Sty 092021
 

Skoczogonki pojawiły się ponoć w Karkonoszach, a to może oznaczać tylko jedno. Zaraz zniknie coś ważnego, albo ktoś ważny, o wielkim znaczeniu dla historii Polski lub świata. Być może chodzi tu o Donalda Trumpa, któremu zablokowano konta na twitterze, a być może o coś lub kogoś innego. O proszę, tu jest informacja o pladze skoczogonków. To one, jak pamiętamy – według prof. Waltosia – zjadły akty erekcyjne Uniwersytetu Jagiellońskiego. https://www.onet.pl/turystyka/onetpodroze/skoczogonki-w-karkonoszach-co-to-takiego/m4pcw64,07640b54

Miejmy nadzieję, że nie znikną całe Karkonosze, albo że nie zmienią one gwałtownie właściciela w związku z pandemią, czy czym tam jeszcze. No, ale teraz do rzeczy. Skoczogonki siedzą chyba w każdej głowie, takie mam wrażenie, i niektórym wyżerają dziury w mózgu. No dobra, nie ma ich, kłopot polega na tym, że te dziury istnieją same z siebie albowiem zaległości w lekturze obowiązkowej nie pozwalają na ich załatanie. Dlaczego nie pozwalają? Albowiem całą historię przyswaja się w Polszcze według zasady – znacie? To posłuchajcie. Pewne kanony są nie do złamania, choćby wszystkie fakty i wszystkie źródła przemawiały przeciwko nim. Tak jest z zamachem na prezydenta Narutowicza i tak jest w kilkoma zjawiskami mniejszego kalibru. Do tego dołożyć musimy baśniowo nakreślone okoliczności wypadków historycznych, które powielają podręczniki i sprawa jest w zasadzie załatwiona. Conrad może być patronem AK, Niewiadomski bohaterem prawicy, a o tym by dyskutować nad postacią taką jak Feliks Młynarski nie może być nawet mowy. To są rzeczy za trudne, a do tego zbyt mało malownicze, żeby nasi rodzimi kacykowie od publicystyki politycznej mogli się tym zajmować, albowiem nie powoduję one, że ich odziane w przepocone koszule postaci zaczyna oświetlać aura. Taki Ziemkiewicz w życiu się nie zająknie o kwestiach, które tu zaraz opiszę.

Znany nam już Feliks Młynarski postanowił dnia pewnego założyć spółkę powierniczą. Była to pierwsza powiernicza spółka w Polsce międzywojennej i chyba ostatnia. Służyła ona, jak wyjaśnia sam założyciel, do tego, by pomagać wielkim, polskim przedsiębiorstwom w prowadzeniu rozliczeń. Tak to zrozumiałem, ale wydaje mi się, że spółka ta służyła w istocie do tego, by przedsiębiorstwa te kontrolować. I co dziwne, na takim Śląsku, na przykład, wiele spółek kopalnianych korzystało z usług powierniczych firm niemieckich. W interiorze zaś nikt w ogóle nie chciał o tym słyszeć, każdy miał zaufanego buchaltera, który sprawdzał rachunki i nikomu nie pozwalał do nich zajrzeć. Zarząd nowo powstałej spółki powierniczej postanowił więc, że w ramach reklamy uzdrowi finanse jednej z największych fabryk włókienniczych w Polsce – zakładów żyrardowskich. To jest fantastyczna formuła, bo tak to właśnie tłumaczy Młynarski – w ramach reklamy. To tak, jakby nowo utworzone oddziały prewencji, w ramach reklamy, spaliły bazę rosyjskich okrętów w Kaliningradzie.

