wrz. 122021
 

Bruk może nie pamięta naczelnika Kościuszki, ale na pewno jest bardzo stary i całe szczęście nie zalany asfaltem. Jeśli ktoś myśli, że prócz skacowanych weselników na tym rynku nie ma nikogo o tak wczesnej porze w dzień święty, ten myli się srodze. Miejscowa żulia już zjeżdża się rowerami i zajmuje swoje stałe miejsca. Życie zaczyna się tu bardzo wcześnie.

Poszedłem do kościoła, który jest właściwie obok rynku. Piękne nabożeństwo, ale organista fatalny. Na rynku lekka mgiełka i ten lśniący w słońcu, jak wypolerowany, bruk. Piękna pogoda. Mgła powstaje dlatego, że niedaleko jest Wisła, a miasteczko położone jest w dolinie. Kiedy jedzie się tam od strony Życzyna, czego nigdy wcześniej nie próbowałem, droga opada w dół, tak stromo, że mamy wrażenie, jakbyśmy byli w górach, a nie na mazowieckiej równinie.

Piękne miejsce, choć zapuszczone. Dowiedziałem się dziś z rana co jest najbardziej pociągającego w byciu autorem. Otóż chodzi o to, że jak człowiek ma przymus pisania, a zalał się poprzedniego wieczora, ciąży mu łeb i ma całkiem zdarte gardło, a nie ma przy tym żadnego pomysłu na tekst, zawsze może napisać impresję,

Wrześniowy upał, mgła ciągnąca od Wisły, pustka – no prawie – na rynku. Miejsce gdzie 10 października, dawno, dawno temu skończyła się Polska.

  15 komentarzy do “Rynek w Maciejowicach, niedziela, siódma rano”

  1. Maciejowice robią wrażenie.

  2. Jednak Franciszek nie odważył się przyjechać do Warszawy i krąży jak zły duch albo jak Georg Hohenzollern w 1526 w bezpiecznej odległości w czasie wojny na Węgrzech z Turkami i widać, że prowadzi jakąś nieczystą grę na froncie środkowoeuropejskim.

  3. A PRYMAS TYSIĄCLECIA jest Błogosławionym. Natomiast Prexydent Andrzej Duda odmówił spotkania z Merkel.

  4. Kardynał Wyszyński jak ten bruk wypolerowany przez modernistów dodatkowo ubezpieczony mgłą półprawd i niewiedzy.  Moderniści potrzebują swoich świętych jak najwięcej, aby zatrzeć pamięć o tak niewygodnych jak np. Pius X.

    Twierdzą oni, że potrzebujemy Nowej Wiary -bo wszystko co nowe jest lepsze niż stare – tej zgniłej dostosowanej do zgnilizny doktrynalnej współczesnej hierarchii. Mało kto sobie zdaje sprawę, że gdyby św. Pius X ciągle jeszcze żył musiałby zmierzyć się z decyzją wyrzucenia z Kościoła większości hierarchów i wiernych.

    Czy kardynała Wyszyńskiego również dotknęłaby ta decyzja?  Na pewno musiałby się wytłumaczyć z najświętszej sprawy dla Kościoła: z poparcia Nowej- będącej w istocie karykaturą,  obrazą i w wielu momentach zaprzeczeniem dotychczasowej Mszy Świętej. Mszy, nieprzypadkowo i celowo nazwanej Mszą Wszechczasów.

    Nie wiem jakby tłumaczył się Kardynał i czy wogóle można się z tego wytłumaczyć.  Ale kogo to wszystko dziś obchodzi. Dziś większość nie chce żadnej odpowiedzialności, popiera kolejnych świętych, którzy zrzuca z nich dręczące myśli i wyrzuty sumienia. Skoro święty popierał to co Pius zwalczał – to tak musi być. Wyszyński to prawie współczesność a Pius X to zamierzchła historia. To jasne, że Wyszyński miał rację, bo przecież „rozumiał lepiej nasze czasy”.

  5. krwawa luna na cmentarzu .. w Laskach podobno się nawróciła przed śmiercią, jeśli tak, to dobrze bo opamiętanie jest człowiekowi potrzebne jak tle

  6. Taka refleksja mi się nasunęła, ze 4 może 5 lat temu ktoś wrzucił tu link opisujący dokonania filantropijne osoby ,  która prowadziła fundację organizującą wakacje dla dzieci z robotniczych ubogich rodzin, taki był mniej więcej szczytny cel i nie zapamiętałabym tej osoby, gdyby nie fakt że z zebranych składek wypłacała ona sobie pensję miesięczną w kwocie 700 zł  – w xx leciu międzywojennym były to bardzo duże pieniądze.

    w tym samym czasie

    obok stolicy, niedaleko, jest też takie dzieło jak Laski, finansowane trochę przez państwo trochę przez ludzi.. itd  i tam nikomu nie przyszło do głowy pobierać wynagrodzenie w wysokości 700  zł miesięcznie …

    ten sam kraj ci sami ludzie, ta sama wiara rzymsko katolicka, a zachowania różne

  7. Biznes filantropijny. Nas to gorszy, ponoć na zachodzie uznawany za godną uznania drogę bogacenia.

    Jak było w Laskach? Nie wiem. Bez wypłacanych pensji pewnie nic by nie ruszyli. Pytanie z jakich środków, komu itd…

  8. człowieku, zapytaj dziadków, albo poszukaj w internecie jaka była siłą nabywcza kwoty 700 zł w IIRP,  co to było 700 zł przed wojną

    może w Laskach i były wynagrodzenia –  moja refleksja nie dotyczy problemu wynagrodzenia tylko celu gromadzenia datków,

    w pierwszym i w drugim moim przykładzie cel szczytny  i ten cel pierwszy /cel szczytny bo mają być sfinansowane  wakacje dla robotniczych dzieci/ zostaje zamieniony na  co ….

  9. O czym ty chłopie pieprzysz? Mógłbyś nie przeganiać stąd ludzi swoim bełkotem?

  10. Proszę czytać ze zrozumieniem.

    W ogóle nie skomentowałem wysokości zarobków w przedwojennych Laskach!

    Dyrektor szkoły zarabiał ca 800 zł.

    Facet wypłacał sobie niezłą pensję, ale bez przesady.

    Osobiście uznaję tylko działalność społeczną i pomocową wynikającą z potrzeby czystego serca.

    Biznes filantropijny śmierdzi, a prawdziwej czystej filantropii jest jak na lekarstwo.

  11. co do prawdziwej czystej filantropii to rzeczywiście był jej objaw w sprawie Lasek, teraz jest jej jak na lekarstwo …

    literatura socjologiczna z tamtego czasu /II RP/ wskazuje że te robotnicze dzieci były bardzo ubogie, mogło być tak,  że na ich wakacje  nie żałowano datków … no ale zachowanie organizacyjne osoby firmującej tą filantropię /dla naprawdę ubogich/ zastanawia..

    ciekawe jakie zdanie miał w tej sprawie Krzywicki …

  12. dziękuję, zaraz przesłucham

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)