lt. 202021
 

Stado dzików penetrujących ulicę Orlą w Grodzisku i wszystkie poboczne, podzieliło się najwyraźniej, bo kiedy we wtorek jechałem o 18 do miasta na przystanku stało tylko sześć. Kolejne sześć, musiało pójść gdzie indziej. Dwa były szaro białe w czarne plamy, reszta miała umaszczenie standardowe, takie jak widać w filmach. Tak jak już pisałem kiedyś, spędzając w dzieciństwie mnóstwo czasu w lesie, a potem w czasie nauki w technikum leśnym, nie udało mi się ani razu zobaczyć dzika z bliska, a nawet z daleka. Teraz widzę je co drugi dzień, w gęsto zabudowanym terenie. Ludzie prostoduszni i naiwni mówią, że to dlatego, albowiem my ludzie, weszliśmy na ich teren. To jest tłumaczenie idioty, niestety. Mieszkałem tu, kiedy nie było w okolicy żadnej budowy, pod dom podchodziły stada saren, a w pobliskich olszynowych krzakach bociany czarne miały gniazdo. Pewnego lata wyleciało nad nasz dom osiem młodych i zaczęły krążyć nad dachami – sąsiad też był już zbudowany. Jego żona była w ciąży, a ja żeby ją rozweselić powiedziałem, że bocian przeleciał nad ich dachem, ale czarny. Nie uśmiechnęła się, niestety. Kiedyś, gdy poszedłem tak ze dwieście metrów w nieistniejące już dziś krzaki, spłoszyłem słonkę. Na polanach wśród brzóz i amerykańskiej czeremchy spacerowały żurawie. Bażanty przychodziły zimą pod sam dom, obsiadały kępy wyschniętych ostów, pochylonych ku ziemi i wyjadały nasiona, inne zajmowały kompostownik i pasły się tam jak prosiaki. Nie mogły potem latać, tak były ciężkie. Nie było ani jednego dzika. Dziś, kiedy ludzie opanowali cały teren, kiedy zniknęły nawet bażanty, bo te świnie wyżerają im jajka w okresie lęgowym, za całe bogactwo przyrody muszą nam wystarczyć te śmierdzące bestie. Są już w dodatku tak bezczelne, że mowy nie ma, by po zmroku, a nawet z rana, bo z rana też łażą, ktoś mógł bezpiecznie wyjść z psem na spacer. Napiszę w tej sprawie skargę do urzędu, napiszę też, żeby ktoś je wystrzelał. Już widzę, jak zamieszkali w strzeżonych osiedlach, albo w środku miasta miłośnicy przyrody podniosą alarm i zaczną się kłaść na tych przystankach, gdzie normalnie wieczorami, zamiast młodzieży z papierosem i piersiówką, stoi sześć sztuk tego chodzącego piekła. Będę to fotografował. Ludzi, którzy nie rozumieją prostych zależności, nie można niestety przekonać dobrym słowem do niczego. Taki dzik musiałby na ich oczach zeżreć ich ukochanego ratlerka Pimpusia, żeby cokolwiek do nich dotarło. Nie ma jednak gwarancji, że nie stanęliby po stronie dzika.

W sieci jako kuriozum, choć wcale nie ma to takiego charakteru, pokazują filmy z olbrzymimi stadami jeleni przebiegającymi przestrzenie pól i lasów. Jest tego mnóstwo, a stada się naprawdę olbrzymie. Do tego każde nadleśnictwo ma w lesie zamontowane kamerki, ja często wchodzę na profil kolegi Jerzego, którzy gospodaruje w nadleśnictwie Przemyśl i oglądam, co on tam wrzuca z tych nocnych i porannych nagrań. W zasadzie dziwne, że idąc do lasu nie potykamy się o jakieś bydlęta, a o wilkach o już szkoda gadać. Parę lat temu, byłem u kolegi w Górach Sowich i on mi powiedział, że w Beskidzie Śląskim już są, ale w Sudetach jeszcze ich nie widział. Dziś każdy może sobie zajrzeć na stronę nadleśnictwa Wałbrzych albo Świdnica, na których widać, jak słodko bawią się na polanie małe wilczki. To wszystko raduje serca miłośników przyrody, albowiem widzą oni jedynie proste zależności, istniejące w dodatku tylko w ich głowach. Dokładnie tak samo jak ludzie, którym zdaje się, że rysunki w szkicowniku Leonarda, wyobrażające machiny latające, oznaczają, że można było taką machinę zbudować w XV wieku, a nie stało się to tylko dlatego, że Kościół zabronił i przez to nie polecieliśmy na Marsa gdzieś w okolicach roku 1700.

