Paź 252019
 

Wszelkie aspiracje mają charakter estetyczny i rytualny za razem, estetyczny w zakresach najbardziej podstawowych, ale także w tych trochę bardziej skomplikowanych. Chodzi o to, by zostać dopuszczonym do rytuałów oczyszczenia i przebywać wśród ludzi i atrybutów jednoznacznie kojarzących się z czystością. Prawidłowość ta dotyczy zarówno grypsery, środowisk akademickich, jak i polityki. Przy takim postawieniu kwestii kluczową sprawą jest określenie co to znaczy – atrybuty czystości. W celi, to jest po prostu dostęp do umywalki, ale w życiu prawdziwym, w zhierarchizowanych środowiskach, sprawy się komplikują i kluczem do ich rozwiązania staje się słowo trend. Ono zaś jest częścią szerszego pojęcia „kultura”, które to pojęcie określa zakres wszystkich w zasadzie aspiracji. Wyraz trend może być zamieniony na słowo „norma”, bo ono bardziej pasuje do niektórych środowisk. I teraz rzecz najważniejsza – kto wyznacza normy i trendy? Czy to są ci sami ludzie, którzy demonstrują przynależność do oczyszczonych i wybranych? Mam wrażenie, że nie, że pochodzą oni z innych porządków. Tyle tytułem wstępu.

Przynależność do sfery oczyszczonych wymaga pewnych deklaracji i rytuałów, to znaczy określania się wobec sytuacji i przedmiotów należących do obszaru kultury. I tak, określanie się wobec wizerunków, celowo nie piszę „sztuki” czy też „obrazów”, określanie się wobec wizerunków, przedstawień, jest wyznacznikiem dojrzałości emocjonalnej, w całych zjednoczonych wspólnym rozumieniem aspiracji i oczyszczenia grupach. To jest dość subtelna zależność, bo nikt, mam wrażenie nie opisuje tego w ten sposób, jest ona jednak prawdziwa. Chodzi o demonstracje zachowań podkreślających właściwe rozumienie jakości. Pojawia się jednak pytanie – kto ustala normy tej jakości i czy pochodzi z tego samego porządku, co ten, który do niej aspiruje? Ja tego nie wiem, ale wiem, że odruch by określać się wobec wizerunków w sposób jednoznaczny, jest nie do przezwyciężenia.

Znajomy przesłał mi wczoraj taki obrazek i napisał, że prof. Sławomir Cenckiewicz uznał owo dzieło za interesujące, a myśl tę wyraził na twiterze. Nie mam zrzutu ekranu i muszę wierzyć znajomemu na słowo, ale jeśli się mylę, chętnie prof. Cenckiewicza przeproszę.

https://superhistoria.pl/druga-wojna-swiatowa/118373/odyseja-polskiego-zlota-jak-uratowano-skarb-narodowy-ii-rp.html

Widzimy tutaj coś absolutnie fatalnego, źle wykonanego, ale tworzonego pod wpływem młodzieńczych emocji i silnego przekonania, że owa metoda narzuci innymi normę czy też może trend, do których będą oni aspirować. A może zmusi ich do tego, by się z wyrażonymi w tym dziele emocjami, jakże poważnymi, żeby nie powiedzieć sierioznymi, utożsamiali. Ilustracja ta ma jednak charakter wtajemniczenia i teraz musimy się zastanowić czy – jak liczne przykłady innych wtajemniczeń – nie jest ona początkiem jakiejś pułapki. Jakiegoś ciemnego korytarza, który prowadzi ludzi prostodusznych i naiwnych wprost na skraj przepaści. Ja tego nie wiem, ale mam pewne podejrzenia. Czasem bowiem, w świecie polemik i publicystyki, niczym w ponurym filmie dla dzieci o przygodach dziewczynki imieniem Koralina, otwierają się nagle jakieś drzwi i okna pokusy, za którymi znajdują się całe uwodzicielskie galerie przedmiotów, które – same z siebie – powodują chęć określenia się wobec nich i zyskania wyższej rangi towarzyskiej, oczyszczenia się i awansu w hierarchii.

