Sty 292014
 

Z punktu widzenia warsztatowego najbardziej interesuje mnie sposób w jaki pisarze zabierają się za relacjonowanie wypadków na polach wielkich bitew. Ja wiem, że tym się nie specjalnie interesują kobiety, a ponoć cała literatura jest dla kobiet. Tyle, że to jest pewien wyznacznik umiejętności. O stanach duszy, bądź fizjologii potrafi bredzić każdy, nawet poeta Wencel, z bitwami jest gorzej. Teoretycznie najlepszym autorem takiego opisu powinien być ktoś, kto w jakiejś bitwie brał udział, ale to się sprawdza właściwie w dwóch tylko przypadkach. No chyba, że znacie więcej takich autorów. Ja mam na myśli Stendhala i Babla. U jednego i drugiego wojna jest opisana tak, jak pewnie naprawdę wygląda. No więc mamy bohatera, który nie rozumie połowy faktów rozgrywających się przed jego oczami. Mamy także problemy, które rozwiązać powinni, najlepiej jak potrafią, wszyscy, liczni uczestnicy zdarzenia. Oni jednak swoje zadania, i to jest właśnie w tych opisach najlepsze, sprowadzają do jednej właściwie kwestii: co tu ukraść i gdzie zwiać. Chaos jaki panuje na polach bitew jest mało heroiczny, śmierć nosi wszelkie cechy banalności i irytuje jedynie tych, którym udało się przeżyć, a czasem cieszy, jeśli nieboszczyk miał przy sobie coś cennego. Kradną wszyscy, od szeregowych, po wyższych oficerów. W najwyższej cenie są oczywiście konie, których, w przeciwieństwie do porzuconej broni zawsze na polu bitwy brakuje. Konie kradną więc wszyscy i w pomysłowości swojej, w czasie tych czynności, posuwają się do ostatnich granic. Tak więc szczerze polecam wszystkim ponową lekturę „Pustelni parmeńskiej” i „ Dziennika roku 1920”. Dobry opis bitwy znajduje się także w książce Stanisława Rembeka zatytułowanej „W polu”. Już o tym pisałem, ale jeszcze raz powtórzę. Frontalny atak bolszewików na pozycje polskie kończy się tak, że czerwoni zatrzymują się o kilkadziesiąt metrów przed linią nieprzyjaciela i nerwowo rozglądają się dookoła, patrzą czy nie można gdzieś uciec. Dopiero czekiści z naganami przywracają ich do przytomności. Nasi, kiedy uciekają przed bolszewikami, uciekają do ostatniego tchu, nikt nie myśli, żeby się poddawać, bo wie, że zamordują go w sposób okropny. No więc do Stendhala i Babla dołóżmy jeszcze Rembeka.
Czasy jednak, kiedy opisywanie starć i wielkich bitew było modne i właściwe, minęły bezpowrotnie. Dziś pisarze zajmują się czym innym. Właściwie czynne są dziś trzy nurty w literaturze, no może cztery: conradyzowanie, estetyzowanie, podróże i pornografia. Są to wszystko rzeczy wtórne w stosunku do literatury dawniejszej lub do tego co wydaje się i pisze w języku angielskim. Pornografia zaś jest po prostu pornografią i już.
Z conradyzowaniem jest moim zdaniem najgorzej. Im więcej bowiem pisarz miał za uszami, im głębiej musiał skrywać jakieś popełnione przez siebie świństwa tym zapalczywiej conradyzował. To się datuje od czasów powojennych. Nie pamiętam czy conradyzował już Pruszyński, czy dopiero Bobkowski, w każdym razie conradyzowanie było w modzie i dziś powraca do nas w wielkim stylu. Wydali właśnie dziennik Jana Józefa Szczepańskiego, który także ponoć conradyzował. Ja czytałem jedną tylko, cienką książeczkę Szczepańskiego, która się nazywała „Przed nieznanym trybunałem”. Poziom rozważań nie odbiegał wiele od tego co można znaleźć na blogu Ribitzkiego. No, ale w czasach kiedy Szczepański pisał, nie było internetu, tak więc wszystko co się ukazywało stanowiło jakieś odkrycie. A ja pamiętam jeszcze takie czasy, kiedy w telewizji pokazywali Zdzisława Najdera i przedstawiali go jako conradystę.
