sty 232022
 

Kultura to sprzęgnięcie na stałe pojęć estetycznych i politycznych, a następnie wykorzystywanie tego zestawu praktycznie w długofalowych projektach, przy zachowaniu wielkiej dyskrecji.

Co to jest antykultura? To oderwanie pojęć estetycznych od pojęć politycznych, nadanie jednym i drugim osobnej dynamiki i zbudowanie wokół nich jakichś hierarchii orzekających o zagadnieniach, których pojąć z istoty nie mogą.

Futrowanie tych układów to w zasadzie działalność najezdnicza. Mająca utrzymać obszar gdzie obydwie grupy pojęć są rozłączone w stanie permanentnej zależności. Najważniejszą kwestią, od której zaczyna się podbój jest wyłączenie guzika z napisem dyskrecja. Potem już idzie z górki. Każdy bowiem rości sobie prawo do rozumienia i orzekania, nawet jeśli za jego myślami nie podąża żadne działanie. To zaś, aby można było ocenić je należycie musi mieć efekt i charakter długofalowy. Każde inne bowiem, dorywcze i obliczone na krótką metę, będzie antykulturą.

Jeśli przyjmiemy tę definicję przyznać musimy, że w Polsce nigdy nie było żadnej kultury. Były jedynie próby tworzenie takowej, zaczynające się zawsze na dworze króla, w zakonach, albo w obrębie grup działających celowo, w długiej perspektywie czasowej, posiadającej stosowne dla tych działań fundusze. Antykulturę poznajemy po tym, że dzieli się ją na różne odmiany kultury. Mamy więc kulturę ludową, sztabową, młodzieżową i wszystkie inne kultury, będące w istocie zaprzeczeniem tego pojęcia. Służące bowiem do obsługi emocji związanych z kontrolowanym podbojem. Zrozumienie tego jest poza wszelkimi możliwościami, albowiem każda grupa reprezentująca antykulturę dysponuje stosownym budżetem który żywi jej liderów, osobników zaburzonych, domagających się uwagi i nie wytwarzających niczego poza zgiełkiem. Wśród postaw szczególnie promowanych w rzeczywistości, gdzie rządzi antykultura, na pierwsze miejsce wysuwają się te związane z orzekaniem o polityce, oderwanej od pojęć estetycznych. Doszliśmy do tego, że samo skojarzenie polityki z pojęciami estetycznymi budzi śmiech, albowiem polityka rozumiana jest dziś, jako działalność demaskująca, wskazująca pewne poczynania, jest więc w istocie publicystyką polityczną, małpowanie polityki prawdziwej, bez zrozumienia jej zasad. Są ludzie, którzy wierzą, że można kogoś czegoś – zachowań politycznych najpewniej – nauczyć poprzez ciągłe powtarzanie fraz z zakresu politycznej publicystyki. Nie można albowiem ta odrywa się od dyskrecji i pojęć estetycznych. Ja ich tu nie będę definiował, albowiem nie ma to sensu, nie istnieje bowiem żadne miejsce, a którym można by przećwiczyć i dojrzeć realne efekty sprzęgnięcia tych dwóch obszarów pojęć i zastosowania ich dla osiągnięcia wymiernych bardzo korzyści. Nie finansowych oczywiście, bo te uzyskuje się w antykulturze za pomocą powtarzania na sposób małpi różnych rytuałów. Takie zachowanie uznawane bywa za przejaw kultury. I każdy zapewne domyślił się kto małpuje kulturę najbardziej wyraziście.

Efektem działań określanych tu jako kultura, jest powstawanie jakości, które są bezwzględnie i bez niczyjego pośrednictwa rozpoznawane i oceniane indywidualnie jako dobre, a do tego wywołują przemożną chęć naśladowania ich w sposób jeszcze doskonalszy. Dlatego każdy z łatwością zrozumie, co to jest kultura, a co nią nie jest. Pod warunkiem jednakowoż, że nie pokłada głupiej wiary w osobników parających się naśladownictwem, którzy pożegnali się z dyskrecją, pojęciami estetycznymi i uprawiają tak zwaną czystą politykę, czyli mówią jak jest. Ta upadlająca i degradująca nas wszystkich postawa ma wielu zwolenników, którzy są jak paczki makulatury – przeznaczeni na przemiał. Nie rozumieją tego jednak i uważają, że treści, które powtarzają, będąc podwójnie wtórni, czyli naśladując osoby małpujące kulturę, mają jakieś znaczenie. Nie mają.

Do czego prowadzi usunięcie z opisanego układu pojęcia dyskrecja? Do całkowitego i nieodwołalnego zaburzenia komunikacji. Bez dyskrecji przestajemy cokolwiek rozumieć, nie powstają żadne kulturowe kody, nie tworzą się wokół nich grupy pogłębiające ich znaczenie i podkreślające ich precyzję w nazywaniu rzeczy i zjawisk. Pozostaje tylko uporczywe pragnienie zrozumienia, które nigdy nie zostanie zaspokojone. Zostaje ono w pewnym momencie zastąpione przemożną chęcią emitowania komunikatów własnych, nie popartych żadną refleksją, a opierającą się jedynie na bardzo powierzchownych spostrzeżeniach. Zwykle towarzyszy temu agresja. Im mniej rozumie dany osobnik, im więcej pragnie zrozumieć, nie pojmując jednocześnie, że zgubił drogę do rozumienia, tym większą agresję demonstruje.

Ktoś może powiedzieć, że żyjemy w czasach, kiedy pojęcia estetyczne są jednak połączone z polityką. Tak, ale na takiej samej zasadzie, na jakiej połączone były części ciała monstrum, które stworzył doktor Frankenstein. Próbuje się je łączyć, albowiem ktoś kto ten plan wdraża doskonale rozumie, że nie ma skuteczności bez połączenia pojęć estetycznych i politycznych. Czyni to jednak bez dyskrecji i krótkoterminowo, a jego celem jest deprawacja dużych grup ludzi, którzy sądzą, że obcując z bardzo słabymi pod względem komunikacyjnym projektami wkraczają w rejony niespotykanej jakieś intelektualnej sublimacji. Złudzeniu temu ulegają ludzie, którzy mają nawet spore doświadczenie życiowe, ale nie rozumieją, że komunikacja, czyli pojęcia estetyczne nie istnieją bez polityki. Są zestawem absurdalnych, bezsensownych gadżetów, które mogą zwrócić czyjąś uwagę tylko wtedy kiedy zastosowane są bez dyskrecji. I to takie właśnie sytuacje mamy dzisiaj. Żyjemy w świecie zorganizowanym wokół projektów z zakresu antykultury, a im bardziej kto usiłuje podnosić kwestie kultury i jej istoty tym ciemniej się robi pod tą latarnią.

Antykultura to rewolucja, albowiem ona obiecuje wszystkim wyjaśnienie wszystkiego tu i teraz. Nie żaden raj na ziemi, jak się dawniej wydawało, ale po prostu udzielenie odpowiedzi na wszystkie pytania, a jeśli się to nie uda, unieważnienie tych kwestii, które znajdują się poza jej możliwościami. Żyjemy w okolicznościach, w których działają tysiące małych rewolucji, dewastujących wszelkie próby stworzenia kultury opartej na połączeniu polityki, pojęć estetycznych i dyskrecji w perspektywie długofalowej. A przecież nic innego nie ma znaczenia. Każdy to, mam nadzieję, rozumie. Pokusa jednak, by stracić cierpliwość i zrobić coś głupiego, albo chociaż powiedzieć, tylko dla zwrócenia na siebie uwagi, bądź włączenia się w jeden z nurtów antykultury, jest przemożna.

Mam nadzieję, że uda mi się rozwijać ten temat dalej, albowiem powyższy tekst, jak wiele już wcześniej, powstał w zasadzie bez mojego udziału, w tempie superexpresowym, zacząłem go bowiem pisać dwadzieścia po ósmej. W każdym razie spróbuję to kontynuować.

Na koniec ogłoszenie. Jutro, jak Bóg pozwoli, zrobimy jakąś antykwaryczną wyprzedaż

sty 222022
 

Na tym, że Polska odgradzała Ukrainę, jakże ważny element polityki wysoko cywilizowanych mocarstw, od Europy. Gdyby nie było szlacheckiej, zatabaczonej Polski prowadzącej swoją nieudolną politykę w dorzeczu Wisły, wszystko potoczyłoby się inaczej, a Europa, z jej cywilizacją sięgałaby do Dniepru, a może i dalej. Nie ma doprawdy znaczenia to, że nie istnieje i nigdy nie istniało coś takiego, jak cywilizowana Europa, w sensie moralnym. W sensie politycznym zaś cywilizacja jest pojęciem czysto instrumentalnym. Chodzi tu o propagandę. To jest paradygmat, jakim posługuje się ukraińska propaganda, intensywnie działająca w Europie i w Kanadzie. My o tym nic nie wiemy, albo wiedzieć nie chcemy, albowiem stosujemy ten sam paradygmat komunikacyjny. I uważamy, że on jest nasz. Opowiadamy, że jesteśmy częścią cywilizowanej Europy, ale wskutek bolesnej pomyłki, znaleźliśmy się pod trzema zaborami, a przemoc moskiewska o mało nie złamała nam kręgosłupa. Na rynku propagandy więc Polska i Ukraina wyglądają podobnie. Różnice widoczne są w praktycznych realizacjach propagandowych celów, które to realizacje tylko częściowo zależą od polityków i urzędników obydwu krajów. Ukraina radzi sobie z tym znacznie lepiej niż Polska, a to z tego względu, że jej propagandyści są po pierwsze lepiej wykształceni, sprawniejsi warsztatowo, nie uprawiają lojalności środowiskowych i nie chcę na siłę przekonać wszystkich, że ów paradygmat opisany wyżej dotyczy także ich osobiście. W Polsce jest dokładnie na odwrót, to znaczy każdy parający się polityczną propagandą gamoń, przede wszystkim odsłania swoje własne deficyty, albowiem ma przymus gwiazdorzenia i zwracania na siebie uwagi. Propaganda historyczna w całości spoczywa na barkach prof. Andrzeja Nowaka, który realizuje projekt, moim zdaniem, bez znaczenia. Politycy zaś, czasem coś tam bąkną o chwalebnej przeszłości, ale generalnie musi być sylwester marzeń i łzy Kurskiego na widok Madonny Częstochowskiej. Dzieje się tak, albowiem w Polsce wszyscy przekonani są, że propaganda ma mniejsze znaczenie, niż dobra zabawa, a na PiS i tak głosują emeryci i patologia. Uważają tak nawet politycy PiS. Jakieś tam roztrząsania przeszłości nie mają znaczenia. Wyjątkiem są oczywiście Żydzi. Na różne uroczystości żydowskie czas i moce zawsze się znajdą. Ukraińcy są w trochę gorszej sytuacji, dlatego czepiają się wszystkich złudzeń i starają się wykorzystywać wszystkie momenty dziejowe, by zyskać jeden, dwa punkty w tej rozgrywce. I czynią to na poważnie. Mają też poczucie własnej wartości, znacznie nieraz przewyższające ich realne możliwości, o czym ostatnio sam się przekonałem. No, a ja mogę dodać jeszcze tyle, że ich starania – szczególnie na niwie ekonomicznej – chętnie zostaną wykorzystane przez „cywilizowaną” Europę, która nie da im w zamian nic. Opisałem to w II tomie baśni socjalistycznej. Teraz to się chyba zmieni, bo wczoraj napisali, że nowy kanclerz Niemiec domówił spotkania z prezydentem Bidenem. Interpretuję to następująco – Niemcy też mieli swoje złudzenia i one się właśnie rozwiały. Wszyscy zaś wieszczący podział Europy środkowej pomiędzy Rosję i Niemcy, będą musieli niebawem zweryfikować swoje obłąkańcze pomysły. Tusk nie wróci do władzy. Łukaszenka nie jest dobrym wujciem, a Putin nie sprzyja Polsce po cichu, tylko wraz z nowym niemieckim rządem chce ją zdegradować i uczynić tu jakaś zagrodę dla knurów. Tu mała dygresja – wszyscy zwolennicy polityki prorosyjskiej udają głupich i nabierają wody w usta kiedy im się wskaże, jakże oczywisty, związek tej polityki z polityką Niemiec wobec Polski. To jest także wskazówka na jakim poziomie znajdują się w Polsce propagandyści różny opcji – na poziomie psa.

