Maj 112020
 

Gdyby nie Karol Marks, oko moje nigdy nie spoczęłoby na postaci nuncjusza Giovanni Battisty Lancelottiego. Wszystko jednak zaczęło się od kogoś zupełnie innego, od pewnego gdańskiego wynalazcy i tkacza, który próbował ułatwić życie sobie i innym ludziom, ale niestety skończył tragicznie. Opowiadałem już o tym, ale wszyscy pewnie zapomnieli. Sam zresztą nie pamiętam u kogo po raz pierwszy przeczytałem historię Antona Müllera. Później jednak, kiedy już ją rozkolportowałem, dowiedziałem się, że pisał o nim Karol Marks w Kapitale. Dzieło Marksa, to jest w ogóle świetna książka do czytania i każdemu ją szczerze polecam. Szczególnie na niedzielę, kiedy zamknięte są kościoły. Marks bowiem skutecznie leczy z marksizmu, a do tego czyni to w sposób niezwykle ciekawy i zajmujący. Był bowiem pan Karol bardzo sprawnym autorem i miał też dobrych tłumaczy na języki obce. Kapitał kupiłem już dawno, ale zaglądać do niego zacząłem od niedawna. To jest wstrząsające doświadczenie. O tym, że Anton Müller wspomniany jest tam raz jedynie, wiedziałem już wcześniej. Wiedziałem też, że informacja o nim znajduje się w przypisie na stronie 462, gdzie Marks powołuje się na pracę włoskiego księdza Lancelottiego, który w swojej, wydanej w Wenecji w roku 1636 książce, opowiada o pewnym wynalazcy z Gdańska, który diesięć lat wcześniej wykonał kunsztowną machinę do produkcji wstążek. Urządzenie mogło produkować do sześciu wstążek naraz. Był to wielki postęp jeśli idzie o wydajność i sprzedaż.

Nie miałem pojęcia kim był ten, bardzo lekceważąco potraktowany przez Marksa, włoski ksiądz Lancelotti. Okazało się, że to nuncjusz papieski na dworze Zygmunta III Wazy, człowiek ze wszech miar godny uwagi, który stał się wielką inspiracją, dla księdza profesora Tadeusza Fitycha. Badacz ten poświęcił Lancelottiemu całe życie właściwie. W sieci zaś można znaleźć materiały zawierające instrukcje papieskie dla nuncjusza, w nich zaś prawdziwe rewelacje, jakże bliskie naszym czasom i sercom. Nie będę tych instrukcji cytował w całości, chciałbym tylko zwrócić uwagę na dwie ważkie kwestie. Oto stosowne fragmenty:

Misja nuncjuszów z jednej strony nawiązywała do tradycji legatów papieskich, którzy dysponowali pełnią władzy papieskiej, na obszarze legacji, a z drugiej – była konkretnym przejawem centralizacji tejże władzy oraz urzeczywistnieniem kolegialności biskupiej – bardzo istotnego czynnika kontrreformacji w sensie umocnienia aspektu hierarchicznego (klerykalnego) społeczności katolickiej, jako przeciwstawnego idei kapłaństwa laikatu, głoszonej przez eklezjologów protestanckich.

Drugi z punktów, które chciałem tu wymienić jest krótki

Odnowienie życia zakonnego zgromadzeń męskich i żeńskich poprzez (między innymi, bo lista jest długa) zlikwidowanie problemu zakonników wagabundów.

Uważam, że idea kapłaństwa laikatu, tak żywa w naszym dzisiejszym świecie, szczególnie zaś dziś w Polsce, przed wyborami, także wymaga jakiejś reakcji Rzymu, popartej stosowną instrukcją. Podobnie jak problem zakonników wagabundów.