Do tego conradyzowania przyłożył także rękę Giedroyć, on się w tych conradystach zdaje się kochał i ich lansował z niezrozumiałym zacięciem. Ja sam nie przeczytałem nigdy ani kawałka z prozy Conrada, choć próbowałem. Tyle, że tam nie ma moim zdaniem ani łuta prawdy. To są konstrukcje myślowe człowieka, usiłującego opisać swoje przygody tak jak one nie wyglądały. Być może Conrad miał dobre powody, by zajmować się takim lansem, ale to wiecie Wy, którzy zapewne czytaliście jego książki. Ja wolę się od tego trzymać z daleka, choć sam napisałem dobre, moim zdaniem opowiadanie o Conradzie.
Z estetyzowaniem rozprawialiśmy się tutaj wczoraj przy okazji omawiania prozy pisarza młodego pokolenia nazwiskiem Springer. To jest jakiś taki niemiecki propagandysta, a jego proza, jak ktoś słusznie stwierdził, to kolejny odcinek serialu zatytułowanego „Utracona szansa na modernizacje”. I to jest coś co nas już dawno nie powinno dziwić, ale jednakowoż dziwi. Przychodzą oto w pewnym momencie do ludzi jakieś budżety, które przeznaczone zostały na budowlankę, na huty, na kopalnie albo na coś. Budżety te omawiać należy w skali globalnej, lub przynajmniej kontynentalnej, bo taki jest ich sens. Efektem ich zastosowania jest prosperity pewnych regionów i nędza innych. Tak było z katedrami gotyckimi w Ille de France, tak było z Florencją i tak było z niemieckimi miasteczkami na Śląsku. I na to wszystko przychodzi pisarz Springer, przykłada do oka swoją lupę zegarmistrzowską i mówi: przez tych nędznych Polaczków kraj utracił szansę na modernizację. No miły, panie Springer, ale za to jak się w tym czasie Magnitogorsk rozwijał, albo zagłębie Donieckie! Coś za coś, miły autorze, nie można mieć wszystkiego. Jeśli ktoś nie rozumie mojego szyderstwa, chciałbym przypomnieć tu jeden z najciekawszych opisów mechanizmu gospodarczej prosperity wybranych regionów jaki znam. Pamiętacie wszyscy powieść autora nazwiskiem Mikka Waltari zatytułowaną „Egipcjanin Sinuhe”. To jest wstrząsająca i pod wieloma względami wybitna powieść o starożytnym Egipcie za rządów faraona Echnatona. Władca ten cieszy się zrozumiałą estymą wśród conradystów i estetów, ale my wiemy, że był to świr i szaleniec pokroju towarzysza Stalina, tylko, że inne kwestie zaprzątały mu głowę. No i budżety miał z innych źródeł. Wpadł ów pan pewnego dnia na pomysł, że trzeba nieco potrząsnąć kastą kapłańską i wydrzeć im parę groszy. Za wykonawstwo tego dzieła zabrał się bez wahań i zaczął z bardzo dobrego punktu, z punktu centralnego. Unieważnił główne bóstwa Egiptu, czyniąc od jednego zamachu z wszystkich kapłanów bandę niepotrzebnych i komicznych głupków. I niech mi nikt nie mówi, że to jest złe zagranie. Ono było tak dobre, że faceta nie zabili od razu, ale parę lat się na tym całym tronie utrzymał. Nie mogli się otrząsnąć po prostu, w piach pustyni libijskiej ich wbiło. To było zagranie tak świetne, że powtórzyli je z sukcesem dopiero bolszewicy unieważniając po rewolucji en masse całe prawo obowiązujące w cesarstwie.
