Gru 032017
 

Podchodzą do mnie ludzie na targach i mówią z nadzieją w głosie – może wreszcie się pan wybije…Ja zaś pytam – gdzie? Gdzie i po co mam się wybijać? Od dawna wszyscy wiemy, że nie ma w Polsce czegoś takiego jak kariera na rynku treści, ci zaś którzy ten mit podtrzymują to propagandyści lub pisarze z Biedronki. Nie można zrobić kariery na rynku książki w Polsce, bo rynek ten nie jest samodzielny i nie produkuje się tu oryginalnych formatów, nie formułuje się też żadnych oryginalnych myśli. Więcej, na polski nie tłumaczy się niczego ważnego, bo i po co, wystarczy jak dwóch mędrców piąte przez dziesiąte coś tam przeczyta i opowie studentom. Nikt i tak się tym i tak nie zainteresuje. Jeśli tak jest, trudno oczekiwać by ktokolwiek traktował poważnie ludzi mówiących po polsku. Nie mam tu na myśli uprzejmości kelnerów w kurortach nad Morzem Śródziemnym. Tego się oczywiście nie wytłumaczy naszym rodzimym „karierowiczom” którzy „się przebili”, bo oni na świat patrzą właśnie poprzez zachowanie tych kelnerów.

Dziś ponoć na być na targach Grzegorz Braun. Nie wiem czy będzie miał spotkanie w związku ze swoim filmem, ale wczoraj za to była w zamku dyskusja o Lutrze. Nigdy nie zgadniecie kto brał w niej udział. Nie Braun, co oczywiste, ale Lisicki, Semka i Zychowicz. Nie wiem czy ktokolwiek poszedł tego słuchać, ale miałem nielichą satysfakcję patrząc jak Lisicki siedzi sam przy stoliku i pstryka długopisem czekając na czytelników, którzy mieli przyjść po autografy.

Mają absolutnie niezwykłe wydarzenie, które w dodatku stanowi pewien model, na którym wzorować winni się inni filmowcy, nie zauważają tego wydarzenia, ale za to próbują lansować całkiem nędzną, wręcz szmatławą książkę na temat Lutra napisaną przez Lisickiego. Bo to Lisicki jest tym, który może w Polsce „się przebić” nie Braun. No to ja powiem wprost – panie Lisicki nie rób pan wsi i się pan schowaj. Z filmami i książkami na rynku jest tak, że kiedy coś zaczyna się podobać, trzeba robić tak samo tylko inaczej. Nazywamy to wykorzystaniem koniunktury, ta zaś zasadza się na dobrym rozpoznaniu emocji i oczekiwań czytelników. Lisicki w ogóle o tym nie myśli, bo on ma odgórne gwarancję, które w sytuacji kiedy jest internet i targi, gówno są warte. Tego z kolei Lisicki nie może pojąć, albowiem on swoją sławę, podobnie jak Zychowicz i Semka mierzy ilością występów publicznych. Nie może inaczej, bo nikt mu przecież nie powie ile naprawdę wynosi nakład jego książek i nie pokaże miesięcznych raportów sprzedaży. Po co go w takie rzeczy wtajemniczać? I tak to się kręci. To nie książka Lisickiego jest towarem, ale on sam, cała rzecz zaś działa na omawianej tu wielokrotnie zasadzie kultu cargo. Ludzie kreujący Lisickiego wiedzą, że w prawdziwym świecie istnieli medialni, akademiccy i artystyczni guru, ale nie rozumieją dlaczego ludzie do nich lgnęli. Bo dla promotorów Lisickiego ci faceci niczym się nie wyróżniali. No, a skoro tak, to z każdego kaczana, przepraszam redaktora, można wystrugać pisarza, a jak ktoś się uprze to i filmowca. Nie można, to jest grzech przeciwko Duchowi Świętemu, o czym któryś z księży powinien jak najszybciej Lisickiego poinformować. A nie dość tego, powinien go jeszcze skłonić do pokuty.

Wracajmy do filmu Brauna. To jest format. Oryginalny, polski format, który można wykorzystywać przy odrobinie wyobraźni produkując nowe filmy dokumentalne wzbudzające kontrowersję i wściekłość różnych gremiów. O co chodzi z tą wściekłością wszyscy wiedza, bo tłumaczyłem, trzeba przerzucić koszta promocji na przeciwnika, albo zmusić go do negocjacji i ustąpienia z pola czyli z budżetu na promocję. To nie jest łatwe, ale możliwe. Jeśli mamy atrakcyjny format, który można powielić, rzecz staje się łatwiejsza. No, ale…czy komuś się chce? Nie sądzę. Ludzie patrzą na film Brauna i mówią – o, jaki świetny film. Mamy system niezależnej dystrybucji, który póki co kuleje, ale targów przecież nikt nie zamknie, tak jak nikt nikomu nie zabroni organizować seansów w prywatnych lokalach. Trzeba zgromadzić budżet i wyprodukować pięć podobnych filmów, tyle że innych. Trzeba dać szansę montażystom, którzy nie mają roboty, grafikom od animacji i innym ludziom, mającym chęci i pomysły. Trzeba stworzyć rynek. On nie musi być wielki, ani nie musi działać perfekcyjnie od razu. Musi się wyróżniać czymś od innych rynków. To znaczy musi produkować oryginalne treści i udostępniać je w hermetycznym języku. Tylko wtedy jest szansa na to, do czego wzdychają wszyscy filmowcy w Polsce – na zainteresowanie jakichś zagranicznych producentów tą treścią. Ktoś powie – jak to? Przecież tamci nie zrozumieją po polsku. Nie martwcie się, zrozumieją, jak będą chcieli coś kupić i odsprzedać z zyskiem, na pewno zrozumieją.

Grzegorz Braun i ekipa pracująca przy filmie „Luter i rewolucja protestancka” wyznacza pewien kierunek. To ważny kierunek i warto za nimi podążać. Potrzeba oczywiście pieniędzy, ale także chęci. Ja na razie zmierzam w innym kierunku, więc nie zadawajcie mi pytań, dlaczego ja tego nie zrobię. Mam inne zajęcia i inne plany. Są jednak w Polsce ludzie, którzy mogliby uruchomić produkcję podobnych filmów. Jeszcze raz przypomnę to co już tu pisałem. Jeden film, jedna książka, jeden festiwal to za mało. Potrzeba takich produktów i imprez przynajmniej sto, żeby coś się wydarzyło.

Był u mnie wczoraj na stoisku Tomek Gwinciński, reżyser filmowy i muzyk. Opowiadał bardzo ciekawe rzeczy, które – choć nie niosły żadnej nadziei – wprawiły mnie w dobry nastrój. Nikt nie chce żadnych zmian. Ma być tak jak jest, a ludzie tacy jak Grzegorz Braun i ich filmy służą do tego jedynie, by wskazywać różnym Lisickim jak nie powinni się zachowywać. Ponoć w Wielkiej Brytanii, gdzie mieszka Tomek jest jeszcze gorzej, jedyni zaś filmowcy, którzy cokolwiek rozumieją pochodzą albo z Iranu, albo gdzieś z Afryki. Oni pewnie też chcieliby mieć rynek, na którym można sprzedawać oryginalne formaty, ale mają jeszcze mniej szans niż my. Oni też mają swoich Lisickich, Zychowiczów i swojego Semkę. Ciekawe by było gdyby o tym całym towarzystwie powstał film, może pogadam z Tomkiem i go do nakręcenia takiego filmu namówię. Oto niezależni twórcy latający za groszakami jak kot z pęcherzem, a w telewizji bryluje czarny Semka ze śniadym całkiem Zychowiczem i Lisickim, który wygląda jak Cygan niedźwiednik. Potem cięcie i pokazują tych naszych, białych, ale ścieżka dźwiękowa się nie zmienia i nikt, nawet największe bystrzaki nie wyczuwają różnicy. Myślicie, że to dobry pomysł?

