Paź 252018
 

Taki cytat znalazłem ostatnio, autorem wypowiedzi jest Paweł Rabiej, człowiek, który miał zostać prezydentem Warszawy :

My nie mówimy tu o zabijaniu dzieci, mówimy tu o usuwaniu niechcianej ciąży. To kwestia wordingu

Ponieważ w internecie krążą różne rzeczy, ja przyjmuję wstępnie założenie takie, że Rabiej tego nie powiedział. Nie jest przecież aż takim idiotą, prawda? Jak wiecie nie znam języków i nie mam także pojęcia co to jest ten wording, no, ale od tego są specjaliści, którzy z pewnością się tu wypowiedzą. Ja wiem z całą pewnością, że jeśli zaczynamy dobierać słowa tak, by ukryć sens rzeczywisty wypowiedzi, to trzeba ostrzyć noże i stawiać kosy na sztorc. Nie ma wyjścia. Jeśli pojawia się choćby najlżejsze przypuszczenie, że osoby publiczne zamiast wyjaśniać sprawy tak, by były dla wszystkich zrozumiałe, używają jawnej manipulacji, to znaczy, że będzie źle. I nie ma doprawdy znaczenia, kto będzie tych manipulacji dokonywał. Ja rozumiem, że politycy PiS nie zastosują rabiejowego wordingu do opisywania aborcji, ale jestem pewien, że zrobią to do opisywania innych rzeczy, na przykład manipulacji informacją i nazwą tę manipulację w jakiś wdzięczny sposób. W tym krótkim zdaniu bowiem manifestuje się cały potężny trend propagandy wymierzonej w życie jako takie, nie tylko życie nienarodzonych, ale w także w życie nasze codzienne. Kiedy to sprawy do tej pory oczywiste, nagle takimi być przestają i mianowane są, wskutek wordingu, wykroczeniami, albo wręcz przestępstwami, albo na odwrót – przestępstwa i wykroczenia nazwane są wesołą zabawą. Bo dlaczego nie. Jest to trend, w którym proste jak przecinak cwaniactwo mienić się będzie misją, a działalność propagandowa wroga nam wszystkim zyska miano popularyzacji jakichś ultra ważnych treści.

Tyle tytułem wstępu. Teraz przechodzimy do pisarzy i ich roli w społeczeństwie. Poświęciłem wczorajszy wieczór na czytanie książki dla dzieci zatytułowanej „Fajna ferajna”, którą moje dziecko kupiło sobie na spotkaniu z autorką Moniką Kowaleczko-Szumowską. Jestem tym tekstem wstrząśnięty, choć był to raczej wstrząs krótkotrwały, bo całą książkę przeczytałem w godzinę. Na obrazki, które są tam na każdej prawie stronie nie mogłem patrzeć wcale, tak są okropne i prymitywne. No, ale chodzi zdaje się o to, by udowodnić samemu sobie, że dzieci są głupsze i mają mniej wyrafinowane potrzeby niż dorośli. Innego powodu napisania i wydania tej książki nie znajduję. Publikacja jest zwykle prezentowana razem z filmem, w którym żyjący bohaterowie opowiadają o swoich przygodach w powstaniu. Książka sprzedawana jest dzieciom po 25 zł za egzemplarz, na spotkaniach organizowanych w domach kultury. Pretekst by prezentować ją dzieciom jest zjawiskiem z zakresu wordingu. To znaczy mówimy, że chodzi o wychowanie patriotyczne, w tekście mnożymy do niespotykanych rozmiarów ilość zgonów tatusiów, piesków i kotków, a także koleżanek i kolegów ( żadna mamusia nie ginie, to moim zdaniem ważne), piszemy wszystko stylem prostackim, bo nawet nie prostym i walimy z tym do szkół po kasę. Oczywiście w całą sprawę wmieszani są powstańcy, którzy projekt firmują, bo im się zdaje, że jak opowiedzą dzieciaczkom o swoich przygodach w ruinach Warszawy to te dzieci staną się od tego lepsze. To jest pułapka, trzeba to powiedzieć wprost. To jest zarażanie dzieci strachem, stygmatyzowanie ich, nakładanie na nich jakiejś historycznej odpowiedzialności i wpychanie w łapy historycznego fatalizmu. A co najważniejsze nie jest to polityka historyczna państwa poważnego. Ja traktuję to jako inicjatywę prywatną, choć wiem, że większość urzędników i funkcjonariuszy partyjnych przyklaskuje takim inicjatywom, bo inny rodzaj popularyzacji wiedzy o historii nie mieści im się w głowach.