Tak więc śmiało możemy powiedzieć, że w zakresie propagandy i komunikacji Ukraińcy są znacznie sprawniejsi od Polaków. To oczywiście nie musi się zakończyć dla nich dobrze, ale warto odnotować ten fakt. Pora na przykłady. Czy rząd polski przeforsował zbudowanie pomnika husarzy w Wiedniu? Parę lat temu była afera z tym związana. Oczywiście nie. Kozacy zaś mają tam swój pomnik. Od roku 2017 mają jeszcze inne miejsce, w którym się upamiętnia ich działania. Proszę bardzo tu jest stosowny link https://france.mfa.gov.ua/fr/news/58060-17-chervnya-cr-u-m-dyunkerk-u-prisutnosti-mera-mista-pvergrijeta-posla-ukrajini-oshamshura-predstavnikiv-municipalitetu-miscevoji-ukrajinsykoji-gromadi-i-delegacijiukrajinsykogo-gromads Takie rzeczy w ogóle nie interesują nikogo w Polsce, albowiem nie istnieje żadna zorganizowana, szeroko prowadzona akcja propagandowa czy polityczna oparta na placówka dyplomatycznych czy kulturalnych za granicą. Jeśli już ktoś podejmuje jakieś działania w tym zakresie są one komiczne i idiotyczne jednocześnie. I chodzi o w nich o to zwykle, by zaprezentować tchnącą przejmującym czarem ruin urodę córki generała Andersa.

W roku 2018 wydaliśmy tom teksów źródłowych Okraina królestwa polskiego. Potem zaczęła się tu dyskusja na temat – czy ataman Sirko był pod Dunkierką czy nie. Jak widzimy we Francji nikt nie ma co do tego wątpliwości, a walki pod Dunkierką to przykład francusko-ukraińskiego braterstwa broni. O tym, jak się ci kozacy tam znaleźli, kto ich zakontraktował, dlaczego to zrobił, bez wiedzy i zgody króla polskiego nikt oczywiście nie powie słowa. Po co? Co można na tym ugrać? Pomnika husarzy w Wiedniu też nikt nie załatwi, a jeśli już by do tego doszło, zlecono by realizację najgorszemu rzeźbiarskiemu majstrowi. Brak dyskrecji i umiaru to także charakterystyczna cecha polskich działań propagandowych. Myślę, że jest to związane z opisanymi powyżej ograniczeniami, jeśli ktoś chce postawić siebie w centrum uwagi, po jaką cholerę ma się ograniczać i robić coś dyskretnie? Poza tym od wczoraj na topie jest film o Gierku, którego zagrał facet będący sumą dysfunkcji i deficytów. Dzieło zaś robi z Gierka bohatera, co chciał żeby Polska miała broń atomową. Czy możliwe są większe idiotyzmy? Niestety tak, rzeknę o nich słowo na koniec.

Czy w Polsce ktoś w ogóle myśli o czymś takim jak promocja i komunikacja poza granicami kraju? Kiedyś to było proste – za Gierka wysyłali za granicę Marylę Rodowicz i załatwione. Dziś próbują robić to samo. Cóż my, pamiętający tamte czasy, niestarzy przecież jeszcze ludzie, możemy im odpowiedzieć? Moim zdaniem powinniśmy napisać jakiś list otwarty do prezesa Kurskiego i ministra kultury Glińskiego, opierający się na znakomitym wzorze listu, jaki wspomniany tu ataman Sirko napisać kazał do sułtana tureckiego. Prezes Kaczyński na pewno by nas zrozumiał, albowiem on sam odkrył ten list niewiele lat temu i śmiał się z niego na wizji do rozpuku.

Jasne jest, że żadnej wizji wizerunkowej i propagandowej kraju nie ma. Są tylko działania doraźne jakichś środowisk, które rzucają na siebie wzajemnie różne oskarżenia. A to, że taśmy spleśniały, a to, że instytut Pileckiego wypuścił skarpety z wizerunkiem rotmistrza, a to o coś innego jeszcze. Opozycja zaś robi z Polski miejsce, gdzie rządzą faszyści. Ci rzekomi „faszyści” zaś, żeby zatrzeć złe wrażenie, latają, potrzebnie czy nie, na wszystkie uroczystości związane z upamiętnieniem Żydów i stają w pierwszym rzędzie, albowiem uważają, że to zdejmuje z nich odium. Na próbę wyjaśnienia im, że żadne odium nie istnieje, a nadgorliwość nie jest dobrze widziana nigdzie, nie odpowiadają. Jeśli próbują ratować swój wizerunek to wyłącznie za pomocą kurskiej telewizji, adresowanej do fanów Zapały i Martyniuka. Czy to znaczy, że nikt nie próbuje niczego robić? Oczywiście, że nie, są różne cenne inicjatywy. O tu proszę zaprezentuję jedną: https://twojazbiorka.pl/zbiorki/37/film-dokumentalny-zydowski-mord-rytualny-legenda-czy-fakt-1?fbclid=IwAR1Q5omiCW28_fMdZRxIOUbckM0Mbh0tmzivnwOmuUlWkjHh7gFJYqZcsGg

Szczególnie polecam ten fragment:

Wierząc, że samą obroną nie da się wybrać wojny, doszliśmy do wniosku, że NAJWYŻSZY CZAS NA KONTROFENSYWĘ, na rajd na terytorium przeciwnika. Oczywiście nie chodzi nam o rzucanie obelg i kłamstw w drugą stronę – to metody naszych wrogów – ale coś wręcz przeciwnego. Chodzi o pokazanie prawdy, niewygodnej prawdy, schowanej za parawanem tabu i politycznej poprawności. Jesteśmy głęboko przekonani, że to, czego Żydzi najbardziej się wstydzą i za wszelką cenę chcą ukryć przed światem, są informacje o popełnianych przez ich przodków mordach na tle rytualnym.

Przyznam, że nie uwierzyłem, kiedy to przeczytałem za pierwszym razem. Kontrofensywa, rajd na terytorium przeciwnika z budżetem 150 tysięcy złotych? Cóż za rozmach i odwaga… Jeśli pozwolicie, nie będę tego komentował, odsunę się też od tego projektu jak najdalej, nie przywiązując się do tego kto i z jakich przyczyn go popiera. Zajmę się tą Dunkierką i propagandowymi realizacjami historycznymi na Ukrainie. Są bowiem wśród nich rzeczy naprawdę wybitne. Takie, o jakich w Polsce nie możemy nawet pomarzyć. No, ale o tym przekonacie się dopiero po przeczytaniu wiosennego nawigatora. Jeśli ktoś oczywiście ma ochotę wraz z Patlewiczem szarżować na Żydów ukrytych w bunkrze pod CPK, nie mogę go od tego pomysłu odwodzić. Niech jednak postara się nie wpisywać tu żadnych komentarzy.

Ci, zaś którzy wolą przyjąć moją optykę, niech sobie trochę poczytają o Ukrainie, zanim wyjdzie nasz nawigator.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wojny-totalne-i-ksztaltowanie-sie-wspolczesnej-ukrainy/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/geneza-wyprawy-kijowskiej/

sty 212022
 

Żeby zwiększyć ilość wysyłek, zamówiłem trochę książek z rynku. Obniżek już nie będzie, albowiem totalne obniżki prowadzą do katastrofy. Wśród zamówionych pozycji jest dzieło włoskiego Jezuity, Giovanniego Botero. Napisał on także, pierwszą, znaną książkę o geografii krajów świata, w tym Polski, która została tam ponoć ujęta w ramy statystyczne. Nie wiem, bo nie miałem tego w ręku. Nikt też pewnie ze znanych mi osób nie widział tej pracy realnie. To co mamy w sklepie, ma inny charakter i nosi tytuł O racji stanu. Autor bowiem, jako pierwszy sformułował pojęcie racji stanu i na kartach tej księgi podsuwa nam różne uzasadnienia, przekonując, iż nie ma polityki bez racji stanu. Uwaga – pojęcie to, jakże ważne, bez którego nie potrafimy funkcjonować sformułował jezuita żyjący na przełomie stuleci XVI i XVII. Wcale nie Armand de Richelieu, jak się wydaje niektórym. Francuzi to jedynie przejęli i zaczęli pojęcia racji stanu używać z bardzo dobrym dla siebie skutkiem. Ciekawe w jakich okolicznościach się to stało i jak wyglądało zebranie egzekutywy, na której pokazano kardynałowi po raz pierwszy dzieło księdza Botero. Skrzywił się wtedy czy uśmiechnął? Co powiedział? Nie wiemy. Dla nas istotne jest, że racja stanu to pojęcie z zakresu jezuickiej myśli politycznej. O czym chyba żaden popularyzator historii jeszcze się nigdy nie zająknął. Książkę Giovanniego Botero wydała Księgarnia akademicka z Krakowa, na polski przełożyła ją Bogumiła Bielańska, a ja postanowiłem dziś zaprezentować kilka jej fragmentów. Siadłem sobie bowiem wczoraj wieczorem i zacząłem ją otwierać na chybił trafił, tak jak to czyniłem kiedyś z książką Małyńskiego. Oto efekt.

