wrz. 062021
 

Jak dowiódł dzisiejszy tekst, gotowi jesteśmy zaakceptować to, że oszukuje się nas na pewnych stałych zasadach. Do tego jesteśmy przyzwyczajeni i o tym możemy rozmawiać, rozkładając bezradnie ręce. Kiedy się jednak dowiadujemy, że ktoś robi nas systemowo w trąbę, według reguł dotychczas nie rozpoznawalnych, nie wiemy jak się do tego odnieść i po prostu milczymy. Stąd popularność narracji covidowych i opowieści o upadku gospodarki w Polsce. Można się tym bezpiecznie oburzać i mówić o depopulacji.

Rozmawiałem przed chwilą z Juliuszem, który szuka wykonawcy dla swojego serwetnika w kształcie żaglówki. Niestety nie można takowego znaleźć, albowiem wszyscy są obłożeni robotą i najbliższe terminy realizacji wypadają w lutym. To zaś oznacza, że realnie pewnie w maju. Dowiedziałem się też, że drewniana kulka, o średnicy 10 cm, kosztuje w hurcie 30 zł. Ja zaś sprzedaję książki w twardych, lakierowanych oprawach za 40 zł. I jeszcze muszę wysłuchiwać, że u mnie jest drogo. Kulka jest fajniejsza od książki, bo można się nią pobawić z kotem, a książką nie bardzo. Poza tym treści zawarte w moich książkach nie wywołują ani jednoznacznego oburzenia, ani też euforii, jak to było na przykład z powieścią Czterej pancerni i pies Janusza Przymanowskiego. Powodują jednak pewien dyskomfort i wywołują dziwne reakcje. Głównie takie, że ten czy inny komentujący usiłuje mi wytłumaczyć co i jak mam pisać, żeby było dobrze. Ja dobrze wiem, co mam pisać i nie potrafię tego zmienić, a jeść muszę, tak jak wszyscy. Poza tym niektóre tytuły leżą u mnie już długo i przed kolejnym rokiem dobrze by było się ich pozbyć. Chcąc nie chcąc muszę organizować promocję. Niech się na mnie nie obrażają pośrednicy, szczególnie ci zalegający w zapłatą, ale nie powieszę się po to, by ułatwić im handel na allegro. Przeciwnie, prędzej sam się tam zainstaluję i zacznę sprzedawać niektóre swoje tytuły na aukcjach. Taki los mi przypadł w udziale i tak, jak wszyscy chciałbym przeżyć. W branży drewnianych kulek wszystko hula, podobnie jak w bimbrownictwie, czego też się dowiedziałem niedawno, albowiem jeden kolega produkuje coś, co się nazywa kolumny rektyfikacyjne. To są domowe destylatornie. Za jedną bierze 2 kawałki. Jak zrobi trzy dziennie to ma niezłą dniówkę i nie musi się martwić czy zrobić promocję czy nie. U mnie jest inaczej. Stąd właśnie ta obniżka, która potrwa do końca września.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-i/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-ii/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/miedzy-altransztadem-a-poltawa-stolica-apostolska-wobec-obsady-tronu-polskiego-w-latach-1706-1709/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/emmanuel-malynski-nowa-polska-reforma-agrarna-przeciwko-wlasnosci-prywatnej/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/proces-eligiusza-niewiadomskiego/

  2 komentarze do “Wrześniowa promocja, czyli po ile kulki, a po ile bimbrownie”

  1. Dla hamburgerowych ludzi w hamburgerowym, demokratycznym państwie książka powinna być tania, powszechna, najlepiej z surowców z recyklingu, wyłożona na regale w Biedronce między piwem i podpaskami.

  2. Allegro do dobry pomysł. Zwłaszcza, że sporo Pana książek tam i tak jest sprzedawanych/odsprzedawanych. To wygodna platforma transakcyjna. Zwłaszcza, jak się podepnie płacenie automatycznie poprzez PayPal’a i po kliknięciu idzie przekierowanie do strony banku. Płacenie trwa ok 30-45 s. Poza tym tam jest ogromna klientele i z przyzwyczajenie masa ludzi tam robi zakupy i szuka przedmiotów do zakupu. Dawniej tam faktycznie były tylko licytacje, ale od wielu już lat jest to przedłużenie półek i straganów różnych sklepów, antykwariatów, a nawet hurtowni. Niektóre wręcz całkowicie tam się przeniosły, a nawet od tej platformy rozwinęły w ogóle działalność z b. dobrym wynikiem

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.