Paź 242020
 

Trend to poważna sprawa. Jeśli na przykład rządzi trend, by rzeczy serio ogłaszać z głupim uśmiechem lub półgębkiem, a taki mamy właśnie, wszelkie poważne pozy i nadęcia z miejsca zdradzają, nie tyle idiotę, co człowieka, który jest źle poinformowany i nie rozumie, że go wkręcają. Nie rozumie trendu po prostu. I tak jest ze wszystkimi naszymi prorokami mniejszymi, wieszczącymi upadek cywilizacji, w razie jeśli nie wykupimy nakładu ich książek. Można jednak próbować trend odwrócić, to znaczy udając blagę i powagę na przemian, poinformować człowieka o czymś bardzo istotnym dla jego życia. Numer ten oglądaliśmy w radzieckim (nie poprawiać) filmie pod tytułem Spaleni słońcem, gdzie wyrok i zsyłkę poprzedzoną torturami oznajmiono głównemu bohaterowi na wesoło. Numer ten odwalał (nie poprawiać) za każdym razem, w każdej swojej książce prof. Umberto Eco. Podejrzewam jednak, że on czynił to nie tylko dlatego, by kogoś porządnie wystraszyć, bo takie rzeczy właśnie na wywołanie strachu są obliczone, ale także po to, by ukryć własne braki i lenistwo. Umberto Eco, jak pamiętamy objawił się światu, jako człowiek, który na temat kultury średniowiecza wie wszystko i nie ma tam dlań zagadek, a jeśli czegoś akurat zapomniał, to zawsze może popatrzeć ironicznie na rozmówcę, zażartować, albo coś odegrać. Nikt mu jednym słowem nie podskoczy. Ponieważ Eco był również wybitnym filologiem, jak nikt przed nim i po nim, posługiwał się fikcją, w której znajdowała się taka ilość odniesień, jawnych i ukrytych, do wszystkich możliwych tekstów kultury, z każdej epoki, że od ich wyszukiwania głowa rozbolałaby najzdolniejszych studentów historii sztuki. Ktoś powie – ale to nudy panie….Nudy, nie nudy, nie było intencją profesora rozbawianie, choć taką właśnie pozę przybierał. Jego intencją i tych, którzy go wynajęli, było straszenie, a także utrwalanie. Czego? Trendów i narracji. Ja wiem, że nie sposób tej prostej zależności nikomu wytłumaczyć, bo pokusa, by udać, że się coś rozumie i czyta wszystkie kody, a także inna – by roześmiać się w tym samym momencie co uznany autor – są nie do zwalczenia. No, ale my tu nie takie rzeczy zwalczaliśmy.

Po co została napisana powieść Wahadło Foucault nikt nie ma wątpliwości. Autor, a pomyślcie ile było z tym zachodu, na samym początku epoki komputerowej, kiedy jeszcze nie ma internetu w każdym biurze, ostrzega swoich czytelników, że niedobrze jest wierzyć pochopnie w spiski i tajne stowarzyszenia. Tych bowiem nie ma, wszystkim rządzi przypadek i kreacja. Z nią jednak trzeba uważać, bo jak ktoś ma za dużo talentu i zbyt łatwo dodaje dwa do dwóch, tworząc całkiem zaskakujące kombinacje, może sobie napytać biedy, albowiem stworzy spisek, który unicestwi jego samego. Dziś, kiedy dwa razy na dzień ogłaszają koniec świata, a Krajski opowiada na YT, że Giertych Roman to wnuk Jędrzeja i to jest wielka tajemnica, możemy się z takich rzeczy pośmiać. Moim zdaniem jednak nie ma powodów do śmiechu. Trzeba wrócić do tej powieści i zastanowić się, czy Pan Bóg, albo może ten drugi nie spłatał profesorowi Eco, jakiegoś psikusa. Trzeba też wskazać nieuważnym i powierzchownym czytelnikom, że jednak przy lekturze, szczególnie jeśli człowiek jest w pewnym wieku i nie ma już dwudziestu lat, dobrze jest wyłączyć emocje i choć na chwilę posłużyć się rozumem.

