Maj 222015
 

Kwestie, które dziś poruszę spinają niejako w jedną całość większą część naszych rozważań, prowadzonych na tym blogu od lat. Potwierdzają też owe kwestie wszystkie nasze przypuszczenia dotyczące źródeł popkultury i herezji, a także potęgi imperium. Zaczynamy.
Wielu z Was z pewnością słyszało o miejscowości Woolpit w środkowe wschodniej Anglii, a niektórzy pewnie też tam byli. Woolpit to małe miasteczko, ale bardzo sławne. Stamtąd pochodzi jedna z najważniejszych legend Brytanii, ta za sprawą której nasza współczesna pop kultura zaludniła się pochodzącymi nie wiadomo skąd istotami o zielonej skórze. Oto w starych kronikach dwóch mnichów, cystersa i augustianina –  Ralpha z Coggeshall i Williama z Newburgh pojawia się krótkie, treściwe i pozornie nie znaczące doniesienie o pojawieniu się w Woolpit zielonych dzieci. Sprawa jest stara, prawie tak stara jak smok wawelski i Wanda co nie chciała Niemca. Zielone dzieci bowiem pojawiły się w Woolpit za panowania króla Stefana ostatniego władcy z dynastii normańskiej, władcy, który prowadził wojnę domową o koronę często zmieniając sojusze. Zielone dzieci, nie mają z tym wszystkim związku, a przynajmniej nie ma na ten temat żadnej informacji. Wiemy, że były to tamte odległe czasy, połowa XII wieku. Do wioski Woolpit położonej kilkanaście mil od wybrzeża, przywędrowały od strony wrzosowisk dzieci, ich skóra była zielona, a one same nie potrafiły mówić w żadnym zrozumiałym języku. Mieszkańcy zaopiekowali się nimi i próbowali je karmić, ale dzieci jadły tylko fasolę, nie przyjmowały mięsa, ani jego przetworów. Chłopiec wkrótce zmarł, bo był chorowity, a dziewczyna przeżyła. Wyszła za mąż i mieszkała w Woolpit, ale nie miała dobrej opinii, uważano ją za jędzę. Kiedy dzieci przyswoiły sobie trochę angielskich słów mówiły, że pochodzą z ziemi św. Marcina, pewnego dnia pobiegły do lasu, odłączając się od swojej matki i tak niespodziewanie znalazły się w krainie, o której nigdy nie słyszały, w krainie ludzi o innym kolorze skóry.
Historia ta czekała aż 500 lat na swojego odkrywcę. Została wyciągnięta na światło dziennie w epoce elżbietańskiej i posłużyła kilku autorom do snucia fantastycznych rozważań na temat zielonych dzieci i miejsca skąd przybyły.
Zielone dzieci powracają w triumfie w stuleciu XIX i XX, ale nie chodzi mi teraz wcale o kosmitów, którzy są strywializowaną wersją historii z Woolpit. Chodzi o coś innego. Zanim powiem o co, chciałbym, żebyśmy poznali wyjaśnienia dotyczące zielonych dzieci podawane przez historyków. Najpierw najbardziej banalne: zielone dzieci były niedożywionymi pastuszkami z błądzącymi wokół opactwa Bury St. Edmunds. Teraz inne: były dziećmi flamandzkich tkaczy, z którymi rozprawił się król Henryk II, a ich historia została przez mnichów przeniesiona w czasy wcześniejsze. Kolejne: były przedstawicielami pierwotnej, zaginionej rasy zamieszkującej Wyspę.
Teorie te są w rozmaity sposób modyfikowane, ale nas te modyfikacje nie satysfakcjonują wcale. Nie odkryjemy jak naprawdę było z tymi dziećmi, ale możemy pokusić się o opis okoliczności i czasów kiedy ich historia została zanotowana. Tereny wokół Bury St. Edmunds, poprzez Lincolnshire aż do miasta York to tereny przemysłowe, rządzą tam augustianie i cystersi, jedni zawiadują uprawami, a inni odkrywkami węgla. Mieszka tam także wielu Żydów, a pomiędzy gospodarką zakonów, a gospodarką gmin istnieje stały konflikt. Nie znajduje on żadnego ujścia w czasach kiedy mnisi spisywali historię zielonych dzieci, bo król Henryk II stoi zdecydowanie po stronie swoich żydowskich bankierów i ich przedstawicieli handlowych w terenie. Kupcy angielscy z miast tamtejszych co jakiś czas przeprowadzają prowokacje usiłując oskarżyć Żydów o rytualne mordy, a najsłynniejszym takim przypadkiem jest śmierć św. Wiliama z Norwich, czeladnika garbarskiego, którego Żydzi mieli zamordować w lesie, rozpiąwszy wcześniej biednego chłopca na specjalnym drewnianym rusztowaniu. Historia Wiliama także pochodzi z czasów króla Stefana, co jest dość oczywiste, zważywszy na fakt, że jego następca król Henryk bardzo dbał o to, by żadne nieprzychylne jego osobie informacje nie opuściły Wyspy.
