Sie 172014
 

W związku z nową, czeską książką, musiałem się zapoznać z biografią Ludwika Waryńskiego. Poszedłem do biblioteki, która nie jest bynajmniej mała. I co? I pstro. Nie ma biografii Ludwika. Zapytałem czy jest powieść Tadeusza Hołuja „Róża i płonący las”, na podstawie której nakręcono w roku 1979 film biograficzny o Ludwiku. A gdzie tam, w filii jest, ale filia ma urlop do września. Do września to ja muszę mieć gotową książkę. A film sobie obejrzyjcie, gra tam Anna Chodakowska, znana aktorka, która popiera dziś PiS i szczerych patriotów. No, ale mi jest potrzebny Ludwik, zacząłem więc grzebać po sieci. W wikipedii nic oczywiście nie ma, ale jest kilka artykułów rozsianych po necie, też słabych, ale coś tam znajdujemy. Nie będę was karmił cytatami, podam tylko wnioski, a jak przyjdzie do mnie ta gruba książką, co ją sobie już na allegro kupiłem, to będziemy wiedzieli więcej i będzie jeszcze ciekawiej. Oto działalność Ludwika rozpoczyna się w trakcie wojny rosyjsko-tureckiej, tej na którą pojechał kapitalista Wokulski. Może przez tego Prusa właśnie nie udało się dawnymi laty wypromować Waryńskiego na prawdziwego, pełnokrwistego bohatera, bo dwóch altruistów, jeden w futrze z rosomaków, a drugi w tużurku i binoklach to jednak troszkę za dużo. A Ludwik był altruistą co się zowie. Już jego tata był altruistą. Piszą, że brał udział w akcjach mających wspierać Powstanie Styczniowe. Nie precyzują co to za akcje, ale podkreślają, że wychowanie Ludwika było z pewnością patriotyczne. Z akcji wspierających Powstanie Styczniowe, to my znamy następujące: wożenie bibuły patriotycznej ze Śląska, wożenie biżuterii patriotycznej ze Śląska, wożenie pruskich i austriackich pistoletów ze Śląska, obdzieranie zabitych na polach bitew. Ciekawe czy w tej biografii co tu idzie będą jakieś szczegóły, już się nie mogę doczekać.
Jak już Ludwik podrósł to ruszył w świat – do Petersburga. Tam pracował w Instytucie Technologicznym, czy czymś podobnym. Nie wiem co tam robił, ale z dalszych jego losów wynika, że był ten instytut miejscem, gdzie po cichu szkolono terrorystów i gangsterów. Ludwik wyszedł stamtąd, a raczej został wydalony za zorganizowanie strajku. Potem pojechał do Królestwa, pobył w Warszawie i przeniósł się do Puław, do szkoły agronomów i leśników. Był już socjalistą pełną gębą, zakładał kółka i organizował zebrania i właściwie cały dzień spędzał latając po mieście i agitując. Nikt nie podaje skąd miał na to pieniądze. Później (mogę pokręcić kolejność, ale musicie mi wybaczyć, bo bardzo jestem podekscytowany) pojechał do Warszawy i tam – uwaga, uwaga – nie podjął pracy w fabryce, bo nie miał czasu. Założył za to własny warsztat ślusarski, w którym zatrudniał robotników i studentów, a czynił to właśnie po to, by jednych oswoić z drugimi i potem razem budować lepszą przyszłość. Był wtedy jeszcze Ludwik anarchistą i wierzył, że socjalizm nie ma nic wspólnego z polityką, że to tylko ekonomia. Jednym słowem był człowiekiem niedojrzałym, który dostał od kogoś pieniądze na założenie małej fabryki rewolwerów bębenkowych. No bo co tam mogło być produkowane w tym warsztacie i gdzie upłynniano towar? Później, jak się zaczęło wokół niego robić gęsto od agentów