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy przez ostatnie miesiące wspierali ten blog dobrym słowem i nie tylko dobrym słowem. Nie będę wymieniał nikogo z imienia, musicie mi to wybaczyć. Składam po prostu ogólne podziękowania wszystkim. Nie mogę zatrzymać tej zbiórki niestety, bo sytuacja jest trudna, a w przyszłym roku będzie jeszcze trudniejsza. Nie mam też specjalnych oporów, wybaczcie mi to, widząc jak dziennikarskie i publicystyczne sławy, ratują się prosząc o wsparcie czytelników. Jeśli więc ktoś uważa, że można i trzeba wesprzeć moją działalność publicystyczną, będę mu nieskończenie wdzięczny.

Bank Polska Kasa Opieki S.A. O. w Grodzisku Mazowieckim,

ul.Armii Krajowej 16 05-825 Grodzisk Mazowiecki

PL47 1240 6348 1111 0010 5853 0024

PKOPPLPWXXX

Podaję też konto na pay palu:

[email protected]

Przypominam też, że pieniądze pochodzące ze sprzedaży wspomnień księdza Wacława Blizińskiego przeznaczamy na remont kościoła i plebanii w Liskowie, gdzie ksiądz prałat dokonał swojego dzieła, a gdzie obecnie pełni posługę nasz dobry znajomy ksiądz Andrzej Klimek.

Zapraszam też do sklepu FOTO MAG, do księgarni Przy Agorze, do Tarabuka, do antykwariatu Tradovium w Krakowie, do sklepu GUFUŚ w Bielsku Białej i do sklepu HYDRO GAZ w Słupsku i do księgarni Konkret w Grodzisku Mazowieckim.

  108 komentarzy do “O niemożności wybicia się”

  1. Problem jest taki., ze ludzie przestali sobie zadawać pytania. Brak pytań to brak odpowiedzi,a brak odpowiedzi to brak rozwoju.
    Obejrzałem wczoraj „Lutra” ważny film ale nieco nudny. Typowa forma dokumentalna. Parę rzeczy mnie poruszyło, ale najpierw krytyka. Wstawka z zafałszowanym miejscem śmierci, spaleniem łóżka rozbieranego na drzazgi z sugestią, że cały życiorys Lutra był zafałszowany, powinno być według mnie umieszczone na końcu filmu. Manipulanci mają zwyczaj umieszczać oczywistą, udowodnioną, a mało znaną prawdę na początku, aby widz, czy czytelnik uwierzył w bajki jakie za chwilę usłyszy na zasadzie „wtedy nie skłamał, więc teraz też nie”. Oczywiście znam i Historię i Brauna na tyle, aby zakwalifikować tę formę jako przypadkową, lub niecelnie zamierzoną. Tak czy tak, skrzywiłem się nieco.
    Reszta już jest celująca. Pod koniec, kiedy bezczelna pani zreformowana katoliczka wygłosiła swoją mowę, a potem usłyszawszy, że ekipa jest z Polski -spieprzała w podskokach, odczułem naprawdę satysfakcję.
    Co mi ten film uświadomił? Jezus, założyciel Kościoła Katolickiego został prześwietlony na miliardy sposobów. Jego wrogowie kwestionują nie tylko jego istnienie, ale i naturę. Produkując filmy i literaturę o jego postępowaniu sprzecznym z prawami jakie głosił zyskują poklask wśród tłumów. Ten film to pierwsze, poważne prześwietlenie Lutra i nawet jeżeli Braun przesadził, a nie sądzę, wyczyny jednostkowych księży, a historycznie nawet i papieży są niczym wobec obrazu fałszywego księdza, rozpustnika, pijaka i gorszyciela, którego portrety wiszą w miejsce obrazów przedstawiających świętych, pozbawionych twarzy przez reformatorów.

  2. Nikt nie chce żadnych zmian.

    Zaraz po ogólniaku pracowałem przez ponad rok w przemyśle. W tak krótkim czasie zmieniono trzykrotnie dyrektora i każdy nowy zaczynał od ustalenia nowego schematu organizacyjnego, łącznie ze zmianą dotychczasowych symboli działów, a za tym idzie i pieczątek. Starzy pracownicy uśmiechali się i mówili, że na tym się skończy. Jeden z dyrektorów wziął się jeszcze za kierowników i wtedy nawet ci najstarsi pracownicy poczuli się zaniepokojeni.

  3. czy Braun może trafić do którejś sieci kin?

  4. Raczej się nie nadaje. Natomiast do telewizji, owszem. Dobre pytanie zadał wczoraj ktoś z sali – dlaczego w ogóle wpuszczono Ludera do zakonu. Głupi nie był, prawo skończył, a prawo azylu istniało. Wytłumaczenie Brauna o Soborze Trydenckim, który położył kres takim praktykom mnie do końca nie przekonało. Przydałoby się więcej szczegółów różnych ówczesnych praktyk

    Za mało też o dwoistości natury Lutra.

  5. Próbowałam tym filmem zainteresować lokalny GKF /klub filmowy/. Na razie cisza, bez odzewu.

  6. Zerwany kłos – słabszy – chodził po kinach dzięki kołom RM

  7. =oni też mają swoich Lisickich=

    czy wszędzie muszą być formaty?

  8. Jako, że dziś pierwsza niedziela miesiąca, to chciałem poprosić, o ile kto może, o modlitewną łączność.  W Parafii p.w. Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej w Brzezinach, o stałej godzinie, czyli  12.15 zostanie odprawiona Msza święta w intencji naszego Gospodarza, jego Małżonki i dzieci oraz za wszystkich komentujących na tym blogu.

    Z Panem Bogiem.

  9. ,,Więcej, na polski nie tłumaczy się niczego ważnego,..”.

    Tak, to jest ważne zdanie i zawiera ciekawą treść.

  10. http://twitter.com/seyyedreza/status/935291317252493312

    O proszę, a propos wczorajszego tematu. Pierwsza oferta na stole.

  11. Podpisuję się pod apelem o duchową jedność i modlitewną łączność. Również w klasztornym kościele w Wąchocku ale o piętnaście minut wcześniej ;-D zostanie odprawiona msza św. w tej samej intencji. Dzisiaj będzie podwójny szturm do nieba.

  12. Bóg zapłać, panie Wawrzyńcu. Ja w tej intencji mam zaplanowaną Mszę św. w sobotę 9 grudnia o 18:30. W Rydze oczywiście.