Jak wiecie, prof. Cenckiewicz wydał właśnie dwa tomy pism Ignacego Matuszewskiego, okraszone jakąś taką gawędą, zastępującą biografię. Ponieważ na samym początku mojego blogowania napisałem tekst o Matuszewskim i przedstawiłem go jako jednoznacznego bohatera, który naraża życie dla ojczyzny i jej zasobów, trochę bezpośrednio, a trochę przez pośredników, zaczepiałem prof. Cenckiewicza na okoliczność tej biografii. I on zawsze odpowiadał z uśmiechem, że biografia się pisze. Jak widzimy ani się nie pisała, ani się nie napisała. A wobec tego nie możemy się wobec niej określić i zyskać jakiegoś nowego wtajemniczenia, nie możemy się oczyścić z naszych dotychczasowych, być może błędnych, mylnych i wcale niepięknych przekonań na temat życia i okoliczności działania Ignacego Matuszewskiego. Mamy tylko ten wybór, czy też zbiór pism, do których dostępu bronią zwykłym czytelnikom pracownicy naukowi wyższych szczebli, jasno wskazujący im jaki jest kierunek aspiracji jeśli idzie o Matuszewskiego i na czym polega wywyższenie w relacji pomiędzy czytelnikiem a dziełem prof. Cenckiewicza. Na podkreślaniu przynależności Matuszewskiego do bogatego i dynamicznego świata kultury międzywojnia. Przynależności, która rzutowała potem na całe jego życie i uczyniła go tym kim był – człowiekiem bezkompromisowym i samotnym.

Postawmy teraz taką kwestię – czy można nie aspirować do norm i trendów estetycznych narzucanych przez grupy reprezentatywne? Oczywiście, że można, albowiem nie wiemy tak naprawdę kto tworzy normy i trendy. Możemy więc tworzyć je sami w opozycji do tych obecnych i tych narzucanych. I my tutaj tak właśnie czynimy. Dlatego też ludzie, wielu ludzi, tak lubi tu przychodzić i czytać nasze teksty. Nie tylko moje, ale też innych kolegów. Mamy do dyspozycji dobrych autorów, dobrych grafików, dobrych polemistów i w zasadzie nie musimy się przejmować aspiracjami ze świata zewnętrznego, ani tamtejszymi hierarchiami. Tym bardziej, że one się mimowolnie demaskują w tych zakresach aspiracji, które dla nas i dla tamtych są wspólne. Zaraz opowiem o co mi chodzi. A skoro się demaskują, to zachodzi podejrzenie, że spod tej hierarchii, na którą wskazywać by mogło nowe wydawnictwo prof. Cenckiewicza, wyłania się inna zupełnie z innymi zasadami kooptacji, czyli rytuałów oczyszczających. Dla której ta pierwsza jest tylko zasłoną. Obydwie zaś są pułapką.