Zostawiamy jednak te kwestie i wracamy do Antona Müllera. Niestety Marks nie podał adresu bibliograficznego książki nuncjusza i ja jej nie widziałem. Bardzo jednak jestem ciekaw, co takiego skłoniło Lancelottiego do zainteresowania się maszynami tkackimi, których produkcję, na swoje nieszczęście rozpoczął biedny Anton. Być może ktoś dotrze do tekstu i nam tę kwestię tu dokładniej wyłoży. Pora przypomnieć jak się zakończyła ta historia. Oto rajcy miejscy w Gdańsku stwierdziwszy, że produkcja wstążek nie wymaga już ani wtajemniczenia, ani przeszkolenia robotników, ani specjalnego wysiłku, kazali Antona zamordować. Ktoś zadźgał go nożem i wrzucił do Motławy. Biedny Anton naraził się wszystkim, a najbardziej chyba Karolowi Marksowi. Nie dość bowiem, że wymyślił maszynę prostą w obsłudze – wystarczyło posadzić przy niej chłopaka, który poruszając kijkiem, „produkował” naraz sześć wstążek, to jeszcze zburzył Marksowi całą koncepcję wyzysku człowieka pracy przez kapitalistę. I przez to pan Karol musiał dokonywać nie byle jakich wygibasów, żeby swoje pomysły ocalić. Przypis, w którym występują zarówno nuncjusz Lancelotti jak i Anton Müller znajduje się w podrozdziale zatytułowanym Walka między robotnikiem a maszyną. Podaje w tym fragmencie Marks liczne przykłady masowego niszczenia maszyn przez ludzi pracy, którzy widzieli w nich konkurencję i zagrożenie dla swojego bytu. Potem tłumaczy naiwność tych zachowań tym, że był to taki etap w rozwoju społeczeństw. Lud nie rozumiał kto jest jego wrogiem i niszczył maszyny, a jak już zrozumiał, to zabrał się za obmyślanie sposobu zniszczenia kapitalistów. Nie posądzam tu Marksa o naiwność. Posądzam go o żydowski spryt i próbę wyprowadzenia w pole czytelnika i ewentualnych polemistów. To jest bardzo naiwne, albowiem w każdym podawanym przez Marksa przypadku niszczenia maszyn, dokonywanego w XVII i XVIII wieku, widoczni są zleceniodawcy tych aktów wandalizmu. Są nimi rajcy miejscy, których nie interesuje postęp, ale zachowanie dotychczasowych stosunków, gwarantujących im dominującą pozycję na rynku. Dlatego wynajmują oni skrytobójców żeby mordowali wynalazców, albo organizują bojówki, żeby dewastować maszyny. Nie jest to żaden spontaniczny gniew ludu, ale zorganizowana i opłacona akcja. Pod koniec stulecia XVIII i w stuleciu XIX zleceniodawcy przestają być widoczni. Bynajmniej nie dlatego, że nastąpił kolejny etap ewolucji społeczeństw, związany z pogłębieniem świadomości klasowej, ale dlatego, że zleceniodawcy zauważyli iż maszyny mogą zwielokrotnić produkcję, a co za tym idzie powiększyć zyski. Masowa produkcja zaś wymagała masowych odbiorców, ci zaś, by kupować perkale, musieli być do tego przygotowani poprzez jakąś propagandę. W tym samym momencie, ktoś z ludzi, którzy sto lat wcześniej zlecali zamachy na różnych Antonów Müllerów, wpadł na pomysł, by dać masom robotniczym jakąś ideologie do wierzenia i podnieść im samoocenę, co zawsze dobrze robi sprzedaży. No i wynajęto do tej roboty, tego całego Marksa.

Nas jednak interesuje moment wcześniejszy. Ten, w którym kapitaliści współpracują z robotnikami przeciwko wynalazcom. Na jakiej płaszczyźnie dochodzi do porozumień między nimi i dlaczego to interesuje nuncjusza Lancelottiego? Marks nic o tym nie pisze, coś jedynie sugeruje. Nie widzi, że praca ma charakter parareligijny i póki nie ma maszyny, która ją upraszcza, majstrowie i najlepsi tkacze są kimś w rodzaju kapłanów nowej religii. Muszą działać w porozumieniu z nakładcą i muszą organizować szkolenia czyli cykle wtajemniczeń dla adeptów sztuki tkackiej. Głębia i jakość tych wtajemniczeń decydują o ilości i jakości produkcji. I nie ma mowy, żeby było inaczej. Mamy organizację złożoną z tkaczy, którzy wiedzą swoje i mają swoją – parareligijną tradycję, daleką od Kościoła Powszechnego – i protestancką hierarchię władzy – patrycjat, z którą ta organizacja współpracuje. Między nimi nie istnieje żaden konflikt, do momentu, w którym nie pojawia się Anton Müller ze swoją maszyną. Wtedy robi się kłopot. Wtajemniczenia i parareligijny charakter tracą na znaczeniu, a produkcja, zwiększa się co prawda, ale też dewastuje uświęcone od wieków stosunki na rynku. To zaś musi zakończyć się w jeden sposób – wojną gangów, albo zwykłą wojną. W każdym razie katastrofą. Te sprawy, nawet jeśli nie opisane tak, jak ja to zrobiłem, z pewnością bardzo interesowały nuncjusza.