O Żyrardowie i aferze z nim związanej pisała tu Ewa Rembikowska i pantera, nie sądzę, żebym zrobił to lepiej, a więc powtórzę wszystko w skrócie. Pan Marcel Boussac, właściciel większości akcji tej fabryki okradał ją regularnie i nie płacił dywidendy mniejszościowym, polskim akcjonariuszom. Nie pojawiał się na walnych zebraniach i nie robił nic w ogóle by fabryka działała w sposób pozwalający myśleć o ekspansji na jakieś inne rynki, pobierał za to sute dotacje od państwa. Jakby tego było mało, uważał, że do dobrego tonu należy wyszydzanie stosunków panujących w Polsce i demonstrowanie swoich przewag nad systemem odrodzonego państwa, gdzie tylko się da. Wszyscy to widzieli i nikt nie reagował. Widziały to także sfery rządzące, ale również nie reagowały, bo nie miały jak. Myślę jednak, że mogły coś zrobić, ale wszyscy od ministra Becka w dół, byli jakoś w ten Żyrardów wmanewrowani, i coś w związku z tym mieli za uszami. Trwało do dopóki masoni, zaprzyjaźnieni z Feliksem Młynarskim nie założyli spółki powierniczej. Ich pierwszym ruchem było opracowanie planu wysadzenia z siodła pana Marcela. Okazało się, że dokonuje on szeregu uchybień proceduralnych, z którymi nie było wiadomo co robić, do momentu – co za zbieg okoliczności – kiedy to weszła w życie nowelizacja ustawy, pozwalająca zakładać sekwestr na przedsiębiorstwa postępujące w ten sposób. No i to się zbiegło w czasie z utworzeniem spółki powierniczej. Wszystko szło dobrze, a pan Młynarski porozumiał się z ministrem przemysłu i handlu Henrykiem Floyar- Rajchanem. Pan ten według Młynarskiego, był koszarowym chamem, którego trudno było trzymać na dystans, miał jednak interes w tym, by wyautować pana Marcela, albowiem Piłsudski zarządził właśnie „kurs antyfrancuski”. Dla Młynarskiego, który opisywał te sprawy już po wojnie, w Polsce, było to jednoznaczne z tym, że sanacja zaczyna zbliżać się do Hitlera.

Na walnym zebraniu, na którym nie było pana Marcela, bo nie fatygował się on w takie miejsca, sprawa wyglądała na przegraną, albowiem stosunek udziałów w fabryce wynosił – 100 tysięcy akcji w rękach Boussaca i jego kreatur i 20 tysięcy w rękach drobnych, polskich właścicieli. Praktyką, której nikt nie kontrolował, a którą do tej pory Boussac stosował z powodzeniem, było podstawianie na walnym, swoich ludzi, rzekomych posiadaczy akcji. Rzeczywistym ich właścicielem był on sam. To było tolerowane, albowiem nie było żadnej siły, mogącej te machinacje ukrócić. Żadnej, dopóki nie pojawiła się spółka powiernicza i jej prawnicy, którzy nie zrobili niczego nadzwyczajnego przecież. Wskazali na nieprawidłowości i zadzwonili do ministra buraka, którego wiernym druhem był Ignacy Matuszewski, żeby założył sekwestr na Żyrardów bo jest okazja. Tamten się ucieszył i zajął fabrykę. No i teraz zaczęły się schody. Pan Marcel wreszcie zrozumiał co się dzieje i zaproponował członkom spółki powierniczej tajne spotkanie w jednej z ziemiańskich siedzib. Młynarski, który w moich oczach wyrasta na człowieka mogącego bezpiecznie chodzić po polu minowym i takiego, co to stojąc bez parasola w czasie ulewy będzie miał całkiem suchy garnitur, na to zebranie nie pojechał. Tam zaś ustalono, że pan Marcel będzie już grzeczny, wypłaci zaległe dywidendy małym akcjonariuszom, nie będzie kradł pieniędzy z fabryki i kupował za nie luksusowych dziwek w Monte Carlo. Spółka zaś, która umówiona była z ministrem Rajchmanem zobowiązała się zdjąć sekswestr z fabryki. Tak to wcześniej ustalono. Protokół z tego spotkania został ogłoszony i wtedy okazało się, że spółka powiernicza, która owo porozumienie po kryjomu wynegocjowała, to zdrajcy narodu i państwa. Tak właśnie. Minister Floyar- Rajchman naświetlił to w taki sposób i zaczęła się nagonka na spółkę. Przewodził jej Ignacy Matuszewski, późniejszy, wraz z Rajchmanem, bohater, który wywiózł polskie złoto na Bliski Wschód. Potem zaś uchodził za szczerego antykomunistę i przywódcę prawdziwych Polaków w Nowym Jorku. Nagonka ta, prowadzona jakby z wysokości Okopów św. Trójcy, doprowadziła do śmierci adwokata, który reprezentował w Polsce pana Boussac, czyli Aleksandra Lednickiego. Lednicki oskarżony o coś w rodzaju zdrady stanu, najpierw skoczył z mostu, ale go odratowano, a kilkanaście godzi później wyskoczył z okna i się zabił. Kłopot w tym, że mieszkał na pierwszym piętrze, a głowę miał rozbitą w taki sposób, jakby leciał z czwartego. Ponadto policja państwowa, w czasie kiedy on popełniał samobójstwo robiła rewizję w jego dworku na Grodzieńszczyźnie. Co, jak wskazuje Młynarski, z pewnością nie było bez znaczenia.