Od wczoraj trwa na twiterze, pardon, za zaniżenie poziomu, nawalanka i rąbanka wokół decyzji prof. Cenckiewicza, który opuścił jury nagrody „Książka historyczna roku” dlatego, że przed ogłoszeniem werdyktu, usunięto z listy nominowanych dzieł, publikację Zychowicza o Wołyniu i zdradzie jakiej Armia Krajowa dopuściła się wobec polskich mieszkańców tegoż Wołynia. Wydarzenie to natychmiast wywołało serię reakcji osób rozpoznawalnych, którzy korzystając z tej możliwości, że otworzyło się nagle okno aspiracji z nową całkiem hierarchią, postanowili przejść rytuał oczyszczenia. Ponieważ podesłano mi zrzuty ekranu z twittera, gdzie nie wchodzę już od dawna, mogłem się zapoznać z niektórymi mechanizmami tej nowej hierarchii. Oto okazało się, że w Polsce wielkie wpływy mają służby ukraińskie, które – z całą pewnością doprowadziły do usunięcia tej książki z listy nominowanych. Deklaracja komisji, że książka jest antypolska i kłamliwa, puszczono mimo uszu, albowiem w całej tej hecy jedno jest nie do zakwestionowania – intencje Zychowicza. My tutaj w ogóle się kimś takim jak Zychowicz nie przejmujemy, a jego żałosne próby zastąpienia w hierarchii publicystyczno-naukowej prof. Wieczorkiewicza, traktujemy jak aberrację. Tak więc mamy pisowsko-ukraiński spisek, który doprowadził do tego, że młody, zdolny historyk i pisarz, został spostponowany i usunięty z grona osób, wobec których już za miesiąc będą określać się wszyscy młodzi i aspirujący do oczyszczenia z kłamstw i półprawd ludzie. Aż się chce zapytać – a co z długim ramieniem Moskwy? Skróciło się nagle? Podłączyło się do długiego ramienia Kijowa i – niepostrzeżenie zamieniając się w nogę – kopnęło Zychowicza w zadek? Co wreszcie z polskimi służbami, które mają strać na straży jakości patriotyzmu? Zaspały, nie zorientowały się co jest grane? Nie ma ich? Nie biorą udziału w tak ważnej imprezie jak wręczenie nagrody „Książka historyczna roku”? Na te pytania nikt niestety nie odpowie. Wśród ludzi popierających Zychowicza i decyzję prof. Cenckiewicza znalazły się osoby takie jak Jan Piński, nie tak dawno wyszydzany na twiterze w związku z jakimiś swoimi deklaracjami, a także Eryk Mistewicz, który napisał – może zacytuję – jestem z pokolenia, które straciło oczy na drukach z powielacza. Nie mogłem uwierzyć w te słowa. Ponieważ biografia Mistewicza w wiki została już oczyszczona i odpowiednio przystrzyżona, nie będą z nią polemizował. Powiem tylko, że pan Eryk w latach osiemdziesiątych pracował w tygodniki „Na przełaj” i był inicjatorem, a także moderatorem ruchu „Wolę być”. Takiej gromady młodych idealistów, którzy wybierali „być” a nie „mieć”. Nie wiem jak wy, ale ja, kiedy o tym pomyślę, za każdym razem czuję się na nowo ubogacony, oczyszczony i awansowany w hierarchii. Zychowicza popiera także Paweł Wroński z GW, który pisze, że się fundamentalnie z Zychowiczem nie zgadza, ale staje po jego stronie. Widzimy więc jasno, po zastosowaniu zaproponowanej tu metody, że kryterium oczyszczenia i prawdy, kryterium aspiracyjne zaproponowane przez Zychowicza, a polegające na tym w istocie, że wszystkie decyzje i wydarzenia za które odpowiedzialność ponosiło dowództwo AK, oceniane będą przez pryzmat współczesności i projekcji samego autora, jest oszukane, a chodzi w istocie o coś innego. O to, by ludzie którzy chcą się na naszych oczach oczyścić i awansować mogli to zrobić, zajmując jednocześnie miejsce tych postaci, które przez Zychowicza zostały zdeprecjonowane, albo tych, które pozostają, dzięki 10 letniej wytężonej pracy zawodowych historyków, wciąż niedookreślone – jak Ignacy Matuszewski.

Jeśli ktoś się zastanawia czy ja to piszę serio, może mieć całkowitą pewność, że tak – piszę to jak najbardziej serio. Uważam bowiem, że nagła aktywność tylu osób pozornie pozostających bez związku ze sobą, ma ważną przyczynę, a także może zrodzić pewne skutki. Może zintegrować grupę, która – bez świadomości, kto tworzy normy według których działają – każe się nam wobec tych norm określać.

Takiego wała, że sobie tu nieładnie zażartuję. Nas akurat stać tutaj na to, by pozostać całkowicie poza spektrum osób takich jak Piński, Mistewcz czy Wroński, że o Zychowiczu nie wspomnę. Więcej – to my tworzymy hierarchię i my narzucamy trendy. Można ich oczywiście nie zauważać, albo je lekceważyć, to jednak niczego nie zmienia. Dlaczego? Już tłumaczę. Pod celą ważna jest umywalka, a ludziom, którzy zawłaszczyli do niej dostęp może się zdawać, że osiągnęli już wszystko. I w dostępnych im zakresach tak rzeczywiście jest. No, ale my nie jesteśmy pod celą. Jesteśmy wolni. O tym zadaje się zapomnieli wszyscy wymienieni przeze mnie panowie: prof. Cenckiewicz, Piotr Zychowicz, Eryk Mistewicz, Jan Piński i Paweł Wroński, a także wszyscy ci, którzy skowyczą dziś na ćwierkaczu o tej strasznej niesprawiedliwości jaka dotknęła ich ulubionego autora. Dziękuję za uwagę.

  25 komentarzy do “Kwestia smaku czyli prawdziwa natura aspiracji”

  1. To zdaje się ma prowadzić do konstatacji, że to Polacy są sobie sami winni, źle zawarli sojusze, źle się bronili we wrześniu 1939, źle działała AK,  źle było zostało wywołane Powstanie Warszawskie, Warszawa przestała istnieć przez powstańców, że niby Niemcy nie palili miasta do stycznia 1945 a co robili? Właśnie  rabowali miasto i podpalali. Łuna nad miastem była przez 3 miesiące.  No ale to dlatego że wszystko było źle po stronie polskiej.