Jak to możliwe ktoś spyta, że Echnatonowi się udało? Waltari tłumaczy to w ten sposób, że pan Echnaton miał dobrą ochronę i wydał rozkaz by cały aparat urzędniczy i dworski zmienił otoczenie. Po prostu przeniósł się ze stolicy na pustynię i tam zbudował nowe miasto – Achetaton. Niestety nie tłumaczy nam Waltari, skąd się wzięły pieniądze na budowę nowego miasta, skoro Echnaton był – jak twierdzą conradyści i esteci – marzycielem i romantykiem, co ludzkości nieba chciał przychylić. No właśnie tego nie wiemy, książka jednak Mikki Waltari kończy się konkluzjami podobnymi do tych co je umieszcza w swoich pracach pisarz Springer – przez tych cholernych kapłanów Egipt utracił szansę na modernizację. To tam wyraźnie pobrzmiewa, choć Waltari jako człowiek przytomny i obdarzony talentem, zauważa także różne inne, towarzyszące panowaniu Echnatona okoliczności. Takie na przykład, jak niezrozumiałą i nabierającą tempa dynamikę plemienia Hetytów, którzy rozpychają się po okolicy, ludzi gubią, haracze ściągają i generalnie czynią zło. Za czyje, że spytam kredyty? Tego nie wiemy i pewnie się nie dowiemy, bo my w ogóle nie myślimy takimi kategoriami w odniesieniu do czasów nam współczesnych, a co dopiero do starożytności, która – jak nas swego czasu pouczył profesor Zieliński – była bajeczna.
Mamy więc za czasów tego Echnatona pustynię i na tej pustyni wskutek decyzji jednego człowieka – tak nam to tłumaczy Waltari – wyrasta miasto i rozpoczyna się gospodarczy boom. Ludzie, którzy miasto to tworzą znaleźliby pewnie uznanie w oczach pisarza Springera uznanie, jako że stworzyli nową przestrzeń urbanistyczną i ją zagospodarowywali. No, ale kiedy Echnaton umarł szansa na modernizację znów została stracona, wszyscy wrócili do Teb i sprawy potoczyły się znanym już trybem.
Do czego zmierzam? Do konkluzji następującej: warunki lokalne, a mam na myśli warunki gospodarcze, kształtują się w myśl decyzji zapadających, poza zasięgiem wzroku lokalsów. Oni mogą te decyzje bojktować, ale wtedy zamyka się ich w rezerwatach lub przyjmować je ze spokojem, wtedy chcąc nie chcąc biorą udział w budowie, bądź dewastacji infrastruktury, zależy co zostało zaplanowane dla danego obszaru. I to jest zrozumiałe dla większości ludzi, no chyba, że uprawiają oni propagandę za obce pieniądze i muszą jednych opisać jako ćwoków, a innych jako dzielnych rycerzy bez skazy. I tak właśnie jest w przypadku Springera. Polacy przed wojną zbudowali Gdynię i COP, a budżety mieli takie, że pożal się Boże. Nikt im nie chciał pieniędzy na te inwestycje pożyczyć. Co innego Niemcy, oni mieli na wszystko, nawet temu antysemicie Hitlerowi pożyczano pieniądze. Zupełnie jak tym wstrętnym Hetytom, co to ich Mikka Waltari swego czasu opisywał. Tak, tak, tym samym co to chcieli okoliczności produkcji zboża nad Nilem zmienić na swoją korzyść i nieco na cenach żywności pospekulować, wykończywszy wcześniej oczywiście kastę kapłanów egipskich, która tych spraw jak raz pilnowała. I tak to się panie dzieju plecie, modernizacje, szansy, albo leworęczność…właśnie…Pilch napisał taką książę „Bezpowrotnie utracona leworęczność”. A wszystko przez to, że jeszcze Sprinegra nie znał i o tej całej modernizacji nie słyszał. Gdyby wiedział to co my napisał by powieść pod tytułem „Bezpowrotnie utracona szansa na modernizację”.

