Lut 032019
 

Po wizycie w hurtowni, której efekty znane będą jutro, wziąłem do ręki swoją książkę. Konkretnie III to Baśni jak niedźwiedź. Rzadko to robię, ale czasem mi się zdarza. Powiem Wam, że to jest tak świetna książka, że aż nie mogę…Sytuacja zaś na rynku dowodzi, że nie ma najmniejszego sensu obniżanie cen książek. Postanowiłem więc podwyższyć ich ceny tym bardziej, że zbliżają się targi w Poznaniu i Białymstoku, gdzie się wybieram. Od jurta wracamy więc do starych cen. Nie ma sensu sprzedawać tanio tak dobrych książek. Zwłaszcza, że rynek zalany jest śmieciem. Książki są już właściwie wszędzie, wczoraj w Rossmanie kupiłem sobie książkę Mroza. Pierwszą w życiu i ostatnią. Na próbę, chciałem zobaczyć co jest w środku. A tam są same poważne rzeczy, one są tak poważne jak Coelho, a może nawet bardziej. Mróz bowiem, podobnie jak Coelho sprzedaje jedną najważniejszą rzecz – złudzenie mocy. To znaczy każdy może być wspaniały, wielki i potężny, nawet jeśli nic nie robi i nic nie umie. To jest rzecz podstawowa. Kolejna jest taka, że Mróz korzysta ze wszystkich dostępnych medialnych koniunktur i wprzęga w swój sukces osobiste aspiracje czytelników. Książka zaczyna się dedykacją dla Mackiewicza, pierwszego Polaka, który zdobył Nanga Parbat zimą. Potem są cytaty z Nietschego i Tischnera. Wobec takiego spozycjonowania, nie ma w zasadzie już znaczenia co jest w środku. No i jak mają konkurować z Mrozem różne biedne wariatki, które myślą, że to wszystko jest naprawdę i trzeba opisywać skomplikowane losy nieszczęśliwych kobiet? Nie mogą, bo nie rozumieją, że chodzi o to jedynie by wskazać te punkty w głowie czytelników-golemów, które powodują, że chcą się oni poruszać. No, ale nie o Mrozie będzie dzisiejszy tekst, a o Janie Kochanowskim, ale też trochę o Koglu Moglu. Taki film puszczają teraz na ekrany. Scenarzystką i producentką jest Ilona Łepkowska. Nie mogę na nią patrzeć, na jej fałszywy uśmiech i na to jak przewraca oczami ze szczęścia. Ja słabo pamiętam te dawne Kogle Mogle, ale coś mi świta, że była to nędza nie do opisania. I dziś okazuje się, że to był i nadal będzie film kultowy, z kultowymi tekstami, a bilety do kin kupiło już ponad milion osób. Niezwykłe prawda? Mamy człowieka aspirującego do pewnego środowiska – Mroza i osobę ze środka tego środowiska, która cierpi na syndrom wypalenia i nie może wyprodukować nic poza powtórką najgłupszej polskiej komedii. Że też na kolejną dokrętkę Samych swoich nikt się jeszcze nie porwał. Taki jest dobry klimat dla kresowych tematów….Ludzie ci, tylko poprzez swoją obecność na rynku, decydują o tym, na jakich wzorach i tematach będzie się kształtować wyobraźnia Polaków.

