lip 152018
 

W ostatnim tekście, ale wątek się jakoś sam rozwinął. A nie dość, że rozwinął, to jeszcze przekształcił w dyskusję o tak zwanym przywództwie. Czyli o tym kto rządzi albo rządził w prawicowej blogsferze. Ja mam na to gotową odpowiedź – ten, który się od rządzenia trzyma jak najdalej. To jest wbrew pozorom poważne ryzyko, bo ściąga na takiego osobnika odia i kokieterię różnych grup o natężeniu naprawdę poważnym. My tutaj jesteśmy, dzięki Bogu, całkowicie poza tymi problemami, bo nikt z nas, na szczęście, nie posiada, żadnych charyzmatów, stawiających go wyżej innych. A na pewno nie posiada pełnej ich wersji. Ja na przykład mam samochód terenowy, ale stary. Mam też kapelusz, którego nie noszę, ale to nie jest kapelusz kowbojski, tylko kapelusz ze Skoczowa, który kiedyś sobie kupiłem, namówiony przez kolegę, namiętnie noszącego kapelusze. Strzelby nie mam. Mam tylko sportową szablę, którą czasem wymachuję ku uciesze dzieci. Niektórzy co prawda ze zgromadzonych tu osób mają broń, ale z kolei z samochodami terenowymi gorzej, że o kapeluszach nie wspomnę. Może jako grupa moglibyśmy stworzyć co w rodzaju namiastki ośrodka wpływu na prawicę, ale samodzielnie nikt z nas tego nie dokona. Brakuje nam zwyczajnie zewnętrznych cech przywództwa. No dobra, kończę już z tym…Muszę się wytłumaczyć z tego, że wczoraj nie było tekstu. O 3 wnocy obudziło mnie wycie rutera od internetu. Dźwięk ten oznacza, że nie ma prądu. Nic się z tym nie da zrobić. Nie można tego wyłączyć, ani schować. W czasie takiego kryzysu przykrywam ten ruter starymi kocami i jakoś śpię. I tak było tym razem. Nad ranem miałem wrażenie, że wycie ucichło, ale okazało się, że za dużo tych koców nawaliłem. Wyło dalej, prąd nie wrócił. Już o wpół do czwartej zadzwoniłem do energetyki i zgłosiłem awarię. Potem po raz kolejny o siódmej, o wpół do ósmej, o dziewiątej i tak do jedenastej. Bez skutku. A naprawdę chciałem wrzucić tekst, bo napisałem go specjalnie wieczorem, żeby wyjechać z samego rana. Niestety został na pulpicie i się tam teraz dezaktualizuje. Ja zaś siedzę przed laptopem, całkiem nowym, z którego, nie wiedzieć czemu, nie mogę się zalogować do PGR, żeby tam wrzucić nowy film. No, ale może to i lepiej. Pooglądacie sobie jeszcze trailer komiksu. Ponieważ przejechałem swoim starym, terenowym autem cały kraj, a potem jeszcze piłem piwo, nie mam dziś specjalnie dużo do powiedzenia. Coś jednak rzeknę, na okoliczność maili, które odebrałem wieczorem. Myślę, że nie obejdzie się jednak bez jakichś drastycznych kroków, a to z tego względu, że dyskusje na SN zaczynają dotyczyć samej SN oraz osób roszczących sobie prawo do jakichś charyzmatów przywódczych. Spróbuję więc jeszcze raz rzecz wytłumaczyć. Tu nie obowiązują żadne charyzmaty, jedynym charyzmatem jest ilość merytorycznych komentarzy i ilość odsłon. To wszystko. Ostatnio parasol zaproponował byśmy tę ilość odsłon urealnili, to znaczy, żeby było ich mniej. Nie zgodziłem się, ze względu na to, że wielu osobom odebrałoby to motywację do pisania. Teraz zaś mogą się jeszcze łudzić, że ktoś ich rzeczywiście czyta, albo poprawiać sobie samoocenę podbijaniem tych odsłon. Myślę, że zmienimy ten system. Parasol nie ma czasu, jest zapracowany, ale poproszę go, żeby to przerobił, bo wtedy staniemy w prawdzie. Oczywiście wielu autorów pewnie odejdzie, ale trudno. Wszystko jest lepsze niż dysksuja bosona z bosonem.

Powtórzę jeszcze raz – SN nie powstała po to, byśmy tu siedzieli w wewnętrznym kręgu wtajemniczonych, ale po to, by ekspandować i przyciągać nowych ludzi do tego projektu. Przyciągać, a nie odstraszać…To także jest istotne, stąd będziemy musieli wymyślić jeszcze jakiś sposób na istoty logujące się pod tysiącznymi nickami i rozwalające dyskusje na blogach komenatrzami rzekomo merytorycznymi. No, ale to jest pieśń przyszłości.

