Sty 222017
 

Sprawa jest stara i w zasadzie nie byłoby już o czym gadać, bo autor nie żyje, czarnemu charakterowi tej historii przycięto pazury i spiłowano zęby, a świat wygląda zupełnie inaczej, ale….

Oto w 2012 roku Glaukopis wydał tom wspomnień Piotra Skórzyńskiego zatytułowany „Człowiek nieuwikłany”. Są to wspomnienia opozycjonisty, który siedział w więzieniu razem z Adamem Michnikiem i opisywał w tej książce, jakim to Michnik był bohaterem, na kogo się w tym więzieniu stylizował i w jakie cele mierzył. Książka wywołała oczywiście odpowiednie reakcje i Adam Michnik, po raz nie wiem już który wypowiedział do Skórzyńskiego, tak jak i do innych autorów te znamienne słowa świadczące o tym, że jest półbogiem, rzekł mianowicie, że Skórzyński jest skończony. I coś rzeczywiście musiało być na rzeczy, albowiem Piotr Skórzyński popełnił samobójstwo. Ja te informacje zaczerpnąłem z pisma Bibuła, z roku 2013, o tu jest link http://www.bibula.com/?p=69210

Ciekawe jest to, że prawami autorskimi po śmierci Skórzyńskiego powinna dysponować żona, ale jednakowoż nie dysponuje, albowiem brat zmarłego wniósł pozew do sądu i ten sąd orzekł co następuje:

Sąd Okręgowy w Gdańsku postanowił przychylić się do wniosku powodów i: „udzielić zabezpieczenia roszczeniu uprawnionych Jana Skórzyńskiego i Zygmunta Skórzyńskiego o zaniechanie naruszania autorskich praw majątkowych poprzez zakazanie pozwanej funacji „Glaukopis” (…) wprowadzania do obrotu egzemplarzy książki „Człowiek nieuwikłany. Wspomnienia z PRL” oraz jej promocji na stronie internetowej www.glaukopis.pl”.

Ja nie rozumiem co to znaczy „udzielić zabezpieczenia” i dlaczego sąd tego zabezpieczenia udzielił, zakazując dystrybucji niewinnej książki, ale przychodzą tutaj prawnicy, więc pewnie nam wyjaśnią.

Nie będę się rozwodził nad zawartością wydanej przez Glaukopis książki, bo tam rzeczywiście jest sporo szyderstwa z tej naszej opozycji, z jej odwagi i heroizmu, a także z różnych obyczajowych sprawek. Nie będę też prowadził śledztwa w sprawie samobójstwa autora, bo nic nie wiem o okolicznościach.

Na kilka spraw jednak chcę zwrócić uwagę, autor był dzieckiem Zygmunta Skórzyńskiego, który już w latach pięćdziesiątych zakładał kluby dyskusyjne na UJ, między innymi klub Logofagów, za co go aresztowano na trzy miesiące. Potem działał w Klubie Krzywego Koła i jako socjolog zajmował się socjologią czasu wolnego. To jest moim zdaniem jeszcze lepsze niż filozofia spotkania, ale niech tam….

Bratem zaś zmarłego jest Jan Skórzyński, którego Lisicki wywalił z roboty w Rzepie w roku 2007, a który redagował wydany przez Kartę słownik Opozycja w PRL. To właśnie obaj wymienieni panowie domagali się tego zabezpieczenia roszczeń. Ich biografie są ogólnie dostępne w wikipedii, więc nie ma sensu, bym się tu na ich temat rozpisywał.

Jedno mnie tylko dziwi, dlaczego Glaukopis mając w ręku ważną i, jak widzimy po reakcji głównych zainteresowanych blokadą, ciekawą książkę nie zacznie jej po prostu rozdawać? Czy podarunki są także wprowadzaniem do obrotu? Co kto potem zrobi z tym prezentem, to nie jest przecież sprawa Glaukopisu, a promować książkę można na innych stronach, sąd nie wyda przecież zakazu umieszczania jej wszędzie. I nie wyda przecież zakazu, że nikt na całej planecie nie może o tej książce pisać.

Taka to historia, ale odsuńmy się od niej na razie, choć jest bardzo rozwojowa i spróbujmy połączyć ją giętkim przegubem z inna historią, bardziej współczesną. Potrzebny nam będzie do tego Adam Michnik i jego cudowna moc, która sprawia, że jedne książki żyją, a inne umierają wraz z autorami. Jak to jest, że jeden człowiek, redaktor naczelny gazety, ma tam ogromny wpływ na rynek książki? Nie na cały przecież, powie ktoś, a tylko na ten, który dotyczy najnowszej historii. No tak, rzeczywiście o Wałęsie można pisać i Michnik tego nie zablokuje, nie zablokuje tego nawet sam Wałęsa. Michnik ma jednak na coś tam wpływ, na co? Na tych ludzi, którzy pragną z niezrozumiałych powodów demaskować opozycję demokratyczną i na tych, którzy chcą ją gloryfikować. Tych pierwszych pan Adam strąca w nicość, a tym drugim, z ojcowską troską, podpowiada, co mają robić, by ich dzieło było piękne i prawdziwe. Zastanówmy się więc, czy warto w ogóle się tym zajmować, skoro ten okres naszej historii został już tylekroć zdemaskowany, a sam Michnik nie ma nawet połowy tego znaczenia, które miał w latach dziewięćdziesiątych. Moim zdaniem warto o tyle, o ile zostanie zdemaskowany mechanizm zakazów publikacji Adama Michnika. Jak widzimy na przykładzie Piotra Skórzyńskiego i jego książki, w roku 2012 sąd nie zawahał się i publikacja zniknęła z rynku. Ciekawe jak byłoby dzisiaj? Czy Adam Michnik też mógłby swoją czarodziejską mocą sprawić, żeby jakaś książka dostała zakaz dystrybucji. Bo tu tkwi sedno – zakaz dystrybucji. Michnik sam z siebie nie może nikomu niczego zakazać i pewnie dobrze wie, że jak ogłosi, że jakiejś książki nie należy czytać ludziska hurmem polecą do księgarń, żeby ją wykupić. Stąd jego polityka dystrybucyjna jest o wiele delikatniejsza i przez to bardziej skuteczna. Przeciwstawić się jej można tylko poprzez kolejne próby edytorskie, nie ma innej drogi. Tylko wciąż ponawiane wydania książek, które się nie podobają Michnikowi, odbiorą mu moc i jasno pokażą, gdzie jesteśmy i z kim musimy się mierzyć. No, ale póki co nikt takich wydań nie przewiduje.

Powróćmy do tematu dystrybucji, który w mojej ocenie ściśle łączy się z tematem dotacji. Mamy z jednej strony „wszechwładnego” Michnika, który realnie potrafi wpłynąć na dystrybucję, a z drugiej mamy książki i wydawnictwa dotowane. Czy jest dotacja? Jaki rodzaj czarów reprezentuje organizacja rozdzielająca pieniądze na wydanie tej czy innej książki? Otóż ona sprzedaje pewien rodzaj złudzeń. Taki mianowicie, że ten kto weźmie pieniądze staje na lepszej pozycji dystrybucyjnej, bo mało tego, że książka się ukaże bez kłopotów, to jeszcze wszystkie księgarnie ją wezmą. Ta polityka uprawiana jest już długie lata i jej efektem jest całkowity upadek księgarstwa w Polsce. Ludziom się tego nie wytłumaczy, bo wydawcy uwikłani w dystrybucję propagandy, a tego w istocie dotyczy dotacja, nie powstrzymają swojej ręki, która wyciąga się po gotówkę, nie cofną jej i nie odwrócą się ze wstrętem. – Kiedy bowiem dają – to brać, jak nam to kiedyś zaśpiewał Zbigniew Hołdys.

Skala złudzeń dotyczących dystrybucji jest przeogromna. Oto Instytut Książki wysyła na targi w Londynie grupę wydawców i jedenastu aż autorów z Polski. Stoisko na tych targach będzie kosztowało 3 miliony złotych. Część wyłoży instytut, część wydawcy, a koordynatorem całej imprezy jest Mariusz Cieślik. To jest moim zdaniem horrendum tak wyraziste, że nie sposób go wyśmiać. Tutaj minę trzeba mieć ponurą. Polska zapłaci organizatorom, a tam organizatorom, Londynowi zapłaci, 3 miliony haraczu, za niemożliwość dystrybucji polskich książek w Wielkiej Brytanii. Chyba nikt tu nie wierzy, że jakikolwiek brytyjski czytelnik zainteresuje się książką Miłoszewskiego czy Dehnela? Żeby coś takiego nastąpiło, trzeba by tym czytelnikom dopłacić, dać im pieniądze do ręki. My zaś na razie płacimy za możliwość ustawienia swojego pawilonu na targach. Tam zaś będziemy sprzedawać pewien rodzaj złudzeń, które posłużą w praktyce tylko temu, by księgarnie w Polsce upadły jeszcze niżej, bo nikt nie będzie kupował zaproszonej do Londynu Tokarczukowej, Domosławskiego, czy wreszcie Dariusza Karłowicza, publicysty konserwatywnego, redaktora naczelnego Teologii Politycznej, bo i on tam jedzie. Dlaczego, choć wszystko jest jasne, my ten haracz jednak płacimy? O to należałoby spytać chyba tych wszystkich ludzi, którzy mają jakiś związek z blokadą rynkową książki Skórzyńskiego. Może najpierw jego brata Jana, który zrobił wywiad z Komorowskim i nazwał go „Zwykły polski los”. Co też jest w pewien sposób znamienne. Wszyscy ci ludzie bowiem aspirują do normalności i normalnością próbują nas kokietować, co w świetle faktów jakimi opleciona jest ich ziemska egzystencja wygląda nader komicznie. Jedno jest pewne, oni mają o dystrybucji wiedzę prawdziwą, dotykającą realiów krajowych, choć nie londyńskich. Zacznijmy więc od nich. Czy jakiś dziennikarz się odważy? Może Lisicki? A może jakiś inny, nieuwikłany?

Cóż my możemy przeciwstawić tym specjalistom od zwykłych, polskich losów, które za jasną cholerę nie mogą być dystrybuowane w żadnej księgarni, bo samo ich położenie w witrynie spowoduje upadek sklepu. My możemy jedynie przedstawiać niezwykłe, polskie losy i oto przed nami właśnie taki los. Od wczoraj sprzedajemy II tom wspomnień Hipolita Korwin Milewskiego, którego życie i przygody są tak odległe od życia i przygód Bronisława Komorowskiego, opisanych przez Skórzyńskiego, jak kresowy pałac od biura Urzędu Bezpieczeństwa w mieście Częstochowa. Zachęcam do lektury.

Teraz ogłoszenia

Nasze książki, prócz Tarabuka, księgarni Przy Agorze i sklepu FOTO MAG dostępne będą w księgarni przy ul. Wiejskiej 14 w Warszawie, a także w antykwariacie Tradovium w Krakowie przy ul. Nuszkiewicza 3 lok.3/III oraz w księgarni Odkrywcy w Łodzi przy ul. Narutowicza 46. Komiksy zaś są cały czas do kupienia w sklepie przy ul przy ul. Przybyszewskiego 71 , także w Krakowie. Zostawiam Wam także link do elektronicznego indeksu naszych publikacji, który stworzył dla nas Pan Marek Natusiewicz. Prace są już ukończone i w indeksie są wszystkie nazwiska z naszych publikacji. Oto link:

http://www.natusiewicz.pl/coryllus/

Wszystkim serdecznie dziękuję za wsparcie naszego projektu komiksowego, który mam nadzieję, zostanie wydany już jesienią tego roku. Będzie to wielki album poświęcony spaleniu Rzymu w roku 1527. Do tej pory udało się nam zebrać ponad połowę środków potrzebnych na produkcję. Dziękuję wszystkim jeszcze raz za poświęcenie i wsparcie naszej sprawy.