Pan Boussac najpierw zdziwił się takim rozwojem wypadków, a potem wybuchnął perlistym śmiechem. Pokazywał gdzie się da protokół tajnego zebrania i jego postanowienia, a potem wskazywał na wiarołomstwo polskiego ministerstwa. Żeby sytuację jakoś uspokoić państwo postanowiło przejąć Żyrardów i zapłaciło za to panu Marcelowi 20 milionów złotych. Ot tak, bez specjalnych wahań. Ten z miejsca stał się jeszcze większą gwiazdą, a sanacja, albo jak chce Młynarski – rząd pułkowników – miała do dyspozycji niezliczoną ilość etatów do rozdzielenia pomiędzy swoich ludzi. W Żyrardowie o mało nie doszło do powstania, ale tym razem Młynarski, człowiek, który nie zmókłby nawet w lesie namorzynowym, pojawił się na nim osobiście i sprawę osobiście ułagodził, tłumacząc robotnikom i groszorobom, że nie trzeba łamać krzeseł i wybijać szyb.

Ja może wskażę wprost co było grane. Otóż ministrowi Rajchmanowi i całemu rządowi w ogóle nie chodziło o jakieś głupstwa typu wypłacenie zaległej dywidendy dla akcjonariuszy. Tak jak spółce powierniczej nie chodziło o uczciwe prowadzenie księgowości w zakładach żyrardowskich. Sanacja chciała mieć kuferek z prezentami dla swoich, a masoni ze spółki powierniczej chcieli mieć legalne narzędzie kontroli wielkich zakładów i wpływania poprzez te zakłady na politykę krajową. Skąd to wiem? To proste. Bezpośrednią konsekwencją afery było powstanie Frontu Morges, a także utworzenie dziennika Rzeczpospolita, na który pieniądze wyłożyły prywatne banki. Na jego czele stał Sikorski, sympatyzował z nim Witos, a firmował generał Haller, wtajemniczony w sprawy, o których Młynarski nie miał pojęcia. Sam o tym pisze. Front Morges był zorganizowany tak, że od pewnego szczebla hierarchii sprawy omawiało się w zamkniętym gronie, na pół konspiracyjnym. Młynarski się do tego tajnego kółka nie zapisał, albowiem nie wierzył w jego skuteczność. No, a Haller się zapisał. I jeszcze przychodził na zebrania przepasany wstęgą orderu Orła Białego.