wyjechał do Lwowa, a tam hulaj dusza…działał i działał, agitował, pisał odezwy…aha, zapomniałbym w Warszawie, jeszcze przedtem zaczęto drukować ulotki socjalistyczne po polsku. Były to pierwsze socjalistyczne bzdury pisane po polsku. Tłumaczono je wprost z niemieckiego. Drukowano je w Dreźnie i trzeba było przewieźć cały transport do kraju. Wszyscy się bali, a Waryński mimo że nie znał niemieckiego od razu się zgłosił, pojechał tam i wyobraźcie sobie, że przywiózł do kraju 6 tysięcy egzemplarzy lewicowych książek, zamówionych przez stworzone przez niego samego w Warszawie kółka. Ilu ludzi przychodziło na zebrania tych kółek? Maksymalnie 60 osób. Tyle wynosiło najwyższe ekstremum. Byli oczywiście tacy, którzy nie przychodzili na zebrania, a w organizacjach działali. Razem z nimi było tego jakieś 150 osób. Wiemy to, bo Ludwik kazał tym ludziom zakładać kasy. Nic nie zmyślam, kazał im zakładać kasy i wpłacać tam groszowe składki, no i z tych składek można było potem wydrukować te 6 tysięcy książek. Najpierw zamówili tłumacza, który przełożył literaturę marksistowską na polski, a potem kazali to wydrukować. Ponoć szybko poszło, wręcz błyskawicznie, no ale co się dziwić, jak w państwowej, pruskiej drukarni to tłoczyli. Ludwik zaś przewiózł wszystko przez granicę, nie wiemy jednak jak, czy wozem drabiniastym, czy w wagonie kolejowym, który wynajął na tę okazję czy jakoś inaczej.
No, ale wracajmy do Austrii. Tam zaczął działać, ale wpadł. Ponoć źli żandarmi pobili go w więzieniu, potem posadzili go w areszcie i czekał na proces. I w czasie tego siedzenia w austriackiej tiurmie wydawał gazetkę dla więźniów, która się nazywała „Zgrzyt więźnia”. Nie wiem czy zachował się chociaż jeden egzemplarz, ale jeśli tak to Sierakowski powinien go obnosić po Warszawie w specjalnym pudełku jak relikwię, a Hartmann powinien iść przodem i odczytywać głośno co celniejsze fragmenty z publikacji Ludwika. Zauważcie, jak to się pięknie układa: zamknięty w austriackiej twierdzy Kołłątaj pisze wiekopomną pracę o geografii, pionierską, jak nas pouczyła ostatnio blogerka Artemida-Moderna, Waryński wydaje w więzieniu gazetkę, a Adam Michnik pisze listy do Kiszczaka. Tylko Pileckiemu nic się nie udało napisać w tym więzieniu, ale pewnie to dlatego, że był z natury leniwy.
Na procesie Ludwik broni się sam, rezygnuje z adwokata, ponoć prokurator aż się wzruszył tym jego przemówieniem, adwokaci siedzący na sali płaczą, sędzia także. Ludwika uniewinniają i oczyszczają z zarzutów, zostawiają mu w papierach tylko brak meldunku. To mało, jak na faceta który wozi przez granicę nielegalne książki całymi tonami i prowadzi fabryczkę broni. Musi jednak opuścić monarchię i gdzieś wyjechać. Wybiera oczywiście Genewę. Zamieszkuje pod miastem, w domu, który dzieli z innymi towarzyszami, zgromadzonymi w jednym miejscu przez towarzysza Rotszylda, a to w celu, żeby się nie rozbiegli po świecie i nie narobili głupstw. No i żeby nie trzeba było potem werbować i szkolić nowych, bo to przecież koszta. Tam poznaje Annę, z którą się żeni i ma syna Tadeusza. Ta Anna mu trochę nie pasuje, bo ma drobnomieszczańskie nawyki, obiady gotuje, sprząta i pierze, chce mieć dom jednym słowem, ale to nie dla Ludwika, bo on