Co ja mam z tym wspólnego? No nic w zasadzie. Używam innych narzędzi, obrabiam inne tematy, a gdybym żył w Wielkiej Brytanii albo USA zarobiłbym grube pieniądze na komedii o Janie Kochanowskim i jego przygodach. Bo na pewno znalazłby się producent chętny, żeby zdemaskować uświęcone przez akademie postaci i trochę je odbrązowić. U nas tego nie ma, bo tak naprawdę chodzi o to, żeby za pomocą twórczości – jakiejkolwiek – ubrązowić Łepkowską. Nie wiem czy pamiętacie, ale Jan Kochanowski napisał sztukę „Odprawa posłów greckich”. W zasadzie przerobił trochę popularną w jego czasach książeczkę będącą streszczeniem Iliady. Miał to ponoć gotowe, ale nie wierzył, że zyska owo dzieło popularność i pisał, że pójdzie na trąbki do apteki. No, ale nie poszło, bo jak raz Jan Zamoyski potrzebował jakiegoś spektaklu na uświetnienie swojego ślubu z Krystyną Radziwiłł. Tak to jest przedstawiane. Nie wierzę w ani jedno słowo tej gawędy, albowiem moment kiedy zaczyna się szum wokół „Odprawy” to jest ten sam moment, w którym Elżbieta I wydaje kupcom z Londynu akt inkorporacyjny opiewający na handel bałtycki. Mając oni ten papier w ręku mieli już tylko przekonać miejscowych kacyków, że przyznanie im tego monopolu przyniesie tym kacykom same korzyści. Tak to właśnie się nazywało – akt inkorporacyjny. Oczywiście historycy gospodarki i tacy zwyczajni, tłumaczą prostemu ludowi, że nie, że to tylko taka nazwa i wcale nie chodziło o przyłączenie do korony na całkowicie niesprawiedliwych zasadach. No i generalnie, że wszystko miało być dobrze. Nie było dobrze jak wiemy, bo rozwój wypadków znamy już przecież, a kulisy przedstawił nam Adam Szelągowski w książce „Z dziejów rywalizacji Anglii i Niemiec, Polski i Rosji”. Senat i król odrzucają propozycję Anglików, po trwających trzy lata negocjacjach. No i konsekwencją jest najpierw śmierć Kochanowskiego, a potem króla Stefana. Zanim jednak do tego doszło, w chwili kiedy akt inkorporacyjny był już wydany, a sejm uchwalał wysokie podatki na wojnę z Moskwą, Jan Kochanowski ujawnił swoje dzieło, które opowiada o tym, że do Troi, na okrętach przybyli Achajowie i mając słuszne powody domagali się wydania, tej zdziry Heleny. Menelaos był może trochę safandułowaty i nikt się nim specjalnie nie przejmował, ale Agamemnon i Odys wręcz przeciwnie. Ten ostatni wyglądał i zachowywał się wręcz jak sam John Dee. Jakby tego było mało jeden z bohaterów – Antenor mówi – o nieszczęsne królestwo i zginienia bliskie – a my dziś, po edukacji w socjalistycznej szkole, powtarzamy to i wierzymy, że były to słowa prorocze. Nie były, bo o co innego chodziło. Królestwo nie było nieszczęsne i bliskie zginienia, szło ku największym sukcesom właśnie. Uchwalono podatki na wojnę z Moskwą, przeciwko którym protestowali najbardziej czytelni agenci Londynu i ich klienci – Zborowscy, Łascy i Firleje – całe województwo Sieradzkie, Sandomierskie i Krakowskie. Jak Kochanowski zaś, na zlecenie któregoś z gangów, wyprodukował tę ramotę, którą dziś katuje się dzieci, a uczynił to po to, żeby w sercu każdego zwolennika wojny z Moskwą zasiać ziarno zwątpienia. I to mu się udało. I udaje się innym po dziś dzień. Taka właśnie jest funkcja sztuki.

Wojna zakończyła się jak pamiętamy połowicznym sukcesem. Sztuka Kochanowskiego nie zrobiła tak wielkiego wrażenia, jak się spodziewano, a on sam wykonywał też zlecenia dla Hanzy i domu Hohenzollern, a więc trzeba było go usunąć. My jednak dźwigamy nadal ten garb, tak jak dźwigamy nieprawdziwe mądrości księdza Tischnera i setkę innych, psujących duszę cytatów, które mają nas zatrzymać w działaniu, a przy tym wywołać wrażenie, że jesteśmy jakimś lepszym gatunkiem, który we właściwych momentach popada w zamyślenie. Oczywiście, popada w to zamyślenie w tych momentach, w których tego najbardziej potrzebują nasi wrogowie.