Jestem, po latach, na samym początku tej lektury i już widzę, że uśmiechy i nonszalancja profesora Eco, są jakby to rzec, mocno nieszczere. Będę teraz trochę jak ci chłopcy, którzy omawiają wojenne filmy w kategoriach realizmu pola bitwy, na którym nigdy nie byli. Oto trzech erudytów, dwóch redaktorów z wydawnictwa, zajmującego się edycją nikomu niepotrzebnych naukowych dysertacji i jeden badacz dziejów templariuszy, omawiają w lokalu, gdzie gromadzą się lewackie męty ( a co mi tam!) historię tych templariuszy. I wszyscy zachowują się tak, jakby nie rozumieli o co chodzi. Być może ten mit nie jest we Włoszech i Francji tak trwały, ale w Polsce tłumaczenie komuś, kto skończył humanistyczne studia, jak to było z tymi templariuszami, byłoby wybrykiem i nietaktem. No, a profesor Eco poświęcił temu cały, długi rozdział. Kilka rzeczy zwróciło tam moją uwagę. I bardzo proszę, by nikt się nie uśmiechał. Mamy do czynienia z tekstem człowieka, który szyfrowanie przekazu miał w małym palcu, a przynajmniej takiego udawał. W pewnym momencie jeden z bohaterów mówi – to był typowy proces inkwizycyjny. Ja zaś myślę – no właśnie nie. To był proces, który był zaprzeczeniem procesów inkwizycyjnych, a to przez fakt, że oskarżonych zwodzono kilka razy obiecując im łaskę, a potem okazywało się, że to tylko taki żart, kolejne piętro śledztwa. Za tą konstrukcją stał oczywiście Nogaret, syn patarena, co zostało powiedziane nie raz i nie dwa, bardzo wyraźnie. Bohaterowie książki profesora Eco, nie wspominają o tym jednak ani słowem. Szkalują za to św. Bernarda, który – lekkomyślnie, bez zrozumienia i pochopnie ponadawał ziemi i zamków, kilku biednym rycerzom-wyrzutkom, którzy zgodzili się przyjąć jego regułę. To jest koncepcja, co tu kryć, jak na erudytę tej klasy, co Eco, dosyć zaskakująca. Kiedy czytałem tę powieść po raz pierwszy, a było to jeszcze na studiach, mogłem ten fragment pominąć, ale dziś? Tak mógłby napisać Mróz Remigiusz, Twardoch, albo Bonda, Gretkowska mogłaby tak napisać, ale nie profesor uniwersytetu w Mediolanie. A jednak. Mamy oczywiście całe akapity rozważań do czego też służyć mogły inicjacje połączone z pocałunkami w części intymne i pluciem na krzyż. Niestety nie ma ani jednego słowa o targach w Szampanii, które templariusze chronili z polecenia papieża i Bernarda. Nie ma też ani jednego słowa o wspomnianym tu wczoraj Arnoldzie de Villanova, który był w tych trudnych dniach przy papieżu Klemensie. Są jedynie rozważania na temat tego, dlaczego papież zgodził się wydać królowi rycerzy, którzy już wyznali niepopełnione winy, skazując ich jeszcze raz na okrutne śledztwo. Ja nie wiem, ale mam taką sugestię – może ktoś mu doradził? Nie twierdzę, że od razu Arnold. Dalej jest jeszcze lepiej, powtarza prof. Eco gawędę o tym, że wielki mistrz rzucił ze stosu klątwę na króla, Nogareta i skarbnika de Marigny. To jest hagada wymyślona nie wiadomo kiedy, ale utrwalona w ukochanym przez wszystkich rozemocjonowanych wielbicieli średniowiecza, cyklu powieści zatytułowanym Królowie przeklęci. Znam bardzo niewiele osób, które ten cykl przeczytały w całości, ale wszyscy zgodnie twierdzą, że jest świetny. No właśnie nie. Nie jest, albowiem wihajster zastosowany do otwarcia puszki z templariuszami w rzeczywistości okazał się lutownicą, która tę puszkę zamknęła na amen. I dziś nie ma nawet sensu tłumaczyć komukolwiek, że mogło być inaczej. Prof. Eco zaś utrwala narrację wprowadzoną na rynek przez Maurice’a Kessela, używającego w literaturze pseudonimu Maurice Druon. Pisałem już o tym, ale jeszcze przypomnę, pan Kessel, wraz ze swoim wujem Józefem i jego koleżanką z Rosji napisali w Londynie hymn francuskiego ruchu oporu, czyli pieśń pod uwodzicielskim tytułem Partisan, przetłumaczoną na polski przez Macieja Zembatego. Trudno doprawdy o bardziej zakłamaną i fałszywą figurę niż ten tekst i okoliczności w jakich powstał. No, ale wracajmy do templariuszy. Profesor uniwersytetu nie wie, że Nogaret umarł w 1313? Rok przed spaleniem wielkie mistrza Jakuba? Nie rozumie, że żadnej klątwy nie było? Ależ to tylko potwierdza jego intencję, która – jasna od tego momentu – będzie się ciągnąć jak guma od majtek przez kolejne trzysta stron. Nie chodzi bowiem o prawdę, ale o pokazanie czytelnikowi wała z uśmiechem i tym charakterystycznym błyskiem w oku. Okay, przyjmujemy wyzwanie i patrzymy co się dzieje w tej książce i jakie też pułapki przygotowała na profesora Eco siła nieznana i przemożna.