  13. O niemożności wybicia się, a jednak można np. w  …. polityce, pani Joanna Schmidt de domo Mihułka, została wybrana na wiceprzewodniczącą europejskiej partii porozumienia liberałów i demokratów na rzecz Europy.  Rekomendowało ją zaplecze polityczne. No więc w polityce trzeba mieć zaplecze. A w książkach to to nie wiem …  bo widać po Coryllusie i Braunie że talent to za mało.

  14. Braun i ludzie związani z projektem filmowym pt. Luter , dokonali wielkiej rzeczy.. Przetarli szlak .. Zrobili wyłom , skruszyli lody.. W tym zabetonowanym ,zapyziałym rynku ,dyżurnych propagandystów i szmirusów.. Ten szlak powinno się wykorzystać..

    Doskonały pomysł na film dokumentalny, który ujawni mechanizmy które rządzą rynkiem.. Trzeba pokazać jak one działają i kto chodzi na smyczy ..Bo np. mało kto orientuje się ,że głównym udziałowcem np.Empik-u.  jest Estbridge N.V. z siedzibą w Holandii, mniejszisciowymi udziałowcami są Penta Iveststments słowacko-czeskie przedsiębiorstwo zarejestrowane na Cyprze oraz nikomu nie znany Krockella Limited… Koniecznie trzeba ujawnić warunki jakie dyskutują autorom oraz polskim wydawnictwom..Wyjaśnić dlaczego , np. wielu wydawców nie informuje czytelników o ilości nakładu danej pozycji … To samo dotyczy rynku filmowego w Polsce.. Ukazać ścieżki i decydentów.. Instytucje i przedsiębiorstwa, struktury .. Kto w nich decyduje i na jakich zasadach zapadają decyzje ..

    Generalnie ,to po takim szlaku jaki wytyczł film Luter.. Powinno powstać przynajmniej pięć projektów,które powinny być realizowane równolegle..

    Szanowny Gospodarzu, chyba pora założyć fundację ,która zajmie się np takim projektem o którym wspomniałeś.. Czego osobiście życzę,aby owy pomysł się urzeczywistnił.. Będę jednym z pierwszych, który wypłaci pieniądze..

  15. te drzazgi wydłubywane z łóżka Lutra  miały wg mnie pokazać, jak Luter oczadził ludzi, że przenieśli na niego te same zwyczaje zachowania pamiątki, że chcieli widzieć w nim osobę (prawie) błogosławioną  czy świętą, no i potem decyzja o spaleniu tego łoża ma informować, że Luter miał być „Inny” (zreformowany) a nie jakiś taki tam święty w tradycyjnym rozumieniu tego słowa.  Pierwsza sceny o paleniu tego łoża wskazują, że miał być ponad świętość zwyczajną, w dotychczasowym rozumieniu, a koniec filmu pokazuje skutki (park i pomnik). Tak ja to zrozumiałam.

  16. Pora zejść na ziemię. Gdyby taka fundacja chciała sie zrealizować juz dawno by się urodziła. Ilu jest Polaków w kraju i za granicą, którzy mają pieniądze i to jakie? No właśnie. Z dobrych chęci nic się nie wybuduje. A ci polscy milionerzy najpierw muszą się poocierac o te zachodnie szmaty, no bo muszą. Moze im przejdzie wreszcie. I może wtedy poczują swoją polskość. Oczywiście, jak ja mają w sobie.

  17. Fundacja wraz z Braunem udowodnili ,ze można.. Trzeba iść za ciosem.. Pomysł Coryllusa jest znakomity.. Nie możemy tkwić w odrętwieniu.. Trzeba działać w takich uwarunkowaniach jakie są…  Np. Film pt.Historia Roja i jego twórca ,miał być zniszczony ,chciano aby zbankrutował.. Kto go uratował.. My Polacy..  To czego dokonała Fundacja i Braun mozna ulepszać.. Szlak został przetarty..

    Realizacja filmu dokumentalnego Coryllusa , to również doskonała promocja jego wydawnictwa.. Powinno się działać, wyciągać wnioski z ewentualnych błędów.. I do przodu.. Kontestowanie tego ,że nic nie można zrobić .. To nie jest wyjście..  A ukazanie świata propagandy i szmirusów w całej krasie.. To byłby cymes..

  18. Uwielbiałam recenzje filmów, których Pan nie widział, które pojawiały się czasem na Salonie 🙂  Nie można było tak z najnowszym dziełem Brauna?
    „No, a skoro tak, to z każdego kaczana, przepraszam redaktora, można wystrugać pisarza, a jak ktoś się uprze to i filmowca”. Braun chyba sam się „wystrugał” i nie pomogą mu nawet najbardziej entuzjastyczne recenzje i projekcje na Zamku też na nic. To jeszcze większa nisza niż Pan i w dodatku głupsza. Oczywiście może nakręcić film wg Pańskiego scenariusza z Toyahem w roli głównej, ale kto dopłaci widzom za pójście do kina?

  19. Coś w tym jest, co Pan napisał na temat Lisickiego. Nawet na grzbiecie książki „Luter” widnieje wyłącznie nazwisko autora, ale bez imienia, tak jakby nazwisko stanowiło jakaś markę. To samo tyczy pisma „Do rzeczy” z podtytułem „Tygodnik Lisickiego”. Człowiek jest przekonany o swej wyjątkowości aż do obrzydzenia.

  20. Kwestie finansowe w Polszcze:

    https://www.money.pl/gospodarka/unia-europejska/wiadomosci/artykul/polska-bogata-europa,176,0,2392496.html?utm_source=Serwisy_WP&utm_medium=RStream&utm_campaign=hot

    Z naszych dochodów/z pracy jest ściągany taki bandycki haracz, iż trudno o jakieś fontanny finansowe pośród ludzi zainteresowanych mecenatem, o który nam chodzi. Przeto ludzie pozostają przy telewizorze, który im mówi, kogo maja słuchać, czytać, oglądać. Na nazwiska i twórczość jest zapis: w tym sensie, że można sobie dłubać coś na boku i nawet mieć entuzjastów, ale mowy nie ma o prawdziwym zaistnieniu na rynku. Ten jest odgórnie sformatowany, a niemoc finansowa publiczności tę sytuację betonuje.

    /Ileż razy słyszę: piękne te twoje obrazy, no ale nie stać mnie… – sorry za prywatę, ale to jest wieloletnie doświadczenie zawodowe./

    W telewizorze zaś publiczność ogląda wyznaczonych dziennikarzy – literatów i sasnale /plastyka/ i pewnie w końcu stwierdza, że oni są OK, skoro są w telewizorze. Tak to działa. No i oczywiście te książki z Biedronki i te oprawione, drukowane obrazki pod szkłem z Ikei.

    Mecenat prywatny skończył się wraz z anihilacją polskiego ziemiaństwa.

  21. Historia Roja jest słaba. Bardzo słaba. Gdyby Braun miał taką reklamę jak Historia Roja to do kin poszłoby więcej ludzi niż na Historię.

    Natomiast sam pomysł pójścia za ciosem znakomity i godny powielania. Przez lata usiłowano zdezawuować KK różnymi filmami dokumentalnymi, paradokumentalnymi i naciąganymi niby historycznymi jak cykl wg Browna. Trzeba odbrązawiać drugą stronę. Trzeba pokazywać dobre strony tego co zostało pokazane przez przeciwników jako dno. Dlatego brawo, brawo, brawo Braun. Teraz idźmy po więcej.

