czerwiec 092016
 

Stoję dziś przed pewnym, niełatwym do rozwiązania dylematem, muszę wybrać pomiędzy sukcesem finansowym, a oczyszczeniem atmosfery na blogu. W zasadzie już się zdecydowałem, więc powyższe zdanie można uznać za kokieterię. Rezygnuję z sukcesu, na rzecz uporządkowania bloga, który jest ważniejszy niż wszystkie inne kwestie. Otóż wczoraj doszło na naszym blogu do haniebnych przepychanek i kłótni. Doszło tam również do nie mającej nic wspólnego z tematem rozmowy o broni, ale to jest rzecz mniejsza. Oświadczam na wstępie: jeśli koledzy zamierzają pluć jeden na drugiego i szarpać się nawzajem za orzydle, muszą to czynić na swoich blogach. Nie u mnie, nie pod tekstami dotyczącymi innych niż plucie i szarpanie kwestii. Jeśli zaś idzie o gawędę o broni, no cóż rozumiem, że czasem się powtarzam i wiele osób się nudzi. Musicie jednak mili koledzy brać pod uwagę także moje ograniczenia. Wróciłem właśnie chory z Bytomia, dziś jadę do Świdnicy, Dzierżoniowa i Bielawy, do każdego wystąpienia muszę się przygotować. Za tydzień mam kolejne trzy wystąpienia we Wrocławiu i Brzegu, co też wymaga ode mnie przygotowań, czasu jest mało, mam obowiązki domowe i nie mogę ich porzucić. Moglibyście więc po prostu sobie odpuścić i wykazać nieco więcej empatii. Pamiętam czasy, nieodległe przecież, kiedy na tym blogu odnotowywaliśmy ledwie 700 odsłon na dobę. I jakoś żyliśmy, książki się sprzedawały, wszystko hulało i nikt nie płakał. Tak więc nie w ilości wejść na blog jest siła. No, ale to gawęda na inną okazję.

Teraz do rzeczy. Nie wiem czy pamiętacie taki film „Jesień Czejenów”. To jest opowieść o wędrówce grupy Indian prowadzonej przez dwóch braci – Tępego Noża i Małego Wilka. Indianie są ścigani przez wojsko usiłujące ich zapędzić do rezerwatu, a ich celem jest Kanada. Film jest pod wieloma względami wstrząsający, ale mnie zapadła w pamięć jedna scena. Oto jeden z wodzów ma żonę Meksykankę. Z tego związku urodził mu się syn, agresywny i niecierpliwy dureń próbujący bez przerwy zwracać na siebie uwagę. Nie byłoby z nim kłopotu w warunkach jakiejś stabilizacji, ale jest inaczej, bo plemieniu grozi zagłada i zamknięcie w rezerwacie. Robi się więc groźnie, a do tego bałwana nic nie dociera, po prostu nic. Kiedy obaj wodzowie organizują zasadzkę w kanionie na oddział zwiadowców, zasadzkę, która ma im zapewnić niezbędny po długim marszu oddech. Ten kretyn zabija pierwszego żołnierza który wjeżdża pomiędzy skały. I jeszcze drze mordę na całą okolicę tak, by inni go słyszeli. To jest coś absolutnie wstrząsającego. Zamiast odpoczynku wodzowie muszą organizować szybką ucieczkę, zasadzka się nie udaje, ale temu co ją zepsuł nie przeszkadza to wcale. On jest zadowolony, bo zastrzelił jednego kawalerzystę i pokazał jaki z niego bohater.

Jaki to ma związek z bosonem, którego wczoraj definitywnie wyrzuciłem z bloga? Bardzo ścisły i ja właśnie go Wam wyjaśnię. Właśnie – wyjaśnię – coś wisi w powietrzu, bo zaczynam samoczynnie rymować….

Boson jak wiecie obiecał mi dawno temu napisanie książki o fizyce i Panu Bogu. Jej fragmenty opublikowane zostały nawet w Szkole Nawigatorów. Wyznaczyliśmy termin i wszystko wydawało się dograne, a sam boson wydawał się poważnym człowiekiem. Być może tak jest w rzeczywistości, ale my się o tym nie przekonamy nigdy, ponieważ nas tutaj, ze szczególnym wskazaniem na mnie, boson poważnie nie traktuje. On nas traktuje jako zasób. Zaraz wyjaśnię w czym rzecz. Książka nie została napisana, choć wiele osób pyta o nią do tej pory. Ja zaś trochę się wkurzyłem, ale mi przeszło i poprosiłem bosona o napisanie tekstu na inny temat, na temat który mnie interesował, a dotyczył Francji. Okazało się jednak, że boson ma własne projekty, które mnie z kolei nie interesują, więc do współpracy nie doszło. W czasie kiedy nasz kolega zatrudniony w CERN na odpowiedzialnym jakimś stanowisku, a do tego jeszcze na uniwersytecie w Lovanium nie miał czasu pisać książki, którą u niego zamówiłem, prowadził bloga i dorobił się na tym blogu aż 168 notek. Nie wszystkie są o fizyce, na której boson się zna, znaczna część dotyczy historii. Przy pisaniu tych notek boson inspirował się treściami zawartymi w II i III tomie Baśni jak niedźwiedź. Nie zawsze, ale ślady tego są wyraźne w wielu miejscach. Okay, każdy może pisać o czym chce, ja nie mam na to wpływu, nie mogę nikomu niczego zakazać, ani nawet niczego zasugerować. Mogę jedynie zachować dyskrecję. No i tę dyskrecję zachowywałem do wczoraj.

Wróćmy jednak do Baśń jak niedźwiedź. Miałem pisać kolejny tom polski, opowiadający o czasach zygmuntowskich, ponieważ jednak boson podjął intensywną eksploatację tego obszaru na swoim blogu zrezygnowałem, co zostało ogłoszone w osobnej notce. Nie miało to sensu z punktu widzenia handlowego, promocyjnego i towarzyskiego, co mam nadzieję, dla ludzi posiadających własne życie i własne zainteresowania jest zrozumiałe. Naprawdę jest o czym pisać, można swobodnie znaleźć coś, czego nikt jeszcze nie ruszył i z wdziękiem się tym zająć. I naprawdę miałem szczerą ochotę nie myśleć o bosonie i jego aktywności na moich blogach, gdzie on próbował się dość nieskutecznie lansować, nie rozumiejąc zupełnie na czym polega istota naszego sukcesu. Na różne sugestie życzliwych mu w końcu osób, w tym moje, odpowiadał zawsze z przekąsem, a czasem z agresją. Wczoraj kiedy rozpoczęła się ta dzika awantura pomiędzy nim, toyahem, a unukalhai, pojawił się wierzący sceptyk i zwrócił wszystkim uwagę, że trolują notkę. Toyah zamilkł od razu, unu po mojej dodatkowej uwadze. Na placu pozostał tylko boson, który wpisał taki oto komentarz do wierzącego:

cholera jasna – do roboty nie ma komu się zabrać? a chciało Ci sie kiedy skomentować choć jedną ze 168. moich notek, albo chociaż mój artykuł za friko do SN? … nie? 

… a bo może i tak biorę za to gdzieś pieniądze, albo walczę o tę kolejność dziobania nie wiem czego… czy Ty się dobrze czujesz – kto Ci dał placet do takiego pobłażliwego tekstu?

Żebyśmy mieli jasność sytuacji dołożę tu jeszcze komentarz wierzącego, który wywołał tak gwałtowną reakcję bosona

No niestety prawda…
No i z kim tu pracować, mitoman, megaloman, egocentryk…
A do roboty nie ma komu się zabrać, tylko patrzą jak tu ustawić swoją kolejność dziobania.

Zacznę od ostatniej linijki tekstu bosona. Nie wiem jaki to trzeba mieć placet, żeby pozwolić sobie na zwrócenie uwagi naszemu, byłemu już koledze bosonowi, zgaduję, że musi to być coś niezwykłego i stąd mój wniosek, że jesteśmy tu wszyscy przez bosona traktowani dość lekceważąco. Nie mamy żadnych placetów, a do tego jeszcze wierzący śmie mu zwracać uwagę. Jemu, człowiekowi tak zasłużonemu dla całej blogosfery i środowiska skupionego wokół mojego, podkreślam – mojego – bloga. Ponieważ ja znam wierzącego i wiem, że on nigdy nie używa zwrotów tak ostrych jak ten powyżej, wnoszę iż niewąsko się wkurzył. I miał rację. Idźmy jednak dalej. Ma boson pretensje do wierzącego, że nie komentował jego notek. Ja nie bardzo rozumiem, dlaczego wierzący miałby to robić, ale okay…niech będzie. Przypomnę w tym miejscu jeszcze raz, że mieliśmy tu sytuację kiedy odsłony uporczywie nie chciały się wznieść ponad pułap 700 na dobę i nikt nie płakał. Przypominam, że ja nigdy, ani razu nie reklamowałem swojego bloga na innych blogach i nie próbowałem się wmontować w jakąś istniejącą już społeczność. Jak wiecie blog ten jest pomyślany jako miejsce dyskusji i promocji książek i ja w zasadzie nie wychodzę już poza ten obszar jeśli idzie o komentarze. Nie mam czasu, a poza tym marzy mi się, że prócz mnie, jeszcze sześciu przynajmniej blogerów powtórzy ten sukces samodzielnie i będziemy mieli w blogosferze coś w rodzaju rady puchaczy z wierszyka Jana Brzechwy, czyli gremium, które będzie autorytarnie i bez oglądania się na właścicieli tej czy innej platformy oceniać teksty innych i je promować jeśli będą dobre. To jest oczywiście marzenie ściętej głowy, ale jeszcze się go nie pozbyłem. Boson zaś ma taki pomysł, żeby rozliczać komentatorów z tego czy piszą coś u niego czy nie. I to jest groza. Jest w tym komentarzu bosona jeszcze coś, mianowicie nie odmówił sobie, były nasz kolega podkreślenia, że jego teksty do SN pisane były za friko. Cóż, nie tylko jego były pisane za friko. Ja na przykład od 6 lat codziennie wrzucam tu tekst za friko, z którego to tekstu boson za friko korzysta usiłując zbudować sobie popularność i ściągnąć komentujących tu ludzi na swój blog. Wszyscy się tak już do tego przyzwyczaili, że uważają to za rzecz naturalną, a boson wręcz za swoją własność. To jest pomyłka. Ten blog nie jest niczyją własnością i niczyim polem do eksperymentów. Ma on swoje przeznaczenia, moc i pęd, a wszystkie te cechy nadaję mu ja oraz niektórzy komentatorzy. Nie należy do nich boson niestety.