Mam nadzieję, że do marca uda nam się zebrać całość. Oto numer konta

41 1140 2004 0000 3202 7656 6218

i adres pay pala [email protected]

Wszystkich tradycyjnie zapraszam na stronę www.coryllus.pl

  200 komentarzy do “Ludzie nieuwikłani”

  1. Byłbym zapomniał, na stronie papug.pl ukazał się mój pierwszy tekst.

  2. Coś z tym adresem nie tak, bo albo o ptakach papugach albo jakaś strona reklamowa firmj prawniczych

  3. To jest właśnie strona reklamowa firm prawniczych. http://www.papug.pl

  4. Hołdys, Hołdys, a nawet Romuald Czystaw 🙂

    Gabryś, czy Ty masz coś wspólnego z panią Elżbietą Cherezińską? Pytam bo, gdyż, ponieważ nie przyznaje się ona wcale, natomiast popełniwszy na razie dwuksiąg o podziale dzielnicowym popieczątkowała go wiedzą, którą w swoich książkach promowałeś jako świeżą.
    Przewija się tam grubo Mit Arturiański, zza herbu Zarembów wyłazi angielski smok, dwakroć na kartach pokazuje się róża i to w Czechach.
    Łyknąłem tę dziwną mieszankę pisaną dla kasy z dziwną przyjemnością, bo
    Pani ma sprawny warsztat, a co najważniejsze zna swoje ograniczenia. Jest kiepściutka w opisie bitew, więc go unika.
    Nie ma za bardzo wyjścia bo fakty są jakie są, więc zmienić nie może, dzięki czemu unikamy rozciągania fabuły jak w książkach Martina, bo jawnie do „polskiej Gry o Tron” dąży”.
    Po raz pierwszy od dawna, we współczesnej książce obserwuję bohaterów zmieniających się jednokierunkow, a nie kontrowersyjnych, pełnych wątpliwości i do wyrzygania letnich, mało wyrazistych.
    No i co najciekawsze religię katolicką traktuje poważnie i literalnie, podobnie jak wiarę pogańską.

    to jak?

  5. Chcialam kliknac w ten tekst na papug.pl ale na panskie nazwisko jako  piszacego tam autora klik nie dziala, a szukanie na stronach jest czasochlonne, doszlam do 4 … i odechcialo mi sie klikac dalej. Dziekuje za teksty z ostatniego tygodnia – piekne, madre i celne, a dyskusje sam cymes!

  6. Nie wiem o jakich książkach mówisz. Ja jej nie znam i nie czytam, bo uważam, że to autorka słaba i wtórna, a poza tym silnie protegowana. Nie wiem gdzie zobaczyłeś tę powagę w traktowaniu wiary, bo jednej jej książce, nie pamiętam której, jest tylu kopulujących mnichów, co w sześciu jakichś demaskatorskich brytyjskich produkcjach. Być może o tych wpływach Londynu wszyscy wiedzą, być może jest to taka sobie tajemnica, a ja ją odkryłem dla siebie po prostu. Najlepiej sprawdzić która książka była najpierw czy jej czy moja, to chyba proste?

  7. Tam jest ramka z napisem więcej, w nią się klika

  8. Czeba kiliknąć w tytuł notki,Amerykanie na Śląsku.

  9. Byłem już na tej stronie poprzednio i tam są różne artykuły, nie tylko prawnicze. Właściwie to nawet bardziej zajawki artykułów z linkiem do całości – źródła. Bardzo dobrze, trzeba poszerzać listę czytelników.

  10. Znalazłem na tym portalu w artykule Roberta Brzozy filmik o ostatnich przewałach w KODzie firmowany przez portalik portal.nysa.pl i zauważyłem, że główny lektor wymawia niektóre głoski w sposób charakterystyczny dla człowieka, którego pierwszym językiem był rosyjski lub ukraiński. Czyżby miało to jakiś związek z Kukiz15, którego bazą jest opolszczyzna, a autor nie kryje sympatii do tego ugrupowania. Może jakimś tropem jest to, że Nysa to było kiedyś miasto garnizonowe?

  11. @coryllus

    Mam pytanie, czyli księgarnie biorą głównie książki dotowane i „z polecenia”, bo są częścią układu istniejącego w sieci dystrybucji. I nie widzą tego, że to biznesowo w ogóle nie działa, bo kiepska treść nie przynosi sprzedaży/zysków? Czy po prostu nie wiedzą/wierzą w to, że można inaczej, tak już są ogłupieni?

  12. Poprawka – widzę, że artykuł Coryllusa jest w całości na stronie papug.pl

    Czyli można tam tak i tak.

  13. ej no ja nie podejrzewam, że ściągałeś. To autorka harlequinów, a nie badaczka.
    Czytałem tylko o Piastach.
    Moje pytanie brzmi czy nie wpadłeś na pomysła propagowania historii za pośrednictwem płatnych wyrobników.
    Te książki nie mają PRZEKAZU, więc nie są pełnowartościowe. Pytanie jest czemu służą?

  14. Są tak ogłupieni. Nie ma poza tym zbyt szerokiej oferty poza tym co jest w hurtowniach. Do mnie zgłaszają się ludzie, bo znają blog i tak tych księgarń trochę przybywa….No, ale tamci mają promocję, bo mają dotację. Czytelnik tego nie chce, księgarnie upadają, ale wszyscy są zadowoleni, bo podłączyli ich do rury z pokarmem. I co jakiś czas mogą na prestiżowe targi do Londynu pojechać

  15. Powaga jest taka, że świętość i cuda są NATURALNE, a zwykle tam gdzie w uniwersum istnieje Kościół i pogaństwo, to pierwsze jest narzuconym wymysłem, a to drugie prawdziwą wiarą. vide Sapkowski

  16. Służą promocji właściwych autorów, przypomnę tylko, że Cherezińska zaczynała od książki o Rumkowskim, potem przeszła na te średniowiecza, a potem załatwiła Brygadę Świętokrzyską za pomocą książki Legion. Żadni wyrobnicy nie wchodzą w grę. Nie na tym etapie

  17. Że też liberalizm nie jest nigdy pokazywany jako narzucony wymysł

  18. Kiedyś napisałeś, że chętnie byś wydał wspomnienia jakiegoś styropianowca.

    http://hej-kto-polak.pl/wp/?p=33380&page=2

    Obstawiam wersję, że nikt się z czymś takim do Ciebie nie zgłosi.

    Koledzy z PiS twierdzą, że ta śmierć to w związku z beznadzieją po wygranej wyborów przez kolegów z PO.

    Diagnoza ważna rzecz.

  19. Dzięki za pierwszy merytoryczny komentarz

  20. W 2012 Iza Brodacka-Falzman podrzuciła mi obie książki Skórzyńskiego do zrecenzowania, co też na miarę swoich możliwości wykonałam

    http://naszeblogi.pl/34705-wojna-swiatow

    „W drugiej połowie lat siedemdziesiątych na Zachodzie inteligencja uniwersytecka wraz z dziennikarzami stanowiła warstwę liczniejszą od rolników, a w Stanach także od robotników, a ze względu na wysokie mniemanie o sobie – porównywalną w aspekcie psychologicznym i po części ekonomicznym, z warstwą greckich czy rzymskich kapłanów. Mieli oni funkcję wyjaśniania świata, ale w ślad za Oświeceniem i jego arystokratami ducha przypisali sobie także zadanie jego ulepszenia.”(Wojna światów, s.274)

  21. Pardon, że nie na temat notki, ale na temat sprawy bieżącej z zakresu wielce smakowitych: szkocki parlament zagłosował za tym, że Szkocja pozostanie w unijnym obszarze gospodarczym, gdy Brytania formalnie wyjdzie UE. Taki oto jest brexit: Anglia i Szkocja wychodzą, The City of London i Szkocja zostają, podobnie jak papierowa Republika Irlandii. Brytania wyjdzie i nie wyjdzie z UE, stając się rajem podatkowym. Piękna figura polityczna, nie?

  22. Na indeksie  peerelowszczyzny oraz  jej popieriestrojkowych kontynuatorów było całkiem sporo autorów i icj książek.

    Np. znajdują się tam do dzisiaj publikacje (ok. 150 tytułów)  jednego z najwybitniejszych polskich antropologów prof. dr hab. Karola Stojanowskiego (1895 – 1947), choćby
    „Rasizm przeciw Słowiańszczyźnie”, której jedyna edycja drukiem była w 1934 roku.

  23. Nieobecność jest wyższą formą obecności

  24. księgarnie owszem, ale głównie rozdzielniki dotyczą zakupów w  bibliotekach.

  25. Gdyż ci ostentacyjni ateusze wierzą święcie, że to właśnie  świadomość określa byt.

    No i akurat w tym aspekcie swoich  projekcji ideolo nie mylą się

  26. To ta zdegenerowana  gałąź Radziwiłłów, w końcu wnuk czerwonego księcia.

    Tak na marginesie, sprawa o to „zawłaszczenie praw autorskich” odbyła się w Gdańsku.

    Joanna Waliszewska, rzeźbiarka, nie miała szans z utytułowanymi panami z dynastii intelektualnych półbogów.

  27. Ja pamiętam jak kiedyś Mittal robił ślub córki w Wersalu i zapłacił za to kilkadziesiąt milionów dolarów. Czytelników epatowano sprawozdaniami o przepychu, a ja zastanawiałem z jaką klasą można dawać gigantyczne łapówki na oczach wszystkich. Wiele lat później prezydent Hollande straszył nababa nacjonalizacją i potem musiał go przepraszać.

  28. W „Człowieku nieuwikłanym” Skórzyński  pisze o tych, których poznał: m.in. o Henryku Berezie, Antonim Słonimskim, Adolfie Rudnickim, Krzysztofie Krauze, Andrzeju Samsonie, Henryku Krzeczkowskim, Aleksandrze Małachowskim, Józefie Dajczgewandzie, Adamie Michniku; (z tym ostatnim siedział   w jednej celi po internowaniu w stanie wojennym).

  29. no i jeszcze:

     

    edytowano ww. tytuł K. Stojanowskiego w bibliotece „Głosu” , dwutygodnika obozu radykalno-narodowego (ONR), wychodzącego w Poznaniu, którego współredaktorem był ww. Autor.

    No i stąd totalny zapis cenzorski wprowadzony w powojennej erze rządów żydokomuny w Polsce.

    Egzemplarze ww. i innych publikacji tego Autora może mieć np. Biblioteka Raczyńskich w Poznaniu, pewnie też tamtejsza   biblioteka Uniwersytetu im. A. Mickiewicza, a na pewno takie egzemplarze znajdują się  w zbiorach Biblioteki Narodowej w Warszawie ( na Polu Mokotowskim – wiem, bo sprawdzałem).

  30. Z polskich bibliotek egzemplarz wycofany, za to można znaleźć te wspomnienia w bibliotece miejskiej w Monachium

  31. Ten rasizm jest on-line, jak ktoś jest zainteresowany to mogę zrobić z tego pdf’a

  32. Podałem jeden   przykład à propos , podobnych przypadków jest dosyć  dużo.

  33. Książka Ś.P. Piotra Skórzyńskiego „Wojna światów – intelektualna historia zimnej wojny” jest rewelacyjna, czytałem chyba ze trzy razy co mi się rzadko zdarza. Tej na szczęście nie zdołali zablokować . A książkę „człowiek nieuwikłany ” zdążyłem kiedyś kupić. Teraz wiem że mam prohibita prawdziwego .

  34. tak, jest publikacja zdigitalizowana w zbiorach cyfrowych biblioteki Uniwersytetu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Lublinie:

    http://dlibra.umcs.lublin.pl/dlibra/docmetadata?id=14237&from=publication

  35. Miałem wkleić linka 🙂 zapomniałem 🙂

  36. dziwne, bo nie ma tego tytułu  (Człowiek nieuwikłany) nawet w katalogu zbiorów Biblioteki Narodowej w Warszawie

  37. Zawsze warto wysłuchać drugiej strony i wspomnień z więzień.

     

    Proszę państwa, ja nie chciałbym wspominać,

    że przebywałem w więzieniu. Po pierwsze dlatego,

    że to nie jest takie miłe znowu. A po drugie, że ja so-

    bie przyrzekłem kiedyś, że ja nigdy nie będę kom-

    batantem, że ja się nigdy nie zapiszę do ZBoWiD-u

    – tam jest Mieczysław Moczar6

    , a to przynajmniej

    o jednego z nas dwóch byłoby za dużo.

    Ja przebywałem w takim prawdziwym, uczci-

    wym więzieniu, nie tam w żadnym komisariacie;

    w prawdziwym więzieniu przebywałem 4 razy.

    Pierwszy raz to było w 1965 roku, drugi raz w 1968

    roku, trzeci raz w 1977, w czwarty raz w 1980,

    w ubiegłym roku, podczas strajków sierpniowych.

    Wspomnienia mam w zasadzie niezłe, sporo tam

    się nauczyłem, dużo czasu miałem, dzięki temu,

    że siedziałem w więzieniu – wtedy kiedy siedzia-

    łem trochę dłużej – 1,5 roku. Wyrok wtedy miałem

    3-letni, połówkę mi amnestia zdjęła, […] przeczy-

    tałem w więzieniu karnym w Sztumie komplet

    dzieł Włodzimierza Lenina.

    Co było kompletną rewelacją, bo to książka

    wydana w 1948 roku i ja byłem pierwszym więź-

    niem w historii Sztumu, który tę książkę wypo-

    życzył z biblioteki. No, ale jak mawia przysłowie:

    »Mądrość można czerpać nawet z pyska krowy«.