Z wielką przyjemnością oglądam popularne amerykańskie seriale werbunkowe o technikach policyjnych. To jest coś naprawdę niezwykłego. Oto agencje państwowe wykładają pieniądze na to, żeby przekonać młodych ludzi iż praca policyjnego technika to nie tylko wielka przygoda, ale także nauka, taka sama prawie, jak ta w wielkich laboratoriach badawczych ośrodków akademickich. Producenci mają przy tym całkowitą świadomość, że nie można amerykańskiego podatnika oszukiwać i trzeba mu dostarczyć coraz to nowych wrażeń To znaczy trzeba zmieniać aktorów i tak budować narracje, żeby ze sprawy banalnej wyszło coś naprawdę ekscytującego. Wczoraj był odcinek, w którym jeden z bohaterów opowiada o zabójstwie młodej dziewczyny i śledztwie w tej sprawie, dwóm czarnoskórym dziewczynkom czekającym w poczekalni, aż ich mama złoży zeznanie. To jest coś, na co żadnego polskiego scenarzysty, producenta i reżysera nie będzie stać nigdy, mam na myśli taki sposób opowiadania. Dlaczego? Bo w przeciwieństwie do swoich kolegów z Ameryki, nienawidzą oni odbiorcy. Pogardzają nim i uważają, że cytat z Tischenra, dedykacja dla Mackiewicza i remake nędznej komedii sprzed 30 lat w zupełności wystarczy, by zadowolić jego gust. A jeśli nie wystarczy, to i tak się w telewizji ogłosi, że wystarczyło i też będzie dobrze.

My tutaj nie możemy sobie na taką nędzę pozwolić, dlatego od jutra podnoszę ceny Baśni jak niedźwiedź.

Aha, jeszcze jedno – pamiętamy na czym John Dee oparł doktrynę imperium? Oczywiście, że pamiętamy – na micie arturiańskim. Okazało się, nie wiem czy wiecie, ale odnaleziono w Oksfordzie nową wersję tego mitu, nieznaną wcześniej. Są tam całkiem inne przygody i role bohaterów rozpisane są inaczej. Jest też sporo rewelacji o Merlinie. Co to może oznaczać? Nie domyślacie się jeszcze? Ja obstawiam wersję taką – Merlin w poszukiwaniu lepszej jemioły do produkcji magicznego wywaru przyjechał do Wrocławia. Bardzo mu się tam spodobało. Potem pojechał dalej na południe, aż trafił do Katowic. Tam znalazł to, co chciał, a nie dość tego, kupił sobie jeszcze działkę pod Raciborzem i w listach namawiał króla Artura, żeby zrobił to samo. Król wahał się trochę długo i Sauron, czy jak się ten Niemiec nazywał, zabrał grunt Merlinowi. No, ale teraz mamy już tę prawdziwą wersję wydarzeń i może wystąpić ze słusznymi roszczeniami. Co pewnie niebawem nastąpi.

Życzę wszystkim miłej niedzieli. Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl

  26 komentarzy do “O narracjach w kulturze pop”