pożąda czynów. No i w roku 1881 wyjeżdża do Warszawy, bo tam czekają na niego robociarze, którzy cierpią głód i nędzę. Od razu zyskuje Ludwik ich sympatię i zaczyna działać od nowa. Najpierw strajk na kolei, banda Ludwika wymusza na zarządzie spółki kolei warszawsko wiedeńskiej wyrzucenie z pracy niemiłych menedżerów i przyjęcie na to miejsce miłych. Ach jeszcze jedno…w tej Genewie świętowali rocznicę Powstania Listopadowego i Marks z Engelsem przysłali do polskich rewolucjonistów list na tę okazję, a w nim napisali, że trzeba odbudować Polskę. Na to się Ludwik wkurzył i powiedział, że nie trzeba, bo nie Polska jest ważna, ale internacjonalizm. Zaznaczył w ten sposób swoje przejście z obozu terrorystów sponsorowanych przez rząd brytyjski do obozu terrorystów sponsorowanych przez banki.
W Warszawie zrobił rzecz najważniejszą, założył partię „Proletaryat” i zaczął wydawać gazetę. Normalnie pod nosem Ochrany gazetę wydawał, odezwy pisał, a ludzie rozlepiali je na murach fabryk. No i wtedy także padło słowo „kasa”. Ludwik znów kazał ludziom zakładać kasy, ale nikt niestety nie pisze, kto te kasy kontrolował i w jakich bankach były składane te pieniądze. Jasne jest bowiem, że nie trzymano ich w domu, na pewno nie w domu Ludwika, który przecież domu nie miał, bo uważał to za burżujski przesąd.
Słowo „kasy” pojawia się w kontekście afery policmajstra Buturlina, który nakazał pewnego dnia, że wszystkie kobiety pracujące w fabrykach powinny być przebadane przez lekarzy i podlegać kontroli wenerycznej tak jak prostytutki. Ludwik się wkurzył, postawił wszystko na ostrzu noża, czyli nakazał robociarzom bronić honoru swoich kobiet, matek, żon i córek. My, ponieważ jesteśmy ludźmi życiowo doświadczonymi, możemy spojrzeć na tę kwestię nieco inaczej. Myślę, że było tak: prostytucja wśród robotnic była powszechna, dla wielu dziewczyn była ona po prostu złudną nadzieją na polepszenie sobie życia. Policja chciała to objąć kontrolą, ponieważ rewirowym zależało na tym, by zyski z nierządu trafiały, częściowo chociaż, do ich kieszeni. No, ale one trafiały gdzie indziej i zaczął się dym. Nie dość, że ci wstrętni kapitaliści z kolei warszawsko-wiedeńskiej wyrzucają z pracy ludzi miłych sercu Ludwika, to jeszcze policja próbuje położyć łapę na dochodach z nierządu, które do tej pory spokojnie płynęły do kasy Wielkiego Proletaryatu?! To jest nie do pomyślenia, to jest skandal. Zaczęła się akcja i ona przyniosła skutek, policmajster Buturlin wycofał swoje zarządzenie. Pewnie bał się, że jeden ze studentów, których dawniej Ludwik zatrudniał u siebie w warsztacie ślusarskim odwiedzi go w nocy i zechce zaprezentować mu jak niezawodnie działają produkty tej niewielkiej fabryczki.
I tak to płynęło życie Ludwika, od wymuszenia do wymuszenia, do jednej zbiorowej składki do drugiej, aż się to w końcu urwało, bo wszystkich zamknęli. Dlaczego? Aha, to jest właśnie zagadka. W czasie kiedy Ludwik organizuje te swoje fundusze na świecie dzieją się ciekawe rzeczy. Wielka Brytania podpisuje z pokonaną przez Rosjan Turcją tajny pakt, w myśl którego Cypr przechodzi pod rzeczywisty zarząd Brytyjczyków, a wszędzie w całej Europie organizowane są zamachy. A to na króla Włoch, a to na Wilhelma