Na stronie www.coryllus.pl mamy nowe obrazy Agnieszki Słodkowskiej, ze słynnej już serii „japończyków” mamy też cztery portrety bohaterów naszego komiksu o bitwie pod Mohaczem. Można tam także kupić poradnik „100 smakołyków dla alergików” autorstwa Patrycji Wnorowskiej, żony naszego kolegi Juliusza. No i oczywiście inne książki i kwartalniki. Jeśli zaś ktoś nie lubi kupować przez internet może wybrać się do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie, albo do księgarni wojskowej w Łodzi przy Tuwima 33, lub do księgarni „Latarnik” w Częstochowie przy Łódzkiej 8. Od jutra zaś nasze książki będzie można kupić w księgarni „Przy Agorze” mieszczącej się przy ulicy o tej samej nazwie pod numerem 11a.
4 lutego zaś, w Gdańsku, w Manhattanie odbędzie się mój wieczór autorski. Początek o godzinie 17.00.

  57 komentarzy do “Estetyka i moralność w literaturze”

  1. w temacie ”opisanie bitwy ” super …można parę przykładów dodać… ale nie koniecznie

    jeszcze te filmy amerykańskie co już ich nie ma … typu TORA TORA TORA i inne … prawda że całkim inaczej ??? tak strategicznie i patriotycznie …. czy ,, wojna i po,ój ,, też inny image wojny … różnie …. więc fajnie że Pan to pisze …

    Babel tak …… a na marginesie jego Opowiadania Odeskie ………. od Moskwy już idzie wojna … a tu …. Mój dziadek był tam w tym czasie po ucieczce sprzed nosa rewolucji z Czelabińska … i strasznie chichotał jak opowiadał ,, nie wiedziałam dobrze z czego .. dopiero po jego śmierci przeczxytałam Babla …..
    A przemysł na Uralu na przełomie poprzdnich wieków dobrze opisany w artykule z tygodnika Przegląd techniczny z Warszawy … z !898 bodaj roku … nr 6 …. jest dostępny w pdf …… Wymowa tego artykułu …. zachęta dla Polaków żeby jechali do Krzywego Rogu , bo tam akurat odkryto rudę żelaza , węgiel w Doniecku .. problemy logistyczne …. Rosja pod Petersburg sprowadzała rudę dobrą ze Szwecji …. a tu ,, SWoja ,, choć gorsza …..

    Reszta tekstu bloga tez super ….. 🙂

  2. Przegląd techniczny z 1898…. sorry

  3. Jest taka stara opowiść o trzech slepcach ,którzy spotkali słonia . Gdy później zapytano ich , jak wygląda słoń , każdy powiedział co innego . Pierwszy powiedział ,że słoń przypomina wielkiego węża ogrodowego , drugi, że wygląda jak kij od szczotki a trzeci , że jak pień drzewa .

  4. Moim zdaniem opowiadanie o Conradzie jest świetne; choć nie czytałem 😉

  5. W wiezięniach w Rosji jest taki zwyczaj , świeżak gdy wchodzi pod celę musi stoczyć walkę z tym , który jest tam najsilniejszy , nie ważne czy przegra czy wygra , ważne jest to , czy stanie do walki .

  6. Henry , Ty również jesteś świetny .

  7. Prof. Karol Adamiecki twórca kieurnku „organizacja i zarządzanie”, pracował w tych uralskich hutach, o których wspomina „zaginiony ląd”, jest twórcą „prawa harmonii”, które to prawo przez harmonizację procesu produkcji miało eliminować przestoje i pomagało optymalnie wykorzystywać czas pracy robotników. Myślę że takie prawo harmonii funkcjonuje także w procesach modernizacyjnych firm i państw. W firmie taki proces taki musi współgrać ze strategią firmy, jej planem, źródłami finansowania itd. W PeeReL-u każdy student wiedział że państwo jego nie ma szans na modernizację zgodnie z harmonijnym rozwojem, bo od pierwszego szkolenia na Studium Wojskowym był poinformowany o tym, że teren Polski ma być terenem III wojny Światowej, dlatego mieliśmy zaległości z budowa mostów i dróg. A te wrocławskie rewiry opisane przez Springera miały byc pełne szpitali w których będą leczeni z ran żołnierze. Swoje estetyzowanie niech Springer zachowa na ocene enerdówka.
    Najpierw doktrynalnie zabrano szanse na modernizację przez wstawienie nas w budowanie socjalizmu, a potem wytykają nam brak tejże – zaiste Dialektyka .

  8. Pani Aniu , to dlaczego przez ostatnie 25 lat nie wybudowano autostrady północ-południe , nadal jesteśmy uznawani za terenem III wojny światowej?

  9. acha …. Ken Follett ,, trylogia ,, Filary ziemi ,, czyli budowa pierwszych katedr w Anglii … budżet itd

  10. dokładnie tak mnie uczono na Studium Wojskowym…..
    Z tym że jeszcze strzelałam z KBKSu ….ale to jeszcze w ostatniej licealnej .. 🙂

  11. myślę lub przypuszczam …. że tak …. serio

  12. Pani Aniu , moje pytanie dotyczyło troszeczkę innej kwestii ,ale niech tam , ważne ,że umie się posługiwać Pani bronią , to i na resztę można przymknąć oko .

  13. Przepraszam ZAGINIONY LĄDZIE , bylem nieuważny , i zamieszałem .

  14. Kłania mi się klaskanie jedną dłonią .

  15. filozof … ja muszę do roboty ….. a tu Pan …. ja się KURDE … nie obrażam i wcale nie wiem o co ??????? … OK ???? 🙂

  16. Bo trafunkiem dokańczano i odnawiano rozpoczętą przez Adolfa autobanę Berlin-Koenigsberg i szmalu zabrakło…albo cóś.

  17. ja Pana ewntualnie gdzieś dorwę i klasnę jedną dłonią poniżej paska od spodni !!!! 🙂

    znikam na dziś …mam naprawdę roboty co niemiara …. Nie rozrabiajcie za bardzo , bo coryllus osiwieje

  18. Sceny bitewne ? A taki Józef Maria Bocheński Brat śp, napisał coś o kawaleryjskim ataku, tylko nie pamiętam, chyba pod Komorowem. Kolega z roweru kawałek opony rowerowej, do rękojeści przytwierdził i .. ręki nie odbił sobie. Konna szarża – masa, łatwopalna jak pod Somosierrą. Ale to wygląda tak, że jest galop i jedno cięcie, i następni. Na nic innego nie ma czasu. Polecam lekturkę. Łatwo znaleźć, bo resztę pisał z logiki matematycznej i to po niemiecku. Jak się znam, to wiarygodne.

