Lis 222018
 

Miałem pisać o czymś innym, ale tak się złożyło, że znalazłem w sieci recenzję książki Mariusza Szczygła pod tytułem „Nie było”. To jest rzecz zdumiewająca i niezwykła, mam na myśli recenzję, a nie książkę. Książka Szczygła jest bowiem tym czym wszystkie książki autorów związanych z gazownią – pożeraniem nieboszczyków. Oni już nic z siebie nie wyduszą, a ponieważ mają przymus działania i misję do wykonania na odcinku propagandy, muszą wyciągać coraz to nowe truchła i opisywać je z tą myślą, by wypełniły wspomnianą wcześniej misję. Ma to zwykle postać nadawania cech niezwykłych i baśniowych ludziom i historiom ponurym jak Buka z książki o Muminkach. Recenzja jest jednak niezwykła. I o niej opowiem. Napisał ją niejaki Grzegorz Kłos, ale nie ma to znaczenia, ważne jest według jakich złożeń została ona spreparowana. Mamy oto bohaterki książki Szczygła, siostry Woźnickie – Ludwikę i Zofię. Recenzja lansuje je jako osoby niemal genialne, bliźniaczki, co już samo w sobie ma wymiar czarodziejski, a do tego jeszcze Żydówki i samobójczynie. Ileż tu paszy, dla niezdolnych i samolubnych autorów, nieprawdaż? To jednak mało. Nie wystarczy pożerać nieboszczyków, trzeba jeszcze kawałkami ich ciał miotać w innych ludzi i zacierać ręce kiedy taki kawałek z hałasem plaśnie kogoś w czoło, albo w pierś. I tym między innymi zajmuje się autor recenzji pan Kłos.

W tytule recenzji mamy już pierwsze kłamstwo obliczone na emocje prawaków, tak jak ich sobie Kłos ze Szczygłem wyobrażają. Jest tam napisane, że obie Woźnickie to zapomniane ciotki braci Kaczyńskich. To nie jest prawda, one się przyjaźniły z Jadwigą Kaczyńską i tyle. Prowadzały czasem braci Kaczyńskich na spacer i to wszystko. Nawet przytoczona przez Kłosa plotka, że jedna z sióstr trzymała Lecha Kaczyńskiego do chrztu jest natychmiast przez niego samego dementowana. Nie w pierwszym zdaniu jednak, ale później. To znaczy Kłos pisze, że to prawda, a potem zaprzecza. Mi naprawdę zwisa, czy siostry Woźnickie były ciotkami Kaczyńskich, czy trzymały ich do chrztu i czy były Żydówkami czy nie. Najwyraźniej jednak Kłosowi i Szczygłowi nie jest to obojętne, bo Szczygieł swoją książkę, a Kłos recenzję napisali po to właśnie, żeby wskazać palcem te momenty, a raczej te przekłamania, które w ich mniemaniu powinny rozgrzać publiczność głosującą na PiS do białości. Publice zaś gazowni jeszcze raz powiedzieć wprost to co i tak wiedzą – wszyscy zdolni ludzie są Żydami, a jeśli ktoś temu zaprzecza to jest antysemitą. To się w żaden sposób nie kłóci z karierą Szczygła, bo on dokładnie wie, że jest całkowicie i absolutnie niezdolny literacko i po prostu nic nie może. Poza rozgrzebywaniem grobów samobójców rzecz jasna.

Prócz wymienionych przeze mnie momentów łopatologicznej cybernetyki, mamy jeszcze jeden wart uwagi. Oto w tekście recenzji występuje niejaki Tadeusz Lipszyc, wieloletni dyrektor polskiego radia, który mówi, że siostry Woźnickie ukrywały się w czasie okupacji, ale w końcu przefarbowały się na blond i wyjechały na roboty do Niemiec, albowiem w Polsce groziło im zgwałcenie. Tak właśnie, zgwałcenie. Pisze nam bowiem pan Lipszyc wprost, że Polscy mężczyźni w czasie okupacji zrobili sobie sport z gwałcenia młodych żydówek. Nic nie zmyślam, zaraz to sami przeczytacie. Mam nadzieję, że wobec obfitej okupacyjnej dokumentacji fotograficznej, pan Lipszyc dysponuje jednym chociaż zdjęciem, gdzie widać jak się uprawia tę dyscyplinę?