Kulminacją niechęci do Żydów była fala pogromów, która przetoczyła się przez północno-wschodnią, przemysłową Anglię, w pierwszym roku panowania króla Ryszarda Lwie Serce, zaczęło się w Bury St. Edmunds, a skończyło w Yorku, wielkim paleniem skryptów dłużnych schowanych przez żydowskich bankierów w miejscowej katedrze.
Historia Wiliama z Norwich i historia zielonych dzieci pochodzą z tych samych mniej więcej lat, tak to wyjaśniają kroniki. Czy mają one ze sobą jakiś związek? Nie wiem, ale wydarzyły się na tym samym uprzemysłowionym terenie, w obszarze ostrej konkurencji gospodarczej pomiędzy Anglikami, Żydami i Flamandami, pomiędzy synagogą a Kościołem.
Przechodzimy teraz do czasów współczesnych, gdzie za sprawą elżbietańskich autorów sugerujących niebiańskie pochodzenie zielonych dzieci, zamieniły się one w kosmitów.
My jednak nie pójdziemy tą drogą, interesują nas inne interpretacje. Wielu z Was z pewnością wie kim był Herbert Read. Przypomnę jednak jego sylwetkę. Był to pisarz, teoretyk sztuki i anarchista. Nie na tyle jednak głupi, by odrzucić tytuł szlachecki zaproponowany mu przez króla. Każdy kto zajrzał kiedyś do książek Reada, a w Polsce były one drukowane, dobrze wie, jakie to straszliwe nudy i jaka beznadziejna pretensjonalność. Read napisał między innymi przemądrą księgę pod tytułem „Sztuka a przemysł”, gdzie rozwodzi się nad sensem unifikacji przedmiotów użytkowych oraz inną pod tytułem „Sens sztuki”, która jest równie nudna jak poprzednia. Read był teoretykiem i praktykiem edukacji artystycznej w szkołach. To się z pewnością podobało urzędnikom korony i za to go nagrodzono szlachectwem. Read był synem młynarza z Yorshire, z terenów, które w XII i XIII wieku były sercem gospodarczym Anglii, znał historię zielonych dzieci i powtórzył ją w swojej dziwacznej powieści „Zielone dziecko”. Jest to książka ze wszech miar demaskatorska, do tego na wielu poziomach. Można ją czytać po polsku, choć przyjemności z lektury nie będzie zbyt wiele.
Tym mniej, że zamierzam Wam ją streścić.
Rzecz zaczyna się pozorowaną śmiercią dyktatora pewnej południowoamerykańskiej quasi-republiki. Dyktator nazywa się Oliveiro i w rzeczywistości nie umiera, ale przybywa w przebraniu do Europy. Najpierw do Hiszpanii, ponieważ autor – Herbert Read – sugeruje nam, że jest on Hiszpanem. Czyni to nie wiadomo po co, bo w następnej frazie zdradza, że Oliveiro to Anglik, który dawno temu wyjechał z kraju i zrobił wielką karierę za granicą, został dyktatorem dziwnego państwa w Ameryce, państwa pełnego jezuitów i pampasów. Anglik wraca do rodzinnej miejscowości i rodzinnego młyna, gdzieś w hrabstwie Yorkshire. Tam okazuje się, że jego dawny dom stoi w ruinie, a całą produkcję miejscowego zboża farmerzy wożą do nowego młyna, którym zarządza dawny uczeń, byłego dyktatora. Oliveiro bowiem, zanim wyemigrował był nauczycielem w wiejskiej szkole. Jego uczeń właśnie – prosty wiejski chłopak – ożenił się z zielonym dzieckiem, z dziewczyną, która pewnego dnia pojawiła się w rodzinnej miejscowości głównego bohatera wraz ze swoim bratem. Ten – tak jak to mówią stare kroniki – umarł, a jego siostra rozpoczęła normalne życie. Nie było ono wcale tak bardzo normalne, bo w Anglii, jak wiemy nic nie jest normalne. Dziewczyna nie rozumiała jaka jest funkcja kobiety w