    A wszystkie obce wojskowe formacje:  wermacht, gestapo. armia czerwona, sajudysy, upa to wszystko na ziemiach polskich działało jakby od niechcenia, po prostu byli,  się organizowali, czerwona partyzantka chciała dobrze, no może jej nie zawsze wychodziło i czasami zrabowała coś z dworu, no partyzantka radziecka paliła dwory na kresach, ale to było w ramach uczczenia święta 1 maja, ale co tam palenie dworów, kiedy ważna jest ekspansja komunizmu,  no co tam Katyń ważna jest rewolucja a poza tym to zrobili Niemcy, były też  jakieś wywózki polskiej inteligencji (żon i dzieci wojskowych i urzędników na białe niedźwiedzie), jeśli przeżyli to w Buzułuku dowiadywali się że wyjechali z Polski zgadzając się być osadnikiem w Kazachstanie (takie dokumenty otrzymywali z ZSRR) ,  a do tego  jak to w czasie wojny zostawały niechcący jakieś trupy np. ok 200 tys.  polskich ofiar na Wołyniu no to upa nie zrozumiałą co robi, nie odczytała prawidłowo znaków czasu  – ale wg Zychowicza to wszystko dlatego że źle pracowała AK .

    Zychowicz dorwał się do umywalki – umył ręce, jest niewinny no bo on tylko ma takie wyobrażenie, każdemu wolno mieć swoje zdanie.

  2. No, ale ile osób go popiera i jaką reklamę mu zrobili

  3. Zychowicz to krętacz. Z dwa lata temu Leszek Żebrowski złapał go na kłamstwie na temat Żołnierzy Wyklętych, ale widać nie pomogło. Ale skoro ma Zychowicz wsparcie GW to napewno jeszcze nie raz ludzi uraczy takimi fałszywymi historyjkami…

     

    A przy okazji okazało się, że z tego konkursu odrzucono także książkę Studnickiego.

     

    https://kresy.pl/wydarzenia/polska/cenckiewicz-z-konkursu-ksiazka-historyczna-roku-wykluczono-nie-tylko-wolyn-zdradzony/

  4. to chyba chodzi o to żeby za plecami Studnickiego mógł przemknąć Zychowicz jako ten TEŻ liczący się i świetny,  ale nie zrozumiany jak ten przedwojenny Studnicki

    taka próba tworzenia czeredki (niesłusznie) wykluczonych

  5. Won z grypserą!
     
    O moralnosci ludzi, szczegolnie tych z najwyzszej polki swiadczy fakt, ze komitet noblowski mogl przyznac pokojowa nagrode Nobla nawet Adolfowi Hitlerowi (gdyby nie wybuchla ta przekleta wojna!), natomiast wszyscy sa zgodni co do tego i oburzeni, ze zaklady bukmacherskie w 2018 roku byly oszukane. Nikt sie nie zastanawia, czy przypadkiem same zaklady nie sa moralnie watpliwe i czy w zwiazku z tym kazdy nie bierze w nich udzialu na wlasne ryzyko? Tak samo, w najwyzszych kregach wladz, parlamentarzystow, elit za haniebne uchodzi nie zaplacenie prostytutce (=zgwalcenie prostytutki, w ogole: jest to zgwalcenie wolnej kobiety, czego nie mogl zrozumiec Lepper), przy czym samo zjawisko prostytucji jest pomijane obojetnym milczeniem, bo przeciez „wszyscy” to robia.
     
    Zdecydowana wiekszosc naszego zycia rodzinnego, zawodowego, politycznego jest oparta na gustach i guscikach, niepisanych regulach, czyli grypserze. 99% procent kultury wspolczesnej to jest grypsera podludzi pod okiem straznikow (nadludzi), ktorzy strzega bardziej podstawowych regul.
     
    Jest wszakze jedno „ale”.
     
