Lis 032015
 

W latach dziewięćdziesiątych karierę zrobił w mediach przymiotnik „kultowy”. Stosowano go do określania wybitnych lub po prostu odjechanych czyli wyjątkowo nieudanych filmów. Kiedy myślę o tym dziś, podejrzewam, że słowo to wylansowano po to, by dać zarobić Markowi Piwowskiemu, wybitnemu, opozycyjnemu reżyserowi, który zwalczał władzę komunistyczną dobrym humorem i zgrywą. No i nakręcił takie kultowi filmy jak „Rejs” czy „Uprowadzenie Agaty”. W zasadzie w latach dziewięćdziesiątych słowo „kultowy” nie znajdowało zastosowania do żadnych innych dzieł, poza filmami Piwowskiego. No i jakimiś kompletnie idiotycznymi, amerykańskimi produkcjami, takimi jak „Zły porucznik”. Aha, byłbym zapomniał, najwięksi koneserzy polskiego kina uważali, że creme de la creme kultowości to film „Hydrozagadka”, który jest lepszy nawet od „Rejsu”. Ja się do tych wszystkich ustaleń odnosiłem zawsze sceptycznie, „Rejs” obejrzałem raz w życiu i sądzę, że był to o jeden raz za dużo, „Hydrozagadki” nie mogłem znieść, ale miałem inny, kultowy film, o którym teraz opowiem. Był to film „Ostatnie takie trio”, który widziałem po raz pierwszy jako małe dziecko, puścili go w niedzielę przed południem i ja patrzyłem na ten obraz jak urzeczony. Oto wiejską drogą jedzie trzech muzykantów, którzy zmierzają na wesele, jeden ma bęben, jeden trąbkę, a jeden skrzypce. Przejeżdżają przez mostek i jeden z nich wywalił się na rowerze, o mało nie wpadł do wody. Coś tam gadają, ale jako dziecko nie bardzo rozumiałem o co im chodzi. Dialogi z tego filmu zacząłem smakować dużo później, kiedy byłem starszy. Są tak kretyńskie, że powinny stać się inspiracją dla wszystkich młodych reżyserów, można z nich czerpać garściami. Chodzi o to, że po drodze muzykanci spotykają tajemniczego faceta na motocyklu WFM, odzianego w bistorowe spodnie i czerwoną koszulę polo, który na nogach ma kryte sandały z czubem. Gość ten ma co do naszych bohaterów pewne plany i oni zgadzają się je zrealizować. Za wynagrodzeniem rzecz jasna. Oto mają zagrać na weselu pewien kawałek, rozpoznawalny dla panny młodej, która właśnie ma poślubić bogatego Amerykanina. Kiedy ona usłyszy muzykę, powinna się zorientować o co chodzi, wybiec z kościoła i popędzić przez pola ku ukrytemu za pagórkiem motocykliście, z którym odjedzie w siną dal. Kłopot jest w tym, że nie ma zgodności pomiędzy muzykantami co do tego przedsięwzięcia. I to jest właśnie oś intrygi. Cygan, grany przez Zapasiewicza, chce żeby panna młoda uciekła, a ten drugi, woli się nie wtrącać. Najmłodszy siedzi cicho i słucha co tamci gadają. Oczywiście, jak się domyślacie, sprawa kończy się dobrze, to znaczy źle, to znaczy ślubu nie było, bo dziewczyna zwiała, a bogaty Amerykanin został ze swoimi pieniędzmi jak ten kołek w płocie. Film „Ostatnie takie trio” od pierwszej do ostatniej sceny jest tak głupi, że nie można go nazwać inaczej jak tylko filmem kultowym. Bohaterowie prowadzą homeryckie dialogi, przypisują sobie cechy, o które trudno ich podejrzewać. Facet na motocyklu ma być uosobieniem męskiej, demonicznej siły, której nie mogą się oprzeć pieniądze Amerykanina, a wygląda jak przygłup co pożyczył wuefemkę od szwagra, żeby trochę poszaleć po pagórkach. No i generalnie nic tam nie pasuje do niczego. Amerykanina gra Żyd z Niemiec, który często był pokazywany w polskich filmach, bo miał odpowiedni wygląd, a cygańskie emploi Zapasiewicza to sposób na zdobycie pierwszej nagrody w konkursie parodii.