Znalazłem taki oto fragment, który ktoś podkreślił w tekście wielkim, narysowanym ołówkiem wykrzyknikiem.

Z systemu zakazów można wywnioskować, co ludzie zwykle czynią – oznajmił Belbo – daje to pojęcie o codziennym życiu.

Zdanie to wieńczy długi opis szczegółowych zakazów, którym podlegali templariusze i ma być początkiem żartobliwych demaskacji dotyczących braci. Ja zaś czytając je, nie wiedzieć czemu, do razu pomyślałem o osiemnastu synodach toledańskich. Takie to myśli człowiekowi chodzą po głowie.

Nie to jest jednak najlepsze. Oto narrator w tej powieści nosi nazwisko Casabuon. Oczywiście, nikt już nie pamięta o co chodzi. Przecież czytamy te książki za pomocą emocji i jeśli autor nie położy nam czegoś przed nosem, albo wręcz na nosie, to nie zauważymy nic. Po prostu nic. A nawet jeśli zauważymy to wzruszymy ramionami.

Podaję linki do istotnych i interesujących nas osób o tym nazwisku.

https://en.wikipedia.org/wiki/M%C3%A9ric_Casaubon

https://en.wikipedia.org/wiki/Isaac_Casaubon

Ponieważ cały czas mówimy o książce Umberto Eco, mowy nawet nie ma by to nazwisko było przypadkowe. I nie jest. Widzimy też jednak, albo niektórzy z nas widzą, a inni nie, że pobłażliwy uśmiech na twarzy profesora powinien był zniknąć już dawno. Oto bowiem w zapomnianej całkiem powieści Zbigniewa Nienackiego zatytułowanej Worek judaszów, dzielny oficer UB przybywa do Radomska, by tam zastawić pułapkę na partyzancki oddział, który likwiduje agentów i konfidentów, a także walczy o wolną Polskę. Przykrywką dla tej misji jest chęć poznania starego profesora, lewicującego od przedwojny historyka, który posiada nieznane materiały dotyczące XVII wiecznego filologa nazwiskiem Casabuon. Główny bohater montuje prowokację, w wyniku której dowództwo oddziału dobrowolnie oddaje się w ręce przebranych za agentów Lodynu ubeków. Następnie zaś zostaje wprowadzone w pułapkę. Potem zaś rozpoczyna się – jakby to powiedział Belbo z powieści Wahadło Foucaulta – typowy proces inkwizycyjny. No właśnie nietypowy, ale karykaturalny, co uznałem za stosowne powtórzyć. A żeby śmiechu i zagadek było jeszcze więcej przypomnę, że tenże Nienacki napisał powieść dla młodzieży Pan Samochodzik i templariusze.

