lt. 282021
 

Proszę Państwa, plan jest taki, żeby II tom Kredytu i wojny ukazał się w maju, a więc muszę trochę nadgonić. Będę dalej normalnie pisał teksty, ale jak będzie coś nowego, tak ja teraz, gdy ukazał się tom wspomnień Złe czasy, raz czy dwa posłużę się gotowcem. Także ze względów promocyjnych,. Robiłem tak już wcześniej, ale dziś tłumaczę się z tego albowiem jestem niezwykle podekscytowany różnych odkryciami dotyczącymi II tomu książki o herezji, od której nie mogę się oderwać. No, ale wróćmy do rzeczywistości, czyli do tego co jest. Postanowiłem dziś umieścić tu fragment dotyczący wywozu polskiego złota, we wrześniu 1939, który znalazł się w liście przesłanym Stanisławowi Karpińskiemu, przez jego syna Henryka. To jest istotny fragment, albowiem prócz relacji, z drugiej ręki, Stanisława Mackiewicza, a także samego Ignacego Matuszewskiego, chyba jedyny. Ja sam rozpocząłem blogowanie, od napisania bardzo wyidealizowanej historii wywozu polskiego złota, które przecież wróciło tu po wojnie w trumnie Żeligowskiego. To mogłoby się wydawać zabawne, gdyby nie było tak straszne w swojej wymowie i tak demaskatorskie dla kadry oficerskiej międzywojnia. Fragment jest krótki, lapidarny i raczej daleki od idealizmu. Autor mimo naiwnej wiary w przyszłość, by jednak człowiekiem trzeźwym  i otaczającą go rzeczywistość oceniał przytomnie.

 

 

3 lutego 1940.

Mróz wciąż trwa: dziś 23 stopnie. Z węglem bardzo źle: za tonę płacą powyżej 300 zł, przyczem trudno dostać, większość mieszkań bez opału.

Nasz dom opalany ledwo-ledwo.

Henryk często pisze i obficie zaopatruje swoich w gotówkę. Nadesłał nam też krótki dzienniczek swej ewakuacji służbowej ze skarbcem Banku Polskiego. Przytaczam go:

6-9-39. Komunikaty lepsze, miny mieszkańców Warszawy dobre, w [biurze] Banku panika: ewakuacja. Wracam do domu i zabieram teczkę z jedną zmianą bielizny, aby po drodze nie stwarzać popłochu. Żony nie pożegnałem – była na mieście. Z trudem uzyskałem połączenie telefoniczne z Babicami i zawiadomiłem Fraulein o wyjeździe. Cały dzień trwa ładowanie do pociągu. Dwa naloty. Przeczekaliśmy pod wagonami. Pozostawiona [w wagonie] gazeta podziurawiona jak rzeszoto. Wieczorem 10 wagonów zostało załadowanych. Do telefonu daleko. Godzina 23 odjazd. Im kto stanowiskiem wyższy, tem solidniej zaopatrzony w bagaż. Część pojechała samochodami. W wagonie, który konwojowałem, 15 osób, oprócz bagażu. Wszystkich osób 117.

W dzień stoimy, w nocy jedziemy. Podczas stale towarzyszących nam nalotów, [nad ranem] rozpierzchujemy się po polu lub lesie. Dęblin, Lublin, Trawniki, Chełm, Kowel. Rządzi nami władza wojskowa, to znaczy trzeba prosić o dyspozycje [drżących ze strachu] wyższych oficerów.

9-9 Cofnięto nas do Łucka. [Jest dyrekcja.] Przykro patrzeć na malujący się na twarzach strach. Doły w dobrym nastroju, ranni żołnierze w cudownym. Łatam but, bo wziąłem stare. Jest tu rząd i nasza dyrekcja.