I i jego córkę, a to na cesarzową Sissi, a wcześniej jeszcze na jej syna, co się nazywało, że strzelił sobie w łeb. Za tym wszystkim stoją anarchiści, brudni, wstrętni, włoscy anarchiści. No jasne, że anarchiści, oni są najlepsi, bo im liczenie nie idzie za dobrze, a przez to mają niewygórowane stawki. Ludwik zaś jeszcze w Genewie zerwał z anarchizmem i został normalnym socjalistą-satanistą z ciężkim parciem na zdobywanie budżetów. I to go zgubiło. Rząd brytyjski bowiem szykował się do głębokich zmian w Europie, to samo towarzysz Rotszyld. Napisał on pewnego dnia list do naszego bohatera, a w nim stało czarno na białym: Ludwiku, nie po to ci daję pieniądze, żebyś okradał jeszcze te biedne kurwy. Mogłeś olać Marksa i Engelsa, ale ze mną nie zadzieraj, bo będzie źle. Miałeś organizować zamachy a nie parabanki. Od tego to ja tu jestem.
A pocałuj mnie w dupę dziadu – pomyślał Ludwik i dalej robił swoje. No i pewnego dnia, w kawiarni, kiedy gadał sobie spokojnie z jedną rosyjską towarzyszką, stanął nad nim pan rewirowy. Spokojnie poczekał aż Ludwik skończył tokować i położył mu ciężką swoją rękę na ramieniu. No, ale Ludwik całkiem się tym nie przejął, zerwał się od stolika, wyskoczył z kawiarni i wybiegł na miasto. Prawie mu się udało, ale to była jednak zasadzka. Towarzysz Rotszyld nie żartował. Prócz Ludwika, szefa gangu o nazwie „Wielki Proletaryat” aresztowano jeszcze innych towarzyszy. I wyobraźcie sobie, że wszyscy oni dostali czapę, a tylko Ludwik skazany został na 16 lat twierdzy. Piszą, że to przez perfidię władz, które wiedziały, że Ludwik ma gruźlicę i w twierdzy się wykończy. My w to oczywiście nie wierzymy. Wierzymy, za to w to, że towarzysz Rotszyld i towarzysze policmajstrzy, a może nawet któryś z towarzyszy wielkich książąt z rodziny panującej postanowili dać mu jeszcze jedną szansę. Nie wiemy niestety czy Ludwik wydawał w Szliselburgu jakąś więzienną gazetkę, bo autorzy płaczący nad jego losem milczą na ten temat. Przypuszczam, że nie, bo tam siedzieli albo lepsi od niego, albo prowokatorzy. Mimo starań władz, mimo lekarza, który odwiedzał go w celi, choroba Ludwika rozwijała się. W końcu umarł. Potem zaś stał się bohaterem i ikoną socjalizmu. Ponoć jeszcze przed odzyskaniem niepodległości. Po wojnie zaś czerwoni umieścili go na stuzłotówce. Wszyscy ją pamiętamy. Z głowy Ludwika, zagiętej w dziwny sposób układaliśmy różne obsceniczne obrazki, jakby na pamiątkę tej afery buturlinowskiej.
Aha, jeszcze jedno, w tym samym mniej więcej czasie co nasz Proletaryat powstała pierwsza socjalistyczna partia w Hiszpanii. Ta co ją potem zdelegalizował Franco. Szefem tej organizacji był człowiek o wiele rozsądniejszy od Ludwika, nazywał się Iglesias, czyli po polsku Kościelny. Pewnie dla zmylenia przeciwnika. Był on przewodniczącym tamtejszego wszechhiszpańskiego związku drukarzy. W Iberii towarzysz Rotszyld postawił na propagandę, a u nas na rewolwery. Wszystko przez to, że tu się toczyła wojna z Turkiem, a tam póki co żadna wojna się nie toczyła, jeśli nie liczyć prowadzonej za morzem wojny o saletrę, wojny toczonej pomiędzy byłymi hiszpańskimi koloniami: Chile, Peru i Boliwią. Tam z pewnością przydawała się drukowana po hiszpańsku propaganda.