  22. Człowiecze, nawet w niedziele sobie tej żółci nie podarujesz?

  23. Ja zrozumiałem to wprost. Spalono, bo Luther wywołał kult swojej osoby co po jego śmierci utrudniało bronienie jego tez. Tych oficjalnych, nie tych z listów o sekretnych małżeństwach :). Właśnie dlatego, że jego główną tezą było, że człowieka nie da się poprawić nie mógł uchodzić za świętego.

  24. Mecenat nie ma sensu na terytorium zależnym. Chyba, że za pracę dla centrali. Ale to nie po polsku.

  25. e tam – żółci,
    dla nich to sama słodycz i miód , ‚piątkowa kiełbasa’ wojującego …

  26. ”miałem nielichą satysfakcję patrząc jak Lisicki siedzi sam przy stoliku i pstryka długopisem czekając”
     jest pan ‚bez serca’! nie można było biedakowi ulżyć w cierpieniu i podejść po autograf ?
    😀

  27. Bóg zapłać, pisząc  przemówienie na 06.10.2017r. mieliśmy przy podziękowaniach za modlitwy na względzie przede wszystkim Pana i Pańskie środowisko, dziękujemy.

     
    Jubileusz 5-tej rocznicy powstania Stowarzyszenia Niepokonani 2012.
     
     5 lat temu byliśmy pospolitym ruszeniem osób krzywdzonych przez Państwo. Poszukiwaliśmy sposobów na ochronę własnych wolności i naszego mienia oraz mienia naszych rodzin.
     

    Zderzenie naszych losów z patologiami funkcjonowania Państwa skutkowało wyeliminowaniem nas z życia gospodarczego oraz pozbawianiem środków do życia, wręcz do przeżycia.

     
    Stanęliśmy przed problemami: diagnozowania tego co nas spotyka, znalezienia sposobów obrony i wypracowania środków oraz narzędzi do konfrontacji z patologią Państwa, w każdym indywidualnym przypadku.
     

    Obecnie mamy skutecznie realizowane projekty:

     
    Stop bandyctwu skarbowemu,
     
    Zero tolerancji wobec przestępstw przeciwko dobru wymiaru sprawiedliwości RP,
     
    Kancelaria domowa,
     
    Wydawnictwo biblioteka niepokonani,
     
    Odszkodowania z tytułu występku lub zbrodni [art. 442(1) KC],
     
    Centralne Biuro Analiz Kryminalnych,
     
    Fundusz Wydzielony ‘Wsparcie’.
     

    Przez te lata udzieliliśmy pomocy wielu osobom i nadal tej pomocy udzielamy. Wprowadziliśmy na wokandy sądowe postępowania: odszkodowawcze, ustaleniowe, administracyjne, śledcze, i cały szereg innych. Przed bezprawnymi eksmisjami uratowaliśmy kilka podmiotów.

     

    Głównym wnioskiem z oceny tego co nas spotyka było stwierdzenie, że wobec Państwa egzemplifikującego patologie winniśmy działać jak Państwo, czyli skutecznie dyskontować posiadane prawa oraz możliwości.

     

    Na wyrok sądowy należy odpowiadać innym wyrokiem.

     
    Na decyzję/postanowienie należy odpowiadać inną decyzją/postanowieniem.
     

    W działalności odnosimy sukcesy ale też doznajemy porażek w konfrontacji z patologią Państwa.

     
     To co doskwiera środowisku przedsiębiorców to:
     
    brak środowiskowej reprezentacji,
     
    brak niezależnych funduszy dedykowanych potrzebom przedsiębiorców,
     
    brak organizacji więzi socjalnych i solidarnościowych,
     
    i najważniejszy brak:
     
    brak świadomości, że trzeba się ciągle uczyć jak działa patologia w Państwie i jak się wobec tej patologii zachowywać.
     

    Chcielibyśmy zwiększyć skalę oddziaływania na środowiska przedsiębiorców poprzez:

     
    organizowanie szkoleń i wykładów,
     
    gromadzenie środków finansowych w funduszach wydzielonych,
     
    utworzenie realnej  i skutecznie działającej reprezentacji środowiska.
     

    Wytyczną dalszej skuteczności naszych działań jest sformułowanie: „Nigdy nie powierzaj przyszłości swojego kraju prawnikom”, którego autorem jest Lee Iacocca.

     

    [Lee Iacocca, Catherine Whitney: Gdzie się podziali ci wszyscy przywódcy? Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2007, str. 95]

     

    Dziękuję wszystkim tym którzy z nami współpracują i także tym, którzy się za nas modlą.

     

                                                     Prezes Stowarzyszenia Niepokonani2012

     
                                                                          Jerzy Książek
    Warszawa 6.10.2017r.

  28. A mnie w pani wpisach zastanawia, jak to jest, że niszowy pisarz i jeszcze bardziej niszowy reżyser budzi w pani takie zainteresowanie, że w Niedzielę przychodzi pani, by nam to zakomunikować – szczególnie, że pani już raz napisała – że panią to nie interesuje.

    Proszę opowiedzieć o swoich lękach związanych z niszowymi twórcami – pośmiejemy się razem. Może pani załączyć listę tych, co bolą – widzę, że Toyah też na niej jest.

  29. Pomysł świetny. Kupa śmiechu z tym powtórzeniem narracji z wysp i podłożeniem jej pod nasze gadające głowy jakoby prawicowe, ale przede wszystkim nie tylko. A co przede wszystkim? Postawienie w pionie tych wszystkich Hałowniów, lewych i jakoby prawych, i ich donośnie milczących „spowiedników”.

    W piątek mieliśmy projekcję „Lutra i rewolucji”. Wrażenie nie do opisania. Wszystkie epitety nieadekwatne. Bo ten film to gorzej niż śmierć w oczach. To jest opowieść o tym, co wychodzi z odbytu diabła. Bardzo kulturalna, świetnie uporządkowana, ze świetną oprawą wizulaną, świetne zdjęcia, perfekcja. Do samej dziury nie zaglądamy, na szczęście. Ale na końcu jest wspomnienie o tym smrodzie podczas pogrzebu tow. Marcina, którego nikt, nawet Melanchton nie mógł zdzierżyć. I wyraźnie obecne wątki kabalistyczne u Lutra i Melanchtona.

    I powiem wam tak. Na sali był mój znajomy, który przychodzi czasem z figurą Matki Bożej Fatimskiej, i był z tą figurą. I ja mu byłem bardzo wdzięczny tym razem, bo zobaczyłem śmierć w oczach moich sióstr i braci, szok, zapracie oddechu, przerażenie (przesadzam że „tym razem”, bo on wie dobrze kiedy przynieść tę figurę, wyczucie ma zawsze świetne). Niektórzy wyszli wcześniej, zapewne niektórzy z nich mieli zlecenie z gazowni lub z kodziarstwa. Nie zdzierżyli. Jego obecność i Matki Bożej było wielką ulgą dla przybyłych tam z własnej woli, dla mnie dogodnym pretekstem do wywołania obecnej na sali osoby duchownej, jeśli by przypadkiem się ukryła w tłumie(Okazało się że był brat Tadeusz Rucińskiego!! Ludzie, Ruciński, ten od Anioła Stróża i tych świetnych audycji dla dzieci w Radio Maryja, przyjechał do nas na Brauna! Ale ja jego twarzy nie znałem. I dopiero zgłosił się w czasie dyskusji) i poproszenie o poprowadzenie modlitwy na koniec spotkania, która była niezbędna i Ruciński świetnie to wyczuł, w dwu zdaniach powiedział coś o nadziei.