Jak ja to połączę teraz z Łukaszem Siemiątkowskim, zwanym Tatą Tasiemką? Bardzo prosto, z wdziękiem prestidigitatora. Pojawienie się na świecie kogoś takiego jak Łukasz Siemiątkowski, rodem z Grodziska Mazowieckiego, człowieka, który w różnych papierach, w rubryce zawód, wpisywał zawsze wyraz – wstąrzczaż (nie poprawiać), unieważnia całą koncepcję Marksa. Nie dość, że Tata Tasiemka pracował w Grodzisku Mazowieckim przy produkcji wstążek, na maszynach, znacznie bardziej wydajnych niż ta, którą skonstruował Anton Müller, to jeszcze, kiedy socjalizm i niepodległość zatriumfowały, został radnym miasta stołecznego Warszawy. Kiedy przychodził na sesje, a był to pan bardzo prosty w obejściu, w dodatku sepleniący i całkiem niewyjściowy, wszyscy radni zachowywali się jak trusie. Tak silnie byli uświadomieni klasowo i patriotycznie. Trzeba było wojny gangów, trzeba było żeby Siemiątkowski wszedł na teren kontrolowany przez organizacje żydowskie nie związane z jego długoletnim współpracownikiem Józefem Łokietkiem, żeby go postawić przed sądem i wyrzucić z rady miasta. No, ale cóż się wtedy stało? Nigdy nie zgadniecie. Prezydent Mościcki, niczym Lech Wałęsa w przypadku Słowika, podpisał akt ułaskawienia i Siemiątkowski – wstąrzczaż wyszedł na wolność. Trochę przycichł, ale nie za bardzo.

Ktoś może oczywiście próbować tłumaczyć tutaj, że Siemiątkowski był dojrzałym klasowo przedstawicielem proletariatu miejskiego, ale lepiej niech tego nie czyni. Tata Tasiemka unieważnia Marksa i socjalizm w ogóle. Jest także wielką przestrogą dla ludzi reprezentujących typ prawicowca frajera, któremu wydaje się, że jak opanuje drobny handel to uda mu się potem, wraz z innymi sklepikarzami wejść do rady miasta. Takich rzeczy nie ma. Rada miasta składa się z socjalistycznych gangsterów i kapitalistycznych nakładców, którzy – wodząc się za łby – decydują jaka będzie wielkość i jakość produkcji, a także gdzie ona będzie sprzedawana. Decydują też, na ile uda się naciąć skarb państwa, żeby masy pracujące czuły się dopieszczone i nie wychodziły na ulice wołając domagając się chleba i pracy. Miastem rządzi lewica, zawsze. Ta zaś składa się z dwóch elementów – bojówki i banku. I to się nie zmieniło do czasów Antona Müllera

O przygodach Taty Tasiemki i rodzimych ideologów postępu i ewolucji społeczeństw poczytać można tutaj.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-i/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-ii/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-iii/

  24 komentarze do “Nuncjusz Lancelotti, Karol Marks i Tata Tasiemka”

  1. To wiadomo już kto I RP wykończył; rajcy kapitaliści oraz możnowładcy oligarchowie ☺

  2. no nie wiem kto rządzi miastem w Polsce, rządzi przedsiębiorczość budowlana to na pewno, budowa mieszkań to chyba dobry rynek. Przedwojenna Warszawa miała możliwość doczekać się planów rozwoju, wytyczenia  ulic, dzielnic i zgód na budowę w dużej mierze dopiero kiedy Marszałek Piłsudski skierował do magistratu komisarza Starzyńskiego, wcześniej lewica nie pozwalała na nic, niszczyła każda inicjatywę. Jako komisarz Starzyński zarządzał Warszawą około 10 lat, to jemu jako komisarzowi zawdzięczamy , niektóre inwestycje po wojnie zbudowane w stolicy w czasie PRL -u.