Wiem, że boson ma wielu zaprzysięgłych zwolenników i nie mam zamiaru się obrażać, jeśli ktoś zechce mi wyjaśnić, iż nie mam racji. Nie będę też płakał, jeśli nastąpi tu, po opublikowaniu tego tekstu, gromadny exodus komentatorów na blog bosona, jakże ciężko przeze mnie pokrzywdzonego, bo przecież chciał dobrze. Przetrwałem tu już zmianę czterech ekip komentujących, przetrwam i tę piątą.

Na koniec rzecz najważniejsza, czyli ten moment, w którym boson zastrzelił wjeżdżającego do kanionu kawalerzystę. Otóż jakiś czas temu zostałem poinformowany, że jezuici w Anglii wydali wspomnienia pewnego księdza, który w początkach XVII wieku uciekł z Tower. Wcześniej zaś został tam zamknięty ponieważ schwytali go tak zwani łowcy księży. Ja się natychmiast zorientowałem o co chodzi i w zasadzie również natychmiast rozpocząłem poszukiwania tłumacza, a co za tym idzie wygadałem się kilku osobom. Wczoraj zaś w czasie tej kłótni zajrzałem na blog bosona. Znalazłem tam dwie notki, późniejsza składała się z zalinkowanego tekstu z wikipedii oraz zalinkowanej notki porannej bosona, a także napisu – nawet sławny coryllus boi się to komentować (cytuję z pamięci, ponieważ dziś rano tej notki już nie było. Zniknęła jak tylko zablokowałem bosona). Cóż było w tekście, który boson wrzucił z rana? Opowieść o łowcach księży rzecz jasna. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że przenikliwość naszego, byłego już kolegi, to jest sprawa bardzo dyskusyjna. Tak więc ktoś mu o tym powiedział. Ja jak wiecie informacje o wydaniu nowej książki trzymam w tajemnicy do końca, bo to mi gwarantuje natychmiastowy zwrot nakładów, szczególnie jeśli rzecz ma swoją moc. A tak jest w tym przypadku. No, ale jest już po ptokach. Ja się wygadałem, nie wiem tylko komu, a ten ktoś wychlapał to bosonowi. I znów – można pisać o czymś innym, naprawdę, nie trzeba koniecznie eksploatować tematów, które poruszam na swoim blogu, z całą pewnością zaś nie można zdradzać planów wydawniczych Kliniki Języka, o których ktoś komuś pokątnie opowiedział. Wyobraźcie sobie, że boson wychlapałby co tam się w tym CERNIE gada w kuluarach…Czy to jest w ogóle do pomyślenia? Nie możemy pozwolić sobie na takie lekceważenie, bo dla mnie tutaj, to jest walka o życie. Tak więc boson został wyrzucony, tym razem już definitywnie. Ja może bym nawet uwierzył w to, że on na tych łowców księży trafił przypadkiem i tak się podniecił, że nie wytrzymał. Nie wierzę jednak w takie koincydencje, tym mniej wierzę, że mamy za sobą z Georgiusem pewną ważną, a tajemniczą przygodę. No i boson sam się przyznał nieopatrznie, najpierw pisząc notkę z linkami i tekstem – nawet sławny coryllus….a potem ją usuwając. Nie ma o czym gadać. Precz. Nie będę tolerował takich zachowań.

Mam do wszystkich prośbę – nie poruszajcie ani tutaj, ani gdzie indziej kwestii łowców księży, okay. Nie szukajcie niczego po sieci i nie umieszczajcie tu linków. Przynajmniej do momentu kiedy rzecz nie znajdzie się w drukarni. Taka prośba. Ja wyjeżdżam i nie będę mógł korzystać z internetu przez trzy dni, nie będę więc moderował bloga. To ważne.

Aha, miał także boson jeszcze jeden głupi zwyczaj, zlecał w moim imieniu ludziom jakieś teksty do SN, o czym ja dowiadywałem się ostatni. A magazynierowi wręcz zlecił tłumaczenie pewnego angielskiego dokumentu i teraz się z tym biedny magazynier wozi. Ja mam nadzieję, że to nie on gadał z bosonem o tych łowcach, nie chcę tu rzucać podejrzeń, bo jedno już rzuciłem. Niepotrzebnie. Mam nadzieję, że będzie mi wybaczone. W każdym razie tak było – czuł się boson jak u siebie w domu i chciał dobrze. Wszyscy zaś wiemy gdzie układają bruk z dobrych chęci i niczego tu więcej dodawać nie trzeba.

Na tym kończę. Jutro o 11 mam wykład w muzeum w Dzierżoniowie, potem w Bielawie o 18.45, a w sobotę z rana w Świdnicy. Jeśli ktoś może przyjść zapraszam w imieniu organizatorów i własnym. Będę miał ze sobą książki.

Za tydzień Wrocław x 2 – w czwartek ostatni wykład, a w piątek spotkanie poświęcone Woyniłłowiczowi i Tokarzewskiemu. Na koniec zaś – w sobotę spotkanie w Brzegu Dolnym, gdzie będę mówił o bogactwie Kościoła.

Teraz ważny komunikat. Ze względów organizacyjnych i zdrowotnych odwołuję wszystkie spotkania do wiosny przyszłego roku. Dopóki nie zostaną napisane przynajmniej dwa nowe tomy Baśni, nie ma sensu nigdzie jeździć. Tak więc nie dzwońcie do mnie w tej sprawie, Brzeg Dolny to ostatni wieczór autorski, dopóki nie powstanie nowa Baśń. Nie żal mi wcale, bo mam za sobą dwie rozmowy o takich wieczorkach, które zakończyły się próbą obniżenia moich, i tak nędznych, honorariów oraz próbą zakwaterowania mnie „u ludzi”, bo taniej. Jeszcze raz więc – dopóki nie napiszę nowej Baśni, przynajmniej dwóch tomów, nie będzie spotkań autorskich.

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl do sklepu FOTO MAG, do księgarni Tarabuk i do księgarni Przy Agorze.

  153 komentarze do “Wiosna bosonów”

  1. Mam tylko nadzieję że będzie nagranie z tych ostatnich spotkań. Słucham starszych dla przyjemności, ponownie. Ale skoro konieczna roztropna przerwa to oby były jrdze te najnowsze.

    .

  2. Wesołe kumoszki z Windsoru 😉

  3. Właściwie to nikt spoza zainteresowanych, a szczególnie Gospodarza nie ma prawa zabierać tutaj głosu. Ponieważ zrobiłem to wcześniej, a też zależy mi na promocji to przypominam swój wpis puszczony w złą godzinę:

    tadman mówi:
    7 czerwca 2016 o 23:30

    Ciekawa sprawa, bo tak mi się nasunęło po targach, że na S24 jest sporo osób aspirujących i trochę rywalizujących, a na coryllus.pl nie ma raczej takich osób, bo uznano, że Gospodarz to gospodarz i raczej należy mu pomóc.

  4. źle napisałem, bo powinno być, że „Właściwie to nikt spoza zainteresowanych, a szczególnie Gospodarza nie ma prawa zabierać tutaj głosu w ocenianiu tej sprawy.”.

  5. tutaj potrzebny jest psychiatra/psycholog/psychoanalityk, ponieważ emanacja emocji zwrotem 'sławny coryllus’ wskazuje na ujawnienie kompleksów/nienawiści/zawiści/zazdrości…;- rób swoje i wiedz, że lubimy tutaj zaglądać [i bywa, że jest to lepsze niz zabawy realne w Pileckiego, a takie też mamy w dossier];- cóz stajesz się wzorcem w wyścigu do sławy i skuteczności, a to będzie kosztowało doznań nie tylko takich jak z bosonem, na zakoncznei: świat jest wytapetowany dewiantami wszelkiej maści i we wszelkich środowiskach; czy to nie aby ruch „być jak coryllus”? albo i lepiej/doskonalej/wyżej/..

  6. Ta wymiana strzalow po ktorym padl jeden trup to chyba byla na S24? Bo tutaj nic nie zauwazylem. Komentowanie na salonie dla mnie nie ma sensu. Tam przeciez nie ma sklepu. I tak na koncu tutaj trzeba przyjsc.