  1. Zgadzam się z Tobą w 100% że III jest najlepsza. Wracam do niej przynajmniej raz w roku i dlatego nie mogę doczekać się IV. Teraz będzie apropos. Mam wszystkie numery Fanstastyki i Nowej Fantastyki od pierwszego przez  20 lat. Przestałem jak zaczęli wydawać gówno. Obiecałem sobie, że raz w roku na początku, kupię jeden numer i sprawdzę czy coś się zmieniło. Nic. Nadal w prozie polskiej drukowane są opowiadania wtórne, bez przesłania i pozbawione elementów S (Science), a tak naprawdę spójności. Oto mamy XX-wieczne imperium rzymskie. Znaczy imperium trwa. Niewolnicy, gladiatorzy, samochody parowe, tranformersi mechaniczni i inne głupoty. A całość na końcu zaskakuje, bo tę cała technologię wymyślił gość co się zaciąga ziołem i natenczas pojawia się w naszej rzeczywistości. Nie dość że nieudolnie opisane to bezczelnie ukradzione. Kurde ja już rozumiem, żeby kraść z niszowych pisarzy w nadziei, że może ktoś nie dostrzeże, ale z Dicka? Z „Człowieka z wysokiego zamku”?  No ja cię nie mogę. Dobra
    Drugie opowiadanie – mokry sen naładowanego hormonami nastolatka. Kosmici naturalizują Ziemię wcinając mięcho z hodowanych ludzi i pijąc ich krew przerobioną na wino. No tu mógłbym przedstawić całą listę autorów z których kopiowała pisarzyna a i Szulkin ze swoją „Wojna Światów” by się wcisnął. Na koniec dowiadują się że najlepsze wino jest z ludzi zamordowanych w czasie aktu seksualnego. No ja rozumiem, że młody autor(plagiator) mógł nie czytać „łez bogów”, ale ktoś to do druku wpuścił i liczył, że przyszczatek przeczyta z wypiekami scenę aktu seksualnego i ludzi i obcych.
    W końcu trzecie opowiadanie na poziomie średnim, oczywiście spoza Polski. Między tym średnim a pozostałymi przepaść. Rów Mariański. I tak sobie rano, zanim Cię przeczytałem pomyślałem, że o to chodzi, żeby promować gówno, żeby zablokować rozwój polskiej literatury, a przy każdej okazji pokazywać palcem na tę „prawdziwą” amerykańską, pisaną pod solidne badania marketingowe i socjologiczne, wspartą wychowaniem przez media.
    Tak aby każdy mógł powiedzieć.
    „Czytam książki, nie jestem statystycznym Polakiem, no jak to co? Mroza, Twardocha i Bondę, ale wiesz, te amerykańskie lepsze…”

  2. No moje wrażenie jest takie, że ten pierwszy kogel – mogel (na ile mi utkwił w głowie) to zestawienie dwóch  światów tradycyjnego wiejskiego i wielkomiejskiego (?), czyli świata rolniczego, zapracowanego, zwyczajnego ze światem prezentującym „niby” elity PRL czyli eleganckim, zabieganym ale nie spracowanym (takie osiągnięcie komuny w odbudowanym z wojny kraju)itp.

    Jeśli śmiech wywołany jest przez zestawienie dwóch sprzeczności (definicja moja ale chyba oddaje rzeczywistość), czyli kiedy zestawimy chłopa w stroju roboczym z widłami w ręku na tle jego stodoły (choćby była pełna) –  z elegancko, ubranym urzędnikiem (choćby był uwikłany w ratalnej sprzedaży czy Kasie Zapomogowo – pożyczkowej) – to śmiech się pojawia na ustach i śmiejemy się z tego co gorzej ubrany.  A po 30 latach robimy dokrętkę filmu ….

    Dzisiaj bym wstawiła wątek z „Dwórkami z NBP…” (dobrze że się wzięli za te ich wynagrodzenia), byłby obrazek jak elity enbepowskie w minionych latach pozwalały sobie na wiele i jak to przeszło na kolejne ich pokolenia, tez w enbepie zatrudnione, bo zanim się pojawiły „dwórki” to przez 70 lat ktoś tam i dzieci ktosiów i ich wnuki,  wysokie pensje pobierał. Tyle lat nie raziło było objęte dyskrecją i elitarne . A prof. Kieżun w swoich wspomnieniach prezentuje pracowników NBP spędzających większość czasu pracy w klubie „Bilonik” jako  niespracowaną elitę (w książce „Magdulka i …). Dobry obrazek do komedii zestawić ich z górnikiem kończącym szychtę, z tirowcem co śpi i je w szoferce (i się cieszy że go Arab nie zatłukł w tej szoferce podczas targów świątecznych  w Berlinie) itp. Będzie śmiesznie.

    Proste jak schemat cepa. Tylko dobrać aktorów i kasę z „pisfu”.