    A. Michnik cyt. Za Wolność i solidarność.

  38. Bardzo przewrotny tytuł. Ciekawe, że śp. Piotr Skórzyński mógł był znać Nadredaktora na gruncie prywatnym już w dzieciństwie. Z takiej oto przyczyny, że Zygmunt Skórzyński, zasadniczo żołnierz AK i mąż jednej księżniczki Radziwiłłówny – zapisał się do Klubu Krzywego Koła, który działał w mieszkaniu prywatnym pana Juliusza Wilczura Garzteckiego na ulicy Krzywe Koło na Starym Mieście. Jak na rok 1955, kiedy „klub” został założony, to był niezwykle arystokratyczny adres PRL. Ale to nie dziwi, bowiem żołnierz AK Julisz Wilczur Garzteczki miał swoje „zasługi” dla nowej władzy, bowiem w 1945 r. wydał całe archiwum kontrwywiadu AK w ręce UB „ujawniając kolegów z II Oddziału AK. Miał wtedy 25 lat i został przyjęty za te zasługi do Głównego Zarządu Polityczno Wychowawczego II Oddziału Sztabu Generalnego WP i w 1946 r. już pracował w Polskiej Misji Wojskowej w Rzymie, gdzie się akurat chłopaki od Andersa -demobilizowały. Następnie został wicekonsulem polskim w Rzymie i  z ramienia Oddziału VII MBP „rozpracowywał II Korpus”. Taki zdolny chłopczyk. Nawiasem, podobno jego synuś TEŻ pracuje w dyplomacji. No więc dostał mieszkanie na Krzywym Kole i wraz z małżonką zapraszał na dyskusje różne „niezależne umysły” w latach 1955-1961. A wśród nich byli m.in Włodzimierz Brus, mąż Wolińskiej, Michał Brystiger-syn Julii Brystygier ale też Jan Józef Lipski, Adam Michnik i Karol Modzelewski. Oraz Zygmunt Skórzyński i jego kolega Czesław Czapów, kolega ze studiów Jana Józefa Lipski. Zygmunt Skórzyński wraz z Czesławem Czapówem i Czesławem Manturzewskim w tym „Klubie Krzywego Koła” tworzyli „sekcję badań społecznych'. Ten Manturzewski był też kumplem Jana Józefa Lipskiego a na boku kumplował się z przyszłym reżyserem Piwowskim Markiem , co to mieszkał z mamą gdzieś niedaleko tej ulicy Krzywego Koła.  Mały Adaś Michnik miał się zjawiać u państwa Wilczurów od roku 1961 za zachętą towarzysza Adama Schaffa, który od roku 1957 kierował Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR. W roku 1962 Adaś „poszedł na swoje” i „utworzył sekcję internacjonalistyczną” czyli „Klub Poszukiwaczy Sprzeczności” z Lityńskim, Kuroniem, Grossem,Baumanem, Modzelewskim, Brusem i Baczkiem.
    Skoro tatko i koledzy Tatki Piotra Skórzyńskiego : Manturzewski z Czapówem – spece od „badań społecznych środowisk” tak się ładnie załapali na herbatki do faceta, który sam się szybko po wojnie załapał do MBP i wywiadu wojskowego, to ten śp. Piotr zachował się bardzo „nieprofesjonalnie” pisząc książkę, jak rozumiem, o jakichś deficytach Adama Michnika „w celi'.  Problem w tym, że sama  książka Piotra S. też mogła być ściemą a te wszystkie „gniewy i procesy” mogły być sztuczne i aranżowane. Nie znam książki, ale znając teraz powiązania towarzyskie  Piotra S. – przez jego ojca – najmocniejsze z najmocniejszych w PRL, to mi się wierzyć nie chce, że poszedłby na „zderzenie czołowe” z samym nadredaktorem. To pewnie było coś innego, ale to już nie ma znaczenia.

  39. Bajtełej, tego Zygmunta Skórzyńskiego nie ma  w spisie członków Klubu Krzywego Koła haśle wiki ale jest w życiorysie Zygmunta Skórzyńskiego. Sorry za przydługi komentarz.

  40. było, ale po postanowieniu sądu musieli wycofać z katalogu BN. Książkę można przeczytać w bibliotece monachijskiej.

  41. Ja nie znam tych wspomnień, ale coś musi być na rzeczy w tym co piszesz, bo z relacji, które usłyszałem od czytelników, wynika, że wszyscy mając coś na sumieniu, albo są jakoś tam wewnętrznie porysowani. Tylko jeden w całej opozycji człowiek był uczciwy i prawy. Był nim Heniek Krzeczkowski rzecz jasna, bohater prawicy narodowej.

  42. Jeśli się nie  mylę to Piotr Skórzynski pisał dla tygodnika „Nasza Polska”. O ile ten tygodnik, pomimo wielu przeszkód,  przetrwał przez dwadzieścia lat, od 2005-2015, to w czasach rządów dobrej zmiany,  stracił szanse bezpowrotnie.  Natomiast wydawca i redaktor naczelna pisma, p. Maria Jedlińska-Adamus,  zmarła  ze zgryzoty 1 czerwca 2016 roku, podczas wygłaszania na scenie wykładu, na temat problemów jakie stwarzano pismu i jego autorom.

    W każdym razie co wtorek wzdycham z tęsknotą za „Naszą Polską”. Bardzo mi jej brakuje… Pisma i NASZEJ Polski.

  43. Panie Gabrielu. Ostatnio oglądałem po raz kolejny Pana wystąpienie o Brytyjczykach w Rosji, a tam pytanie co z kompanią moskiewską po 1917 roku. Zajrzałem na angielską Wikipedię, a tam na samym końcu informacja, że później działa toto jako organizacja charytatywna. Co ciekawe, w cytowanym źródle stoi co następuje:
    Since 1917 the Russia Company has operated principally as a charity and has given grants to English chaplaincies working within Russia. Several members of the current Court are direct descendants of families which traded in the British Factory in St Petersburg.
    Od 1917 roku Kompania Moskiewska działała głównie jako organizacja charytatywna i wspomagała angielskie (anglikańskie?) duszpasterstwa działające w Rosji. Kilku członków bieżącego zarządu jest bezpośrednimi potomkami rodzin handlujących w Faktorii Brytyjskiej w Sankt Petersburgu.

    Tłumaczenie moje, więc… ale treść oddana wiernie.
    Czyli nic się nie zmieniło poza metodami?
    Pozdrawiam
    Krzysztof

  44. No już nie chciałam łopatologicznie ciągnąć wątku Henia Krzeczkowskiego, który od września 1945 r. był już w Wydziale Zagranicznym Sztabu Generalnego WP i zaraz potem wyjeżdżał elegancko odziany przez Paryż i Szwajcarię na kierunek Włochy, gdzie siedział dobry AK-wiec Wilczur Garztecki, założyciel Klubu Krzywego Koła, dokąd uczęszczali Sandauer ze Słonimskim i Wańkowicz. Poza już wymienionymi wyżej Skórzyńskim, Czapówem i Manturzewskim, koleżkami Jana Józefa Lipskiego – wielkiej fiszy wielkiej loży.

  45. „bo samo ich położenie w witrynie spowoduje upadek sklepu”

    Kiedyś, dobrych parę lat temu, na tyłach Kościoła Wszystkich Świętych, miała swoją siedzibę tzw. księgarnia patriotyczna. Można było tam kupić naprawdę interesujące książki. Przeróżnych wydawnictw niszowych. Nie wiem dlaczego ją zamknięto. Czyżby postraszono ks. Proboszcza? Czy może coś z finansami nie tak poszło? Szkoda, bo takie miejsce jest potrzebne.

    Na razie, jak zauważyłam, wydawnictwa wydające interesujące książki, są rozproszone ze swoją dystrybucją. I tak trzeba biegać z jednego miejsca na drugie, bo przecież wszystkiego nie wyłowi się w internecie, szczególnie gdy nie zna się tytułu czy autora, a jedynie temat…

  46. Z prawem do spadku po Piotrze Skórzyńskim jest podobnie jak i ze spuścizną po Józefie Mackiewiczu. Zamiast córki – Haliny sąd wskazał Nine Karsov-Szechter / z d. Janina Kirszrot/z tego samego michnikowego kręgu..

    Panie Gabrielu, trafnie zwrócił Pan uwagę na fizys Jana S. Z reguły nie oceniam ludzi po wyglądzie ale ta mina mówi wszystko. Wielki cynik o mrocznej duszy.

  47. Akurat czytałem te wspomnienia i „ściemy” tu bynajmniej nie wyczuwam żądnej. Dość krytycznie delikatnie mówiąc Piotr Skórzyński opisuje swego ojca i brata i jego środowisko, skomplikowane stosunki rodzinne wobec których stał w zdecydowanej kontrze. Dużo tam wiwisekcji rodzinnej która stawia ojca i brata i jego środowisko w złym świetle. Sam P. Skórzyński  i jego życiorys w pełni uzasadnia tytuł „człowiek nieuwikłany”. Ta jego ciągła tułaczka po cudzych mieszkaniach, ciągłe zmaganie się z brakiem pracy, brak pieniędzy i ……świetna obserwacja rzeczywistośći ….ale to trzeba przeczytać, ale jak właśnie skoro nie ma gdzie książki dostać a na allegro osiąga jakieś paskarskie ceny. No i to co powiedział mu Michnik na początku lat 90 tych w tym mniej więcej stylu „ty Skórzyński już nie istniejesz i nigdy nie zaistniejesz”. Jego losy po tym stwierdzeniu były nie lepsze niż w latach 70 tych i 80 tych.

  48. Z tym mrokiem w duszy bym nie przesadzał…prosty aspirujący kombinator

  49. Wzruszająca jest troska tych osób o swój jakże wątpliwy wizerunek

  50. Synek zdolnego chłopczyka to Mareczek Garztecki: https://pl.wikipedia.org/wiki/Marek_Garztecki Klasyczny przypadek: tatuś służył w Informacji Wojskowej, a synuś współtworzył opozycjem dymokratycznom, prylowski ruch kontrkulturowy, pisywał w prasie muzycznej prylowskiej i brytyjskiej. Człowiek orkiestra, socjalista niepodległościowy, współpracownik Lidii Ciołkoszowej. Po zamachu warszawsko-smoleńskim poszedł w ambasadory w Afryce.

  51. Oj bo pęknę, lider antykomunistycznego skrzydła PPS….

  52. A jednak: Piotr Skórzyński http://prawica.net/gifs/Skorzynski_Piotr.jpg  jest podobieństwo z Janem, ale jest też różnica.

  53. Z biogramu-wiki dr Zygmunta Skórzyńskiego eliminowane są niektóre informacje. Np. było że poparł Gomułkę w 1956 r., a teraz tego nie ma. Było:

    „W czasie odwilży 1956 roku poparł program I sekretarza Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Władysława Gomułki” przypis – Dziennik Polski, r. XII, nr 255 (3952), 25 października 1956, s. 5.

    https://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Zygmunt_Sk%C3%B3rzy%C5%84ski&diff=47340340&oldid=38613460

  54. Kto ma władzę nad przeszłością….

  55. Piotr Skórzyński  marnie wyszedł na tych koligacjach i znajomościach, szczególnie że charakter miał trudny. Tatuś i mamusia byli rozrywkowi i kiedyś  wybyli wieczorem na brydżyka zostawiając paroletniego synka w domu, po czym w domu był pożar, a dziecko po wielu operacjach  z trudem przeżyło.  Odtąd zawsze starszy brat Jan był faworytem rodziny, a Piotr był na straty.  Póki żyła babcia Radziwiłłowa, która go czasem wspomagała, jeszcze jakoś żył, po jej śmierci rodzina już na jego rzecz palcem nie kiwnęła. Jedyną osobą, która zawsze stała u jego boku, była jego zona, Joanna Waliszewska. Jej też przekazał  prawa autorskie w spuściznie. No ale ksiązka naruszała dobra osobiste rodziny.

    Po śmierci samobójczej Piotra  rodzina udzieliła mu miejsca w grobowcu, ale bez prawa do tabliczki nagrobnej. Uroczy ludzie.

  56. Tak, szlachetni liderzy organizacji lewicowych…jak można zostawić kilkuletnie dziecko w domu?

  57. „To dziwne, że Jan Skórzyński upomniał się o prawa autorskie do spuścizny po zmarłym bracie. Nie zrobił tego, kiedy w 2011 r. ukazała się „Wojna światów”. Sprawą zainteresował się dopiero, kiedy wydano wspomnienia jego brata. Jak napisała Joanna Falzman Brodacka na swoim blogu: „Roszczenia w sprawach majątkowych zgłaszają ludzie, którzy mu nie pomogli za życia choćby finansowo, którzy wpuścili z łaski jego zwłoki do rodzinnego grobu, nie zgadzając się na umieszczenie choćby najmniejszej tabliczki z jego nazwiskiem.
    Został zatem pochowany bezimiennie. Nawet na psim cmentarzu umieszcza się tabliczki  z imionami ulubieńców”.