Teraz pora na rozwiązanie kwestii postawionej w tytule – po co są pisarze? Polscy pisarze nie rozumieją ani swojej funkcji, ani misji, ani w ogóle niczego. Oni wiedzą, że trzeba zrobić tak jak w Anglii tylko gorzej i ustawić się w kolejce po kasę. Tyle. To jest poziom zidiocenia znacznie poważniejszy niż postawa Rabieja i jego wording, choć przecież pisarze, jak mawiał pewien mój dawny szef, rzeźbią w słowie i powinni być odporni na wszelkie pułapki. Nie są, a przyczyna tego jest jedna i to poważna – prawdziwe źródła zła. Te zaś zdemaskowałem już wczoraj. Można jeszcze jednak dla pewności powtórzyć jak odkrywa się te źródła. Trzeba położyć na stole 100 zł i udawać, że to nie nasze. Żaden pisarz się nie powstrzyma, a sądzę, że Twardoch z Mrozem gotowi by byli w takiej sytuacji chwycić za noże, nawet plastikowe, byle tylko owe źródła zła wyeksponować.

Rzeczywistą funkcją pisarzy jest przekazywanie treści lansowanych przez ich sponsorów. Treści, które mają być atrakcyjne i ciekawe, a jednocześnie dewastować psychikę i serca czytelników w sposób niezauważalny. To jest manewr trudny do wykonania, stąd tyle wydziałów literatury i instytutów oraz stowarzyszeń literaturą się parających. Kłopot bowiem z tą propagandą jest taki, że zwykle oczekiwania publiczności są o wiele bardziej subtelniejsze i bardziej wygórowane niż to co ma do zaprezentowania propaganda państw obcych i organizacji globalnych wynajmująca jakiegoś gamonia i nazywająca go pisarzem. Stąd właśnie potrzeba istnienia rynku literackiego i sfingowanej wymiany myśli oraz poglądów na nim, żeby przypuścić zmasowany atak na niewinne serca dzieci, matek i prostodusznych, ale ambitnych ojców, którzy wierzą w edukację. Bez całej tej konstrukcji nie uda się zmienić nic w psychice społeczeństw. No, ale jak widzimy po wordingu i książeczkach patriotycznych robota posuwa się naprzód i zyskuje coraz więcej zwolenników.

Teraz ważny przykład, wręcz najjaskrawszy – najlepiej ów mechanizm zaobserwować na Tadeuszu Boyu- Żeleńskim, znanym propagatorze literatury francuskiej w Polsce, a wcześniej w Austro-Węgrzech. Propagowanie literatury francuskiej w Austro-Węgrzech?! Czyżbym znowu coś mimowolnie nazwał po imieniu? No chyba. Kawał II tomu Baśni socjalistycznej poświęciłem tym zagadnieniom, przeczytacie sobie sami. Ja tutaj chcę tylko powiedzieć, że skoro można z literatury francuskiej do polskiej przenieść „Żywoty pań swawolnych”, to można też inne rzeczy. Trzeba tylko chcieć. Problem Polaków polega na tym, że oni nie chcą. Im się zdaje, że rynek treści stworzył się sam, nikt nim nie zarządza, a czyni na nim ludzie chcą jedynie urozmaicać wszystkim czytelnikom życie i dawać rozrywkę. Wiecie od kiedy Boy wydawał swoje Balzaki, Kubusie fatalisty i inne gnioty? Od ostatnich lat XIX wieku. A wiecie kiedy mu się to zaczęło zwracać? W połowie lat trzydziestych. Przez ten cały czas podkreślał, że wydawał wszystko za własne pieniądze. Utracjusz, hulaka, miłośnik kabaretów i rulety wydawał Prousta za własne pieniądze? Niesamowite. I teraz kolejna ważna kwestia – dlaczego ludzie nie rozumieją, że skoro można wydać Prousta, to można też coś innego? Bo chcą przede wszystkim wpisać się w trendy istniejącego rynku. Ten zaś jest konstruowany nie po to, by ktoś na nim zarabiał, ale po to, by tłoczyć propagandę do tych pustych łbów.