Do czego zmierzam? Cała ta menażeria wydala gazy i one zatruwają atmosferę. Psują powietrze i dewastują klimat. Dlaczego ekologowie nic z tym nie robią, tylko patrzą na to wszystko spokojnie? A mędrzec wszechświatowy Bill Gates, dla którego ssak to kotek, a ptak to kura, mówi, że wszystkiemu winne są stada krów, które czekają aż się je przerobi na befsztyki. Na to odpowiada mu posłanka Spurek ze Skarżyska, wygłaszając w europarlamencie mowę i zakazie reklamy produktów spożywczych pochodzących od zwierząt. Jak to już ustaliliśmy, wyraz „kompromitacja” został skompromitowany i nie działa. Nie wiem co musiałaby zrobić Spurek, szczycąca się tytułem doktora praw, by można było ją uznać za skompromitowaną? Chyba zjeść żywego ratlerka, należącego do Jolanty Kwaśniewskiej. Nic tańszego w grę nie wchodzi. Skala idiotyzmu rozciągnęła się tak szeroko, że krańców nie widać, a wyznaczony przez nią horyzont zaszedł siną mgłą. W tak zakreślonym spektrum niczym jakieś łupinki na oceanie unosimy się my, drżąc ze strachu, że zaleje nas fala tego prawniczo-ekologiocznego szajsu, wyprodukowanego w zakładach wytwarzających sztuczną wołowinę.

Tak samo, jak w przyrodzie, w okolicach Grodziska, w polityce europejskiej działa selekcja negatywna. Ona dominuje, albowiem wyeliminowano element ryzyka. Dziki się nie boją, albowiem wespół z ekologami, także świniami, usunęły z krajobrazu myśliwych. Mogą więc rządzić, a swoje rządy zaczęły od podporządkowania sobie lub zlikwidowania innych stworzeń. Miłujący przyrodę człowiek przepędził sarny, a jego zaopatrzeni w ryje, koledzy w futrach, zeżarli jajka i młode bażanty. Czarne bociany odleciały, nie mogąc patrzeć na tę hańbę, a żurawie oglądają ten kataklizm tylko z bardzo dużej wysokości i ani myślą tu lądować. Przystanki autobusowe na Orlej opanowała włochata bandyterka, która jeszcze nie pali papierosów, ale jak Bill Gates uzna, że są one mniej szkodliwe niż bąki puszczane na polu przez rogate bydło, z pewnością ustawi się w kolejce do kiosku. Sylwia Spurek zaś załatwi dzikom dofinansowanie do ich ulubionego nałogu.

Brak ryzyka w polityce, brak mechanizmu kompromitującego jawnych idiotów na uczelniach, szczególnie na wydziałach prawa, powoduje, że do europarlamentu trafiają Spurki. One są pozbawione wszelkich hamulców, albowiem nie było na ich drodze nigdy żadnej przeszkody, którą musiałyby pokonać. Była tylko prosta i równa autostrada, w której przerywana linia oddzielająca pasy ruchu, zamieniona była co 200 metrów na wyraz OBŁĘD, pisany w różnych językach. Końcowy przystanek tej trasy to PE. I tam właśnie Spurek dojechała, a dziś rozdziela na prawo i lewo uśmiechy oczekując oklasków. Można mieć w tej kwestii oczywiście odmienne zdanie, ale moje jest właśnie takie. Wielu ludzi uważa, że to super iż dziki stoją na przystanku, ale jeszcze nie widziałem, żeby któryś ustawił się koło nich, a jeszcze do tego z psem na smyczy. Póki co nie wchodzą do autobusu, ale i do tego dojdziemy.