    Katedry Il de France – wyskakują jakieś w gugl, ale wszystkie w Paryżu. Są jakieś w Besanson, Bolfort..

    Jeśli Ukraina zacznie budować niezależność i świetność z kredytów, to będą mięli taką nędzę jak i my. A Komfort będzie dla cwaniaków(złodziei) i złotych melonów.

  19. W którymś , tam roku rozpocząłem swoją naukę w szkole podstawowej . Miejscowość, z której pochodzę składała się wtedy z dwóch części ,PGR-u i RSP(Rolnicza Spółdzielnia Produkcyjna) , obecnie obydwa zakładu rolnicze nie istnieją . Otóż , tak się złożyło ,że byłem jedynym dzieckiem z PGR-u w mojej klasie , natomiast z drugiej części wsi chodziło do mojej klasy czterech chłopców . Jako ,że były między nami związane z tym naszym pochodzeniem animozje , często dochodziło między nami do bójek , zazwyczaj kończyło się to tym ,że wszystkich czterech miałem przeciwko sobie ( o ironio byłem najmniejszy) . Kończyło się to tym ,że obrywałem . Nie poskarżyłem się w domu ani w szkole , znalazłem inny sposób . Obstawili mnie starsi z PGR-u , stoczyłem 3 pojedynki ,obyło się bez walki z tym , który był liderem chłopaków ze spółdzielni , od którego najprawdopodobniej dostałbym , był za duży i za silny , mój spryt nie zrównoważył by tego , a mimo tego zyskałem jego szacunek i zostaliśmy kolegami ( w trzeciej klasie podstawówki wyprowadzil się )

  20. Polacy przed wojna zbudowali nie tylko Gdynie i COP ale i magistrale kolejowa ze Slaska nad morze zeby eksportowac wegiel i nie przejmowac sie wojna celna wywolana przez Niemcow.
    Polska przed wojna miala jeden z najlepszych systemow edukacyjnych na swiecie i znakomicie wyszkolonych i zdolnych pilotow choc latali na przestarzalym sprzecie.

  21. Przyszły lata młodzieńcze i dyskoteki , czasami zabawy w oklicznych miejscowościach . Nie było już animozji między dwoma cześciami wioski , stanowiliśmy jedną , myślę że zgraną , paczkę .
    Środwisko wiejskie ma swoją specyfikę , w związku z czym częstymi atrakcjami na takich potańcówkach były bijatyki . Najczęściej zatargi pomiędzy przedstawicielami różnych miejscowości kończyły się tzw. solówkami , ale i bywało ,że dochodziło do większych biajatyk , wioska na wioskę . MIejscowość z której pochodzę nie obfitowała nigdy w jakąś pokaźną ilość mieszkańców , dlatego zazwyczaj nasi przeciwnicy mięli przewagę liczebną . Nadrabialiśmy lepszym zorganizowaniem , byliśmy troche jak dywersanci , uderzaliśmy szybko i dość skutecznie po czym trzeba się było szybko ewakuować , zanim przeważające siły wroga zorganizowały się .

  22. Ale i przyszedł czas kiedy wymiękłem i poczułem strach , który mnie sparaliżował , potem przez jakiś czas ponosiłem konsekwencje tego . Dlaczego napisałem o tych ślepcach i o tych Rosjanach . Lubiałem czytać ksieżki o tematyce wojennej i uważam ,że najlepiej pisać o wojnie potrafią Rosjanie .