Zapraszam wszystkich na stronę www.coryllus.pl gdzie trwa wielka, sierpniowa promocja Baśni jak niedźwiedź. Dwa tomy w cenie jednego.

  44 komentarze do “Ludwik Waryński i fundusze powiernicze”

  1. Coryllus ma umowę z Rotszildem, że on nie będzie pożyczał pieniędzy a bankierzy nie będą pisać baśni 😉

  2. ….. :))))….

    super …..:)

    ps . przemyt socjalistyczny szedł przez granicę w Czerwonym Zagłębiu Dąbrowskim . OBOK komory celnej . Przemyt żywności … do Prus …. i ludzi ….
    Nawet Piłsudskiego tamtędy prowadzono na zachód ..i jego żonę … i innych …..

    No ale Waryński …. ?

  3. Bardzo ładnie streszczone zasrane życie słusznie zapomnianego sukinsyna.

  4. Nasuwa się tu paralela z Piłsudskim…

    Prowadził go żyd Anatol Muhlstein zięć
    Rothschilda „francuskiego”, który pełnił funkcję
    sekretarza poselstwa II Rzeczpospolitej w Brukseli…
    Podobno Piłsudski dostał 700.000 funtów brytyjskich
    na przewrót w maju 1926 roku.

  5. …a elegia taka piękna i wszystko uładza. Bronek to był gość

    […]powtarza, jak niegdyś w Genewie:
    – Kochani… ja muszę do kraju…

    Do Łodzi, Zagłębia, Warszawy
    powrócę zawzięty, uparty…
    ja muszę… do kraju, do sprawy,
    do mas, do roboty, do partii…

    ja muszę… – I śpiew się urywa
    i myśli urywa się pasmo.
    Ta twarz już woskowa, nieżywa,
    lecz oczy otwarte nie gasną.

  6. Nie ma intryg, nie ma spisków, nie ma zmów – tylko codziennie jestesmy świadkami czegoś takiego jak dzisiejszy tekst.
    No ja już sama nie wiem, czy ja sie urodziłam na chwałę Bożą, czy być może na materiał na manipulacje Rotszylda?

  7. Na chwałę, Ania, na chwałę, na manipulację się Ludwik urodził.

  8. ktoś o tym Anatolu więcej pisze?

  9. w nawiązaniu do karier polaków mieszkających w Genewie, przypomniała mi się autobiograficzna książka prof. Kieżuna pt ” Magdulka i cały świat ” (Magdulka to nazwa majątku babci profesora na wileńszczyźnie). Mama profesora studiowała medycynę w Szwajcarii i miała korepetycje z łaciny u samego Lenina. Na szczęście mama profesora nie zaraziła się socjalizmem.

  10. Ależ Bozia plącze ścieżki, bo babcia Polka w Szwajcarii brała lekcje łaciny u Rosjanina. Jakby coś takiego zamieścić w Harlequinie to może by przeszło. 🙂

  11. Rzeczywiście – moje ulubione zagięcie stówki z Ludwikiem, to pionowo przy uchu i w rezultacie Waryński zamienia się w szczura…

    Teraz z innej beczki, ale to też jeden z ważnych tematów poruszanych przez gospodarza – ten tekst dotyczy Irlandii:
    http://www.tomaszgabis.pl/2014/08/10/armin-mohler-ludobojstwo-na-zielonej-wyspie/

  12. Chyba Władek, a nie Bronek. Władek Broniewski – najprawdopodobniej polieznyj poet-idiot. Najprawdopodobniej, bo gdy pewnego razu do jego willi na Mokotowie zawitali smutni z Rakowieckiej z propozycją napisania tekstu do nowego hymnu PRL, to Władek zamiast popaść w słuszną egzaltację tak się tą propozycją wku…ł (a był podobno po kielichu akurat), że połamał na ubowcach krzesło i spuścił ich ze schodów. Podobno. Ja wiem o tym z jakiegoś przekazu Hłaski, któremu tę historię Władek przy wódce podobno opowiedział. Jak było naprawdę i czy rzeczywiście Władek się uniósł, nie wiem, ale na pewno tekstu do nowego hymnu wówczas nie napisał. Za to wyręczył go w tym inny poeta, Gałczyński, a muzykę napisał Sygietyński, słynny macant panienek, które chciały tańcować ludowe pieśni i melodie. Tak powstał szlagier, co miał być hymnem nowym polskim w prezencie dla towarzysza Stalina. To tak tytułem didaskalium, bo pewnie Państwo wiecie, o którym utworze mowa.

