Cze 112018
 

Władza absolutna wyklucza istnienie rynku i wymianę globalną. Władza absolutna tworzy rynek lokalny i, o ile nie została zaplanowana jako herezja, musi zakończyć się rewolucją. Władza absolutna ma kontrolę nad najważniejszymi kanałami dystrybucji – nad informacją. Od tego bowiem kto kontroluje informację i to w dodatku jawną, zależy przy kim jest władza. W XX wieku okazało się, że nie da się utrzymać kontroli nad informacją za pomocą cenzury, ta bowiem jest elementem władzy absolutnej, a ta z kolei tworzy rynek lokalny i zaprzecza istnieniu rynku globalnego. Albo więc rynek globalny i brak cenzury znanej nam z czasów komuny, albo rynki lokalne różniące się poziomem zaawansowania oraz strategiami, a także kulturą i świadomością graczy. Innej alternatywy nie ma. Na razie króluje opcja pierwsza, albowiem rynek globalny jest dziś potrzebny wszystkim. Nie oznacza to, że kiedyś nie dojdziemy do takiego momentu, w którym stworzy się wydzieloną enklawę władzy absolutnej, która kontrolować będzie kanały dystrybucji wszystkiego, w tym informacji. Sytuacja taka może zostać zaplanowana, tak jak zaplanowano istnienie ZSRR, albo powstać w wyniku osłabienia mechanizmów kontroli rynku globalnego. No, ale do tego potrzebna jest jakaś katastrofa – wybuch nuklearny albo uderzenie asteroidy. Nic tańszego nie wchodzi w grę.

O co chodzi z tą kontrolą informacji jawnej? O to, by nadać jej status specjalny i wydzielać fragmentami, z przeznaczeniem dla wybranych, co stworzy wewnętrzną hierarchię, która – skonsolidowana i utwierdzona w wybraństwie – będzie bronić władzy absolutnej jak własnego życia. Za komuny mechanizm ten przybierał formy kuriozalne, bo specjalnym charakterem objęta była na przykład pornografia, a każdy kto posiadał jakieś świerszczyki, szczególnie te kolorowe, mógł w środowisku lokalnym uchodzić za wybrańca, dotykającego dóbr odległych i zakazanych. Na równi z pornografią cenione były pisma wydawane przez paryską Kulturę i „przemycane” do Polski przez „specjalnych” kurierów. Dziś, wydaje się, że mamy te krępujące i degradujące sytuacje za sobą. Nic bardziej mylnego. Okazuje się bowiem, że zbiór informacji jawnych, nadających się do kształtowania hierarchii, jest tak głęboki, iż w chwili kiedy nie ma cenzury i przymusu, każdy kto potrafi się po nim poruszać, może wykreować własną hierarchię czyli de facto mieć władzę, a niechby tylko w bardzo wąskim zakresie. Na przykład my tutaj. Robimy rzeczy dość zaskakujące, a czynimy to, dlatego, że wolno i dlatego, że system pozostawił poza hierarchiami taką ilość ludzi zdolnych i dających sobie radę z informacją, że to jest aż zadziwiające. Cechą bowiem immanentną systemu jest pokusa, by zrezygnować z utrzymania hierarchii merytorycznej i zastąpić ją jakąś inną. I tak wybitni profesorowie archeologii miast zatrudniać na stanowisku asystenta swoich najzdolniejszych uczniów, wybierają na to stanowisko jaką panią z cyckami jak donice. Choć przecież i tak wszyscy wiedzą, że ich sława pozamerytoryczna dawno przeminęła i dziś mogą już tylko – przepraszam za wyrażenie – pierdzieć i przepraszać. Nie zmienia to niczego w hierarchii pokus. Nie zmienia na razie, ale ja mam wrażenie, że wkrótce może zmienić. Ilość kontekstów bowiem, w których można przedstawiać sprawy pozornie znane i oczywiste jest oszałamiająca i zakładam się już dziś, że pani z cyckami za tym nie nadąży. W żaden sposób nie jest to możliwe. Dziś w zasadzie, na rynkach lokalnych, które nie dysponują mechanizmami zagłuszania nowych hierarchii opartych o nowe, jawne informacje, albo o inaczej przedstawione konteksty, nie ma żadnego mechanizmu, który by się oparł ludziom chcącym mieć kawałek władzy. Okay, jest zamilczanie, ale to jest obroń obosieczna i łatwa do wytrącenia z ręki. Rynkom lokalnym nikt nie przekaże do dyspozycji dobrych, drogich zagłuszarek takich jak Hollywood, bo istnieje obawa, że powstanie obszar władzy absolutnej, negujący rynek globalny. Dlatego między innymi PFN działa tak jak działa. Tak więc lokalnie mamy do czynienia z piętrami autorytetów, które – co było do okazania – stale ulegają pokusie pozamerytorycznego ustawiania hierarchii. I teraz rzecz najważniejsza – wystarczy powyższe stwierdzić, nawet nie za bardzo głośno, żeby poczuć moc. Myślę nawet, że wobec powszechnie przyjętego postulatu zamilczania, można – w razie jakiejś publicznej polemiki – kopnąć jeden czy drugi autorytet w dupę. Nic się nie stanie, milicji nikt nie wezwie, albowiem hierarchie oparte są na cyckach, a zamilczanie jest zasadą niepodważalną. Hulaj dusza, piekła nie ma….I tak i nie….

