Wrz 162018
 

Po Gdańsku jeździ ponoć specjalny tramwaj imienia Stanisława Supłatowicza. Myślę, że ten tramwaj, podobnie jak wiele innych rzeczy i zjawisk o charakterze kuriozalnym jest metaforą naszej, odzyskanej sto lat temu niepodległości. No bo jak to – tramwaj im. Supłatowicza, zdiagnozowanego wariata, oszusta współpracującego z władzą ludową, który zaczynał karierę w ZSRR jeździ po Gdańsku. A gdzie jest tramwaj im. Mieczysława Jałowieckiego? Człowieka, który kupił dla Polski Westerplatte i w Gdańsku załatwiał, ryzykując życiem, polskie sprawy tuż po odzyskaniu tej, prawda, niepodległości? Nie ma takiego tramwaju i nigdy go nie będzie, albowiem niepodległość Polski odzyskana w roku 1918 ma pewien charakterystyczny sznyt, który nie przewiduje wspominania osób takich jak Mieczysław Jałowiecki. Generalnie chodzi o to, żeby nie upamiętniać osób, które się zbyt uważnie rozglądały dookoła, a nie dość tego, widząc zło, głupotę, szantaże i różne podłości, poświęcały jeszcze swój czas i pieniądze na naprawianie tego wszystkiego. Stąd pewien jestem, że tramwaju im. Jałowieckiego w Gdańsku nigdy nie będzie, za to, jeśli tylko Pan Bóg tak zdecyduje i zabierze do siebie Lecha Wałęsę w Trójmieście od razu zacznie jeździć tramwaj jego imienia, a być może powstanie nawet cała specjale linia tramwajowa upamiętniająca dokonania tego wybitnego człowieka.

Miałem z tym czekać do napisania i wydania III tomu Baśni socjalistycznej, ale pomyślałem, że nie ma to sensu. Tym mniej jest tego sensu, że widać gołym okiem iż historia przyspiesza, a świadczy o tym mianowanie na stanowisko szefa CPL Jacka Bartosiaka, znanego wszystkim geostratega i specjalisty od planowania pola bitwy. Ja od razu napiszę, że cieszę się iż geostrateg i planista pól bitewnych będzie rezydował tu niedaleko, w Baranowie, bo to oznacza, że owe pola będą w miejscach od Baranowa dość odległych. To mi daje różne nadzieje i pozwala snuć plany. Wielu niezorientowanych ludzi szydzi z tej nominacji, ale ja nie widzę w niej nic nadzwyczajnego, to jest proste i klarowne uzupełnienie kariery pana Bartosiaka, ale nie jest to jej zwieńczenie, jak sądzą niektórzy. To nastąpi później i Bóg jeden raczy wiedzieć jak będzie wyglądało. Myślę, że techniczna strona tego zwieńczenia leży w rękach samego zainteresowanego i pewnie wiąże się z tym planowaniem pól bitewnych.