  3.  

    Jedne państwa korzystają z postępu technicznego a niektórym nielzia.Utajnienie technologii produkcji jest ważne zawsze osłabia konkurenta, ale takie spojrzenie społeczne, nie żeby było odkrywcze, ale :

    na „Kapitale „Marksa wychował się też niejaki Tuhan – Baranowski. To tak w nawiązaniu do lektur które trzeba było na SGPiSie przeczytać, a przynajmniej przekartkować.

    Z tekstów Tuhan – Baranowskiego (nieco socjalizujący ekonomista obszaru rosyjskiego) wynika takie trochę socjologizujące spojrzenie na proletariat, w tym tęsknota proletariatu za carstwem, bo pamiętał proletariat z czasów dzieciństwa , że tata kupował słodkie bułki i mieli buty, lustereczko i grzebyk a za sowieckiej własti nie ma możliwości kupienia dzieciom słodkich bułek  itp. Kapitalistów którzy stosownie wynagradzali klasę robotniczą, rewolucja usunęła z sowieckiego rynku a nowo utworzona tzw „sowietskaja włast”  – pozostawiała temu  proletariatowi (co pamiętał) tylko wspomnienia szczęśliwego dzieciństwa w robotniczej rodzinie …. i to się skończyło kiedy rewolucja w miejsce prywatnie działającego kapitalisty  postawiła sowieckie państwo. Marksowska „wartość dodatkowa” przechwytywana kiedyś przez kapitalistę w państwie sowieckim była dzielona na całe społeczeństwo … No wiadomo że jakiś nieudolny ten podział był.

    zapewne kapitaliści utajniają osiągnięcia techniczne  a w ramach niszczenia konkurencji posiłkują się rewolucją dla wyhamowanie rozwoju na wskazanym obszarze ,

  4. Przedsiębiorczość budowlana to alchemicy. Taka jest tradycja. Mieszkania na kredyt zaś to pieniądz fiducjarny

  5. miastem rządzi lewica,  no tak, ale jakaś zauważalna sztama jest między każdym magistratem a przedsiębiorcami budowlanymi.

    Natomiast co do dostępu do tajemnic produkcji, to są one chowane na odpowiedni  czas, czasami długo przechowywane, uruchamiane w stosownym czasie,  a nie żeby jakiś chłopak patykiem 6 krotnie zwiększał produkcję wstążek czy tasiemek.

    Życie gospodarcze jest pod kontrolą. Pan Miller by przeżył gdyby pomysł na zwielokrotnienie produkcji wstążek/tasiemek sprzedał niedrogo, bo jak widać (śmierć wynalazcy) rynek i tak się zdenerwował tym pomysłem racjonalizatorskim.

  6. i jeszcze proszę uwzględnić wizerunek Taty Tasiemki u, przepraszam, Twardocha, w ‚Królu’

  7. zasadniczo gangster pedofil, patron żydowskiego bandyty Szapiro (głównego bohatera książki), mający wpływy wszędzie i trzęsący Warszawą, dzięki kontaktom z sanacją, ale nie do końca, bo trafia do Berezy, gdzie umiera z honorem. Na tle sadysty Łokietka-Radziwiłłka uosobienie honoru i wstrzemięźliwości

  8. Nie wiedziałem, że Twardoch pisze antysemickie książki. Łokietek to żyd przecież, a Tasiemka nigdy nie był w Berezie. Poza tym tam chyba nikt nie umarł. Tasiemka zmarł na Majdanku na tyfus. Miał dobrą pracę, bo Niemcy byli mu wdzięczni za działalność szpiegowską w czasie I wojny.