Jest tam jednak jedna rzecz, naprawdę godna uwagi. Oto kiedy muzykanci siedzą w stodole i czekają na imprezę tłem ich rozterek nie jest bynajmniej sieczkarnia czy wialnia, tym tłem są wysokie stosy skrzynek z coca colą. Tak właśnie, z coca colą. W roku 1976 było jeszcze trochę coca coli w sklepach i można było ją normalnie kupić, ale już coraz rzadziej. No, a tu, w filmie o wiejskim weselu mamy tego specjału mnóstwo, a muzykanci raczą się nim bez opamiętania. W pewnym momencie zaczynamy się zastanawiać, czy oni nie bredzą tak strasznie właśnie przez tę coca colę, którą bez przerwy piją, czy ten film nie jest zapowiedzią końca epoki Gierka, a władza nie chciała nam w ten sposób powiedzieć, że oto obywatele czym się kończy nadużywanie coca coli, zidioceniem się kończy, gadaniem głupstw bez opamiętania się kończy. Dlatego właśnie koniec już z tą berbeluchą, od następnego roku kartki na cukier i „złota rosa” do picia, dostępna w sklepach „Społem”. No, ale wracajmy do filmu. Nie wiem jak sobie scenarzysta Mularczyk wyobrażał wesele z takim instrumentarium – bęben, skrzypce, trąbka – ale może po prostu miał małe pojęcie o muzyce. Oddać mu trzeba, że próbował zbudować w obrazie nastrój niesamowitości i napięcia. I byłoby mu się udało, gdyby nie coca cola. Kiedy oglądałem ten film po raz drugi coca coli w sklepach już nie było i „Ostatnie takie trio” zaczynało zamiast wiochą i programową nędzą, zalatywać egzotyką. Po trzecim razie film nabierał niewidocznych wcześniej barw i stawał się dla mnie, trochę już starszego, niezwykle atrakcyjny. Nie przeszkadzało mi wcale, że pannę młodą gra Szczepkowska, bo stała tam ta coca cola w skrzynkach, a muzykanci korzystali z tego dobra swobodnie i bez ograniczeń, jak to na amerykańskim weselu.
Po co ja to wszystko piszę, spyta ktoś. To proste, żeby jeszcze raz przypomnieć sukces Toyaha i jeszcze raz poszydzić troszkę z organizatorów festiwalu „Unsound”. Którzy zaprosili do Krakowa gościa z basetlą, organkami i bębenkiem, a całość zapowiedziana została jako najfantastyczniejszy koncert świata, który nie dość, że sam w sobie niezwykły, to jeszcze do tego odbędzie się w kościele i będzie, a jakże, kultowy. Potem przyszedł Toyah i imprezę odwołał, zupełnie jak gość w sandałach wesele, a oni przenieśli ją gdzie indziej. I tam w tym nowym miejscu okazało się, że jak do koncertu nie doda się paru skrzynek coca coli to z całego tego satanizmu nici. Bida panie i wuefemka szwagra zapalana na pych. A wszystkie, panie artyści, w krytych sandałach na scenę wchodzą i groźnie palcami w tych sandałach ruszają. Tak to mniej więcej opisał „Guardian”, tyle, że w języku obcym, amerykańskim, a my już wiemy co się dzieje jak amerykański język próbują lansować u nas, jeszcze do tego bez coca coli. Przyjeżdża gość na motorze, dogadany z muzykantami i kradnie show. I co wtedy? Wtedy Małgorzata Płysa może powiedzieć prasie; nasi prawnicy pracują nad sformułowaniem pozwu. Niech pracują, nauką i pracą ludzie się bogacą. Myślę, że należy dokręcić drugą część do filmu „Ostatnie takie trio” i tam wpleść wypowiedź Płysy. Mogło by być na przykład tak: panna młoda zwiewa z tym kolesiem w sandałach, oburzony zaś Amerykanin, niespodziewanie dla samego siebie wyciąga zza pazuchy telefon komórkowy (jest rok 1976, idę do pierwszej klasy szkoły podstawowej), ludziska zwiewają gdzie pieprz rośnie i chowają się w stodole za tymi skrzynkami z colą, bo to co on trzyma w garści jest nie do pojęcia. Tylko Cygan z kumplami stoją twardo i zadają szyku. No i on, ten Amerykanin, znaczy, mówi do słuchawki: piiiiiiiii, piiiiiiiiiiii, piiiiiiiiiii, piiiiiiiiiii…..pracuj….piiiiiiiiiiiiii….nad…piiiiiiiiiii….sformułowaniem…..piiiiiiiiiiiiiii…pozwu…….piiiiiiiiiiii… Płysa. A potem ostatnie takie trio zaczyna grać melodię z filmu „Hydrozagadka”. Dobre, co nie….?