Dlaczego ja wspominam III, nie skończony tom Baśni socjalistycznej i od razu przeskakuję do Bartosiaka? To skomplikowane. Czynię tak albowiem bohaterami I, II a także III tomu tej książki są Natansonowie, rodzina absolutnie wybitna i zasłużona dla Polski, ale także rodzina narażona na różne niespodziewane zawirowania światowe. Spośród jej członków rekrutowali się ludzie oddający krajowi nie byle jakie usługi, o niektórych z nich można dziś czytać w popularnych książkach, a inni poszli w zapomnienie. Niesłusznie. Trzeba ich przypominać. Jak to się wiąże z wymienionym w tytule Kazimierzem Leskim, słynnym Bradlem? Prosto. Kazimierz Leski to w rzeczywistości Kazimierz Natanson-Leski. Ja nie będę tu rozwijał wątku zmiany nazwiska, żeby nie zdradzić zbyt wiele z treści obydwu kolejnych tomów Baśni, ale były powody, dla których Natansonowie zamienili się w Leskich. Kazimierz Leski jest tym człowiekiem, który stał się ikoną popkultury, powstał o nim komiks, a jego twórca nie tak dawno na łamach jednego z portali pisał, że trzeba wlewać polskie paliwo do pop kulturowego silnika. To bardzo urzekająca formuła i ja dzięki niej postanowiłem z postacią Kazimierza Leskiego zapoznać się bliżej. Jak tylko podjąłem ten trud od razu zabuksowałem i nie mogłem ruszyć z miejsca, ale poprosiłem parasola, licząc na to, że uda mi się szybko skończyć obydwa tomy Baśni, by wszystkie dostępne na YT filmy z udziałem Bradla zarchiwizował i strzegł ich jak źrenicy oka. Zanim przejdę do omówienia jednego tylko z nich, bo dalszych nie mogłem po prostu obejrzeć z przerażenia, że to co widzę odbywa się naprawdę, powiem jeszcze tylko, jaki charakter w polskiej pop kulturze ma postać Kazimierza Leskiego. Otóż kiedy już zdemaskujemy wszystkich największych bohaterów, jako tchórzy, w najlepszym razie osoby niezdecydowane, albo obcych płatnych agentów, niewidzialna ręka rynku pop kultury wyciąga z kapelusza szamocącego się Kazimierza Leskiego, który przypomina nawet trochę królika i mówi – i co, gamonie, na tego nie macie nic. To jest bohater prawdziwy. I wszyscy milkną, albowiem dobrze wiedzą, że Leski to był ten człowiek, który przebrany za generała Wermachtu, mając 32 lata, wizytował Wał Atlantycki i robił tych Szkopów w konia zupełnie jak na filmach. To jest tak głęboko wdrukowana wizja, że nawet Grzegorz Braun, bez cienia ironii, opowiadał mi kiedyś o Leskim, jako o wielkim bohaterze, który zjeździł Europę okupowaną przez Niemców na fałszywych papierach, całkowicie bezpieczny, niczym Arsene Lupin dżentelmen włamywacz.

Tym, którzy pamiętają dawne czasy, kiedy byliśmy jeszcze czynni w salonie24, w którym pisał syn Kazimierza Leskiego, dziennikarz opozycjonista – Krzysztof Leski – przypomną się zapewne charakterystyczne dla tamtego czasu i miejsca afery. Oto co jakiś czas wzmożony patriotycznie obywatel wpadał na salon i robił Leskiemu, który umówmy się, wszystkich denerwował swoimi wpisami, awanturę, że nie wspomina o ojcu, albo że źle tego ojca traktował, czy coś podobnego. Charakter szczegółowy tych zajść zatarł się w mej pamięci, chodziło o to, że młody Leski jest lewakiem i wcale nie jest patriotą, choć się przesiedział w więzieniu, a stary to był prawdziwy heroi i trzeba o nim mówić i pisać jak najczęściej, żeby trafić do młodzieży. Krzysztof Leski odpowiadał na te zaczepki bardzo dyskretnie, ale trzymał się, z tego co pamiętam linii, że z ojcem nie układało mu się najlepiej i raczej się z nim nie zgadzał. Dobrze by było więc, gdyby wzmożeni patriotycznie obywatele nie zaczepiali go w tej sprawie. To oczywiście działało na tych obywateli jak płachta na byka i za jakiś czas zjawiał się drugi, a po nim następny, wszyscy z tym samym do Krzysztofa Leskiego interesem. Potem inne sprawy przysłoniły takie błahostki i Leski odszedł z salonu i wszystko ucichło. Gdzieś tak w tym czasie kiedy twórca komiksu o Bradlu wlewał polskie paliwo do pop kulturowego silnika, przemknęła przez sieć informacja, że Krzysztof Leski zmienił jednak zdanie na temat swojego ojca i uważa go za bohatera, a swoje wcześniejsze animozje, których charakteru badać tutaj nie zamierzam, uznał za niebyłe. Pojawiło się to i zniknęło, a ja uznałem to za element strategii sprzedażowej tego komiksu. Potem zacząłem pisać Baśń socjalistyczną, przed moimi oczami przesuwać się zaczęły postaci zamyślonych lub energicznie działających Natansonów, wszystkich jak jeden zasłużonych i bohaterskich i tak doszedłem do postaci Kazimierza Leskiego. Na YT znajduje się, pokawałkowany zupełnie wywiad z nim, nagrany jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Zanim zaczniecie go oglądać, zarchiwizujcie wszystkie odcinki, szczególnie zaś ten trwający 9 minut z kawałkiem, który tu zalinkuję.