rodzinie i właściwie cały czas spędzała na kontemplacji oraz wycieczkach w głąb torfowisk i wrzosowisk otaczających miasteczko. Jej mąż czekał aż ona zbliży się do niego, a czas oczekiwania skracał sobie zabawami z kucharką. Kiedy pojawił się nasz bohater – były dyktator Oliveiro, mąż właśnie postanowił, że dosyć czekania, nie chciał jednak zgwałcić swojej żony, był jedynie zaniepokojony, tym, że ona – zielone dziecko, dziewczyna o paznokciach w kolorze skorupek jaj kosa, słabnie coraz bardziej i może umrzeć. Postanowił więc, że przywróci jej siły i chciał zmusić ją do wypicia krwi jagnięcia. Nic nie zmyślam, jeśli ktoś nie wierzy w symboliczną wymowę tej książki to trudno. Scena wygląda tak, główny bohater obserwuje człowieka niosącego na ramieniu martwe jagnię, baranka. Człowiek wchodzi do izby we młynie, gdzie znajduje się przywiązana do krzesła kobieta, mężczyzna przecina arterię baranka i zlewa krew do naczynia, a następnie próbuje nią napoić kobietę. Ona rzecz jasna się broni i wtedy przez okno wchodzi do pokoju główny bohater – były dyktator Oliveiro.
Wszyscy dobrze rozumiemy, że pan ów nie został dyktatorem za zasługi własne, że nie został nim, ponieważ jego przymioty go do tego predestynowały. Jeśli rzecz zinterpretujemy po naszemu, uznać go będziemy musieli za odwołanego z placówki urzędnika korony. No, ale tego Herbert Read nie pisze, on sugeruje coś odwrotnego.
Narracja tej książki zmierza ku rzeczy najistotniejszej czyli ku edukacji poprzez sztukę. Oczywiście Oliveiro ratuje kobietę, potem poznajemy wcześniejsze losy całej trójki, następnie nie rozumiejący niczego młynarz ginie w okolicznościach pozwalających na usprawiedliwienie mordercy, a główny bohater wędruje wraz z zieloną dziewczyną na bagna, gdzie jest staw. Oboje toną w nim ale tuż pod powierzchnią wody otacza ich bańka powietrza i w niej zostają przeniesieni do podziemnego świata, z którego wiele lat wcześniej przybyła dziewczyna. Tam Oliveiro poznaje społeczeństwo idealne, które uczy swoich członków jak wygląda szczęście, uczy ich wspólnej pracy, wspólnej przyjemności, a następnie indywidualnej kontemplacji własnych myśli, co jest frajdą najważniejszą i największym bonusem. Ja tego jeszcze do końca nie przeczytałem, a więc nie wiem jak się rzecz finalizuje.
Możemy jednak wysnuć z tej historii następujące wnioski: większość memów pop kultury pochodzi z Wyspy i są one tam produkowane masowo od czasów elżbietańskich, kiedy to nasz dobry znajomy John Dee odkrył ich praktyczne zastosowanie. Jeśli ktoś uważa, że pojawienie się w kulturze nowych formatów to zasługa przypadku ten po prostu zwariował. Problem świeckiej edukacji nie służącej niczemu poza dyscyplinowaniem poddanych imperium, jest problemem prawie tak samo ważnym jak kwestie memów w pop kulturze i zajmują się nim urzędnicy korony z tytułami szlacheckimi. No i kolejny wniosek – Ameryka Południowa, w obecnym jej kształcie powstała w wyniku starć pomiędzy brytyjskimi a francuskimi agentami wpływu. Na koniec zaś możemy dodać jeszcze, że cała brytyjska pop-kultura, od zielonych dzieci począwszy na Sherlocku Holmesie kończąc sformatowana jest tak, by nie było w niej miejsca dla Żydów i księży.
Jeśli zaś chodzi o osobiste dokonania Reada to wypromował on między innymi takich artystów jak Henry Moore i Barbara Hepworth, artystów, którzy przekształcili przestrzeń publiczną w sposób wielokrotnie naśladowany w krajach od wyspy odległych. Wszystkie stojące w parkach kamienne barbapapy nie podobne do niczego formy, których jedyną rozpoznawalną cechą jest tak zwana „nowoczesność” to dzieło ich i ich naśladowców. Wszystko to zaś wzięło początek w umyśle Herberta Reada, wielkiego brytyjskiego ikonoklasty, anarchisty i szlachcica w jednym.