Jestem głęboko przekonany, że sukces rynkowy, ale nie tylko rynkowy kryją formuły hybrydowe. Z publicystyką i handlem treścią jest trochę tak, jak z samochodami. Żeby zadawać szyku w mieście treba mieć nową terenówkę. Żeby coś znaczyć w publicystyce prawicowej trzeba mieć hurtownię książek i wydawnictwo. Bo to treść, a nie konie pod wierzch jest materią, która najbardziej interesuje czytelników i to do treści będą się oni odnosić. Modyfikacje zaś treści i nowe ich zastosowania, to jest cały, olbrzymi kosmos, w którym realizować mogą swoje plany wszyscy i każdy ma szansę. Pod warunkiem, rzecz jasna, że będzie traktował te sprawy serio. I tu dochodzimy do sedna. Tak zwani prawicowi publicyści i blogerzy, od samego początku, jak ich pamiętam, mieli nawyk budowania hybryd poronionych, a do tego większość z nich traktowała swoją publicystykę, jako coś, co „robi ich towarzysko”. Nie koniec na tym jednak, najgorsze było i jest nadal to, że wiele osób traktowało przy tym czytelników, jak frajerów, którym nie należy się nic, poza oczywiście codzienną porcją szczęścia, jakie daje czytanie tekstu ich ulubionego autora. To ostatnie wypływało wprost z nieszczerości systemowej, jaka towarzyszyła powstaniu prawicowej blogosfery. Pisałem o tym wielokrotnie, ale jeszcze powtórzę – w sieci nie da się mianować autorytetu. To jest złudzenie, któremu ulegają różni szaleni kapelusznicy. Nie da się tego zrobić, bo trzeba od razu wprowadzać cenzurę. Wystarczy bowiem, że znajdzie się jeden, który uporczywie będzie mówił i pisał coś na przekór i koniec, po autorytetach. Czytelnik bowiem postawiony wobec możliwości wyboru jest całkowicie nieprzewidywalny, każdy powinien o tym pamiętać i od tego, jakże ważnego stwierdzenia zaczyna pisanie swojego codziennego tekstu. – Nie mam żadnego wpływu na czytelnika – to jest dewiza autorów prawdziwych, od której zaczynać powinni oni każdy swój dzień. Każdy zaś tekst powinien być mozolną i coraz doskonalszą próbą zdobycia tego wpływu. Niech wszyscy o tym myślą i nie wpisują tu komentarzy w rodzaju – bo mnie się należy szacunek. Nic się nikomu nie należy z tytułu samego istnienia. Lepiej to zapamiętać. Nic się też nikomu nie należy z tytułu posiadania kapelusza, strzelby i terenowego auta. A teraz idę już na śniadanie.

Zapraszam na www.prawygornyrog.pl

  11 komentarzy do “Naprawdę nie chciałem być złośliwy”

  1. Dyskusja Bosona z Bosonem. No i co z tego? Dla  mnie jego komentarze zaraz pod tekstem  pełnią rolę przypisów, nadają kierunek w obszarze szczegółów. Nie widzę w tym niczego niewłaściwego. Teksty Bosona są dla mnie b. ciekawe. Może będzie moja wtopa i podam przykład treści z innego tekstu, ale to chyba z Bosona (nie mam czasu sprawdzać bo wychodzę do Kościoła) taki projekt trzech panów: Szydłowiecki i Tomicki podpowiadają Albrechtowi Hohenzollernowi jak ma się trwale osadzić na ziemi krzyżackiej – no kapitalne.

    Wystarczyło dwóch magnatów polskich i jeden petent – i z biegiem dni i z biegiem lat  zostaliśmy fragmentem Mitteleuropy. Do dzisiaj  mamy kłopoty z tym projektem.

  2. Mówisz jak boson, jemu też się zdaje, że to przypisy

  3. Nic się nikomu nie należy z tytułu samego istnienia. Lepiej to zapamiętać. Nic się też nikomu nie należy z tytułu posiadania kapelusza, strzelby i terenowego auta.