https://www.youtube.com/watch?v=BWEHGOAwCT4

Dla mnie obejrzenie tego odcinka było wyzwaniem, a po tych dziewięciu minutach znajdowałem się w stanie szoku. Pominę początek, czyli kwestie, kiedy to Kazimierz Leski nadzoruje budowę okrętu podwodnego w stoczniach holenderskich, choć to także jest bardzo ciekawe. Dla mnie najważniejsze było to, co on opowiadał o wrześniu roku 1939. Szczególnie zaś moment następujące – ucieczka załóg samolotów myśliwskich, zajęcie miejsca jednej z nich, lot do Dęblina, tam załadowanie na pokład samolotu granatów. Potem wyprawa do dworu Samoklęski pod Lubartowem i rajdy jakie Kazimierz Leski odbywał stamtąd wprost na nacierających z Dolnego Śląska na Łódź Niemców. No i informacja, że w majątku Samoklęski, Józef Weyssenhoff napisał powieść „Soból i panna”. Ja nie wiem czy on ją tam napisał, ale wiem, że w głowie Kazimierza Leskiego, który zapewne w Samoklęskach był w czasie ucieczki ku rumuńskiej granicy, zapisała się informacja, iż dwór należał do Weyssenhoffa, który następnie przegrał go w karty. Jak pamiętamy autor „Sobola i panny” był kurlandzkim szlachcicem i osadził swoją powieść w tamtejszych realiach. Gdzie ją pisał nie wiem, być może rzeczywiście w Samoklęskach. Nie ma to znaczenia pozornie, dla historii Kazimierza Leskiego, ale ma wielkie dla nas tutaj, pokazuje nam bowiem pewien mechanizm psychologiczny stosowany za każdym razem przez różnych bohaterów. Da się on streścić w słowach – jeśli potężnie kłamiesz i musisz coś ukryć zasłoń się jakąś książką. Napisaną przez siebie lub przez kogoś innego, ale musi to być książka, bo lud prosty i uczony dobrze odbiera znawców literatury i spraw z nią związanych. I tak czyni to w nagraniu Kazimierz Leski, a wygląda przy tym, jak król prestidigitatorów. To tylko dziewięć minut, nie żałujcie czasu. Ja nie mogłem obejrzeć już nic więcej, ale może Wam się uda. Kazimierz Leski latał z tych Samoklęsk pod Częstochowę i strzelał z góry do Niemców. I raz się zdarzyło – sam o tym opowiada – że zabrakło mu paliwa. Wylądował więc na polu, patrzy a tam ciągnik rolniczy (mamy wrzesień 1939). Szybciutko przelał paliwo z ciągnika do samolotu i ruszył w dalszą drogę. Ja tu nie będę używał jakichś szyderstw w stosunku do Kazimierza Leskiego, bo one są niepotrzebne. Ja tylko chcę zwrócić uwagę, że te nagrania mieli przed oczami wszyscy i nikt nie zauważył, jak to jest szyte. Każdy tak bardzo chciał wierzyć w to, że Kazimierz Leski tych Szkopów zrobił w konia. To jest, powiem Wam, lepsze nawet niż Łysiak i wszystkie przygody barona Munchausena razem wzięte. Cóż się dzieje bowiem dalej…oto Kazimierz Leski leci na wschód, tam jego samolot zestrzeliwują sowieci, a on z uszkodzonym kręgosłupem i innymi obrażeniami trafia do niewoli. Nie miałem siły słuchać, jak się z tym uszkodzonym kręgosłupem w niewoli wydostał i jak, mając 32 lata udawał generała Wermachtu, zostawiam to Wam.