Można oczywiście powiedzieć, że to jest przypadek, nazwisko zaś Casabuon to kuszący kąsek dla ludzi piszących o spiskach. Kochani, nie ma żartów, macie dwóch autorów, którzy całe swoje życie zajmowali się dwojaką aktywnością – kokietowali i straszyli na przemian. Teraz okazuje się, że przypadkiem wpadali na te same koncepty, a jeden z nich w dodatku uchodził za mistrza narracyjnych pułapek, w które wciągał wielbiących go czytelników. Czynił to ze znawstwem, swadą i tym charakterystycznym uśmiechem.

Można tego wszystkiego nie traktować poważnie, ale przypominam, że jesteśmy w lesie fikcji, który wymyślił nie kto inny tylko Umberto Eco. Jeśli ktoś ma zamiar ślizgać się tylko po powierzchni znaczeń, łatwo może sobie rozbić głowę o jakiś pieniek. Radziłby zmienić tryb pracy. Michał Radoryski opisał już tę sprawę w swojej pierwszej powieści, a teraz zaczął kolejną – Zbigniew Nienacki vs Umberto Eco. Napisał już pięć rozdziałów. Na nic Wam się nie zdadzą sposoby czytania stosowane przy prozie Moryca Kessela, porzućcie to.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zbigniew-nienacki-vs-charles-dickens/

Postanowiłem dziś objechać cmentarz, zanim je zamkną. Nie będzie mnie cały dzień.

  42 komentarze do “Czy diabeł jest kabalistą? Czyli mądrości profesora Eco”

  1. Już w tytule Wahadło Foucault są dwuznaczne kody bo nie tylko się buja ale pod tym bujaniem coś się kręci ☺

  2. wie – heisst – er  /wihajster/

  3. Krzyż lotaryński (bizantyjski) został przywieziony do Francji z Krety przez templariuszy i stał się symbolem francuskiego ruchu oporu La Résistance, a w Polsce był używany jako amulet chroniący przed zarazą i nieszczęściem.

     

    Może coś w tym jest, ale moim zdaniem symbol krzyża oznaczający poświęcenie jest nadużywany w celach propagandowych do używania katolików jako mięsa armatniego.

     

    http://www.sww.w.szu.pl/index.php?id=artykuly_simone_segouin_nastoletnia_bohaterka_francuskiego_maquis

  4. Drugi znany krzyż bizantyjski jest w Caravaca.

    I tak wyrżną nas wszystkich jak bydło (cara de vaca znaczy twarz krowy) przy pomocy szczepionek, a Morawiecki szykuje już stosowne ustawy, wzorowane na dokumentach WHO, pewnie sygnowanych liczbą 666, na co wpadł ostatnio Masny.

    Diabeł kpi z chrześcijaństwa, symbol głowy kozła jest szyderstwem z baranka, a wszystkich ludzi traktuje on jak bydło.

    Słowo vaccine pochodzi od vaca – krowa.

  5. Masny to jest nasz Eco.

  6. Wszyscy kręcimy się w kółko, jak Arnold z Wilanowa po Morzu Śródziemnym i zmierzamy do katastrofy.

    Jak na razie nie widzę na horyzoncie nikogo, kto mógłby ująć podawane tu i ówdzie informacje w całość.

    Wydaje mi się, że najbliżej pełnego poznania jest ks. prof. Tadeusz Guz, który z niezmąconym uśmiechem w prosty sposób objaśnia nam tajemnice naszej bytowości.