  7. Ja tam też się na salony, w swoich butach pełnych słomy, nie wybieram.
    Bo słomy tam niemało, odkąd gospodarza bydełko wygnać chciało.

  8. Być może jestem „zaślepiony” ochotą przeczytania Twojej baśni o czasach Wazów, lecz mój ekonomiczny instynkt podpowiada mi, że działania Bosona nie wpłynęły by negatywnie na sprzedaż. Myślę, że relacja fundamentu-dobudówki była widoczna przez cały czas, tak więc nikt ze stałych bywalców obu blogów nie miałby wątpliwości, że „książką to będzie zdecydowanie coś więcej”.
    Zresztą czy notki na blogu mogą robić konkurencję książce? Rozumiem, że można by antycypować niższy zysk jeśli Boson by chciał wydać własną książkę dotyczącą tych samych czasów i chciał ją sprzedać temu samemu odbiorcy w tym samym czasie. Moim zdaniem działania Bosona mogłyby raczej wpłynąć dodatnio na sprzedaż, bo jego notki cały czas jak drwa dorzucane do ognia utrodzymują ogień zainteresowania tamtymi czasami wśród czytelników.

    No to tyle jeśli chodzi o moje niespełnione nadzieje dotyczące baśni o czasach Wazów… 😉

    PS: Czy dalej będziesz brać udział w targach, np. łódzkich dniach komiksu?

    PS2: Z lokowaniem po ludziach i zmniejszaniu honorarium to istotnie żenada, zamiast piąć się w górę to coraz gorzej. Jak chcą zaprosić kogoś interesującego, z wiedzą to kurde trzeba traktować jak zacnego gościa „wykazać się gestem i gościnnością” a nie jak pachoła w stodole przenocować…

  9. Wydanie drugiego Woyniłłowicza i to w tak szybkim tempie było z jednej strony kontynuacją, a z drugiej zaskoczeniem i podstawą do sukcesu nakładu i to tym bardziej, że czytelnik jest świadkiem i uczestnikiem czegoś niespotykanego w naszym księgarstwie. Wyobraź sobie, że od dawna by trąbiono, że Klinika prowadzi już odcyfrowanie rękopisu i na dniach ma go wydać i z tego faktu płynącymi konsekwencjami.

  10. Podzielam zdanie Gorima.
    „Kto zabił Bartolomeo Berecciego” to taka przystawka, po której apetyt jest tak wielki, że szkoda by było nie zaserwować głównego dania.

  11. Na salonie, na salonie….

  12. W Łodzi pewnie nie będę po pokrywa się z terminem targów w Katowicach, a tamto wbrew temu co twierdzi pan Radoń organizator festiwalu komiksu jest dla mnie bardziej rozwojowe. Jeśli zaś idzie o baśń wazów, zapewniam cię, że po jej opublikowaniu boson nie dałbym nam żadnej szansy. Każde zdanie było rozebrane i znanalizowane pod kątem prawdopodobieństwa oraz podobieństywa do tego co on wcześniej pisał. Jest to także kwestia pewnego komfortu pracy. Nie lubię pisać kiedy wszyscy czekają aż skończę. To jest bardzo frustrujące.

  13. Być jak Coryllus. To dobry trop:)
    Ja już nie startuję w takich zawodach, ale nasz Gospodarz jest tak z charakteru, samodzielności i wytrwałości w działaniu, podobny do mojego Ojca….. Czuję się tu jak w domu, w tym sensie że rozumiem rózne mruknięcia, jak to w rodzinie:))

    .

  14. Ale robisz fajne rzeczy:) wydawniczo, księgarsko ….. wiesz, ze poczekamy:)

    .

  15. Ciężko się nie zgodzić z „PS2”.
    Pod chęcią przeczytania tomu, który jak się zdaje, nie powstanie, ja również obiema rękami…

  16. Ogarnij się z tym loginem człowieku!

  17. i takie rynkowe zawody 'być jak coryllus’ przy zachowaniu fair play byłyby wartosciowe, ale zabawy w seanse zawiści/nienawiści/pretensji/… toż to rynsztok i sny o podkradaniu cudzych pomysłów/wykonań/zaplecza/..; a co do idee fix fizyków to lepiej zmilczeć lub iść po flaszkę [nawet z rana]

  18. salon to jest tutaj i tak to miejsce traktujemy, ten s24 [może lepiej: j23] nas nie interesuje

  19. także dlatego, że tam na owym s24 nie ma przelożenia na skuteczność w czymkolwiek a wejście w rynek nie jest grą rynkowa tylko sterowana dystrybucją za cudzą kasę […]

  20. Ooooo…. nie piję, co jest dużą wadą… trudno:))

    .

  21. Ogarnij i zmien. Podpisuje sie pod parasolnikovem.
    To co jest szczegolnie zle brzmi.

    Co najmniej po ludzku – szczegolnie tu u Coryllusa, i przy Mniszysku, i przy nas.
    A jeszcze wazniejsze – ze wzgledu na Pana.

  22. Przykre. Trzeba sie pilnowac, bo bedac doroslym, rozgarnietym i ogarnietym, dalej ma sie deficyty i nie mozna ich leczyc wykorzystujac przy tym innych ludzi. Nie wszystkie deficyty da sie wyleczyc nakladem pracy i wpompowaniem gotowki.
    Wyglada na to, ze mozna miec poukladane w glowie, profesjonalnie byc na wysokiej polce, zarabiac spore pieniadze i ciagle miec braki emocjonalne, towarzyskie i niespelnione ambicje.

  23. Tu były już różne prowokacje. Widzę od początku, czekam : po co ??

    .

  24. Tak na SalON24-ie ale, chwalić Pana , żaden trup nie padł. BOSON wreszcie zacznie pisać o CERN-ie i będzie fajnie.

  25. Dotychczas ludzie o takich dziwnych nickach wpadali tutaj i wypalali z grubej rury, i znikali, bo ktoś kto chciałby tu zostać na dłużej nie poszedłby w takie „żarciki”.

  26. Podgladnalem ta rombanke i dalej nie rozumiem o co chodzi? Nie chodzi o pieniadze, bo przeciez Boson na pisaniu nie zarobi takich pieniedzy jak w CERNie?
    Pisarzem tez nie zostanie bo to bez sensu… takich rzeczy sie nie da robic na cwierc etatu. 168 notek na blogu to moze jest i jakis wyczyn, ale Coryllus to robi w pol roku.
    Bez flaszki i cygarka tego nie rozbiore, o co tu chodzi…

  27. oni marzą o tym abyśmy się stali ich kopiami, dlatego i po to

  28. 😉 ilowop|ejutalyw YLOH|REHTOM

  29. Nie łatwo zgadnąć, tym trudniej, że boson wszczynając osobiste awantury z takim na przykład tropicielem nie pozwala sobie niczego wyjaśnić. Potem zaś kiedy go wyrzucę, zaczyna się tłumaczyć i jest chodzącą niewinnością. Nie mam pojęcia o co chodzi. Chciałem mu wydać książkę. Był termin, do tej pory książki nie ma. Nie mam zamiaru zgadywać dlaczego. Musze się pakować.

  30. Z Bogiem. Ja czekam na pierwsze materialy z targow.

  31. Na tym polega zaleta / szczęście/ gospodarza że od czasu do czasu napisze coś prostego,trywialnego a nikt / prawie / tego nie rozumie.A skoro się czegoś nie rozumie to notowania gospodarza gwałtownie rosną 🙂

  32. Do valsera – karbonado na salonie wyjaśnił zdaje się o co chodzi.

  33. O co chodzi z tym loginem Yloh to mi się tylko z lotniskiem kojarzy w Walii?

  34. Czytaj od końca, holy mother. Prowokacja przez obrażenie uczuć religijnych.
    Nie z nami te numery bruner:)))

    .

  35. Tak, to wlasciwy trop. Boson dostal wscieku po tekscie „wierzacego”, co musialo wywolac taka reakcje jak sie jest drobnym druczkiem na liscie plac pod numerem 89. Syndrom niespelnienia byl powodem silnych emocji i dramatycznej ekspresji. Nie wiem jak reszta towarzystwa, ale ja sie spokojnie moge obejsc bez aspiracji niespelnionego fizyka.
    Poza tym, tekst o pedofilii kwalifikuje sie na gonga w baniak bez prawa do apelacji.

  36. Z mojej strony ostatni komentarz w tytułowym wątku, a właściwie retoryczne pytanie:

    Kto więcej straci w zaistniałej sytuacji?

  37. Ja też się podpisuję.
    Pozdrawiam.

  38. …Bigos smakuje;)

    .

  39. To sa kwestie organizacyjno-porzadkowe. Balagan i zamieszanie pozostawiaja niesmak i robia kiepskie wrazenie, nawet jak sie jest zarobionym.
    Ja obserwuje od lat, ze goscie, ktorzy nie potrafia wycisnac 10kg na klate musza pisac o „nadczlowieku”. Ukrywanie deficytow i ich kompensacja w dziedzinach, w ktorych pierwotnie sie nie odnioslo zadnego sukcesu to jest staly fragment gry. A sukces, to juz ustalilismy, nie tylko zarobiona kasa sie mierzy.
    Coz, trzeba sie modlic, robic swoje i czekac.

  40. „Nadczłowiek” w sensie filozoficznym jest ponad wyciskanie na klatę, inny układ odniesienia. W modlitwie jest siła, a w działaniu jej spełnienie.