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl

  73 komentarze do “Lokowanie produktu w filmie „Ostatnie takie trio””

  1. W 1976 roku @Tadman szedł do wojska a [email protected] lokowałem się na „Hydrobudowie”. Dobre, co nie 😉

  2. Ten gość nie jeździł WFM – ką. To była prawdziwa enrdowska EMZETKA. Jeszcze wtedy Kościoła tak łatwo się nie czepiali i panna młoda miała uciec przed ślubem – z podwórza. Jakby uciekała z kościoła to byłby to plagiat innego „kultowego” filmu – Absolwent. A wtedy prawnicy mogli pracować nad pisaniem pozwu.

  3. Muszę obejrzeć ten film .Zapasiewicz w innej roli niż sfrustrowany inteligent.To musi być niezwykłe.To tak jakby Woody Allen miał zagrać Terminatora.

  4. Naprawdę miał emzetkę? Kurna, gdzie ja miałem oczy….

  5. A jak, białe lakierki, jak to cygan, kapelusz i marynarka narzucona na siatkowy podkoszulek. Charme i szyk

  6. W 1976 roku to ja się, jeszcze na 4 roku studiów, ożeniłem.

  7. dla porządku – the guardian jest angielski i lewacki, żeby było zabawniej.

  8. Marek P. nigdy nie był opozycyjnym reżyserem raczej wręcz odwrotnie pieszczochem reżimu jak pozostali filmowcy. Rejs nie ma praktycznie fabuły (treści), jest zbiorem skeczów rodzajowych, dowcipów sytuacyjnych i w 1970 roku doprowadzał do łez śmiechu tylko młodzież studencką. Ledwie godzinny film posklejany z różnych luźno związanych scen do niczego nie mógł aspirować – z braku tzw. treści ukrytych.

    Dlatego przebrzmiał i takich małolatów ja ty już nie śmieszy. Nawet bardzo zabawne dowcipy z czasem tracą sens, albo ulegają zapomnieniu.

    Określenie kultowy jest pustym przymiotnikiem używanym obecnie w celach marketingowych i tylko ignorant może je traktować jako kategorię wartościującą.

    Po raz kolejny, Gabrysiu, udowodniłeś, że zjadłeś wszystkie rozumy i został tylko jeden – twój, na tle bezmózgich entuzjastów

  9. Ale przynajmniej z Hydrozagadki wyszedłeś.
    Ja tez – w połowie. Idiotyzm nie do zniesienia.

    Coś jak z tą wystawą co ją uczciwa pani woźna posprzątała, bo uznała instalację za burdel po biesiadnikach.

