Kwi 282018
 

Pojawiła się ostatnio w sieci polemika pomiędzy pisarzem Ćwiekiem a pisarzem Mrozem. Ten pierwszy, który wygląda jak słup ogłoszeniowy, tyle ma tatuaży na całym człowieku, zarzucał temu drugiemu płyciznę intelektualną. To jest, z mojego punktu widzenia, niesamowite. Pisarz Mróz, wyglądający jak wielkie, siwiejące niemowlę, pisze po 8 powieści rocznie. To się nie podoba pisarzowi Ćwiekowi i twierdzi on, że takie rzeczy nie są możliwe bez szkody dla jakości tekstu. Oczywiście, że nie są możliwe, ale pisarzowi Mrozowi to zwisa, albowiem on realizuje pewien program sprzedażowy. Towarem zaś nie są jego książki, ale idee wokół których porządkowane są emocje dużych zbiorowości. To samo robi pisarz Miłoszewski i pisarka Bonda. Oni porządkują emocje i ułatwiają sprzedaż gadżetów potrzebnych do grupowej ekscytacji. Taka jest ich rzeczywista funkcja. Pisarzowi Ćwiekowi zaś zdaje się, że chodzi o jakąś literaturę. Tak samo myślą czytelnicy i żaden nie wpadnie na prostą myśl, że właśnie rąbią go na pieniądze, bo każdy jest przekonany o własnej wyjątkowości. Towar zaś podsuwany przez Mroza uważa za spełnienie swoich aspiracji intelektualnych. Poza tym znajduje w tych powieściach to, co ma w newsach na popularnych portalach, na przykład kwestię przemocy w rodzinie. Ten wątek też ostatnio był obrabiany przez Mroza. Dla nas tutaj Mróz to cwaniak w pogoni za forsą, a Ćwiek to bałwan, ale piszemy o nich, bo w podobny sposób organizowane są emocje w naszym sektorze, czyli na tak zwanej prawicy. Omawialiśmy wczoraj casus Mary Wagner, ja zaś opublikowałem list od jednego z czytelników, list który był dosyć wulgarnym szantażem wobec mnie. Potem dostałem jeszcze jeden list, a w nim było zdanie, dotyczące mojej postawy. Otóż szkoda wielka, że się tak podkładam pisząc o Mary, bo dobry ze mnie autor. To jest coś niesamowitego. Jakaś pani w Kanadzie wyznacza standardy na rynku treści w Polsce, a oceniają to czytelnicy moich książek. Ona co prawda nic nie pisze, ale za to reprezentuje właściwą postawę i przez to właśnie można oceniać także mnie i moje poczynania. No i jasne jest, że każdy kto ją będzie krytykował jest co najmniej nierozsądny jeśli nie podejrzany. Tak działa mechanizm porządkowania emocji. W ten sposób ludzie, którzy ze swojego codziennego życia czynią heroizm i skrajne poświęcenie grupują się w gromadki wybrańców. I to oni będą oceniać tych, którzy mają jakieś wątpliwości, albowiem kupując film o Mary wykupili bilet uprawniający ich do takich poczynań. Tutaj tak nie będzie. Już to zapowiadam i jeśli ktoś będzie do mnie startował z tej pozycji daleko nie poleci. Nie pozwolę na to, by poddawano naszą tutaj działalność tego rodzaju ocenom. I nie będę się naginał do takich wymagań. Argumenty zaś – szkoda, że się pan podkłada – puszczam mimo uszu. Zarówno pisarze Mróz i Ćwiek, jak i entuzjaści Mary Wagner działają w jednej organizacji, w organizacji lansującej czynności bezskuteczne, a także postawy przykuwające uwagę i stymulujące najbardziej proste i grube emocje. Jak to już kiedyś pisałem, nie pozwolę się sterroryzować histeriom. I mam w nosie ilu czytelników opuści to miejsce poirytowanych moją postawą. O co innego nam chodzi. Już tłumaczę o co. Rynek treści pełen jest rzeczy wartościowych, wartych przeczytania i zajęcia wobec nich stanowiska. One wszystkie w zasadzie idą w zapomnienie, nie istnieją w świadomości czytelnika, bo ta zagospodarowana jest przez Mrozów, Ćwieków oraz dyskusje o tym, kto bardziej kocha nienarodzone dzieci. Już to pisałem, ale jeszcze powtórzę – tyle razy wypełniałem, podając swoje wrażliwe dane, deklarację potępiającą aborcję i wzywającą do zaostrzenia ustawodawstwa w tym zakresie, że chyba tylko firmy zainstalowane na Aleutach nie mają jeszcze mojego peselu. Uważam, że to wystarczy. Podpisywałem, podawałem imię i nazwisko i deklarowałem chęć ochrony życia poczętego. Teraz zaś będę się zajmował czymś innym. Nie męczeństwem bynajmniej, bo i taki wątek pojawił się we wczorajszych wpisach. Nie będę pisał, ani mówił o męczeństwie, w kontekście sprawy Mary Wagner, czy małego Alfiego, a to z tego względu, że nie mam o nim pojęcia. I nie sądzę, by ktokolwiek z osób zabierających wczoraj głos w sprawie miał to pojęcie. Jeśli zaś ktoś będzie mnie próbował przekonywać, że wychowywanie kilkorga małych dzieci ma coś wspólnego z męczeństwem wyleci stąd z miejsca. Tutaj będziemy się zajmowali rzeczami poważnymi, takimi, jakimi lubią się zajmować faceci, kiedy mają trochę powyżej 40 lat, na przykład 65 albo 70, lub trochę mniej czyli 49 albo 58.

