Cze 182020
 

Polskie gazety z tego okresu publikowały teksty, które głęboko zadziwiłyby zachodnich czytelników, nawet tych zorientowanych szczególnie lewicowo i obywatelsko

 

Emanuel Małyński „Nowa Polska”

 

 

Nigdy nie byłem w beczce śmiechu. Mam na myśli taką prawdziwą beczkę, którą dawniej woziły ze sobą wesołe miasteczka i niektóre cyrki, beczkę gdzie były wypukłe lustra i gdzie wchodzili ludzie, żeby pośmiać się z samych siebie. Pewnie nie było mnie tam dlatego, że trzeba było za to dopłacić i rodzice nie chcieli mnie puścić do środka, bo oszczędzali.

Dziś dzieci ciągną mnie do cyrku, który będzie tu w niedzielę, a ja się zastanawiam czy będzie tam beczka śmiechu. Pewnie tak. Może nawet zajrzymy do środka. Jeśli idzie o cyrk, to miałem z tą instytucją krótkie, ale intensywne przeżycia. Po pierwsze dlatego, że cyrk był jedną z nielicznych rozrywek dostępnych w czasach kiedy byłem dzieckiem, a po drugie dlatego, że robiłem kiedyś wywiad z pewnym artystą cyrkowym, niesamowitym zupełnie facetem, który opowiadał tak inspirujące literacko historie, że gdyby nie nagonka na cyrkowców, całkowicie deprecjonująca ich sztukę, pisałbym wyłącznie o cyrku. To chyba zresztą widać, bo nie jest to mój pierwszy tekst, w którym cyrk wspominam. Czynię to oczywiście po to, by dojść do jakichś metafor politycznych. Nie będą one jednak oczywiste i prymitywne. Cyrk bowiem to sztuka, być może jedyna jaka się jeszcze uchowała. Pan Ryszard z którym rozmawiałem, miał teściów, a ci byli treserami szympansów. Na samą myśl o tym ekolodzy i działacze lewicowych organizacji albo by zemdleli, albo zacisnęli pięści i zmarszczyli brwi. Nie można bowiem inaczej jak z przerażeniem lub wściekłością myśleć o ludziach, którzy tresują zwierzęta. Tymczasem nikt nie ma pojęcia jak wygląda życie w cyrku, a tym bardziej jak wygląda w tym życiu egzystencja tresera szympansów, który musi – chce czy nie – zaakceptować fakt, że jego podopieczni, choć nie mówią, odznaczają się żywą inteligencją. Komunikacja zaś z nimi w niczym nie przypomina komunikacji z kotami, psami czy żółwiami. Niewiele też osób zdaje sobie sprawę, że szympans jest silniejszy od człowieka, zręczniejszy, szybszy, a od niektórych znanych mi osób pokazujących się publicznie, jest także inteligentniejszy. Nie da się niczego uzyskać od szympansa tłukąc go batem. Tak można postępować z ludźmi, ale nie z małpą, która zwieje przy pierwszej okazji olewając to, że jej treser odstawia właśnie popisowy numer przed publicznością. Małpy te sprawy nie obchodzą, albowiem ma ona silnie wyrobione poczucie osobistego szczęścia, które musi być stymulowane w odpowiedni sposób. I na tym z grubsza skupia się uwaga treserów małp człekokształtnych. Prowadzi to oczywiście do różnych patologii, wynikających stąd, że małpa człowieka lubi, a nie może być inaczej w przypadku opisywanej relacji, bo gdyby było, szympans nie wykonałby żadnego polecenia i najspokojniej w świecie udawałby, że nic nie kuma. I tak jeśli człowiek lubiany przez małpę opycha się lodami, małpa będzie robić to samo. Jeśli lubi cukierki miętowe małpa zażąda swojej prywatnej paczki. Jeśli człowiek pali, małpa też chce złapać parę sztachów. Próby odzwyczajenia małpy od palenia są identyczne z podejmowanymi w tym zakresie próbami wobec nastolatków. Nie skutkują. Małpa podkrada papierosy i kurzy za cyrkową budą. Nawet jeśli skłoni się małpę do wypalenia całej paczki ekstramocnych, co ponoć jest bardzo skuteczne w przypadku nastolatków, nic to nie da. Małpa będzie zadowolona z takiego obrotu spraw, albowiem zwielokrotnione doznania kojarzące się jej z frajdą są lepsze niż pojedyncze. Nawet jeśli potem kręci się jej trochę we łbie.