  23. a ,, Nadzy i martwi ,, ? dobre …. Rosjanie dobrzy …

    dla odmiany tematu …. wysiadłomi dziś światło ,, po różnych telefonach ktoś obiecał się z wizytą do 2 godzin … po pół godzinie przyszedł ktoś od swiatła …. ale okazało się , że to z ,, elektrowni ,,, z całą paka papierów , bo mi TANIEJE prad na 3 lata … W końcu przyszedł i ten naprawca , znalazł rzecz dość wymyślną,,,, okazał się być sąsiadem !!!!! niedalekim ,,, i z trudem mu zapłaciłam coś za drogę… bo nie chciał nic ……NO !!!!!
    więc znowu nie popracowałam i już chyba mnie zabiją na pewno …

    W związku z tym idę z psem w pola ….. tam w zagajniku chłopaki mają urządzony hmmm salono drinkbar … deski , pieńki … i cudownego , ułożonego amstafa …. mam nadzieję że są dziś mimo zimna … bo czuję się bezpieczniej …. 🙂

  24. najstarsza i bodaj największa w świecie chrześcijańskim ówczesnym to w Dijon …… w wikipedii jest ale mało i głupio … trzeba w czymś starszym …. nie pamiętam tak dokładnie zeby sie tu wygłupiać z nidoinformowaniem ….

  25. Rosjanie są w tym prawdziwi ,mają walkę we krwi i znają smak zwycięstwa i klęski .

  26. Chodziło o , Il de France, czyli pogranicze z NIemcami – fajnie się nazywa, ale to gospodarcza bida. Gdyby nie fabryka Peugeota to by nawet nie mięli tam autostrady. Ale nie wiem, może jakieś są. Dijon, to już Burgundia 🙂 i .. Goście goście.

  27. Chyba coś pomieszałem, to Franc Comtois. Il de France to otoczenie Paryża chyba.

  28. Rosjanie nie są lepsi niż ktokolwiek inny.We krwi to mają wódę i to jej smak znają najlepiej. Z niej wynika ich odwaga. No i z pułków zaporowych NKWD za spinoju, które też im kurażu dodają.
    Jeśli chodzi o opisy bitwy to dobry jest (był) w tym Tołstoj (Lew), który osobiście zaliczył Wojnę Krymską i pacyfikację Kaukazu.

  29. Chłopaki Ile de France do domena królewska, serce samo Francji, a wy je mylicie z Franche Comte i z Burgundią, w dodatku nie z tą co trzeba? Dajecie spokój.

  30. Ja tam Tołstojowi nie wierzyłem, przeczytałem „Opowiadania sewastopolskie”, ale nie to nie urzekło, w żaden sposób, już ten Stendahl był lepszy…

  31. Rosjanie są twardzi i za matkę Rasiję gotowi są oddać życie ,a kto z Polaków jest gotów oddać życie za ojczyznę , może Pan , Panie Cortes?

  32. Trafnie mówi Grzegorz Braun o pacyfiźmie wśród naszej inteligencji , to są projekcje ślepców , ja nawet domyślam się skąd ten pacyfizm u nich wynika , powodem jest strach

  33. Oby jak najdłużej to potrwało…ten strach. Znam taką oto historię; w latach 60-tych, w Afryce w jednym z krajów pojawił się problem z dużą populacją słoni, które dewastowały jakieś tam uprawy i zapadła decyzja o eksterminacji. Wynajęto strzelców i od świtu do zmierzchu odbywało się polowanie. Po jakimś czasie zlikwidowano słonie. Strzelcy dostali zapłatę i poszli sobie dalej…ale okazało się że przetrwało bardzo małe stado słoni które były bardzo tchórzliwe, poruszały się tylko w ciemności, reagowały na najmniejszy hałas i uciekały w najbardziej niedostępne miejsca …. I co było dalej? To małe stadko tchórzliwych słoni odrodziło po latach pełnowartościowe stado z osobnikami odważnymi i nie znającymi lęku.
    Uwielbiam Brauna ale on jest niestety oderwany od bazy. Dobrze mówi ale nie jest praktyczny. Mam go w zanadrzu ale na monarchię w następnych wyborach nie mam nadziei 🙂

  34. Dijin to bliżej Paryża

  35. Nie o tym strachu pisałem ,inteligencja jest na usługach lichwiarzy i pomaga im okradać społeczeństwo , strach inteligencji jest strachem podwójnym , boja się gniewu społeczeństwa (stąd promowany przez nie pacyfizm) z drugiej strony boją się odcięcia od budżetu , a gdyby zaczeły się buntować to może zjawić się seryjny samobójca , ich aspiracje to granty ,Dotyczy to 90 %

  36. nie da się już dopisać pod filozofem … ale tak Go zrozumiałam … też widze ten strach
    jasne że jak rozmawiam ,,,, czyli żyją….. z ludźmi walczącymi w podziemiu w czasie wojny … to oni się bali … ale to są Nazwiska …. bali się roztropnie ….. chodzi o to by wroga zabić … a nie by dać się zabić głupio w szarży pod sommosierrą….