  7. O ile mi wiadomo francuski ruch oporu miał niewiele wspólnego z krzyżem.

    A młoda francuska patriotka bierze do niewoli 25 niemieckich żołnierzy, niczym Roland ścinający jednym zamachem miecza 25 saraceńskich głów. Niemiecka szydera z Polaków atakujących szablami niemieckie czołgi ma więcej sensu.

  8. Niemiecka szydera??? Ja byłem przekonany, że komusza szydera.

  9. Jak w Speed2 – jesteśmy na statku opanowanym przez terrorystów, nie wiadomo dokąd płyniemy, a facet w czapce kapitana odprawia przez radiowęzeł czarną mszę.

  10. Zaczęli Niemcy, powtórzyli komuniści.

  11. Ostatnia książka Umberto Eco nosi tytuł: „Pape satan Aleppe.Kroniki płynnego społeczeństwa.” Tu się dopiero „buja i kręci”.

  12. Kabała działa. Wczoraj wspomniałem o publikacji na temat miast żydowskich. Dziś w przypisach znalazłem tam Umberto Eco „Cmentarz w Pradze” oraz angielskiego podróżnika o nazwisku Coryat, który szczegółowo opisał weneckie getto, a także swoje rozmowy z Casaubonem.

    Śmierć Casaubona zaczerpnąłem z powieści pani George Elliot.

  13. Wahadło Fukiera to ciekawy pomysł na tytuł.

    Samo wahadło miało być pierwszym naukowym eksperymentem dowodzącym ruchu obrotowego ziemi…

    Ano jest to eksperyment… sfałszowany. Ruch wahadła jest pseudoliniowy (wahadło „rysuje” gwiazdę wieloramieną). Ale… ten efek uzyskuje się tylko po zamontowaniu mechanizmu sterującego ruchem wahadła. W każdym innym wypadku wahadło porusza się po elipsie, co dla publiczności jest za skomplikowane.

  14. Z takim tytułem autor wprost ogłasza: „jestem klamca a was mam za idiotów”

  15. Jak Erich von Däniken, Łukasz Szumowski albo znani ludzie wypowiadający się przeciw wyrokowi TK w sprawie aborcji.

  16. pisała niegdyś pink panther jak w kampanii wrześniowej, ułani pod osłoną nocy obrzucili  granatami,  obóz specjalnej niemieckiej jednostki, dziś byśmy ją nazwali „antyterrorystyczną’, nikt nie przeżył. Hitler się dopytywał o sukcesy tego oddziału, ale zdaje się nikt nie chciał być posłańcem złej wiadomości.

    Może szydera wynikła właśnie z powyższego  – taką zmyśloną wiadomość że ułani z szablami porwali się na czołgi – można było hitlerowi przedstawić – natomiast zagładę jednostki specjalnej – jak zreferować ??? .

  17. Nocny atak na bagnety w wykonaniu polskich żołnierzy, z rozładowanymi karabinami dla zwiększenia efektu zaskoczenia – akurat ten manewr był ćwiczony w wojsku polskim przed wojną i parę razy został skutecznie wykorzystany.

  18. no to porównanie osób zainteresowanych templariuszami do dewiantów, to chyba ma realizować jakieś /ukryte/ zadanie. Np ośmieszać takich hobbystów. ?

    No bo dlaczego zaraz wskazanie na takie dyskredytujące niedociągnięcia psychiczne takiego kolekcjonera?

    Może w tekście przywołanym przez Pana jest zdanie wyjaśniające ?

  19. tyle mogło wojsko polskie zrealizować i chwała im za to – tak z perspektywy czasu, to nie wiadomo co myśleć o wojsku francuskim, szumnie i dumnie zorganizowali koniec I WŚ, a już 20 lat później – podkulili ogon? Po co było te żabie muskuły tak prężyć, podlotek miał więcej animuszu niż ta sfrancuziała armia z emerytem na czele.