  10. Kiedyś w EMPiKu można było kupić Mornimg Star. Mam nadzieję, że to tytuł bez świńskich podtekstów.

  11. to zależy, do którego kibla chodził naczelny

  12. W 1976 pojawił się w kioskach Relaks. Od tego momentu już nic nie było takie same. Tenerka

  13. Lata lecą i emzeta zatarła się w pamięci. Chyba więcej emocji wzbudzała w panu wtedy WFM – ka niż EMZETA. Ale te motory pruły tak samo dobrze. Jeden w drugi.

  14. Ten „Rejs”, na tle tego co powstało po 89′ w polskim kinie, wydaję się być arcydziełem.

  15. – byly cezetki – czeskie
    – kultowym filmem byla ‚ballada o scinanym drzewie / scinaniu drzewa’, z polskimi drwalami, francuskimi francuzami, papierosami z filtrem i slynnym, medzy innymi, ‚przepraszam, ze rencami ale nie mam czym’

  16. Cezetka to jest produkt późny, gdyby 1976 ktoś pokazał ludziom cezetkę pomdleliby z wrażenia.

  17. Jak ktoś nie wierzy,niech obejrzy film ” Gdzie woda czysta i trawa zielona”

  18. A ja w 76 to nic nie robiłem,coś jak ten baca: Baco, tak w tygodniu to co zwykle robicie?
    -A tak sobie siedzę i myślę.
    -a w Niedzielę?
    – A to ino siedzę.

  19. Rosłam sobie w tym miasteczku moim i rosłam … już udowodniłam że się nie boję duchów i jestem „swoja” .
    I oto brat koleżanki , dla nas dorosły , kupił sobie motor . tak się mówiło – motor . Sprawdziłam przed chwilą nazwę .. obejrzałam fasony motorów w PRLu :))

    I kiedyś padła propozycja że mnie przewiezie na tym motorze , az do końca ulicy … ze 30 budynków … nie byle oferta !! No ale byłam przecież w sukience … Skończyło się na tym że bojąc się okropnie , siadłam bokiem ( inaczej wtedy nie wypadało :)) … Do końca uliczki okazało się jednak naprawdę daleko … przy tym sposobie siedzenia :))

    SHL M 11

  20. Kultowe to sa japonskie filmy z Godzilla. Spocony Zapasiewicz, ktory z gwinta wodke zasysa wypada kiepsko przy heroicznym jaszczurze.

  21. I tak oto Coryllus załapał u Epimeteusza plusa za racjonalne zdefiniowanie sensu irracjonalnego przymiotnika „kultowy”.
    PS Na obróbkę czeka jeszcze irracjonalny rzeczownik „fan”. Do roboty!

  22. Waga ciężka – JUNAK. Mógł być z koszem, a wtedy sukienka nie wadzi.

  23. ČZ 250 typ 455 je československý motocykl, vzduchem chlazený dvoudobý jednoválec, vyráběný v letech 1961-1965 v České zbrojovce ve Strakonicích.

    byla tez cz jawa, ktora lepiej pamietam

  24. W 1976 roku @tadman przyjechał do Krakowa. Wywieźli go na komary sześć miesięcy później.

  25. Miał SHL :))

    Junaka miał „taki jeden” z dwu … zabił się na nim , jadąc do sąsiedniego miasta … ale to inna historia . Będzie okazja to opowiem …

  26. Kusturica pewnie płakał ze wzruszenia kiedy to oglądał…

  27. No, ale ja mówię o nowej cezetce, z lat osiemdziesiątych.

  28. Cz 350 i Jawa 350 TS, dwucylindrowe silniki, dwie rury wydechowe.

  29. Cóż, chyba obecne czasy charakteryzują się nadużywaniem niepotrzebnych wykrzykników. Brak treści nadrabiany jest formą (która i tak jest do luftu).
    P.S.
    Brak adrenaliny w życiu codziennym (nie liczę „frankowiczów”) skutkuje u ludzi zapotrzebowaniem na coś niezwykłego, kultowego, extra, hiper, zaje… itd. itp.