  41. … wódki brakuje 🙂

  42. taaa… oni wszyscy sa „ponad”… nadczlowieki. Pisza ksiazki, szybuja pod niebiosa, tworza „uklady odniesienia”, a jak ich wyslac do kuchni, zeby zrobili kanapke to sie zgubia.

  43. 🙂 nie demaskuj filozofów 🙂

  44. malo braklo, a bym napisal doktorat z tej dziedziny okultyzmu. Na szczescie nie mialem problemu z wyciskaniem na klate konkretnych ciezarow i dalem se z tym spokoj. CO sie naogladalem to moje. Facet, co niby mial byc moim promotorem, mial klate jak lej po bombie i wmawial mi ze dla niego wazna jest „fizycznosc”. Chcialem zapytac go, co stoi na przeszkodzie, ze nic z tym nie robi, ale… dobra… dam juz spokoj.

  45. No nieee…! Filozof aby pokazać , że ma złą żonę będzie lezał całe życie w beczce …a nawet wypije truciznę , aby pokazać że jego poglądy są serio i że jest konsekwentny – do końca.

    Albo do dna:)) , bo coś tam o piciu było , wyżej:))))

    Zaraz nam się tu jakieś filozofy zlecą:)))

    .

  46. Dobre – W modlitwie jest siła, a w działaniu jej spełnienie.

  47. głodnemu chleb na myśli 😉

  48. nooo… te bzdury na trzezwo sa nie do pojecia.

  49. Tak jest, w modlitwie jest siła a w działaniu jej spełnienie. Życzymy szerokiej drogi.

  50. Mam nadzieje, ze ani Gospodarz ani Ty nie bedziecie mieli mi za zle, ze „zabieram glos”… ale
    tylko dlatego, ze od samego poczatku bylam, jestem… i nawet niezaleznie od wczorajszej „kolezenskiej wymiany zdan” pomiedzy panami blogerami – nadal pozostane wierna
    czytelniczka tego bloga i innych „zaprzyjaznionych” tez.

    Reasumujac… nie naleze do osob, ktore robia „z igly widly”… i praktycznie dla mnie nic sie
    nie stalo.

    Szanuje zdanie Gospodarza, to ON jest tutaj WYBITNYM BLOGEREM… i to JEGO blog…
    i ma prawo do podejmowania roznych decyzji… ja w te decyzje nie wnikam, nie znam ich
    podloza, na dobra sprawe nie interesuja mnie one, ale… skoro Gospodarz juz je podjal to musial
    miec powazny powod.

  51. podział komórki nie zatrzymał się
    w sumie szkoda
    w kupie siła

  52. Trafiony/Zatopiony!

    No, moze jeszcze az tak mocni lekarscy specjalisci nie sa potrzebni, ale „slawny” Coryllus,
    sukces KJ… wyraznie wskazuje na ujawnianie kompleksow… zawisc, zazdrosc… moze nawet
    i nienawisc wchodzic w gre…

    … i trzeba sie z tym liczyc… zawsze tak bylo, jest i bedzie, ale trzeba zawsze smialo dazyc do celu,
    robic swoje i nie przejmowac sie zbytnio… ludzkim gadaniem. Ludzie po to maja jezyki aby gadac,
    z czasem pogadaja i przestana, ale… zawsze jest lepiej jak gadaja niz by mieli nic nie mowic…
    tak mi kiedys kos bardzo madry wytlumaczyl… no i w sumie mial racje.

  53. zatrzymanie to śmierć….. to nie o to chodzi……
    Będzie dobrze.
    Chłopaki czasem muszą sobie ustalić, lub odświeżyć hierarchię…..

    Będzie dobrze;)

    .

  54. Boson wróci.

  55. Podzielam gust… do bigosu az sie prosi kieliszeczek… albo nawet
    2 na… „obie nozki” dobrej wodeczki.

  56. Kto się czubi ten się lubi 😉

  57. Czasem trzeba oczyścić atmosferę, burza się do tego nadaje znakomicie.

  58. Wroci. Byc moze. Ale co z ta pedofilia? Powinien przeprosic…
    https://www.youtube.com/watch?v=KniUNdVZvH4

  59. może zapodać ktoś adres bloga bosona?

  60. Była tu mowa o wyższości tego bloga nad s24. Ja lubię tam czytywać przeróżnych pisujących, w szczególności tych, którzy stworzyli na blogu swoją osobowość poprzez dzielenie się wiadomościami, nieraz niedościgłymi lub mi nieznanymi. Mnie tam nie chcieli, co uważam za dobry dopust Boży, jak wiele innych Jego subtelnych pomysłów. Dziś stworzył się tam sąd ostateczny, ale to rozrywka, jak i to omal-że zmielenie fizyków ze wzgardzonymi humanistami. Fizyka nie jest matematyką, a tzw. kłótnie fizyków teoretyków polegają właśnie na dochodzeniu do prawdy, którą jest niewzruszone prawo, idące za doświadczeniem. A w ogóle fizyka to piękna królowa nauk. Filozofię należy zlikwidować.Każdy jest filozofem.
    Pani Marylko, gratuluję spostrzegawczości;

  61. @Patryk, wklepać: „bozon blog”.

  62. przepraszam, boson blog

  63. Zwróciłem uwagę na aspekt niezaogniania sprawy. To tyle. Ludzie są dorośli, więc reszta zależy tylko od ich wyczucia.

  64. Byłam wczoraj w Krakowie i widziałam billboard z reklamą tabletek przeciwbulowych ( nie poprawiać)

    ,,Na plantach pozbędziesz się bólu,, :))),

    .

  65. Może jednak nie???

    .

  66. Ta cykliczność przypomina mi Feniksa odradzającego się po każdym spłonięciu.

    .

  67. Nie bede sie wypowiadac o wyzszosci blogow, bo ja na S24 czytam tylko kilka blogow… moge
    policzyc na palcach jednej dloni. Zdecydowanie najbardziej preferuje ten blog czyli CORYLLUS.pl.

    Co do fizyki… choc twierdzisz Lilav, ze „… to piekna krolowa nauk”… to ja jednak fizyki wyjatkowo
    nie lubie… zreszta matematyki tez.
    Fizyka i matemayka to zawsze byla moja… pieta Achillesa!

  68. To boson naprawdę w CERN-ie pracuje? To nie jest tylko ksywa? Mnie ciekawi co on wie w tym temacie, ale na pewno nic nie powie, szczególnie na blogu. Pozostanę więc z moją ulubioną teorią spiskowa na temat tego ciekawego miejsca.

  69. Mila pani Rozalio, a… co to w ogole jest ten caly CERN… z czym to sie je… i co to za zwierz?
    Jesli moglaby mnie pani uswiadomic, to bede wdzieczna za info.

  70. To jest taki tunel w kole na granicy francuski szwajcarskiej. Dwa razy do roku gonią tam hadrony i inne stwory… cuda na kiju…
    Mnie te spiski ciekawią????

    .

  71. Nie wiedziałem, że Achiles był kobietą!

  72. Niniejszym informuje, ze ukazala sie na S24 nowa notka pani Rozowej Panther’y… polecam uwadze.

  73. Jesli wolno… a jak pani/pan to wykombinowal, ze Achilles to BYL… kobieta?

  74. Dobrze, ale jutro. Dobranoc, Aniolki na noc.

  75. Wreszcie trochę odpoczynku.
    Uff

  76. D’accord.

    Bonne Nuit,

  77. Patrzę tak pod koniec dnia na blog Gospodarza i powiem, że dzisiejszy tytuł jest intrygujący, a nawet urokliwy i nie mielibyśmy okazji go zobaczyć gdyby ów nie poczuł wiosny. Wiosna to piękna pora roku, bo ohyzdy wychodzą z ziemi i klną szpetnie po niemiecku, wychodzą też z ziemi krety, a ludzie ze skóry… Tylko się cieszyć.

  78. wiosna bosonów, jesień czejenów.
    Ja to dopiero przy t.zw. drugim śniadaniu zajarzyłem/zarezonowałem – skoro tyle o fizyce

  79. to było na temat
    tak dobrze zarlo a zdechło
    wyrażone na przykładzie życia zywej komórki
    i funkcji czasu oraz poznania się

    będzie dobrze

  80. O fizyce i Bogu napisał prof. Jerzy Przystawa ( ” Odkryj smak fizyki” )

  81. matematyka jest narzędziem fizyki, ale teorie fizyczne to tylko teorie ulegające zmianom na przestrzeni lat, oczywiście każda taka teoria jest doskonala wedle marzeń/przekonań fizyków; pzykład: pamiętacie co to elektron? teraz elektron to chmura o mierzalnym ładunku elektrycznym otaczająca jądro, ktore też jest chmurą …, wiele narzędzi matematyki jest niedoskonałych [aby nie rzecz ułomnych] a w dobie stosowania metod numerycznych okazuje się, że sposob/metoda analizy/obliczeń oddziałowywuje na wynik, zatem ma wpływ na prawdziwośc lub brak prawdziwości, itd., itd.,; fizycy cierpią na kompleks tzw. jednej teorii wszystkiego [np.pola, przestrzeni, etc] co w matematyce jest obchodzone przez tworzenie alternatywnych i równoprawnych koncepcji np. o dwóch równoleglych co to przecinaja się lub się nie przecinają w nieskonczoności, itp.; a juz zabawy fizyków w tzw. początek wszechświata wymagaja dużej flaszki na stole bo 'boskiej cząstki’ bez wódki nie razbieriosz; to jest emanacja marzenia: ja czlowiek racjonalnie i spójnie wytłumaczę wszystko i mam na każdą ewnetualność naukową teorię; wielokrotnie to ani nauka ani teoria lecz bełkot i brak wykształcenia oraz brak znajomości podstwowych problemow nauk; a ku rozwyce to: dwa dodać dwa to jest cztery czy prawie cztery? a czy logika rozmyta oddziałowywuje na spójność każej teorii [też w tzw. naukach humanistycznych]?