Uważam, że powinniśmy ustanowić od dziś nową kategorię publikacji, jej nazwa to „książki niesamowite”. A oto pierwsza z nich. Nosi ona tytuł „Europa na peryferiach. Średniowieczny system-świat w latach 1250 – 1350”. Jasne jest dla każdego, że mowy nie ma o tym, by gdziekolwiek, nawet na jakiejś wyższej uczelni, ktokolwiek zdecydował się na jakieś omówienie tej książki. Mogę się oczywiście mylić, bo autorka Janet L. Abu-Lughod jest Amerykanką arabskiego pochodzenia i być może gdzieniegdzie poprawność polityczna i obyczajowa skłoniła kogoś do zainteresowania studentów tą publikacją. Szczerze jednak w to wątpię. Żeby należycie ocenić potencjał niesamowitości tej książki zacznę od pewnego komentarza, który się tu niedawno pojawił. Oto jakiś człowiek szpanował, że nie da się niestety połączyć najazdu mongolskiego i herezji katarskiej. A to się, panie dziejaszku, jeszcze okaże. Być może niebawem. Na razie cytat ze wstępu naszej pierwszej „książki niesamowitej”

Thomas Kuhn w pracy zatytułowanej „The Structure of Scientific Revolution, za jedną z głównych przyczyn zmian paradygmatów teoretycznych nauki, uznał akumulację anomalii, czyli stopniowe gromadzenie się obserwacji i informacji „nie pasujących” do istniejących już teorii i uogólnień naukowych lub też spostrzeżeń i danych, których nie jesteśmy w stanie wyjaśnić w oparciu o istniejące paradygmaty. W cytowanym stanowisku Kuhn kładzie akcent na znaczenie odkryć, które dokonywane są w „świecie rzeczywistym” i których konsekwencją jest konieczność zmiany obowiązujących dotychczas stanowisk naukowych…(…)

Po tych słowach następuje krytyka metody Kuhna, ale niezbyt ostra. Nas zaś teraz interesować będzie spis treści tej niezwykłej książki. Oto on:

Przedmowa

Wstęp

1. Badanie systemu w fazie tworzenia

Część I Subsystem europejski

Na gruzach dawnych imperiów

2. Jarmarczne miasta Szmpanii

3. Brugia i Gandawa

4. Kupcy morscy z Genui i Wenecji

Część II. Bliskowschodnie i Środkowoazjatyckie centrum

Trzy szlaki wiodące na wschód

5. Mongołowie i przejście północno-wschodnie

6. Szlak Sindbada, Bagdad i Zatoka Perska

7. Monopol mameluckiego Kairu

Część III Azja

Trzyczęściowy system Oceanu Indyjskiego

8. Subkontynent indyjski. Na rozstajach dróg

9. Wąska cieśnina

10. Wszystkie jedwabie Chin

11. Przebudowa struktur trzynastowiecznego systemu-świata.

Jak widać mamy tu same rewelacje, od Mongołów i ich pieniądza fiducjarnego, funkcjonującego na obszarze pax mongolica poczynając, na istotnej funkcji sztuki w średniowiecznych Włoszech, sztuki która rozwijała się tak dynamicznie, bo była ucieczką od fiskalizmu miejskiego, kończąc. Mamy tu wreszcie dość dokładnie omówione targi szampańskie, których żaden historyk sztuki nie połączył póki co z budową katedr gotyckich w Ile de France i we Flandrii. Może i do tego dojdzie kiedyś światowa nauka, ale na razie są to sprawy, których oficjalny paradygmat naukowy nie obejmuje. Jakie to szczęście, że nas tutaj nie obowiązuje ów paradygmat i możemy mówić i robić co nam się żywnie podoba. Nie musimy się przejmować tym, czy komuś rozsypują się koncepcje związane z planowaną habilitacją czy nie. Możemy się tylko cieszyć z tego, że świat ciągle ma dla nas jakiś urok, a do tego tkwi on w rzeczy tak bezpiecznej i dobrej jak książka. Od dziś w naszym sklepie „Europa na peryferiach”. Ja zaś szykuję się do szerszego omówienia tej publikacji, ale to już po majówce. Nie będzie mnie dziś cały dzień, ale mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić.

Mam jeszcze ważne ogłoszenie. W dniach 10-11 maja jestem we Wrocławiu. Miałem być później, ale wszystko się zmieniło. 10 mam wykład u karmelitów, a 11 wieczorek autorski, wszystko na zasadach dotychczasowych. W sobotę rano muszę wracać. Wiem, że ktoś był zainteresowany dodatkowym spotkaniem, ale musimy z tym poczekać do czerwca.

Zapraszam na www.prawygornyrog.pl

  16 komentarzy do “Człowiek Słup ogłoszeniowy vs człowiek Wielkie niemowlę czyli o książkach niesamowitych”

  1. To są wszystko książki(Mrozy i.t.p)., które zawierają przesłanie fałszywe, a modne. A przez debili uważane są literaturę na tle dzieł, które nie zawierają przesłania w ogóle.
    Są jak dziurawe spodnie, które przestały pełnić swoją pierwotną funkcję utrzymywania ciepła.
    Sądzę, że nie jest to ostatnie słowo „literatury”.  Otóż znany dziennikarz rozkrokowy* był ostatnio na konferencji Prezydenta, po czym pochwalił się wynikami swojej pracy, publikując tekst, jak to wyszedł z nudnego spotkania i zjadł zupę z grzankami, po zwycięskiej utarczce z służbą cateringową, próbująca go od takiego działania odwieść.
    Jesteśmy więc świadkami nowego gatunkowo reportażu.

    *Rozkrokowy dziennikarz to taka osoba, która definicyjnie (zgodnie z teorią czwartej władzy) działa przeciw aktualnemu rządowi dla zasady, nie próbując nawet posługiwać się w tym celu żadnymi racjonalnymi argumentami, mimo ich ewidentnego istnienia.

  2. Możecie jechać do tych turystów.

  3. Jakoś te tytuły rozdziałów podobnie brzmiące  do rozdziałów w historii gospodarczej Ferdynanda Braudela, ale zapewne jest to właściwa logika podejścia do tego tematu. Takie były fakty i zjawiska gospodarcze  i według faktów i zjawisk jest to opisane. Stąd podobna kolejność opisu tychże zjawisk.

  4. Jako lekturę uzupełniająca (obowiązkową) z tej kategorii polecam:

    1.Grzegorz Myśliwski

    WROCŁAW W PRZESTRZENI GOSPODARCZEJ EUROPY

    (XIII – XV WIEK). Centrum czy peryferie?

    2.Michel Balard

    ŁACIŃSKI WSCHÓD XI – XV  WIEK

  5. no to ja też napisze dokładnie: Ferdynand Braudel

    ” Kultura materialna, gospodarka i kapitalizm XV – XVIII wiek . Struktury codzienności” Tom I

    „Kultura materialna … Gry wymiany.” tom II

    „Kultura materialna…Czas świata.” tom III

    Jest jaszcze Davida Landesa „Bogactwo i nędza narodów” ale nie potrafię ocenić, bo mi ta pozycja książkowa wygląda na apoteozę angielczyków.

  6. Davis Landes – odpada. Sprytnie chrzani …

  7. Dla Arabki Europa to Burgundia , Gandawa i republiki kupieckie… ile można słuchać o tym. Wolałbym przeczytać coś o wspaniałych miastach Rusi,o Połowcach, Awarach i innych wielkich ludach. Tamte skarbce ( Krwawy karzeł jak wiadomo wzbogacił się na złupieniu skarbca Awarów). Znacznie bardziej obiecujący jest temat mongolski i „Sindbada żeglarza” .