  30. Nie znam tego filmu o ktorym dzis napisal Pan Gabriel… i nie znam zadnych innych
    filmow kultowych. Rodzice pierwszy telewizor kupili w ’74 roku, czarno-bialy „Ametyst”
    na Mundial w Niemczech, a ja po prostu bylam jeszcze za „mlody szczaw”
    na takie filmy, ale pamietam, ze wszyscy panowie w naszej rodzinie, sasiedzi
    i znajomi nosili tylko takie sandaly „z czubkiem”.
    Dzisiaj te sandaly tez nosza panowie, sa bardzo eleganckie… zdecydowanie
    bardziej mi sie podobaja niz tzw. dzisiejsza wersja sporowa „bez czubka”.

    Taka „emzete” posiada jeszcze moja chrzestna, dobrze utrzymana i dobrze „schowana”
    w stodole, wymaga tylko paru drobnych napraw, rocznik ’63… ponad pol wieku!
    Widzialam ja z mama tego lata, jest po prostu piekna! Wszyscy w okolicy wiedza, ze ciocia posiada takie cudo i ciagle ktos ja nagabuje do sprzedazy… zdarzaja sie nawet zagraniczniaki!
    Powiedzialam cioci, zeby sie jej nie pozbywala… i zeby zostala w rodzinie, zdazy sie
    ja jeszcze „uplynnic”.

    Na poczatku lat ’80-tych ta „emzeta” jezdzilysmy z ciocia na jagody. Jazda nia to byla
    niesamowita frajda… jak tylko trafiala mi sie okazja to kluczyk do niej lapalam w locie
    i bieglam po motor, i nie patrzylam na to czy mam na sobie kiecke czy spodnie… liczyla sie tylko
    ta szybkosc… i wiatr we wlosach! Do dzis mam straszna slabosc do motorow…

  31. Czarne na czerwonym pędzi po zielonym 😉

  32. O, to już wiem dlaczego nie było coca-coli w sklepach – całą produkcję do tego filmu zużyli

  33. Różnica całego pokolenia między nami …. w „moich czsach” nie wypadało .. w średnim miescie , gdzie w dodatku byłam ze znanej , miejscowej rodziny … Mogłam łazić w spódnicy po drzewach , zrywać np czresnie ..to OK …Ale z dorosłym bratem kolezanki … na motorze ? :)) mogłam tylko „przyzwoicie ” sioedzieć ::)

  34. Film pamiętam, ale tej COCA COLI ani w trochę, to się pytam, jak pili? No bo w stodole, to chyba z gwinta, to czy się nie zalali i nie zasmarkali pijąc? Jak ten problem reżyser rozwiązał?
    Czy w filmie był tzw dłuuugi kadr na skrzynki z COCA – COLĄ i potem kadr na puste poprzewracane butelki – jeśli tak to myślę że filmowane skrzynki COCA – COLI były wypożyczone ze sklepu (nazywanego wtedy) „za żółtymi firankami” na ul Tuwima w Warszawie.

  35. Jaki piękny tekst!
    Kiedy jeszcze nie chodziłam do zerówki, czyli to musiał być ’76 albo ’77 rok, mój ś.p. Tata przewiózł mnie motorem, który właśnie kupił. Przypomniało mi się to dziś.

  36. Na salonie pytanie o aktora, który wygłaszał monodram o swoim życiu przestępcy i kryminalisty – Filipski. W teatrze telewizji był ten monodram Filipskiego. Niezły był.

  37. Marylko – usiadłaś na motorze w falbankach konwenansu

  38. :))
    Nie … mogłam broić na różne sposoby …po prostu tutaj i ten oniesmielający , dorosły brat kolezanki …i ludzie z sasiedztwa … oglądający nowy motor …. I taki zaszczyt – naprawdę ,ze mnie smatrkulę wybrał na pasażerkę jazy takiej hm…pokazowej .. Tzn sądziedzi mówili – aaa to przejedź kawałek ..zapal silnik ..takie rozmówki facetów …
    Tu – wybrana – musiałam trzymać fason ….To było JEGO swięto . Jak mogłam mu zepsuć , gdy mnie tak uhonorował ? To on mnie docenił … że nie wiezie belekogo … a ja ..???