Jest zatem rzeczą niewątpliwą, że w dawnych wiekach ludzie powoływali królów i oddawali kraj i władzę nad sobą innym powodowani własnymi odczuciami i wielkim szacunkiem (który nazywamy reputacją) , jakim ich darzyli ze względu na ich męstwo.

Bogactwo księcia zależy od zasobów ludzi prywatnych, a zasoby te dotyczą dóbr i realnej wymiany handlowej produktów ziemi, przemysłu, wpływów, dochodów, wydatków, transportu z miejsca na miejsce, w obrębie królestwa lub innych krajów. Lichwiarz nie tylko żadnej z owych rzeczy nie czyni, ale zyskując w sposób oszukańczy pieniądze, pozbawia innych możliwości handlowania. Mamy w Italii dwie republiki w pełnym rozkwicie: Wenecję i Genuę. Z owych dwóch Wenecja znacznie wyprzedza Genuę tak jako państwo, jak i ze względu na wielkość. Jeżeli będziemy szukać przyczyn tego stanu rzeczy, zobaczymy, że dzieje się tak dlatego, że Wenecjanie, prowadząc realny handel, wzbogacili się średnio jako osoby prywatne, ale znakomicie jako wspólnota. Genueńczycy zaś przeciwnie, poświęcając się w pełni wymianie handlowej, powiększyli nieskończenie swoje majątki jako osoby prywatne, ale skrajnie zubożyli dochody publiczne.

Jako przerywnik umieszczę tu od siebie taki komentarz – zamiast poświęcając się w pełni wymianie handlowej, lepiej byłoby chyba umieścić tu zwrot – spekulacjom finansowym. Poza tym, jasne jest, że model genueński zwyciężył dziś nie tylko w Italii, kraju pełnym bogatych ludzi, z wiecznymi kłopotami finansowymi, ale także na całym świecie. Idźmy dalej.

Nie wystarczy przeprowadzić wyboru i dołożyć wszelkiej staranności w wyłonieniu sędziów, należy zastosować wszystkie środki ostrożności, aby po objęciu stanowiska zachowali nieskazitelność,wielu bowiem z gołębi staje się krukami, z jagniąt zaś wilkami, i nic lepiej nie odkrywa wnętrza człowieka niż urząd, gdyż daje mu władzę w ręce i ten jest rzeczywiście człowiekiem dobrym, kto może czynić zło, a tego nie robi.

Należy starać się uczyć rozwagi na podstawie tego, co się widzi i słyszy. Drugi typ doświadczenia może być dwojakiego rodzaju, gdyż uczyć można się od żyjących i od zmarłych. Pierwsze z nich, chociaż nie jest bardzo rozciągnięte w czasie, może jednak obejmować wielką liczbę miejsc. Ambasadorowie i szpiedzy, kupcy, żołnierze raz inne podobne osoby, które dla przyjemności, z powodu negocjacji lub innej przypadkowe sprawy przebywały w różnych miejscach i znalazły się w rozmaitych okolicznościach, mogą nas poinformować o mnóstwie rzeczy niezbędnych lub pożytecznych dla pełnionej przez nas funkcji. Większe jednak pole do nauki dają nam zmarli, przez spisane przez nich historie, obejmują bowiem życie całego świata i wszystkich jego części. Prawdą jest, że historia to najpiękniejszy teatr, jaki można sobie wyobrazić, tam na koszt innych, człowiek uczy się tego, czego potrzebuje.

Pewne jest także to, że wielkie przedsięwzięcia doprowadzane są do pomyślnego zakończenia bardziej dzięki cierpliwości niż porywczości. W istocie porywczość stosuje przemoc, cierpliwość osiąga cel z czasem, dzięki sprzyjającym okazjom. Łatwiej jest osłabić, by pokonać, niż pokonać siłą za jednym razem.

Nie należy uznawać za dobre takich rad, które są oględne i zawiłe, w większości bowiem nie zostaną zwieńczone powodzeniem. W istocie, im bardziej są wymijające, tym bardziej ich wykonanie powinno być precyzyjne, co zwykle jest trudne, wielkie przedsięwzięcia bowiem wymagają do ich realizacji wielu środków, a w rezultacie zależą od wielu sytuacji nieprzewidzianych; podobnie rzecz ma się z zegarem, który im bardziej jest złożony i wymyślny, tym łatwiej się rozregulowuje i psuje, tak samo plany i przedsięwzięcia oparte na subtelnych zamysłach nie prowadzą do niczego.

Nie ma nic bardziej odrażającego w sprawowaniu rządów niż zmienianie rzeczy, którym czas nadał znaczenia.

Książę powinien się wystrzegać przedsięwzięć ponad swoje siły i nie wchodzić w układy oraz interesy, jeśli nie jest pewien, że z nich wyjdzie z honorem, w czym wielką roztropnością wykazują się Hiszpanie, którzy tylko wówczas pragną zwycięstwa, gdy są go pewni.

Niezmiernie ważne jest zachowanie spraw państwa w sekrecie, gdyż nie tylko czyni to księcia podobnym Bogu, ale sprawia, że ludzie nie znają myśli księcia i pozostają w zawieszeniu, oczekując na poznanie jego zamysłów.

Religia wywiera taki wpływ na sprawujących rządy, że bez niej wszystkie fundamenty się chwieją. W ten sposób wszyscy ci, lub prawie wszyscy, którzy chcieli ustanowić nowe imperia, wprowadzali nowe sekty lub odnawiali stare, jak o tym świadczą: Izmael król Persji i Muhamad asz szarif, król Maroka, Ludwik Kondeusz, Gaspard de Coligny, admirał Francji i Wilhelm z Nassau, którzy z powodu herezji wywołali skandale związane z wiarą i wprowadzili niepokoje w świecie chrześcijańskim.

Tu się na chwilę zatrzymajmy. Według Giovanniego Botero religia ma ścisły związek z polityką. I każdy reformatorskich lub quasi-reformatorski ruch religijny to po prostu dążenie do przejęcia władzy nad krajem. Pozdrawiam wielbicieli Adama Szustaka, zwanego z niejasnych przyczyn ojcem. Idźmy dalej.

Najgorszą cechą księcia, jaką można sobie wyobrazić, jest zajmowanie się gromadzeniem pieniędzy bez godnego celu.

W każdym razie konieczne jest, tak w czasie pokoju, jak i na użytek potrzeb czasu wojny, by książę miał zawsze do dyspozycji znaczną sumę pieniędzy w gotówce, ponieważ czekanie aż zbierze się pieniądze niezbędne, by odpowiedzieć na potrzeby, zwłaszcza związane z wojną, jest trudne i niebezpieczne.

Polacy rozszerzyli ogromnie swoje imperium i władzę, wybierając sobie na królów władców innych krajów, które włączali później do Korony Polskiej. W ten sposób ( nie wspominając o innych przykładach), wybrawszy na tron królewski wielkich książąt litewskich z rodu Jagiellonów, włączyli w końcu ową prowincję do swojego imperium.

Jasne jest, że ksiądz Botero sympatyzuje z Polakami, albowiem za jego czasów rozpoczęła się działalność misji jezuickich w Polsce i na Litwie. W stosunku jednak do realiów wykazuje trochę za dużo dobrych chęci. No, ale zmarł on w roku 1617, w jego czasach nic nie zapowiadało wielkich, dziejowych katastrof kolejnych dekad.

Na dziś wystarczy, życzę wszystkim miłej lektury.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/giovanni-botero-o-racji-stanu/

sty 202022
 

Nawet przez jeden moment nie uwierzyłem nigdy w to, że rotacje na stanowiskach dyrektorskich w instytucjach państwowych mają jakieś merytoryczne podstawy. Wszystko to są zmiany w istocie towarzyskie i środowiskowe. Chodzi o to, kto będzie zarządzał zasobem uznanym za cenny i wykorzystywał go propagandowo oraz patrzył spokojnie, jak zasób ów niszczeje, jeśli akurat nie będzie propagandzie potrzebny. W przekonaniu tym utwierdza mnie wszystko właściwie, zaś najbardziej gawędy o kompetencjach i profesjonalizmie zwalnianych i nowo mianowanych dyrektorów. Opowiem dziś w związku z tym kilka anegdot, całkiem powierzchownych i nieważnych, pochodzących z czasów dość odległych. Osoby, które w nich wystąpią znane mi były przelotnie i słabo, ale na tyle mocno zaznaczyły się w mej pamięci, że kiedy dziś padają ich nazwiska, otwiera się w niej jakaś klapka i wyskakuje obrazek.

Oto gazownia ogłosiła, że szef Filmoteki Narodowej, Dariusz Wieromiejczyk został zwolniony ze stanowiska, albowiem w jakimś festiwalu filmów kobiecych czy podobnej bzdurze, zezwolił na wyemitowanie filmu o produkcji wibratorów. A także innego – o przemocy domowej. Tekst o tym napisał Czuchnowski, co jasno wskazuje, że materiał zawiera wyłącznie kłamstwa i przeinaczenia. Dlaczego zwolniono Wieromiejczyka nie wiadomo, i pewnie nie dowiemy się tego nigdy. Moim zdaniem stało się tak dlatego, że ktoś inny – jakaś inna grupa – chce wydzierżawić od ministerstwa tę całą Filmotekę i urządzać tam jakieś hucpy.