Mimo, że kontroli nad dystrybucją informacji już nie ma, czego dowodem jest portal www.prawygornyrog.pl są jednak jeszcze charyzmaty. Te zaś opierają się na trwałej bardzo zasadzie, dającej się streścić w zdaniu – skoro zaszedł tak wysoko, to nie może być przecież aż tak głupi. Oczywiście, że może, bo hierarchie na rynkach lokalnych kształtowane są według zasad odległych od meritum, a cycki nie są przecież największa pokusą. Tę stanowi dziedziczenie. Na przykład dziedziczenie stanowisk i urzędów w demokratycznym państwie prawa. To jest pokusa poważna, gwarantowana na rynku lokalnym przez organizacje globalne, ale nie najważniejsza. Przez powagę tej pokusy nie można powiedzieć wprost, że Karolak to dureń bez krzty talentu, bo zawsze się znajdzie ktoś kto powie, że co prawda pan Tomek nie umie śpiewać, ale za to jako aktor jest niezły. Zwykle mówią to ludzie mający zerowe pojęcie o kategoriach oceny pracy aktorskiej, no ale hierarchie, także hierarchie ocen oparte są na przesłankach dalekich od meritum, co było do okazania, nie raz i nie dwa….Jaka pokusa jest najważniejsza? Jeszcze się nie domyśliliście? Dziedziczenie talentu. To jest ten moment kiedy wąż hierarchii rynku lokalnego chwyta się za własny ogon i zaczyna go zjadać w nadziei, że to uchroni go przed śmiercią głodową. Nie uchroni, wiemy o tym. Możemy patrzeć spokojnie na ten cyrk i zacierać ręce z zadowolenia. Niech młody Łysiak nadal przekonuje publiczność, że odziedziczył talent po ojcu. My się temu będziemy ze spokojem przyglądać. To już w zasadzie wystarczy, żeby Łysiaka unieważnić. Nie trzeba nawet nic mówić. Jest w zasadzie tylko jedno niebezpieczeństwo i musimy się tu zastanowić wspólnie jaką przyjąć wobec niego strategię. Chodzi mi o złodziejstwo czyli podawanie informacji bez przywołania źródła. I tak całe hierarchie autorytetów mogą nagle zacząć powtarzać to, o czym tu mówimy, zarzekając się, że sami to odkryli studiując dawne pisma i dokumenty. Oto jak choćby pan Cichocki, który – pierwszy raz w dziejach polskiej historiografii – nie licząc oczywiście nas tutaj powiedział, że Jagiellonowie są przereklamowani, a Polską w XVI wieku rządziła „mafia padewczyków”. Pan Cichocki zmienia obowiązującą narrację, bo wie, że już wolno. Skoro wolno nam, wolno i jemu. Usiłuje czynić to tak, jakby sam do tych wniosków doszedł, nie potrafi jednak właściwie naświetlić kontekstu, albo się po prostu boi, że za dużo powie i wciąż sztywna, lokalna hierarchia przywoła go do porządku. Nie powie, że uniwersytet w Padwie to szkoła weneckich agentów, założona jako przeciwwaga dla Bolonii. Nie powie, że każdy jej absolwent wracający do domu wyposażony był w instrukcje i pieniądze na działalność wywiadowczą i polityczną. To na razie nie przechodzi panu Cichockiemu przez gardło, sami zresztą zobaczcie. https://www.youtube.com/watch?v=gG2tsPJNNVU&feature=youtu.be&t=1h8m35s