  20. Gdzieś podpisano że Polska ma być do linii Bugu. Oni to wiedzieli. To po co wylazic. Nie chodzi mi o pakt Ribbentrop Mołotow. Deal był już wcześniej uzgodniony

  21. Całe szczęście Umberto Eco nie jest najlepszym pisarzem. Mnie nie interesuje w ogóle, bo pomijając te tajemnice, spiski po szczeblach kariery, czy jak tam idzie, po prostu jest bylejaki

  22. W nawiązaniu do podziału. W pracy doktorskiej z 2014 r. znalazłam taki oto wpis. Nie został opatrzony żadnym komentarzem. Podany jako oczywistość. To właśnieim (posłom szwedzkim) „Wyhowski przekazał w imieniu Chmielnickiego hetmańskie oświadczenie:„Chcemy ojczyzny pod swoim władaniem, całej starodawnej Ukrainy Roksolanii, a wiara prawosławna i mowa nasza niech sięga aż do Wisły. Bo nas by wyśmiali, gdybyśmy teraz nie odebrali ziem, jakie za dawnych czasów straciliśmy”.

  23. No tak, ale tu jest przytoczony dialog pacynki z pacynką. O Roksolanii i Uruslanie bohatyrze każdy gadać może. A tu mowa po prostu o interesach. Patrzmy na wojnę z Armenią. To początek, nauczka, jedno i drugie? To naczynia połączone.

  24. Przesunęli środek ciężkości na wschód i liczyli, słusznie, że tu się rozegra główna masakra.

    Każdy jeden zabity Murzyn.. tfu, tfu, Polak, to kawałek uratowanego Brytyjczyka.

  25. Eco jest erudytą z zawodu, więc wielcy humaniści ojciec i syn Casaubon, biegli w łacinie i grece (nie jest jasna sprawa hebrajskiego) i hermetyzmie nie mogli pozostać poza sferą jego elokwencji (nie mylić z elukubracją).  Użyłem go z powodzeniem na pisemnym egzaminie z języka włoskiego (czas przeszły, tryby warunkowe – znacznie trudniejsze niż w j. angielskim). Izak Casaubon też brylował w pisanym angielskim, ale mówić w tym języku nie potrafił.

    Do mojej ilustracji dodałem notkę po polsku o Izaku: „sos więcej wart niż ryba„.

  26. no tak, może nawet każdy zabity … Irokez… tfu, tfu, Polak, to uratowany kawałek dużo szlachetniejszej ludzkości

    ustaliliśmy;

    z zachodniego pktu widzenia polak jest dużo gorszy od obywatela z zachodu,

    ale dlaczego kolekcjoner książek o templariuszach, osoba interesująca się tą problematyką  jest uważana za osobę niespełna rozumu, za wariata (vide georgius)?

  27. Nie o to mi idzie. Jest jakiś projekt, czytaj interes do zrobienia, on wymaga uzasadnienia w sferze propagandy, pisze się określone teksty, najlepiej „naukowe”, potem prasa, pisarze i inni  to nagłaśniają itd. Pisanie o przeszłości jest tylko pretekstem, uzasadnia i osłania takie czy inne działania polityczne. Bez pacynek nie ma polityki. Umberto Eco tworząc swoje fikcyjne światy wpisuje się w projekt płynnej rzeczywistości. U podstaw tego projektu leży relatywizm. Ta praca „doktorska” z cytatem Chmielnickiego, bez podania źródła, jest też taką relatywistyczną opowieścią.

  28. Doktor Masny, ojciec siedmiorga dzieci, tłumaczy z niemieckiego, francuskiego, angielskiego, włoskiego, łaciny i trochę zna grekę i hebrajski.

    Zajmował się też w wolnych chwilach stanowieniem prawa w Polsce.

     

    Dzisiaj ziemie Skaligerów pustoszy koronawirus (wcześniej ciężkie zakażenia bakteryjne z powodu brudu np. w Brescii), jednak możemy uznać za wariata każdego, kto nie wierzy w realność wspomnianej przez Sienkiewicza drabiny, która przyśniła się św. Jakubowi – albo za ignoranta.