  13. zmiłuj się …. dlaczego Bozia…… Nie masz innych winnych -:(

    Od kiedy czytam biografie i życiorysy jako główną lekturę mało co mnie dziwi ….

  14. @Coryllus 🙂

    do kiedy ta czeska baśń ma być doprowadzona , do końca II Wojny …. ????? bo to ciekawe …

  15. …opowieść o Anatolu Muhlsteinie

    – Robert Jarocki -„Żyd Piłsudskiego”

  16. A tam w szczura, afera Buturlina nie dotyczyła szczurów….

  17. Przepraszam. Nie miałem zamiaru urazić.

  18. Druga żona Piłsudskiego była Żydówką. Wobec niego zastosowali stare, sprawdzone rozwiązanie: przez łoże. Po wojnie w ten sam sposób m.in. Zofia Gomółkowa, Moczarowa (czy ktoś z Państwa może pamięta ich właściwe imiona i nazwiska?) oraz wiele innych. Trochę pisze o tym Albin Siwak w wydanych ostatnio przez siebie samizdatach. Ten sposób oddziaływania jest przez nich uznawany za jeden z najpewniejszych, przy zdarza się, że zmuszają szantażem lub groźbą do rozwodu, a na miejsce prawowitej małżonki, nierzadko katoliczki, podstawiają własną sziksel.

  19. vide Kazio Wiellki I jego Esterka… to zawsze bylo

  20. Jak tego Waryńskiego się zagina?

  21. W rzeczy samej, metoda jest starożytna i znana w każdej cywilizacji. Wypada zrobić zastrzeżenie: jeśli figurant jest nieprzejednanym chrześcijaninem i wiadomo, że nie pójdzie na żaden rozwód, to mogą wówczas zlikwidować albo jego żonę, albo niego samego.

  22. Leokadia in spe Kieżunowa tak opisuje Uljanowa: nieduży, mocno wyłysiały, z ryżawą bródką, zachowywał się uprzejmie, mówił urywanymi gardłowymi zdaniami, zalecił podręcznik, korepetycje były w cenie dostępnej, potem korepetytor wyjechał pod Tatry, do polskiej Galicji..(por. s. 25)
    Wcześniej jest opisane (s.23) jak w sierpniu 1914 roku, panowie Kasprowicz, Daszyński i Witkiewicz wstawiali się skutecznie u cesarza o uwolnienie Uljanowa z aresztu w Nowym Targu – w konsekwencji Uljanow mógł wyjechać do Szwajcarii.
    To wstawianie się za Uljanowem też niezłe – oczywiście nie takie pieprzne jak z tekst Ludwiczkiem ale też nie nudne.

  23. Ten epizod z życia Uljanowa z braku wystarczającej ikonografii jakiś rosyjski malarz emigrant przedstawił na obrazie (olej na płótnie), bodaj we Francji. Treść obrazu mw. taka: polana czy łąka, namiot, z którego wystają dwie pary ludzkich nóg, jedne skierowane palcami do dołu i blisko siebie, drugie daleko od siebie, palcami do góry.. Tytuł obrazu: „Lenin w Polsce”. Obraz wymaga jednak pewnej „egzegezy”; wystające stopy z palcami ku górze, to część kończyn dolnych Nadieżdy Konstantinownej Krupskiej, stopy blisko siebie z palcami do dołu należą do Feliksa Edmundowicza Dzierżyńskiego. Gdzie zatem Lenin? Lenin w Polsce.

  24. Nie w Polsce, był nad jeziorem Razliw z Zinowiewem.

  25. To też. Rozkoszna dupa Lenina (zob. H. Pająk, „Chazarska dzicz panem świata”), ale ten, o którym napisałem to „Lienin w Polsze”. Może chodzi o ten sam obraz, może inny; niestety nie widziałem tego malowidła. Opowiadał mi to Rosjanin, który twierdził, że obraz pod takim tytułem widział.

