lip 302022
 

Uważam, że ludzie opisujący stan faktyczny są jeszcze gorszą plagą niż entuzjaści. Poznałem ich w życiu sporo i w zasadzie osoby te niczym się między sobą nie różnią. Przy opisie stanu faktycznego używają zawsze tych samych formuł, a często nawet tak samo się uśmiechają. Opisywanie stanu faktycznego polega w zasadzie na tym, by odwrócić wszelkie daleko idące konkluzje jakimi grupy takie jak nasza posługują się w opisach i powrócić do całkowicie przebrzmiałych i nieważnych formuł posiadających jednak gwarancje i jakieś – najczęściej powierzchowne uzasadnienia.

Oto zbliża się dzień 1 sierpnia, a w sieci już rozpoczyna się dyskusja o udziale Ukraińców w walkach z Powstańcami w Warszawie. I można do znudzenia powtarzać, że żadnych ukraińskich jednostek w sierpniu 1944 w Warszawie nie było, choć zapewne byli tam jacyś Ukraińcy walczący w szeregach brygady Frołowa, zwanej brygadą Kamińskiego, wywiezionego, jak pamiętamy w Warszawy jeszcze w lipcu 1944, a także innych rosyjskich jednostek. Na tej samej zasadzie można rozpocząć dyskusję o udziale Austriaków w tłumieniu Powstania i ich szczególnej odpowiedzialności za zbrodnie. Wszystko to służy jedynie temu, by zasłonić fakt bezsporny – w walkach z Powstańcami po stronie Niemców brały udział jednostki rosyjskie, a dowodził nimi były czerwonoarmista Frołow. Były tam też jednostki azerskie i inne, pochodzące z Azji, o tym jednak nie wspominamy, albowiem nie mamy trzech milionów azerskich uchodźców, z którymi można by było wywołać konflikt tu i teraz, w imię opisania „stanu faktycznego”. Konflikt polsko-ukraiński będący bolesną realnością na Kresach, w Warszawie był jedynie propagandową figurą służącą do mocno niedoskonałego opisu „stanu faktycznego”. To znaczy, dla przykładu, że wszystkie kozackie jednostki biorące udział w walkach po stronie Niemców, są dziś przez „opisywaczy stanu faktycznego” uważane za jednostki ukraińskie. Bo kozacy kojarzą im się z Ukrainą. Mogę się mylić, ale chyba w żadnym powstańczym dokumencie nie ma słowa o udziale jednostek rosyjskich w walkach po stronie Niemców, co oczywiście nie znaczy, że ich tam nie było. Były i to jest łatwe do udowodnienia. Fakt ten jednak jest niezauważalny, bo przeszkadza w opisie „stanu faktycznego”, czyli takiego, który wynika z treści zawartych w dokumentach produkowanych przez dowództwo powstańcze. Żeby się za bardzo nie zacietrzewiać, a o to tylko chodzi ludziom opisującym „stan faktyczny” przejdźmy teraz do innych, jeszcze bardziej kuriozalnych opisów stanu faktycznego. Oto dowiedziałem się dziś, że znana badaczka życia szympansów – Jane Goodall – na forum ekonomicznym w Davos, powiedziała, iż możemy łatwo rozwiązać problemy związane ze zmianą klimatu, jeśli tylko zmniejszymy populację homo sapiens do stanu sprzed 500 lat. To jest bardzo błyskotliwy opis stanu faktycznego, choć na swój sposób ubogi, albowiem Jane nie przedstawiła sposobów zmniejszania tej populacji, ani też nie wskazała czy należy jej dokonać stopniowo czy skokowo. Jeśli skokowo – pozwolę sobie coś zasugerować – mistrzami świata w skokowym zmniejszaniu populacji na dużych obszarach byli Mongołowie w XIII wieku. Oni robili jednak jeszcze coś więcej – zmniejszali populację homo sapiens, a zwiększali populację koni, mnożąc ponad miarę swoje, i tak olbrzymie stada nieparzystokopytnych. I teraz – pytanie do naukowców – czy taka podmianka nie skutkowała czasem jakimiś zmianami w klimacie? I jak to będzie w naszym przypadku? Wiem, wiem, populacje krów trzeba wyrżnąć, ale czy nie namnoży się jakiś inny gatunek, który pierdząc będzie emitował dwutlenek węgla? To istotna kwestia i jakże potrzebna przy opisie stanu faktycznego, który bez niej będzie raczej szczątkowy.