    Braun przyjechał na sam koniec projekcji prosto ze stolicy. Był w świetnej formie, znacznie lepszej niż dwa lata temu. Cały w swoim żywiole. Przedłużył nam dyskusję, co ściągnie na nas niechybnie groźne miny i pogróżki ze strony stronniczej, ale dla nas to zwyczajne. Zagadniony o Lutra, o jego herb, jakąś różę z różą w środku, o różokrzyżowców i ezoteryke – (Luder/Luter miał jakiś herb! Typ spod ciemnej gwiazdy, stary Luder, die luder znaczy „suka”, bo tak się na prawdę nazywali miał herb! [!!!?] Różokrzyż, ciemny gwint!!!) – więc zagadniony o te związki, Braun zareklamował książkę, jeszcze nie wydaną, ni mniej ni więcej tylko Michała Krajskiego (juniora). Właśnie o Lutrze i różokrzyżowcach. Daję więc szansę młodemu Krajskiemu, ale jestem pełen obaw, czy uda mu się przełamać schemat „młotu na masonów” seniora. A że byłem przy mikrofonie przypomniałem, że Wittenberga to stolica nauk tajemnych i że jest niejaka Baśń jak niedźwiedź, niejakiego (tu rzuciłem nazwisko), gdzie gęsto o związkach między wielką kasą a ezoteryką w 16 w.

  30. czyli postępowali tak jak zabronił im Luter. Też
    ale niestety wskazówka mojego wskaźnika manipulacji się wychyliła. Według meni to powinno być w podsumowaniu a nie na początku. No chyba że Braun chce zamiast tworzyć nowego widza, daje na tacy to co chcą ludzie oglądać.

  31. Poprawka: jakąś różę z krzyżem w środku …

  32. Co do Historii Roja.. Oczywiście możemy go różnie oceniać..  Ale  w tym przypadku chodzi o ten wyłom, o to by się nie poddawać tym którzy chcą manipulować i dyktować jak ma wyglądać tzw. rynek, którego właściwie nie ma ,a zastępuje go jakaś wydmuszka z dyżurnymi wydawcami i dyspozycyjnymi autorami.. Tu chodzi o to aby ukazać tą całą sciemę..  A ocena danego projektu ,to już jest inny rozdział..

  33. Braun jest niszowy? Od lat kręci filmy, na te filmy ktoś wykłada pieniądze potem są one pokazywane nawet w mediach publicznych. Co jak co, ale „niszowy” to nie jest najlepsze określenie na Brauna. Zresztą nie ma się co dziwić, że sobie chłop radzi – urodzić się w dobrze umocowanej rodzinie, to duża zaleta.

  34. dziękuję za relację

    jak film rozpowszechniać?

  35. Historia Roja – po prostu moje oczekiwania były większe. Stąd może i głębsze rozczarowanie. Z tym, że to film fabularny czyli choćby z tego powodu oczekiwania są inne. Przede wszystkim chodziło mi o porównanie nakładów na reklamę i efekt końcowy wpływu na widzów.

  36. Ciut intertesuję się filmem, stąd ten komentarz o Braunie, który moim zdaniem mógłby sobie załatwić jakąś stałą przepustkę na cmentarze i kręcić wideo z pogrzebów. To zajęcie w sam raz dla niego i wcale nie gorsze, niż relacje ze ślubów (nocy poślubnych). Dzięki przepustce nie musiałby przeskakiwać prze płot i mógłby nawet nocować na miejscu, żeby być zawsze pierwszy.

  37. http://www.filmweb.pl/person/Grzegorz+Braun-31751#

    Grzegorz Braun jeszcze nie ma biografii na Filmwebie, możesz być pierwszym który ją doda!

    Nie ma biografii, czyli jest niszowy 🙂

  38. czy spirit uderzył do głowy?

    trzeba pić z umiarem

  39. Precz z trollem!

  40. To Pan jeszcze nie jest „wybity”? Co za skromność. Chętnie bym przeczytała kiedy Pan uzna, że to już nastąpiło. Jeśli miałoby to nastąpić za sprawą pana Brauna, to droga do Hollywood stoi otworem, oczywiście gębowym.

  41. Oczywiście masz rację.. Sądzę, według mojej oceny, ze również trzeba brać pod uwagę w jakich warunkach i bólach się rodził.. Od ilu lat.. Przecież to co wyprawiali ludzie z tej propagandowej instytucji jakim jest PISF.. To się scyzoryk w  kieszeni otwiera..  Oni ewidentnie chcieli zniszczyć ,doprowadzić do samobojstwa Jerzego Zalewskiego..  Oczywiście ,historii tej całej nagonki , nie ma w czołówce ,nawet  nie ma w końcowych napisać.. Dlatego uważam,ze pomysł Coryllusa jest znakomity.. To co uczynił Braun i Fundacja to jest przetarcie szlaków, którymi należy podążać..

  42. Spirit to nie tylko alkohol, ale rozumiem, że niektórym tylko z jednym się kojarzy.

  43. Thugutt z sympatią o wybijaniu się Hipolita Korwin-Milewskiego (plus ładny ekslibris ze źródłowej książki)

    Na takim tle [ówczesnej Dumy i Rady Państwa rosyjskich] wybić się nie było trudno. Ale jeżeli pomimo widomych oznak uznania nawet u twardszych od nas Rosjan p. Milewski zarobił sobie na przydomek „bańki s jadom“ (słoika z trucizną), miększym od nich Polakom trudno było zapewne znieść jego sarkazmy, zwłaszcza, gdy tak, jak w pamiętniku, na każdym kroku podkreślał im swoją wyższość. Nigdzie, a najmniej w Polsce, nie jest to droga do zyskania popularności.
    Tylko właściwie, na co ta popularność była p. Milewskiemu potrzebna? Na swoim wileńskim podwórku przeprowadzał na ogół co chciał, co najmniej zaś już gnębił swoich przeciwników do woli, zaczynając od najgłośniejszego z nich — Montwiłła z jego Bankiem Ziemiańskim.
    Na gruncie petersburskim z popularnością czy bez popularności niewiele można było począć. Polityką ogólnopolską interesował się, sądząc z pamiętników, niewiele; w Krakowie — on, który zjeździł pół świata — po raz pierwszy był dopiero na uroczystościach grunwaldzkich. Jeżeli się oddawał niekiedy marzeniom politycznym, przypuszczać można, iż ukazywał mu się w nich raczej obraz Richelieu albo Bismarcka, aniżeli któregoś z ministrów, opierającego się na woli ludu.
    Niczym bowiem mniej nie był p. Milewski w swym długim życiu, jak demokratą. Pomimo swojego paryskiego wychowania i wieczornych dysput kawiarnianych za czasów aplikantury, dla życia Trzeciej Repupubliki nie ma żadnego zrozumienia, dla działaczy ówczesnych nic oprócz pogardy, której by się nie powstydził najbardziej przekonany członek „Action Française“. W r. 1869 był w Palais Bourbon na posiedzeniu Izby, ale zapamiętał tyle tylko, że Izba już się zaraziła diabelskim duchem badania i krytyki, a Gambetta jak wieprz rozwalony siedział na ławie. Chwaląc jednego ze swoich kolegów petersburskich za dość nieoczekiwane posunięcie się w wyrobieniu politycznym, przypisuje je dobremu wychowaniu początkowemu, po czym dodaje: „Pomyśleć, czym zostali do końca co do wychowania taki Thiers, Gambetta, czym jest p. Lloyd George“.