Polskie paliwo zostało już wlane do silnika pop kultury, ale jak widzimy silnik ten nie zaskoczył. Odwrotnie niż silnik samolotu Karaś, na którym latał Leski w 1939, napojony ropą z traktora. Tamten zagrał od razu, maszyna wzbiła się w niebo, a bohaterski lotnik znów wylądował przed gazonem dworu w Samoklęskach, objechał go podnosząc nieco obroty silnika w maszynie, zebrał brawa i wyskoczył na skrzydło zarzucając biały szal na plecy i kłaniając się nisko zebranym na ganku damom.

Dlaczego ja łączę tę historię z Bartosiakiem? Przez książki, to oczywiste. A dlaczego łączę ją ze Stachem Supłatowiczem? No wiecie…Toż Stanisław po tym czego tu wysłuchaliśmy jawi się niczym nieskalana dziewica. Cóż on takiego zrobił? Przeprał się parę razy w indiańskie łachy i latał w tym po studio przy Woronicza. Potem napisał kilka słabych książek i zajął się produkcją paciorków, a dziś ma swój tramwaj w Gdańsku. Wielkie mecyje…

Kiedy wysłałem to nagranie koledze, żeby wspólnie z nim wysnuć kilka refleksji nad historią, on obejrzawszy te 9 minut gawędy Leskiego zadał mi tylko jedno pytanie – to jest ten Supłatowicz, o którym tyle opowiadasz, tak?

Zachęcam wszystkich do obejrzenia filmów z Kazimierzem Leskim w roli głównej. Zachęcam też do odwiedzania naszego portalu www.prawygornyrog.pl

  26 komentarzy do “Czym Jacek Bartosiak różni się od Kazimierza Leskiego, a oni obaj od Stanisława Supłatowicza”

  1. miałem tarcie w sieci na temat Bartosiaka. Z jego kumplamy, a na początek przywaliłem z grubej rury, licząc że sam się zjawi. Ale on taki głupi jak „Olszański” nie jest, jak zobaczył że będę sprawdzał jego wróżby, na podstawie filmów-wykładów sprzed lat noska nie pokazał nawet czubka. Obrońcy sami się delegowali, jeden rozłożył się próbując mnie dyskredytować na podstawie innych wpisów, na co dostał fangę, że wie o mnie tylko tyle, ile chcę żeby wiedział i się zamknął. Drugi się pytał co ja takiego osiągnąłem sam, że chcę kogoś oceniać, więc i ja spytałem co on osiągnął, że chce oceniać mnie. Trzeci wyjechał z hasłami, że  Bartosiak przewidział Iran, Katar i wojnę handlową, więc zapytałem czy w nowożytności zna jakąś inną wojnę niż handlową, nie licząc najazdów mongolskich. Taka to zabawa była.
    Pocieszające jest to, że CKP podobnie jak kontrreformę edukacji trudno spieprzyć, więc nawet Bartosiak się na to stanowisko nada.

  2. 1)Supłatowicz ma zdaje się  pobity rekord Ginnesa, kiedy to ze słomką w ustach płynął pod wodą, dotleniając 80 kilowe ciało a wokoło byli wrogowie

    2) o Jałowieckim nie będzie, bo trzeba będzie wyjaśnić, że niemce z Gdańska na początku odzyskania państwowości polskiej , byli nie życzliwi wobec nas, żeby nie powiedzieć prawdy – wrodzy, oraz dopowiedzieć co dalej się zdarzyło z synem Jałowieckiego, skąd ten niemiecki obóz koncentracyjny dla Andrzeja Jałowieckiego (czy za karę że ojciec kupił Westerplatte i miał w ten sposób miejsce na przeładunek darów  żywnościowych z USA,  które zdaje się Paderewski dla Polski wyprosił) , gdzie umarł syn Jałowieckiego z chorób i wycieńczenia obozową pracą, i gdzie jest jego ciało bo przecież niemce wszystko ewidencjonowały w obozach koncentracyjnych ewidencjonowały i numerowały (nadgarstki)? Trzeba by o tej rodzinie  to napisać, gdyby tramwaj z nazwiskiem Jałowiecki ruszył na ul. Grunwaldzką.