  9. Bo to takie książki ze złamanym kluczem.

  10. Przedsiębiorczość budowlana – na którym „lewelu”? Duża deweloperka i duża infrastruktura to duża kasa, reszta wykonawców, podwykonawców to albo już bankruci albo biznesowy proletariat. System zamówień dostępnych w internecie dla każdego powoduje konkurencję, która skutecznie niweluje marże na robotach budowlanych do poziomu dzisiejszej Wisły. I obojętne jest czy jest to „rynek pracownika” (bo ten skutecznie wyssie z pracodawcy jego zyski), czy rynek pracodawcy, co z zasady oznacza mniej zamówień na rynku i rentowność sprowadzoną do parteru. Funkcjonuję na tym rynku od trzydziestu lat i z mojej perspektywy to wygląda tak, że dobrze to już było 🙂

  11. Był czas, że „z ustawy” odpadała najniższa i najwyższa cena, więc wszyscy celowali w środek. Udało ci się wygrać to zawsze miałeś „godny” zarobek. Dzisiaj rządzi najniższa cena i wszelkie zaklęcia o odejściu od tego pozostają tylko zaklęciami bo ustalamy, że cena to 60%, a po 20% to termin i gwarancja. Inwestor zakreśla maksymalny termin wykonania i gwarancji, wszyscy go dają,  realnie pozostaje konkurowanie ceną bo tak jest najbezpieczniej dla zamawiającego. To jest „rynek urzędnika” bo to on ustala zasady, a na pierwszym miejscu zawsze stawia swój interes. To jest fundamentalna, konstytutywna 🙂 zasada, nie do obalenia nawet dla wielkich graczy, patrz: wszystkie ryzyka przy budowie drogi z zasady przerzucone są na wykonawcę i w Polszcze nie da się inaczej bo przykłady z sąsiednich krain jak można to ułożyć sensowniej i sprawiedliwiej nie przekonują nikogo.

  12. czyli jest tak ,  jak pisze Coryllus, masy są dopieszczone żeby nie wyszły na ulicę (potrafią wyssać kasę  z przedsiębiorcy) , w Radzie Miasta (Warszawa) dominuje PO, a przetargi wygrywa ten co przysięga urzędnikowi  że nie chce zarobić, czyli robota z zerowa rentownością, byleby pracownicy mieli zajęcie.

  13. Do HA :    A ja naiwna myślałam, że wszystkie ryzyka z zasady są przerzucane, na podwykonawcę podwykonawcy i tak dalej , aż do pana Wiesia z łopatą.

  14. Pan Wiesio od łopaty nie ryzykuje niczym poza swoją miesięczną wypłatą choć obecnie na budowach brak zapłaty dla pracownika to rzadkość. Temat ryzyk jest bardziej złożony więc nie ma co tego ciągnąć. „Miastem rządzi lewica, zawsze. Ta zaś składa się z dwóch elementów – bojówki i banku. I to się nie zmieniło do czasów Antona Müllera.” W obecnych warunkach „biznesowy proletariat” ma niewielkie szanse na skumulowanie kapitału, który wystarczałby na choćby samodzielne (bez uprzejmości banków) finansowanie swojej działalności (o jej rozwoju nie mówiąc).

  15. >Mamy organizację złożoną z tkaczy, którzy wiedzą swoje i mają swoją … hierarchię władzy – patrycjat…

    Marks dotarł do Lancelottiego, ale nikt mu nie doniósł o kasztelanie Jezierskim. Dowiedziałby się czegoś o pończosznikach i … magistracie. Ale Jezierskim już dyskutowaliśmy, więc teraz

    Prawie Luddyzm czyli inny Anton Müller (1563-1611) i rozróby w Gdańsku

  16. System jest chory, co do tego nie ma wątpliwości. Może warto budować firmy bez tych podwykonawców i konkurować jakością? Tak jak Wedel?

  17. Firma bez podwykonawców zawsze będzie „mikro”, a więc „proletariacka”. To kwestia wyboru skali działania. Konkurowanie jakością – cały czas tego się próbuje ale w systemie, który oczekuje najwyższej jakości za najniższą cenę to jest kwadratura koła.Dokładamy do tego te 5-letnie gwarancje i przedsiębiorczość budowlana staje się zajęciem dla „sapera”.

  18. W pobliżu mojego domu dużą inwestycję wykonuje bardzo duża firma. Robi to dobrze, tak wygląda na oko. Ale  zaobserwowałam, że bardzo długo. Logistyka leży? Może tu jest klucz do sukcesu?

  19. a może bunkry robią i to tyle trwa …?

  20. Bo na wielu budowach naraz muszą robić wrażenie, że „pracują”?

    Więc rozrzedzili pracowników, albo nawet ich przerzucają to tu to tam.

  21. Nie znam się na firmach, ale wygląda mi to na tę nowoczesną, nie „proletariacką”.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.