Kiedy usłyszałem nazwisko Dariusza Wieromiejczyka przypomniało mi się, że pracował on dawno, dawno temu w tak zwanym Życiu z kropką, super-ultra prawicowym dzienniku, którzy rzucił rękawicę Gazecie Wyborczej. W dzienniku, któremu szefował super- hiper prawicowy naczelny – Tomasz Wołek. W tym samym dzienniku pracował wtedy Marek Budzisz, szef działu ekonomicznego i kilka jeszcze osób, a zaglądał tam stale Igor Janke. Ja to dokładnie pamiętam, albowiem zajmowałem tam najniższe w hierarchii stanowisko jakie może istnieć w redakcji – byłem archiwistą prasowym. Igor Janke, jak chciał mieć chwilę spokoju, przychodził na poddasze, do tego archiwum i tam przesiadywał. O Dariuszu Wieromiejczyku i jego zarobkach w tym całym Życiu z kropką krążyły legendy. Podobno zarabiał aż trzy tysiące złotych miesięcznie i nikt z tej biednej tłuszczy dziennikarskiej, która wymieniała po cichu uwagi na jego temat, ćmiąc szlugi tuż przy drzwiach archiwum prasowego, nie rozumiał dlaczego akurat on ten majątek inkasuje miesiąc w miesiąc, a nie oni. Ja też nie rozumiałem, albowiem płacili mi wtedy osiemset złotych i musiałem dorabiać pisząc jakieś głodne kawałki po gazetach. W dodatku ciągle obawiając się, że to gdzieś wypłynie, a ja – pracując w jednej redakcji – nie mogę przecież świadczyć usług innej. O Dariuszu Wieromiejczyku, krążyły zaś legendy, że dodatkowo pracuje on w jakiejś agencji reklamowej. Łał! Agencja reklamowa, w połowie lat dziewięćdziesiątych, to brzmiało prawie jak lot na Karaiby z piękną modelką u boku. No, albo coś podobnego….Nie wiem czy to wszystko była prawda, ale dla dziennikarzy skrobiących te żenujące teksty, które kazał im pisać Tomasz Wołek, Wieromiejczyk był naprawdę jakimś ciężkim problemem.

Potem raz jeszcze zetknąłem się z tym panem, kiedy poszukiwałem pracy, pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Nie mając w ogóle widoków na nic. Trafiłem do agencji reklamowej, w której on rzeczywiście był kimś ważnym. No, ale wiecie jak to jest – człowiek nie posiadający perspektyw przychodzi do innego człowieka, który ma zapewniony święty spokój i pełny komfort. Za oknem była zima, wiał wicher, a agencja była na dalekim Żoliborzu. Ja mieszkałem na Mokotowie, w wynajmowanym mieszkaniu. Kiedy przyjechałem na tę rozmowę byłem zziębnięty i raczej mało przekonujący. Roboty nie dostałem. Całe szczęście, bo nie wiem gdzie bym dzisiaj był. Powinienem więc podziękować Dariuszowi Wieromiejczykowi za to, że mnie wtedy wywalił.

Wczoraj przeczytałem, że na stanowisku szefa Filmoteki Narodowej zastąpi go Robert Kaczmarek, reżyser współpracujący dawniej z Grzegorzem Braunem, o którym WP napisała, że ma poglądy katolicko-narodowe, a on sam ponoć określił dotychczasowy zarząd Filmoteki, jako marksistowski. Kurcze blade, wiele się na tym świecie zmieniło – pomyślałem – od kiedy Wieromiejczyk był człowiekiem legendą w najbardziej prawicowym piśmie, które głosiło – a jakże – poglądy katolicko-narodowe, a jego naczelny pracował wcześniej w periodyku pod tytułem Królowa Apostołów.

Miałem także okazję poznać Roberta Kaczmarka, przedstawił nas sobie Grzegorz Braun, a było to już w czasach, kiedy byłem sławnym blogrem. Okazało się, że zarówno Kaczmarek jak i Braun mają jakiś kłopot z dystrybucją kolejnego filmu. Już nie pamiętam co to było, w każdym razie sprawy te rozgrywały się gdzieś w epoce pomiędzy Eugeniką, a Lutrem, szmat czasu wstecz. Wymyślili więc, że ja napiszę książkę, którą się wraz z filmem wstawi do księgarń i w ten sposób rozwiązany zostanie problem dystrybucji. Ponieważ na wszystkie absurdalne i wariackie pomysły reaguję zawsze w identyczny sposób – akceptacją i zgodą – stało się tak również w tym przypadku. Czynię to świadom, że ludzie, którzy takie rzeczy wymyślają, nie są w stanie ich zrealizować, a jeśli zaczną, natychmiast walnie ich w głowę tkwiący w całym przedsięwzięciu absurd, a oni zostaną zmuszeni do poszukiwania jakiegoś frajera – podwykonawcy, który będzie musiał ratować ich własną samoocenę. Rozstaliśmy się w uśmiechach, a Robert Kaczmarek wręczył mi nawet swoją wizytówkę. Oczywiście nie miałem zamiaru pisać żadnej książki, albowiem system dystrybucji książek przez hurtownie i księgarnie, których było wtedy trochę więcej niż dziś, był mi doskonale znany i jasne było, że nie tylko ja, ale także Kaczmarek z Braunem nigdy nie zobaczą żadnych, włożonych w to przedsięwzięcie pieniędzy. A gdzie jeszcze mówić o zyskach. W swojej nieopisanej głupocie jednak, próbowałem tłumaczyć Grzegorzowi Braunowi, żeby Kaczmarek otworzył stronę internetową, tam zainstalował sklep, umieścił w nim wszystkie produkty Brauna i promował to gdzie się da. Były to czasy, kiedy wiatr wiał w żagle wszystkim, którzy cokolwiek robili w internecie. Na pewno by się udało. Braun tylko kręcił głową i próbował mi coś tłumaczyć, ale używał przy tym języka tak hermetycznego, niepojętego wręcz, że najpierw zacząłem coś podejrzewać, a potem w ogóle odpuściłem ten temat. Zdaje się chodziło o to, że obaj panowie wierzyli w moce handlu hurtowego i liczyli, że ktoś odbierze od nich dużą ilość produktów, wręczając gotówkę przy tym. Wątpili zaś w sprzedaż detaliczną, która kojarzyła im się ze stratą czasu i niepotrzebnym rozmienianiem się na drobne. Później okazało się, że Robert Kaczmarek ma stronę ze sklepem. Zajrzałem tam i przestałem cokolwiek rozumieć. Była to biała strona, a jej czerwony tytuł wyglądał tak: AAAAAAAAAAAAAA coś tam, coś tam…Nie uwierzyłem, że to widzę, bo moja własna strona – coryllus.pl – choć mocno ułomna, wyglądała dużo lepiej. Nie chcę tu szydzić z pełniącego obowiązki dyrektora Filmoteki Narodowej, Roberta Kaczmarka, a jedynie wskazać, że być może jest on całkiem pozbawiony wyczucia biznesowego, ale za to ma duże zdolności administracyjne. Tylko dlaczego został reżyserem filmowym w takim wypadku? No nic, nie moja sprawa, każdy kieruje swoim życiem, jak umie. Miejmy nadzieję, że na nowym stanowisku poradzi sobie, jak nikt dotąd i uratuje zbiory Filmoteki Narodowej przed dewastacją, na którą ponoć naraził je marksista Wieromiejczyk.

Na koniec kilka słów w tonacji poważnej. Proszę Państwa, jest oczywiste, że żaden z dyrektorów państwowych instytucji kulturalnych nie ma nawet – w najbardziej ogólnych zarysach – pojęcia jakimi narzędziami dysponuje i jak mógłby je wykorzystywać dla tak zwanego dobra publicznego. Piszę „tak zwanego”, bo samo użycie tego zwrotu w zestawieniu z działalnością tych instytucji jest po prostu niestosowne. Jest jeszcze gorzej, bo nawet gdyby ktoś z nich chciał postąpić w procesie zarządzania zgodnie z racją stanu rozumianą poważnie, do ochrony której powołane są przecież instytucje kulturalne, zostałby z miejsca oskarżony o same najgorsze rzeczy. Poza tym byłby towarzyskim nieboszczykiem i nikt by z nim nie gadał, tak jak bandyci w filmach nie gadają z ludźmi, którzy zdradzili tajemnice gangu. A nie dość, że nie gadają, to jeszcze usiłują ich zabić. W tym przypadku – instytucji państwowych – nie byłoby tak drastycznie. Skończyłoby się na ostracyzmie, bardzo co prawda poważnym, ale jednak ostracyzmie. Żeby utrzymać konwencję i powagę ludzie dzierżawiący piony kulturalne w administracji państwowej używają retoryki politycznej. Oskarżają jeden drugiego o marksizm albo o poglądy katolicko-narodowe. Ufając, że ta dekoracja kogoś przekonuje. Być może tak jest, każdy ma prawo do błędów i pomyłek. Mnie nie przekonuje, nigdy mnie nie przekonywała i to się raczej nie zmieni. Dziękuję za uwagę.

Przypominam o promocji, która trwa do końca stycznia, a także o zbiórce na patronite, gdzie gromadzę fundusze na projekt dotyczący wojny z Chmielnickim https://patronite.pl/Coryllus?podglad-autora

Aha, ważna sprawa – od lutego będę musiał podnieść cenę książki o Jedwabnem, bo wydawca sprzedaje ją znacznie drożej niż ja. https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jedwabne-historia-prawdziwa/

Niestety okazało się, że łatwo się nie wydobędę z pułapki, jaką było podpisanie umowy z pocztą na cały rok, przy zastrzeżeniu wolumenu sprzedaży. Tak, jak napisałem wczoraj fala dewastująca rynki, w tym rynek książki, dociera wszędzie z różnym opóźnieniem. Nas dotknęła w tym roku. Muszę więc ogłosić kolejną promocję, która potrwa do końca stycznia. Potem ceny wrócą do poprzedniego stanu. Obniżam też ceny niektórych książek z rynku. Bardzo dziękuję tym wszystkim, którzy zrozumieli dokładnie na czym polega problem i składają po kilka zamówień na pojedyncze książki.