Nie wiem czy to już pisałem, bo nie ma się w sumie czym chwalić, ale nie lubię zwierząt, z dystansem też podchodzę do ludzi, którzy demonstrują swoją miłość do braci mniejszych, albowiem w dziewięciu przypadkach na dziesięć stawiają oni bliźnim dwunożnym wymagania, które spełnić może tylko bez pamięci przywiązany do człowieka pies. Skutkuje to zwykle koszmarnymi nieporozumieniami prowadzącymi do licznych towarzyskich i osobistych katastrof, które można w dużym skrócie nazwać próbami ograniczenia wolności w sferze bardzo intymnej. Żaden człowiek na to nie pójdzie, a to oznacza tyle, że nie zrozumiał wrażliwości innego człowieka, tego, który kocha zwierzęta. Nie jest więc wrażliwy, nie posiada empatii, nie chce uczestniczyć w wielkim misterium szczęścia wraz z czteronożnymi i takimi co mają chwytne stopy, jak pupile Jane Goodal. Obecnie – ponieważ opis „stanu faktycznego” w ogóle wyklucza kwestionowanie takich rzeczy jak zmiany klimatu – jesteśmy we władaniu zaciekłych miłośników psów i innych stworzeń. Wymagają oni od nas ślepej wierności i oklasków po każdym fragmencie „opisu stanu faktycznego”. Bo tego chyba domagała się Jane, kiedy wygłaszała w Davos te swoje mądrości. Opisu tego, dodam jeszcze, nie możemy zakwestionować w żaden sposób, bo przecież śnieg zimą pada rzadziej i to jest fakt bezsporny. Wskazywanie – do znudzenia – że nie można oceniać zmian w skali planety na podstawie pomiarów dokonanych w krótkim interwale czasowym nie wywołuje żadnej reakcji, albo wywołuje wściekłość. Zupełnie jak w przypadku, kiedy nastąpimy niechcący na ogon jakiemuś gorąco kochanemu przez właściciela psu.

Opisywacze „stanu faktycznego” nie są populacją, która zrodziła się niedawno wskutek jakichś tam, nie dających się zakwestionować ustaleń. Oni są zawsze i mają wypracowane metody, których podstępny charakter jest w zasadzie nie do zdemaskowania. Każdy zaś, kto spróbuje to zrobić, osuwa się po prostu w kompromitację, albowiem czegoś tam nie zrozumiał. I pół biedy jeśli chodzi o jakieś założenia badawcze, zmierzające do udowodnienia czegoś, czego ponad wszelką wątpliwość udowodnić się nie da. Gorzej, jeśli chodzi o poczucie humoru na przykład, bo niezrozumienia poczucia humoru, szczególnie wyrafinowanego i celnie punktującego błędy i obłędy, nikt nie ma zwyczaju darowywać. I ja teraz celowo nadstawię obydwa policzki pokazując wam opis stanu faktycznego, napisany z takim przytupem i poczuciem humoru, że pozlatujecie ze stołków, i wskazuję siebie jako tego, który nie rozumie wyrafinowanego poczucia humoru. Oto popularny bardzo w środowiskach leśników blog zatytułowany „Lecą wióry”. Opisuje on, przejaskrawiając celowo, różne sytuacje znane leśnikom z pracy, co wywołuje efekt komiczny nie byle jakiego rodzaju. Ja się z tego szczerze śmiałem, naprawdę. Aż do chwili, kiedy dotarło do mnie, że za wszelkie patologie w opisywanym nadleśnictwie odpowiedzialna jest kościelna mafia, która kreuje wszystko, od sposobów zarządzania zasobami, przez nominację, po księgowość. Do tego, autor w niezwykle przejrzysty sposób wyszydza tych, którzy twierdzą, że jakieś globalne organizacje chcą sprywatyzować i zniszczyć lasy. A to przecież nieprawda. Format tego bloga zdradza, że prowadzi go nie byle kto, fakt, że teksty ukazują się rzadko, dwa trzy razy w miesiącu, ale nie zmienia to faktu, że są napisane świetnie, a do tego jeszcze blog ma wersję rysunkową, gdzie możemy oglądać różne przygodny śmiesznych ludków w leśnych mundurach. Poczucie humoru, jak sami zauważycie, wprost pieni się jak szampan, a jeśli ktoś go uporczywie nie chce zrozumieć i podejmuję próbę sprzeciwu wobec tak wdzięcznie opisanego przez autora „stanu faktycznego”, ten wystawia sobie jak najgorsze świadectwo. Nie jest inteligentny po prostu, stawia się poza nawiasem ludzi wrażliwych, kulturalnych, spostrzegawczych i kochających zwierzęta. Nie wiem, jak tam z Ukraińcami, bo nie zauważyłem na tym blogu żadnego tekstu na ich temat. Pewnie też żaden się nie pojawi, albowiem autor zdecydowanie opisuje „stan faktyczny” w innym rejonie naszego uniwersum. Opisy zaś „stanów faktycznych” nie mogą się ze sobą mieszać. To też jest istotne, bo gdyby się pomieszały, gdyby tam się coś zagotowało, zabulgotało, może jakiś pozbawiony poczucia humoru i wrażliwości gamoń zauważyłby, że za Jane Goodall opowiada całkiem serio to, co autorzy tego bloga chcą nam powiedzieć żartem. No, ale teraz już link https://lecawiory715656409.wordpress.com/