    Kiedyś się dziwiłem, że ludzie nie rozumieją takiej oczywistości, a jak już nawet twierdzą, że rozumieją, to i tak zachowują się jakby nic z niej nie pojmowali. Myślę, że jest to silne powiązane z tym, że ludzie są przekonani o swojej wyjątkowości (o ponadprzeciętnym intelekcie nie wspominając). Z tego rodzi się postawa, że mi się należy. A potem sprzedawcy garnków, pościeli, dobrych Samarytaninów proponujących wspaniały interes, oszustów matrymonialnych i innych cwaniaków ma istne Eldorado, tylko że złoto wypłukuje się z frajerów a nie złotnośnych złóż.

  4. Drogi Coryllusie, niestety jest tak, że zajechanie nowym Mercedesem S  lub Range Roverem bardzo wiele zmienia, zwłaszcza w interesach. Wiele rzeczy niemożliwych staje się możliwymi. Niestety.

  5. Jak cię widzą, tak cię piszą.

    Mieliśmy kiedyś „toyotę” terenówkę, oczywiście z napędem na 4 koła. Z prokuratorem i przedstawicielami miejscowej policji udaliśmy się nią do lasu na wizję lokalną porzuconych odpadów. Policjanci przepytywali naszego kierowcę o samochód i walory trakcyjne „toyoty”, a wprost zaczęli cmokać, kiedy po właczeniu 4×4 przeszliśmy przez błotnistą leśna drogę bez specjalnych trudności. Tylko mała uwaga, że „toyota” w tych warunkach to był mus, a najczęściej „jeep”, strzelba i kapelusz to tylko zadawanie szpanu.

  6. BYĆ JAK GABRIEL MACIEJEWSKI! Choćby trochę. O to chodzi zdecydowanej większości napinających się na SN „pisarzy”.

  7. Otoz to…

    … nic sie nikomu nie nalezy z powodu samego istnienia czy zajmowanej pozycji  !!!   Nic… kompletnie nic sie nalezy.

    Na szacunek to trzeba sobie zasluzyc… zapracowac  !!!

  8. Pochwała Jeep-a.

    Około 10 lat temu chciałem kupić sobie dobry , chociaż używany (akademicka pensja) samochód na stare lata i przeglądałem propozycje 3-4 letnich samochodów, takich jak: Audi 6 lub 8, Mercedes E  itp. Kiedy dowiedział się o tym młodszy syn (dużo wad, ale jedna zaleta – szczery do bólu a nawet dalej) powiedział: Tata jak chcesz sobie kupić A6 albo A8 to musisz wynająć kierowcę, bo jak będziesz sam prowadził, to będziesz wyglądał jak własnych służący (w oryginale butler). Więc spytałem co mam kupić. Po chwili namysłu powiedział: kup sobie Jeep-a. Więc spytałem: A w Jeep-e to nie będę wyglądał jak własny lokaj? Nie: odpowiedział syn: będziesz wyglądał jak „stary macho”.

    I tak zrobiłem. Kupiłem 3 letniego Jeep-a Grand Cherokee  sprowadzonego z USA, bo wówczas 1US$ był po 2 zł. I tak jeżdżę do dziś. Niedługo Jeep osiągnie pełnoletniość, ale  ja nigdy nie jeździłem lepszym samochodem dla średnich prędkości – do 100km/h.

    Ponieważ Coryllus jest młodszy ode mnie, to na pewno w Jeep-ie nie wygląda jak „stary …….”

  9. To ja dodam Ford Ranger pick up, mam od 10 lat . Dwa zestawy opon , w teren i na szosę i obciążenie na pace. Polecam.

  10. Jaka pojemność tego cacka?

  11. Dobre. Oby nie skończyć jak kolejna grupa charyzmatyczna!

    Uważam, że powinniście podobnie jak Jezus wprowadzać niepokój, zamieszanie w tych zbyt prostych, aby były prawdziwe środowiskach prawicowych. I zamiast promować postawy katolików zlęknionych, zniewieściałych, wrzeszczących, lamentujących postawy tych odważnych, którzy wytrzymują różne próby ogniowe, bo to nie są żarty czy czasy rozkojarzonych apostołów zaraz po ukrzyżowaniu Chrystusa.

    Z tymi co ukrywają się pod kolejnymi już nickami zgadzam się tylko nie łączcie logowania z jakimś Pejsbookiem, Google ID, bo po co masonom z NSA ułatwiać zadanie.

    Ja proponowałbym przeróbkę bloga, aby lepiej było widać wątki dyskusji i zamiast strumienia komentarzy zastąpić to zagnieżdżaniem. Wtedy nie będzie cierpiał główny wątek dyskusji czy nawet kilka wątków jednocześnie.

    A jak wprowadzicie podbijanie to możliwe też pomoże to zwracać uwagę na konkrety kontra jakieś off-topic wstawki komentujących.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.