    Zdziwiona zachowaniem Jana Skórzyńskiego jest także wdowa po Piotrze Skórzyńskim: – Jeszcze za życia Piotr wielokrotnie podkreślał, że wszystko co napisał w trakcie naszego 22-letniego związku małżeńskiego powstało dzięki mnie, gdyż cytuję „uratowałam mu życie” i wobec tego należy do mnie. Miał na myśli głównie teksty nie opublikowane. To chyba oczywiste. Wiele razy ubolewał nad tym, że Janek – cytuję „stara się jak może, aby mnie nie drukowano tam, gdzie on ma wpływy”, np. w „Rzeczpospolitej”. Po śmierci Piotra mówiłam Jankowi, że bardzo mi zależy na wydaniu „Wojny światów”. Nie wykazał zainteresowania, ani samą książką, ani późniejszą jej promocją, ani „prawami do spadku” po jej wydrukowaniu…”

    Sądzę, że jednak w pewnym momencie „poszedł na zderzenie czołowe” z nadredaktorem i stało się to pod wpływem jego żony. Zerwał kontakty z bratem i ojcem. Nikt nie chciał wydawać mu książek. Żadna gazeta nie chciała drukować jego tekstów. Nie miał pieniędzy na życie ale nikt i nic nie było w stanie zmusić go do kłamstwa.. Czy sam się utopił? Ci co go znali uważali. że sam to zrobił.

  58. Nie wierzysz w spontaniczność i realność antykomunistycznego skrzydła pepeesu? Ale jesteś:-). Zdjęcie wikipediowe pana Mareczka dokładnie obrazuje to, co nazywam luzem milicyjnym, a w przypadku pana Mareczka chodzi o poziom wyższy tego luzu: luz wojskowy. Jak kilka lat temu powiedział Wojtunio Waglewski w telewizyjnej reklamie gazwyba, „nie ma ściemy”:-).

    Nikogo konkretnie o nic nie oskarżam, ale w niektórych przypadkach rzecz wygląda tak: chlejesz, wciągasz nosem proszek do pieczenia, posuwasz panieny lub kolegów, ewentualnie dzieci panien lub kolegów, miałeś tatę w kadrze dowódczej polskojęzycznej wersji Smiersza, popierasz socjalizm niepodległościowy – nieuchronnie bije z ciebie luz wojskowy (Magazynier by powiedział, że to kolejny po Hyńku i jego wychowankach temat na piosenkę).

    Czas luzu wojskowego skończył się bezpowrotnie, a tacy ludzie jak wkrótce błogosławiony Edward czy Hipolit wracają tam, skąd zostali wygonieni. Luzacy wojskowi poruszą wszystkie siły piekielne, by ten proces zatrzymać i odwrócić. Wielu i wiele naniszczą, ale celu nie osiągną.

  59. Aha czyli Salomon Morel był Polakiem? Podobnie jak Berman i reszta, super…kim jest ten Łuszczyna? Kolegą z klasy Garzteckiego?

  60. Fajnie, ale w 2008 roku był już internet i można było publikować co się chce, gdyby wtedy założył bloga dziś byłby gwiazdą, a na koszulkach drukowano by podobiznę jego brata z tym tężcowym uśmiechem przekreśloną wielkim, czerwonym iksem.

  61. Niebawem pokażę Ci jak wyglądał luz partyzancki. Zemdlejesz

  62. Masz tu opis książki tego Łuszczyny która jest w artykule wzmiankowana:

     

    Druga cześć reporterskiej trylogii zapoczątkowana przez bestsellerowe Igły. Polskie agentki, które zmieniły historię. Kto tak naprawdę je nazwał?

    Julię Brystygier – współtwórczynię aparatu bezpieczeństwa PRL, znajomą Pabla Picassa, która w dorosłym życiu osobiście znęcała się nad Żołnierzami Wyklętymi, a na starość wspierała Kościół i była inwigilowana przez funkcjonariuszy departamentu założonego przez nią samą – nazwały zbrodniarką jej ofiary.
    Siostrę Zdzisława Marchwickiego – Wampira z Zagłębia – nazwał tak wymiar sprawiedliwości w czasach PRL-u. Szybko jednak się z tego wycofał. A czy może nie być zbrodniarką młodziutka dziewczyna, która bez emocji zabija siekierą swoją matkę, ćwiartuje jej ciało, a potem przyznaje: „kiedy umyłam w wannie korpus, przestałam mamę nienawidzić”? Prawdopodobnie może. Nawet jeśli sąd i opinia publiczna tak ją nazwały.

    Zimne… to zbiór reportaży poświęconych historiom zbrodni, o których wszyscy sądzą, że zostały zamknięte, ocenione, wyciszone… Lub nie miały dalszego ciągu.

  63. A kurcze to inna książka tu jest właśiwa:

     

    Ta książka nie powinna się ukazać. Nie będzie łatwa i przyjemna. Nie udowadnia, że polskie obozy koncentracyjne nie istniały. Nie zaprzeczy bestialstwu i okrucieństwu polskich strażników. Nie powie, że wraz z „wyzwoleniem” przez Armię Czerwoną czas makabrycznych obozów na ziemiach polskich dobiegł kresu.

    Marek Łuszczyna, autor nie stroniący od najtrudniejszych tematów, przedstawia wstrząsający reportaż, w którym odsłania zakazane karty polskiej historii. Tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej w poniemieckich obozach koncentracyjnych w nieludzkich warunkach pracują i umierają Ślązacy, Niemcy, Żołnierze Wyklęci oraz więźniowie polityczni niewygodni dla nowej władzy.

  64. Tak, oczywiście tych zbrodni dokonali i nadzór nad tym mieli – jakby to powiedział Hipolit Korwin Milewski – rodowici Polacy wyznania mojżeszowego.

    Dalej niech wyciągają takie „perełki”.

  65. Współpracownik Lidii Ciołkoszowej? To nie dziwi, bo stara pani Ciołkoszowa z domu Kahan, miała gigantyczną wiedzę o „stosunkach towarzyskich' w międzynarodowym ruchu socjalistycznym po wojnie. Małżonek Adam Ciołkosz był jednym z liderów PPS i sprzeciwiał się „układom jałtańskim”. Przemawiał na zjeździe Międzynarodówki Socjalistycznej w 1951 r. we Frankfurcie n/Menem i był współautorem  dokumentu programowego. No i tak jakoś przypadkiem jego jedyny syn Andrzej -„popełnił samobójstwo” w 1952 r.  No a pan Marek Garztecki to już w wieku lat 19 czyli w roku 1966 „założył niezależny klub jazzowy” a potem to już zawsze „w czołówce walki o wolne słowo i muzykę”. Nie jest przypadkiem, że w latach 1982 -1989 „kierował Biurem Informacyjnym NSZZ „S” w Londynie”. A śp. Lidia Ciołkoszowa miała już wtedy ponad 80 lat i jeden z tych „legendarnych bohaterów NSZZ „S” – mógł był wzbudzić jej zaufanie, zwłaszcza, że przypadkiem okazał się wielbicielem socjalizmu do tego stopnia, że stał się jednym z liderów „odrodzonej partii socjalistycznej”. Tacy szlachetni działacze to są na wagę złota.

  66. Hm, na zdjęciu widać złapanego mafiosa z Kolumbii z dzielnym oficerem służb narkotykowych po prawej. Tak po twarzach sądząc, i po reszcie wizerunku.

  67. jeżeli ktokolwiek mógłby zrobić skan chociaż jednego egzemplarza owego „Glaukopisu”, oraz wysłać kilka kopii plików .pdf w sieć, to już zawsze by gdzieś na chomikuj.pl czy torrencie krążyła… na sticku, na karcie SD, na czymkolwiek.

  68. a co do sądowej ochrony „praw autorskich”, to niech sobie szukają nadawcę pliku, bo tu nie o mały pieniądz chodzi.

  69. Bardzo  trudno mi się wypowiadać w sprawach, o których nie wiem nic poza tym, że konflikty rodzinne wybuchają czasem z bardzo dziwnych powodów ale też bywają bardzo zaciekłe i ciągną się w nieskończoność.  Natomiast Piotr Skórzewski urodził się w 1952 r. w niesłychanie uprzywilejowanej rodzinie jak na warunki PRL i musiał sobie doskonale zdawać sprawę z „reguł gry”. Jeśli rzeczywiście popełnił samobójstwo w 2008 r. czyli w bardzo dojrzałym wieku lat 56, to może oznaczać, że niekoniecznie było to samobójstwo, tylko usunięcie „najsłabszego elementu układanki” , bo on trochę za bardzo „dzielił się wiedzą”: o rodzinie , o kolegach. Nie wykluczam , że jego rozgoryczenie brało się stąd, że należał do kręgu mazowieckiego „salonu NSZZ Solidarność” i kiedy przyszedł rok 1989 oni „poszli w ministry i ambasadory” a on jakoś tak „nie otrzymał żadnej propozycji”. I w dość wyraźny sposób był marginalizowany. To mogło rodzić tak wielkie rozgoryczenie, że szukał jakiejś formy zemsty a tą miały być te 'rozliczeniowe książki”. A takie rzeczy są absolutnie nie do pomyślenia w „naszych czasach”. Skoro nie znamy rodziców Rycha Kalisza i dziesiątek innych „liderów życia politycznego III RP”, to idea pisania o „nawykach więziennych nadredaktora” nie mogło zostać przyjęte z obojętnością.  Ja znam takie przypadki w środowiskach działaczy I „S”. Albo spokojnie urządzili się na emigracji i mają dystans, albo poszli w alkohol i skończyli przedwczesną śmiercią. Bo przed rokiem 1989 była dokonywana bardzo pracowita selekcja tzw. działaczy na tych, co „się nadają” do tworzenia nowej rzeczywistości  i takich, co się absolutnie „nie nadają”. Jeśli ktoś był mądry i poszedł swoją drogą, to po prostu z sentymentem wspomina tamte lata. Piotr Skórzyński żył zbyt blisko „sceny dramatu III RP”, aby mógł zobojętnieć na „swoją krzywdę”.

  70. Pewnie dobry był z niego dzieciak. Musiał walczyć z siebie. Dlatego charakter miał trudny.  Wyrodził się z rodziny. Lepiej by było dla niego gdyby mu nie dawali tego miejsca w grobowcu. Gdzie indziej miałby i grób i tabliczkę i kwiaty.

    Cenzura na książki i cenzura na osobę. Wygumkowali go. Przebili osinowym kołkiem na swoim polu. Współczuję żonie.

    http://www.rp.pl/storyimage/RP/20080609/OPINION/306099933/AR/0/AR-306099933.jpg&MaxW=980&imageversion=MainTopic1

  71. Ja do tych „ruchów jazzowych” z lat 50-tych i 60-tych to mam stosunek mocno podejrzliwy:))) Podobnie jak do „kabaretów studenckich” np. STS z Agnieszką Osiecką, aktywistką ZMP z własnym jachtem:)))  Ale ktoś uporczywie usiłuje ciągnąć te legendy już w kolejnym pokoleniu. Jest o co grać. Pula w grze jest całkiem spora.

  72. Tak, poszedł na „zderzenie czołowe”, proszę przejrzeć tytuły jego publikacji (wykaz np. w katalogu Biblioteki Narodowej).

    I dlatego go ukarali nawet pośmiertnie jak to jest w zwyczaju mafii enkawudowskiej.

  73. Bardzo dużą krzywdę zrobił sobie tą „wiwisekcją”. To nie jest środowisko, które może sobie bezkarnie „robić wiwisekcje rodzinne” na oczach całego Narodu czyli „w wersji książkowej”.  Natomiast jakiekolwiek sytuacje  z udziałem nadredaktora wg mojej niesłusznej opinii można traktować jako część przedstawienia, które on odgrywa non-stop. Więc może tak było, albo tak nie było. Śp. Piotr Skórzyński w roku miał już lat 37 czyli winien mieć ustabilizowaną sytuację rodzinną i zawodową. Wypisywanie brzydkich rzeczy o własnym ojcu i bracie to nie jest moim zdaniem dowód na szczególną dojrzałość, Konflikty rodzinne załatwia się w rodzinie.
    Przypomniał mi Pan o innej „książce rozliczeniowej” naszej epoki, która idzie po paskarskich cenach na allegro: to książka pewnej modelki i byłej żony tego gościa co zginął w willi Polańskiego. Ona akurat zrobiła w książce wiwisekcję środowiska filmowego lat 50-tych i 60-tych (bez nazwisk, tylko pseudonimy) a było to po „samobójstwie” jej syna w słynnym dworku w Wyszkowie.  To są takie klimaty i takie środowiska post-peerelowskie.

  74. Na blogu p.Falzman to oni (ci od obozów na ziemiach polskich – po II WŚ) są nazwani „Zbirami z desantu wschodniego (działający) przy współpracy  z lewicą laicką pochodzenia żydowskiego.”