    Otoz, ja w kazdym przypadku, gdy jestem pokrzywdzony przez „grypsere”, ide do sadu i wtedy nagle okazuje sie, ze Grypsera juz nie ma zadnych gustow, uprzedzen, hierarchii, „kultury”, trendow, tylko kuli ogon i prosi jedynie, zeby wycofac sprawe i zebysmy sie dalej spierali gdzies „na stronie”, na co sie oczywiscie nie zgadzam, bo ja jestem czlowiek ugodowy i nigdy sie nie kloce, bo nie mam na to czasu ani zdrowia, tylko od razu kieruje sprawe do sadu, aby uzyskac werdykt osob trzecich, niezaangazowanych, ktora maja w dupie czyjes gusta, kody kulturowe i zludzenia, bo sedzia chce wydac wyrok i isc do domu i nie bedzie wnikal, co ktos mial na mysli i co komu sie zdawalo.
     
    Nie znam sie na historii i nie wiem o co chodzi w sprawie Zychowicza i kompletnie mnie to nie interesuje, a kto sie w to zaglebia i wnika – ten traba, jak by powiedzial Gombrowicz.
     
    W sprawie konkursu na najlepsza ksiazke roku powinno sie isc do sadu, bo konkursy posiadaja regulaminy (takie, jak regulaminy gier losowych) i nawet minister Glinski moze zostac oskarzony o ich lamanie i bedzie plakal i placil odszkodowanie, jak zwykly oszust. Mozna nie zaglosowac na konkretna ksiazke, ale nie mozna ot tak usunac jej z konkursu. Mozna wspolzyc z uczestniczkami konkursow pieknosci, ale trzeba im zaplacic i miec pokwitowanie czarno na bialym, ze wszystko zostalo uregulowane. Jezeli Zychowicz tego nie robi, to znaczy, ze jest w zmowie z grypsera, albo mu pasuje takie traktowanie ze wzgledow handlowych, a moze wytoczy sprawe, zobaczymy.
     
    Goje mniej inteligentni od Zychowicza nie rozumieja tych prostych rzeczy, wiec sa wykorzystywani za darmo.
     
    Ojcem i matka tych konkursow pieknosci jest prof. histori Oskar Halecki, ktory „był wiernym „synem Kościoła”, ktoremu „Polska nauka historyczna ma dług bardzo poważny, który powinien być spłacony w niedługim czasie”. Przepraszam bardzo, jaki dlug, za co, w jakiej kwocie i walucie? Czy oni wszyscy – od Glinskiego i Gowina, przez Paksy, Znaki, maison lafitty, po samozwanczych przedstawicieli zreformowanego Kosciola powariowali?… Won!
     
    Nadzorca tego bajzlu jest Prokuratoria Generalna RP, ktorej procesowo podlegaja spolki skarbu panstwa organizujace wraz z IPN i NCK ten skandaliczny konkurs.

  6. To samo dotyczy hucpy wokol ksiazek pani Tokarczuk.

  7. Cytat dnia:

    „No pierwsze, to jak można prostytutkę zgwałcić? hehehe hehehe he…”

    https://www.youtube.com/watch?v=nCgXGdHuaGI

  8. On się znowu przeobrazi w jakiegoś Longinusa Podbipiętę alibo Maćka z Bogdańca

  9. Tak, to całkiem prawdopodobne, bo dziwnym trafem Zychowicz często się na Studnickiego powołuje jako na swój wzorzec i chyba autorytet. Teraz to dopiero będzie mógł chodzić za proroka skrzywdzonego przez reżim. Być może jest to również zagranie mające za cel nakręcić sprzedaż ksiązki Zychowicza. Podejrzewam, że te jego taśmowo serwowane tytuły sprzedają się coraz marniej, bo ile można Polaków rozstawiać po kątach i mówić, jacy to są zli, niedouczeni itd itp.

  10. Bodajże z półtora roku temu Zychowicz, jako chyba jedyny z „prawicowych, niepokornych publicysto-histeryków” objawił się w Oniet z Rana. Jak rozumiem teraz będzie tam bywał znacznie częściej. A może nawet zacznie pisywać stałe felietony do „Polityki”… To się dopiero nazywa „przedmurze obrotowe” 😉

  11. Znaczy się Gursztyn i Semka wyrzucając Zychowicza z konkursu po tym jak jego książkę do tego konkursu zaakceptowano są zasadniczo z nim w zmowie i już gdzieś pod stołem liczą szekle.

  12. Piotr Semka i Piotr Gursztyn zrobili reklame i podbili sprzedaz ksiązki Piotra Zychowicza – oni wszyscy sa z jednej gazety. Czy to bylo zaplanowane, a Panowie teraz razem przypadkiej nie piją za sukces?

