sierpień 062021
 

Zacznę od dwóch, a może nawet trzech akapitów wstępu. Uwaga oto pierwszy. Wczoraj postanowiłem trochę pozwiedzać i jakoś tak się złożyło, że znalazłem się obok dwóch panów głośno rozprawiających o swoim życiu uczuciowym i erotycznym. Przyznam, że jako człowiek od dawna nie przebywający wśród ludzi, zdziwiłem się mocno, że ktoś, chyba w moim wieku, może snuć takie rozważania na głos, w miejscu bądź co bądź publicznym. Panowie reprezentowali tak zwaną klasę średnią i wydawali się być znawcami w omawianym przez siebie przedmiocie. Pomyślałem, że słabo to rokuje dla autorów takich jak ja. Sądziłem bowiem, że ludzie wchodząc w lata, odrywają się raczej od doczesności i myśli ich kierują się ku innym obszarom. Po części takim, które tu eksploatujemy. Może się okazać, że jest inaczej.

Postawa ta, jestem tego pewien, poważnie zmienia optykę. Także polityczną. Zauważyłem, że od kilku dni sieć wypełnia się informacjami na temat oburzenia elit amerykańskich wobec postawy Bidena. Czekam aż ci, którzy mówili i pisali, że Trump to ruski agent, wystąpią i uderzą się w pierś. Myślicie, że nie wystąpią i nie uderzą się? Zapewne, albowiem ich postawa mieści się w pewnej tradycji, która podtrzymywana jest bajaniem o sprawach, wydaje się, człowiekowi najbliższych, czyli o emocjach i różnych ekscytujących przygodach.

Nie ma mowy, by ktoś, kto kolportował jawne manipulacje, stojąc po tej stronie, którą wskazywał jako zło, przyznał się do błędu. Więcej, on będzie tę swoją postawę utrwalał i racje, których bronił przeniesie na jakieś nośniki, by przetrwały pokolenia. Tak, jak to jest z niektórymi tekstami udającymi źródła historyczne. Jest takich tekstów mnóstwo i one zawsze traktowane są ze śmiertelną powagą. To znaczy, żyjący przed wiekami manipulant, uważany jest za krystalicznie uczciwego, choć wymowa faktów, które opisywał, zaprzecza sensowi relacji. To nie ma znaczenia, nawet wtedy jeśli ludzie świadomi są, że jego relacja, i tak kłamliwa była potem wielokrotnie zmieniana przez większych jeszcze kanciarzy.

Podobnie jak to ma miejsce w przypadku św. Stanisława, nie ma żadnej przyczyny, byśmy się dziś zajmowali końcem Królestwa Jerozolimskiego i okolicznościami jego upadku. To są sprawy dawne, wielokrotnie omówione i znane. No, ale mnóstwo ludzi i organizacji, przy zaangażowaniu niesamowitych środków, podejmuje ten temat, interpretując go zawsze z korzyścią dla zwycięzców. Człowiek zaś, który Jerozolimę przejął, w październiku 1187 roku, uważany jest za wzór cnót rycerskich i politycznych. Musiałem stąd nawet wyrzucić jakiegoś bęcwała, który powtarzał te brednie powołując się na różne zmanipulowane teksty. Piszę – zmanipulowane – albowiem nie ma ani jednej nie zmanipulowanej relacji dotyczącej tego momentu. Każdy zaś, kto zabiera się za omawianie tych sprawy, czyni to w tym samym duchu i z tą samą manierą, co ci dwaj, przypadkowo przeze mnie podsłuchani panowie – pełnym emocji głosem, opowiada o rycerskości Saladyna i głupocie krzyżowców, którzy nie chcieli zrozumieć jego krystalicznie czystych intencji.

Zanim przejdę do meritum, pragnę raz jeszcze uspokoić wszystkich moich krytyków – nie dokonuję tu żadnych odkryć, omawiam sprawy powszechnie znane i wielokrotnie przede mną opisywane.

Klęskę pod Tyberiadą poprzedziło wydarzenie, mające charakter wróżebny. Była to potyczka, zwana starciem przy sadzawce Cresson. Źródło to było jedynym ujęciem wody pomiędzy Jerozolimą a Tyberiadą i jego strategiczne znaczenie nie ulega kwestii. Było też miejscem bardzo precyzyjnie wybranym na pułapkę, w którą wpaść mieli wielcy mistrzowie zakonów rycerskich. Ktoś mnie wczoraj zapytał – jeśli piony czarne to cezaropapiści i heretycy, to kim są piony białe? Napisałem, że to Frankowie, na których papież był skazany, Liga Lombardzka i zakony rycerskie. Sprawy bowiem miały się tak, że aby uzyskać przewagę nad organizacjami terytorialnymi, eksploatującymi złoża, uprawy i ludzi, Rzym musiał powoływać do życia instytucje, które były, częściowo przynajmniej, zawieszone w przestrzeni mistycznej i miały inne zadania do spełnienia niż utrzymywanie prosperity na podległym sobie obszarze. Sprawność tych organizacji była nie do przecenienia, a ich likwidacja stanowiła problem nie lada. Było to znacznie poważniejsze wyzwanie niż zmiana jednego prezydenta USA na innego prezydenta, przy zastosowaniu kilku nieczystych chwytów promocyjnych.