    Tu wyimki z ww. pracy:

    http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2011/12/14/chazarska-dzicz-panem-swiata-w-drodze-do-1917-roku-rozdzial-v-rozkoszna-dupa-lenina-henryk-pajak/

  26. A może on w tej swojej fabryce konstruował prototypy, znanych później na całym świecie, jak mnie uczono w szkole, koparek Waryński?

  27. Nie zauważyłes , że się nier obrazam , nie kłócę….. czasem coś prostuję….

    może Cię coś jednsk ruszy do pisania 🙂 🙂 !!!

    proszę 🙂

  28. Tak tylko to Panu wyszło?

  29. Było to znane raczej jako „Lenin w Poroninie”……

  30. Nie, tak tylko wyszło babci Ludwini i Wołodii. 😉

  31. Wyprodukowano 70 tysięcy koparek Waryński. W dobrze ustawionej gospodarce po 1989 produkowane byłyby pewnie koparki udoskonalone, najnowszej generacji. A możemy sobie tylko uprawiać wokół koparek Waryński czarny humor. Chyba, że się mylę i produkcja trwa…
    Przed wojną produkowali w tej fabryce parowozy.

  32. Marysiu, ja często piszę, ale takie niezobowiązujące rzeczy na jajach. Dzisiaj zwróciłem uwagę, że bawimy się w to już dwa i pół roku. Przewinęło się trochę ludzi i nawet o niektórych zapomniałem.

    Ostatnim naszym nabytkiem jest poeta,nasz własny i daję link, bo powinno to Cię zainteresować. Zaglądam, a nasz własny poeta dołożył dwa nowe dzieła. Skromny jest. Zachęcam do zapoznania się. Będziesz miała strawę duchową, a nie płaskie publicystyczne pisanie.
    http://zeb.neon24.pl/post/106994,o-sw-bruno-z-kwerfurtu-i-pieciu-braciach-meczennikach

  33. chrzescijanie tez padaja przed oltarzem narzadow moczowo-plciowych

    ten lyse mlczko ostrzegal ‚synu, chocby nie wiem co mowili, to jest tylko d…”

  34. Wszystko zależy od narracji. Jeśli założymy taką, w której nie ma Boga, to na materiał.

  35. Kochani, już kiedyś wyprosiłem stąd człowieka, który umieszczał tu podobne publikacje. Celem tego bloga nie jest propagowanie takich treści, ale sukces wydawniczy. Czy wyrażam się jasno?

  36. Przepraszam, nie wiedziałem. Gdzie mogę się zapoznać z regulaminem bloga, szczególnie, gdzie napisane, co wolno tu pisać lub cytować, a czego nie wolno?

  37. Tak, ale Gospodarz zabrania cytować. Dodam więc tylko, że z Dianą Rothschildówną się ożenił i miał z nią trzy córki. Jedna z nich ma na imię Anka i robi konkurencję naszemu Gospodarzowi.

  38. Nie. „Lenin w Poroninie” to praca Fangora, czysta ideologicznie.

  39. ciekawi ludzie z tych Rotszyldów, do dziś dnia bezwzględnie obstawiają socjalizm – czyli automatyczną państwową jumę, sprawiedliwą społecznie do tego 😉

    „władza chce naszego dobra, a my mamy go już tak niewiele” 🙂

  40. Ja nie wiem „o jakim utworze mowa”, więc niech Pan to wyjawi. O ile wiem, Stalin nakazał utrzymanie w mocy aktualnego hymnu „Mazurek Dąbrowskogo eto choroszaja piesń”. Nie po raz pierwszy „warszawskie” dupowłazy /wtedy czerwone, dzisiaj różowe/ okazały się bardziej papieskie od papieża.

  41. Bukwalno. Zakłady produkcyjne „Waryński” już dawno zrównano z ziemią, łącznie z wysokim biurowcem przy ulicy Kolejowej. Troszkę dalej jest skwer Pawełka, na którym miał stanąć pomnik ofiar KLWarschau, ale za obecnej własti prędzej chyba doczekamy się pomnika Hyclera i Bi-smarka.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.