Lut 152021
 

Na cztery lata przed wielkim najazdem Mongołów na Europę, doszło do serii pogromów ludności żydowskiej w niemieckich miastach. Najszerszym echem odbił się pogrom w Fuldzie, gdzie zginęło około trzydziestu przedstawicieli gminy żydowskiej. Wszyscy oni byli bogatymi i wpływowymi ludźmi, cieszącymi się przywilejami i ochroną cesarza, od czasów Henryka IV i przywileju wydanego w Wormacji, który brał w obronę wszystkich niemieckich Żydów.

Przed kim? Przed patrycjatami, które wysyłały przeciwko Żydom, albo rozjuszoną miejską biedotę, albo po prostu pachołków z ratusza, albo wynajęte oddziały najemników. W roku 1236 cesarstwem rządzi Fryderyk II Hohenstauf, a jego stosunek do Żydów jest jednoznaczny i w zasadzie identyczny, jak ten, który doprowadził do wydania przywilejów z Wormacji podpisanych przez Henryka IV. Cesarz potrzebuje pieniędzy, finanse Rzeszy są w rękach Żydów, a oni mają zawsze dobrą wymówkę, by nie dostarczać władcy takiej ilości gotówki, jaka jest mu potrzebna. Żeby zwiększyć wpływy do budżetu, władca organizuje więc za pomocą wiernych sobie miast, pogrom, od którego następnie odcina się ze wstrętem i oburzeniem. Fryderyk II na dodatek, kazał sprowadzić na swój dwór mędrców wywodzących się z diaspory hiszpańskiej, francuskiej i angielskiej, którzy przyjęli wiarę Chrystusa, aby publicznie wyjaśnili ciemnemu, niemieckiemu motłochowi i mieszczanom, że Żydzi nie są niczemu winni, najmniej zaś temu, że cesarskie miasta odnotowują ujemne saldo w swoich budżetach rocznych. Nie ma więc sensu prześladować Żydów, trzeba zaleźć sposób na zwiększenie dochodów. Po takim politycznym zagraniu, cesarz ogłosił, że bierze opiekę wszystkich Żydów i czyni ich sługami swojej komnaty. Nie za darmo oczywiście. Muszą oni, by zyskać cesarską ochronę, wpłacić do skarbu określoną sumę pieniędzy. Nie wiemy czy Fryderyk kazał swoim ludziom wedrzeć się do Fuldy i innych miast, gdzie dokonano pogromów i odebrać patrycjatom to co zrabowały one Żydom, ale opcja taka jest w mojej ocenie wielce prawdopodobna. W ten sposób uspokojono nastroje w kraju.

Rodzi się pytanie, czy był to jedyny sposób na uspokojenie antyżydowskich nastrojów, które mogły przecież eskalować. Cesarz zaś i poszczególni książęta, nie zawsze byli przecież na tyle silni, by wdrażać w życie tak bezwzględną i podstępną politykę. Jeśli zaś nie zawsze mogli to robić, a tumulty wybuchały często, a najczęściej na tle postawy Żydów wobec miast i wobec władcy, cóż w takich wypadkach robić z energią, którą wyzwalały? Można ją było kierować na zewnątrz.

Opowiem teraz o pewnym dziwnym zdarzeniu, które wspomina Markus J. Wenninger, ale opowiem o nim umieszczając za nim tło, a raczej dwa tła w osobnych, nie zachodzących na siebie planach. Pierwszym niech będą owe żydowskie pogromy w cesarstwie. Teraz pora na plan drugi. Zacznijmy od tego, że druga połowa lat trzydziestych XIII wieku, obfituje w ciągłe konflikty pomiędzy królem Węgier, a książętami Austrii i samym cesarzem Fryderykiem. W roku 1235, królowa wdowa Beatrycze d’Este, została wypędzona z Węgier, przez swojego pasierba, Belę IV. Królowa w zasadzie musiała uciekać, a bezpieczną przystań znalazła na dworze cesarskim. Potem tułała się po Italii, cały czas zgłaszając pretensje do węgierskiej korony. Królestwo Węgier jednak było wówczas na tyle silne i miało na tyle stabilną pozycję, że nie było mowy o tym, by Beatrycze odzyskała tron, nawet przy wsparciu feudałów austriackich i intryg cesarza. Jedyną siłą, która mogłaby ją znów osadzić na tronie w Budzie, była wenecka flota. Serenissima zaś nie miała zamiaru w owym czasie prowadzić żadnej wojny z Węgrami. I teraz postawmy bezzasadne pozornie pytanie – czemu? Czemu starzy wrogowie nie mogli skoczyć sobie do gardeł i tym razem, skoro nadarzała się taka znakomita okazja – skrzywdzona królowa, poszukująca sprawiedliwości i wysuwająca roszczenia. Do tego protegowana u najwyższych instancji feudalnego świata. To przecież aż się prosi o sfinalizowanie, które rozpoczęte intensywną akcją propagandową, a cóż to było dla Wenecjan, przedsięwziąć taką akcję, zakończyłoby się wygnaniem uzurpatora i osadzeniem na tronie prawowitej królowej i jej małoletniego syna Szczepana? Okoliczności sprzyjających takiemu rozwiązaniu jest aż nadto wiele, a król Bela mógł sobie opowiadać iż Szczepan nie jest jego przyrodnim bratem, ale bękartem. Kogo to obchodziło?