Oto lista tytułów z obniżonymi cenami:

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jedwabne-historia-prawdziwa/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kosciol-w-krzyzanowicach-fundacja-hugona-kollataja/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-i-2/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/biznes-w-kraju-dziadow/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zle-czasy-pamietnik-stanislawa-karpinskiego-z-lat-1924-1943/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stulecie-krakowskich-detektywow/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/feliks-mlynarski-biografia/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jak-nakrecic-bombe/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/czerwiec-polski/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/imperium-czyli-gdzie-pada-cien-na-ss-mantola/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/twoj-pierwszy-elementarz/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kto-sie-boi-angielskiego-listonosza/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/rock-and-roll-czyli-podwojny-nokaut/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stanislaw-poniatowski-kasztelan-krakowski-ojciec-stanislawa-augusta/

 

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-iii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-ii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-i/

 

sty 192022
 

Nie wiem, który już raz piszę, że tak zwana publicystyka polityczna służy stymulowaniu egotyzmu panów wchodzących w wiek średni. Szczególnie jeśli dotyczy prognoz wojennych i analizy – jakże dokładnej – sytuacji w armii. Tak, jakby od armii cokolwiek zależało.

Otrzymałem dziś w nocy taką oto wiadomość

https://forsal.pl/transport/aktualnosci/artykuly/8335949,pkp-koleje-ukrainskie-blokuja-transport-kolejowy-do-polski.html

Mogę tylko żałować, że wcześniej nie zastanowiłem się co to dokładnie znaczy – kłopoty z papierem do drukarni. Teraz już wiem. W tej informacji komentarze istotne są tak samo jak tekst główny, demaskują bowiem obsesje tkwiące w głowach ludzi, którzy z pasji bądź zawodowo zajmują się kwestiami tak poważnymi jak transport. Poza tym tylko w komentarzach pojawia się informacja, że koleje ukraińskie będą przez najbliższe 10 lat zarządzane przez DB. To prawda? Ja nie wiem, albowiem kwestie transportu mnie nie zajmowały do tej pory, nie mam bowiem żadnej możliwości, by je oceniać i o nich orzekać. Jeśli od dawna było wiadomo, ze Deutsche Bahn zarządzać będą kolejami ukraińskimi, jak można było w ogóle budować tę idiotyczną narrację o wojnie? Jeśli to prawda, żadnej wojny na Ukrainie nie będzie, a jeśli ktoś w Europie jest zagrożony, to Polska, którą Niemcy zamierzają poddusić nieco, za pomocą takiej choćby blokady. To nie jest zwyczajna rzecz, jak można wnosić z tonacji tego tekstu. Może jednak ktoś bardziej kompetentny będzie w stanie wyjaśnić nam tutaj konsekwencje takiego stanu i możliwości przeciwdziałania? Mniej więcej potrafimy sobie wyobrazić co to znaczy zatrzymanie transportu z Azji. Pytanie co ono oznacza? Czy to jest próba jakiegoś krótkoterminowego wymuszenia, związana – strzelam – z Turowem, czy to jest długotrwały trend, który zmieni poważnie kształt transportu kolejowego w Polsce. Niech ktoś z ekspertów to wyjaśni. Bo jak nie ma kolei, albo nie działa ona tak jak trzeba, to armia nowego wzoru nie ruszy się z miejsca i będzie tak samo przydatna, jak armia królestwa Wizygotów w dzień najazdu arabskiego, tysiąc dwieście lat temu. Oczywiście opowiadanie o zagadnieniach transportu, nie jest tak bezwzględnie sexy, jak nadawanie o armii i jej możliwościach operacyjnych. No, ale my tutaj – jak mawiał Moryc Welt – robimy interes, nie romans i nie małżeństwo.

Trzeba teraz zadać pytanie, czy to jest tak, jak piszą w komentarzach, że transport z Azji ma być puszczony przez Węgry, które dogadały się, jak widać ze wszystkimi, czy to tylko bluff? Nie wiem. Wydaje mi się, że niemożliwe jest całkowite przekierowanie tranzytu przez Ukrainę na granicę węgierską, no, ale co ja mogę wiedzieć… Kolejne pytanie brzmi – czy w rządzie Morawieckiego jest ktoś, kto ogarnia kwestie transportu? Czy też może mamy tam samych specjalistów od sylwestra marzeń? Pytam, jako laik, bo w mojej ocenie – człowieka, który się nie zna – coś takiego jak strata 30 proc w przewozach z kluczowym partnerem handlowym to jest casus belli i należy zorganizować – przynajmniej – jakieś nadzwyczajne zebranie, które zajmie się wyjaśnieniem tej sprawy. Ktoś powie, że jest jeszcze transport lotniczy. Na razie jest, ale jak się zacznie ta wojna, co ją prorokuje Bartosiak, to może go nie być. Czy ktoś pomyślał o takich kwestiach spisując swoje proroctwa i emitując je w sieci? Czy w ogóle istnieje jakiś podcast, w którym ktoś omawia kwestie transportu? I mówi, na przykład, kto zarządza jakimi kolejami? W życiu nie przyszło mi do głowy, że możliwe jest coś takiego, jak zarządzanie kolejami w dużym państwie przez przewoźnika z innego państwa. Kiedyś mówiło się, za Tuska, że PKP, zostaną przejęte przez DB. No, ale nie zostały.

Jeśli rzeczywiście tak jest, Ukraina kupiła sobie – jak mniemam – 10 lat spokoju. Pytanie kto za ten spokój zapłacił, bo na razie wygląda, że my. Niemcy co prawda nie przepuściły samolotu z brytyjską bronią, lecącą do Kijowa, ale jakie to ma znaczenie? Na Ukrainie jest broń niszcząca czołgi, pewnie jest jej na tyle dużo, by wstrzymać rosyjską ofensywę – ewentualną – na czas potrzebny do uzyskania przez Niemcy kolejnych dyplomatycznych korzyści. Jeśli konflikt nie wybuchnie, a jestem przekonany, że nie wybuchnie, Niemcy i tak dostaną swoje. Co na to Polska? Będziemy wozić chiński papier dla drukarni z Węgier? Czy przewieziemy go samolotami? W mojej, być może naiwnej ocenie, obszar, który jest izolowany i odcinany od dróg komunikacji staje się ziemią niczyją. Przyszłym terenem konfliktu. Jeśli kryzys w transporcie się utrzyma, jeśli okaże się, że to nie krótkotrwała aberracja, można się spodziewać samych najgorszych rzeczy. W Wiadomościach zaś wczoraj, dwóch czy trzech nawet ekspertów, w tym Miłosz Manasterski, oceniało twitterowy wpis Krystyny Jandy, w którym pochwaliła się ona wycieczką do Hiszpanii, gdzie miała odpoczywać od „polskiego piekła”. Ponawiam więc pytanie – czy w rządzie, w PiS w ogóle i w mediach rządowych, jest jakiś specjalista od transportu, który może w interesujący i przystępny sposób wyjaśnić ludziom, jak istotne są te kwestie i jakie zagrożenia w nich się kryją? Bo reklamę Jandzie mogę zrobić nawet ja, chadzamy wszak do tego samego fryzjera.

Upiorne moim zdaniem jest to, że informacje z istotnych dziedzin, podawane są i kolportowane przez niszowe portale, gdzie zagląda stosunkowo niewiele osób. Media zaś głównego nurtu wyżywają się w histerii, w dodatku reaktywnej.

Jeśli przeczytacie komentarze, pod tym tekstem, być może rzuci Wam się w oczy to, co i ja zauważyłem. Poza kilkoma merytorycznymi wpisami są tam same emocje. Ten mechanizm jest na pewno stymulowany, a dobrze jest też zwrócić uwagę, że prócz emocjonalnych wpisów antyukraińskich, które całkowicie pomijają wspomniany zarząd DB nad kolejami tego kraju, mamy tam jeszcze kilka komentarzy posługujących się retoryką antykościelną i antykościelną nowomową. To jest dziwne. Nie zwracałem do tej pory uwagi na komentarze pod tekstami tego rodzaju, ale od dziś się to zmieni. Jeśli bowiem mamy tam takie wykwity, to znaczy, że cała publicystyka sieciowa służy stymulowaniu manifestującego się tu obłędu. Wszystkie te cudownie uproszczone analizy, szerokie jak chińska autostrada, służą karmieniu troli, niczemu więcej. Potem zaś będzie płacz i zgrzytanie zębów, a także ucieczka przez Zaleszczyki.

Przypominam o promocji, która trwa do końca stycznia, a także o zbiórce na patronite, gdzie gromadzę fundusze na projekt dotyczący wojny z Chmielnickim https://patronite.pl/Coryllus?podglad-autora

Aha, ważna sprawa – od lutego będę musiał podnieść cenę książki o Jedwabnem, bo wydawca sprzedaje ją znacznie drożej niż ja. https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jedwabne-historia-prawdziwa/

Niestety okazało się, że łatwo się nie wydobędę z pułapki, jaką było podpisanie umowy z pocztą na cały rok, przy zastrzeżeniu wolumenu sprzedaży. Tak, jak napisałem wczoraj fala dewastująca rynki, w tym rynek książki, dociera wszędzie z różnym opóźnieniem. Nas dotknęła w tym roku. Muszę więc ogłosić kolejną promocję, która potrwa do końca stycznia. Potem ceny wrócą do poprzedniego stanu. Obniżam też ceny niektórych książek z rynku. Bardzo dziękuję tym wszystkim, którzy zrozumieli dokładnie na czym polega problem i składają po kilka zamówień na pojedyncze książki.