Musimy się jakoś przed takimi wyskokami zabezpieczyć. Nie wiem na razie jak. Jedyne co mi przychodzi do głowy to przyspieszenie tempa i wydawanie jeszcze większej ilości jeszcze bardziej kontrowersyjnych treści jawnych. Nie wiem tylko czy nie utuczymy na tym jakiegoś wrogiego nam wieprza? Co o tym sądzicie?

Zapraszam na portal www.prawygornyrog.pl gdzie jest od wczoraj umieszczona pierwsza część pogadanki z Rafałem. On zaś już na samym wstępie definiuje czym było Międzymorze w pojęciu tychże Padewczyków wymienionych przez Cichockiego. Otóż była to próba ratowania resztówki po pax mongolica, wielkim obszarze wolnego handlu, po rynku globalnym – powiem wprost – który zarządzany był przez banki Italii, a gwarantowany przez chana. To ważna konstatacja, która zmienia w zasadzie całe nasze spojrzenie na historię unii polsko-litewskiej.

Teraz kilka ogłoszeń. Zostało 32 egzemplarze „Życiorysu własnego przestępcy”. W czwartek i piątek jestem we Wrocławiu, gdzie będę opowiadał o Kanadzie i o Polsce od morza do morza.

  24 komentarze do “Władza czyli komunikacja”

  1. „Mimo, że kontroli nad dystrybucją informacji już nie ma”

    Władza się zorientowała już, że nie ma kontroli nad dystrybucją informacji i wprowadza tą kontrolę małymi krokami:

    -nowe prawo autorskie UE

    -rejestr stron dlokowanych ministerstwa finansów

  2. ”utuczymy na tym jakiegoś wrogiego nam wieprza”

    kotlety mielone i schabowe pożywne są, trzeba tylko …
    to zawsze dotyczy kuchni zarówno lokalnej jak i globalnej

  3. rade na Cichockich i hierarchię podałeś sam – bank i bojówka.

    Unieważnić Cichockiego może nie tylko tamta strona ale i ta np. https://www.wykop.pl/link/4312613/lysiejacy-katolik-masakruje-bylego-ksiedza-zobacz-jak/

  4. Czy można prosić o jakieś detale tych spotkań we Wrocławiu? Gdzie i jak się na nie zapisać?

  5. O ks. Blizińskim Cichocki pewnie nie powie ani słowa. Czytam, więc jestem na bieżąco:)

  6. Cichocki (brunet) to pewnie ciągle przeżywa przesłuchanie  Ambergolda, a Cichocki (blondyn) zdaje się profesor, będzie ostrożny  z formułowaniem odkrywczych myśli, żeby nie pojawić się w zbyt wysuniętej na czoło awangardzie. Będzie to powtarzał po awangardzie tylko będzie się skupiał, czuwał nad doborem określeń idealnie oddających sytuację, typu „padewczycy”. Kolejne pokolenia Polaków wiedziały, że Kochanowski studiował w Padwie a teraz dopiero pojawia się  oto subtelne acz porządkujące dookreślenie „padewczycy”.