  44. Braun chyba sam się „wystrugał” i nie pomogą mu nawet najbardziej entuzjastyczne recenzje i projekcje na Zamku też na nic. To jeszcze większa nisza niż Pan i w dodatku głupsza.

    Mój wpis odnosił się do powyższego komentarza, który był wcześniejszy, niż mój.

    To taki zabieg erystyczny – przyznaję pozorną rację adwersarzowi – i wytykam mu niekonsekwencję – skoro ktoś jest niszowy, to nie powinien wzbudzać zainteresowania – co sugeruje, że ta niszowość jest owocem usilnych zabiegów, by tak był postrzegany.

    Panu też mógłbym zadać pytanie, dlaczego nie wzbudziło Pańskiej riposty stwierdzenie tej pani, że Braun to „nisza głupsza od Coryllusa” – a dopiero mój wpis, który odnosił się do kontekstu – z którego wynikało, że nie jest to moja opinia.

    Ta pani sama tutaj przyszła i zaraz stąd wychodzi, ten koziuch nie jest mój, a podejzenia panów są całkowicie bezpodstawne.

  45. czy eter?

    Duch nie, to widać

  46. Dokładnie nie wiem. Ale trzeba się skontaktować przede wszystkim z Fundacją Osuchowa, albo z Pobudką. U nas to była inicjatywa Pobudki. Myśmy tylko załatwili salę.

  47. Tak się złożyło, że kliknąłem w Wolframa, a nie w Spirita. I tyle. Co jak co, ale niszowy to Braun nie jest. Powiem więcej, to jeden z najbardziej znanych w Polsce reżyserów filmów dokumentalnych. Jaja robi sobie ktoś kto nazywa go niszowym.

  48. Szczera prawda. O to chodziło w bankrutacji banków kredytujących rozrzutność Familii i arystokracji w 1794 i w parcelacji w 1921.

    Ale nie mamy wyjścia. Szukamy innych forteli. Wspólnoty katolików świeckich np.

  49. Pan ma na myśli „z autografem”? Że Gospodarz z własnym autografem na własnej książce? Jako nagroda pocieszenia? To byłoby okrutne.

  50. Spirit of Andrzej Waligórski, jakże na czasie…..

    ,,Chciano raz o słowiku zasięgnąć opinii,
    Więc się o tę opinię zwrócono do świni,
    A świnia napisała w rubryce „uwagi”:
    Słowik ma bardzo mały przyrost żywej wagi”.

  51. Raz chory niedźwiedź pierdział, budząc miłosierdzie
    A suseł mu oklaski bił po każdym pierdzie.
    Czy ten suseł zwariował? – spytał dzięcioł śledzia.
    Nie – śledź odparł – to rzecznik prasowy niedźwiedzia.

    A.W.

  52. Jestem. Pozdrawiam.

  53. I przede wszystkim…

    … AGENTURE  w  TELEWIZORZE  !!!… co to robio i grzejo  te cale  „fakty medialne”…  wystarczy, ze takie  Ssssakiewicze i inny resortowy pomiot w telewizorze poda tylko  „do wiadomosci”  INFO  o takich kreaturach… i ony  juz sie „pszebili”  !!!… vide…

    … Kukiz… i ta cala czereda  poj***** „nowoczesnych”  i  POpaprancuf  !!!

  54. Swietny komentarz…

    … i doskonaly pomysl Gospodarza na zrobienie dokumentu o tym detym… zabetonowanym… i  zapyzialym  rynku mediow w Polsce…

    … az ciezko mi przez gardlo przechodzi nazywac tych buraczanych propagandystow z telewizora „redaktorami”,  a  meNdia… rzekomo polskie… albo co bardziej groteskowo „narodowe”  nazywac mediami…

    … ale pomysl na dokument o tych wszystkich folksdojczach od Sakiewicza, w Kurwizji i innych meNdiach – po prostu –  fe-no-me-nal-ny  !!!  Jak taki dokument by powstal – to bylby  HIT  nad  HITY…  na polskim rynku  !!!

  55. Szczesc Boze Niepokonanym2012  !!!

  56. tytuł dzisiejszego artykułu gospodarza ,,o niemożności wybicia się” jest idealną puentą definiującą coś takiego jak spirit of John Morgan. No widzisz? biedna, zaniedbana kobieto, nawet musisz czerpać z moich podręcznych źródeł. Dobrze, odrabiaj lekcje, na naukę nigdy nie jest za późno, nawet w twoim wieku. Nie masz możliwości wybicia się, więc podwieszasz się pod Coryllusa blog, bo… nigdzie nikt cię nie chce. A nie ma nic w życiu gorszego jak ,,niechciana kobieta”, to najlepiej kobieta wie. I nie rozśmieszaj Mnie tu czym takim jak filmweb. Ale co się dziwić, kiedy pewnie codziennie z zaparciem czytasz rolkę papieru toaletowego, od deski do deski. Więc, nie psuj powietrza..

  57. Z całym szacunkiem, senorito Morgan, jeśli dla Pani wykladnią talentu i popularności w światku filmowym, jest bycie lub nie bycie umieszczonym na Filmwebie, to głęboko współczuję i nawet nie proponuję zmieniać kryteriów.

    Proszę nie odpowiadać bo ja też nie istnieję…bo nie mam konta na fejsbuku.

  58. Ech, głuptasku, nawet Waligórskiego sobie przywłaszczasz, pisząc o „prywatnych żródłach”, które są dostępne dla każdego w sieci. A co do „wybijania się” to nie mam żadnego imperatywu w tym kierunku, bo nie każdego to kręci i nie każdą. Reszty komentarza komentować nie będę, bo wystawiasz sobie nim dość czytelne świadectwo, zaniedbany intelektualnie prostaku.

  59. Odpowiem jednak, gdyż również nie posiadam żadnego konta oprócz konta mailowego i zupełnie mnie to w niczym nie przeszkadza.

  60. A, merytorycznie – że tak spytam, co właściwie Pani tutaj przynosi? Bo rozumiem że usilnie pragnie Pani podzielić się z nami jakąś wiedzą?!

  61. ona tu nic nie przynosi /no, może prócz smrodu/, ona wysysa i karmi się tym, co jej kto rzuci

  62. Jak to co?? Niekłamany podziw dla gospodarza, to chyba jasno wynika z moich wpisów? No i kobieca troska o pana Macieja, który brnie w różne ślepe uliczki, zamiast skupić się na tym, co najlepiej potrafi, czyli na przedstawianiu i propagowaniu własnej wizji historii z przymróżeniem oka. Dziwię się np. że jeszcze nie skierował swojej uwagi na najmłodsze pokolenie, choć uczciwie przyznam, że mogę o czymś nie wiedzieć. Dzieci są bardzo wdzięcznym odbiorcą i jeśli będzie ich coraz więcej, będzie można na nich też nieźle zarobić, a przy okazji wzmocnić swoją pozycję rynkową, czyli realnie się wybić 🙂

  63. Akurat dzisiaj jest zakończenie targów, Gabriel wróci późno i dopiero jutro Cię wywali.

    No trudno.