  75. Niedawno w Złonecie, WP, albo gazowni bylo takie info: Zdjęcie Luny i tytuł: „Polka, której bali się bardziej niż  tortur na gestapo”.  Cytat niedokładny, ale oryginał brzmiał jeszcze mocniej. Zemdlilo mnie,  nie przeczytałam, ale „jeden obraz za 1000 słów”.

  76. Mamy rok 2017 i wyszła w Wydawnictwie Znak kolejna „kontrowersyjna” książka Marka Łuszczyny pt. „Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne”. Wydawnictwo Znak lansuje ją na swojej stronie tak: „…Ta książka nie powinna się ukazać. Nie będzie łatwa i przyjemna. Nie udowadnia, że polskie obozy koncentracyjne nie istniały. Nie zaprzeczy bestialstwu i okrucieństwu polskich strażników…”. Oczywiście chodzi o obozy dla Niemców, Ślązaków i AK-wców po 1945 r. w ramach I Departamentu MBP, który niemal w 100% był obsadzony przez Żydów.  Znakomite badania na ten temat zrobił amerykański dziennikarz wojenny John Sack, który po latach badań napisał wstrząsającą książkę pt. „Oko za oko. Przemilczana historia Żydów, którzy w 1945 r. mścili się na Niemcach”. Przetłumaczona z angielskiego na polski i wydana w 1995 r. w Wydawnictwie APUS w Gliwicach. Jest spory załącznik nazwisk komendantów obozów i więzień na Sląsku i to są wyłącznie Żydzi. Podobnie jak obsada UB w Katowicach i innych miastach Śląska. Dzieło pana Łuszczyny ma zapewne „przykryć” te niestosowne fakty. Ciekawe, czy książka „Oko za oko” jest do kupienia na allegro i za ile.

  77. Właśnie się okazuje, że pan Łuszczyna idzie ręka w rękę z panem Tymą, prezesem Związku Ukraińców w Polsce. Dyskusje wspólne urządzają, o etniczności Śląska i o Zakierzoniu. Nam nie pozostaje już więc nic innego jak zostać agentami Moskwy. Piękna perspektywa. Postuluję z miejsca wyłączenie finansowania tym organizacjom. Z miejsca….

  78. Czyli na czym stoimy? „Człowiek nieuwikłany” jest zakazany i można go kupić tylko w drugim obiegu? Czy taką decyzję sądu sprzed lat można apelować i kto może?

  79. Przeczytalam ten link… naprawde rewelacyjny.

    NB zaczelam czytac gdzies pod koniec 2010 roku… ten wpis prawdopodobnie przeczytalam, bo lubilam wpisy IBF, a szczegolnie podobalo mi sie Jej zdjecie – starsza pani przy pieknym koniu, trzymajaca go za uzde… zawsze przypominalo mi beztroskie dziecinstwo, dziadkow, a zwlaszcza moja babcie… etc., ale nie pamietam aby wywolal u mnie jakies „wstrzasniecie”… tak jak to sie stalo wlasnie dzis… ale dzis jestem juz inna osoba – o niebo – bardziej swiadoma, ze zdecydowanie wieksza wiedza… bo po  UNIVERSYTECIE  CORYLLUS’a.

    Nie dziwie sie, ze IBF zainteresowala sie stwierdzeniem Michnika… mnie tez bardzo poruszyl i zainteresowal wpis Gospodarza… i jestem pewna, ze Michnik juz wtedy byl i ciagle jest w fatalnym bledzie… dzisiaj obydwie ksiazki Piotra Skorzynskiego stalyby sie bestsellerami…

    … i tym bardziej rosnie moje oczekiwanie na ksiazke Gospodarza o socjalizmie… jestem pewna, ze to bedzie… STRZAL  W  10.

    A tak przy okazji przypomnienia sobie wpisu IFB… to serdecznie pozdrawiam i przesylam najlepsze zyczenia dla wszystkich babc i dziadkow czytajacych blog Gospodarza – przede wszystkim zdrowia, milosci od i do wnukow, i wszelkiej z nich pociechy…

    … bo to wczoraj i dzis ich swieto.

  80. Na początku /po 1989r./ nie był marginalizowany. Dostawał propozycje ale nie chciał się przystosować. Był niereformowalny.. Teksty mógł pisać na zamówienie ale treść już musiała być jego, tylko jego. Na to nie było zgody.

    Wyjazd nie wchodził w rachubę. Poszedł w tym drugim kierunku.

  81. http://pokazywarka.pl/vw7bbw/

     

    A tu córka Salomona Morela:

    https://www.youtube.com/watch?v=aDH-RNYMre8

    ………………. – czyli: „między nam fajnie jest”…

  82. Córka w 81 roku takie prowokacje obyczajowe odstawiała na scenie? Fantastyczne…

  83. Spoko. Czekam na te opisy z niecierpliwością.

  84. Wśród dziwnych zgonów jest także śmierć p. sędzi Marii Trzcińskiej, która niezłomnie walczyła o upamiętnienie ofiar KL Warshau. Pomimo obietnicy, prezydent Warszawy Lech Kaczyński nie wydał zezwolenia na budowę pomnika na Skwerze Alojzego Pawełka. Później to on już był prezydentem Polski i jeszcze bardziej „nic nie mógł”.

    Panią sędzię, odnaleziono w domu, po trzech miesiącach,  od momentu kiedy widziano ją po raz ostatni.

    Jej badania historycznie były solą w oku wrogów, a spełnienie obietnicy przez Lecha Kaczyńskiego z pewnością utrudnilyby tę bezszczelna hucpe.

    http://wolnapolska.pl/images/trzcinska_m.jpg

  85. Popieram wniosek o natychmiastowe objęcie banem na finansowanie a służby winny zająć się tymi „dyskusjami o etniczności Śląska i Zakerzonii”. Pan Tyma zamiast jechać do ojczyzny i ją pracowicie naprawiać, ciągle okazuje niezadowolenie z „tenkraju”. Pan Łuszczyna zaczynał karierę od „spłaszczania i wykrzywiania” życiorysów Polek , które w różnych okolicznościach przyrody pracowały dla wywiadu Aliantów w książce pt. „Igła”.  Nie mylić z „polką” Brystygierową. To inna książka. Książka o „polce Brystygierowej” to „Zimne” . To była długofalowa akcja na korzyść „niemieckich przyjaciół” ale „wziął i wygrał niesłusznie” – Andrzej Duda i PiS  i „się porobiło'.  A teraz jeszcze ten Trump. Próbują „ograniczać straty” i wydają takie badziewie. A tymczasem panu Tymie „interes się wali”, bo Kissinger i inni jawnie gadają, że trzeba uznać, że Krym należy do Władymira Władymirowicza czyli Rosji a jeden misiek z niemieckiej SPD, co się prawie kładł pod koła tych amerykańskich czołgów, co jechały do Żagania, to podobno jeździł do Donbasu na przyjacielskie spotkania z liderem separatystów. Podobno niejeden raz. Taka jest ta „wieczna przyjaźń Niemców  z Ukraińcami”, w którą tak wierzył nieszczęsny pan Tyma. Zamiast „Zakerzonii” dodanej do „Ukrainy”, będzie miał „Ukrainę pozbawioną Krymu” a może i „republiki Donbasu” czy jak się to nazywa. Oni nigdy się nie uczą. Chciał się zasłużyć wbijając nóż w plecy Polsce a może jeszcze dożyć podziału Ukrainy na małe kawałki. I to nie z udziałem Polaków.

  86. Tu jeszcze śpiewa dla tubylców w Kołobrzegu, w 1984 roku:

    https://www.youtube.com/watch?v=RL3yl8G8xgA

    A tu już przyjeżdża z Tel Awiwu do tubylców:

    https://www.youtube.com/watch?v=Pr1596ms-Sw

  87. „Tam zaś będziemy sprzedawać pewien rodzaj złudzeń, które posłużą w praktyce tylko temu, by księgarnie w Polsce upadły jeszcze niżej, bo nikt nie będzie kupował zaproszonej do Londynu Tokarczukowej, Domosławskiego, czy wreszcie Dariusza Karłowicza, publicysty konserwatywnego, redaktora naczelnego Teologii Politycznej, bo i on tam jedzie.”

    Wypadaloby przeslac Brytyjczykom nagranie z tego spotkania Teologii Politycznej do ktorego link zamiescilem pare dni temu – „My, Rzymianie”

    Z tlumaczeniem oczywiscie na jezyk angielski. A oni to pusciliby u siebie w telewizji bez zadnych przerobek.

    Takie wznowienie Monty Pythona.

  88. Bardzo dziękuję za linka. Zachęcam do kupienia. Mam jeden bezcenny egzemplarz, więc niech ktoś zakupi to dla zachowania śladu, że określona wiedza w sprawie tych „obozów MBP” po 1945 r. została zebrana przez amerykańskiego fachowca.

  89. To ona chyba robiła za slazaczke w kabarecie.  Pierwszy raz w filmie w Musicalu Alicja po drugiej stronie lustra. Z miotla tańczyła. Ja cie… Zastanawiałam się wtedy skąd taką grubaske nagle wystrzasnęli.

  90. To ostatnie musi dotowane, bo straszna nędza…

  91. To niemożliwe, pamiętam te film, to nie była ona

  92. A jakby się zdziwili, toż cała produkcja historyczna Imperium nastawiona jest na to, by przekonać plemiona prymitywniejsze, że to właśnie Londyn jest kolejnym Rzymem.

  93. Obrońcy dymokracji i wolnego słowa tworzyli polską scenę muzyki popularnej/młodzieżowej zgodnie z platońską wskazówką: „Jeśli chcesz zmienić naród, zmień jego muzykę”. I muzyka popularna ze szczególnym uwzględnieniem muzyki rockowej posłużyła ludziom cienia do przemienienia narodów. Ale nasza muzyka wróci. Taka jak ta:

    https://www.youtube.com/watch?v=6muC67i-a3s

    https://www.youtube.com/watch?v=Wv8LriCtwxE

  94. A ta? Morelowy kompot. Kołobrzeg 1983. Jeśli to ona, a z gemby podobna i trzeba uczciwie stwierdzić,  że ma ma dryg do tej roboty.

    https://youtu.be/RJyIar4Enss

  95. Az dostalam gesiej skorki jak czytalam Pani komentarz… bo prosze sobie wyobrazic, ze moja sp. tesciowa prawie cala wojne przemieszkala wlasnie na Starowce w kamienicy przy Krzywym Kole… jej mama miala tam piekne mieszkanie, 90 m2, wysokie na ponad 3 metry… uchowaly sie ze 3 zdjecia. Po powstaniu wywiezli ich przez Pruszków do Niemiec… ze swoja matka trafily do jakiegos baora, ktory byl dla nich bardzo dobry… chcial zeby tesciowa z matka u niego zostaly, ale to w ogole nie wchodzilo w gre.  Wrocily z Niemiec przez Zgorzelec do Warszawy w  ’57  albo w ’58 roku…

    … ale cala kamienica byla juz zagospodarowana… i mieszkanie bylo juz  ZAJETE… i nie bylo mowy zeby je odzyskac… a ja dzis… prawie 26 lat po jej smierci dowiedzialam sie KTO  je zajmowal…

    … to cos niesamowitego.

  96. A dejże spokój – wszystko to straszna nędza artystyczna.

    Każdy z tych filmików z nią oglądałam tylko przez chwilkę – więcej się nie dało.

  97. Może Pani spróbować je odzyskać…

  98. Jak to się wszystko ładnie splata…

  99. A mnie się wydaje, że jednak ona, a ten facet był kompozytorem muzyki do tego filmu Henri Seroka. Sopot 1969.

    https://youtu.be/DycjwTMgCoYv   ok 2 min.

  100. Stare Miasto zostało niemal w całości zniszczone w czasie Powstania ale władza ludowa je odbudowała. I te kamienice były zasiedlane najbardziej zasłużonymi dla PRL – członkami. Tych kamienic przy ul. Krzywe Koło było chyba kilka i mieszkań było parę. Ale  z tego, co mi się obiło o uszy w sprawie innej ulicy i adresu (Piwna chyba) to tam mieszkał po wojnie sam kwiat PRL. M.in stary Safjan , co to karierę zaczął podobnie jak ten cały Wilczur Garztecki czyli – wydał rannego żołnierza z izby chorych, że należał do AK – podsłuchał rozmowę jako sanitariusz i napisał donos. Młody Żołnierz został skazany na karę śmierci i rozstrzelany w 'wolnej Ojczyźnie” a Jego ciała nie znaleziono do dzisiaj. Safjan  „wielki prawnik” to rodzony syn tego donosiciela z maturą, co mieszkał na Piwnej. To są takie klimaty na Starym Mieście. A ulica Krzywe Koło to pewnie było dla samych „najbardziej zasłużonych”:)))

  101. Jak porównam współczesne kabarety, to to była gwiazda i bomba ze śmiechem.  Nie mówię o śpiewaniu.

  102. Jak to skąd? z ubeckiego wieżowca w Katowicach, gdzie mieszkał tate Morel. No więc – ślązaczka jak w pysk.

    Ja tu przywołałam tę Morelównę, by tylko zobrazować, iż per fas et nefas obowiązuje cały czas obrotowa fraza „między nam dobrze jest”. To znaczy – między morelównami i tubylcami. Jak trzeba – to „ślązaczka” z żołnierzami, jak trzeba inaczej – to Morelówna zawodzi żydowskie piosenki.  Wszystko od mądrości etapu zależy.