To są rzeczy nie do pomyślenia i nie do przełożenia na język zrozumiały przez analityków i publicystów polityczno-historycznych, albowiem oni wierzą, że Matuszewski był bohaterem, co uratował złoto. To samo Rajchman. Masoni zaś to wrogowie Polski, którym przeciwstawił się dobry prezydent Mościcki zakazujący działalności tajnych stowarzyszeń. Generał Haller nigdy by nie podał ręki żadnemu masonowi, bo ci chcieli go oskarżyć o moralne sprawstwo zamachu na Narutowicza. Ho, ho, tak, tak…Za parę dni, o ile Ewa albo pantera mnie nie uprzedzą, napiszę coś o pomysłach na dewaluację złotówki, którą chciano przeprowadzić przed wojną, ale się soldateska nie zgodziła. Być może to było przyczyną wpuszczenia Polski w ten cały kanał, zwany II wojną światową. Pewnie nie, ale jak się czyta tego Młynarskiego, to człowiekowi dziwne myśli zaczynają przychodzić do głowy.

A teraz jeszcze jedno. Popatrzcie na to i sami powiedzcie czy Wam to czegoś nie przypomina.

https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/sluzby-i-prokuratura-zajmuja-sie-wojskowym-biurem-historycznym-slawomira-cenckiewicza/rewgnvr,79cfc278

No, a tu książka o Młynarskim

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/feliks-mlynarski-biografia/

  17 komentarzy do “Masoneria vs soldateska”

  1. Lednicki w Moskwie pomagał Lutoslawskim, potem zabitym, ksiądz Lutosławski się uratowal

  2. Dziwne prawda? O Lutosławskich też nie można mówić, bo nie pasują do układanki. Mason pomagał narodowcom…co na to Rafał Aleksander?

  3. Udało mi się zdobyć wspomnienia Feliksa Młynarskiego. Myślę. że to będzie ciekawa historia.

  4. Z tego wywodu wynika, że to kilka odłamów socjalizmu jest narzędziem międzynarodowej banksterki. Natomiast masoni, jako etycznie lepsi, stoją z boku.

  5. gdzieś tam w wywiadzie Cenckiewicz mówił, że na wykładach w Akademii Sztuki Wojennej , to ma takich betonowych słuchaczy, zabetonowanych od 4 pokoleń.

    Żołnierze niezłomni to dla nich wyłącznie bandyterka, żadnego dobrego słowa o czasach po transformacji.  No wychowani na wspomnieniach pradziadków, dziadków  i ojców  o zaopatrzeniu w sklepach za żółtymi firankami i spędzaniu wakacji na Krymie czy w Bułgarii nie pogodzą się z niczym takim jak etos  Legionów, ułanów, AK, czy podziemia powojennego.

    I tak stoją na straży informacji o swoich rodzinach i złości ich odtajnianie. A prokuratura skąd jest ?

  6. Masoni nie są etycznie lepsi, tylko grają o wyższą stawkę.

  7. Ja o tym wiem. To była ironia. Masoni są gorsi etycznie, bo są gnostykami, a nie chrześcijanami. Chcą systemu kastowego i depopulacji, o czym pisal Huxley. Z gnostycyzmu wprost wynika totalitaryzm. Nie będzie od nich”gwarancji”.

  8. Baron Edouard de Rothschild zapłodnił swoje kobyłki przez ogiery Marcela Boussac, swego największego rywala na torze wyścigowym Longchamps. Boussac nie dał się wykiwać i udowodnił, że zapłodnienie było nieprzepisowe, a więc źrebaki nie dostały się do końskiego almanachu gotajskiego. Wtedy sprawą zajął się Guy de Rothschild i redaktorzy tej księgi zmienili zdanie. A jednak jedną z najważniejszych nagród wyścigów do dziś pozostaje Prix Marcel Boussac.

    Kobyłki Rotszylda i ogiery Busaka.

