Cze 022016
 

Miałem dziś pisać o rozwodzie Beaty Kozidrak z Pietrasem, miałem także omówić szczegółowo kilka hitów z telewizyjnej listy przebojów z wczesnych lat osiemdziesiątych, ale wszedłem na salon, a tam widzę tekst Rossemana o wywiadzie jakiego Kataryna udzieliła tygodnikowi „Polityka”. No i zmieniłem zdanie.

Na naszym blogu dochodzi ostatnio do pewnych wstrząsów, które skłaniają mnie z kolei do intensywniejszych działań, nazwijmy to formatujących. Napisze to wprost – jeśli się komuś zdaje, że z mojego bloga zrobi swój blog, to się niestety pomylił, ja zaś wykazałem już tyle dobrej woli jeśli idzie o zrozumienie intencji różnych osób, że doprawdy wystarczy. Co to ma jednak wspólnego z Kataryną i jej wywiadem dla Polityki? To proste. Kataryna w pierwszych słowach tego wywiadu informuje dziennikarza, że rozczarowała się polityką PiS. Po roku ledwie rządów pani Kasia się rozczarowała….Podobnie jest z niektórymi komentatorami. Oni tu przyszli z różnymi nadziejami, chcą komentować, a ja ich rozczarowuję. Jakie to smutne, a mogło być przecież tak pięknie, mogło być sympatycznie, a ja w swoim uporze wszystko psuję i może się wręcz okazać, że wcale nie jestem wybitnym autorem, choć owszem mam zadatki.

Katarynie też się zdawało, że prezes będzie wypełniał jej polecenia, albo lepiej – odgadywał jej życzenia, bo jest ona wszak reprezentantką tych wiecie, dołów, tych prostych zwykłych ludzi, którzy mają swoje poglądy na Polskę i świat.

Toyah pisał o tym wielokrotnie, ale nie zaszkodzi jeszcze powtórzyć. Kataryna nie jest żadną blogerką, jest to pani reprezentująca interesy jakiejś fundacji, która – zakładając bloga – rozpoczęła w Polsce epokę, nie wolności bynajmniej, ale moderacji myśli niezależnej przez różnych ludzi z zaplecza. Nie wiem czy pamiętacie, ale kiedy pojawiła się Kataryna i jej sławny blog, obok niej istnieli inni blogerzy, tacy jak Adam Haribu, ale potem zniknęli i słuch po nich zaginął. Ona zaś została, jak samotny biały żagiel.

W tych odległych czasach my wszyscy łudziliśmy się, że uporczywa praca na blogu może nam przynieść sławę, może sprawić, że będziemy rozpoznawalni. Dziś już wiemy, a potwierdziło się to jeszcze raz poprzez ten wywiad Kataryny, że nasza aktywność ma znaczenie tylko dla nas. Stąd też moja irytacja na różnych „rozczarowanych”, którzy nie rozumieją dlaczego ja ich nie słucham, kiedy oni mają takie świetne pomysły. Kataryna, która, jeśli idzie o blogosferę, jest dziś nikim, powtórzę – nikim, została zaproszona przez mainstream jako reprezentantka blogosfery. Dla wszystkich jest jasne, że pani ta reprezentuje środowiska, którym po prostu wygodnie jest lansować ją jako blogerkę, bo to i kłopotów mniej i zastanawiać się czego ta blogerska tłuszcza chce naprawdę, nie ma potrzeby. Jest Kataryna i jest spokój. Kataryna jest bezpieczna także z tego powodu, że mimo iż od dawna znana jest z nazwiska, ciągle udaje osobę anonimową. W moderowanej zaś przez dziennikarzy i tajniaków blogosferze ta anonimowość jest najważniejsza – żeby nikt nie wiedział co to za jedni, ci blogerzy. Tu jest clou. I tak to zostało zaplanowane na samym początku i temu służyły różne blogi budujące napięcie i szerzące kłamliwe opowieści o tym, jak to służby prześladują wolną myśl w blogosferze. A po co niby miałyby to robić skoro mogły wykreować własnych blogerów i załatwić im pierwsze miejsca na pudle? No, jak to – zawoła ktoś – a inwigilacja ogłoszona przez Kamińskiego! Inwigilacja, srynwigilacja, poczekajmy do pierwszej rozprawy, wtedy pogadamy.

Pamiętam jak zdecydowałem się na ujawnienie własnego nazwiska w blogosferze i jakie były wtedy reakcje ludzi. Obłąkane – mówiąc wprost. Dziś podobny problem także istnieje, bo ludziom kryjącym się za nickami wydaje się, że jak się ujawnią to niebo zawali się im na głowę. Musicie zrozumieć nieszczęśni, że póki nie staniecie w prawdzie pod własnym szyldem, żadne wasze umizgi i demaskacje nie mają znaczenia. Macie założoną blokadę na mózg i usta, w imię jej Kataryna właśnie. Pani ta załatwia rzecz najważniejszą, a czyni to samą tylko swoją obecnością. Od wielu już lat nic nie pisze, co jakiś czas wrzuca na salonie dwuakapitową popierdułkę, która z miejsca uznana zostaje za skończoną doskonałość. Najistotniejsza jednak pozostaje jej rzekoma anonimowość, która trzyma przy ziemi wszystkich aspirujących blogerów i komentatorów.