  3. Książki ,które pan przecenił zapewne  były gestem przyjacielskim dla rozumiejących ,że wydawnictwo musi trwać a właściwie przetrwać . Jest jednak pewien mały problem moim zdaniem .Książki przecenione  najniżej jak tylko można są akurat najcenniejsze  i nie są pańskiego autorstwa . Autobiografie Ks.Blizińskiego i Ks.Tokarzewskiego  i wspomnienia Jezuity z Polowania na  księży ,biją na głowę wszystkie  sensacje skazane  na zapomnienie  w historii. Niezależnie  czy owe książki są pańskiego autorstwa czy wydane  przez Wydawnictwo Poznańskie ,Ośrodek Karta czy inne ,które znalazły się w sklepie Kliniki Języka . Detronizują owe biografie wszystko ,co pan napisał i innych autorów  . Wiem ,że nie zrobi to panu problemu . Przeważnie autobiografia dystansuje wszystko ,co piszą dziennikarze i historycy czy artyści prozy . Dziwię się temu ,że książki owe mają tak małą poczytność i słabą sprzedaż wymagającą obniżki cen . Tak naprawdę żadna  z książek w tym sklepie nie  powinna  być przeceniana ani promowana niższą ceną . Bo ich nie  ma  na rynku . Wiadomo ,że  robi pan na  co dzień mnóstwo żeby je promować ,czyli te  wartości .

    W czwartek tego tygodnia  byłem w  kościele na  mszy o 18 nie  mając żadnej specjalnej intencji . Było tylko trzech mężczyzn w tzw.wieku produkcyjnym i trzy starsze panie  . Śpiewano Psalm 24 gdzie  słowa dla  powtarzania przez lud były takie  : ” Oto lud szukający Boga” . Myślałem ,że specjalnie  zmieniono słowa  psalmu bo te kilka  osób przyszło . Ale nie  sprawdzając w Niezbędniku Katolika  taki psalm był obowiązujący .Zdarzyło mi się to kilka  razy . To się już nie dziwię . TVN TURBO POLSAT SPORT zrobiły to spustoszenie .

    Czy wejście  na rynek i oddawanie  całej dystrybucji innym pomoże ?

    Myślę sobie ,że codzienna  nowa  wypowiedź i jakiś wywiad z prelegentami LUL i ze Szkoły Nawigatorów czy z wydawnictwem ,czy udostępnianie wypowiedzi z  innych stron ale na  co dzień sporo by zmieniła  na lepsze  .

  4. Proszę wybaczyć jeśli to co napiszę będzie trochę nie a propos tekstu, z którego na razie przeczytałem tylko tytuł, ale do tytułu pasuje. 🙂 Coryllus z muzyki lubi zdaje się pruskie marsze i pieśni heretyckie. 😛 Otóż wczoraj przeszukiwałem Google pod kątem nagrań muzyki Jana Kantego Pawluśkiewicza i Google na pierwszej stronie zaproponowały mi pieśń wykonywaną przez Andrzeja Zauchę z zespołem Anawa. Tu ciekawostka – autorem tekstu jest Giordano Bruno. A brzmi on tak:

    Będąc człowiekiem nie jesteś 

    bliższy nieskończoności

    niż gdybyś był mrówką, 

    ale też nie jesteś dalszy 

    niż gdybyś był ciałem niebieskim.

    Niezly satanizm, co? A tekst poruszył mnie szczególnie, bo dopiero co wczoraj słuchałem fragmentów przemówień Juliusa Streichera (tego od Der Sturmera), który rozwodził się nad szarańczą…

  5. narracja w kulturze pop:

    – niejaki Basil Kerski menedżer polsko – niemieckiego pochodzenia zarządza gdańskim ECS, a panna Krzymińska migiem zebrała na rzecz ECS  brakujące 3 bańki (brakujące Basilowi do zarządzania ECS). Zaradni ludzie. Kto wpłacał i ile, czy gdańszczanie są aż tacy zamożni?  Pogratulować.

    – M.Ogórek obrzucona mową nienawiści – przez Tadlaszystów

  6. Gdzieś na Der Onecie podali badania uniwersyteckie opisujące proporcje niechęci do siebie zwolenników PiS i tzw. opozycji. Uczciwie(!) podali, że niechęć PiSowców jest mniejsza niż odwrotnie.