    Teraz takie myślenie o swoim honorze i cudzym , chyba zginęło ???

    Co innego tak normalnie …. kopałam szmaciana piłkę ..goniłam kolegów pokrzywami , bo umiałam takie wielkie zerwać gołą ręką…itd ..
    TU była inna sytuacja … Akurat Gabriel się przekonał , ze i teraz mogę „wyskoczyć” z wariactwem ….

    Tam nie mogłam .:)

  39. Czy można na targach oddać KiW i NiR omyłkowo przesłane podwójnie?

  40. Ten Unsound to tez „projekt” zamierzony na kultowy. Niech juz ta lysa-Plysa sklada ten pozew bo sie cicho i nudno wokol tego festiwalu robi.

  41. O, Pani Marylko… „w moich czasach” tez wielu rzeczy nie wypadalo robic podrastajacym nasolatkom, ale na „emzetce” jezdzilam tylko z ciocia,
    a potem to juz sie naumialam sama… o wsiadaniu na motor z kolega czy nawet
    odwrotnie nie bylo mowy… „bojaca bylam”… potem z czasem mi przeszlo.

    … ale a propos filmow tzw. kultowych nawet w doroslym zyciu
    nie moglam obejrzec „noza w wodzie” o „rejsie”… nawet nie wspominam.
    Nie moglam zrozumiec dlaczego tych „wybitnych” filmow nie moglam
    tak scierpiec, a wszyscy dookola tak sie nimi zachwycali… dopiero
    po latach okazuje sie, ze nie tylko ja mialam problemy ze zrozumieniem
    tej „sztuki”.

  42. Plysa jak nie dostanie nastepnej dotacji to nie zlozy zadnego pozwu… chyba, ze kolega
    Tybet ja zasponsoruje – w co watpie.
    Poza tym ta Plysa i jej towarzystwo ma naprawde niezle nasrane we lbach i nie wymieszane,
    to jest to samo siolo co ryzy drwal, nowacka, zieloni z zawisza, krytyka poliyczna
    z mlodym jakala i inne szmaty – to o czym pisal w ubieglym tydogniu Pan Gabriel!

    Pozostaje tylko i wylacznie natychmiast pozbawic ich dotacji!
    Pozostaje rowniez zapamietac dobrze wszystkie te nazwiska na przyszlosc… i uwaznie
    sledzic ich poczynania!

  43. W sumie to ja tylko tego oczekuje od nowej wladzy. Niech nie daja nikomu. W normalnej konkurencji bez budzetowych kroplowek to oni zdechna w jeden sezon i wykonczeni beda przez normalne rynkowe imprezy.

  44. i jak tu nie wspomnieć powszechny,podstawowy wehikuł tzn. WSK,
    czyli skrót od: Wiejski Sprzęt Kaskaderski 🙂

  45. U Gospodarza w salonie jest link do produkcji niejakiego Lucasa Abela z Australii. Trzeba mieć tupet by takie bzdety pokazywać publicznie i jeszcze brać za to pieniądze. To co pokazuje to w malarstwie odpowiednik czerwonego smarka rozmazanego na płótnie,
    Z drugiej strony pytanie: co mają we łbie widzowie tego performensu? Doznają uczucia współtworzenia?

  46. Uff to nie tylko mi się nie podobał „Rejs” i „Hydrozagadka”. Kilku moich znajomych zna te filmy na pamięć. I co ciekawe czasem się śmieję razem z nimi, kiedy je cytują. Ale sam nie daję rady tego oglądać.
    Ja bym poszedł dalej z tyko kultowymi filmami. Choćby „Dzień świra”. Dla mnie to jest „dramat ludzki”, a nie komedia. Wpadam w stan depresji. Dalej „Miś”, „Zmiennicy” itp. znanego reżysera. Który obśmiał komunę. Zastanawiam się czy nie wykrzywił raz na zawsze obrazu tej komuny.
    Sto razy bardziej bawi mnie serial USA „Big bang theory” od tych wszystkich razem wziętych filmów.