Po to właśnie, żeby uniknąć takich pułapek i nie stać jak nie powiem co i gdzie, organizujemy konferencje w ramach LUL. Pierwsza, która odbędzie się już z całą pewnością, rozpocznie się o 9.30, ósmego grudnia w pałacu w Tłokinii pod Kaliszem. Listę uczestników zamkniemy 5 listopada, czyli za 10 dni.

Zapraszam na portal www.prawygornyrog.pl

  59 komentarzy do “Wording albo po co komu pisarze”

  1. Słówko o aborcji: mam koleżankę żydówka ateizująca, byłyśmy razem na studiach, mieszka na sąsiednim osiedlu, widujemy się sześć razy w roku, jest KODziarą i domaga się nowoczesnego załatwienia spraw aborcji. Tłumaczę jej że robi błąd, bo kiedy załatwią aborcję to zacznie się eutanazja, a wtedy nas emerytów nikt nie będzie bronił bo jesteśmy autentycznym obciążeniem społeczeństwa. Dociera to do niej na jakiś czas, na jakieś dwa miesiące, bo kiedy się przypadkowo spotykamy ona znowu swoje o potrzebie aborcji, ja przywołuję swoje argumenty i tak wkoło … Jak z głupim gadał…, taka zakręcona na tym jednym wyrazie „aborcja”, no jakieś opętanie, bez instynktu samozachowawczego .

  2. To próba ocalenia swojego wewnętrznego bezpieczeństwa opartego na fałszu

  3. Co to jest wewnętrzne bezpieczeństwo oparte na fałszu – i próba jego ocalenia?

  4. Co to jest wewnętrzne bezpieczeństwo oparte na fałszu i na czym polega próba jego ocalenia?

  5. To wreszcie Ania czy Basia?

  6. Normalnie – trzeba udzielic odpowiedzi dwa razy, jak w tym kawale, ze wsiada brunetka do pociagu i pyta sie konduktora: czy dojade tym pociagiem do Poznania? – Tak, dojedzie pani. – Zaraz potem wsiada blondynka i pyta sie: a czy ja dojade?

  7. wczoraj usłyszane: gdzie się chowa blondynka kiedy jest zimno w pomieszczeniu ? W kącie bo taki kąt ma 90 stopni.

  8. obie prosimy o odpowiedź?

  9. Informacja w postaci książek czy w postaci telewizji jest początkiem każdej inicjatywy i nie jest przypadkowa. Każde ludzkie działanie jest poprzedzone informacją. Idea przyświecająca Coryllusowi jest konkurencją dla oficjalnych macherów. Może nawet wzbudza w nich większy strach niż nam się wydaje. Odbierane to jest jak sypanie piachu w tryby, póki co drobnego piasku.