    3) do Wałęsy pasuje kawałek raczej monologu Aparatczyka (Gajos), który przeżuwając zimne nóżki mówi do dziennikarza (Opania) podczas strajku w Gdańsku, znamienne słowa: jak siedzisz w gnoju po szyję to się nie szarp, bo się całkiem utopisz”

  3. Jałowiecki – po lekturze jego wspomnień nikt nie ma chyba żadnych wątpliwości, że był on angielskim agentem. Nie tylko w Petersburgu, gdzie w angielskim mundurze przecież paradował. Ale i w Polsce przed 1939 r. W jego majątku gen. Sosnkowski przy okazji polowań spotykał się z, bodaj, angielskim attache kulturalnym (o którym Jałowiecki pisze jakieś uszczypliwości, ale nie wyjaśnia dlaczego, skoro to był taki zły człowiek, to go ciągle na te polowania zapraszał). Fota tego Anglika jest w którymś tomiku serii o Dwudziestoleciu międzywojennym, która parę lat temu wydała „Bellona” – ma gębę bandziora. Krzysztof Leski jest pozamałżeńskim synem Kazimierza, który bodaj nawet nie łożył na jego utrzymanie. Stąd pewnie ten zdystansowany stosunek Krzysztofa do swego ojca.  Kazimierz po wyjściu ze stalinowskiego więzienia i spłodzeniu tego zajął się caravaningiem w ramach PZMotu.

  4. Mistrzostwo absolutne lub raczej absurdu by na terytorium wroga udawać  ich generała nie znając niemieckiego.

  5. Miałem znajomego, który bardzo aktywnie działał w PZMocie i nie musiał należeć do PZPR. :))

  6. Leski też nie należał do PZPR. Jego wspomnienia „Życie niewłaściwie urozmaicone” czytałem zaraz po ich pierwszym wydaniu (schyłkowa komuna). Chyba pierwsze tak obszerne wspomnienie o Muszkieterach. Nie mam ich pod ręką, więc nie mogę sprawdzić, czy ten caravaning po stalinowskim więzieniu obejmował także zagraniczne eskapady. No już wtedy wydało mi się to zastanawiające.

  7. Wydało ci się zastanawiające? Myślę, że stąd wylecisz…

  8. Był rok 1989, a ja miałem 16 lat kiedy czytałem te jego wspomnienia 🙂

  9. I to cię upoważnia do wypisywania głupstw, tak?

  10. Ciekawostka. Samoklęski od nocy z 5 na 6 września 1939 r. były miejscem postoju szwajcarskiego obywatela Ignacego Mościckiego (końcówka czwartego akapitu): http://sheybal.pl/w-drodze-do-rumunii-rzad-polski-w-krzemiencu-we-wrzesniu-1939-roku/

  11. Ogółem w 1938 roku w Polskich majątkach pracowało 900 różnych traktorów.

    (http://www.traktorimaszyna.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=58:wyposaenie-techniczne-rolnictwa-na-ziemiach-polskich-do-1939-r&Itemid=109&showall=1&limitstart=)

    Czyli na 1 km kwadratowy powierzchni ówczesnej Polski przypadało tuż przed wojną… 0,002 traktora! Łatwiej było spotkać w polu żubra czy niedźwiedzia, niż traktor.

  12. Kapitalny wpis, Panie Gabrielu  !!!

    Tak,  historia przyspiesza, bo i tych  debilnych demaskacji i zalegedowac coraz wiecej… kazdego dnia dzieja sie demaskacje… tak  debilne, ze szczeka opada  !!!