I to się nie zmieni, albowiem ci anonimowi za nic się nie pozbędą swojej anonimowości, albowiem ona im daje tyle wewnętrznej satysfakcji ile onaniście z wczesnego PRL rozkładówka z Palyboya. Istnienie zaś Kataryny nie jest dla nich pułapką, ale potwierdzeniem najświętszych intuicji, które każą im trwać w bezimiennym wzmożeniu intelektualnym. Ja nikogo nie przekonam do tego, żeby działał na własny rachunek, tak jak nie przekonam pracującego na pół etatu w pieczarkarni człowieka, żeby to rzucił i poszukał czegoś lepszego. On tego nie zrobi nigdy – bo ma pracę. Ta zaś jest wartością samą w sobie. Ludzie odżegnujący się od własnych nazwisk mają zaś, prócz pracy, towarzystwo i mają rodziny. I mogłoby się zdarzyć, że kiedy zaczną coś pisać, na imieninach u wujka Edka wkurzony szwagier zrobi takiemu awanturę, a on nie będzie miał nawet szansy się wytłumaczyć, bo ciotki go zakrzyczą. Patronką takiej sytuacji, stworzonej tu u zarania blogosfery jest właśnie Kataryna.

Ja oczywiście nie zapłaciłem za przeczytanie tego wywiadu w całości. Podobnie jak Rosseman, który go omawia jeszcze szerzej. Nie ma to sensu i nie ma takiej potrzeby. Kataryna nie reprezentuje blogosfery. To, że kiedyś tam prezes wymienił jej nick i pochwalił ją za odwagę jest wyłącznie zasługą kolegów Kataryny znajdujących się w otoczeniu prezesa.

Toyah popisywał się tutaj taką odwagą, że hej, a nikt nawet ani razu nie próbował wymieniać jego nicka. Nie było rozkazu panie wachmistrzu i szlus.

Popatrzmy więc z pewnego oddalenia na to czego dokonał nasz kolega. Oto w najdawniejszych czasach opisano jego blog i zacytowano jego teksty w GP, a kiedy on się tam próbował dodzwonić i zapytać czy nie mógłby im pisać felietonów, pani Hejke spuściła go, jak to się czasem mawia na drzewo. Potem Janek Pospieszalski zaprosił Toyaha do telewizji, gdzie ani Karnowski, ani Dorn, ani tym bardziej Mistewicz z Hartmannem nie raczyli go nawet zauważyć. Ja zaś łatwo mogę sobie wyobrazić co wyczyniałaby ta banda buców, gdyby pojawiła się tam Kataryna. Potem zwinęli Toyahowi bloga, bo śmiał opublikować na nim powszechnie dostępne zdjęcia przedstawiające prezydenta Kaczyńskiego jak układa sobie szalik z napisem Polska, tak, by go najlepiej wyeksponować. Gazownia zagroziła procesem i najbardziej bojowa część internetu – administracja salonu24 położyła uszy po sobie i zwinęła blog naszego kolegi. Potem toyah odwołał dwoma telefonami satanistyczny festiwal w Krakowie, a teraz upiera się, żeby przypominać postać Zyty Gilowskiej, z którą korespondował przez kilkanaście miesięcy. I co? Czy kogoś to zainteresowało? Czy ktoś mu zaproponował wywiad? Nie. Dlaczego? Bo on jest nikim z punktu widzenia tych ludzi. Nikim. I choćby stawał na palce, pisał takie teksty przy których wszyscy będą płakać dalej będzie dla nich nikim. I tak samo traktować go będą wielbiciele anonimowości, którzy co jakiś czas usiłują się lansować na jego i moim blogu. Dlatego też właśnie, my, prawdziwi blogerzy salonu24, traktujemy tę całą sytuację instrumentalnie, podobnie jak wszyscy inni poważni blogerzy. Nie jesteśmy tu sługami, nie jesteśmy funkcją polityki administracji, ale mamy własne cele i własną politykę. Można oczywiście nie traktować tego serio i ekscytować się występami Kataryny. Wszystkim, którzy wybiorą tę opcję życzę powodzenia. Przypomnę tylko, że pojutrze rozpoczynają się targi książki w Bytomiu, impreza która wzięła swój początek na tym blogu. To wiele, jak napisał Jarosław Haszek we wstępie do swojej powieści do wojaku Szwejku.