    Dla mnie widoczne jest gołym okiem, że przy licznych wadach środowiska PiS i szerzej rozumianej prawicy wściekłe, jadowite ataki na wrogów politycznych są rzadkością.

    Natomiast ataki tzw opozycji, kodziarzy, obywateli itp przepojone są tryskającą nienawiścią, skrajnymi emocjami, które tylko w części można tłumaczyć odrywaniem od koryta.

    One udowadniają charakterystyczną dla tych środowisk „bolszewicką” tolerancję  dla wrogów. Czyli pod warunkiem, że wrogowie leżą już w dołach z wapnem.

  7. Dygresja – ktoś poprosił mnie o źródła opisujące powojenną historię Polski. Jest coś godnego polecenia?

  8. Zostało już tylko 6 miejsc na konferencję w Baranowie

  9. Dokumenty w archiwum akt nowych

  10. Animowany projekt własny

    Alegoria – Pisarze przed wypaleniem

  11. Dzięki. A jakieś popularne opracowanie książkowe?

  12. przed wypaleniem … skręta?

  13. Najnowsze dzieło kolektywu Twardoch-Borcuch-Janda dla golemów, które jeżdżą na festiwal Dwa Brzegi w Kazimierzu z panią Torbicką (coś jak owsiakowy wudstok dla starych pierdzieli, ale tych z aspiracjami do „ąę”). A pop narracja pretensjonalna do bólu. Biedni, biedni uchodźcy, w których obronie występuje polko-żydówko-noblistka Janda. Musieli jednakowoż przenieść akcję do Włoch, bo jednak w tenkraju mało wiarygodnie by to wypadło, a i pracować w słonecznej Italii na pewno milej.

    https://www.vogue.pl/a/slodki-koniec-dnia-gorzka-pigulka-do-przelkniecia

  14. Niezwiązane z tematem! Proszę wybaczyć ale potrzebuję Państwa pomocy z racji mej niedostatecznej wiedzy.

    – – –

    Proszę o pomoc w zidentyfikowaniu osób na obrazie z poniższego linku. Są tam zdjęcia, które wykonałem wczoraj telefonem [słabym i w niesprzyjających warunkach] „twórczego” przekształcenia Ostatniej Wieczerzy Pańskiej w działo jawnie satanistyczne.

    Obraz o wymiarach ~9 na 5 metrów [chyba więcej] prezentowany jest [nie wiem od kiedy, do kiedy] w części T2 terminalu w Gdańsku. Jest masa symboli masońskich. Pan Jezus nawiązujący do Trójcy Świętej, posiada w paterze/”talerzu” jednoznaczne odbicie. Symbol wszechwidzącego okaz przewija się w lewej części obraz [w czymś przypominającym monstrancję], oraz motylku nad „Trójcą Świętą” i kropli bezpośrednio pod nią.

    [Dysk Google] Zdjęcia prezentujące malowidło.

    Kontakt: [email protected]

    Jutro postaram się o lepszej jakości zdjęcia.

    Przypomnę swój komentarz z pod innej notki [2019-02-17], w którym pisałem o Nauczycielu Roku 2018, który również u siebie na profilu ma podobne „dzieło”, wykonane przez swoich podopiecznych. Związek zapewne jest przypadkowy, ale kurs sił „postępu” już nie.

    ……………………………………….

  15. Na obrazie przy stole (długim jak ten z dzieła Leonarda da Vinci) w roli apostołów wystąpili: profesor genetyki Janusz Limon oraz jego brat Jerzy – anglista i teatrolog, aktor Jerzy Kiszkis, poeta Władysław Zawistowski, ksiądz Krzysztof Niedałtowski, malarze Kiejstut Bereźnicki, Jacek Tylicki i Krzysztof Izdebski, pisarze Stefan Chwin i Paweł Huelle, syn malarza Aleksander Świeszewski oraz – jedyny polityk w tym gronie – Jan Kozłowski.

