  MEN  tak  „wielce zatroskani” o  nas,  a szczegolnie o mlodych Polakow  !!!
    A  ETATYZM  przerosl juz  wszelkie wyobrazalne granice… i nikt nad tym nie panuje.  Coraz wiecej  ZEROWISK… coraz wiecej urzedniczego  belkotu… coraz wiecej merdialnego  oszustwa…  wreszcie coraz wiecej  patologicznego udawania  !!! 

  6. Serial „Młody Piłsudski”  – komiksowa produkcja dla młodzieży luźno podchodząca do historii. Obejrzałem odcinek o drodze na Syberię i połowę następnego. Dalej nie mogłem.
    Skisłem jak ktoś niedawno zamieścił info o tym, że w dalszym odcinku Dmowski i Piłsudski jedzą w japońskiej knajpie półżywą rybę i patrzą na siebie jak James Bond.

  7. Dokładam kopiejkę do kształcenia ☺
     

  8. Jakby u Was w sklepach brakowało produktów spożywczych to zapewne moja teściowa tam była i wykupiła.  Zapasy na epidemie i nawet wojnę nuklearną ma zrobione. Masakra co telewizja robi z ludźmi.

  9. Moi znajomi…
    … sasiedzi, rodzina – nie popadaja w panike i nie ma takiej opcji zeby w nia wpadli  !!!  Ludzie sa przytomni i juz wiedza, ze ten „wirus”  to  SCIEMA.
    Natomiast „psychoze”  ze wszechmiar w Polsce  WYWOLUJA  MERDIA… i „narodowo-patriotyczne”  i  polskojezyczne  do spolu  !!!
    Glownie Sakiewicz i kurwizor bije piane ile wlezie… bo to sa  ZNIWA  dla nich.  Dworczyk  juz  „uspokajal” na portalu niezaleznym od rozumu, ze zywnosci w Polsce nie zabraknie… bankster Morawiecki  tez ciagle „zapewnia”, ze sytuacja jest pod kontrola… a  mOnisterstwo zdrowia  coby  WYRWAC  kawal budzetowego grosza ma zamiar wysylac jakies dete ulotki do 15 milionow polskich gospodarstw  !!!
     
    No i niech ktos powie, ze to nie ta banda rzadowo-merdialna chce  WYWOLAC  panike… przeciez juz w ubieglym tygodniu  Sakiewicz  ZAWYL  Morawieckim, ze „problem wirusa”  trzeba zrobic  EUROPEJSKIM, bo to pewnie ich zdaniem to juz  „pandemia”  i wiekszego „kataklizmu” jak ten dety wirus nie moze byc  !!!
    A propos tesciowej…
    … z moich obserwacji wychodzi, ze w znacznej mierze ludzie w tzw. srednim wieku,  korpoludy to sa  dopiero  TRZESIGABLE.
     

  10. Ja znam zindoktrynowanych i 40+ i 70+.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.