10-9 Zygmunt od paru dni w drodze z głównym ładunkiem, kieruje się na Rumunję. My wieziemy pozostałe 74 skrzynki głównego ładunku i inne skrzynie. [Prezes wraz z innymi zajmuje się grabieżą: w Łucku „wymienił” złote 10 tys. dol., podobnie robił w trzech innych miejscowościach.] Jedziemy na Równe, Jeziorany. W dzień wagony stają pojedynczo lub grupami. W nocy wymiana strzałów z dywersantami.

11-9. Dubno. Kąpiel w Skawie, wczoraj w Styrze.

12-9. Wyładunek do położonych o 5 klm. lochów zamku. 25 ludzi wraz ze mną wyznaczonych konwojentami. [reszta, przeważnie obarczeni rodzinami, jazda do Demidówki o 28 klm. Robię drugą łatę w bucie, obstalowuję nowe, będę za tydzień, dałem na poczet 20 zł.]

13-9. Pozwolono depeszować do Warszawy: nadaję dwie depesze. Dyżury i pogotowie nocne. Tytoniu zupełny brak. Mam zapas na tydzień. Wiadomości brak: podobno i podobno. Stoi tutaj naczelna wojskowa administracja, Ministerstwo S.W. Są znajomi. Mnóstwo żon oficerskich. Armja zamienia się na abisyńską. [Pułkownik Gebel z rodziną już w Rumunji.] Rekwizycja białego towaru dla szpitali. Opatrunków brak. Nie spodziewano się, że w czasie wojny będą ranni. Naloty ciągłe. Szkody materjalne małe. Psychika u dowódców zupełnie złamana. 12 osób wraz ze mną wyznaczono do dalszego konwoju, reszta 3-miesięczna odprawa i róbcie co chcecie. Ładowanie na otwarte samochody ciężarowe. Jedziemy. Większość [towaru] ładunku została oraz 2 kolegów, którym dano dyrektywy, niemożliwe do wykonania. [Dowódcą naszym jest personalny Cz., jedzie oczywiście z rodziną, dużo na przedzie.] Widzimy kopanie okopów. Krzemieniec, Zbaraż, Tarnopol, Trembowla. Jazda tylko nocą. Ruch olbrzymi w jednym kierunku. [W Krzemieńcu uroczystość ślubna p. M.S.W.] Szosy miejscami zniszczone bombami. Jedno auto wywaliło się do rowu. Deszcz. Są papierosy. [Przed oczyma mam chude nogi Stasia – na dobrą wróżbę.]

Benzyny brak. Czortków ślicznie położony. Uścieszko, Horodenka, Śniatyń. Walki po drodze z dobierającymi się do naszych samochodów. W te strony jadą tylko wybrani: [ministrowie] dygnitarze z żonami, pieskami, kanarkami. [Dużo dygnitarzy, żydów z rodzinami w limuzynach. Podobno że, podobno… a konkretnych wiadomości brak.]

17-9. Około 13-ej bramka graniczna, uczucie straszne. Początkowo tylko nas puścili, później od razu wszystkich. Sowiety zajmują Polskę od wschodu. W nocy przybywamy do Czerniowic.

18-9. W nocy przed Czerniowcami połączyliśmy się z inną naszą grupą kolumny samochodowej. W Czerniowcach parę dni. [Pełnię taką lub inną służbę.] Polaków mnóstwo. Żołnierzy widzimy idących oddziałami, ale rozbrojonych. Większość wojska to oddziały tyłowe, sztabowe. Jest też sporo wojsk lotniczych. [Sam naliczyłem wczoraj 127. Jest ich dużo więcej.] Spotykam znajomych, między innymi Stachów Dygatów. [Orędzie Ignaca: dla honoru i godności zdecydował się wyjechać.] Otrzymaliśmy dalsze 3-miesięczne pobory, łącznie z Warszawą wziąłem za 7 miesięcy. Rewizja u niższych konwojentów: ukradli blisko 2 mil. zł. W Czerniowcach są ulice Mickiewicza, Słowackiego, Goethego. Okres dojrzewania winogron.