Oto lista tytułów z obniżonymi cenami:

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jedwabne-historia-prawdziwa/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kosciol-w-krzyzanowicach-fundacja-hugona-kollataja/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-i-2/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/biznes-w-kraju-dziadow/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zle-czasy-pamietnik-stanislawa-karpinskiego-z-lat-1924-1943/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stulecie-krakowskich-detektywow/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/feliks-mlynarski-biografia/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jak-nakrecic-bombe/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/czerwiec-polski/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/imperium-czyli-gdzie-pada-cien-na-ss-mantola/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/twoj-pierwszy-elementarz/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kto-sie-boi-angielskiego-listonosza/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/rock-and-roll-czyli-podwojny-nokaut/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stanislaw-poniatowski-kasztelan-krakowski-ojciec-stanislawa-augusta/

 

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-iii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-ii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-i/

sty 182022
 

Okazało się, że jeszcze trochę ich jest w magazynie

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/uzbrojenie-w-polsce-sredniowiecznej-1450-1500/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zakon-niemiecki-jako-corporatio-militaris/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-26-ostatni-poswiecony-prusom/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-6-cudownie-odnaleziona/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-24-austro-wegierski/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-23/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-2-cudownie-odnaleziony/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kwartalnik-szkola-nawigatorow-nr-19-ukrainski/

sty 182022
 

Wczoraj przeszła przez Grodzisk zimowa burza z piorunami. Trwała może piętnaście minut. Stałem w oknie swojego biura, w pokoju na piętrze. Na moich oczach zerwało druty na słupach przy szkole, co połączone było z niezwykłymi efektami wizualnymi – iskry, wyładowania, trzaski. Potem piorun, całkiem cicho, walnął w odgromnik, który jest na dachu biura. Coś błysnęło za oknem i już nie było prądu. Nie było go cały dzień, a do tego okazało się, że nie można wcale skontaktować się z energetyką. Na połączenie z konsultantem trzeba było czekać ponad godzinę. Dopiero około jedenastej w nocy udało mi się połączyć z miłą panią, która pełniła dyżur na infolinii. Zapytałem o prąd w biurze i usłyszałem to, co Jan Himilsbach od właściciela warsztatu samochodowego w filmie „Brunet wieczorową porą” – jutro kochany, jutro… No więc mamy jutro, a ja piszę tekst w domu, bo wiem, że do wyziębionego biura i tak nie ma co jechać. Dzień wczorajszy nie sprzyjał refleksjom, nawet na tematy bieżące, muszę więc napisać coś podsumowującego, nasze uporczywe boje, z końcówki roku 2021 i początku nowego – 2022. Oto wczoraj, mam nadzieję, że skutecznie i nieodwołalnie wyekspediowaliśmy do drukarni książkę, składającą się z analiz i zapisków majora Zbigniewa Sujkowskiego, zatytułowaną Bitwa o Warszawę 1944. Jest to drugie wydanie tej książki, która ukazała się, całkiem bez rozgłosu, w roku 2013, staraniem Pani Danuty Francki, córki autora. O czym jest ta książka większość czytelników się domyśla, a kim był autor, każdy może sobie przeczytać w wikipedii. Będę o tym jeszcze pisał, ale nie chcę zaczynać zbyt wcześnie, bo nie wiem, kiedy zakończy się druk. Nie można ekscytować się czymś, czego fizycznie nie ma. Podsumowując jest to druga w kolejności, a trzecia w ogóle, dostępna w języku polskim monografia Powstania Warszawskiego.

Wczoraj, dostałem też, przetłumaczone z ukraińskiego pierwsze rozdziały pewnej chyba nieistniejącej powieści, całkowicie skazanego na zapomnienie ukraińskiego autora. Akcja powieści, z której zachowało się tylko kilka rozdziałów, albowiem reszta, wyekspediowana na Ukrainę z Paryża, przepadła w tak zwanej zawierusze dziejowej, rozgrywa się we Francji. Nie mogę napisać o czym jest ta powieść, żeby nie psuć zabawy. Jeszcze dużo pracy przede mną, albowiem młodzi tłumacze, których zatrudniam nie czytają wszystkich kodów, skrótów i oczywistości. Tak więc pracy redakcyjnej będzie sporo. Czekam na niemieckie tłumaczenie broszury napisanej przez radziwiłłowskiego oficera – Niemca – który zrelacjonował pierwsze miesiące wojny z Chmielnickim, nazywając pułkownika Krzywonosa wprost Szkotem. I nie chodzi bynajmniej o to, że był on jednym ze szkockich kupców zadomowionych w Rzeczpospolitej, jak się wydaje wielu ludziom. W połowie lutego powinienem mieć też tłumaczenia hebrajskie, tekstów Izaaka Carcassoni, dotyczące wykupu żydowskich jeńców z rąk Tatarów przez diasporę ze Stambułu. Do tego dojdą jeszcze tłumaczenia francuskie.

Zaległy numer nawigatora ukaże się w lutym, a zaraz po nim, w kwietniu będzie kolejny, ten dotyczący Chmielnickiego i spraw związanych z wojną kozacką. Piszę to, już kolejny raz, bo wielu ludziom wydaje się, że wystarczy zebrać trochę pieniędzy na patronite, a reszta zrobi się sama, niejako w przelocie. Niestety tak nie będzie. Jak wszyscy już zauważyli poprawiła się jakość naszych podcastów. Mam nadzieję, że weszliśmy w pewną rutynę i ta jakość już z nami zostanie, a jeśli będą jakieś zmiany, to na lepsze. Jedyne co musimy podkręcić to dynamikę edycji nagrań, czyli muszą się one ukazywać częściej. W przygotowaniu są cztery kolejne. Oby zostały wyemitowane jak najszybciej. Mam nadzieję, że dynamika nowości, które będą się ukazywać w tym roku przyspieszy produkcję i emisję nagrań. Zaraz zabieram się za redakcję tekstu o Ryksie Śląskiej, cesarzowej Hiszpanii, leży u mnie, przetłumaczony z francuskiego, już od listopada. Mam zamiar wydać go w serii z białą sową. Dwa rozdziały książki o krucjacie dziecięcej także są gotowe. To duże rozdziały i trzeba napisać jeszcze trzy, żeby kolejna książka z sową była gotowa do druku. Spróbuję się z tym uporać do końca stycznia, ale obiecać nie mogą, bo jakieś sprawy mogą mnie odciągnąć od pracy. Pod koniec przyszłego tygodnia jadę do Wrocławia, na kolejny wykład w Akademii Duchowości Karmelitańskiej. Będę opowiadał o tym, co z grubsza stanowi treść drugiego tomu Kredytu i wojny. W kwestii uczestnictwa w tym wykładzie proszę chętnych o kontakt z ojcem Antonim Rachmajdą.

Michał Radoryski, jeszcze latem i wczesną jesienią, napisał trzynaście rozdziałów książki Zbigniew Nienacki vs Umberto Eco. Z tego co zdążył mi powiedzieć, książka będzie o tym, że diabeł wcielony w pułkownika Przymanowskiego wysyła Nienackiego i Umberto Eco na poszukiwanie Świętego Graala. Niestety coś oderwało Michała do pracy i książka leży. Postaram się przekonać go, żeby uporał się z nią w lutym i może uda się ją wydać w marcu, albo w kwietniu.

Jeśli chodzi o plany na pierwszy kwartał tego roku to w zasadzie tyle. Nie wiem, czy uda się zrealizować wszystkie, bo mamy przecież kryzys na rynku papieru drukarskiego. Obiecano mi co prawda, że przestojów nie będzie, ale kto tam może wiedzieć, jak się sprawy rozwiną. Musimy brać pod uwagę różne niespodzianki i ograniczenia. Jak wszyscy widzą, w tych okolicznościach, ciężko mi jest – nie zdradzając planów wydawniczych i nie paląc dowcipów – pisać na blogu coś głębszego i mniej dotyczącego spraw bieżących. Musicie mi to wybaczyć. Postaram się, ale muszę też kiedyś odpocząć i jakoś się zrelaksować, a okazji do tego jest naprawdę mało. Mam nadzieję, że od wiosny wrócę także do nagrywania podcastów z Michałem, w jego sklepie. Trzeba jednak zrealizować najpierw opisane wyżej założenia i plany, a przynajmniej spróbować. Jeśli uda się zrobić choć ¾ planu, to będzie już wielki sukces.

Pogoda na dziś zapowiada się dobrze, nie ma wiatru i nic nie wróży nawałnic z piorunami. Może uda mi się więc posiedzieć w spokoju i popracować nad jakimś tekstem. Życzcie mi tego wszyscy. Upraszam kolegę Umami, żeby nie czynił tu żadnych publicznych poszukiwań związanych z wymienionymi dziś nazwiskami i nie linkował niczego. Tak będzie naprawdę lepiej dla opisanych projektów i całej naszej bandy.

Przypominam o promocji, która trwa do końca stycznia, a także o zbiórce na patronite, gdzie gromadzę fundusze na projekt dotyczący wojny z Chmielnickim https://patronite.pl/Coryllus?podglad-autora

Aha, ważna sprawa – od lutego będę musiał podnieść cenę książki o Jedwabnem, bo wydawca sprzedaje ją znacznie drożej niż ja. https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jedwabne-historia-prawdziwa/

Niestety okazało się, że łatwo się nie wydobędę z pułapki, jaką było podpisanie umowy z pocztą na cały rok, przy zastrzeżeniu wolumenu sprzedaży. Tak, jak napisałem wczoraj fala dewastująca rynki, w tym rynek książki, dociera wszędzie z różnym opóźnieniem. Nas dotknęła w tym roku. Muszę więc ogłosić kolejną promocję, która potrwa do końca stycznia. Potem ceny wrócą do poprzedniego stanu. Obniżam też ceny niektórych książek z rynku. Bardzo dziękuję tym wszystkim, którzy zrozumieli dokładnie na czym polega problem i składają po kilka zamówień na pojedyncze książki.