    jao tym co jakiś czas pisze tutaj i mówię z ludźmi … ale albo uważaja .. jak pięknie zginąć…. albo sami tak się boja jak opisał filozof… uciekam do dentysty

  37. W księgarni „B.Prusa”, nabyłam kieydś książkę autora S.Roweckiego „Walki uliczne” 1928, druk współczesny wykonany z egzemplarza bibliotecznego. Na ok. 300 stronach, „Grot” prezentuje zasady opanowywania rozruchów ulicznych przez wojsko.Po pierwsze więc nie wolno dopuścić do powstanai tłumu, bo „gdy wola tłumu ogarnie wszystkich to przeobraża się w ślepy i dziki motłoch, który może opanować tylko szybie i bezwzględne działanie siły zbrojnej”, potem „wojsko musi zchować odległość od tłumu 30 – 50 m w innym przypadku nastąpi zetknieęcie z tłumem, pomieszanie maifestantów a nastepnie rozbrojenie. W razie natarcia tłumu , dowódca oddziału ostrzega tłum dwukrotnie przy użyciu trąbki lub bębnów , gdy to nie pomaga zapowiada użycie broni.” Już Napoleon zalecał oddanie pierwszej salwy w tłum, a drugą dopiero w powietrze. Doświadczenia niemieckie z 1919 r zalecają rzucenie na tyły tłumu, czyli tam gdzie są przywócy kilka granatów ręcznych lub karabinowych albo pocisków z moździerzy piechoty. Oprócz tego dobrze umieścić w domach ponad tłumem kilku strzelców wyborowych, którzy potrafią usunąć przywódców tłumu”. s. 75.
    Taktyka znana przećwiczona W Poznaniu, Gdańsku i w Krakowie („zaginiony ląd).
    Znaczy się na Ukrainie – zmieniły się czasy – nie chcieli „rozpraszać tłumu”. Nowa estetyka, zobaczymy.

  38. a może nie chcą taka pacyfikacja wywołała by wojnę domową

  39. A tak na marginesie Grot nie opisał represji po zajściach wymierzonych przeciw własnym obywatelom, ale (Biuletyn IPN Nr 12 -1 z 2003-2004) opisuje takie kategorie działań (s. 72) „..W sprawie „Jesień 70” od grudnia do września 1971 zewidencjonownao 3300 osób biorących bezpośrednio udział w manifestacjach, walkach, strajkach, po dokonaniu selekcji 920 objęto różnymi kategoriami operacyjnymi, w czerwcu inwigilowano jeszcze 1014 osób, w 1972 kontrolowani już tylko 200″…”Akcja represyjna WSK (Wojewódzki Sztab Koordynacyjny) polegała na wyprowdazeniu z zakładów pracy elementu warcholskiego… Ogółem w latach 1971 – 72 z pracy wyrzucono ponad 300 osób… Inną formą było powoływanie elementu inicjatywnego i warcholskiego do służby wojskowej – 288 osób – „Jakie zapadały wobec nich decyzje tego do dzisiaj nie udało się ustalić”.

  40. Jak ja tu czytam , że zadowolony z siebie przygłupek pisze ,że Grzegorz Braun jest odcięty od bazy , to przychodzi mi na myśl tylko jedno , oćwiczyć harapem delikwenta .

  41. jeden dzień majdanu kosztuje 200 tys . no i poza tym co … ci ludzue tam na tyle czasu porzucili pracę przy tym bezrobociu na Ukrainie /??? świerze dostawy opon do palenia ….. To jest ustawka 🙂

  42. jejku , Filozof , skąd ten harap , jak z PGRu to może palcat ???? 🙂

  43. Po pierwsze kwiatkiem bo to kobieta po drugie zbyt szybkie wnioskowanie bo @Coryllus też jest odcięty od bazy. Dostęp wyrąbuje sobie na blogach 😉

  44. w Krakowie pod ARką PANA rzeczywiście poza frontem na barykadzie na KOcmyrzowskiej osiedlowymi uliczkami jeździły trabanty cywilne ,, na tyłach,, …. ksiądz odradzał wchodzenie do kościoła bo tam się łatwo utrzymywał dym … tam jest taka galeryjka na świerzym powietrzu , wyżej i dobrze widać co sie dzieje , z góry ….
    Jak się robiło serio ostro to odmaszerowywałam pieszo przy takim komisariacie , przy hotelach robotniczych …. tam stali rozbrojeni przez swojego szefa zresztą milicjanci i widząc jak dziarsko maszeruję wołali … oooo nasza młodziez wraca …… ONi byli tam wśrór robotników od bójek po pijoku i nie chcieli w nic wchodzić co ,, góra ,, urządzała…..bez rozkazu .
    NIc w okolicy nie jeździło i musiałam pieszo z tego rejonu sobie iść dość daleko