Mam nadzieję, że wszyscy już rozumieją dlaczego nie traktujemy serio ani Kataryny, ani jej wypowiedzi, ani anonimowości blogosfery. Bo ciągle jeszcze – przy zastosowaniu pewnych chwytów – jest to miejsce, gdzie można coś zrobić i coś osiągnąć. Tyle tylko, że trzeba mieć dobrze sprofilowany target. Jeśli ktoś liczy na to, że go zauważą w mediach, to chyba zwariował. Media widzą jedynie siebie, nic więcej.

Na koniec chciałem jednak jakoś nawiązać do tego mojego pomysłu z wczoraj, żeby tu, dla odpoczynku i rozluźnienia atmosfery napisać o tym rozwodzie Kozidrakowej i o piosenkach z wczesnych lat osiemdziesiątych. Mam tu taki teledysk, występuje w nim Mirek Bielawski, którego podejrzewałem o to, że wycofał się z branży. Myliłem się. Na nasze nieszczęście on i jego zespół działają nadal. Kiedy zobaczyłem pana Mirka po raz pierwszy, a byłem wtedy jeszcze w podstawówce, uciekłem od telewizora. Nie mogłem tego po prostu wytrzymać. Ciekawe czy Wam się uda. Ja nigdy nie obejrzałem tego występu do końca, bo jest to zadanie ponad ludzkie siły.

https://www.youtube.com/watch?v=z83X7X93lrU

Na tym dziś kończę. Przypomnę tylko, że zbliżają się targi w Bytomiu, które rozpoczną się fantastyczną zupełnie prelekcją Ojca Wincentego Wiesława Polska, przeora klasztoru w Wąchocku. Prelekcja będzie o tym jak to działacze niepodległościowo-oświeceniowi – Stanisław Kostka Potocki i Stanisław Staszic wyślizgali cystersów z udziału w przemyśle ciężkim, w Zagłębiu Staropolskim, a następnie przemysł ten położyli na obie łopatki. Początek w sobotę o 11.00

Bilety zaś na targi można zamawiać tutaj

http://www.becek.pl/program/event_dates,412,bytomskie_targi_polskiej_ksiazki

Jeśli zaś idzie o książki, które tu codziennie podrzucam, to dziś mamy rzecz zupełnie niezwykłą. Oto relacja o Polsce Gasparad de Tende. Nie wiem czy pamiętacie jak przy okazji historii życia i męczeństwa św. Andrzeja Boboli zastanawialiśmy się, jak to było z tym jansenizmem królowej Ludwiki Marii i kto mógł być łącznikiem pomiędzy dworem w Warszawie a opactwem Port Royal i całym tym heretyckim bractwem. Już nie musimy się zastanawiać, był to właśnie Gaspard de Tende, który kontrolował finanse dworu Ludwiki Marii i, jak to pięknie ujął, autor wstępu, sympatyzował, podobnie jak królowa, z jansenistami. Szkoda, że nie mamy żadnych zapisków agentów francuskich z lat wcześniejszych, może dowiedzielibyśmy się jak wyglądały negocjacje Chmielnickiego z Mazarinim na temat udziału kozaków w wojnie z hugenotami i kto je prowadził. No, ale nic, musimy się zadowolić tym co jest. Mamy tego trochę więcej, a i cena jest przystępniejsza.

Zapraszam na stronę www.coryllus i tam gdzie zwykle. Jutro napiszę gdzie, bo teraz muszę odpocząć, jestem trochę chory.

  60 komentarzy do “Kataryna czyli polityka życzeniowa”

  1. „jeśli się komuś zdaje, że z mojego bloga zrobi swój blog, to się niestety pomylił” – oczywista oczywistość dla wielu nieoczywista.
    Jeśli ktoś tak myśli, to tak jakby z kimś rozmawiał i co jakiś czas wtrącał i mówił rozmówcy „powinieneś raczej powiedzieć…”

    A propos Kataryny – kiedyś w Jana Pospieszalskiego był odcinek poświęcony blogom, Kataryna była ukryta i tylko ukazywały się jej wpisy na ekranie (jakby rozmawiać z komputerem), w studiu był Gliński i ją pozdrowił, powiedział że się znają i ma szacunek do jej dziennikarstwa obywatelskiego.

  2. Kataryna nie „została zaproszona przez mainstream jako reprezentantka blogosfery” . Ona przez tenże mainstream została do blogosfery POdrzucona 😉

  3. Co za gówno….szacunek za jej dziennikarstwo obywatelskie…

  4. Ja pamiętam, jak mój zbuntowany kolega na okrągło (kiedyś) śpiewał słowa piosenki, brzmiało to mniej więcej tak „… to jest mój kawałek podłogi…” pamiętam głos wykonawcy, to był Mirek B.
    Ten kawałek podłogi .. – to było dla kolegi taki protest song, przynajmniej kolega chciał żeby to tak wyglądało. Może mieszkał w M3 w 5-6 osób i całkiem prozaicznie śpiewając o tym kawałku podłogi domagał się kawałka mieszkania dla siebie nie wiem. Tyle o p. Mirku, obił mi się o uszy.