24-9. Za 5 dni imieniny Misia. Jesteśmy w Bukareszcie. Ładunek składamy do piwnic. Jest nas 230 ludzi, w czem 90 to towarzyszące rodziny. Ładunku naszego wywieźć nie wolno, lecz ładunek Zygmunta jest poza Rumunją w bezpiecznem miejscu.

2-X. Pracujemy w kurzu, w piwnicach.

19-X. Wyjazd do Francji bardzo utrudniony.

25-X. Dostałem pierwszą wiadomość o Marynce przez Rzym. Staram się o przydział w Ymci do pracy w obozach. Stosunek władz Rumuńskich do nas zmienny. Ambasada nasza obsadzona jeszcze dawnemi ludźmi. Na listy moje, często wysyłane do rodziny, nie otrzymuję odpowiedzi.

2-XI. Chodzę na kursy dla kierowników świetlic i kantyn.

5-XII. Płacą tu na czarnej giełdzie za dolara 510 lei, za funta 1800, za złotego 3,2.

5-I-40. Mam nie wiarę, lecz pewność, że wszystko dobrze się skończy, chodzi tylko o czas. Powszechnie przewidują koniec wojny w tym roku, a nawet na wiosnę, niektórzy za 2-3 lata. Spodziewamy się rozpalenia granic od Syrjj, Afganistanu i Japonji. Jakkolwiek góra nasza nie zdała egzaminu, wierzę w doły. Przypuszczam że w lutym wyjadę do Francji.

 

  10 komentarzy do “Złe czasy. Fragment. Ewakuacja złota w 1939”

  1. No tak, ten kawałek mówi o zakończeniu IIRP , ale nawiązując do wczorajszego kawałka, to dodam do tekstu Smiecia z SN, że zamach majowy był związany z pożyczką amerykańską – możliwe…

    Dodam że na lekcji historii profesor powiedział nam, że była to też wojna Piłsudskiego z sejmokracja i odpowiedź na tajne porozumienia niemców i ludzi radzieckich w Rapallo.

    O  tym ich porozumieniu rząd polski od razu wiedział, w dwa lata później dyplomacja radziecka rozgościła się w większości krajów europejskich, czyli wyszli z odosobnienia a u nas sejmokracja i upadki rządów i brak wspomagania finansowego – no więc w efekcie  zamach majowy

  2. ciekawe kto to są ci dywersanci co strzelają, co się do rządowego, chronionego  transportu chcą  dobrać na ziemi województwa stanisławowskiego, zapewne pradziadkowie tych co 80 lat później gremialnie do nas zjeżdżali aby -żyć spokojnie-.

  3. „Jednego możemy być pewni. Nic z wyjątkiem powtórki kataklizmu Wojny Światowej nie może głęboko naruszyć Polski, a ryzyko tej strasznej myśli dotyczy prawie w tym samym stopniu każdego dużego kraju w Europie”. Grabski z dumą o Banku Polskim

  4. Wspomnienia gen Maczka jasno mówią kto…

  5. Wszystkiego najlepszego z okazji Imienin dla Szanownego Gospodarza!

  6. Pani Nebrasko, można poprosić o link do wpisu o przewrocie majowym?

  7. mam 3 książki o generale, ale nie mam wspomnień napisanych przez generała, czy to w książce -Od podwody do czołgu-

    przeglądałam te -moje- książki jest tam tylko /zaiste jak na tamte czasy/ o cudownym spotkaniu generała z  rodziną i zabraniu żony i dzieci generała ze Stanisławowa i wymarsz-

    jeśli chodzi o dni do 18 września 1939 to jeszcze czerwonoarmiejców tam nie było, już nad Lwowem latało Luftwaffe tak chyba od 9 września , w takim razie przewóz złota był  atakowany przez  tubylców –

  8. Ta informacja jest w  zapiskach ,z okresu gdy jego dywizja wycofywała  sie na południe  w kierunku Rumunii,a może po rozwiązaniu sie dywizji,teraz już nie pamietam,musiałbym poszukać.Pisze kto atakował jego żołnierzy.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest chwilowo niemożliwe.