  9. etos legionów przykryły zaleszczyki, ułanów pacyfikacje, AK rzeź ludności cywilnej w Wawie i brak wsparcia dla ludności na Wołyniu, a podziemie powojenne Jałta i Anders na białym koniu

  10. Co by nie kliknac. Mlynarski byl czlonkiem Ligi Narodowej. A kogo tam znalazlem, pierwszy lepszy z brzegu https://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3zef_Buzek

  11. Luteranin, krewny premiera Jozefa Buzka.

  12. Ksiazka juz czeka w kolejce do przeczytania. Spore zaleglosci. Mysle ze przekret z 3RP moga sie duzo nauczyc od tych z 2RP.

  13. Syn światłego rolnika, ciekawe kto to taki? Światły rolnik…pewnie bezbożny

  14. Kliknołem na hasło hrabia Ronikier to po dalszych klikaniach wyskoczył profesor Kieżun oraz profesor Zoll. A wszytko w ramach   Rady Głównej Opiekuńczej     Korporacji Akademickiej Arkonia

  15. >generał Haller, wtajemniczony w sprawy, o których Młynarski nie miał pojęcia. Sam o tym pisze…

    Nie znam tych tajemniczych spraw, ale jeśli chodzi o błękitne mundury, to mam dwa różne źródła dotyczące Boussaca:

    Pendant la Première Guerre mondiale il obtient la commande par l’armée de l’uniforme bleu horizon. Georges Clemenceau devient son ami. (W czasie I wojny światowej otrzymuje zamówienie armii na błękitny mundur. Georges Clemenceau zostaje jego przyjacielem).

    Pendant la Première Guerre mondiale, il rate la commande par l’armée de l’uniforme bleu horizon mais obtient le marché de la toile d’avion (Podczas I wojny światowej przegapił zamówienie armii na mundur w kolorze niebieskim, ale uzyskał kontrakt na płótno samolotu.)

    Polska wiki twierdzi, że zamówienie dostał: „Dzięki przyjaźni z Georges’em Clemenceau otrzymał zamówienia na mundury dla żołnierzy armii francuskiej podczas pierwszej wojny światowej (słynne błękitne mundury czyli bleu horizon)”

    Natomiast: „Podczas okupacji został członkiem Rady Narodowej reżimu Vichy. Dzięki dobrym stosunkom z wyższymi oficerami niemieckimi i ministrem produkcji przemysłowej reżimu Vichy, Jeanem Bichelonne, ocalił swoje fabryki, a nawet uzyskał pozwolenie na instalację nowych maszyn tkackich. Dostarczył Kriegsmarine 110 milionów metrów tkanin”.

    Po wojnie: „Zaangażował Christiana Diora i przyczynił się do tego, by Paryż znów stał się stolicą mody.”.

    Po wojnie Boussac był powiązany z radykałem i premierem Edgarem Faure (1908-1988). Nie mamy dowodów, że to te powiązania pomogły usunąć Yvesa Saint Laurent ze spółki Diora, której współwłaścicielem był Boussac. W każdym razie kolekcja Yvesa nie podobała się Marcelowi. Yves został powołany do wojska i tam przeżył załamanie nerwowe i pobyt w szpitalu. A wiem to stąd, że czytałem Financial Times zanim został lewacka tubą. Dołączam dowód na piśmie.

  16. hr Adam Ronikier porządny człowiek, dobrze, że wspomnienia napisał, jakoś zapominamy że w każdy dzień wojny społeczeństwo musiało coś jeść i znaleźć nocleg  . Bardzo ważne te wspomnienia . Hrabia zdaje się był właścicielem ziemi ryckiej ?

  17. w jego działalności dobroczynnej kapitalne było to, że po porozumieniu z gubernatorem Frankiem „załatwił”  dozbrojenie ludności polskiej na terenie zajętym przez ZSRR, dowiedzieli się tym angielczycy i zrobili dużą awanturę, bo ludność polska na terenie ziemi wołyńskiej, lwowskiej – miała być – nieuzbrojona i miała nie szkodzić partyzantce radzieckiej.   interwencja angielczyków wstrzymała to dozbrajanie polskich cywilów

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.