  5. e tam, Prof. Gliński, wypowiadając się o Katarynie, był po prostu grzeczny. Tak jak się nie mówi brzydkiej dziewczynie że jest brzydka, tylko się zalepia sprawę urody jakimś eufemizmem typu „ujmująca”, czy jakoś tak. Zapewniam że prof. Gliński ma wyrobione zdanie o blogerach i wie co, którzy i jak piszą.
    Coryllus jest doceniany.

  6. To nie ten Mirek, tamtem był znośniejszy

  7. Niech sobie pan minister wsadzi, sam wie gdzie, swoje oceny

  8. OT ale nie da się inaczej.
    Oglądałem kolejny raz Hubala i zainteresowała mnie postać gen. Tokarzewskiego – Karaszewicza.
    Odpalam wiki, a tam:
    Osobiście uważał się za socjalistę.

    Posiadając odpowiednią pozycję i prestiż społeczny, Tokarzewski poświęcał się swoim niecodziennym zainteresowaniom, czyli teozofii i masonerii. Ponieważ Kościół katolicki nie zaspokajał potrzeb duchowych generała, sam próbował szukać klucza do zrozumienia miejsca człowieka w naturze. W 1921 r. wstąpił do wileńskiej loży masońskiej im. Tomasza Zana. Zdaniem wybitnego biografa generała Daniela Bargiełowskiego skłoniły go do tej decyzji socjalistyczne przekonania i pragnienie dokonania zmian społecznych poprzez ukształtowanie etyczne obywateli. Wolnomularstwo, którego podstawowym przesłaniem był kult rozumu i tolerancja religijna, było dla niego wyborem oczywistym.

    Jego osobowość pragnęła także bardziej osobistego i intuicyjnego zrozumienia harmonii wszechświata. Odpowiedź na swoje rozterki odnalazł w teozofii. Matką tej doktryny duchowej była XIX-wieczna rosyjska mistyczka Helena Bławatska, która z połączenia europejskich tradycji filozoficznych i buddyjskich stworzyła oryginalny system duchowego rozwoju, proponujący wyjaśnienie mechanizmów rządzących kosmosem, a nawet jakoby osiągnięcie niecodziennych możliwości parapsychologicznych.

    Był też Tokarzewski jedną z trzech osób mających prawo do noszenia srebrnej swastyki. Brał udział w seansach organizowanych przez Polskie Towarzystwo Teozoficzne w Mężeninie. Od 1925 był wiernym Liberalnego Kościoła Katolickiego. 14 listopada 1926 przyjął stan duchowny. Święceń kapłańskich udzielił mu w Warszawie biskup James Ingall Wedgwood.

    Obowiązki teozofa łączył on z członkostwem w masonerii. Z jego inicjatywy udostępniono kobietom dostęp do Sztuki Królewskiej, tworząc w Warszawie w maju 1925 r. pierwsze koło tzw. loży mieszanej, przedstawicielstwa obediencji Droit Humain (Prawo człowieka). Przy okazji prac nad powstaniem nowej loży Michał Tokarzewski zaprzyjaźnił się z dr. George’em Sydneyem Arundalem, wysoko inicjowanym brytyjskim masonem hinduskiego pochodzenia, i jego żoną. Znajomość ta przydała się generałowi w jego masońskich kontaktach, ponieważ dr Ayurdale z czasem doczekał się stanowiska prezydenta Międzynarodowego Towarzystwa Teozoficznego, z siedzibą w Adyarze, pod indyjskim Madrasem[16].

    Generał Karaszewicz-Tokarzewski był niewątpliwie jednym z najaktywniejszych polskich wolnomularzy. Należał do Wielkiej Loży Narodowej Polski i Zakonu Le Droit Humain. Był współzałożycielem i członkiem lóż: Tomasz Zan, Orzeł Biały, Święty Graal i Św. Michał Archanioł. W 1937 uzyskał najwyższy w rycie szkockim dawnym i uznanym 33. stopień wtajemniczenia.

  9. Wybitny biograf wybitnego generała..ho, ho, tak, tak….

  10. Dziennikarstwo obywatelskie skierowane jest do społeczeństwa obywatelskiego.Nas to nie dotyczy 🙂

  11. Dawno dawno temu mówiło się że urzędas , działacz ma dwa oblicza.Jedno w domu drugie w pracy.Pan minister w domu lubi coryllusa a w pracy szybko wymazuje z pamięci by nie stracic stołka 🙂

  12. Podchodzę już trzeci raz do komputera żeby napisać coś wprost o temacie notki… i chyba dam sobie spokój ..

    „za to ” ….. podziękowania dla Gospodarza:)
    Po pierwsze czytasz masę wszystkiego , czego ja mimo lat intensywnego czytania nie przeczytałam …. bo nie da się wszystkiego , w żaden sposób… a teraz z powodu oczu już bardzo mało czytam i jest to raczej kartkowanie , podczytywanie jakichś rozdziałów ….