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl, do Sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, a także na kiermasze IPN, gdzie będę sprzedawał swoją nową Baśń i nowy komiks, odbędą się one 10 i 13 czerwca przy Marszałkowskiej, w dawnym lokalu kawiarni Budapeszt.

  24 komentarze do “Zielone dzieci czyli o głębokich źródłach herezji”

  1. Zielone ludziki na Ukrainie też z bagna wyszły 😉

  2. Widziałem wystawę rzeźb H. Moore’a. Takie obłe kamienie.

  3. No właśnie, na początku jest mentalne bagno. Zielone ludziki w naszych podręcznikach, o ewolucji, o braku Kopernika w książkach o kosmosie, o destrukcyjnej roli szlachty, o tym że rewolucja francuska wybuchła bo zbuntował się lud który całą noc musiał przeganiać kumkające w stawach żaby, aby właściciel posiadłości mógł spokojnie spać, że angielscy żołnierze to waleczni dżentelmeni odkrywający świat itd.

    Komuś opowiadam o komiksie Coryllusa i o powiązaniu dat kolejnych zdarzeń historycznych przed Mohaczem – Mohacz – kolejne wojny. Znajomy słucha i mówi: to co jedynie Brytyjczycy są w porządku, bo nigdy ich nie było w zdarzeniach z naszej historii, a w czasie II WŚ pomogli naszym żołnierzom?
    Odpowiedziałam mu o faktoriach angielskich w Gdańsku i Elblągu, o Lancasterze pod Wilnem i o tym, że mistrz krzyżacki był na pensji u dworu londyńskiego, oraz o kozaczyźnie i Krzywonosie, który był Szkotem. Osłupiał. Osłupienie trwało. Pierwsze jego dochodzenie do siebie skupiło się na oskarżeniu mnie, że w mojej głowie zaczął się proces dewiacyjny i że te nowości historyczne o których opowiadam są tego dowodem.
    Kiedy poczytał Coryllusa to się przekonał.
    Najbardziej się ta osoba wzruszyła Wiśniowieckim, bo z tamtych stron są rodzice tej osoby. Wzruszyły działania cywilizacyjne księcia , że książę to taki wspaniały zarządca, a nie że krwawy kat itd..

  4. Panie Gabrielu, A-TEM na S.24.pl to może mieć rację?.Tak mi coś mówi, że ona nacja taka jest .Znam kilku i wszystko się zgadza z tym co poruszył A-TEM.

  5. @boson
    Może profesor Pogonowski (.com) będzie mógł pomóc 😉

  6. Poza tematem notki – niesamowite – D. Zdort skrytykował na łamach Rzepy ‚stokrotkę”. Że koledzy mimo posiadanych pogladów umieli być w debacie wczorajszej dziennikarzami a ona przeszła do sztabu BK.
    Coryllus jak zawsze górą w swoich opiniach o „naszych”.

  7. To bardzo ciekawe.Ocenzurowanie tej książki potwierdza ,jak wielką siłą jest żydostwo i jak słabym państwem była zawsze Polska .Potęga państwa w XII/XV w.jest wielkim mitem.