  10. Tak za darmo? Ile Panie chcą zapłacić za taką informację.

  11. Rozwiązanie zagadki tygodnia. W odległości jednego dnia drogi (pieszo) od Cassino znajdują się miejscowości, o które pytałem: Aquino oraz Roccasecca >sucha skała< z zamkiem hrabiów d’Aquino, gdzie urodził się św. Tomasz. Jako mały Tomek (od 5 roku życia) pobierał nauki w klasztorze benedyktynów i korzystał z zasobów najlepszej biblioteki na kontynencie. Św. Tomasz niewątpliwie miał pod górkę do szkoły, bo klasztor znajduje się dokładnie po drugiej strony masywu Monte Cairo  (1669 m), niż zamek rodziców. Ale chciało mu się. Między Roccasecca i klasztorem Montecassino poprowadzono kilka tematycznych szlaków turystycznych wzdłuż masywu górskiego, który widzi z okien autokaru każda wycieczka jadąca trasą z Frosinone do Cassino.
    Po zakończeniu bitwy o Cassino hordy dzikusów z Legii Cudzoziemskiej gwałciły w okolicy wszystko, co popadnie, dlatego poza zdawkowym zainteresowaniem wynikającym jedynie z grzeczności, jako Polak ze strony miejscowych nie liczyłbym za bardzo na pamięć, szczere współczucie, czy gesty sympatii. Klasztor został zbombardowany przez Amerykanów, a co się stało z księgozbiorem tego nie wiem. Bitwa wydaje się wystarczająco kontrowersyjna, by do tego tematu nie wracać, natomiast zupełnie inaczej rzecz ma się z pamiątkami po św. Tomaszu, ponieważ jest to temat ważny z historycznego punktu widzenia i świetnie nadający się do nawiązania znajomości z miejscowymi oraz do pokazania dziecku, na co ma zwracać w życiu uwagę. Ważne są źródła wiedzy i dostęp do nich, to znaczy konkrety, a nie jakieś tam bajeczki i fantastyki lub literatura awanturnicza.
    Uważam też, że nie każdy powinien pisać i nie każdy powinien czytać. W wielu przypadkach przeczytanie paru książek powoduje, że ludzie czują się tak mądrzy, że potem nie chcą nawet dotknąć łopaty i nie ma kto pracować. Upowszechnienie czytelnictwa powoduje w konsekwencji upadek cywilizacji, ponieważ trzeba sprowadzać ludzi do pracy z krajów, gdzie problemu masowego czytelnictwa nie ma, dlatego uważam, że książki powinny być drogie i trudno dostępne, jak u Coryllusa.

  12. Rozmawiając dziś z przyjacielem przez telefon o cennej treści notek Gospodarza w ogólności, w szczególności zaś o wczorajszej oraz dzisiejszej, wpadłem na określenie świetnie moim zdaniem opisujące przestrzeń, którą Gospodarz tutaj z mozołem tworzy. Postanowiłem zatem pokornie się tą „wpadką” podzielić.  STREFA TLENOWA!

    Strefy beztlenowe to takie gdzie żyją np. tzw. bakterie gnilne, odpowiedzialne za procesy rozkładu tkanki żywego jeszcze organizmu, inaczej gangrenę. Strefa tlenowa zaś to taka, gdzie można głęboko oddychać, gdzie możliwe jest życie i jego rozkwit.

    A w przypadku „wordingu” to naprawdę trzeba ostrzyć żelastwo wszelakie!

  13. Do kolekcji mój ulubiony:

    Blondynka słysząc pukanie podchodzi do drzwi i pyta: Kto tam? To ja! – słyszy w odpowiedzi. Ja???

  14. To jest bardzo trudne pytanie i sadze, ze moglby na to odpowiedziec tylko ks. prof. Tadeusz Guz.

  15. Polecam wodę utlenioną. A najlepiej wodę święconą i to w starym rycie. Pali i parzy.

  16. „Ważne są źródła wiedzy i dostęp do nich, to znaczy konkrety, a nie jakieś tam bajeczki i fantastyki lub literatura awanturnicza”

    Veto!

    Bardzo lubiłem tego typu literaturę i wyrosłem na człowieka z małą ilością wad, do których, zresztą, jestem bardzo przywiązany.

  17. Zgoda. Moj wpis jest z koniecznosci krotki i nie doprecyzowany (a przez to prowokacyjny :)) Literatura „awanturnicza”, czyli robiaca wode z mozgu, to jest wg mnie „Fajna ferajna” pani Szumowskiej albo ksiazki Melchiora Wankowicza o Monte Cassino, ktorych zreszta nie czytalem, bo po co?

  18. czyli takie fałszywe zakotwiczenie, upiera się przy swoim nawet kiedy ją rozbrajam anegdotą G. Brauna który taką sytuację porównałby do decyzji karpi o potrzebie przyspieszenia terminu Bożego Narodzenia.