    Rzecz druga , bardzo konkretna:)) . WIELKIE dzięki za wrzucenie na blog wątku wspomnień prof. Steinhausa:)
    Z przyczyn pokoleniowych czytam to oczywiście inaczej niż Twoje pokolenie ….. Tak jest i nie ma inaczej :))))) Szalenie ciekawe …oczywiście nie czytam po kolei , dopiero będę czytać początek :)))

    .

  13. A mnie niezwykle intryguje w jaki sposób minister kultury wyraża to, że kogoś docenia?
    No a jeszcze bardziej, jak ten dla mnie niewidoczny sposób wyrazu zauważa Nebraska?

  14. Scenę muzyczną śmiało można porównać do blogosfery. Ja akurat trochę muzykuję. Nie żeby jakieś wielkie halo chociaż kiedyś miałem takie aspiracje. Teraz gram w big-bandzie przy ośrodku kultury. Gramy w sumie muzykę amerykańską trochę klasyki, na wzór Orkiestry Counta Basiego, ale też bardziej wspóczesne rzeczy. Myślę, że na żywo wrażenia są ciekawsze niż występ jakieś „gwiazdy” rocka. I nie jest to tylko moje odczucie. To nasze muzykowanie kojarzy mi się z jedną sceną z Ziemi Obiecanej kiedy widzimy przez okno zespół amatorów jakąś muzykę klasyczną (pamiętam klarnety). Nie żebym liczył na jakąś popularność. Nie o to chodzi. Mi wystarcza samo muzykowanie. Chodzi mi o to, że prawdziwa muzyka poszła w odstawkę a słuchacz jest skazany na rock i coś tam jeszcze typu hip-hop i techno. A muzykowanie dla samej frajdy to pochowane po kątach nieciekawe zjawisko.

  15. Z tym vide-ŁO to trochę nie ładnie tak jednak chyba. Dobre śniadanie a na koniec latryna. No nieby samo życie ale żeby tak dosłownie? Nie godzi się! 🙂

  16. Ładnie się to dzisiaj – ułożyło – prawdziwi blogerzy na nieprawdziwym salonie:)
    Ale nie o tym, a o innym blogerze. Wczoraj zamiast Mariana pastor się popłakał na wizji i przy małych dzieciach:) Tak a propos tego pastora – on działa anty-katolicko i zupełnie destrukcyjnie. Bo wybija wątpiących/szukających z Kościoła, ale sam nie przyjmuje – ma ze 30-osobowy raczej zamknięty kościół od chyba dziesięcioleci, zbiera fundusze i koniec – reszta won. Gdy zejdzie z tego świata jego kościół pójdzie w jego ślady. Czyli odwołuje się do najstarszej tradycji Abrahama – gdzie każde plemię miało swojego bożka. Z tego co się zorientowałem u Chojeckiego to protestanci mają tylko jeden program – antykatolickość. Krytykują m.in. katolicyzm za kapłaństwo i świątynie nawiązujące do religii żydowskiej (świątynnej) podczas gdy sami funkcjonują niemal tak samo jak judaizm rabiniczny.
    Czytałem kiedyś taką książkę o rytuałach czy kulturach. Na pewnym terenie funkcjonowały trzy plemiona, które nie 'darzyły się sympatią' i uważały wzajemnie rytuały inicjacji chłopców do męskości za obrzydliwe, a swoje za jedyne właściwe, uświęcone i piękne. A były one następujące: pomazanie twarzy chłopca nasieniem, opryskanie pośladków nasieniem, stosunek analny. Myślę, że Chojecki porusza się w takiej właśnie przestrzeni myślenia. Plemiennej.

  17. Ho, ho a jaka duży biogram Kataryny na Wikipedii…

    ps. Nigdy jej nie czytałem, nigdy mnie tam nie ciagło

  18. mam pytanie do gospodarza czy spotkal sie gdzies w ksiazkach z osobami Elizeus Bomelius (Bomeley) astrolog, producent trucizn przy Iwanie Groznym przyslanym przez krolowa via kampania moskiewska a potem Arthur dee wyslany w 1623 aby spelnial te same funkcje przy nowym carze

  19. @Maryla Sztajer

    (Corylusie pozwolisz na prywatne odniesienie 😉 )

    Szanowna Pani, czytanie gospodarza nawet przed ekranem komputera to oczywiście w żadnym razie nie katorga, niemniej polecam e-czytniki są takie modele z odpowiednią przeglądarka. To wygodny sposób i oczy się nie męczą

    pozdrawiam

  20. znaczy nie katorga ;D

  21. Nie…. ja uwielbiam naszego gospodarza…. wzrusza , wkurza ,… informuje …. i co tam jeszcze :))))
    Powiększam sobie litery i jest OK…. Można nawet 200% , bo potem tekst wychodzi poza ekran …. ale wystarcza jakieś 150 ….tyle mam teraz …

    Okropnie wszystko pyli i uczula … i to jest niemożliwe … muszę przeczekać przynajmniej tę „atrakcję' :))

    .