Tak się jednak nie stało. Przyczyny odmiennego biegu wypadków mogą być bardzo zróżnicowane, ja jednak chciałbym wskazać na pewną szczególną okoliczność. Oto w latach trzydziestych z Budy, wprost na nadwołżańskie stepy wyrusza dziwna misja. Polscy historycy opisują ją czasem i łączą z całą serią późniejszych misji papieskich wysyłanych do mongolskich chanów i w ogóle do ludów wielkiego stepu. Misja ta, jest co prawda misją chrześcijańską, prowadzi ją brat Julian, węgierski dominikanin, ale ma także wymiar polityczny. Rusza bowiem w stepy, w imieniu króla Węgier, świeżo koronowanego Beli IV. Jeśli zaś tak misja zostaje podjęta to znaczy, że była przygotowywana wcześniej. Jej celem zaś jest coś, co dla ludzi współczesnych może być trudne do uwierzenia. Brat Julian ma odnaleźć mieszkające nad Wołgą plemiona węgierskie, które posługują się tą samą mową, co poddani Beli IV, a do tego tworzą jakiś, póki co nierozpoznany, organizm polityczny.

Nie wiemy dokładnie jak szczegółowe informacje posiadali uczestnicy tej wyprawy o sytuacji na wielkim stepie. Dla współczesnych badaczy jasne jest, że nikłe. Ja bym się jednak przy tym nie upierał i zwrócił uwagę na dziwną bierność patrycjatu weneckiego wobec oczywistego kryzysu władzy na Węgrzech. Zapytam wprost – jaki interes miała Wenecja w gwarantowaniu stabilizacji na Węgrzech i powodzeniu wyprawy brata Juliana? Na co bowiem liczył król Bela, możemy się łatwo domyślić – na stworzenie w stepach bliźniaczego, chrześcijańskiego królestwa, które będzie prowadzić papieską i prowęgierską politykę w Azji. Ktoś może powiedzieć, że to są fantazje. Nie wiem w zasadzie czemu, skoro Genueńczycy mogli założyć kolonie na Krymie, wbrew wszystkim okolicznościom, dlaczego Bela IV nie mógł złożyć propozycji wodzom plemion mówiących takim samym jak on językiem? Tym bardziej, że brat Julian odnalazł węgierskich koczowników na Wołgą i powrócił do stolicy z dobą nowiną. Było już jednak późno, w sensie politycznym, albowiem właśnie ruszyła mongolska ofensywa przeciwko ludom zamieszkującym Powołże. Jeśli wybiegniemy teraz nieco w przyszłość, do czasów, nieodległych, kiedy to królestwo węgierskie zostało rozbite i splądrowane przez Mongołów, przypomnimy sobie, że najeźdźcy uznali w Węgrach pobratymców i złożyli im propozycję nie do odrzucenia – wyrzekną się swojego króla, a zostaną za to legalnymi poddanymi chana. Byli w końcu potomkami tamtych Węgrów, koczujących na wielkim stepie wołżańskim. Nie są to bynajmniej bajania pochodzące z epoki, kiedy na nieznanych obszarach świata żyły wielkie smoki, ale polityczne fakty, które można potwierdzić. Plan króla Beli realizowany przez brata Juliana, nie został, co jest jasne, zfinalizowany. Podczas drugiej wyprawy na stepy, Bułgarzy, którzy ocaleli z pogromu mongolskiego, poinformowali Węgrów, że ich pobratymcy, zostali celowo i bezwzględnie wymordowani przez Mongołów. Ich resztki zaś rozproszyły się wśród zamieszkujących step ludów. Łatwo powiedzieć, że nie było w tej eksterminacji intencji politycznej, wymierzonej w Węgry, ale była ona elementem mongolskiej polityki wobec wszystkich słabszych ludów wokół. No, ale przeczy temu późniejsze zachowanie Mongołów wobec Węgrów. Można więc śmiało założyć, że pomiędzy Europą, a ludami azjatyckimi, które zamieszkiwały wokół szlaków handlowych wiodących do Indii i Chin istniały relacje głębsze niż tylko handlowe. Istniały też polityczne plany, który istotę trudno nam dziś zrozumieć i zaakceptować.