  19. Sadze, ze Melchior Wankowicz byl tym rodzajem pisarza, ktory krytykuje i demaskuje Coryllus. Biografia Wankowicza w skrocie: klamal, zeby fajnie sobie pozyc. Zreszta zapotrzebowanie na propagande bylo olbrzymie w jego czasach, wiec pokusa materialna tez. Zawod korespondenta wojennego kojarzy mi sie z markietankami, z tym ze wiecej szacunku przyznal bym markietankom. Temat trudny, skomplikowany, wieloznaczny. Szkoda tylko jego corki, ktora zginela w powstaniu warszawskim. Srodowisko pisarzy socjalistycznych (wybranych, wyselekcjonowanych, nie przypadkowych) konca XIX wieku i XX wieku to pod wzgledem moralnym szambo, ale daleki jestem od jednoznacznego potepienia ich wszystkich, jak leci, ich tworczosci i od ukladania plomiennych, krytycznych przemowien na ten temat w stylu Girolamo Savonaroli. Najrozsadniej jest po prostu nie czytac ksiazek watpliwych autorow.

  20. Nie wiem po co dziś pisarze skoro 90 % moderowanych nie czyta książek. Kolorowe czasopisma TV i stream na internecie w zupełności do moderacji ludności wystarczają. Działalność gospodarza jest niestety mocno niszowa i zapewniam, ze nikt się jej nie boi, gdyż skala wtłaczanych treści przez Gwiazdę Śmierci dysponującą mainstreamem i edukacją daje przewagę tak wielką, ze Corrylus musialby wydawać „Rycerza Niepokalanej” oraz mieć 2 Radja Maryja i 1 kanal TV zeby w ogóle ktoś zaczął go brać poważnie jako konkurencje na ryknu moderowania główek na tym terenie. Mimo wszystko dziękuje, ze Pan jest – jest gdzie zaczerpnąć świeżego powietrza by zanurkować znów w ten syf 🙂

  21. Być może jest tak, że istotą skutecznego manipulowania człowiekiem nie jest proste sprzedanie kłamstwa, bo wtedy dość łatwo, chociażby na zasadzie porównania czy odniesienia do rzeczywistości, się z niego wydobyć. Dlatego propaganda musi dążyć do zbudowaniu wokół ludzi całej sieci kłamstw, tak by dostęp do prawdy uniemożliwiały im ignorancja, wstyd, szyderstwo, satyra, niedowierzanie, nieprawdopodobieństwo itp.  Chodzi bowiem o to, żeby zafałszować i podstawić człowiekowi CAŁĄ rzeczywistość. No a wtedy „Trup, baronowo! grób, baronowo! Plajta, klapa, koniec, krach!”. Ludzka psychika zbudowana jest zaś tak, żeby utwierdzać człowieka w subiektywnie pojmowanej normalności więc i racjonalizowaniu oraz wszelkim innym działaniom, ukierunkowanym na utrzymanie tzw. komfortu psychicznego. Rozsupłanie takiej matni musi oznaczać wpierw katastrofę, czyli załamanie psychiczne, potem zaś prawdopodobna jest jakaś zmiana, czasem nawet światopoglądu.

    Próba zmiany zadania nt. aborcji przypomina trochę wyciąganie tylko jednego elementu z muru przekonań i to nie najważniejszego, które może acz nie musi wywołać jakąś refleksję. To nowe spojrzenie dla osoby zmanipulowanej pozostaje jednak elementem niepasujący do całości i jest albo intuicyjnie wypierany (zapomniałam), akomodowany (aborcja dopuszczalna w wyniku choroby dziecka),  fałszowany (miliony kobiet na świecie…) , minimalizowany (zwykły zabieg) itp. a wszystko to w celu ratowania dobrego samopoczucia, a więc spójności własnych przekonań. Każdy bowiem atak na cząstkę przekonań jest, w tym sporze moderowanych przez prowokatorów i speców od propagandy, przedstawiany i odbierany jako atak na całość przekonań, a więc na komfort psychiczny, a więc na bezpieczeństwo. Dlatego człowiek odruchowo broni nawet najbardziej nielogicznych a nawet czasem zbrodniczych koncepcji byle ocalić spójność własnego światopoglądu a dalej…komfortu psychicznego.  Łatwiej bowiem człowieka oszukać niż przekonać że został oszukany…

  22. A ja się nie zgadzam, ponieważ wspomniane przez Coryllusa organizacje globalne doskonale wiedzą, że opozycja względem nich czyta książki, niechby to było 10% to jest to dla nich groźne.