    Za protoplastę rodu uważa się Jacopo i Jacopino della Scala, rzemieślników wytwarzających drabiny, które mogły docierać przez Niemcy również do Polski i do Malborka (wysokie mury wymagały stosowania dobrych drabin, dzisiaj np. Krause z Castoramy). Od podesta Werony, która jest dzisiaj jednym z centrów rewolucji do emigracji do Bawarii toczy się historia Skaligerów (niem. von der Leiter).

    My też mamy dobre sosy i dania główne, ale najwięcej jednak zdrajców.

  29. Eco wie co pisze. Wrzuć hasło Templars lub Templariusze do Google Books i zobaczysz wielu takich, co liczą na zarobek. To nie są dewianci lecz spryciarze. A co z tymi, którzy publikują po latach pracy w archiwach, jak Barbara Frale – w tajnych archiwach watykańskich. Oto co odnotowałem z jej Facebooka 24 lutego 2015.  „Piszę z głębi otchłani, w której się teraz znajduję…” A do tego rysunek pięknej wróżki, jaką pewnie chciałaby być.

    Oto link. W jednej z moich przeglądarek wymaga wejścia z Facebooka, a w drugiej nie wymaga.

    Piękna wróżka Barbara Frale

  30. A ja bym chciał być podestą Werony, ale mi się nie chce.

    Albo Il Duce w Salò.

     

    https://youtu.be/W-WJqcaU3AQ

  31. Nasza Ogórek, watykanistka, ładniejsza.

  32. Furtian aż się poślinił. Myślał, że to kolejna wariatka, przyjaciółka masonów, ale nie – okazało się, że to była polska patriotka.

  33. O ile ja się orientuję to zaczął włoski korespondent wojenny aby podkreślić męstwo polskich żołnierzy.

  34. Relatywizm jest złem. Ale pomaga robić interesy? Ale bez nauki, a ta przeniosła się do Azji, gdzie jest wolność słowa, bez nauki , a nie postnauki nie ma naboi dla polityki. Tu jest problem i szansa dla nas. Trzeba zrobić nowy Uniwersytet. Tylko wola nadwiślańska mdla,  bo potencjał jest. Ale my patrzymy na obcych, słusznie, sami siebie się boimy. „Nigdy nie wiesz komu służysz” Czy tę zagadkę da się rozwiązać? Wola Boska?

  35. Dzisiejsza notka jest o dwóch typach mistrzów (rzemieślników) słowa, którzy świadczą władcom swoje usługi.

    Eco „robi” w propagandzie. To zwykły oszust i blagier.

    Kim jest Casaubon ojciec i syn?

    Oni tworzą prawo. Piszą ustawy, odezwy, listy w imieniu książąt. Czy myślicie, że taki tępy buc

    https://images.app.goo.gl/9KAUvBU8whHngMLQ6

    jest w stanie sklecić kilka zdań nie wywołując skrętu kiszek ze śmiechu wśród zgromadzonego tłumu? Otóż nie!

    Każdy władca potrzebuje kogoś, kto umie dobrze posługiwać się piórem, a ci wykształceni ludzie są czasami autorami lub uczestnikami spisków.

  36. Właściwie można obejrzeć od początku.

  37. Janosik był podejrzany w środowisku zbójników, bo umiał czytać i pisać

    https://m.youtube.com/watch?v=OwNr-EwcPBY

  38. albo są do kupienia i za kasę realizują spisek, na SN przemknął dzisiaj Olbracht łaski  – umocowany w temacie spisek versus Batory

  39. obie subtelne, zwiewne, boginki tyle że p. Ogórek jest taka naprawdę a Barbara Frale pewnie się wyidealizowała.

  40. Casaubon, żydowski uczony – hugenota, powołany przez Henryka IV do nadzoru biblioteki królewskiej, po jego zabójstwie przez Ravaillac’a , udaje się na dwór Jakuba I… widać znał się książkach

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.