Oto lista tytułów z obniżonymi cenami:

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jedwabne-historia-prawdziwa/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kosciol-w-krzyzanowicach-fundacja-hugona-kollataja/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-i-2/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/biznes-w-kraju-dziadow/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zle-czasy-pamietnik-stanislawa-karpinskiego-z-lat-1924-1943/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stulecie-krakowskich-detektywow/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/feliks-mlynarski-biografia/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jak-nakrecic-bombe/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/czerwiec-polski/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/imperium-czyli-gdzie-pada-cien-na-ss-mantola/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/twoj-pierwszy-elementarz/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kto-sie-boi-angielskiego-listonosza/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/rock-and-roll-czyli-podwojny-nokaut/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stanislaw-poniatowski-kasztelan-krakowski-ojciec-stanislawa-augusta/

 

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-iii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-ii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-i/

 

 


sty 172022
 

Nie da się uniknąć bieżączki, tym trudniej im więcej obowiązków się na człowieka zwala. Tak więc dziś będzie trochę aktualności, a jutro może coś bardziej ekscytującego. Jak to kiedyś stwierdziliśmy, akademia, ku swojemu nieopisanemu zadowoleniu została pozbawiona swoich funkcji przez media. Mam na myśli funkcje statutowe, czyli nauczanie młodzieży. Kiedyś mogliśmy się jeszcze zastanawiać, czy to źle czy dobrze, ale dziś widzimy, że przejęcie obowiązków edukacyjnych przez media, w tym media społecznościowe, zostało przyjęte przez akademików z uczuciem ulgi i zadowolenia. Przecież im się nic nie stanie, nie muszą się niczym przejmować, uniwersytetów nie zlikwidują, nadadzą im tylko nowe funkcje i wyznaczą inne zadania. Budżety też pozostaną na swoim miejscu, o cóż więc chodzi? W zasadzie o nic. Nie ma się czym przejmować, chciałem dziś tylko dać w miarę uczciwy opis stanu, w jakim się zaleźliśmy, po wyznaczeniu wspomnianych wyżej priorytetów. Otóż wykłady akademickie i ćwiczenia zostały zdemaskowane, albo wręcz zamieniły się w bardzo słabe podcasty. Uwypukliło to zdalne nauczanie. Tej katastrofy nie można niczym przykryć i hańba ta pozostanie niezmazana. Jakby tego było mało, ktoś kazał profesorom Nowakowi i Kucharczykowi nadawać na YT, jakieś treści w formie podcastów właśnie. Nie postarał się ów ktoś o reżysera i nie zadbał o scenariusz, a w związku z tym podstawowa funkcja podcastu, jaką jest promowanie treści i autora została w tych wystąpieniach zanegowana. Przykro mi to pisać, ale tak jest. Ponieważ w naturze ludzkiej leży małpowanie, czyli bezmyślne naśladowanie postaw i zachowań mających określone, przeważnie głębokie przeznaczenia, akademia jest już od dawna małpowana na YT. Okay, okay, można rzec, że od wielu dekad uniwersytet małpuje sam siebie, nie ma więc powodu, do tego, się szczególnie jakiś pieklić na małpowanie dokonywane przez dziennikarzy, którzy chcą być jak wybitni profesorowie, a w najgorszym wypadku, jak Bogusław Wołoszański. Ten ostatni musiał się sam uaktywnić, mimo siódmego krzyżyka na karku, bo ilość osób naśladujących jego styl i wymowę, a także gesty, przekroczyła już wszelkie dopuszczalne ilości.

Dokąd to prowadzi? Do unieważnienia podcastu jako nośnika treści. To jeszcze chwilę potrwa, ale blisko jesteśmy momentu, kiedy autorzy podcastów historycznych, naśladujących wykłady akademickie, zaczną parodiować sami siebie. Stanie się to niezależnie od jawnie parodystycznych kanałów, które poprzez śmieszną-niby formułę też chcą coś popularyzować. Te zamienią się w coś, czego w żaden sposób wytrzymać się nie da, bo niech mi nikt nie mówi, że ogląda kanał gościa z oczami na brodzie, który się nazywa Historia bez cenzury, czy jakoś podobnie.

Formaty podcastów historycznych są łatwe do przewidzenia i opierają się częściowo o schemat, który został po raz pierwszy zaprezentowany na tym blogu, a właściwie o dwa schematy. Pierwszy dotyczył spraw gospodarczych – nie mówcie mi, że ktoś przede mną poruszał te kwestie w sieci – drugi zaś ingerencji Brytyjczyków w politykę Europy Wschodniej. Ten drugi schemat był długo podtrzymywany przez Grzegorza Brauna, który został nawet uznany za „odkrywcę” treści związanych z polityką brytyjską na wschodzie. Okay, ja sobie nie roszczę prawa do niczego, albowiem wiem, że czego bym tu nie opublikował, zostanie to natychmiast ukradzione i przerobione na kaszankę, którą poprzedzi prezentacja w tonie podniosłym opisująca autora podcastu, jako osobę niezwykłą. O tak, jak tutaj, kiedy Jan Piński opowiada czego się dowiedział od Jędrzeja Giertycha na temat Powstania Styczniowego

https://www.youtube.com/watch?v=h0byyn2TPH4

Po tym i po innych, podobnych wystąpieniach, widzimy, że mowy nie może być o jakimś wyjściu poza schemat, który został przyswojony, a nie samodzielnie odkryty. Im więcej autor mówi o swoich zasługach, tym będzie z tym gorzej. Podcasty bowiem służą, w rozumieniu ludzi którzy je prowadzą i wymyślają, do tego, by utrwalić jakiś schemat przekazu, a następnie realizować się w nim i zarabiać w ten sposób, czy tylko choćby zwiększać sobie klikalność. Można to nazwać ubijaniem piany. Ponieważ takie zachowania są całkowicie poza mną i moimi naturalnymi odruchami, muszę robić coś innego. To na pewno nie przyciągnie wielu oglądających, którzy lubią słuchać tych piosenek, które już znają i które śpiewa jakieś podcastowy Karel Gott, najlepiej z tytułem, albo chociaż taki co go pokazują w telewizjach od czasu do czasu. Przyciągnie za to sępy. Na to się musimy przygotować. Sępy same niczego nie zrobią, muszą jeść padlinę, karmić się czymś co leży, nie rusza się bo zostało opanowane, przytrzymane i wskazane. Tym niestety, będziemy się zajmować. No, ale możemy tez przy tym wskazać na ludzi, którzy tą naszą pracą będą się karmić. I w ten sposób będziemy czynić.

Osobną sprawą, są obecne na YT podcasty duchownych. Pół biedy kiedy księża nagrywają je sami i przemawiają do nas z pozycji kaznodziei, który ma za sobą studia teologiczne i jeszcze ileś tam lat kapłaństwa. Gorzej jest, kiedy duchowni ustawiają sobie kogoś do polemiki, a najgorzej kiedy spotykają się z kimś, kto im, przepraszam za słowo, basuje. Ilość rzekomych subtelności i specjalnych wyrażeń, które mają podkreślić głębie wywodu jest w takich podcastach przerażająca. Tego jest tak wiele, że po pięciu minutach słuchania, człowiek jest całkowicie pewien, że ma do czynienia z oszustami. I mowy nie ma, żeby dał się im do czegoś przekonać. Pomijam już naturalne u wszystkich słuchających takich rzeczy przekonanie, że oni i tak wiedzą lepiej niż ten ksiądz i tak docierają głębiej, a ich tak zwane wnętrze jest obszarem, którego tylko ktoś niesłychanie głupi nie chciałby poznać. Myślę o tak zwanych zwykłych ludziach, którzy się czasem zapędzą i włączą sobie pogadankę tego czy innego księdza. Nie mówię, że od razu Szustaka.

Nie chciałbym tu nikomu niczego doradzać, zwłaszcza, że sam puszczam na YT podcasty, ale wato by może skonfrontować się, mówią o duchownych, z ludźmi, z krwi i kości. Bez użycia kamer i urządzeń nagrywających. To może być ciekawe doświadczenie. Ja tak czasami robię, wiele moich wystąpień nigdy nie zostało zarejestrowane, a ludzie wychodzili wyraźnie zadowoleni.

Konkluzja nie będzie wesoła, albowiem muszę wskazać, że tak zwana działalność popularyzatorska, która ujawnia się w podcastach, aktywizuje spore grupy osób, które nigdy się ani historią, ani nawet książką nie interesowały. No, ale wskutek łatwości dostępu do treści, coś tam zaczynają rozumieć. Nas jednak to nie powinno zajmować, albowiem co innego jest ważne – to mianowicie, kiedy oni na powrót rozumieć przestają. Myślę iż zadaniem ludzi produkujących podcasty takie, jak ten tu zamieszczony i podobne jest niedopuszczenie do tego, by ich target dotarł do punktu, w którym przestanie znów rozumieć o czym jest mowa. Ten punkt jednak jest niebezpiecznie blisko, albowiem podcastowe formaty działają na fałszywym paradygmacie. Naszym zadaniem jest go przybliżać. Im szybciej nowy konsument treści historycznych zetknie się z wielką tajemnicą tym lepiej. Zawróci wtedy, ale miejsca na treść, którą konsumował już tam nie będzie. Jeśli ktoś nie zrozumiał o czym tu napisałem, tym lepiej.

Przypominam o trwającej do końca miesiąca promocji.

Niestety okazało się, że łatwo się nie wydobędę z pułapki, jaką było podpisanie umowy z pocztą na cały rok, przy zastrzeżeniu wolumenu sprzedaży. Tak, jak napisałem wczoraj fala dewastująca rynki, w tym rynek książki, dociera wszędzie z różnym opóźnieniem. Nas dotknęła w tym roku. Muszę więc ogłosić kolejną promocję, która potrwa do końca stycznia. Potem ceny wrócą do poprzedniego stanu. Obniżam też ceny niektórych książek z rynku. Bardzo dziękuję tym wszystkim, którzy zrozumieli dokładnie na czym polega problem i składają po kilka zamówień na pojedyncze książki.

Oto lista tytułów z obniżonymi cenami:

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jedwabne-historia-prawdziwa/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kosciol-w-krzyzanowicach-fundacja-hugona-kollataja/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-i-2/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/biznes-w-kraju-dziadow/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zle-czasy-pamietnik-stanislawa-karpinskiego-z-lat-1924-1943/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stulecie-krakowskich-detektywow/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/feliks-mlynarski-biografia/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jak-nakrecic-bombe/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/czerwiec-polski/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/imperium-czyli-gdzie-pada-cien-na-ss-mantola/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/twoj-pierwszy-elementarz/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kto-sie-boi-angielskiego-listonosza/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/rock-and-roll-czyli-podwojny-nokaut/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stanislaw-poniatowski-kasztelan-krakowski-ojciec-stanislawa-augusta/

 


https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-iii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-ii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-i/

 

sty 162022
 

Tak zwane prace naukowe, szczególnie zajmujące się zagadnieniami oceny jakiegoś zjawiska bądź wypadków przez pryzmat współczesnych im, a także późniejszych opisów zawierają, wstawiane co chwilę zdanie – ten i ów autor nie był obiektywny, albowiem przyjmował w swoich relacjach punkt widzenia jednej tylko strony.