  82. wszelkie nauki, a szczegolnie ścisłe mają swoje smaki i jest to urok parania sie tymi dyscyplinami, ale z należym dystansem i poczuciem niedoskonałości [też humoru]; tak dla żartu: ten foton co teraz minął moją klawiaturę zakończy swój bieg czy go nie zakończy? przekształci się w coś czy nie? i kiedy? i co ew. będzie tego powodem? – z fizykalnym pzdr na dobry pelen fotonów/bozonow dzień

  83. wielu fizyków staje sie filozofami, ponieważ jest to jak magnes: wytlumaczyć wszystko, też losy człowieka i jego atrybuty

  84. dzisiaj fizyka to jeden wielki przekręt

  85. to obszar walki o granty/kase/sławę/nagrody/popularność/etc z wszelkimi tego konsekwenjcjami tj: oszustwa, kretynizmy stosowane, …. jaki świat taka fizyka

  86. Szkoda czasu na kombinacje, wystarczy przeczytać.

  87. mogą się tylko z tym zdaniem zgodzić

  88. To jest takie miejsce, gdzie jest się zatrudnionym za pieniądze podatnika.

  89. W instrukcji obsługi naszego świata, podstawowe prawa to przyciągnie i grawitacja oraz przemijalnosc, którą filozofowie wolą zaliczać do swoich dziedzin. Czas – jednym słowem. Jeśli spróbujemy zerknąć na bliższe i dalsze otoczenie z odpowiedniej perspektywy to okazuje się że żyjemy na malutkiej kulce zawieszeni w niekończącej się próżni, otoczeni podobnymi kulkami w ilościach nieskonczonych. A do tego jeszcze dryfujemy nie wiadomo dokąd. Sytuacja, przyznacie państwo, zaiste nieco dziwna… 🙂

  90. I ponoś jest tam wielki przyśpieszacz bosonów. Rozpędzają je tam do takich prędkości, że aż boskie cząstki zaczynają się w nich ujawniać.

  91. … narzuca się w związku z tym zasadnicze pytanie: czy leci z nami Pilot…;->

  92. To zdaje się moja sprawa jaki mam login, prawda? Skąd się bierze też.

  93. Zapytam tylko czy wpadłem tu z „grubej rury” i czy poza nickiem coś się nie podoba? Mówi się, żeby nie oceniać po okładce…

  94. Skoro pan tak przeczytal, ze Achilles… to byla kobieta… to trudno.
    Ja tak nie napisalam…

  95. Powiedzmy sobie szczerze – zagospodarował Pan pewną niszę. Na tyle obszerną, że jak się z zewnątrz wydaje, zapewnia ona jaki taki sukces rynkowy. Taki boson pojawił się w tej niszy jak wydra w stawie i Pan sądzi, że jest w stanie wybrać Panu wszystkie rybki? Szczerze mówiąc nie sądzę. Boson to kompletny plankton ja sam dowiedziałem się o jego istnieniu wczoraj i w ogóle mnie jego przemyślenia na temat Wazów nie interesują natomiast pańskie jak najbardziej.

    No i zwykle trzeba się liczyć z faktem, że czytelnicy czekają kiedy autor skończy pisać – w sytuacji kiedy sam autor mówi, że pisze i zamierza wydać…

  96. konkretnie : bozon Higgsa.

    boska cząstka, mająca moc tworzenia…etc….

    .

  97. Czytam te wszystkie interesujace komentarze forumowiczow, ale… fizyki,
    matematyki i tak nie zrozumiem, nie polubie… i praktycznie dzis wykazuje
    „zero” zainteresowan tymi dziedzinami nauki.

    Jednak zasadnicze pytanie, ktore sie panu narzucilo jest niezmiernie…
    frapujace… ja rowniez bardzo czesto zadaje sobie podobne pytanie.
    I jednak moja odpowiedz brzmi, ze tej wszechogarniajacej malosci i nicosci
    to Pilot jednak… ze mna leci… moze inni maja inna odpowiedz na tak postawione pytanie.

    No coz, tak tez bywa.

  98. Pilot nie tylko leci, ale również ma doskonały plan dla każdego pasażera z osobna i jak mu na pokładzie nie wyprawiaja brewerii, które potem musi korygować, wszystko może być dobrze.

  99. i pilot, i projektant, i mentor, i cała przestrzeń [taka jaką potrafimy pojąć i ogarnąć zmyslami] jest wypełniona Jego bytnościa/obecnością;- święci KK mogliby coś niecoś o tym poopowiadać, i w pismach ciut, ciut przekazują i przekazali,

  100. Dzieki za te piekne odpowiedzi i pani, pani Rozalio i Tobie Qwerty.
    Zawsze to jakos razniej jak sie wie, ze sa ludzie co mysla podobnie.

  101. Bo z tą fizyką to jest tak, jak mówił Heisenberg (ten od zasady nieoznaczoności): „Pierwszy łyk z flaszki wiedzy czyni z ciebie ateistę. Ale na jej dnie nieuchronnie czeka na ciebie Bóg”.

  102. i rozdają kasę potrzebującym?

  103. …cóż więcej dodać:

    Altissimu, onnipotente bon Signore,
    Tue so le laude, la gloria e l’honore et onne benedictione.

    Ad Te solo, Altissimo, se konfano,
    et nullu homo ène dignu te mentouare.

    Laudato sie, mi Signore cum tucte le Tue creature,
    spetialmente messor lo frate Sole,
    lo qual è iorno, et allumini noi per lui […]

    “Canticum Fratris Solis”

  104. nie macie wrażenia, że jak dziś nie staje coryllusa, to 'życie’ zamiera?

  105. Nadzwyczajne… jak niezbadane sa wyroki boskie. Jaka zdolna zakonnica… ale to tak, jak
    kiedys powiedzial mi Ojciec Rydzyk w jakiejs rozmowie… ze Pan Bog wybiera sobie i zdolnych
    i pieknych ludzi.

  106. Nie mam takiego wrazenia, bo wiem, ze Gospodarz jest nieobecny, ale tylko „chwilowo”, a my
    czytelnicy i komentatorzy… umiemy sie soba zajac i takie w sumie rzadkie nieobecnosci potrafimy
    kulturalnie wykorzystac.

    W sumie mamy 2 dni „luzu” i mozemy jesli chcemy, bo przymusu nie ma „pogadac”
    o wszystkim i o niczym.

  107. Haha. Rewelacja. Dzieki za usmiech!

  108. Czy Pani pięta jest kobieca, czy męska?

  109. Nie tylko zawartość flaszki może uczynić z ciebie ateistę. Może to uczynić również jakiś przeżyty dramat, różne pokusy, pycha, czary, magia. Wiem co mówię, bo mnie dość wcześnie wyrzuciło z orbity KK, jakaś jedna poważna sprawa i jesteś załatwiony. Potem myślenie jest już wykrzywione. A powrót trudny. I niepewny.

    Człowiek jednak poszukuje sensu życia i z natury jest istotą religijną. Dlatego do pewnego momentu uważałam się za ateistke, a potem z ciekawością zaglądałam do każdej ciemnej komnaty. A może ta religia lepsza, a może inna. Właściwie wszystkie wydawały mi się równouprawnione. Nawet byłam zgorszona jak słyszałam, że Kościół Rzymsko Katolicki, w którym zostałam ochrzczona, jest jedyną prawdą. Jak to? To niesprawiedliwe. Sądziłam, że taka opinia jest wynikiem pychy.

    Zapomniałam, nie, w w ogóle nie zdawałam sobie sprawy, z istnienia osobowego zła i dobra.

    Jednak w moim przypadku sprawdziło się stwierdzenie: Polak = katolik. Ponieważ zawsze byłam polską patriotką, również oglądając „Czterech pancernych”. I to w końcu doprowadziło mnie, już świadomą, do powrotu.

    Dodam na koniec, że przedtem zawsze, nawet kiedy byłam szczęśliwa, w glebi serca czułam się nieszczęśliwa. A teraz nawet kiedy jestem nieszczęśliwa, czuję się szczęśliwa.

    O CERNie miało być?

  110. Mam tu taki filmik na ten temat m.in. Opiszę jednak w skrócie, co tam jest. Otóż pan, który tam opowiada, dużo wie, podejrzewam, nawet że wie wiecej niż mówi. On jest z tych co to wierzą w UFO, Matke Ziemie i inne takie. Jednak jak go nie deprecjonuje. Po pierwsze, może faktycznie w to wierzy, a może ma zadane, żeby w tej formie informacje rozpowszechniac. Tych wyznawców jest wcale nie mało, jak się zorientowałam.

    Ale do rzeczy.
    W filmie NWO, CERN i Wieża Basel, Aleksander Berdewicz opowiada ciekawe na różne tematy. O CERNie od 9:58 do 16, może trochę dłużej. Tylko później już włącza inne wątki.
    CERN to wyjątkowo wielka i szczególna, budowla.

    A zresztą najpierw spróbuję tu wrzucić link, jak zostanie przepuszczony to skomentuje to inaczej.
    Link w osobnym wejsciu. Zobaczymy czy przejdzie.