Kim były siostry Woźnickie? Ciężko doświadczonymi kobietami z wielkim przerostem ambicji, w dodatku związane były ze sobą na śmierć i życie węzłami, o których wiele mógłby nam opowiedzieć prof. Łukasz Święcicki. Jedna terroryzowała drugą, albowiem zazdrościła jej kariery literackiej. W końcu ta co zrobiła karierę rzuciła się z okna, a ta druga powtórzyła to trzy lata później.

Wszyscy wiemy co to znaczyło, że ktoś robi literacką karierę w PRL. Nawet jeśli pisze książki dla dzieci. To znaczy, że musi być wprasowany w system i temu systemowi potrzebny. Nie wiem czy coś o jakichś związkach sióstr Woźnickich z systemem jest w książce Szczygła, ale nie ma po tym śladu w recenzji Kłosa. Jest tylko o Kaczyńskich, że to ciotki, że do chrztu trzymała i takie tam…No i jeszcze, że Jarosław Kaczyński nie zgodził się na rozmowę o Woźnickich. Nie wiem dlaczego miałby się zgodzić, przecież nie ma czasu, a sprawa Woźnickich nie jest dla niego w żaden sposób ciekawa. Każde zaś słowo, jakie by wypowiedział na ich temat zostałoby natychmiast wykorzystane przez gazownię, w znanym, choćby z tej recenzji łzawym stylu.

Wróćmy jednak do twórczości sióstr. Ludwika napisała serię książek o Czarce. To chyba małpka, ale pewności nie mam, bo ani jednej nie czytałem. Ponoć napisała też jakąś bardzo katolicką książkę o Jagodzie w mieście i Jagodzie co dojrzewa. Mnie to zawsze zdumiewa – tu dygresja – że ci piszący po katolicku Żydzi nie potrafią zrozumieć jednego – święci w Kościele to przeważnie nawróceni, ciężcy grzesznicy, a nie dobrze ułożone dzieciaczki, robiące kariery. To są projekcje wprost z rzeczywistości hederowej, która w realiach katolickich nie występuje. Bo tu każdy ma coś za pazurami i za uszami i przeważnie tego nie ukrywa za żadną rzewną gawędą. Tak czynią Żydzi. I myśmy się już do tego zdążyli przyzwyczaić. No a poza tym, jak już ustaliliśmy literatura to cybernetyka dla ubogich, a więc i te książki nie mają innego celu, jak manipulacja emocjami.

Nie czytałem książek sióstr Woźnickich i nie zamierzam tego robić. Zofia, ta, która zniszczyła życie Ludwice, napisała jedną książkę z serii „Ewa wzywa 07” i to moim zdaniem wystarczy za ocenę jej twórczości.

Obydwie siostry rzuciły się z okna i umarły w okolicznościach raczej makabrycznych. To wymaga od piszących na ich temat jakiejś powagi i rzeczowości. Szczygieł zaś pisze, że jedna mogła mieć zapośredniczony od drugiej obłęd, a Kłos uważa, że one były genialne. Proszę Państwa, co jakiś czas ktoś porywa się na napisanie powieści będącej syntezą doświadczeń pokoleniowych i robi to zwykle z intencją nieszczerą. To się nie zmieni, albowiem chodzi o wybielenie niepięknych charakterów i podniesienie samooceny spadkobiercom ideowym ewentualnie potomkom. Może jednak, niezdolny pisarz Szczygieł, wzbiłby się na swoich mikro-skrzydełkach trochę wyżej i stworzył obraz powojennego świata, gdzie nie ma miejsca dla geniuszu, jest natomiast całe mnóstwo miejsca dla pretensji. Może by napisał taką książkę, jak to zinstytucjonalizowana pretensja spleciona z emocjami zabija ludzi, jednego po drugim. I nie są to ludzie systemowi wrodzy, bo ci już dawno nie żyją. To są ludzie, którzy każdą chwilę poświęcają na to, by system nie wydawał się tym czym był w istocie – molochem pożerającym dzieci. Taki mam postulat. Wiem, że nierealny, bo ani Kłos, ani Szczygieł nawet nie zrozumieją o co mi chodzi. Nie ma to jednak znaczenia. Góra stoi, a my robimy swoje. Oto link do recenzji