Do czego zmierzam? Do pewnej konstatacji, która w niektórych wywoła oburzenie. Oto zapomniany już reżyser niemiecki Werner Herzog, który w rzeczywistości nie był nawet Niemcem, a Serbem ponoć, nakręcił kiedyś film dokumentalny, którego tytułu nie pamiętam. Film miał wstrząsnąć widzami, albowiem opowiadał o jakiejś wojnie w Afryce i rozgrywających się tam bestialstwach. W finałowej scenie oglądamy szympansa, który siedzi w klatce i żebrze o papierosy. Jest to małpa, którą wcześniej przetrzymywali rebelianci czy siły rządowe, nie istotne. Ktoś z ekipy daje szympansowi camela i ten sobie pali. Zaciąga się i puszcza dym nosem. Herzog patrzy na to i płacze, bo uważa, że szympans z papierosem jest symbolem skrajnego okrucieństwa i deprawacji, której dopuszcza się człowiek wobec innych istot.

Powiem tak – jeśli wyjąć rzecz z kontekstu, pewnie można to tak ocenić, ale wszyscy wiemy jakie są media i jacy są reżyserzy. Nie mamy pojęcia kto był opiekunem małpy, zanim sfilmował ją Herzog. Może jakiś sympatyczny, nałogowy palacz, z którym łączyła szympansa głęboka więź? Wiemy natomiast, że sam Herzog był pod silnym wpływem Klausa Kinskiego, człowieka poważnie zaburzonego, który powinien być izolowany w miejscach, gdzie nie ma szympansów. Pomiędzy obydwoma panami istniała więź patologiczna i głęboka i choć Herzog nie palił, był całkowicie od Kinskiego uzależniony. Myślę, że żaden szympans nie zamieniłbym się z nim ani dobrowolnie, ani nawet za paczkę cameli. O czym tu więc gadać? Są sytuacje, które odpowiednio spreparowane mają odwrócić uwagę od patologii prawdziwej. Takiej, której nie da się opisać żadnym istniejącym językiem, ani literackim ani filmowym. I za taką uważam relację pomiędzy Kinskim a Herzogiem. Ten pierwszy nie doczekał się nawet uczciwej monografii, którą powinien napisać zespół psychiatrów. To co o nim piszą to jakieś popierdółki nimfomanek i gawędy oczadziałych fanów, którzy gotowi są płakać nad losem uzależnionych od papierosów człekokształtnych.

Sytuacja, którą tu opisuje żywo koresponduje z ocenami i wykładnią grzechów jakich dopuszcza się prezydent Duda wobec osób deklarujących przynależność do ruchu LGBT. To jest próba wywołania łez za pomocą widoku szympansa ćmiącego skręta. Bo to takie niezwykłe. Tak niezwykłe jak matka Biedronia przed sejmem. Nikt niestety nie czyta kontekstów i nie domyśla się nawet jak ponure histerie i jakie uzależnienia kryją się w głębi, za tymi wszystkimi wypielęgnowanymi buziami działaczy LGBT, którzy postanowili  skorzystać z okazji i pokazać się z jak najlepszej strony – bez papierosa w ustach i bez klatki, w której zamyka ich co wieczór opiekun, dbający o to, by przeżywane przez nich emocje miały zawsze właściwą temperaturę. Tego nie zobaczymy nigdy, albowiem nad preparowaniem normalności, którą wypełnione jest ponoć ich życie, pracuje codziennie trzech przynajmniej profesjonalnych stylistów.

  17 komentarzy do “Beczka śmiechu”

  1. LGTB, LGTB, wczorajsza pseudo-debata TVP, bo w zasadzie to była prezentacja na wcześniej przygotowane tematy, też pod znakiem LGTB i większość jakby czai się z odpowiedzią wprost.

    A może wczorajsza debata to beczka śmiechu?

  2. Sorry  – ale gabinet (krzywych) luster i beczka śmiechu to atrybuty wesołego miasteczka ☺

  3. >pracuje codziennie trzech przynajmniej profesjonalnych stylistów…

    Pozłacanie

  4. Objazdowe cyrki to przeżytek od czasu jak transmisje TV z Wiejskiej są darmowe ☺

  5. Faktycznie. Mi się kojarzy beczka śmiechu, i jak sprawdziłem w wiki raczej dobrze, z takim obracającym się walcem do którego się wchodzi i się przewracasz. I gabinet luster to co innego. I tak jak mówisz Henry te atrakcje są raczej w wesołym miasteczku a nie w cyrku. To chyba wynika z tego, że w Polsce było to mało popularne. Ja nigdy jako dziecko nie byłem ani w gabinecie luster ani w beczce śmiechu. Za to w cyrku wielokrotnie.