  22. Serio założyli lożę Św. Michał Archanioł? Ten, do którego modlimy się strącenie Mocą Bożą do piekła szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą?

  23. Daje też dużo do myślenia, że delegalizacja masonerii przez prez. Mościckiego w żaden sposób nie wpłynęła na „losy zawodowe” (jego kariera wojskowa nic na tym nie ucierpiała) „jednego z najaktywniejszych polskich wolnomularzy”.
    A dodatkowo Tomasz Zan – ten przesławny „członek towarzystwa samokształceniowego”, filomata i filareta. Kogóż to stręczyło się i stręczy słodkim dziateczkom, panie dzieju. Chyba więc wiadomo „jak trafić do młodzieży”, oczywiście pomijając nagana…

  24. Człowiek ma potrzebę słuchania muzyki na żywo. Nawet jak to nie jest wykonanie wirtuozerskie.
    Jak sobie przypomnę, to najbardziej mnie wzruszyła orkiertra na wiejskiej zabawie, klarnet, akordeon… gitara przy ognisku, piekny śpiew a capella, skrzypce…
    Przeżywa się wtedy szczególne emocje.

    Byle tylko muzykujący wiedział kiedy skończyć.

  25. Pastor Chojecki od tego jest, służy do niszczenia Kościoła Katolickiego. Jak go czasem jakiś komentator trafi w czuły punkt, to jeszcze bardziej widać, bo się wścieka i szydzi.

  26. Posłuchałam, obejrzałam, przeczytałam. On sporo fanów ma ten cały Mirek. Pamiętam tę piosenkę, ona jest nudna okropnie. Mnie fascynowaly trochę wcześniejsze wyjce. Teraz musiałabym się strasznie wisilic, żeby sobie przypomnieć, mhmmm… węgierski zespół Omega, … naprawdę pozapominałam.

    Z większym sentymentem wspominam to, czego sluchalam w dzieciństwie, im wcześniejszym tym dokladniej i serdeczniej.

    A teraz na odtrutke, coś co Tomasza Lisa wkurzalo.
    https://youtu.be/igkZkqWChEM
    I utwór sezonowy, z życzeniami zdrowia
    https://youtu.be/NysZ2kefDtM

  27. A tu o katarynkowej fundacji. Przynajmniej wiemy, że ręka kręcąca korbką jest bardzo długa.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Fundacja_Rozwoju_Spo%C5%82ecze%C5%84stwa_Obywatelskiego

    „Część szkoleń prowadzona była w ramach tzw. Instytutów Pozarządowych – intensywnych kilkudniowych szkoleń wyjazdowych. Na zlecenie amerykańskiej instytucji grantodawczej Academy for Educational Development prowadziła konsultacje dla ich grantobiorców, pomagając im opracowywać plany strategiczne.” cyt. za wikipedią

  28. Czy ten Braun to zgłupial? Po co takiego typa jak Targalski tak blisko do siebie dopuszczać. Jak ja to wiem kto zacz, to taki erudyta i analityk polityczny jak Braun, tego nie wiedział?
    Czy może znowu funduje się niewiastom kontrolowane hercklekoty, w trwodze o pupila.

  29. A moze wywiad z ta cala Kataryna to wlasnie reakcja sralonu na opublikowane list s.p. Zyty Gilowskiej przez Toyaha? Takie pokazanie jemu i Coryllusowi srodkowego palca?

  30. Kataryna pochodzi ze stajni fundacji Batorego (Sorosa), przyjaźni się z córkami Komorowskiego…
    Nie wszyscy mają pomroczność jasną 😉

  31. zamknięty krąg ćwierćinteligentów i patrzących na innych jak na przyglupow, bo oni dostąpili doznania wtajemniczenia, etc, etc

  32. coryllus, dla takich obnażajacych wystąpień warto być czytelnikiem twojego bloga; i ocena daje sie uogólnić na wszelkie obszary zycia społecznego/politycznego/gospodarczego/..;- oni wszyscy wierzą, że my na ich spektakle kupujemy bilety bo nie mamy nic innego w życiu do zrobienia; towarszytwa wzajemnej adoracji o rozplanowanych kiepskich rolach i dopasowanych tandetnych scenografiach; – jak dochodzi do swoistego audytu dot. możliwości/wiedzy/umiejętności/.. to tylko śmiech i drwina na owo dziennikarstwo obywatelskie jest i może być odpowiedzią; jak po Medycznych hakach WSI zaproponowałem TSakiewiczowi, że dostanie materialy z arcyciekawych operacji rozpracowawywania establiszmentu to zamilkł i trwa w cichości do dziś; oni wszyscy odważni ale we własnym mniemaniu jak WSumliński podczas podcinania żył, i kogo on sie bał? abw-ery?