https://ksiazki.wp.pl/blizniaczki-pisarki-samobojczynie-zofia-i-ludwika-woznickie-zapomniane-ciotki-braci-kaczynskich-6317660121867905a?fbclid=IwAR3eastzhyOfgyNQHCW86Ii9uBNOkEooDi6BJGjG0xc-GK789joWOkrB2TUv

Zapraszam na portal www.prawygornyrog.pl

  11 komentarzy do “Literatura czyli cybernetyka dla naiwnych”

  1. Miało to miejsce wcześniej niż akcja Szczygła, ale chyba u rodziny zwanej Lipszyc, pracowała późniejsza  siostra Faustyna, żeby zebrać na swoje wiano do zakonu.

  2. …mamy oto przykład  wpływu jakiś jewsekcji w przyznawaniu literackich nagród:

    https://kultura.onet.pl/wiadomosci/olga-tokarczuk-z-nagroda-im-jana-michalskiego-dla-tlumaczenia-ksiag-jakubowych/qls2322

    Na filmie wypowiada się też M.Szczygieł

  3. i jeszcze jakiś legionowski Lipszyc przed wojną sprzedawał wojsku działki. Jakaś duża rodzina, może się rozgałęziać i na literaturę.

  4. Z Noblem nie wyszło, to może chociaż ten Michalski…

  5. No właśnie. Podobno ma jakiś sponsorów w Londynie…

  6. Super wpis, Panie Gabrielu…

    … a ostatni akapit  – po prostu –  GENIALNY  !!!

    Powagi i rzeczowosci wymagam przede wszystkim od  RZADZACYCH,  a tego ani widu ani slychu… z kazdym dniem wylazi tylko coraz wiekszy upadek, demaskacja i demoralizacja… jednym slowem  DNO  i  6 metrow mulu  !!!

    À le nic to… GORA  stoi i robie swoje.

  7. „M.SZ: Z tego, co usłyszałem o nich wnioskuję, że nie mogły żyć bez siebie. Bo jak umiera jedno z bliźniąt, to drugie też umiera…

    Więc teraz rządzi Polską „umarły” bliźniak?
    M.SZ :A to już twoja interpretacja. Ja czytelnikowi nie podpowiem, co ma myśleć.”

    Chodziło tylko oto by zrobić z Kaczyńskiego zombi. Że trafiło na te akurat siostry nie ma znaczenia. On kiedyś też pisał o jakiś bliźniakach, że jeden to był gej, ale nie mogę znaleźć.

    https://ksiazki.wp.pl/mariusz-szczygiel-mam-klopot-z-tym-ze-ludzie-klecza-i-sie-modla-6311836460349057a

  8. To, że Szczygieł nic nie może to wiadomo. To jest impotent literacki. Problem w tym, że ktoś może czyta te impotencje. Mi naprawdę zwisa Szczygieł jak i milionom Polaków

  9. Według Ziemskiego socjaliści ciągle trwają w walce o wolność, demokrację,

    prawa człowieka, podmiotowość pracownika itp.

    http://ksiazkihistoryczne.pl/historia-polski-xx-w-wielcy-socjalisci/p,248721

  10. A te siostry to były bezdzietne i bezżenne stare panny? Bo taki stan rodzinny by wiele tłumaczył.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.