    Niestety, nie dalam rady obejrzec tego linku z tym kretynem Leskim… tylko do 2 minuty… szkoda czasu na te pierdy starego kretynskiego komucha… ale widac, ze ma on wziENcie wsrod debili prapagandowych kursko-sakiewiczowych… i to duze  wziENcie  !!!… a Bartosiak „natanson” to rzeczywiscie ich ostatni  zlodziejski projekt…

    … a w tle – zapewne –  „wielka kasa”,  no i te rozne nulandy, sorose, big zbigi i reszta tej zlodziejskiej choloty  zza  Wielkiej Wody… Londynu… Paryza  !!!

  13. Bardzo ciekawy link…

    … jak ten „nasz”  ZONT  spie****al  z 17 na 18.09.39  przez Zaleszczyki… a w tym samym czasie Stalin atakowal od wschodu…

    … dzis to samo…  Angela atakuje z zachodu… Putin ze wschodu… a Blaszczak oglasza  SCIEPE  NARODOWO  na „fundusz obrony”  debili  polityczno-propagandowych – jak w dzisiejszym  wpisie  Gospodarza  !!!

  14. Mam trochę odchylenie jeśli idzie o nazwiska. Nazwisko Kazimierza brzmiało mi sztucznie i myślałem, że znajdę ślad w wikipedii, ale jest tylko przytoczony jego ojciec. Nie znalazłem odpowiedzi w jego książce pod pretensjonalnym tytułem „Życie niewłaściwie urozmaicone”. Wspomina wprawdzie o dziadku, ale ze strony matki. Myślałem, że ojciec, albo dziad w linii męskiej zmienił nazwisko. Powody były różne, bo w mojej rodzinie dziadek zadarł z kozakami i musiał ukrywać sie pod zmienionym nazwiskiem i imieniem. Ślad pozostał w rodzinie, bo na dziadka mówiło się Stach, chociaż miał na chrzcie nadane imię Tomasz. Trop mógł wskazywać śródziemnomorski typ urody Kazimierza… i tu takie potwierdzenie. 🙂

  15. Ja bym uważał na pulpę z Bellony bo można znienacka zostać Lechitą…

  16.  

    Samoklęski

    W 1857 roku majątek Samoklęski objęła córka generała Jana Weysenhoffa Helena z Weysenhoffów Woyniłłowiczowa, a jej synowiec Józef Weysenhoff odziedziczył te dobra w 1880. W roku 1854 przy nazwisku Wajsenhof zapisano w dobrach Samoklęski 205 dziesięcin lasu. W nocy z 5 na 6 września 1939 roku prezydent Mościcki udał się do państwowego majątku leśnego w Samoklęskach.

    Jałowiecki, Herbert Hoover i moje sentymentalne rodzinne śmigło

  17. Informacja z Wiki odnośnie PZL 23 Karaś „Samolot wymagał od pilota dobrego przeszkolenia. (…)Skorygowanie błędu pilotażu wiązało się przeważnie ze sporą utratą wysokości. W razie jej braku lub dopuszczenia do przeciągnięcia na małej wysokości dochodziło do wypadków. Wychylenie klap do lądowania sprawiało, iż maszyna stawała się „ciężka na łeb”, co wymagało od pilota użycia trymera.” . Pan Kazimierz powiada 3:07 „(…)no i po raz pierwszy w życiu siedząc na Karasiu, który był dla mnie zupełnie nieznanym samolotem, wystartowałem.” Znaczy jak na inżyniera i humanistę musiał być też całkiem niezłym pilotem.

  18. Ta opowieść Pana Leskiego to taka haggada . Spod Tomaszowa Lubelskiego lecą pod Częstochowę ale dolatują tylko do Lwowa , jak bym słyszał opowieści mojego stryja, bardzo barwne ale nic więcej.

  19. Jeśli Pan Bartosiak miał okazje nadzorować jakieś duże inwestycje to może da radę. Co prawda nigdy się nie chwalił takim doświadczeniem. Ale jeśli dał się zrobić szefem takiego przedsięwzięcia bo jest prawnikiem tylko, to widzę ogromną ilość pieniedzy do utopienia w błocie.