    Swoją drogą, ciekawi mnie, jakie organizacje globalne byście wymienili. Takie, które osiągnęły sukces. Jezuici? Masoneria? Komitern? Kompanie handlowe? A może synagoga i Kościół? Czy można gdzieś o tym poczytać? Obecność organizacji globalnych jest skrzętnie ukrywana i większość zaprzecza ich istnieniu, biorąc mnie z kolei za oszołoma.

  23. Dziwnie się poczułem ostatnio słysząc wykład ks. prof. Guza narzekającego, że tak mizerne są dotacje do jego projektów.

  24. Akurat tam chodziło o opracowanie strategii działania dla Polski i wyjaśnienie rządowi zamysłów ‚globalnych rewolucjonistów kulturowych’.

  25. W wielu przypadkach przeczytanie paru książek powoduje, że ludzie czują się tak mądrzy, że potem nie chcą nawet dotknąć łopaty i nie ma kto pracować.

    Najlepszym przykładem jest sam gospodarz z PGR i jego bezkrytyczni czytelnicy

  26. Chodzilo mi o prawdziwe PGR-y, kibuce i kolchozy, a takze takie organizacje, ktore zabraniaja stosowania w domach zwyklych zarowek. Nad problemem, czym jest organizacja i jak ja rozwalic zastanawiaja sie tu wszyscy.

  27. Nie. To jest powazny problem, ktorym zajmuje sie tez Krzysztof Karon. Edukacja antykulturowa rozwala etos pracy, ochote do dzialania, motywacje i mozliwosci dzialania (np. przez wysokie podatki). Wczoraj pisal o tym tez Georgius: Tytuł artykułu brzmi dla dzisiejszego czytelnika zagadkowo „The Laborer and his Hire„, ale już pierwsze akapity wyjaśniają, że chodzi o farmera, który wysłał dzieci na kształcenie, a teraz ma problemy z pracownikami najemnymi. Od razu skojarzyłem to z polskimi folwarkami szlacheckimi, ale nie zgłębiałem dalej.
    Ilustracja mogłaby dotyczyć wyrobnika, gdyby nie to, że wówczas robotnicy rolni, to byli imigranci, analfabeci z Galicji.

  28. ale to napisał sam gospodarz z PGR a nie ks. Guz, za którym nie przepada

  29. Celna riposta 🙂

  30. tutaj zbierają się są same ofiary czytelnictwa – za taniej książki. A autorów wciąż przybywa z lew i z prawa. Nawet Karoń sam się wydał idąc tropem leśnika.

  31. Fantastyczny wpis…

    … i bezapelacyjnie ma Pan racje  !!!  Rynek ksiazki i tresci w Polsce to jest  POTEZNE  ZEROWISKO  dla roznych cwaniakow, nierobow i darmozjadow  sluzace  praniu mozgow milionow Polakow…  i to  za ich wlasne pieniadze  !!!

    Jestem przekonana, ze zrobil Pan  WYLOM  w takim  ZLODZIEJSKIM  podejsciu do tak waznego tematu… i ze ten  WYLOM  bedzie sie tylko  powiekszal…

    … czego zycze Panu i Jego Wspolpracownikom  z calego serca  !!!

  32. no właśnie, każda sekta ma swojego prowadzącego insekta

  33. tak, tak i przez ten wyłom wyleci z Polski cała biblijna szarańcza do Palestyny. 100 lat dla wyłomiarza!!!