  33. bardziej typu 'gang' ponieważ relacje genetyczne są nie tak jak w plemieniu; albo plemię ideologiczne o komercyjnej funkcji celu

  34. Może Sakiewicz to był zły adres…może arcyciekawe operacje trzeba demaskować pod własnym nazwiskiem. To niezwykle zobowiązuje 'moralnie” i wymaga prawdziwej odwagi.

    PS. Ja chyba też bym się nie podjął.

  35. coś zupełnie poza tematem, ale znając predylekcję Gospodarza do tekstyliów, może go zaciekawić:

    https://www.change.org/p/non-à-la-fermeture-du-musée-des-tissus-de-lyon

    'coś' chce skasować Muzeum Włókiennictwa i Sztuki Dekoracyjnej w Lyonie

  36. tutaj szło nie tyle o odwagę lecz m.in. o dezinformacje w celu przechwycenia kontynuacji do nadzoru i do …; ale o tym już pod nazwiskiem, ten czas już dochodzi

  37. tylko kto wydrukuje? i rozpowszechni? bez dostęu do kanałów dystrybucyjnych jesteśmy momentami bezsilni, a wiele tematow jest nie do przełkniecia dla wszystkich uczestników życia społecznego, no bo to burzy istotę realnego państwa; oni to pańtswo jak bożka dla własnych korzyści utworzyli i trzymają; my tego pąsntwa nie jesteśmy elementami tylko frajerami do bezkarnego okradania w imię patologicznej ideologii

  38. „Wszyscy uczestnicy życia społecznego” to kategoria, która nie istnieje. Jak coś jest dla wszystkich to jest dla nikogo.
    A coryllus cały czas udowadnia, że ani przez moment nie czuje się bezsilny…
    I to jest coś, co jest godne podziwu, a sądząc po jego niestrudzonym misjonarstwie, także godne naśladowania.

  39. jako wszyscy – mialem na myśli uczestników tzw.licencjonowanych, w tym wydawnictwa, tv, ; – od tzw. prawa do lewa;

    użyłem zwrotu 'momentami bezsilni' a to nie znaczy zawsze bezsilni, coryllus jest przykładem na trafność tego bonmotu, ine dzialania też dowodzą, że najtrudniej jest oznaczyć obszar gdzie nie jestęsmy bezsilni ale też to nie znaczy, że będziemy wygrywać te stawki o jakie walczymy

  40. Przecież to nie incjatywa Brauna – tylko niezalezna.pl
    „Tezy autora ważnych filmów ukazujących sowiecką i współczesną Rosję komentuje dla naszego portalu dr Jerzy Targalski.”

  41. Ta piosenka „Ciagle ktos mowi cos” tez mnie wyjatkowo wkurzala,szczegolnie ten gleboki tekst.Toto chyba bylo nawet na liscie przebojow. Ciekawe kto lansowal takiego gniota.

  42. Nie czytać kłamliwego badziewia jak „niezależna”, bo kto z chłopem pije, ten z chłopem pode płotem leży. To jest niewymownie trudne, bo nawyki są znacznie potężniejsze od nałogów, ale jest to nieodzowne. Skończyć z badziewiem reprezentującym w podstępny sposób zasady i wartości innych wrogich nam cywilizacji, jak wypadku komentarzy pana T., przedstawicieli lub zwolenników pasożytniczej pseudocywilizacji talmudycznej.

    To nie jest prawdą, że „należy wszystkiego spróbować” aby sobie „wyrobić obiektywne zdanie”, gdyby to było prawdą, to by coś dobrego, jakiś tam torcik, czy babeczkę, zamiast normalnie po staropolsku przednimi miodami popijać np. gnojówką /żeby wszystkiego spróbować dla wyważenia smaku/…

  43. Dzięki Panu tego linku na You Tube nie da się otworzyć.

  44. w przypadku dziennikarzy istotnym jest odpowiedź na pytanie: kto im daje informacje na biurko?
    na ulicy informacja nie leży, a powtarzanie/przetwarzanie przeczytanych w gazetach tekstów jako własnych osiągnięć własnego intelektu to istota m.in. owej Kataryny;
    a po błyskowtliwość komentarza: to do kabaretu;- bo to jest właśnie swoisty kabaret