  111. A, ja, pani Rozalio nigdy takich rozterek nie mialam… nigdy… nawet w momentach
    kiedy zdawalo mi sie, ze caly swiat mi sie zwalil na glowe… nigdy mi nawet w glowie
    nie zajarzylo, ze moge zostac ateistka albo wyznawczynia jakiejs innej religii.

    To napewno dlatego, ze od malenkosci moj dom rodzinny, dziadkowie, rodzice
    i pozostala dalsza, duza rodzina jednak od „wiekow” przesycona byla Kosciolem, byly
    chrzciny, komunie, bierzmowania, sluby, pogrzeby, obchodzenie roznych swiat…
    lacznie z obowiazkowa msza niedzielna… religia w szkole podstawowej, potem az
    do matury, fajni ksieza, bardzo ciekawe religie na lekcjach korych nigdy sie nie nudzilam,
    a chodzilam z przyjemnoscia.

    Potem jak weszlam w dorosle zycie o… diabel kusil, ale jednak zawsze uciekalam
    od zlego… mialam swojego Aniola Stroza i… szczescie wielkie do dobrych ludzi.

    Dzis w laickiej Francji przechodze czasami duchowe katusze… dziekowac Bogu, ze
    choc przez internet moge posluchac RM, pomodlic sie i kronka, i rozancem… i TV
    Trwam poogladac… i jeszcze do tego przychodzic w gosci na blog do Gospodarza,
    gdzie tez dane mi bylo poznac naprawde wspanialych i cudownych ludzi… co prawda
    narazie „wirualnie”, ale caly czas mam nadzieje, ze chociaz czesc dane mi bedzie
    w zyciu „zobaczyc” na jawie.

    Dzis prosze dobrego Boga abym nigdy nie stracila wiary w Niego… moze bedzie kiepska
    ta moja wiara, moze bedzie taka jak u sw. Tomasza… moze bedzie chybotliwa… raz wieksza raz mniejsza, ale… niech bedzie do konca moich dni, amen.

    Mozemy juz sobie darowac ten CERN… juz mi przeszlo.

  112. A dzisiaj u Pink Panther’y tez jest bardzo ciekawa dyskusja na blogu… bardzo ciekawa.

  113. Niestety całego filmu z YouTube nie można ściągnąć. Kto chce zobaczyć, musi sam znaleźć. Trwa to ok 45 min.

    Ten facet mówi, m in że CERN zużywa bardzo dużo enegii. 7 proc. energii wyprodukowanej we Francji zużywa CERN.

    W każdym razie jak w 2008 r. po raz pierwszy powiedziano o uruchomieniu przyspieszacza hadronow, nic o tym nie wiedziałam, ale czułam, że to coś niedobrego. Pamiętam jak informowała o tym wystraszona, ale podniecona i dziewuszka w radiu. Czyli wiedziała, że jak się eksperyment uda, efekty mogą być różne. Łącznie z tym że wytworzy się tzw. czarna dziura i pochłonie Ziemię. Znaczy pożre ją, chap, chap. Tylko szybciej.

    No więc jak się wkrótce przyspieszacz hadronow popsuł, pomyślałam – dobra nasza. Ale reperowali, reperowali, czy może nawet drugi uruchomili, i znowu czort ruszył.
    Wtedy nam koniec świata zapowiadali na 21.12.2012. Ale jak to mówią, piorun strzelił w transformator, w CERNIE korki wywalilo, a koniec świata został przełożony na inny termin.

    Ten Berdewicz mówi tam o jakimś stworze, hybrydzie ludzko, owadzio, gadziej, o imieniu Simon, który nas dobrodusznie ostrzega przed niebezpieczeństwami. I może to być, dlaczego nie, chociaż raczej podejrzewam manipulację.

    Że hybrydy ludzko zwierzece są to nie mam wątpliwości. Skoro można robić takie manipulacje na komórkach in vitro, usuwać jedne geny zastępować innymi, to dlaczego nie zrobiono by tego transgenicznie.
    Taki film pamiętam „Wyspa doktora Moreau”, z Marlonem Brando, strasznym obrzydliwcem. I tam w tym filmie na koniec takie hybrydy biegały. W 2008 roku … chyba… w Wielkiej Brytanii prawnie dozwolono tworzenie hybryd zwierzeco ludzkich.

    No i jeszcze odnalezione kilka lat temu w archiwum watykanskim list od Bernadetty
    Soubiru do Papieża, która informowała co jej powiedziała Matka Boża.

    …O hybrydach też tam było…. Spróbuję poszukać w necie.

  114. Jest list

    Z listu św. Bernadetty Soubirous do papieża Leona XIII
    Zapomniana Przepowiednia
    Ks. Antoine Le Grande przeglądając teczki sprawy objawień w Lourdes w archiwum watykańskim rok. 1997, trafił na list do papieża Leona XIII napisany przez św. Bernadettę Soubirous tuż przed jej śmiercią w 1879 r. Pismo traktowane jako utracone od 120 lat. List znajdował się w metalowej puszce i składał się 5 kartek-przepowiedni dotyczących XX wieku, a przekazanych jej przez świętą Dziewicę. Papież nie uznał za stosowne opublikować ich, przeleżały, więc w archiwum zapomniane. Biorąc pod uwagę ich treść trudno się dziwić Leonowi XIII. Objawienia prywatne niepotwierdzone przez urząd nauczycielski Kościoła nie są wiążące, co nie oznacza jednak, że muszą być nieprawdziwe. Biorąc pod uwagę, że cztery z przepowiedni św. Bernadetty już się spełniły warto zapoznać się szczegółowo z piątą.

    Spełnione 4 dotyczą:

    1) rozwoju Lourdes jako miasta sanktuarium i ważne miejsce pielgrzymek. Wielu ludzi będzie uzdrowiony przez wodę ze źródełka.

    2) serii ważnych odkryć naukowych, w tym „korzystanie z energii elektrycznej”, i wynalazek kilku typów urządzeń elektrycznych.

    3) przejęcia władzy w Niemczech w latach trzydziestych przez bestialski system, który upadnie wraz z końcem wojny, w którą będą zaangażowane prawie wszystkie narody.

    4) wylądowania Amerykanów na księżycu ku rokowi 1970.

    5) A oto treść kartki piątej:
    Wasza świątobliwość, święta Dziewica powiedziała mi, że na końcu XX wieku nadejdzie koniec nauk. Nowy okres wiary rozpocznie się na całym świecie. Uzyskany zostanie dowód, że to Bóg stworzył świat i człowieka. Będzie to początek końca nauk, w które ludzie przestaną wierzyć. Miliony ludzi ponownie zwróci się ku Chrystusowi, a moc Kościoła będzie większa niż kiedykolwiek. Dla wielu ludzi powodem, dla którego odwróci się od uczonych będzie arogancka postawa doktorów pracujących nad zrealizowaniem istoty powstałej ze skrzyżowania człowieka ze zwierzęciem. Ludzie poczują w głębi swoich serc, że jest to coś czego nie sposób usprawiedliwić. Przez jakiś czas nie będzie jak powstrzymać tworzenia tych monstrów, ale uczeni zostaną ostatecznie przepędzeni jak przepędza się stado wilków.
    U progu roku 2000, będzie się obserwować starcie następców Mahometa i narodów chrześcijańskich. Nastanie wielka bitwa, w której 5,650,451 żołnierzy straci życie, a bardzo destruktywna bomba zostanie rzucona na miasto w Persji. Ale na końcu znak krzyża zwycięży, a wszyscy muzułmanie nawrócą się na chrześcijaństwo. Nastąpi wiek pokoju i szczęścia, ponieważ wszystkie państwa złożą swoje arsenały. Nastąpi wielkie bogactwo, podczas gdy Nasz Pan obłoży Swoim błogosławieństwem wiernych. Na całej ziemi nie pozostanie ani jedna rodzina żyjąca w biedzie i cierpiąca głód. Jeden na dziesięciu otrzyma moc leczenia schorzeń u tych, którzy go poproszą o pomoc. Po tych cudach słychać będzie głos radości od wielkiej liczby ludzi. Wiek XXI nazwany będzie „Drugim złotym okresem ludzkości”.

  115. Moja rodzina była raczej praktukujaca niewierząca. Może jestem niesprawiedliwa używając tego określenia, ale tak to wyglądało. Ja się nawet domyślam różnych powodów, dlaczego tak było, ale ponieważ to nie są moje sprawy, to powstrzymam się od publicznego gdybania.

    Dzięki uporowi mojej babci, zostałam jednak wcześnie ochrzczona. To jednak naprawdę daje ochronę przed najgorszym. Ale z kolei przez r mój własny upór, do Pierwszej Komunii Świętej przystąpiłam jako dorosła osoba, dopiero w 2008 roku, a bierzmowana była trzy lata temu.
    Nigdy ani przez chwilę, nie zapominalam o miłości do Matki Bożej, Matki Ojczyzny Polski i Matki rodzicielki. Czułam też obecność Anioła Stróża. (Aniołku buziaczka- podobno przy świeckich Anioł Stróż stoi z lewej strony, a u osób konsekrowanych z prawej).

  116. Oj, Pani Rozalio bardzo pani dziekuje za te informacje… napewno na swoj sposob
    ciekawe, ale ja juz swiadomie nie zaineresuje sie ani NWO, ani CERN, ani jakas
    wieza Basel, ani UFO… ani datami… kolejnymi juz konca swiata.