  34. Sam wolalbym nie schodzic ponizej takich pozycji, za ktore mozna kupic kilka wsi, ale czasem trzeba tez kupic cos tanszego.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Z%C5%82oty_Kodeks_z_St._Emmeram#/media/File:Codex_Aureus_Sankt_Emmeram.jpg

  35. to ile wsi ma pan już na półkach?

  36. Melchior Wankowicz byl tym rodzajem pisarza, ktory(ego) krytykuje i demaskuje Coryllus. 

    A Coryllusa demaskuje sam Maciejewski, Wielki Gabi literat z Grodziska Mazowieckiego

  37. Widze, ze ma pani talent – na jedna wioske wystarczy.

  38. uproszczę pytanie: ile cennych wolumenów stoi u pana na półkach?

    Niestety, ale wiedza zabija, w każdym co innego.

  39. Patrząc, co tu się dzisiaj dzieje, myślę, że felieton gadany jest celnym strzałem.

  40. Ojoj, ale trolom żal doope ściska….

  41. Różne panie Basie to nic ino siedzo i piszo w tych internetach, robić ni ma komu

  42. Ja się bardzo zastanawiam, nad tymi organizacjami. Właśnie, jakiej organizacji zależy na ekologicznych żarówkach?

    Jakiej organizacji zależy na dewastacji rynku treści i duszy społeczeństwa?

    Jak opowiedzieć o tym ludziom, którzy nie chcą wierzyć w ich istnienie? Ciekawe tematy, a jeśli ktoś ma źródła, proszę o podzielenie się. A może takowe nie istnieją?

    W I tomie Baśni socjalistycznej Gospodarz jakby zahacza o tę utajoną strukturę, odkrywając ją coraz bardziej, odsłaniając jej ‚wording’. Zrobiło to wrażenie na ludziach, którym opowiadałem o książce. Gdzie jeszcze można poczytać o organizacjach mających wymieniane przez Gospodarza elementy, od doktryny, po bojówkę i budżet? Może jakaś pozycja z Kliniki Języka (Kredyt i wojna już czytałem). Z góry dzięki, i tak, felietony mówione zrobiły taki szał, że ponoć w Unii już dyskutują nad zamknięciem Youtuba z powodu Coryllusa:

    https://wmeritum.pl/susan-wojcicki-acta2-koniec-youtube/252766

    Przepraszam za chaotyczny post, egzaltowany jestem.

  43. Z wyjątkiem Mart, które z internetem nie majo nic wspólnego.

  44. celny strzał w stopę gospodarza z PGRu

  45. Można też zahaczyć od strony „równościowej”:

    ponieważ owe panie domagają się by o aborcji decydowała wyłącznie kobieta, to:

    1. czy nie odbiera to równych praw mężczyznom?

    2. jeśli mężczyzna i kobieta zadecydują o aborcji, a kobieta się wycofa, to czy powinien płacić alimenty

    3. czy mężczyzna nie ma połowy praw do tkanki powstałej z jego DNA

    4. czy ta pani zgodziła by się, żeby mężczyzna też mógł sam zadecydować o usunięciu dziecka będącego w 50% jego tkanką

  46. Wszystko zdarzyc sie moze…

    … i jeszcze duzo przed nami, ale na ten moment to wystarczy jak paniAnia stad wyleci  !!!

  47. „Fakty prasowe” – Geremek, „wording” – Rabiej. Wraz ze zmianą polskiej głowy na żydowską na polskim korpusie /bodaj Słonimskiego to słowa/ dla wielu idiotów zmienia się RZECZYWISTOŚĆ. Jeszcze trzeba zmienić kodeks karny i cywilny. Do tego nie trzeba prawników, a tylko konieczna jest przemoc polityczna.