Czy jest szansa, że ludzie idący do władzy nie będą wybierani w wyniku selekcji negatywnej? W zasadzie nie ma. Tak się dzieje wtedy kiedy wzrasta zagrożenie. Wszystkie tchórze, spurki i dziki uciekają gdzie pieprz rośnie, albo podpisują lojalki. Od ludzi odpowiedzialnych wymaga się decyzji i działania. No i oni takie działania podejmują, ale zwykle nie wychodzą z nich żywi. Kiedy wszystko się uspokoi tchórze, spurki i dziki wracają. No i zajmują się sprzedażą hagad o tych zmarłych, wskazując ich jako wzór innym frajerom, sami nie myśląc ani przez sekundę o ich naśladowaniu. I tak wkoło Wojtek. Dlatego właśnie uważam, że ochroną gatunkową w Polsce powinni być przede wszystkim objęci ludzie podejmujący samodzielne decyzje i nie szukający oparcia w strukturach państwa, nie pchający się na siłę do polityki, licząc na pensje i emerytury. Niech sobie państwo finansuje program darmowych papierosów dla dzików, niech zakłada im filtry na tyłki, żeby nie zanieczyszczały bąkami zdrowego leśnego powietrza, byle tylko nie dobijało gatunku naprawdę zagrożonego.

  13 komentarzy do “Czy dziki mogą pierdzieć w lesie?”

  1. doszło do tego że TAK . DZIKI MOGĄ

    początek tej operacji ochrony zwierząt chyba u nas zaczął się od wilków, już dawno temu wrzask aktorki francuskiej na pierwszych stronach gazet informował świat, że jesteśmy społeczeństwem nienawistników, itd.

    czy ta kobieta /Brigitte Bardot/ widziała żywego wilka, czy ona coś wiedziała o nas , oczywiście nie, ale jako pudło rezonansowe była dobrze wybrana; sławna – wyzwolona – bezpruderyjna – a zatem nowoczesna – pouczyła nas zaściankowych, pokazała nam że nie dorównujemy EUROPIE ,  /jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy o co chodzi/

  2. Dziki są potrzebne. Roznoszą jakże pożyteczną chorobę pomoru afrykańskich świń. Jak się już zlikwiduje indywidualne hodowle, wtedy się je odstrzeli, żeby broń Boże ludzie nie zaczęli kłusować z braku mięsa.

    Podobno w Anglii w czasie lockdownu, ludzie zaczęli hodować w ogródkach kury. Od razu wpadły tam służby sanitarne i zlikwidowały.

  3. Drogi Coryllusie, swoją drogą to ciekawe, że dr praw Spurek za jedyny horyzont myślowy ma to co je i to co wydala. Przypadek? No i nie ma nikogo, kto zapytał by ją na konferencji prasowej o jej przemyślenia dotyczące, na przykład, umowy o wolnym handlu między Koroną a Ukrainą.

  4. Ekolodzy będą je odstrzeliwać dla dobra klimatu

  5. urodzona w 1934 i żyje i dba o prawa zwierząt – taka nowoczesna , metryka nie ma tu nic do gadania, po prostu =ekolożka=

    nie wiemy czym się odżywia aktorka/ekolożka, posłanka Spurek mogłaby przeprowadzić z nią wywiad, może akurat zgodnie z posłanki poglądami słynna aktorka odżywia się szczawiem, kapustą, liśćmi winogron  …

    i nie byłby to  DOBITNY empiryczny przykład ekologicznego odżywiania gwarantującego długowieczność

  6. powinno być ;    i byłby to

  7. A w latach dziewięćdziesiątych śmiałam się z artykułu w Łowcu Polskim „Jakie szkody czynią zwierzęta w lasach”.

  8. Zmienia się scenografia ale istota zjawiska pozostaje ta sama. Na tej ziemi naród to była tylko szlachta. Około dziesięć procent ludności w swoim apogeum. Dzisiaj naród to biurokracja. Wszelaka biurokracja. I to w jej interesie wszystko ma się tu kręcić. Reszta to mierzwa. Jesteś tyle wart na ile jesteś dla biurokracji przydatny.

  9. ta bandyterka z ulicy orlej raczej chyba wybierze żucie machorki, bo racice i papieros to jakby hipopotam z dziecięcego wierszyka co nawlekał igłę,

    ale machorkowa nisza rynkowa jest

    machorkowa grupa docelowa /wykreować/

    tylko żeby ten bill gates odkrył zysk w zaimplementowaniu/uzależnieniu tej świńskiej zbiorowości od  machorki

    ale

    skoro rozważa się dokumenty dla owadów, typu dowód osobisty dla karalucha

    to ta świńska zbiorowość może być dla branży machorkowej przydatna i

    nie należy się obawiać…. kompromitacji

    dzisiaj nie ma słowa kompromitacja

  10. Jednak czasem policja się stara walczyć z dzikami:) , ale lepiej być na balkonie. https://streamable.com/4i6qwh

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.