  13. Powiedzmy, że jest to autor bardzo emocjonalny, który chce zająć ważne miejsce w hierarchii

  14. Nie sądzę. Oni mogą teraz to tak ocenić, ale zaplanowanie takiego wydarzenia jest poza nimi

  15. To nic nie pomoze, Panie Gabrielu…

    … coraz wiecej Polakow wie juz kto-zacz  te  PLATNE  PACHOLKI  od opluwania Polski… te zychowicze, pinskie, wronskie, mistewicze  i reszta tej  tepej  swoloczy  !!!

    I prawda jest, ze to Pan  i  Nawigatorzy… zapraszani goscie na konferencje LUL’a  tworza  normy i trendy… i zadne dete ceckiewicze  TEGO  NIE  ZMIENIA  !!!

    Ten  GNIOT  „pisany”  przez 10 lat,  ktory wlasnie promuje Cenckiewicz,  szumnie zwany  „biografia”  Matuszewskiego – to calkowita  KOMPROMITACJA  wyzej wymienionego… jak rowniez sam przebieg  „spotkania autorskiego” z czytelnikami.

  16. Mi się wydaje, że tam dużą rolę odegrały osobiste animozje Pana Gursztyna do Zychowicza. Trafiły na podatny grunt i poszło, książkę wycięto.

    Swoją drogą Zychowicz świetnie poczuł koniunkturę i cały dzień produkował tweety będące mieszanką histerii, świętego oburzenia i głębokiego wzruszenia. Szczerość tych emocji jest dla mnie czytelna. Oczywiście każdy tweet był opatrzony mniejszym lub większym zdjęciem okładki Wołynia…, co by nikt nie miał wątpliwości co ma kupić.

    Nie znam mechanizmu światka pisarskiego, ale wydaje mi się, że Zychowicz świetnie podjął piłeczkę, która mu przypadkiem spadła pod nogi.

    Pana ocena aspiracji w 100 proc trafna. Mnóstwo ludzi poczuło potrzebę uwiarygodnić się w środowisku i dołączyło do chóru gromkiego oburzenia. Strasznie modne stało się zapisywanie do grona piewców Mackiewicza, choć nie wiem ile z tych osób cokolwiek jego przeczytało poza wszystkim znanym cytatem o prawdzie. Równie modne stało się „walenie” w tak zwany „beton”, a ten symbolizują TVP, Karnowscy i w wymiarze historycznej publicystyki nieszczęsny Gursztyn. Atakujący ten symboliczny zbiór automatycznie zapisują się w swoim mniemaniu do grupy tych lepszych, myślących i – o zgrozo – niezależnych (choć zabawny był ten pośpiech co niektórych byle zdążyć się zapisać do chóru oburzonych).

    A wszystko to w sprawie niewiele znaczącego konkursu. Który przez całą aferę chyba już całkiem stracił sens. Również ba przyszłość.

    Jakieś grono, z sobie znanych powodów wybiera grupę tych , a nie innych książek, dzielą się co kto ma przeczytać i wybierają najlepszą. Jak to się teraz często mówi skrótem  – nikogo.

    Taki trochę literacki nobel w mikroskali.

    Ciekawe to tak samo jak wielka afera że poseł Berkowicz miał czelność zrobić sobie sweet focię z Senyszyn.

  17. Nasz emocje i opinie się dla nich nie liczą

  18. No cóż – swój do swego po swoje, to a propos Berkowicza. No, a jeśli idzie o animozje to Piotrek Gursztyn ma moim zdaniem rację.

  19. Panie Gabrielu…

    … uwazam wprost przeciwnie… nasze emocje i opinie  SA  bardzo istotne przy tych ich calych – oczywiscie absolutnie prywatnych animozjach… po prostu  ZEROWISKO  naLukAwe  i  CHistoryczne  SIE  KURCZY  !!!

    Zaczyna sie walka o  ZER… dla siebie i SWOICH  roznych  „straznikow narracji”… oczywiscie juz zdemaskowanych i  NIE  DO  OBRONY,  m.in.  w olbrzymiej mierze dzieki Panu i calemu srodowisku nawigatorowym…  po prostu – to sie wali… i to czuc,  widac i slychac…

    … i bardzo dobrze,  i tak ma byc… pasozyty i nieroby  WSZYSCY  WON  !!!

    Acha…

    … no i jeszcze te wszystkie dete  konkursy, plebiscyty itp.  spedy „naszych i nienaszych”  sa juz tylko funta klakow warte  !!!

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.