Powróćmy jednak do wydarzenia, które stało się pretekstem do napisania niniejszej historii. Oto w roku 1236, kiedy brat Julian przemierzał już step w poszukiwaniu węgierskich plemion, do króla Beli IV napisał jeden z burgrabiów strzegących nadgranicznych, położonych nad Litawą warowni. Oto fragment tego listu

 

Informujemy Was o tym, że Żyd D. ze zgrają uzbrojonych napadł na Wasz gród w P. […] i wywiózł przy pomocy zwerbowanych żołnierzy […] łupy na mocno załadowanych wozach. Gdy zostaliśmy obudzeni w nocy przez hałas, to próbowaliśmy go odeprzeć, ale wobec siły tej zgrai nie byliśmy w stanie stawić oporu. I tak zajęliśmy przynajmniej wewnętrzną część grodu, aby móc jej bronić przed wrogami. […] Żyd D. nie zdradził się ze swoim występkiem uciekając potajemnie i wywożąc Wasz dobytek i jeńców, którzy się mu poddali.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zydowscy-fechmistrze/

  8 komentarzy do “Słudzy cesarskiej komnaty. Fragment „Żydowskich fechmistrzów””

  1. nic odkrywczego ….

    Najdawniejszy opis szlaków handlowych na terenie słowiańszczyzny przedstawił około roku 965 Żyd afrykański Ibrahim ibn Jakób w 965 roku /podaje Schiper t.i s. 13/, wspomina o kupcach żydowskich wędrujących  ze Wschodu azjatyckiego do Pragi .

    Droga handlowa prowadziła z Chazarii na Węgry, stąd zaś doliną Popradu  i Dunajca do Krakowa, potem po ośmiu tygodniach wędrowali kupcy do Pragi.

    W 969 roku  Normanowie burzą Itil /Astrachań/ główną stację na szlaku handlowym , wtedy zabłysła gwiazda Kijowa….

    no jeśli 300 lat prze0d Hohenstaufem Świętym   Cesarzem  Rzymskim jacyś kupcy wędrowali z Europy do Astarchania to zapewne jacyś kupcy z głębi Azji też wędrować mogli do dużego kupieckiego miasta Itil.

    A zniszczenie Itil przez Normanów, też wskazuje że kupcy o rynki tłukli sią dawno i wszędzie

    Kasa zawsze była potrzebna a źródłem jej było kopaliny i kupiectwo

  2. Dla mnie jednak informacje o tym, że brali w owych walkach rzekomo rozbrojeni i prześladowani Żydzi jest odkrywcza, tym bardziej, że potwierdzają to artykuły naukowe publikowane w Niemczech

  3. Dzień dobry. Przerwał Pan jakby w środku, Panie Gabrielu, rozumiem zatem, że będzie część druga. Mnie jak zwykle interesuje synteza. Czyli odpowiedź na pytanie jaką grę prowadzili Żyd D. i jego kamraci, poza nabijaniem sobie kabzy, rzecz jasna. Z doświadczeń Hohenstaufa zapewne wyciągnięto wnioski i ktoś projektujący późniejszy ustrój RON postawił na chwiejną równowagę żywiołów niemieckiego i żydowskiego i arbitraż między nimi. To się okazało na tyle trwałe, że jakiś kanclerski łeb musiał to zaprojektować. Albo dożowski… No ale na pograniczu Węgier i Rusi Kijowskiej? Zwykła bandyterka czy czyjeś przedstawicielstwo?

  4. Przerwałem, bo reszta jest w środku. To reklama

  5. No tak, jeszcze nie dotarłem. Mam zaległości 😉

  6. „Brat Julian ma odnaleźć mieszkające nad Wołgą plemiona węgierskie” – Bela pewnie się dobrze orientował w tych stosunkach plemiennych, wszak jego zięciem był Rościsław Michajłowicz z dynastii Rurychowiczów, z linii czernihowskiej. Wenecjanie nie podjęli interwencji, bo zajęci byli współpracą z Mongołami. 

  7. Dla Czytelników, którzy kochają daty i przypisy dodałem

    Kammerknechte i servi camerae

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.