  6. Wywiad z Kamilem Fieniukiem, akrobatą cyrkowym:

    Na kontynencie amerykańskim cyrkowcy to prawdziwe gwiazdy.

    Tak, wystarczy mieć na sobie logo znanego cyrku, a widzowie sami podchodzą i gratulują. Kiedy kończy się spektakl, publiczność żywo reaguje. Po takich wyrazach uznania chce się zrobić jeszcze więcej. Energia, którą artyści dostają od widzów, zostaje w nich. Po powrocie do hotelu nie można tak po prostu zasnąć.

    https://igimag.pl/2018/08/na-szczycie-ludzkiej-piramidy-jak-wyglada-praca-w-cirque-du-soleil/

    Szczerze powiem, że nie znam w Polsce ani jednej nazwy cyrku, a z dzieciństwa mam raczej złe wspomnienia z cyrku. Ciekawe czy ten, do którego Pan idzie jest polski czy ukraiński?

    A w Ameryce są gwiazdami. Zaskakujące

  7. no to u nas jest lepiej, bo któraś ekolożka zaszczuła działalność cyrkową, że niby niezgodne z psychologią zwierząt, a o akrobatach jakoś się ta eko nie wypowiadała. Natomiast kiedyś mówiła nam pani lektor, że cyrki są bardzo popularne we Włoszech, bo tam są rodziny wielopokoleniowe i cyrk jest w tym względzie  stosownym miejscem zabawy dla wszystkich i starszych i młodszych.

    No i taka sala luster dla wielopokoleniowej rodziny może być autentyczną salą śmiechu, kiedy to uczymy młodszych śmiania się z siebie.

  8. no to u nas jest inaczej , bo któraś ekolożka zaszczuła działalność cyrkową, że niby niezgodne z psychologią zwierząt, a o akrobatach jakoś się ta eko nie wypowiadała. Natomiast kiedyś mówiła nam pani lektor, że cyrki są bardzo popularne we Włoszech, bo tam są rodziny wielopokoleniowe i cyrk jest w tym względzie  stosownym miejscem zabawy dla wszystkich i starszych i młodszych.

    No i taka sala luster dla wielopokoleniowej rodziny może być autentyczną salą śmiechu, kiedy to uczymy młodszych śmiania się z siebie.

  9. Dziś od rana w całym mieście wszyscy podekscytowani, bo przyjechał, chodzą wieści, cyrk wspaniały z Danii

  10. Nauka przez naśladowanie osoby, którą się lubi. Bardzo ciekawa sprawa. Potrafi Pan ukazać sprawę w niespodziewanym świetle. To co nam się wpaja czyli niechęć do cyrku bo tam męczą zwierzęta zamienia Pan na głęboką więź która łączy człowieka i zwierzę. Jak ja to piszę to już tak dobrze nie brzmi 😉 Świetna notka!

  11. Jak u hodowcy który dba o mieszkańców obory, w zamian może liczyć na wdzięczność swojego pogłowia. W cyrku też więź wspólnego bytowania.

  12. Hagenbeck – słynny pogromca dzikich

  13. 10/10 moze prezydent Duda przeczyta……

  14. Kolega relacjonował kiedyś wspomnienia Kinskiego. Podobno regularnie pojawiał się w nich wątek „złapania trysia”, przywoływany przez autora skwapliwie i nieco pieszczotliwie.

    Dopiero później poszła w świat informacja o gwałtach Kinskiego na niespełna 10-cio letniej córce.

    Ostatnio TVP Kultura wyemitowała film Żuławskiego „Najważniejsze jest kochać”, w którym Kinski gra jedną z głównych ról. Obejrzany po latach trochę się zestarzał, sceny bijatyk są na poziomie Borewicza, ale nadal wydaje się, że jest to najlepszy film Żuławskiego. I konkluzja, że Kinski ze swoją patologią uzupełniał specyficzną osobowość Żuławskiego i szerzej, środowisk artystycznych, gdzie w tle powszechnie czają się wszelakie aberracje.

    Po obejrzeniu filmu i przypadkowym przeczytaniu wypowiedzi Nastassji Kinski, w którym wspomniała o zachowaniach ojca wobec siostry, pomyślałem, że jest on idealnym, pomnikowym wzorem potwora-pedofila. I w tym momencie notka.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.