    Nie jesteś głupia, na swój sposób

    Jesteś idiotką, taką zwyczajną

  64. Myślę, że Gospodarz nie przystanie na tę uwagę, bo dla dzieci pisze chłoptaś Raczka i organizują mu w szkołach spotkania i w try miga zrobili film fabularny z tzw. efektami specjalnymi. Książek natrzaskał sporo dla dzieci i bezpruderyjnych dorosłych i wszystkie mu wydali, napisał sztuki i wystawili mu, nawet jedną w teatrze Syrena, ale w Londynie. Proszę policzyć i wtedy przyznać, że jego spirit ma cholerne wsparcie tego c.n.o.ż.o.

  65. nie karmić trolli

  66. No i kobieca troska o pana Macieja…

    Jezus Maria! Kopernik była kobietą!  A może Józef Orzeł też?!

  67. „wszystkie mu wydali”- ci mityczni „oni”, tak?

    A przecież gospodarz sam sobie wydaje co chce i ma w „ich” w głębokim niepoważaniu, prawda? Jeśli dobrze rozumiem, to pan Maciejewski trochę chciałby, a trochę się krępuje. Chciałby być bardziej popularny (czytaj- czerpać większe profity) a „układ’ mu na to nie pozwala, olewając go ciepłym moczem różnych niedorobionych redaktorków. Miło jest wystąpić w telewizji, no ale przecież nie w publicznej, więc może tylko w niszowej i koło się zamyka, bo w ten sposób oglądać jego wystąpienia będzie jedynie małe grono tutejszych fanów, czyli w porywach kilkadziesiąt osób, a bez porywów kilkanaście. I tak już od kilkunastu lat, za co właśnie m.innymi bardzo pana Gabriela podziwiam, czemu daję co i rusz wyraz w wolnych chwilach.

  68. biedna w każdej mierze , powtarzam, kobieto. Uważasz, że wszystko ci wolno ponieważ wykorzystujesz chwilową nieobecność gospodarza. Nie odróżniasz ,,podręcznych” od ,,prywatnych” źródeł, które użyłem. Przyszłaś i deprecjonujesz osobę i dzieła Pana Grzegorza Brauna. Czym ty jesteś, żeby sobie na to pozwalać? Tak, Pan Grzegorz Braun się sam w tym momencie nie broni. Więc nie myśl sobie, że ci wszystko wolno. Wchodzenie bezczelnie z brudnymi butami uważasz za normalne. Spiryt.. tu raczej… nieprzyjemny fetor. Ty, biedna kobieto, i tak niczego nie zrozumiesz.

    https://www.youtube.com/watch?v=rVJdHL41L3k

  69. Panie Gabrielu, jak będzie Pan tu wracał, to proszę łaskawie po drodze zabrać dwururkę.

  70. Nie ma Pan do końca racji w tym sensie, iż ziemiaństwo polskie na terytoriach zależnych /rozbiory/ było NIEZALEŻNE FINANSOWO. Oddawali co cesarskie cesarzowi, a resztę mieli w d.. Jest urocza książka Stanisława Strzemię – Janowskiego, pt.: „Karmazyny i żuliki. O zwierzętach dobrze i źle urodzonych”. Niezależnie od tych zwierząt /cudowne psy i konie!/, ta książka pokazuje, na co stać było ziemian. Oooo, pszePana….

    Książkę polecam PT Wszystkim. To nie jest z tych szalenie poważnych książek, ale to nic a nic nie szkodzi.

  71. oraz czosnek na wampira który tu grasuje i wysysa:)

  72. Pyszna relacja, Magazynieru Kochany 🙂 Thx!

  73. Primo, bez „panowania” proszę. Secundo, Polska rozbiorowa nie była terytorium zależnym, tylko okupowanym. To spora różnica. Poza tym ich niezależność finansowa wynikała również z tego, że instytucje finansowe też były lokalne (znaczy miejscowi Żydzi) i przez to pod kontrolą hermetycznej organizacji wyższego rzędu, która, oczywiście też była lokalna.

  74. Mój prosty umysł, gdy polecałam tę książkę w stajni /no bo te zwierzęta…/, dyktował mi prostą frazę: zobaczcie, co dawała ziemia. Jakie możliwości.

    Krotochwila:

    Czy Grzeltas wie /skoro mam nie „panować” :)/, że podczas balu panowie wjeżdżali do salonu konno i tak właśnie tańczono z damami poloneza??? W XX wieku, na Kresach? Aż mi serce rosło, czytając o takiej fantazyji! Zachwycające!

  75. nie można było biedakowi ulżyć w cierpieniu i podejść po autograf ?

    To by dopiero było okrucieństwo :p

  76. Istnieją tylko dwa sposoby wojowania z mainstreamem: 1) przejmując go, 2) stwarzając mu na tyle silną alternatywę, że doprowadza go ona do bankructwa. Oba sposoby wymagają wpompowania w ten biznes duuuuuużej ilości kasy z zewnątrz. Jeśli tego nie ma, wszelkie działania ukierunkowane na budowanie czegokolwiek krok po kroku są skazane na porażkę.

  77. Sądzę,ze się mylisz.. W tym wszystkim ,  poczatkowo nie chodzi o przejęcie.. Tu chodzi o rozkodowanie tego systemu.. Ujawnienie mechanizmów działania.. Ukazanie czym jest ten rynek,a właściwie jego brak… Oraz kto w nim uczestniczy I dlaczego..

  78. Witam.

    „Trochę krótko i na chybcika, chyba coś nagram samodzielnie na ten temat” to cytat którym można skomentować tę notkę. Bardzo małymi kroczkami i samodzielnie Gospodarz tworzy ów rynek, o którym pisze, że go nie ma. I chyba tylko tak to można robić albo zrobić. Cały czas zastanawiam się nad rolą „Ronina” i zaproszeniem Gospodarza na szersze wody „wpolityce.pl.” Ze wszystkich spotkań wliczając to w Klubie pan Józef tylko raz był na tyle powściągliwy, że nie komentował. W pozostałych przypadkach starał się jednak moderować. A tu, dobrze to wiemy, treści Gospodarza są na tyle samodzielne, oryginalne i odkrywcze, że powstają nawet różne Ebenezery w celu dyskredytacji. Coś jest na rzeczy. Tym czymś jest sprzedaż. Jeśli się rozwija to dobrze będzie. Pamiętam jeszcze okres 1980-1981 kiedy na fali krótkotrwałej „wolności” eksplodowały przeróżne zespoły muzyczne. Trwało to krótko i szybko zniknęło. Te czasy już nie wrócą, a więc pozostaje długa, powolna i mozolna droga budowania rynku. I tu może właśnie przykład Gospodarza i sposobu zagospodarowywania przez niego rynku treści jest tym czego nam potrzeba. Gotowym formatem do samodzielnego powielania. Bo kiedy kreacja wartościowych i oryginalnych treści połączy się z uzdolnieniem biznesowym mamy receptę i sposób na wybicie się. W przypadku braku jednej z tych cech można jeszcze pomyśleć o akwizycji. Z jednej strony muszą być pieniądze albo pomysł na ich zdobycie z drugiej strony młodzi uzdolnieni ludzie, którzy dostaną szansę. W przypadku Gospodarza mamy dwa w jednym. W przypadku innych ludzi potrzebny jest format biznesowy, który będzie powielał sukces Gospodarza. Myślę, że z pieniędzmi to może być mniejszy problem niż z tymi uzdolnionymi ludźmi. Myślę też, że pan Braun jest poza konkursem bo on już jest po drugiej stronie lustra, a więc ma jedno i drugie. Ciekaw jestem czy zdanie zacytowane na początku komentarza będzie wprowadzone w czyn czy spotka je los „Sacco di Roma.”