Jak wszyscy miłośnicy hollywoodzkich produkcji opiewających czasy krucjat wiedzą, ich ulubionym bohaterem jest Balian z Ibelinu. To on bowiem poddał Jerozolimę Saladynowi, a zrobił to kierowany porywem serca i szlachetnością. Był Balian członkiem ekipy, którą firmował swoją osobą Rajmund hrabia Trypolisu, postać równie szlachetna i piękna. Już kiedyś o tym wspominaliśmy i odwróciliśmy wszystkie wektory w tym układzie, ale nie spojrzeliśmy wówczas ku sadzawce Cresson. Co tam się stało? Oto Balian, jawny zdrajca, wprowadził w zasadzkę obydwu mistrzów zakonów rycerskich Gerarda de Riteford i Roberta des Moulins. Mieli oni zginąć przy źródle, a w świat miała pójść informacja o tym, że byli ruskimi agentami i sami się o śmierć prosili. I to się udało, ale tylko częściowo. Wszystkie popularne teksty wskazują mistrza Gerarda jako saraceńskiego szpiega, który doprowadził do klęski pod Tyberiadą. Ocalał on bowiem z pogromu przy sadzawce Cresson i wydostał się z zasadzki, ciężko ranny, ze złamaną nogą. No, ale nakreślmy najpierw tło. Główny czarny charakter, opiewany jako rycerz bez skazy, czyli Rajmund z Trypolisu, chciał zostać królem Jerozolimy, po śmierci Baldwina Trędowatego. Był nawet regentem królestwa. No, ale Anglicy przysłali swojego człowieka, który był w dodatku w dobrej komitywie z mistrzem Gerardem, prawdopodobnie także wyznaczonym na swoje stanowisko przez Plantagenetów. Pochodził bowiem z Flandrii, a wszystko co pochodzi z Flandrii musi mieć związek z Londynem. W Ziemi Świętej powstał więc konflikt z pozoru kompetencyjny, który był konfliktem innego rodzaju. Jego istota da się zawrzeć w zdaniu – kto, po upadku królestwa obejmie namiestnictwo w portach z ramienia Saladyna? Jerozolima bowiem była skazana na klęskę zanim doszło do bitwy pod Tyberiadą. Miała być jednak przejęta małym kosztem – wobec uszczknięcia dowódców najważniejszych zbrojnych organizacji, miasto i całe królestwo miało się oddać w opiekę Saladynowi. Operacja ta nie powiodła się do końca, a nowy król Jerozolimy, Gwidon, protegowany Plantagenetów, który miał być niczego nie rozumiejącym, agresywnym gamoniem, zamierzał wyprowadzić wojsko w pole. Powróćmy do szczegółów. Jawna współpraca Rajmunda z Trypolisu z Saladynem, nie przeszkadza nikomu wskazywać mistrza templariuszy jako zdrajcy. Nawet jeśli okazuje się, że Rajmund przekazał Saladynowi 60 tysięcy złotych bizantów, na poczet dalszej, dobrej współpracy. A zrobił to w przeddzień upadku królestwa, którego był regentem. Iluż genueńskich kuszników można by było za to wynająć? I Ilu uzbrojonych, niemieckich drabów, zgodziłoby się służyć w Palestynie, za dwa bizanty na tydzień? Nie chodziło jednak o obronę królestwa. Chodziło o utworzenie jednolitego obszaru wymiany w portach Palestyny, Zatoki Lwiej i Ligurii. Miały być tam prowadzone interesy mieszane, arabsko-niemiecko-bizantyjsko- heretyckie. No, ale wtrącili się Anglicy, roszczący sobie prawda do szlaku handlowego wiodącego z Akwitanii do Aleksandrii i do Palestyny. No i obudzili wszystkich. O żadnych porozumieniach nie mogło być więc mowy. Nadszedł czas rozstrzygnięć poważnych. Regent Rajmund obraził się na króla Gwidona, a wobec jawnego już zagrożenia ze strony Saladyna, należało ich obydwu pogodzić. Było podobne do rachub dowódców Powstania Warszawskiego, którzy mieliby się, zdaniem wielu mędrców współczesnych,  dogadywać ze Stalinem. Nie było mowy o żadnym dogadywaniu się. Nie po to Rajmund z Trypolisu zapłacił Saladynowi, by ten mógł zaciągnąć odpowiednią ilość żołnierza, żeby się z kimś dogadywać. Poważni gracze już się dogadali. No, ale król Gwidon, świadom niebezpieczeństwa, wysłał do Tyberiady, gdzie znajdował się Rajmund, oddział złożony ze 140 rycerzy, z obydwoma wielkimi mistrzami na czele. Uczynił to w dobrej wierze. W tym czasie Rajmund wpuścił na swój teren pokojową misję złożoną z 7 tysięcy uzbrojonych po zęby Arabów, którzy mieli dokonać jakiegoś rekonesansu? Jakiego? Po co? Tego nie wyjaśnia nikt, przyjmując na wiarę, że Trump to ruski agent, bo tak dziwnie patrzy. Przy sadzawce Cresson, doszło do spotkania owych 140 chrześcijan z 7 tysiącami Arabów. Interpretatorzy tych wypadków piszą, że źródła przesadzają, nie 7 tysięcy, a 700 jedynie. Po co oni tak piszą? Nie sposób doprawdy zrozumieć. Na jakiej podstawie zaniżają tę liczbę? Nikt się nad tym nie zastanowi, ale chyba czynią to w imię prawdopodobieństwa, z zasadzki bowiem udało się uciec niewielu tylko rycerzom, w tym mistrzowi Gerardowi, który miał złamaną nogę. W oddziale chrześcijańskim znajdował się także Balian z Ibelinu, główny bohater współczesnych romansów rycerskich. No, ale przed samym spotkaniem obydwu oddziałów, zawrócił, albowiem niepokoił się o żonę, która została w wypełnionym wojskiem, obozie króla Gwidona. I nikt mu nie stawia zarzutów o tchórzostwo. Jest tym jedynym sprawiedliwym, który później, wobec tragedii armii i całego królestwa, oddał Saladynowi Jerozolimę. Złym pozostał mistrz Gerard, który – jak chce relacja – namawiał króla Gwidona dwa miesiące później do wyruszenia w pole, choć ten wydał rozkaz, zgodny z rozsądkiem i intencjami wszystkich, by armia utrzymała pozycje defensywną. Wyobraźmy to sobie – facet ze złamaną nogą, dwa miesiące po tym, jak ledwo uszedł z życiem z zasadzki, domaga się od króla by wyruszył z armią do akcji ofensywnej, choć zapadły już inne decyzje? A do tego jedyne źródło pomiędzy Jerozolimą a Tyberiadą, jest pod kontrolą wroga. Zostało oddane mu przez Rajmunda  z Trypolisu. Był lipiec, środek największych upałów.