    Posypały się gromy, że na obrazie religijnym malarz sportretował znajomych i kolegów.

    – Dlaczego z obrazu zniknął prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, który siedział za stołem podczas sesji w teatrze? – dociekali ci, którzy doszukiwali się drugiego dna.

    http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/1,35612,18044961,Skandal_z_gdanska__Ostatnia_Wieczerza___Pokaz_na_Expo.html

  16. Dziękuję.

    Widać po dacie artykułu, że jestem „nie na czasie” :]

    Pytanie warte odpowiedzi: a którzy to urzędnicy zadecydowali o prezentowaniu tego na Lotnisku i czy ta #mowanienawiści ze środków publicznych jest finansowana?

    Parafrazując: jaki patron [lotniska], takie działa.

    ……………………………………….

  17. deVont i Marta – panowie na obrazie (wyliczeni w komentarzu Marty z imienia i nazwiska)  obawiali się że świat o nich zapomni i sami wstawili się ku pamięci do Ostatniej Wieczerzy? Czy tak?

    Czy artyści gdańscy z pamięci „wypchnąć się nie dadzą”, tak jak kiedyś Komorowski krzyczał że on (z kolei) z Powstania Warszawskiego „wypchnąć się nie da”.?  Ten sam problem bycia zasłużonym, znanym i uwiecznionym (znaczy się celebrytą) ?

    No tak to idzie ta „walka o pozostanie w miłej pamięci”

  18. Z artykułu wynika, że artysta miał szerokie znajomości w Gdańsku (nagroda episkopatu), to załatwił sobie, że powieszą obraz na lotnisku, pewnie za godziwą opłatą. Mitoraj podarował swoje rzeźby Krakowowi, ale wrzucili je do piwnicy i musiał Kwaśniewski interweniować. Teraz stoją na środku, że tak powiem:)

  19. Wszystkie skojarzenia są dozwolone, ale moja alegoria dotyczy tych ze świecznika, którzy po wypaleniu zaczynają kopcić. Dawny sposób na pozbycie się ich to opuszczenie całego świecznika na linie za pomocą krążka – dźwigni prostej, i usadowienie nowych. Można też ich zastąpić żarówkami słynnej marki, o której wspomniał wczoraj Coryllus. Może wrzucę jeszcze dziś późną porą mój animowany projekt po podłączeniu do prądu.

  20. Dodam – chińskiej marki. Firma Osram sprzedała jakiś czas temu dział żarówek Chińczykom, pozostawiając sobie zaawansowane technologie np. oświetlenia samochodowego.

    W ten sposób mamy kolejną starą-nową markę, wabiącą tradycją, a napędzającą nowy portfel.

  21. Towarzystwo literackie ze świecznika po podłączeniu prądu. Świecznik jest z prawdziwej kryształowej polskie soli. O towarzystwie nie mogę tego napisać.

    PS. Po kliknięciu proszę chwilę odczekać, aż prąd zadziała.

  22. Świat się wali, w Szkole Nawigatorów napisano, że nawet Zenek Martyniuk co ratował wiele imprez, nie jest w stanie uratować kogla mogla 3, no ten film, to musi być straszna chała.

  23. Wali, wali…

    … Zenek to musi synka ratowac  !!!   Nie dziwi nic, ze i kogela-mogela bedzie obstawial, ale to juz nie bedzie zarlo… za duzy rympal odstawiaja te merdialne zlodzieje  !!!

  24. a jakieś karykatury ludzkich tułowi stoją w holu Muzeum Secesji w Płocku, autentycznie strasząc na wejściu – uczniów ze szkół podstawowych. Podobno jakiś rektor jest ich autorem.

  25. Wiem, ze nieznajomość angielskiego chroni Pana przed manipulacją (nie kpię), jednak inkorporować to nie znaczy tylko „wcielić”. Oznacza także „ucieleśnić” utworzyć. Oni tak nazywają akt założycielski spółek, act of incorporation i różne jego warianty.

    Co nie znaczy, że wywód jest wadliwy.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.