    Pozdrawiam

  79. A i jeszcze przypomnę taką ciekawą notkę z przeszłości o podobnej tematyce:

    https://coryllus.pl/o-nowych-sposobach-organizacji-sprzedazy/

  80. Grzegorz Braun, Pan Nikt i… (pod notką o Panu Nikt nie można wkleić…)

    https://www.youtube.com/watch?v=kpNb9WYByRA

  81. Cała radość po mojej stronie. A tu Ks. Guz i Braun razem w dyskusji po premierze „Lutra i…” w Lublinie: https://www.youtube.com/watch?v=MWpaq7Q0YdU

    Na początku Ks. Guz za bardzo wazelinuje jak na mój gust, ale potem daje czadu, że można z krzesła spaść.

  82. Niestety, chyba raczej jednak pan Wojtek Szeligowski ma rację. Rozkodowanie systemu, ujawnienie jego mechanizmów to etapy wstępne, seminaryjne, niezbędne, ale dalszy etap, czyli otwarcie frontu, ofensywa, to już kwestia duuuuużej kasy. Ilustruje to Różaniec bez granic po części, chociaż niedoskonale, bo to była inicjatywa jednorazowa, do powtórzenia, ale tylko raz na rok, bo mogli zainincjować go ludzie, którzy już mieli kapitał i wejścia do szołbiznesu. Jeszcze lepiej ilustruje to „Luter i rewolucja protestancka”. Braun musiał zebrać ze 300 tys. na ten cel. I mógł to zrobić tylko on, bo tylko on ma takie umocowania i tylko on jest taką firmą, w którą „któś” by zainwestował.

  83. Ukazanie brak rynku, czyli rynku dętego, to jest specyfika kraju kolonialnego, który nie jest przeznaczony do promocji ale do dojenia. 

  84. Mój osobisty dziadek wjeżdżał konno do „dworu”, aczkolwiek panem nie był 😉 to Grudziądz tej fantazji uczył 😉

  85. Wszelkie demaskacje, to mniej lub bardziej dewastacja emocji. Człek roztropny wie z grubsza jak toczy się światek. To co robi Gospodarz, to nie są demaskacje, a uniwersalne rozmyślania o mechanizmach pewnych procesów – to ma aspekt dydaktyczny, żeby nasze dzieci nie miały siana w głowach.

    Bez rozumnych elit (innych niż wystrugane z buraka), mogących tworzyć odpowiednio silne organizacje żadne, największe nawet środki finansowe nic tu nie zmienią.

  86. Myślę, że nakręcimy video z pani pogrzebu, a teraz już won…

  87. Może weźmy kredyt u Rotschilda na ten cel, co?

  88. Rotschild na ten cel nie da ani centa.

  89. Proszę,nie zartujcie, pomysł jest znakomity.. Biznes biznesem.. Ale Fundacja i Braun chcieli zrealizować film i to zrobi..  Recenzje sa dobre i bardzo dobre..Przypomnę, ze Fundacja  ma charakter misyjny.. Jestem przekonany ,że koszty projektu się zwrócą.. Coryllusie, zrealizowanie filmu to doskonała promocja wydawnictwa.. Nie ma siły żeby tak oryginalne pomysły nie zatrybiły ., na tle tego oficjalnego zapyziałego pseudo -rynku.. Proszę, jak tylko znajdziesz czas ,spróbuj napisać konspekt scenariusz.. A może wspólnymi siłami tu na blogu ,razem coś wymyślimy .. A może niech to będzie nasz wspólny projekt ,gdzie Ty będziesz podejmował ostateczne decyzje nad projektem.. Osobiście , uważam ,ze jednak warto podążać za ciosem..

  90. Żadnymi wspólnymi siłami nie napisze się scenariusza

  91. Ok.. No to proszę,abyś sam napisał.. Wiem. że jest ciężko.. Ale pomysł jest znakomity… Sądzę ,że znajdzie się wiele osób,które będą Cię motywowały ,a nawet pomagały ..

  92. I właśnie dlatego najlepiej by było wziąć od niego i to tak, żeby jeszcze chętnie dał. To byłoby coś.

  93. Widzę, że najbardziej konkretne komentarze są o świcie, no i dobrze. Miło,  że Coryllus „prawym prostym” wyprosił tę ‚”uduchowioną od Dżona Morgana”.

    Na szczęście nie  te „Spiryty JM” rządzą światem.

  94. Przecież już napisałeś kilka scenariuszy. Trzeba je rozpisać na skrypt.

  95. No jasne. Ale będzie chciał coś w zamian, np promocję prezerwatyw, bo akcje jego chemii idą w dół. Wolę odbudować bankowość Templariuszy.

    Mówiąc nieco poważniej, muszę coś zarobić i potem poszukać sponsorów.

  96. Koszty projektu się nie zwrócą. Ale to nie ma znaczenia. Trzeba szukać kasy i ją robić.

  97. Niech nie ma pani do niej żalu. Cóż ona może, skoro ona „narzeczona” tego „Dżona”?

  98. A dzięki. Jutro jadę do przyjaciół, by ten film obejrzeć. Zapewne zaproponuję im i ten zapodany link. /X. Guz zazwyczaj na początku ma tzw. bardzo uprzejme wstępy./

  99. Oooo, numery z Grudziądza znamy, znamy :))) Może Grzeltasowy dziadek jeździł na naszych koniach, bowiem majątek hodował właśnie remonty dla Grudziądza, dla CWK.

    Onego czasu śp. generał Michał Gutowski, po powrocie do Polski,  napisał interesujące wspomnienia z CWK właśnie. Zamieścił je w piśmie „Konie i Rumaki”. Czytałam z zapartym tchem, a gdy przyszło do nazwisk, to z radością stwierdziłam, iż to powinowaty /przez żonę z Nostitz-Jackowskich/.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Micha%C5%82_Gutowski

  100. O Lutrze tylko dobrze? Kto boi się filmu Grzegorza Brauna?

    http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=21592&Itemid=46

  101. Zapewne tak. W pewnym sensie miał szczęście, że zmarł zanim zdążył się dowiedzieć, że jego wnuk ma alergię i do stajni wejść może tylko w masce p/gaz…

  102. Odnośnie filmu Grzegorza Brauna „Luter i rewolucja protestancka”, który już nabyłem i obejrzałem ze dwa razy, dodam, że dobrym pomysłem było by zrobienie kontynuacji. Coś na zasadzie „Kalwin i rewolucja protestancka”. Tak, wiem, pieniądze.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)