Co tak naprawdę stało się w namiocie Gwidona Luzyniana, w przeddzień bitwy tyberiadzkiej? Tego nam nie pokaże żadne Hollywood, nie znajdziemy tego także w źródłach z epoki, albowiem mamy w zasadzie tylko jedno źródło – tak zwaną Kronikę Ernoula. Kim był ten Ernoul? Giermkiem Baliana z Ibelinu, który był z kolei spokrewniony z żoną Rajmunda z Trypolisu. Jak miała na imię ta żona? Kiedyś pisało się w powieściach owo imię tak – Escivia. Dziś jednak w oksfordzkich wydawnictwach pisze się je tak – Eschiva. Dziwne jakieś to imię. A do tego jeszcze są tacy, którzy twierdzą, że kronika Ernoula była poprawiana i zmieniana nie tylko w średniowieczu, ale także całkiem niedawno, w XIX i XX wieku.  Aha, jeszcze jedno, bp bitwie tyberiadzkiej Saladyn potraktował damę Eschivę po rycersku. Jej mąż jednak, umarł wkrótce w mocno zagadkowych okolicznościach.

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-i-2/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-ii/

  20 komentarzy do “O faktach, które zaprzeczają relacjom”

  1. „A do tego jeszcze są tacy, którzy twierdzą, że kronika Ernoula była poprawiana i zmieniana nie tylko w średniowieczu, ale także całkiem niedawno, w XIX i XX wieku.”

    Podobnie jak ze zredagowanym przez rabinów w XVII w. hebrajskim  Starego Testamentu, który przełożono na języki współczesne w wieku XX twierdząc, że jest tekstem oryginalnym. Dlatego jedynym wiarygodnym przekładem ST jest Vulgata. Hieronim jest zatem do dziś ostatnim tłumaczem ST, który czytał oryginalny tekst hebrajski i przełożył go na łacinę.