  8. A tak nas straszyli tym TVN a tu wielkie nic.M.O. -wielkie brawa,stawiając flagę PO na podłodze,pokazała gdzie jest jej miejsce.

  9. Komorowski i MO nie przyznają się do POkrewieństwa z PO 😉
    Takich co do PO nie będą się przyznawali będzie PO wyborach więcej 😉

  10. Nie ekscytowałbym się aż tak. Zwycięstwo ma ma przeważnie wielu ojców a klęska jest zwykle sierotą. Być może Stokrotka dostała cynk, że „na mieście są już inne wieście” i… puszcza oko pod publiczkę. W tym są sprawni.
    Pomysł z flagą PO był dobry ale… w walce na śmierć i życie nie chodzi o zręczne zabicie muchy na nosie przeciwnika ale o powalenie tegoż. Skoro AD nie chciał być napastliwy, to idąc w ślad za gajowym powinien na pytanie o SKOK odpowiedzieć pytaniem o WSI ale tak skonstruowanym, żeby nie dać możliwości uniku (np. czy już Pan zakończył współpracę? W imieniu wyborców proszę o jasną odpowiedź 🙂
    Co do intrygującego tytułu Gospodarza – widziałbym herezję i jej źródła w znacznie głębszych wiekach i raczej na rozległych wybrzeżach Morza Śródziemnego
    a nie na angielskiej wyspie. Im głębsze przyczyny poznamy, tym lepsze środki będziemy mogli zastosować, nie ulegając wmawianym złudzeniom…

  11. Heterotrofy wypracowują strategię, która im zapewnia w miarę komfortowe warunki przeżycia. Coś na ten temat u bosona.
    http://boson.salon24.pl/649667,najbardziej-zamilczana-ksiazka-w-polsce

  12. To mnie niepokoi w Dudzie że brak mu riposty,a może to celowe działanie.Jak by pokazał że jest taki dobry na 100% to może mniej by na niego zagłosowało .Widać że zna dobrze naszą mentalność.

  13. Przecież wszyscy widzimy że nie zakończył współpracy.Ale to śliskie pytanie,dobrze że nie zadał.

  14. Ja tych nowych patriotów na miejscu Dudy przepędziłbym na cztery wiatry a zrobił wszystko żeby wróciło te 9 milionów wytuskanych od 2007.

  15. Duda jest zwyczajnie dobrze wychowany. Celna riposta w jego wykonaniu ma jednak zawsze znamię szlachetnej naiwności, choć się sporo nauczył – patrząc na dawne wystąpienia. Np kandydowanie na prezydenta Krakowa. Wierzy w argumenty a tu w kampani i w „debacie” z odliczonym czasem tego się nie da zastosowac. To nie jest demagog a musi iść na skróty bo czas goni.

    To dobre wychowanie, w dobrej rodzinie, w dobrym liceum itd chwilowo może się wydawac, że szkodzi, ale jeśli będzie miał możliwość rozwinąć skrzydła może się okazać atutem. Dawniej uczono – jeśli nie wiesz jak się zachowac to zachowaj się przyzwoicie. Wielu o tym zapomniało.

    Nauczono ludzi zwykłych, że polityka to te awantury telewizyjne o mirabelki itp. Dlatego na słowo polityka otrzepują się. Bo mają dość chamstwa. Nawet jeśli sami nie sa za dobrze wychowani to widzą tego rodzaju przewagę u innych. Widzą, że to ktoś „lepszy”.

    Zobaczymy za dwa dni.

  16. Do pani Anny z godz 11:13

    O Wiśniowieckim na ćwiczeniach z nowożytnej Polski opowiadał nam prowadzący te ćwiczenia, że tak nam tu wmawiają od pokoleń, że to straszny tyran i okropny ten Wiśniowiecki był. A jak się człowiek przyjrzy to zobaczy, że do niego z połowy Korony, tyleż Litwy i jednej trzeciej Moskwy chłopi zjeżdżali się na potęgę bez końca. Bo tak dobrze tam u niego mieli. No i z tym poddaństwem i pańszczyzną to mówił, że dominowała wtedy praca najemna a pańszczyzna to do końca XVII wieku margines.
    To rzeczywiście, straszny krwiopijca ten Wiśniowiecki.