  47. PARIS;)

    Ma Pani dar ..prostego wpuszczania mnie w hmmm …wysiłki myślowe :))

    No więc oto do czego mnie Pani wpis doprowadził . Pisałam powyżej pod komentarzem Ani z UW o dokładniejszych okolicznościach tej mojej pierwszej przejażdzki . To jeszcz taka rzecz – nowy motor podziwiali wszyscy sąsiedzi … Kobiety wyglądały przez okno , ich mężowie i synowie stali i „fachowo dyskutowali , próbowali dotykać…
    Szczerze sobie trzeba powiedzieć , ze każdy z nich liczył że właściciel da się przejechać… No , nie od razu , nie w tym momencie …tego nikt by głośno nie powiedział . To było jego szczęście – ten motor co sobie na niego zarobił … Musiał się nacieeszyć. Ktoś starszy podsunął mu rozwiązanie …przewiózł byś kogoś… to było honorowe … No ale facetom nie wypadało zeby to ich woził …
    No i dlatego wyszło ze w kolejniści „godności” – czyli nie urazić nikogo – dziewczyna . Akirat byłam u nich i też stałam … Mnie się zdaje że nie wypadało wozić siostry … bo by wyszedł na sobka ..

    W takich małych , zżytych społecznościach , jest pewien ład , hierarchia , porządek społeczny ..
    Był wtedy …Bo teraz pewnie młodsi czytając co ja tu piszę, oczy otwierają… ze wydziwialiśmy ..
    Nie – sztuką było wyważyć proporcje …To jakoś ginie .

  48. Mówiąc o serialach warto wspomnieć taką perłę jak „Świat według kiepskich”.

  49. Exactement!
    Tak jest, niech dadza ludziom uczciwie zarobic i nie bedzie potrzeby
    dawania zadnych dotacji.
    Te dotacje to jest straszny wrzod… bezczelne zlodziejstwo
    na niespotykana dotad skale, tworzace nieprawdopodobnie wysoki
    dlug publiczny!
    Ja tez oczekuje absolutnego zniesienia wszelkich dotacji… zwlaszcza
    takim beztalenciom jak ta cala plysa.

  50. Widzialam juz to gowno. Oni normalnie sa chorzy i kwalifikuja sie co najmniej
    na leczenie psychiatryczne… i jeszcze taka menda jak ta plysa smie twierdzic, ze
    to „swiatowa” sztuka i zada bezczelna malpa jeszcze dotacji czyli naszych pieniedzy
    z budzetu!
    No normalnie nie miesci sie to w glowie… ona powinna znalezc sie w kryminale, za
    marnotrawstwo publicznych pieniedzy! I tyle.

  51. Fajnie mi sie czyta te Pani opowiastki, bo wracaja u mnie wspomnienia. Tak bylo Pani Marylko,
    tak jak Pani to opisala i to bylo… przepiekne.
    Dzisiaj to rzeczywiscie ginie… jeszcze sie zdarza, rzadko, ale sie zdarza… ale powiem Pani, ze
    to nasze „dawniejsze wychowanie i oglada” to jest cos na co bardzo zwraca sie uwage
    w tzw. towarzystwie lub wyzszych sferach… baardzo.

  52. Czy teraz jeździ ktoś z Was na motorze?

  53. Defraudacja publicznych pieniędzy i to świadomie.

  54. Rozumiem, że cały projekt Coryllus to jedna wielka ironia – losu.

  55. I dlatego nowa wladza powinna wziazc jak najszybciej „za dupe” czyli
    pociagnac do odpowiedzialnosci prawnej takie nawiedzone plysy,
    ale… rowniez wszystkie biurwy, ktore tak ochoczo, bez zadnego
    zastanowienia szastaja naszymi pieniedzmi!
    Bez zadnej zwloki!