    Kiedyś biegałam na Foksal do dziennikarzy, na lektorat z  języka włoskiego i tez był tam nabór na lektorat w Padwie. Kiedy ja się zgłaszałam to już akurat nie było miejsc, no ale … widać nie miałam być „padewczykiem”.

  7. Strona internetowa Aarona Russo, nieżyjącego reżysera, który demaskował kliki w tym rodzinę Rockefellera, który był swego czasu jego przyjacielem przez lata była blokowana przez Google ostrzegając, strasząc wchodzących, że rzekomo zawiera wirusy, co nie było prawdą.

    W Anglii z miejsca nakazem sądu blokuje się strony łamiące prawa autorskie.

    Teraz jest strategia zalewania konkurencji innymi informacjami, treściami.  W rezultacie podobno prawie połowa globalnego ruchu w Internecie to streaming pornografii.

    A my, żeby zaistnieć musimy pływać w tym Gangesie.

  8. Zastapic hierarchie merytoryczna jakas inna ……………

    Talenty i charyzma pochodza od Boga, wiec tam gdzie hierarchia merytoryczna tam Panstwo Boze. Chcac je obalic i wprowadzic rzady czlowieka, lub Zlego, zrywamy jablko i wprowadzamy inna hierarchie. Tak jak kiedys obserwowalem. Tworcow, inzynierow nazwano zasobem, a hierarchia stali sie ludzie zysku, managerowie.

  9. Looknelam sobie na tego Cichockiego…

    …  Pan wie i ja wiem, ze ten gamon nie ma szans  niczego odkryc, a o wyjasnianiu czegokolwiek to nawet mowy nie ma… zeby nawet kilo soli zjadl  !!!

    To tylko Pan i ludzie skupieni wokol Pana dzisiaj jestescie juz  AKADEMIA… tylko tu ludzie ciekawi historii sa w stanie prawie wszystkiego sie dowiedziec – tego jestem pewna… ale przyspieszenie „tempa” – wedlug mnie – nie za bardzo jest wskazane… bo co nagle to po diable…

    … ostatnie Pana felietony sa fenomenalne… a pogadanki na PGR  rewelacyjne… dzis dopiero przymierzam sie do wysluchania rozmowy z Panem Rafalem… z ta mysla zasypiam i budze sie rano, ale doba nie chce miec wiecej niz 24 godziny…

    … ten Cichocki – ze swoim belkotem – to  POMYLKA i absolutna strata czasu.

  10. Teraz wypadałoby zabrać się konkretniej oddzielają ziarna od plew na osi Kościół – władzuchna, tzn. wszelkiego rodzaju letni element a przede wszystkim w Kościele.

    Mnie cały czas nurtuje postać reżysera, producenta Michała Kondrata.

    Czy świeckim jedynie jak można dzisiaj zaimponować swoją wiarą to za pomocą trwogi związanej z egzorcyzmami?

    On powiedział, że nie mogli załatwić jakiejś audiencji w Watykanie (jakiś światowy prezes egzorcystów) to kazał ludziom z ekipy odmawiać różaniec i po trzech dniach stał się cud.

  11. Ciekawe, że od kilkudziesięciu lat nie ma już medialnego zjawiska zwanego „sławny wynalazca”.

  12. Każdy wynalazca ma wpisane w umowie o pracę, że wytwory jego pracy są własnością korporacji. Bardzo trudno jest wejść na rynek indywidualnie.

  13. Wszelkie studia, szkolenia ( w tym korporacyjne) za granicą służą programowaniu głowy i budowaniu lojalności – jedynie nieliczni pozostają lojalni wobec swojego państwa i nie przechodzą na służbę u obcych.