  20. 100/100  !!!

    Sakiewiczowo-kursko-karnowskie  PASOZYTY  potrzebuja  duuuuzo  kasy  do przewalenia…   cyrk smolenski przestal zrec…  afera z getinback” na 4-miliardowy przekret i „dziure” w budzecie… o ktorej wszystkie presstytutki zgodnie  milczo…

    … i tu wcale nie potrzeba konczyc  „oksfordu”  albo innego „harvardu”…  slepy tylko tego  KANTU  na narodzie polskim nie  widzi  !!!

    Tak…

    … „lotnisko” w Baranowie to  MILIARDY  ZLOTYCH  do  utopienia,  a taki  faHowiec jak Bartosiak…  bardzo pasuje  Gancpomaderowi  z USA  !!!…  Jalte narod przelknal – to pewnie i te  ZDRADE  tez przelknie… tak zapewne sadzi ta  TARGOWICA, ktora teraz jest u zlobu…  bedzie mialo na co pracowac mlode i przyszle pokolenie Polakow… a nawet i ze 3 pokolenia  !!!

  21. Pan Gabriel Maciejewski

    Szanowny Panie,

    Zwracam się z prośbą do Pana i tą drogą do innych polskich historyków aby zareagowali na

    historyczną rewelację podaną w internecie przez WP w dn.16.09.br.

    Reklamowany jest nowy, „wybitny” historyk Dariusz Kaliński (taki nowy Jan Gross), który

    w swojej książce „Bilans krzywd” podaje jak to Polacy we wrześniu ’39 entuzjastycznie witali

    żołnierzy wermachtu – wzór ładu i porządku.

    Wsi Skłobów , na którą powołuje się autor nie znalazłem w wykazie polskich miejscowości.

    Zdumiewa również b.duża liczba wieśniaków z uniesioną do góry ręką z hitlerowskim

    pozdrowieniem (załącznik filmowy ze strony WP).  Osobiście słyszałem o gorącym powitaniu

    żołnierzy niemieckich we wrześniu ’39 przez żydów i Niemców – obywateli polskich ale o

    Polakach nigdy.

    Większość osób wie kto stoi za WP czy ONET, tym nie mniej zareagować trzeba – zbyt ważna

    sprawa, tym bardziej, że ci nowi, „wybitni” zechcą również wykorzystać archiwalne zdjęcia

    i filmy z powitania armii czerwonej 17.09.39 na kresach wschodnich przez Żydów (oczywiście z odpowiednim komentarzem).

    Wygląda na to, że połączone siły żydowsko-niemieckie chcą doprowadzić do zmiany dotychczasowego sformułowania :”atak na Polskę rozpoczął II WŚ” na „atak Polski rozpoczął II WŚ” .

    Licząc na Pańską reakcję, z poważaniem

    Jan Błaszczyk

  22. A drogi Panie Janie  pisał Pan do tej fundacji co to jachtem miała uświetnić rocznice niepodległości morzach i oceamach?

  23. Chyba Pan z lekka przeszarzowal z tym apelem do Gospodarza…

    … „fundacja narodowa” i  merdia Sakiewicza, kurwizor,  Karnowscy – to wlasciwy adresat… niech reaguja… bo za to biora ciezkie pieniadze  od narodu polskiego… no i jeszcze te „zwiozdy swiatowego formatu”… ten caly Majk Tajger… albo  Ljam  Nisen… albo ostatni „misio” ten rajdowiec Mika  z premierem juniorem Morawieckim – mogliby sie  zatrzasc z oburzenia i zareagowac  !!!

  24. Małe sprostowanie. Przed wojną traktory jeździły na benzynę.

  25. W napędach ciągników starego typu przewija się pojęcie „nafta”, to chyba coś między ropą a benzyną.

    Natomiast ciekawostka – kiedyś ratowałem się naftą do lamp, żeby dojechać do stacji benzynowej i udało się:)

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.