  103. Oto w lipcu wjedzie do kin „Dunkierka” o „wydarzeniu, które ukształtowało nasz świat”. Oglądałem zajawkę, w której główną rolę odgrywa flaga brytyjska. Film ten ma zapewne stanowić dla publiczki znak, że Brytania odzyskuje niepodległość od niemieckich, pardon, nazistowskich kreatur:

    https://www.youtube.com/watch?v=F-eMt3SrfFU

    A w marcu, paczpan, wjedzie do kin „Król Artur: Legenda miecza”

    https://www.youtube.com/watch?v=6rbPTQIdjmY

    Brytfańska synagoga szatana obrzuca nas do tego telewizyjnymi bombami w postaci seriali o Elżbiecie II, Wiktorii, fikcyjnym papieżu. Ten wylew nieczystości w kulturze popularnej ma nam pokazać, że owej synagodze nikt nie podskoczy ani teraz, ani nigdy. Jak wielki będzie zawód tych państwa, gdy dowiedzą się oni, że racja nie leży po ich stronie?

  104. Świetnie. Czyli nie dość, że obozy koncentracyjne w których Niemcy katowali Żydów i Polaków są teraz nazywane polskimi, to jeszcze te w których potem Żydzi się mścili na Niemcach okazują się też być polskie. Jak czytam takie teksty jak ten promocyjny wydawnictwa, to nóż się w kieszeni otwiera. Totalna sztampa, zawsze te same określenia i retoryka. Temu całemu Znakowi też powini cofnąć wszelkie dotacje i możliwość dalszej dystrybucji za treści, które ostatnio rozpowszechniają.

  105. tak, a wyjechani po „marcu 1968” otrzymali „odszkodowania' za te mieszkania zasiedlone przez nich z kominternowskiego nadziału.

  106. Taka mała pauza..

    – ,,teściu” dał radę i więcej ,,przytulić” więc nie wypada być gorszym. ,,pomroczność jasna” też próbuje. Takie geny. A w merdiach cisza.. http://polskaniepodlegla.pl/kraj-swiat/item/10188-co-za-rodzina-synowa-walesy-zatrzymana-przez-policje-probowala-okrasc-sklep

  107. „Nie wydał zezwolenia” oznacza, że – zakazał budowy w ówczesnych okolicznościach przyrody, bo środowisko zorganizowane w jakimś Komitecie Budowy miało już zebrane sporo kamieni otoczaków, z których miał powstać ten pomnik i mieli już upatrzone miejsce. „Uciął niewygodną narrację”. Śmierć śp. Marii Trzcińskiej jest bardzo dziwna bo ona napisała książkę na temat tego obozu na podstawie całkiem sensownych źródeł. To trochę jak z ekshumacją rabina Menachema Ziemby w 1963 r. na terenach Getta, o którym nie wolno pamiętać.

  108. Jakoś nie idzie patrzeć na babę bez refleksji, że to córka Morela. Sorry. Jej vis comicę mam wewdupie, że tak rzeknę. Skądinąd – szalenie prostacka ta cała jej vis comica.

    Chyba jedynym dzieckiem tych potworów, które się nawróciło i o tym mówi jest Antoni Zambrowski. O innych nie słyszałam.

  109. Moge prosic cos blizszego… ten tygodnik „Nasza Polska” byl czesto chyba promowany… czy to ma cos wspolnego z Sakiewiczem… czy to juz jakies moje… przewrazliwienie?

  110. Jutro wrzucę linka pod notką, bo to się będzie jeszcze parę godzin konwertowało

  111. Nie. Mam wiele jego numerów. To był bardzo dobry tygodnik. Pisano tam m.in o przekrętach prywatyzacyjnych. Jak na mój gust najuczciwszy tygodnik tamtych czasów. Ale nie miał szans na „kapitał” a tym bardziej na „dofinansowanie” Tylko ta szlachetna Pani Założycielka męczyła się do końca aby wychodził. To była wielka strata. Dlatego trzymam te numery na pamiątkę.

  112. nie tylko w Polsce jest ten szlaban

    przy okazji taka  dygresja a propos:

     GheorgGheorghiu Constantin Virgil (1916-1992), autor rumuńskiego pochodzenia
    napisał
    wspaniałnapisał książkę znacznie lepszą od przereklamowanego „Roku 1984” G. Orwell’a.

    Jej tytuł brzmi: Dwudziesta piąta godzina,  napisana została w 1949 r., (tytuł oryginalny:  “Ora 25, 1949”),  przetłumaczona na jęz. francuski z jęz. rumuńskiego 1950 r. została wydana przez nieistniejące już wydawnictwa paryskie: Éditions Plon (1965 r.), oraz w Éditions du Rocher (1990r.,).
     
    pod tytułem:
    De la vingtcinquième heure à l’heure (ang. The Twenty-Fifth Hour)
     
    W krajach tzw. obozu socjalistycznego_książka była zakazana, a w Rumunii wydano ją dopiero w 2005 roku .
     
    Na podstawie ww. książki  producent filmowy Carlo Ponti wyprodukował
           w 1967r. film o tym samym tytule (reż. Henri Venreuil , w rolach głównych: Anthony  Quinn i Virna Lisi).
     
    Na jęz. polski książka nie była przetłumaczona,  a i film chyba nie był w Polsce dystrybuowany.
     
     

     

     

     

  113. Normalnie jestem… zszokowana… i po prostu mnie zatyka od tej wiedzy… i faktow!

  114. A tak, to Unikat, folblut o świetnym rodowodzie. Łagodny jak baranek.

  115. L. Kaczyński jako Prezydent Warszawy przeszkadzał powstaniu pomnika upamiętniającego ofiary KL Warschau. Mówił o tym wprost pod koniec swej wypowiedzi o obozie Leszek Żebrowski:

    https://www.youtube.com/watch?v=ap0-k4a2FOY#t=2h50m54s

    Na temat Kaczyńskiego od: 2:53:17 .

    W stolicy Polski nie może być pomnika „konkurencyjnego” dla wiadomo której budowli, która stoi ponoć w miejscu, w którym znajdowało się krematorium obozu.

  116. na chomiku jest pdf. jakby co.

  117. Przydaloby sie wtedy Anglikom wyjasnic ze Dariusz Karlowicz z kolegami nalezy do gatunku aspirujacych.

    Dopieroz by sie zdziwili: „aspirujacy Indianin? Ha, ha, ha!. A to ci dopiero przygoda!”

    Chociaz moze obrazam Indian.

    Oni mieli w dupie wszelkie aspiracje.  I za to ich szanuje.

  118. W sumie 5 jego pozycji jest też w Uniwersyteckiej w Gdańska w tym (moim zdaniem cymesik) ” O reslawizację wschodnich Niemiec”.

  119. Ale jeden egzemplarz jest na Allegro.

    Chyba ktoś się odważył na reprint.

  120. W „Naszej Polsce” było drukowane informacje o tym, jakie nieruchomości i komu Polska spłaciła po II WŚ. Nie chce mi się szukać ale chyba autorem tych zestawień  był p. Szlęzak.

    Poproszę Rozalkę, aby  „Ave Maria” kompozytora H. Seroka, zamieściła tutaj dla czytelników, na dowód, że piękno jakie jest każdy słyszy i że piękno jest tam gdzie jest, a nie tam  gdzie go organizatorzy różnistych festiwali posadawiają.

  121. Nie, Panie Gabrielu… juz nie… bede zadowolona jesli utrzymam to co mam… to mi wystarczy.

  122. Jakby na scenę wyszedł tate Salomon z tetetką w jednej dłoni i pejczem w drugiej na widowni byłaby pełnia szczęścia z obcowania ze sztuką.

  123. chodzi o to, że  tytuł został wycofany z oficjalnego obiegu

  124. No zrozumiałem – wskazałem tylko, że jest sztuka na Allegro.

    No, była….

  125. To jest naprawde niesamowite… ciezko uwierzyc, ze to taki pomiot i swolocz zasiedlil Starowke… tesciowa wspominala tamten czas, zycie na Starowce do smierci… bylam z nia kilka razy na spacerach… oprowadzila mnie po wszystkich zakamarkach na Starowce, ale jak dochodzilysmy do Krzywego Kola czy Kamiennych Schodkow… to tak jakby mowe tracila, bladla na twarzy, nie mogla z siebie wydusic slowa…

    … jak wrocily z Niemiec, to ani tesciowej mama ani tesciowa nigdy nie weszly juz do tej kamienicy.  Ja wtedy nie za bardzo zdawalam sobie sprawe z tych jej emocji… niewiele o tamtym czasie wiedzialam… dzis… z czasem… jest zupelnie inaczej… a teraz jeszcze tutaj we Francji z dala od rodziny, wszystkiego co bliskie, znajome, za czym tesknie… wracaja rozne wspomnienia… i tesciowa czesto wspominam, to byla dobra kobieta…inteligentna i ladna starsza pani z klasa.

    Safjana synusia wieeelkiego prawnika kojarze, rowniez tego drugiego synusia Mareczka Garzteckiego… czerwone dzieci…  wiedzieli  skur**syny gdzie sie urzadzic.

  126. nie, wydanie z 2012 roku, już nie ma, kupiłam

  127. To jest klasyczna obróbka ideolo hołoty i przygotowanie jej do nowych wyzwań. Na początek ewakuacja z kontynentu a potem mit, że to wszystko przecież nasze i jazda w drugą stronę.

  128. Boze…

    … to sie nie miesci w glowie na jaka skale to byl  RABUNEK… i przed wojna… i po wojnie… i pokoj w Rydze… i porozumienie w Jalcie…

    … jak probuje to sobie uzmyslowic… ile to krzywdy ludzkiej, ile pokolen – to normalnie  SZOK.

  129. Dobry wieczór. Książkę zakupiłem. Dziękuję. Bardzo lubię czytać Pani notki.

    Witam Gospodarza i wszystkich piszących oraz czytających.

    Pozdrawiam

  130. OK.  Dziekuje za wyjasnienie.

  131. Artykuł u Lisa, to ewidentnie próba rozminowania tej akcji.

    http://m.niezalezna.pl/92438-germandeathcamps-niemieckie-obozy-smierci-wielka-akcja-w-internecie

    Działanie dość perfidne. Bo kolejna akcja mogłaby chyba mówić o żydowskich obozach koncentracyjnych. A gdyby się udało ją sprokurować, to dalej ogon antysemityzmu przyprawić i merdać polskim pieskiem.

    Stare wypróbowane metody.

  132. Dziękuję Pani Paris za życzenia.

    Pani jest z pokolenia mojej Córki, a tam, gdzie Pani powędrowała, to kraj wspomnień mojego Ojca z wojska, w którym m.in. uczył dzieci polskie. Pisał listy do Mamy, ale pojechać po wojnie tam nie chciała. Wrócił do Polski wraz z legendą Francji, więc ja o niej marzyłam, marzyłam…

  133. Ależ skąd,  wcale nie był promowany. Z Sakiewiczem nie miał nic do czynienia, zawsze w biednej szacie graficznej. Prawie nikt żadnych reklam tam nie zamieszczal. Mieli jakieś włamania do siedziby redakcji, procesy.  Ze znanych nam osób stałym felietonista był tam Michalkiewicz i prof. Piotr Jaroszynski. Mieli świetnego karykaturzyste, który potrafił syntetycznie ująć wydarzenia polityczne. Niestety zmarł przedwcześnie.  Nawet nie wiem w jakich okolicznościach, bo prawdę mówiąc zalazł za skórę.

    Kłopoty finansowe pisma wynikały również z tego,  że było chowane przed klientami, a potem mieli zwroty. W mojej okolicy tylko w jednym kiosku można było je kupić. .. Z rana i mieli mniej niż pięć egzemplarzy. Naprawdę to mieli dwa, ale było mi przykro to napisać.

    Duchowym opiekunem redakcji byl ksiądz Stanisław Małkowski. I to się tak ucieło nagle.  W pierwszy wtorek stycznia 2016 roku tygodnika już nie było. Nie było już pieniądzy. Zero.