  45. Piękny fragment i można pójść dalej Misiem. City tolerowało Sikorskiego długo, bo polityk z niego był dość naiwny, ale któregoś dnia i ta naiwność zebrała żniwo. W takim kontekście życie, postawa, odwaga, werwa, zdolności organizacyjne Grota były niebezpieczne nie tylko dla Niemców.
    A w City była przecież ekspozytura Rządu na Uchodźstwie, gdzie spływały wszystkie meldunki.
    Ciekawe czy Stoliński, Kaczorowska i Świerczewski nie brali przekazów z City, a do tamtejszego banku mogła pójść i składka. Wygląda, że Generał w niewoli był nie tylko dla Niemców gwarantem, że powstanie wybuchnie. Kiedy wybuchło los generała dopełnił się.

  46. póki co to coryllus jest chyba odcięty od świata przez śniegi … i wyrąbuje łopatą ?????

  47. Ehh co za manipulacja proza Watariego..
    Waltari napisal w 'Egicjaninie' wprost ze Echnaton byl manipulowany. Co prawda dzierzyl zewnetrzne znamiona wladzy ale za sznurki pociagal ktos inny. Co najlepiej zostalo pozniej uwypuklone na przykladzie jego „nastepcy” Tutenchamona.
    Duzo lepszym spostrzezeniem Waltariego bylo jak traktowal Horemheb bogaczy przy zbieraniu budzetu na wojne i kwestia Kataha ze jak ktos osiagnie pewien stopien bogactwa to nie moze juz zbiedniec chyba ze przyjdzie rewolucja to wtedy nawet zona takiego bogacza moze sprzedawac sie za miedziaki murzynom…
    Kolejna znakomita kwestia bylo przywiazanie do siebie zolniezy poprzez wspolny udzial w bestialstwach wojennych co czynilo z nich organizacje zakmnieta dla innych ktorzy nie mogli juz przejsc tego chrzestu potem..
    Ta ksiazka to kopalnia wiedzy o zachowaniach ludzkich ktore sa ponadczasowe. Aleksander Glowacki aka TW „Prus” ze swoim 'Faraonem' i „mechanizmami wladzy” moze Waltariemu buty wiazac w zaswiatach.

  48. tam było bardziej skomplikowane ,,,,na ile sobie przypominam …. ale to strzępy z różnych źródeł i nie chcę tu mieszać

  49. Zaczynają się kłopoty z zasilaniem i wyłączają prąd w pierwszej kolejności najbardziej opornym 😉

  50. Henry jak zwykle jest błyskotliwy , hihi

  51. harap bardziej odpowiada mojej dzikiej naturze

  52. Masz prawo do swojego zdania ale nie obrażaj mnie.
    Jak namierzę Cię kiedyś w realu to dostaniesz z liścia. Obiecuję.
    I nie kontynuuję dalej tej rozmowy.

  53. Każdy z nas jest w jakiś sposób jest odcięty, jesteśmy niestety zatomizowani. Coryllus przynajmniej robi obiady w domu dla rodziny. To cenna więź z rzeczywistością 🙂

  54. ja to na tego liścia to nawet mogę się umówić

  55. Navigare necesse est vivare non necesse!
    Z przyjemnością Pana informuję, że chodzi generalnie o to aby zwyciężać (osiągać cele) a nie ginąć. Pańskie pytanie jest z gruntu fałszywe. Podjęcie walki w celu poniesienia śmierci…….. wybaczy Pan.

  56. tak w nawiąznaiu do losu Grota, to był osadozny w tym samym obozie co Bandera. Grot nie chciał z polecenia Niemców (nazistów) uczestniczyć w negocjacjach o zawieszeniu działań powstańczych w Warszawie i za to zginął. Bandera mieszkał jeszcze w Zach Niemczech i tam w budynku w któtym mieszkał na klatce schodowej zmarł na zawał ( ???) , tyle że należy dodać, że w tej samej chwili mijał go na schodach jakiś nieznajomy … tak to było??? .

    Coryllus żywi rodzinę fast foodami, tak pisał., ja bym mu odebrała prawa rodzicielskie za te fast – foody (chyba, że to się zdarza raz na kwartał).

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.