  11 komentarzy do “O ludziach opisujących stan faktyczny”

  1. Te ,,Lecą wióry,,wyglądają na wylew żółci starego SBeka.

  2. Jakby sam Skoczylas, autor pamiętników Anastazji P. je pisał

  3. Czym bardziej profesjonalne materiały satyryczne tym bardziej trzeba uważać, że robią to dla ogłupiania ludu. Trzeba mieć kasę i ludzi dobrze opłaconych żeby powstał „amatorskie profesjonalne” materiał. Przykład sok z buraka.

  4. To jest to samo, wiedzą nawet, żeby zbyt często nie puszczać tych kawałków, bo się to zrobi podejrzane. No, ale mechanika i struktura tekstów jest ta sama.

  5. Pewnie dali mu jakąś leśniczówkę za te teksty.Siedzi ,ogląda filmy pornograficzne a jak się zmęczy to lata po lesie.Smutna starość.

  6. podobno Bareja zadaniowany przez zielonych, obśmiewał niebieskich… stąd te jego filmy z dialogami pokazującymi niebieskich jako ooostatnich durni /podobno/

    i też w tamtym czasie druga połowa lat 80-tych,  na ostatniej stronie Przekroju była rubryka w której zamieszczano zdania cytowane ze sprawozdań milicyjnych, takie mniej więcej jak to zapamiętane …

    … ustalono, że na miejsce zbrodni , zbrodniarz wszedł otworem drzwiowym a oddalił się otworem okiennym …

    podobne zwroty językowe były używane przez młodą lekarkę występującą w audycji

    -60 minut na godzinę-.

    tak mniej więcej pamiętam, bo wykorzystywaliśmy to aby zwrócić uwagę studentów , na treści które przelewają na papier , bo …. może być śmiesznie

  7. może pilnuje leśniczówki jakiegoś posła z UE,

  8. ten z mojego komentarza, analfabetycznie opisany stan faktyczny  ten z  milicyjnego protokołu gdzie ma miejsce –  zbrodnicze wykorzystanie  otworów drzwiowych i okiennych  – jest zwięzły i zgodny z faktami , żadnego literackiego surrealizmu,

    natomiast lecą wióry –  jest szablonem,  wystarczy wstawić w miejsce różańca jakąś produkcję czerwonych gwiazdek a w miejsce hierarchii kościelnej jakiegoś kombryga , czy sekretarza i  jest treść i  leci

    tekst sztucznie naciągany, jak guma od majtek lub cytując piosenkarkę Dodę napięty jak bycze jaja

  9. nie doczytałem do końca, wstęp mnie zainspirował 🙂 …  imho, badaczce szympansów, pies z nią tańcował, powinniśmy zasugerować, że zimowe widoki z obrazów obydwu Breugel’ów, dokumentujące Małe Zlodowacenie w XVI wieku, były i są skutkiem niedoboru populacji świata, czyli Europy, a przez to  z m n i e j s z o n e j  emisji CO2, wywołanej gigantycznym spadkiem demograficznym w Europie, za który odpowiadały zarazy przywleczone z Nowego Świata i spadek rozrodczości, za który odpowiadały ruchy reformacyjne, Purytanie i tam dalej …  dopiero Barok i Jezuici przywrócili normalność i przyjazne temperatury …  nawet jeśli się mylę i sobie żartuję, to z pewnością mniej niż miłośniczka homocydu i szympansów …  czy miłośników homocydu, szympansów i hwcjeszcze można podawać do sądu za mowę nienawiści, szerzenie agresji i nawoływanie do ludobójstwa ….  ?

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)