  17. Nie wiem jak reporter rozumie dobre wychowanie. Do złodzieja powinien się grzecznie zwróć prosząc o zostawienie paru groszy na bilet powrotny? Do gwałciciela, żeby był delikatniejszy w obejściu? Do szpiega, żeby nie wszystko donosił? To jest dobre wychowanie? Może się okazać, że dobre wychowanie umożliwi mu zwinięcie skrzydeł a nie rozwinięcie. Żeby jeszcze nie musiał grzecznie podkulać ogona…

  18. Krwiopijca i morderca….niech ich szlag trafi….

  19. No ale są też tacy, którzy nie tylko coś tam więcej wiedzą ale i przekazują ta wiedzę innym. Jak ten człowiek z którym miałem te ćwiczenia.

  20. To jest dowód na moją tezę, że ludzie zapomnieli co oznacza dobre wychowanie.

    DOBRE.

    Nie sztuczne ugrzecznienie.
    Dobre to znaczy, że się umie przyzwoicie zachować w każdej sytuacji. Bez donkiszoteri. Skutecznie.
    Między podkulaniem ogona a chamstwem jest cała gama innych zaschowań. Proszę poszukać w swoim otoczeniu kogoś naprawdę dobrze wychowanego.
    Były nawet w prlu książki o dobrym wychowaniu. W miarę poprawne.
    I proszę przeczytać własny tekst i wziąć coś na uspokojenie, bo histerią się daleko nie zajedzie.

    Acha. Człowiek dobrze wychowany też potrafi dać w mordę. Wtedy gdy trzeba a nie dla popisywania się – bo to chamstwo.

  21. Ja uważam że Duda jest taktowny i nie rozjeżdża przeciwnika. Jest taki film (YT) z Jego wystąpieniem w sejmie w sprawie Amber Gold. No wszyscy słuchający czekają kiedy Duda powie o fałszywych fakturach wystawianych przez jakiegoś Józefa Bąka. Duda ma premiera na widelcu. A Duda tylko z lekka napomyka że premier z troską poinformował syna, że Amber Gold to wydmuszka.
    Wg mnie Duda w swojej interpelacji okazał wspaniałomyślność. Rozgniecenie premiera nic by nie zmieniło i tak nie podałby się do dymisji. W w ten sposób Duda dominował nad ryżym, zakłamanym, drobnym cwaniaczkiem, który w latach 80 – tych sprzedawał rozłożone na gazecie termosy w szwedzkim porcie, który przez wiele lat matce swoich dzieci nie pozwolił na szacunek jaki jest należny żonie.
    Duda jest taktowny i dobrze wychowany.
    A jak pięknie załatwił Lisa, Lis się kaja, Duda grzecznie słucha, a po chwili mówi przepraszam, ale wie pan tam na mnie czekają, i poszedł w kierunku gdzie był umówiony a Lis została z otwartą buzią.

  22. Robią z BK pajaca, zrobią prezydentem, on zachoruje – i kto rządzi? /”ale to już było i … „?/

  23. Kto mieszka w Krakowie to wie kto to Duda i kto za nim stoi. Według mnie jak cała demokracja – wybieramy mniejsze zło. Niewątpliwie Duda jest bardzo taktowny jak każdy profesjonalny polityk w demoludach.

    Panie Gabrielu jaki kraj najbardziej Panu odpowiada, jaki system?
    Szwajcaria, Chiny, Indie, diaspora, brak organizacji, organizacja elitarna?
    Grzegorza Brauna trudno zadowolić, ale co Pana by zadowoliło?
    Kolonizujemy inne planety, czy próbujemy coś jeszcze dla nas tutaj ugrać?
    Każdemu Pana formatu grozi wpadnięcie w czarną dziurę własnego potencjału tzn. zapadnięcia się w samym sobie.
    Pozdrawiam

  24. CISZA DOPIERO OD 0.00.WSTAWAĆ ŚPIOCHY.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.