    Chociaz pamietam jaka „goraczka sobotniej nocy” byla strugana tu we francuskich
    merdiach w zwiazku z… tym koncem swiata!

    Marika, moja kolezanka Slowaczka, ktora byla jeszcze w Paryzu chyba kolo 3.00
    rano, w nocy 22 grudnia wybudzila mnie ze snu… zadajac mi pytanie… czy jeszcze
    zyje? Powiedzialam, ze tak… no i ona poinformowala mnie, ze przezylam… koniec
    swiata… ona nie spala bo czekala na ten koiec swiata… smialysmy sie do lez… stad
    tak zapamietala mi sie ta data.

    Moze i ten pan ciekawie mowi i duzo wie, ale ze mna to by sobie… nie pogadal…
    chociaz gadula jestem… podobno wyjatkowa… ja takie tematy dzisiaj naprawde
    omijam szerokim lukiem.

    A hybrydy czy inne klony byc moze sa dopuszczalne, ale ten temat takich roznych
    dziwolagow tez mnie zbytnio nie pociaga.
    Tez ogladalam ten film z Marlonem Brando… to byl dosc mocno znany film, ale
    pamietam go… jak przez mgle, czyli… nie pamietam… pamietam tylko, ze Marlon
    Brando byl wtedy jeszcze… mlody i bardzo przystojny.

    Jakkolwiek bardzo pani dziekuje za to info… naprawde warto wiedziec, co to
    za zwierz.

    Merci, pani Rozalio,

  117. Rozalia:)

    Tak, CERN jest ciekawy …oczywiście żre energię… to są na prawdę wysokie przyspieszenia:).
    Jeszcze proszę pamiętać o sąsiedzie , Wielkim Zderzaczu Hadronów.

    Jestem bardzo zajęta….. niestety muszę zniknąć….. Za kilka dni wrócę:)

    .

  118. Pani Rozalio, naprawde Bog zaplac, ze chcialo sie pani odszukac
    ten list od sw. Bernadetty. Przeczytalam go z uwaga… i jesli takie
    ma byc objawienie przekazane przez Najswietsza Dziewice – to mnie
    pozostaje przyjac je tylko w pokorze.

    Prawda jest bowiem, ze ped za niczym nieograniczonym postepem,
    zwszaszcza te chore eksperymenty, klony, krzyzowki ludzko-zwierzece
    o jest cos naprawde niedopuszczalnego… i zaden postep, przyjemnosc
    czy latwosc w czymkolwiek tych zbrodniczych czynow nie tlumaczy.

    A Lourdes w Pirenejach jest rzeczywiscie pieknie polozone…
    generalnie to przepiekny region.

    Sprawila mi pani ogromna i wyjatkowa radosc i przyjemnosc tymi komentarzami… Bog zaplac pani Rozalko,

  119. Tu nikt nie mówi, że było/ jest/będzie łatwo.
    Ale Bóg nad nami czuwa. I daje siłę.

  120. Prosze pana, jestem kobieta… i moja pieta jest pieta kobieca, ale
    Achilles byl mezczyzna… to bylo takie tylko porownanie.

    A jak wedlug pana powinnam napisac zeby… nie mial pan wapliwosci?

  121. Napewno duzy wplyw na pania mial pani dom rodzinny, tak jest zawsze… lepiej pomodlic sie za rodzine niz ja oceniac… nigdy nie
    dostaniemy odpowiedzi na pytanie DLACZEGO?
    Ja staram sie to pytanie „dlaczego” zadawac sobie jak najrzadziej…
    chociaz nie jest to latwa rzecz… ale w takich trudnych swoich sytuacjach prosze Pana Boga, o to zeby dal mi sile to przejsc skoro
    juz to „zlo” na mnie spadlo… i te sile On mi daje czasami bardzo
    szybko czasami to trwa.

    To nie ma znaczenia, ze przyjela pani Sakrament Komuni Swietej
    jako dorosla osoba, czy Bierzmowanie… to naprawde nie ma znaczenia… ale swiadomosc przynaleznosci do Kosciola Swietego
    jest znacznie wieksza teraz kiedy jestesmy osobami doroslymi,
    dojrzalymi, z bagazem doswiadczen… ta nasza wiara jest zupelnie
    inna… przynajmniej ja tak mam… i dla mnie to jest naprawde
    szczescie wielkie… i niepojete.

    I prosze nie gdybac Pani Rozalio zwlaszcza publicznie, bo ja np. absolunie nie jestem pani spraw ciekawa… w zyciu nie ma idealu
    … a, babcia wiedziala co robi… i jest pieknie.

  122. Tak jest, panie Marku… Pan Jezus powiedzial nawet do swoich uczniow
    „mnie przesladowali i was beda przesladowac”…

  123. Dziękuję Paniom za piękne świadectwa wiary. Niech Pan Jezus błogosławi.

  124. Bog zaplac Trzy Krainy… i Panu i Jego bliskim wszystkim planom
    i marzeniom tez niech Pan Jezus blogoslawi,

    Dobranoc,

  125. b.trudno jest zdecydować sie na tworzenie porównań naszych doznań z zakresu doznawanych 'prześladowąń’ z doznaniami i znaczeniem prześladowań Pana JChrystusa; zbyt łatwo jest o apologizacje własnych losów i doświadczeń; – nieraz tzw. analogia porównawcza może być drogą na manowce i prowadzić do 'samouwielbienia’ – skutki łatwe do przewidzenia

  126. idzie o to, że brak obecności i poczucia, że gospodarz w każdym momencie potrafi zripostować/wyjaśnić/… skutkuje pewnym marazmem, miło jest 'pogadać’ w gronie tutaj obecnym, ale ten blog też ma formę wręcz szkoleniową i jak nie ma prowadzącego to jest wolne; – i to wywołuje oznaczenie nowych potrzeb dla takiego projektu jak targi, i ich realizacje; innymi slowy: czy coryllusowi z valserem uda się zgromadzić grono chętnych do połączenia swych działań oraz czy uda się utworzyć więzi [emocjonalne, komercyjne, …] między sympatykami, a celem jest zapełnienie precyzyjnie znaczonej niszy rynkowej i testowanie rozwoju i jego granic; – może wpisy [po selekcji] moglyby stanowic rozszerzenie oferty wydawniczej/medialnej dla tego projektu?

  127. produkcja energii, konsumpcja, budżetowanie, cele uzasadnialne dla gawiedzi, … ;- to jest ten model;- a gdzie Francja ma sprzedawać nadwyżki en.elektrycznej i jak rozwijać i konserwować swój przemysł elektrowni jądrowych? jest to egzemplifikacja przymusu tworzenia rynku konsumpcji, i to jest tak jak z inwestycjami w kraju rad – ludek do niskopłatnych prac przymusowych, bo zawracamy bieg rzek i zmieniamy koleiny świata;- nihil novi sub sole

  128. Nie ma wątpliwości, że Achilles był mężczyzną, a Pani jest kobietą. Ale nie można być w części Achillesem. Jeśli pięta Achillesa była zawsze Pani piętą, to jest Pani pierwszą kobietą Achillesem. Jeśli jakiś stwór ma na zawsze kopyto, to należy do kopytnych, a skrzydło to należy do ptactwa i porównanie, na które się Pani powołuje tylko to potwierdza.
    To ostatni mój wpis w tej sprawie, bo nie mam zamiaru denerwować gospodarza tego blogu.

  129. D’accord… na pana ostatni wpis w tej sprawie.

    Merci d’av!

  130. Myślę, że coryllus i walser to dwa niezależne byty. Jeśli pojawią się inne, to lepiej aby, jak oni, również samodzielnie myślały.

  131. Dokładnie tak jak lilav pisze. Coryllus bardzo to podkreśla… i jasne czemu tak…

    .

  132. Niech on sobie trochę odpocznie. Podreperuje zdrowie. Pozałatwia sprawy. Poradzimy sobie, jesteśmy dorośli. Potem Coryllus wróci z nowymi siłami, wesoły jak skowronek i będzie moderowal bloga.

  133. Właśnie Wielki Zderzacz Hadronow miałam, głównie na myśli. Ale całość przedsięwzięcia, jest wyjątkowa.

  134. Kiedy mily Qwerty ja jestem bardzo daleka od porownan „moich cierpien” czy innych ludzi z cierpieniami Pana Jezusa, bo tak na dobra
    sprawe nie jestem w stanie ich sobie nawet wyobrazic.

    Najczesciej jednak cierpienia Pana Jazusa kojarza mi sie… automatycznie z filmem Gibsona „Pasja”… choc ogladalam ten film
    juz 11 lat temu… to przezycia, wrazenia sa ciagle przeogromnie
    silne, a… chyba nawet silniejsze niz za pierwszym razem jak ogladalam.

    Wiem, ze tych cierpien Pana Jezusa z filmu… na 100% bym nie
    zniosla, a… moze tylko tak mi sie wydaje… nie wiem. Wiem, ze moje
    „cierpienia” te dzisiejsze maja sie nijak do tego co znosil Pan Bog,
    ale to jest temat nie na blogowe forum.

    A wczoraj gdzies przeczytalam, ze Gibson zdecydowal sie krecic
    druga czesc Pasji… nie podano szczegolow, kiedy, czy Caveziel
    dalej zagra Jezusa… zobaczymy.
    Gdyby mial ten film powstac, to ja bym go jednak obejrzala.