  45. Dla mniej odważnych można publikować poważne dokumenty przez WikiLeaks bardzo bezpieczne i poczytne miejsce to https://wikileaks.org/

    Warto zaglądać tam regularnie.

    https://pl.m.wikipedia.org/wiki/WikiLeaks

  46. Żebyśmy się dobrze zrozumieli. Ja miałam na myśli zaangażowanie Targalskiego w Ruch Ochrony Wyborów. Czyli rok już chyba minął od chwili stworzenia tej inicjatywy. Zawsze się takie typy wkręca i próbują przechwycić stery. A że wprawieni w tych akcjach, zwykle im się udaje.
    Kiedy widziałam film ogłoszajacy powstanie ROW, wskoczył w kadr Targalski. Chciałam krzyczeć jak dzieci w teatrze kukielkowym: Tam jest! Wywalcie tego dziada, bo będą kłopoty!

  47. Blogosfera ma dużo wspólnego z muzykosferą, cytując klasyka 🙂

    Pisać każdy może
    Pisać każdy może,
    Trochę lepiej, lub trochę gorzej,
    Ale nie oto chodzi,
    Jak co komu wychodzi.
    Czasami człowiek musi,
    Inaczej się udusi,

  48. A propos, Beaty Kozidrak miała w swoim repertuarze poniższą piosenkę, to wprawdzie nie taki 'zielony potwór”, jak ten Banku, ale tez niezły
    https://www.youtube.com/watch?v=fUPyHTEMm5A

    W ówczesnej telewizorni puszczali „teledysk” bajmu w formule „okultystycznej” Kozidrak (wtedy jeszcze Beata i Bajm) ubrana w worek jutowy rzucała jakimś świecznikiem . Zapamiętałem to z powodu jednego fragmentu:

    Czarna łuna na niebie

    To znak
    Że porwie cię diabelski wiatr

    Ojciec ze złośliwym uśmiechem wyraził wątpliwości, czy łuna może być czarna 😉

  49. Kurcze, wystarczy poskrobać jutuba by znaleźć oryginał.

    https://www.youtube.com/watch?v=ZMopa_V0TM8

  50. Dokładnie. Ostatnio nas w pracy zaskoczył pan informatyk kiedy zaśpiewał kawałek jakiejś ukraińskiej pieśni. Ma więcej talentu niż niejeden artysta z telewizji.

  51. Na salonie Kataryna o charakterystycznym profilu, no i obszerna z niej kobita. Jestem grzeczna więc nic nie powiem, no ale ten Michałowski co Katarynę dekoruje jest „niezatapialny” nawet mu pasterka i bydło na rykowisku nie zaszkodziło.
    Ale nabiał.
    4 czerwca minie 27 lat zanim uzyskaliśmy możliwość zorganizowania imprezy targowej w Bytomiu. Kiedy oni nam zejdą ze sceny? Mam nadzieję że po najbliższych wyborach samorządowych.

  52. Na Wyborczej piszą, że Kataryna zwinęła Twittera „po fali hejtu”.

    A swoją drogą, co jak co, ale służby mają talent w nadawaniu pseudonimow. Czy mógłby być trafniejszy dla Wałęsy niż Bolek, a np. dla Maleszki lepszy niż Ketman?

    Kataryna. Napiszą, nagrają, a Kataryna tylko kręci korba. Moje uznanie dla poczucia humoru i kopniak za szyderstwo.

  53. czyli czekamy do jesieni.

  54. czytają tytuły.
    „Pieprzony los kataryniarza”

  55. Pamiętam, była konferencja Brauna przed siedzibą PKW, a w tle ukazała się charakterystyczna zmęczona ptasia twarz; nawet się nie ukrywał. Dla mnie to nyło zaskoczenie – Braun i Targalsli.

  56. Przypomnę tylko, że zbliżają się targi w Bytomiu, które rozpoczną się fantastyczną zupełnie prelekcją Ojca Wincentego Wiesława Polska, przeora klasztoru w Wąchocku.

    Gwoli ścisłości. Ojciec nazywa się Wincenty Polek. Ma brata, księdza również, posługującego w Opolu. Bardzo sobie księdza Jacka cenię, bo to mądry i prawy Kapłan.

  57. Ruch kontroli wyborów jest potrzebny nam w Polsce jak piąta noga psu.

    Starczy zrobić po staropolsku: jawne głosowania. Teraz łatwiej, bo wówczas dawali kreski, jawne kreski w głosowaniach wyborczych w Rzeczypospolitej.

    A teraz jawne głosowania z pomocą komputerów są nie do oszukania. Oszczędność papieru, kosztów et cetera.

    Dlaczego zatem wybory uporczywie nie są jawne? To proste, właśnie dlatego. bo nie można w nich – jawnych – oszukać.

  58. Ja miałam na myśli pozytywną odpowiedź na modlitwę: „Boże spuść nogę i kopnij”.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.