  134. Ale uważasz że ta akcja jest zła? A dlaczego? To że wszystko się daje sprokurować to wiemy, ale to chyba nie znaczy że trzeba zrezygnować z jakichkolwiek działań. Następna mogłaby mówić o komunistycznych obozach koncentracyjnych, a to że komendantami byli ludzie o starotestamentowych imionach tylko zaznaczyć. A ile na Śląsku to szkód narobiło, do tej pory to pamiętają że Polacy przyszli po Ruskich i tak samo mordowali. Polacy, bo taki Morel po polsku mówił.

  135. Mnie po prostu zatkalo, czyja ona jest. Że bezczelnosc taka, nawet nazwiska nie zmieniła. Ale ona lubiła gawedzic dowcipnie – kabarecie Drozdy występowała – i pamiętam że tak naprawdę to bliscy mówili na nią Hanka.

    Ale to mniej więcej tak jak z Katarzyną Cichopek,  która została  wetknieta nam do podziwiania.  Tatuś Adam Cichopek złożył w swoim czasie skargę w Strasburgu,  Adam Cichopek przeciwko Polsce, w sprawie obniżenia SB emerytur. Te obniżki wtedy  były symboliczne.

    Jak tak sobie siedzę myślę, to ja może nie wiedząc, sama mam takie kolegówny.

  136. Tak, to prawda. Rzeczywiście, nie zawsze będąc od czasu do czasu w saloniku prasowym udawało się ,,Naszą Polskę” kupić. Teraz wiem dlaczego. Mam kilka egzemplarzy. Natomiast szkoda by było, gdyby ,,zatarto” cały ten dorobek. Kupiłbym na pamiątkę wszystkie, gdyby zebrano je na CD lub DVD.

  137. @Paris i inni.

    Irena Santor Kamienne schodki. Ta trasą mama prowadziła mnie do żłobka tygodniowego. Dziwne że pamiętam.

    https://youtu.be/x4UMHfM5iRU   2:41

    (Jak chcę dodać drugi link to mi komentarz znika)

  138. „Oko za oko” Johna Sacka jest na Allegro za 60 zł. Jest też w sieci w pliku pdf do ściągnięcia.

  139.  
    (z listu Witolda Babińskiego*, zamieszczonego w numerze 9(47) z 1951 r. „Kultury” paryskiej)
     
     
    Panuje w Polsce jeszcze dotychczas  przekonanie,
     
    „ … że Stany Zjednoczone sprzeciwiały się przez cały rok 1942 uregulowaniu spraw terytorialnych przed zakończeniem wojny, ze nic nie wskazuje na to, aby do pierwszych miesięcy 1943 r. nastąpiły w tym stanie rzeczy jakiekolwiek zmiany, że więc dopiero między wiosną  a jesienią tegoż roku nastąpił zasadniczy przełom. Otóż wygląda na to, że ten przełom nastąpić musiał wcześniej o czym świadczy, m. in.,  ogłoszony niedawno dokument przez dyplomatę hiszpańskiego, M. Doussinague); jest nim list oficjalny Roosevelta z dnia 20 stycznia 1943, skierowany do agenta komitetu Izraela (działająca w ZSRR  organizacja o nazwie Rada Narodowa Młodego Izraela – przypis mój) niejakiego Zabruskiego.
    (całość listu: http://korwin-mikke.pl/forum/read.php?50,30333) – przypis mój.
     
     
    Zabruski (Zabriski? – przypis mój) występował wówczas jako pośrednik między Rooseveltem, a „wspólnym przyjacielem Stalinem”. Otóż w liście tym poleca Roosevelt upewnić Stalina, że Rosja otrzyma po wojnie pełną satysfakcję w ramach projektowanej Tetrarchii świata.  Owa nieprawdopodobna „wizja przyszłości” Roosevelta pozostawiała już wówczas wolną rękę Rosji Sowieckiej  w Europie  i w Azji, zastrzegając prawa dla Stanów Zjednoczonych w obu Amerykach i w Afryce. Europa Zachodnia  (łącznie z Francją) miała być terenem wpływów angielskich. 
     
    List Roosevelta zawiera obietnicę dostępu do Morza Śródziemnego dla Rosji oraz obietnicę wywarcia nacisku na Polskę, aby przyjęła w stosunku do ZSSR postawę „rozsądną, wyrozumiałą i zgodną”. W dalszym ciągu tegoż listu wyraża Roosevelt zgodę na całkowity powrót do ZSSR wszystkich terytoriów, które zostały „czasowo oderwane od Wielkiej Rosji”.
     
    W świetle powyższego listu sprawa była przegrana na rok prawie przed Konferencją w Teheranie. 
     
    Przypis mój: 
     
    *) Babiński Witold (1897-1985) absolwent SGGW i Uniwersytetu Warszawskiego, uzyskał doktorat w zakresie ekonomii agrarnej, ekspert z zakresu ekonomiczno-rolnych i autor licznych publikacji w wymienionej dziedzinie. Uczestnik wojny polsko-sowieckiej w latach 1920 -1921. Zmobilizowany w 1939 r., od 1940 r. oficer do zleceń gen. K. Sosnkowskiego. Po wojnie, w 1948 r. osiedlił się w Kanadzie. W latach 1972-1976 wiceprezes Kongresu Polonii Kanadyjskiej.
     
     
     
     

  140. Dobre nie znaczy skuteczne,

    Ta ostatnia akcja była i dobra i skuteczna  bo przekaz można było zawrzeć w jednym obrazku.

    W przypadku starozakonnych komunistów, to już nie takie proste.

  141. Kamienne schodki, film o ulicy.

    https://youtu.be/lB2jn2Bo6ww    2:?

  142. Wydawnictwo ANTYK Marcina Dybowskiego wznawia niektórych z ważnych autorów polskich, którzy byli objeci całkowitym zakazem  przez  rządzącą w Polsce powojennej „kulturą i oświatą”, na zasadzie monopolu,  żydokomunę.

    Np. wydało obszerne pozycje publicystyki politycznej  Władysława Studnickiego.

  143. Na razie nie ma takiej nagłej potrzeby. A Niewolnik nie żyje, a by potrafił. Są ludzie niezastąpieni, każdy jest jedyny i niezastąpiony, ale jednak niektórzy bardziej

  144. Wadza doskonale wiedziała kto i gdzie może mieszkać i godzień jest w danym miejscu godnie ja reprezentować.
    Podobnie było z ulicą Kanoniczą w Krakowie. W starych zabytkowych mieszkaniach, często podzielonych dla wygody postawionymi ścianami mieszkały zwykłe Krakusy, ale władza wysiedliła ich, ponoć tylko na czas remontu i przywracania świetności zabytkowym mieszkaniom. Po skończonym remoncie dawni lokatorzy nie wrócili na swoje stare miejsca.

  145. Dzis juz nie ma o czym marzyc…

    … ja zas marze o powrocie do Ojczyzny… moze za 3-4 miesiace uda mi sie wyekspediowac moj bagaz… Francje zas polyka islam, multi-kulti… i przerazajacy socjalizm.

    Milo jeszcze raz pozdrawiam  Pania,  Corcie-rowiesniczke… i wszystkiego najlepszego zycze,

  146. Mój tato dostał 15 odsiedział 5 i co tydzień do 1966 dzielnicowy przychodxił na rekonesans co u wrogów ludu

  147. KL Warschau – tu w sianiu niewiary w jego istnienie duże zasługi położyl prof. Bartoszewski.

  148. Dzieki Rozalio,

    Nie znalam tego pisma… a myslalam, ze  juz wszystko „zawlaszczyl” jako „nasze”, „prawicowe” i „patriotyczne”… ten specjalista od „strugania” wszelkich majdanow albo ciamajdanow.

  149. Patrząc na tę scenkę od tyłu widzimy jak zawiedzeni nabywcy książek refundowanych biegną do wydaw…czyni by zwrócić wciśnięty im chłam… A pani z typowo angielską flegmą układa stosowny stosik.

  150. Starania warto podjąć i może to być ciekawa opowieść o równości wobec prawa w RP

  151. Dzisiejszy wpis sponsoruje genialne hasło z wczoraj

    „nazywać kota kotem – a Rolleta filutem”

  152. Film z lektorem jest dostępny na stronie efilmy.tv, wystarczy wyguglać hasło dwudziesta piąta godzina i bedzię link w top10
    Niesamowita historia człowieka, który przez 1,5 roku był uważany za żyda przez co trafił do obozu pracy, później za kolaboranta, później za pierwowzór aryjczyka, a na końcu za nazistę. Przeszedł przez wszystkie obozy pracy/koncentracyjne poza sowieckimi łagrami, choć ciekawe jak historia została opisana w książce przez autora Constantina Virgil Gheorghiua.

  153. Glowa mala,  Rozalio,  jakie rzeczy i sprawy teraz wychodza na swiatlo dzienne, o czym sie dowiadujemy… no majac takiego WSIARZA,  DONOSICIELA  i  KAPUSIA  za tatusia jak Adam Cichopek… to coronia  musiala byc skazana na…  „sukces”…

    … co za szambo i dno!

  154. Ojej… Rozalio, ale mi zrobilas radoche… piekna piosenka.

    Z konca lat 70-tych pamietam jeszcze ze Starowki ul. Kozia, bo mieszkala na niej moja ciocia… no i pamietam jeszcze z tamtych lat najlepsze na swiecie  lody wloskie… na Nowym Świecie… tak w okolicy skrzyzowania ze Swietokrzyska…

    … no, popatrz jaki swiat  maly…

  155. Coraz piekniejsze kwiatki wychodza… i bardzo dobrze… jesli nas nie zabija to nas tylko wzmocnia…

    … dzieki Stasiu… to naprawde baaardzo cenne INFO.

  156. > CORYLLUS

    A może to jest tak, że dla do cna zsocjalizowanego i zetatyzowanego przeciętnego tzw. inteligenta III RP logo MKiDN, IK, gazowni, czy jakiejś innej polskojęzycznejj szczekaczki na okładce książki jest czymś w rodzaju „certyfikatu jakości i prawomyślności treści”? Dotowana literatura działająca w obiegu zamkniętym. Czyli tzw. system oświaty i szkolnictwa wyższego produkuje już w większości ludzi zdolnych tylko do percepcji treści propagandowych, tzn. utrwalających osobiste przekonanie, iż świat realny jest taki sam jak przedstawiana w nich rzeczywistość podstawiona.

  157. Dnia 8 I, w piąty dzień głodówki, zo-

    stałem przeniesiony do innego pawilonu (od godz. 18.00 tego dnia do godz. 15.00 następnego dnia nie

    otrzymaliśmy tu gotowanej wody). Dnia 9 I złożyłem pismo do komendanta z prośbą o umożliwienie nam

    powrotu do pawilonu I, uczestnictwa we Mszy św. oraz zakończenia głodówki zgodnie z zapowiedzią

    (10 I, po niedzielnej mszy). Zamiast odpowiedzi zostałem – pod groźbą użycia siły – przeniesiony do celi

    więziennej w gmachu Aresztu Śledczego, gdzie brak wody, śmierdzący w.c., brud, dotkliwe zimno odczu-

    wam tym ostrzej, że w ten sposób wszedłem w ósmy dzień głodówki.

    Nie piszę tych słów ze względu na moją osobistą sytuację. Mam podstawy przypuszczać, że są obozy

    o gorszych warunkach niż Białołęka, a w samej Białołęce członkowie prezydium KK czy też KK Solidar-

    ności są podobno w gorszych warunkach niż reszta internowanych. Jeżeli jednak ja, człowiek 50-letni

    i schorowany, a także pracownik nauki – którego zasługi dla polskiej historiografii i kultury opinia

    publiczna zna dostatecznie, aby nie wierzyć oszczerstwom i potwarzom propagandy – w ten sposób

    jest traktowany, to wolno mi sądzić, że zasadą w systemie internowania jest jeszcze gorsze traktowanie

    uwięzionych.

    Chciałbym tylko wiedzieć, czy taki stan rzeczy jest znany Panu Generałowi i czy jest on zgodny z prze-

    widzianymi przez WRON zasadami internowania.

    Bronisław Geremek

     

    Z numeru 3 pisma Wolność i solidarność.

  158. I to jest wlasnie ta szczytowa kamienica przylegajaca do Kamiennych Schodkow, a jej mieszkanie bylo na 1 pietrze z widokiem na Wisle… mam w moim mieszkaniu w Warszawie, taka rycinke po tesciowej z ’54 roku, z widokiem tej kamienicy i z taka charakterystyczna lampa oswietleniowa, ktora zawsze byla przymocowana do sciany… i teraz tez ja na tym filmiku bylo widac… ale tamta lampka z ryciny robi wrazenie takiej solidnej… a ta to chyba jakas podroba.

  159. Dobre skojarzenie zwłaszcza, że te kapelusze przypominają purytan, którzy oddają z powrotem wstrętną pornografię. Problem w tym, że to francuscy artyści, którzy chcą dostać program Salonu, by zobaczyć swoje nazwisko i adres w druku, bo może ktoś zamówi.