    /Jak zakwalifikować bezpłatną acz przymusową segregację śmieci??? Należy sobie uświadomić, na jakim już poziomie egzystujemy. A zaczęło się od „wordingu” na temat ponoć ekologiczny… Śmieci to, jak wiadomo, znakomity interes. Darmowy idiota segregator – żyła złota./

  48. No nie taki damowy, wszak za możliwość posegregowania trzeba płacić. Na razie niewiele

  49. A tu inne „ekologiczne” naganianie biznesu urn z wikliny i nekro-biżuterii. „Wording”: Nekros jako grzybnia filomorficzna. Biznes schowany za „wordingiem”: odebrać Kościołowi kasę z pogrzebów. Pogrzeby- nieekologiczne  i cmentarze- zlikwidować, człowiek to kompost. Ale Jedwabnego nie ruszać, ai waj, nie ruszać, bo się naruszy ekosystem i się bakterie zestresują

    http://www.filozofiaprzyrody.pl/ewa-domanska-nekros-wprowadzenie-do-ontologii-martwego-ciala/

  50. Czytam ” Niebezpieczne związki Donalda” , kilka stron i znowu Ci brytyjczycy

  51. Aniele, to są za trudne rozważania dla tej mojej znajomej z sąsiedniego osiedla, ona po prostu trzyma z tymi  co są europejscy więc lepsi, najgorsi są wg niej katole, nawet chyba nie łapie tego żartu z karpiami, który to żart idealnie ilustruje obserwowane sytuacje w zakresie  następstwa polityk ludnościowych najpierw aborcja na bezbronnych a potem eutanazja na niepotrzebnych i też bezbronnych.  I wszystko.

    Pozdrawiam.

  52. No to szkoda, bo mi wpadło jeszcze do głowy, kto może zadecydować o aborcji jeśli surogatka nosi płód powstały z komórek innych osób: surogatka, właściciel plemnika, właścicielka jajeczka? Z tą surogatką to bardzo europejskie i światowe jest :)))

  53. <wording albo po co komu pisarze…

    Od niepamiętnych czasów pisarze składali słowa na dworach dla władców (peany, inskrypcje i sentencje), a na ulicach dla plebsu (pozwy i podania). Dziś to ostatnie to rola adwokatów, ale już nie dla plebsu, bo tego na nich nie stać.

    Ale wracam do wording. Wraz z pojawieniem się podręczników, takich jak na mojej ilustracji, każdy w 19. wieku mógł sobie wybrać inskrypcję nagrobkową według uznania. Przejrzałem moje zdjęcia z 20. wiecznych cmentarzy angielskich, które są naprawdę pięknymi parkami, gdzie można na ławce poczytać książkę. Niewiele tam krzyży. Większość nagrobków to kamienie z piaskowca, gdzie czas szybko zaciera napisy. Rzadko też można spotkać inskrypcje. A szkoda, bo brak w nagrobkach uczucia.

    Na załączonej ilustracji pierwsza inskrypcja to: „All is Well” (wszystko jest dobrze). Bez Boga, ale z ducha chrześcijańska. Jednak liternictwo jest takie, że można odczytać „All is Hell” (wszystko jest piekłem). Ten, kto stracił najbliższego wie, że taka inskrypcja jest najbliższa prawdy.

  54. Moja wieś jest jedną wielką książką… Książki na półkach najlepiej liczyć w metrach lub kilometrach bieżących. Możba się uprzeć i liczyć je w sztukach…

  55. Dokladnie  !!!

    Oczywiscie, ze darmowy idiota segregator – zyla zlota… i do tego jeszcze  POLITYCZNA  MAFIA  moze sprowadzac  FAJANS z pol Europy… potem go palic w calej Polsce…

    … i do tego jeszcze  WALCZYC  ZE  SMOGIEM  za pomoco  „naszej  narodowej  merdialni  !!!

    Bezczelne i zuchwale sa te polityczne zbiry  !!!

  56. Pani Basia już sobie poszła, podobnie jak pani Ania

  57. Zgodze siea z tym, ze Coryllus ma wplyw mimo niszy. Kazdy jego czytelnik otrzezwieje i mimochodem przekazuje dalej juz przefiltrowane tresci.

    Ja zwrocilem na to uwage juz kilka lat temu, jak prosty klucz do zrozumienia rzeczywistosci wyluscil nam tu Coryllus.

    Wystarczy by przekownac i nauczyc 10 nastepnych osob.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.