  135. Qwerty, ale marazm jak to nazywasz – to normalne zycie, ja np. generalnie
    uwazam, ze zycie jest szare, sklada sie z obowiazkow, te obowiazki z reguly
    sa rutynowe, nawet nudne… po prostu takie jest zycie.

    Ja nie pamietam zeby moi dziadkowie czy rodzice mieli takie dylematy
    jakie ja mam na przyklad… mnie, moim znajomym, rodzinie, przyjaciolom
    po prostu brakuje zajecia i pracy.

    Wiem z cala pewnoscia, ze gdybym miala wiecej pracy to nie spedzalabym
    tyle czasu w necie… i choc jest mi bardzo dobrze byc w gosciach na blogu
    Gospodarza to rowniez znaczy, ze nie spedzalabym tez tyle czasu tutaj, bo
    niestety, ale blog wymaga bardzo duzo czasu.

    Ja rozumiem, ze wszyscy, a byc moze wiekszosc z nas spragniona jest
    obecnosci Gospodarza, bo dzieja sie zawsze ekstremalnie ciekawe i wazne
    sprawy, ale tak codziennie bie bedzie moglo byc… w koncu jak napisala
    Rozalia… musimy sobie poradzic, jestesmy dorosli… i dac troche spokoju
    i odpoczynku Gospodarzowi…

    … wroci w swoim czasie, z nowymi silami, wesoly jak skowronek i znowu
    bedzie moderowal bloga.

  136. Takich bytow potrzeba conajmniej tysiace… dopiero wtedy cos dygnie w naszym panstwie.
    Musimy o zrozumiec wszyscy Polacy… jak jeden maz… zwlaszcza mlodzi.

    Praca, praca i jeszcze raz praca, wspolnymi silami… bez stowarzyszen, bez posrednikow
    i bez panstwowych dotacji… tylko tedy jest droga do powolnego dobrobytu… i bez cwaniactwa
    i zlodziejstwa!

  137. Ja na szare obowiązki mam taką metodę: słuchawki na uszy, a w słuchawkach albo audiobook (np. ks. Guz, bp Ryś, ks. egzorcysta Amorth, Braun, Coryllus, naturoterapeuta Jerzy Zięba itp).

  138. Abp Józef Michalik zacytował kiedyś swoją mamę, która kiedy jako chłopiec, ewidentnie demonstowal niezadowolenie z atrakcyjności zdażen, mówiła: „Nudzi ci się synku? To się rozbież i popilnuj ubrania”.

    Ja to powiedzenie znałam w wersji bardziej frywolnej, w podobnych okolicznościach, mój ojciec mówił do mnie:
    – „Co tu robić, co tu robić? Spuscić spodnie i tak chodzić”.
    Nie powiem, to jednak zawsze stawiało mnie do pionu i jakąś robotę sobie zaraz znalazłam.

  139. Te sluchawki na „szare obowiazki” to w sumie niezla rzecz, ale
    ja kompletnie tej „nowoczesnosci” na uszy sie nie nauczylam, nie
    moge sie do niej przyzwyczaic… i juz nawet nie probuje, ale np. jak
    widze zwlaszcza na miescie, w srodkach komunikacji… 90% ludzi
    z tymi sluchawkami to po prostu… dostaje… gesiej skorki i ogarnia
    mnie przerazenie… bardzo duzo tych sluchajacych slucha muzyki
    najprzerozniejszej… czasami musze odejsc dalej bo nie daje sie
    tego zgielku zniesc.

    Boje sie, ze ludzie z czasem zaplaca za te „nowoczesnosc” po
    prostu… zdrowiem… te sluchawki w uszach albo telefony komorkowe
    to naprawde jakies przeklenstwo…

  140. Jeśli czuje się Pani dotknięta porównaniem do Achillesa, to proszę nie mieć mi tego za coś złego, chyba jednak przesadziłem. W rzeczywistości nigdy Pani nie była nie jest i nie może być kimś innym, jak tylko kobietą Paris. Ponieważ nie utraciła Pani swojej tożsamości, nie jest to możliwe, bo jest ona zachowana od dziecka przez dorosłość do końca życia; dzięki duchowi i duszy.
    Dobranoc

  141. Madra mame mial abp Michalik… i madrze mu radzila.
    Pani tata, pani Rozalio tez dobrze mowil, a ze frywolnie… to nic nie szkodzi… czasami taka forma „frywolna” lepiej trafiala do glowy.

    Moi rodzice tez zawsze starali sie miec baczenie na rodzenstwo,
    a w szczegolnosci na mnie, bo jako dziecko bylam, ze tak powiem
    nadzwyczajnie „bystra”… i zawsze dostawalam tych roznych zajec
    wiecej niz powinnam, coby mi sie nie zaczelo nudzic.

    Moje nudy i duuuze sklonnosci do roznych psot, figli czesto wyjatkowo
    szkodliwych ustapily dopiero… po moim przystapieniu do Pierwszej
    Komunii Swietej… moja mama mnie nie poznawala, a przeciez
    bylam jej dzieckiem… jak bardzo… stalam sie posluszna i grzeczna.

  142. A bron Boze, wcale nie czuje sie dotknieta tym porownaniem do Achillesa…
    nawe bym powiedziala nieskromnie, ze jestem tez dosyc waleczna i odwazna…
    taki Achilles… w spodnicy.
    Ja piszac o piecie Achillesa mialam na mysli „slabosc” Achillesa… to takie
    troche porownanie, ze fizyka i matematyka to moja ogromna slabosc… i stad
    nigdy od dziecka nie lubilam tych przedmiotow… choc zapewne sa bardzo
    ciekawe. Tylko tyle… nie, absolutnie nie czuje sie dotknieta ani nie mam
    jakiegos „ale” do pana ze Slaska.

  143. Film „Pasja” oglądam co roku w Wielki Czwartek w Godzinie Świętej, jako formę towarzyszenia Panu Jezusowi w ciemnicy. To już rytuał. Ok. godz. 22, po wypelnieniu wszystkich obowiązków, gasze w pokoju wszystkie światła i włączam DVD. Oczywiście bez żadnych herbatek, czy przegryzek. I za każdym razem film robi na mnie wstrząsające wrażenie, ale zawsze widzę go nieco inaczej.
    Kiedy oglądałam film po raz pierwszy – jeszcze wtedy w telewizji – moje odczucia były następujące: jak ludzie mogli coś takiego zrobić, wstrząs i potępienie każdego bioracego udział w kaźni. A co ważne, nie znałam jeszcze wtedy dobrze Ewangelii, więc moje rozumienie tego co się dzieje na ekranie, było na miarę wiedzy.

    Po roku w Wielki Czwartek włączyłam już film na DVD. I wówczas przeżywałam Mękę Naszego Pana, bardzo osobiście. Tylko On i ja. Jak Maria Magdalena?

    Potem jak Apostołowie.

    W kolejnym roku, oczami i sercem Maryi. I to było niezwykle. Maryja już tam jest naszą Matką. Ona cierpi z powodu męki Syna, ale widzi wszystkich, wszystko rozumie i każdemu, pragnie pomóc. Z jaką miłością Ona traktuje Piotra, i Jana i Marię Magdalenę, wszystkich, nawet Judasza. I wszystko wie i wszystko rozumie, jest taka delikatna, mądra. Dolorosa.

    Za każdym razem Bóg pokazywał mi te sceny od innej strony. Zaczęłam już być ciekawa, a co będzie tego roku? Bo dodam dla ścisłości, że ja nic nie planowalam, po prostu tak mi było pokazywane, a ja byłam na te przeżycia otwarta.

    I wreszcie kolejny raz. Widziałam Pasję oczami „tych złych”. Faryzeuszy, szatana, żołnierzy którzy biczowali i koronowali cierniem, złego lotra i Judasza. I wielu innych postaci. To długo można by analizować, jak oni się starali, jak się fizycznie napracowali i jak przegrali.

    Ale po pewnym czasie szczególnie przypomnialam sobie jedną scenę, kiedy Judasz w rozpaczy ucieka po tym jak Faryzeusze z pogardą odrzucili 30 srebnikow. Biegnie, ukrył się pod jakimś murkiem i wtedy podbiega do niego grupa chłopców. Najpierw go oglądają, a potem zaczynają krzyczeć, „krew, klątwa, klątwa”. Wrzeszcza coraz głośniej, Judasz w przerazeniu i rozpaczy odpędza ich, krzycząc: odejdzcie ode mnie szatany. I twarze tych oskarżających chłopców, zrobiły się obrzydliwe.

    Złapałam się na tym, że tak chętnie i łatwo, i z taką zawziętością potępiajac, nie jeden raz byłam jak ci chłopcy. I nie jeden raz zamknęłam komuś drogę ku poprawie, krzycząc w duchu: klątwa, klątwa.

    A w tym roku filmu Pasja nie obejrzałam. DVD nie chciało się uruchomić, spedzilam ten czas inaczej. Policzylam obejrzałam go dziewięć razy. Czyli jakby nie było, Nowenna.

  144. Zawsze mam ubaw gdy osobnik interesowny zarzuca innemu osobnikowi interesowność .

  145. Przyjemne zdjecia ze Swidnicy… i mysle, ze spotkanie bylo rowniez bardzo ciekawe, a uczestnicy
    zadowoleni.

    Dzieki Panu Bogu… tym razem nie bylo „zagadywacza” Pospieszalskiego!

  146. Zdjęcia na coryllus.salon24.pl

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.