  14. @ Coryllus

    Całe stado wieprzy utuczymy. Ciekawa jestem, gdy już miną uroczystości 100-lecia odzyskania niepodległości i, zgodnie z trendem globalistycznym, trzeba będzie zmienić tzw. narrację na podległościową /landową?/, jakimi argumentami będzie posługiwała się ta nowa  /odwrotna/ narracja. Wówczas np. sięgnięcie do poruszanych tu tematów stanie się oczywiste. Bez podawania źródeł, naturalnie.

  15. Dwie hordy czyli pax mongolica i pokojowcy brukselscy

  16. W korporacjach indywidualizm jest fikcją a samo wytwórstwo trudno przypisać jednej osobie, ponieważ te projekty przypominają swoimi rozmiarami Wieżę Babel, nawet tęgie głowy się w tym gubią, bo jeden umysł nie jest w stanie tego ogarnąć.

  17. Ale te zagraniczne szkolenia przyszłych polityków (np. przy Departamencie Stanu), którzy zaraz mają stać się głównymi osobistościami polityki w bantu stanach (e.g. Szydło), muszą być połączone z jakimiś masońskimi inicjacjami. Ta lojalność wydaje się być zbyt silna, aby wynikała wyłącznie z programowania głowy – tutaj musi w rachubę wchodzić coś jeszcze.

  18. Rozegrają to zapewne po mistrzowsku tak jak ograli amerykańskich patriotów konstytucjonalistów i republikanów, bo wystarczy wygadany populista okazuje się dobrym zamiennikiem po serii kadencji skompromitowanych prezydentów. Tylko to wystarczy. Ludzie wpadają w te same doły jak łapią się muchy na lep.

    Przyjdzie czas, że media mainstreamowe zaczną pisać to co zdegustowana większość będzie chciała przeczytać, co już powoli widać na Zachodzie i może się okazać, że tematyka PGR i tego bloga pokryje się, taki ruch spadochroniarski.

  19. Wcale ten czas nie musi przychodzic…

    … on juz jest… a taki  darmozjad jak ten caly Cichocki juz sie  podpina pod  PGR i tego bloga… i ten „ruch spadochroniarski”  bedzie mial tendencje  ooogrooomnie wzrostowa… pojawi sie tylu „spadochroniarzy”, ze glowa mala  !!!

    Przeciez te same  sFinie  i te same  wiepSZe  muszo sie ostac przy  zlobie… musimy  miec TYLKO  uszy i oczy szeroko otwarte… i byc przebiegli jak weze  !!!

  20. Do uczynienia lojalnym wystarczy czas i konkretna korzyść – np. opłacone studia, „załatwienie” dobrze płatnej pracy. Na wielu działa sama magia Zachodu – jednemu wystarczy poklepywanie po plecach przez osobę, która nie zna polskiego plus obiady w restauracji – innemu dobra pensja.

    Pani Premier nie jest dobrym przykładem – chociaż nie zetknąłem się osobiście – to sądzę,  że ona jest bardzo lojalna wobec Polski. Ponadto – należy odróżnić zrozumienie realiów i zależności i brak lojalności.

  21. Znaczy ja wiem, że Szydło nie jest dobrym przykładem potencjalnej masonki.

    Mnie ogólnie odstrasza ich poziom. Ludzie robiący interesy w skali międzynarodowej są w stanie jadać takich na śniadanie.

    Czytając książkę Gospodarza zastanawiałem się czy nie byłoby lepiej oddać się pod bezpośrednią władzę mocodawców niż trzymać się tych lokalnych, narodowych pośredników, którzy na większości płaszczyzn swej działalności po prostu kaleczą. Tak jak Żydzi w końcu woleli rzymskiego namiestnika niż skorumpowanego Heroda i jego następców.

 Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)