  2. Czytam. Przychodzi mi na myśl, że w TVP trwa promocja tureckich i rosyjskich filmów. Turcy tacy zachodni, Rosjanie takie romantyki. Pochód zaczął film o szlachetnym Sulejmanie, kochającym jakąś niby Słowianke.  Filmy te prują w mózgach ludzi. Za kilka lat nikt już nie podniesie ręki na Sulejmana

  3. Dzień dobry. Muszę przyznać, że sam bywam czasem świadkiem takich enuncjacji, od których Pan dziś zaczął, a że sam się łapię do tej kategorii wiekowej, mogę tylko przytoczyć powiedzenie nie moje, ale dobre: nigdy nie jest za późno żeby zostać starym idiotą… Co zaś do Rajmunda, to znowu doznałem pewnego olśnienia czytając dzisiejszy tekst. Otóż my tu w Polsce, przeprowadzając naszą małą wiwisekcję naszej niewesołej historii jesteśmy szczególnie wyczuleni na przypadki zdrady. Fakt, często ci zdrajcy bywają przedstawiani jako bohaterowie – cóż za zbieg okoliczności, ale my tropimy tych różnych Zborowskich, Kochanowskich i innych. I przez to jesteśmy bliscy konkluzji, że to nasze państwo musiało upaść, bo to, panie, zdrajca na zdrajcy. A tu okazuje się, że wcale nie jesteśmy liderami tej smutnej konkurencji. a historia Europy, której – chcemy czy nie – jesteśmy częścią to historia nie tylko kłamstwa, ale i zdrady. Niech nas Bóg ma w opiece.

  4. Tymczasem w internecie można przeczytać, że Carrefour i Auchan łączą siły. Jeżeli do tego połączą się Leroy Merlin z Castoramą i Decathlonem, to Niemcy muszą uważać, bo jeżeli zareagują, to znowu zostaną oskarżeni o chęć wywołania wojny.

    Zakony niemieckie zaś wspierały pokojową politykę Baldwina Trędowatego i były dalekie od urządzania jakichś prowokacji.

  5. Na Bliskim Wschodzie.

  6. No i coś przycichło ostatnio o Syrii.

    Jest przepowiednia, że wojna wybuchnie nagle i wszystkich zaskoczy.

  7. Białymi pionkami byli również asasyni-ismailici. Mieli układy z templariuszami, jako szyici nienawidzili Saladyna,(który ich zlikwidował) i zamordowali ojca Rajmunda III z Trypolisu, który miał na imię… Rajmund tyle, że o numerku II.

  8. Białe pionki z niespodzianką.

  9. „… bo to, panie, zdrajca na zdrajcy.”

    Żeby zaistniał zdrajca na zdrajcy musi najpierw zaistnieć agent na agencie.

  10. Nie umiem sobie z nimi poradzić

  11. W przekładzie Liście do Galatów (1,8-9) Apostoł napisał: ē angelos eks ouranou euangelizētai hymin par ho euēngelisametha hymin anathema estō hōs proeirēkamen kai arti palin legō ei tis hymas euangelizetai par ho parelabete anathema estō (gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty!  Już to przedtem powiedzieliśmy, a teraz jeszcze mówię: Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą [od nas] otrzymaliście – niech będzie przeklęty! (Biblia Tysiąclecia ).

    Natomiast w sporządzonym już na początku lat 60. ub. wieku Breviarium fidei (o. S. Głowa SI, J.M. Szymusiak SI) anathema przetłumaczono jako… wyłączony; niech będzie wyłączony. Heretyk niech będzie wyłączony, ale nie wyklęty!

    W wydanych przez WAM, w serii Źródła Myśli Teologicznej, dokumentach Kościoła, począwszy od soboru nicejskiego, wszystkie wystąpienia anathema, anathematismai przełożono na wyłączenie, wyłączony.

    To bezprecedensowa bezczelność i kłamstwo rodem z otchłani piekielnych, bo w j. greckim anathema i derywaty mają tylko i wyłącznie jedno znaczenie. I nie jest to bynajmniej odosobniony przykład fałszowania samego Pisma, jak i pism Ojców oraz Magisterium.

    Równolegle do tego rodzaju operacji prowadzona jest deprecjacja świętych, którym przypisuje się różne grzeszki mniejsze i większe i najstraszniejszą z wad: nieekumeniczne, niekoncyliarne podejście do heretyków.

  12. Swego czasu wypiłem z kolegami piwo pod pomnikiem Saladyna w Damaszku, na pohybel temu władcy i na cześć krzyżowców. Była noc, muzułmanie nie widzieli picia alkoholu. Groźnie potrząsaliśmy palcem w bucie…

  13. Postaram się poszukać przy niedzieli pewną historię o nowych krzyżowcach, zasiedziałych w Ziemi Świętej templariuszach i asasynach.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.