  56. Jaki spontaniczny zlot entuzjastów kultowych motorów na, bez wątpienia, już kultowym blogu.

  57. A, był jeszcze piękny radziecki motor-czołg, nazywał się Iż.
    Czasami mozna było zobaczyć poniemieckiego Zündappa, który zamiast kanapy miał dwa osobne siodla; tylne miało rączkę do trzymania. Klang miał taki jak Lanz Bulldog.

  58. Z bardzo świńskim podtekstem. Komunizowali.

  59. Do „Rejsu” „podchodziłem” ze trzy razy. Nigdy nie obejrzałem do końca. Jeżeli chodzi o Piwowskiego, był TW i kręcił na zamówienie „właściwych” władz. Czyli był po prostu cynglem. „Uprowadzenie Agaty” miało za zadanie zniszczyć ówczesnego wicemarszałka Andrzeja Kerna.

  60. Się nobilitują sie

  61. Kern to się niszczył sam.Jak to mówili : z dziada pon.

  62. Niedawno Eli Barbur opowiadał jak to po wojnie na motocyklu z afrika korps jeżdził z kolegami i wydawało im się że od komuny uciekają.Jak zapytałem co brał i że na pewno nie był to mocarz to dał mi bana, a notkę wykasował.Moto-cyklizm szkodliwy potrafi być że hej!

  63. Nawet jeżeli był, jak Pan napisał, „z dziada pon”, to chyba nie ulega żadnej wątpliwości, że GazWyb, urbanowe „Nie” i wspomniany TW Krost „wespół wzespół” realizowali zadania postawione przez zwierzchników.

  64. Nie daj Boże, o tej porze na motorze

  65. Dobre. Ciepło jeszcze jest, ino ciemno szybko.

  66. Bo chyba THE GUARDIAN w tym przypadku możemy przetłumaczyć GWARDYJEC

  67. Pani arkadio zostaje Pani obejrzeć Los cziełowieka .

  68. Może Pan sprecyzuje w jaki sposób Kern się sam niszczył ?Uwierzył Pan w ten film ?

  69. Tadziu , z nieba mi spadłeś ! To już wiem czym jeździł człowiek na tzw starej kolonii :))

    Niemcy ewakuowali się w wielkim pośpiechu z naszego miasteczka … jeszcze pędzili grupę jeńców alianckich ze sobą . Nie zabrali całego sprzętu , pewnie benzyny na tyle nie mieli …I on to „odziedziczył ” … czyli zagarnął mienie poniemieckie :))

  70. PARIS:)

    Czyli moje dawne ( bo już tam nie mieszkam ) miasteczko , ci starzy mieszczanie to wyższe sfery … No , my to akurat na pagórze mieszkaliśmy .. nawet nad cmentarzem …

    Teraz mieszkam też „nad ” …ale to nad Krakowem …a nawet nad krakówkiem ..Oni tam na dale myślą ze są wyższymi sferami … no ale pomyśleć to sobie moga wszystko , ofkors :))

    I tu w tym obecnym moim „nad ” … to różni mieszkają…. Osobna historia by była do opisania … Ale bardziej praktykujący jeśli chodzi o tamte stare wartości są tacy bardzo biedni ludzie , co całe zycie cięzko pracując dorobili się np zakrzepicy i utraty obu nóg …. mam tu taką rodzinę….i z nimi się rozumiemy … przez tę chrobę bieda wielka ..ale i godnośc wielka …

    I mam „dziada z gazetą ” – z krakówka wygnany aż tu …. i to się mówi krótko ; ” wyżej sro , niż doope mo ” …
    I tylko zimy prysznic na niego działa … bo wykształcony i bywały, kodu starego kulturowego nie rozumie …

    i tak :))

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.