    Fascynują mnie te ilustracje z tygodników współczesnych wydarzeniom sprzed kilkuset lat, gdyż pokazują przejaskrawioną prawdę. Ten fason kapeluszy, to zapewne prawda. No i ta „elita” artystyczna w kapeluszach na Salonie, to też chyba prawda.

    A rysunek dotyczy Salonu, gdzie pojawiał się król, Chopin, Liszt, Paganini i inni. I to jest najważniejsza prawda. Francuscy „niepiśmienni baronowie”, których żony bawią się w Salony. Bez pomocy Ministerstwa Narodowego Dziewictwa..

  160. Lody włoskie? Gelateria Veneziana, Z pewnością nie na Nowym Świecie. A na Nowym Świecie lody truskawkowe Bliklego. Ale to już od dawna nie to.

  161. Zestawić to należy z linkami od Dynaq: http://ipn.gov.pl/dokumenty/zalaczniki/1/1-47906_g.gifhttp://ipn.gov.pl/dokumenty/zalaczniki/1/1-47907_g.gif to odpowiedz izraelskiego departamentu spraw międzynarodowych na polski wniosek o ekstradycję Morela.

  162. Tak było.  Mieszkania były różne. Małe i duże.  Bez windy :). Ale mieszkańcy wyselekcjonowani.

  163. Kozia, to nie Starówka, ale blisko. Lodów włoskich na Nowiku, koło Świętokrzyskiej nie było. Patrząc z perspektywy bloga to całkiem niedawno zagnieździł się Grycan. Lody Palermo były na Mokotowskiej, obok Chopina. Ewentualnie Zielona Budka, ale to na Pułwskiej.

    Na Nowym Świecie lody u Bliklego, bliżej na Tamce pod 45 ( wywalił Feniks firma dewelopersko-renowacyjna handlująca roszczeniami w Warszawie). Było też Marago vis a vis Bliklego – Spółdzielnia i taka dziupelka Coctailbar. Pozostaje Pomianowski – Krakowskie Przedmieście w bramie na przeciwko kościoła Św. Krzyża.

    Przepraszam. Nie mogłem się powstrzymać. Ćwiczę pamięć 🙂

  164. Alez skad Gelateria Veneziana… to byly takie zwykle, krecone z automatu… nazywaly sie wloskie, no i mnie wtedy jako dziecku smakowaly wyjatkowo…

    … a od Bliklego to najlepsze wtedy byly dla mnie paczki… ze skorka pomaranczowa albo nadzieniem z dzikiej rozy… alez byly pyszne, a te z roza… nadzwyczajne. 2 lata temu bylam w takiej malej ciastkarni Bliklego na Miodowej… poprobowalam troche tych lakoci, ale bylam bardzo rozczarowana… drogo, a paczki nawet nie umywaly sie do tych z dziecinstwa… jak zapytalam o paczki z nadzieniem rozanym to pani zrobila „wielkie oczy” i powiedziala, ze pracuje kilka lat w tej ciastkarni i takich paczkow nie pamieta.

  165. Gelateria Veneziana była albo na Hożej albo na Wilczej. Nie sprawdzam. Może nadal tam jest. Nie twierdzę, że to było pyszne. Po prostu jedna z niewielu cukierni w Warszawie, którą się pamiętało. Na Gójeckiej był Poniewarz. Przez swoje nazwisko robił problemy ortograficzne ludziom, którzy wyglądali z okien tramwajów i widzieli jego szyld.

    Co do Bliklego, to lody truskawkowe w czerwcu miały niezapomniany smak. Nie wiem dlaczego stracili tę receptę.

    Ale nic nie da się porównać z amerykańskimi „Almond butter”. Nigdzie na świecie.

  166. A może chodziłiło o sławetny HORTEX? Ponoć oszukiwali na bakaliach a lody były wspaniałe. Lody na waflu można było kupić z okienka od Świętokrzyskiej, a sławną „ambrozję” po wejściu do lokalu. Też w ramach ćwiczenia pamięci. 😉

  167. Skarbnica wiedzy. Marek Safjan (syn): w latach 1998–2006 prezes Trybunału Konstytucyjnego (nominowany przez Kwasniewskiego), od 2009 sędzia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Był też stałym publicystą tygodnika „Newsweek Polska” oraz członkiem rady Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Wszystkie klocki znowu pasują.

  168. Hau, hau, hau… Odszczekuje wszystkie komplementy wobec Danuty Morel, ona mi się pomyliła z inną o podobnej posturze, z Joanną Bartel, która m.in grała w durnym serialu komediowym „Święta Wojna”. Coś musiało zostać po zniszczonych kopalniach.

  169. W pierwszy wtorek stycznia 2016 roku tygodnika już nie było.

    bo to był 05.01.2016, wtorek trzeci dzień tygodnia, czyli rozumując po ichniemu najlepsza z dat aby rozwiązać problem z oko-ltystycznego punktu widzenia. Po zastosowanym teozoficznym skrócie otrzymamy 6/9 czyli 69 z tej zaś 15 a to już jest 'liczb świętych obcowanie' bo doskonała 6 ostaje się na sam koniec. 
    A 51 to w małpim zwierciadle odbicie liczby 15 i mało sympatyczne ma przesłanie. Tak jak i 96 odbiciem jest z 69.
    To było we wtorek a w piątek 08.01.2016 to zastosowano inną klatkę z liczb i w innym miejscu ale o tym już wspominałem. 
    To taka nam obca hokus-pokus numerologia stosowana w domu i zagrodzie.

  170. Miau 😉

    Bo jużem myślała, że mamy skrajnie odmienne gusta, a to TUTAJ jakby jednak niemożebne. Przynajmniej aż tak 🙂

  171. Rozalio,chciałam się upewnić,co to ten tygodniowy żłobek.Mam pewne podejrzenia ale chcę osie dowiedzieć ze źródła.

  172. Tak,  Kozia to nie Starowka… ale bliziutko…rzut beretem.

    Upierac sie przy Nowym Świecie nie bede…bo rownie dobrze pasowalby Pomianowski vis a vis Sw. Krzyza przy Krakowskim Przedmiesciu… nie pamietam, ale to bylo w tamtych okolicach…

    … lody Palermo z Mokotowskiej czy z Zielonej Budki to juz byla pozniejsza bajka… wspomnienia z technikum,  z Belskiej… tramwajem mielismy tam najlepsze polaczenie… cala szkola tam chodzilismy… tez byly SUPER.

    Nie ma za co przepraszac…ciesze sie, ze… „nie mogl sie Pan powstrzymac”… 😉

  173. Odnioslam wrazenie 2 lata temu, ze ogolnie po tak wielkiej marce jaka jeszcze 30 lat temu byl Blikle pozostalo wylacznie… mile wspomnienie… tak jakby „ktos” celowo ja zniszczyl… i tyle.

    Niestety, ale nie znam zadnych amerykanskich lodow, a zwlaszcza „Almond butter”… no moze z malym wyjatkiem… na te z Mc Donald’s, jesli uznac je za amerykanskie… francuskich lodow jest duzy wybor, te co smakowalam… to nic szczegolnego, ale lody wloskie w dobrej lodziarni sa naprawde bardzo dobre.

  174. O moj Boze…

    To naprawde byly lody… kiedy sie nie wybralam czy przy Swietokrzyskiej czy przy MDM’ie nigdy nie bylo wolnych stolikow… tlumy… i kolejka wielka do okienka… ale szybko „szla”.  Nigdzie w Europie, gdzie bylam nie spotkalam sie z taka forma lodow „na waflu”… i jeszcze takich dobrych… to chyba byla nasza polska specjalnosc…

    … a slawetna „ambrozja”… marzenie.

  175. Tak mi ta Morelowa nie pasowala do Bartel… z postury podobne… ale Bartel ladniejsza od tego… moskowego pasztetu.

  176. Może ? Włoskie kręcone to była owa dziupelka z koktailami.

  177. Profesor Blikle wdał się w jakieś interesy i został namówiony do wykorzystania marki i zbudowania sieci franczyzowej Blikle. Spróbowali, polegli i chyba stracili kontrolę. Jednak pączek przesłany za granicę, ba nawet wysyłany do innego miasta to już nie to. Próbowali delikatesów. Też nie wyszło. Ale Blikle ma nadal kilka produktów godnych polecenia i przetrwa. Przynajmniej na terenie Warszawy.

    Pamiętam, że jeszcze w latach 70-tych, jak tylko były pomarańcze w domu, to im nosiłem skórkę, bo skupowali 🙂

  178. To w ogole byl jakis poroniony pomysl z wysylaniem tych paczkow za granice… jeszcze bylam w Polsce jak o nim slyszalam… daj Boze, zeby chociaz na terenie Warszawy jakos prosperowali i postarali sie wrocic do tamtej swietnosci… bo paczki byly rewelacyjne, a jak byl tlusty czwartek albo dzien kobiet… to przeciez pol Warszawy tam ciagnelo.

    No i teraz sie wyjasnilo… bo byl taki czas, ze sie zastanawialam skad oni eksportowali te skorke pomaranczowa… a teraz wyszedl ten „export”… konfiture z platkow i samej dzikiej rozy tez pewnie skupywali.

  179. Tygodniowy żłobek to była taka placówka opiekuńcza dla dzieci w wieku od niemowlęcego do 3 roku życia.  Dziecko było zaprowadzane do żłobka rano w poniedziałek i odbierane po południu w sobotę.  Moja mama pracowała przez cztery lata w sklepie jubilerskim. W tamtym czasie sklepy przemysłowe były czynne w godzinach od 11-19. W sobotę krócej, do 14-tej. Wiadomo że trzeba było dojechać,  a na koniec pracy się rozliczyć.  Czyli mama wychodziła z domu o 10 wracała o 20 tej. W sobotę trochę wcześniej.  Mój tata właściwie niemal co tydzień był w delegacji, różnie 1-3 dni. W Warszawie wynajmowalismy pokój sublokatorski przy rodzinie. Za nic nie można było dostać meldunku w Warszawie. Gdyby mieli meldunek, rodzice mamy pomogliby jakoś kupić mieszkanie. To była zastawka nie do przeskoczenia. Przez osiem lat.

    W pierwszym roku życia, po początkowym odchowaniu, byłam na wsi, pod opieką babci i dziadka. A jak już miałam rok, rodzice   wynajęli ten pokój, płacąc z góry za trzy lata. I to wtedy mama mnie zaprowadzała do tego żłobka przez Kamienne schodki. Ponad rok tam chodziłam. Później babci zrobiło się mnie żal i znowu wzięła mnie, a jednocześnie także moją siostrę cioteczna, pod opiekę.

    Wychowywalam się na wsi do piątego roku życia. Czuję że tam są moje korzenie. Jak mawiają Niemcy,  mój Haimat. Stąd tyle czułych wspomnień ze wsi.

    O żłobku mogę powiedzieć tyle, co się tam działo nie pamiętam. Mogę przytoczyć jedno zdarzenie opowiedziane przez mamę. Jak przybiegła do domu z pracy w sobotę o godz 14, to starała się wszystko zrobić,  żeby potem poświęcić jak najwięcej czasu tylko dla mnie.  Poszła mnie odebrać jak zwykle o 17 i  widzi taki obrazek:

    Ja zaplakana chodzę boso po stromych schodach, pusty żłobek i jedna zezloszczona opiekunka, która ostentacyjnie nie zwraca na mnie uwagi.  Okazało się że tego dnia dzieci miały być zabrane wcześniej. Ale moja mama o tym nie wiedziała.

    Mam wrażenie, że być może te PRL-owskie konieczności, spowodowały nadopiekunczosc mojej mamy, a i moje różne problemy.  Chociażby brak apetytu w dzieciństwie.

    Niedawno usłyszałam znowu,  „że trzeba wybudować więcej żłobkow, a dla matek samotnych, które mają różne godziny pracy,  żłobki tygodniowe”. Normalnie chciałam strzelać.  Jeszcze teraz w tym zboczonym świecie.  Koszmar.

  180. Rzeczywiscie to koszmar…

    … ja raz – zupelnie przez przypadek – bylam w takim zlobku… jedna z moich kolezanek, taka Irmina, poprosila mnie abym z nia poszla odebrac jej dziecko wlasnie z takiego tygodniowego zlobka… to bylo gdzies na Mokotowie, kolo „Moskwy”… nie pamietam ulicy… widok byl przygnebiajacy, widzialam te zaplakane dzieciaczki, malenkie, jakies 1-3 latka max… Irmina mi powiedziala, zebym zadnego z tych dzieci nie brala na rece bo bedzie wielki placz… nie bylo wychowawczyn, chyba siedzialy gdzies na zapleczu… dzieci byly samopas – i jak to dzieci – zaczely sie gromadzic wokol mnie, po swojemu gaworzyc… i wyciagac do mnie raczki…

    … w koncu musialam wyjsc ze zlobka i czekac na Irmine z dzieckiem na zewnatrz.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.