  8. Poproś może kogoś z UW, żeby o tym napisał, co?

  9. Peter Jackson w „The Mongols and the West” wspomina, że już w latach 1190-tych obawiano się sojuszu Patarenów (Katarów) z muzułmanami, a nadejście Mongołów obudziło podobne obawy. Cesarz Fryderyk II w liście z 1246 przyrównuje niebezpieczeństwo mongolskie do niebezpieczeństwa od Patarenów (jego wrogów z miast Lombardii). Od lat 1250-tych paru autorów łączy Mongołów z francuskimi Pastuszkami przewodzonymi przez „Master of Hungary” (mistrza Węgier). Ok. roku 1267 Roger Bacon spekuluje, czy Master był agentem muzułmanów czy Mongołów.

    Podejrzenia o konszachty

  10. Przecież UW zajmuje się publikowaniem treści nieistotnych.

  11. To są bardzo mocne przesłanki, które stanowią potwierdzenie, że pogańskie Cesarstwo Rzymskie tylko schowało się w oczekiwaniu na dogodną chwilę, by ujawnić się w całej swojej potworności.

  12. Jest wiele innych przesłanek zaciemnionych przez historyków, którzy po pierwsze nie znają łaciny, a po drugie zostali wykształceni w temacie „wojen religijnych” i nie mają pojęcia o „wojnach handlowych”.

    Przejrzałem dziś trochę książek, skąd wyciągnąłem wniosek, ze bez rzetelnego przejścia od manicheizmu, dualizmu, nestorian i żon Mongołów, Bizancjum, Nicetasa, bogomilców, patarenów, katarów, Pastuszków i wielu innych „kościołów” oraz przyczyn różnorodnych wojen krzyżowych historyk nie ma prawa wypowiadać się o tamtych czasach (Coryllus dotknął tych tematów w swej książce „heretyckiej”).

    Oddaję co należne Jacksonowi, że przeczytał łacińską Historia Diplomatica Fryderyka II, której sam tom VI z roku 1860 liczy ponad 500 stron (i oczywiście francuskim autorom, którzy to skompilowali). Nawet nie śmiem domyślać się, jakie bogactwo wiedzy kryją dokumenty watykańskie albo niemieckie.

    Może tam kryje się wiedza o koincydencji wyprawy krzyżowej Colomana przeciw Bośniackim Patarenom z napadem Mongołów na Węgry.

    U historyków zachodnich rzadko można znaleźć takie stwierdzenia, jaki podaje Koneczny:

    „Powszechnem, choć niekoniecznie usprawiedliwionem, jest mniemanie, jako bogomilstwo wywodzi się od manicheizmu i posiada nieprzerwalną genealogię duchową od wieku VII do XV poprzez Katharów, Waldensów i Albigensów na Zachodzie, zanim wywołało nową sektę na Bałkanie. […]

    Zamiana Konstantynopola na Stambuł w dniu 29 maja 1453 nie była dla patriarchatu bynajmniej katastrofą. Cerkiew bizantyńska radowała się, że ją Turek uwolnił od papieża, a pod berłem sułtańskiem powodziło się jej doskonale”.

  13. poza książką Bratkowskiego , który napisał „Pan Nowogród Wielki” o północnym handlu i szlaku handlowym przez porohy Dniestru  – to chyba nie ma książek o miastach Rusi, może nie bardzo szukałam.

  14. No i jeszcze mam na półce o północnej Rusi książkę dziennikarza Dariusza Wilka „Wilczy notes”, właściwie to jeśli dobrze pamiętam, on  opisuje swoją współczesną podróż po tych terenach i wplata w dzisiejszość dawną przeszłość.

  15. Nie znam książek Mroza, ale jedną z jego książek dostałam na imieniny, i czekam kiedy się jej pozbędę ,  puszczę w obieg, wręczając komuś do poczytki – samej nie czytając. Zajrzałam do książki (jednak) i stwierdzam to co się rzuca w oczy, jest tam ogrom dialogów, to może wpływać na objętość jego powieści. Dialogi zwyczajne.

  16. Lepiej spalić,

    po co mieć wyrzuty sumienia za emocje bliźniego?

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.