Jeśli sprawa dotyczyłaby jakichś zagadnienie z dziedziny nauk ścisłych, można by się było tym przejąć i pochwalić autora za spostrzegawczość oraz właściwą ocenę. Gdy chodzi jednak o wypadki tak poważne jak wojna z kozakami, która wybuchła w roku 1648, ogłaszanie uwag, że jakiś polski autor nie rozumie racji tychże kozaków jest po prostu kokieteryjnym obłędem. Rzutuje to na całą polską historiografię z wyjątkiem tej najwcześniejszej, która jest skażona w inny sposób. Zestawienie zaś tych dwóch metod, które pokrótce opiszę, powoduje, że o sprawie interesującej wszystkich, o której wszyscy coś tam słyszeli, nie wiemy nic. Jeśli zaś mamy podnosić zarzut obiektywności, można by równie dobrze zapytać, dlaczego Chmielnicki i jego ludzie nie próbowali przyjąć obiektywnego oglądu spraw i rzucili się z nożami na małą armię koroną, a wcześniej okantowali króla Władysława, zabierając mu jego pożyczone od żony pieniądze? Takich pytań jednak nikt nie stawia, albowiem inaczej jest ustawiony paradygmat badawczy. To szyderstwo, albowiem wszyscy wiemy, że jest to paradygmat propagandowy, nie badawczy. Ma on wdzięcznych wielbicieli, którzy – ni cholery nie rozumiejąc z tego co się tam, w latach pięćdziesiątych XVII wieku, na Ukrainie wyrabiało – puszczają na YT różne „kresowe” pogadanki o bohaterach. Zastanawiając się przy tym, dlaczego ta nienawiść zatruła krew pobratymczą. Spróbujemy to zmienić. Skończyłem górniczego nawigatora, jeszcze tylko korekta, skład i odjazd do drukarni. No i można się zająć nowymi wyzwaniami, których jest sporo. I dotyczą one nie tylko projektu „Chmielnicki”.

Dziś pokrótce wspomnę o autorach pierwszych relacji opisujących wojnę z kozakami i późniejsze najazdy, które były – w mojej subiektywnej ocenie – częścią tego samego planu, zdewastowania Rzeczpospolitej i podzielenia jej na mniejsze kawałki pod zarządem banków niderlandzkich. Celem tychże było wyrwanie tego obszaru spod wpływów Wenecji. Sprawa się nie udała, albowiem upadek Polski i Litwy oznaczałby likwidację republiki nad laguną, wykolegowanej już i tak z handlu atlantyckiego. No, ale dość uogólnień, pora na konkrety. Pierwszą relację dotyczącą wypadków roku 1648 i lat późniejszych zostawił niejaki Joachim Pastorius. Autor wydanej w Lejdzie historii Polski do roku 1572. Konia z rzędem temu, kto znajdzie jakieś tłumaczenie tego na polski z opracowaniem i aparatem naukowym. Nie lepiej jest z historią wojny kozackiej, napisaną po łacinie. Można ją odnaleźć tylko w jakichś ukraińskich archiwach. Żeby ktoś, z ciekawości czystej, sprawdził co ten Pastorius nam napisał, nie można nawet marzyć. Pewnie są jakieś rozproszone fragmenty w dziełach tak zwanych wybitnych historyków, opatrzone kretyńskimi komentarzami, ale kto by tego szukał. Życie Pastoriusa to jeden festiwal zmian. Pan ten był luteraninem najpierw, potem antytrynitarzem, następnie kalwinem, na koniec zaś, jak umarła mu żona i okazało się, że Polska jednak nie upadnie, został katolikiem i wyrobił sobie posadę nadwornego historyka Jana Kazimierza. Na koniec został duchownym i kanonikiem warmińskim, jak Kopernik wcześniej. No i leży oczywiście we Fromborku. Kiedy dowiedział się, że wybuchła wojna z kozakami, wyjechał od razu do Gdańska. Uznał po prostu, że czas nadszedł i należy znaleźć się tym miejscu, które będzie pod kontrolą jego patronów z Amsterdamu. W opisach internetowych i książkowych Pastorius występuje jako wybitny historyk, najpierw na dworze brandenburskim, a potem polskim. I to właśnie, ten sposób analizy postaci – jak swego czasu pisał Toyah – nazywamy obłędem. Niestety tego rodzaju obłęd nie podpada pod żadną terapię, a do tego jest uważany za zasługę. Kiedy czytamy o tych relacjach polskich na temat wojny z Chmielnickim uderza nas jedno – całkowita, absolutna dezinformacja. Trwająca w dodatku przez wieki. Jak można, będąc historykiem XVII wieku, nie zaciekawić się oryginalnym tekstem Pastoriusa? No i tym, dlaczego on wydał swoją historię Polski w Lejdzie? Jak to dlaczego? Kazali mu zrobić wstępne rozpoznanie przez podziałem kraju i zrobił. Wziął pieniądze i przyjechał na dalsze „prześpiegi”. Zupełnie jak współcześnie nasz ukochany Norman Davies, również wybitny historyk.

Książę Albrycht Radziwiłł, który sporo tekstu poświęcił wojnie, chwalony jest za to, że stara się ukazać prawdę czasu. To znaczy pisze, że po Beresteczku Jan Kazimierz klęczał na ziemi bez poduszki. Łał! Normalnie reportaż Mariusza Szczygła odsłaniający ponurą prawdę o polskiej prowincji! Takich szczegółów jest tam więcej, nie ma tylko wyjaśnienia, co w obozie kozackim robił patriarcha Jerozolimy.

Pamiętnik Bogusława Kazimierza Maskiewicza, został wydany w powojennej Polsce raz. Można go jeszcze kupić na allegro. Maskiewicz był w oddziałach Jeremiego Wiśniowieckiego, które maszerowały przez Ukrainę, a na wieść o bitwie pod Żółtymi Wodami napisał – Chmielnicki jakiś zebrał kupę hultajstwa. To był prosty żołnierz więc można mu takie rzeczy wybaczyć. Należy jednak stwierdzić, że taki był właśnie w Polszcze poziom rozumienia spraw, które zaczęły się rozgrywać w roku 1648 i mowy nie było, by ktokolwiek panom braciom wyjaśnił, co dzieje się naprawdę. Dziś mamy trochę łatwiej, ale dezinformacja nakręcana przez pożytecznych i opłaconych idiotów działa w najlepsze.

Relacja Wojciecha Miaskowskiego, który był jednym z trzech komisarzy wyznaczonych przez Jana Kazimierza do negocjacji z Chmielnickim, towarzyszących wojewodzie Kisielowi, była wydana ostatni raz w XIX wieku. Są to, z tego co można się zorientować zapiski dziennikarskie, bez żadnej politycznej głębi. No, ale także nie wydane za naszych czasów.

Joachim Jerlicz pisał swój pamiętnik w Kijowie, był to prawosławny szlachcic, który ledwo przeżył najazd kozaków na dwór jego ojca. Obiekt ten został gruntownie zniszczony, a młody Jerlicz uciekł i schronił się w Ławrze Peczerskiej. Najlepsze jest to, że pamiętniki pisał też jego ojciec. Niestety – ubolewają badacze – zostały one zrabowane przez kozaków. Zrabowane przez kozaków!!!! Ludzie obrońca wiary prawosławnej, znany policji Bohdan Ch, wysyła swoich ludzi, by rabowali dwór wiernego cerkwi, majętnego szlachcica. Każe ten dwór doszczętnie spalić, a za najbardziej cenny przedmiot w tym obiekcie uznaje zapiski starego właściciela! Co w nich było?! Skoro pada stwierdzenie – zostały zrabowane – to znaczy, że gdzieś potem wypłynęły i są, albo były, zanim ktoś „zniknął” je po raz drugi. Co w nich było?! – ponawiam pytanie. O tym by coś na ten temat napisano po polsku – poza wstydliwym stwierdzeniem faktu – nie ma mowy. Relacja młodszego Jerlicza, jest dostępna na stronach ukraińskich. Napisano ją po polsku, ale jej wydanie wymaga udziału historyków, którzy jakoś ten tekst opracują.

Następny w kolejce jest Samuel Grądzki, jawny agent niderlandzki i szpieg Rakoczego, który swobodnie korzysta z różnych wrażliwych danych w Polsce i uznawany jest za dociekliwego badacza, pragnącego jedynie oddać prawdę w swoich pismach. Jego relacja napisana jest po łacinie i nigdy nie została przetłumaczona, ani opracowana. Można ją za to łatwo znaleźć poprzez link w wikipedii.

Na koniec powiem jeszcze tylko, że przy Janie Kazimierzu, czynny był cały czas niejaki Dupont, oficer artylerii, szpieg Mazariniego, który zostawił również relację z wojny kozackiej, także nigdy nie przetłumaczoną. Dalej nie będę pisał, bo weszlibyśmy na grunt naprawdę grząski. Do tego zaś musimy się przygotować. Zleciłem już tłumaczenia z ukraińskiego, hebrajskiego, francuskiego i rosyjskiego. Nie wiem czy uda się w pierwszym rzucie, do nowego nawigatora, przetłumaczyć, jakieś niederlandzkie dokumenty, ale co się odwlecze to nie uciecze. Wszystko, z Bożą pomocą, ukaże się, wraz z kilkoma autorskimi tekstami, w kwietniu.

Przypominam o składce na patronite https://patronite.pl/Coryllus?podglad-autora

No o wymuszonej przez okoliczności promocji, która potrwa do końca stycznia

Niestety okazało się, że łatwo się nie wydobędę z pułapki, jaką było podpisanie umowy z pocztą na cały rok, przy zastrzeżeniu wolumenu sprzedaży. Tak, jak napisałem wczoraj fala dewastująca rynki, w tym rynek książki, dociera wszędzie z różnym opóźnieniem. Nas dotknęła w tym roku. Muszę więc ogłosić kolejną promocję, która potrwa do końca stycznia. Potem ceny wrócą do poprzedniego stanu. Obniżam też ceny niektórych książek z rynku. Bardzo dziękuję tym wszystkim, którzy zrozumieli dokładnie na czym polega problem i składają po kilka zamówień na pojedyncze książki. 

Oto lista tytułów z obniżonymi cenami:

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jedwabne-historia-prawdziwa/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kosciol-w-krzyzanowicach-fundacja-hugona-kollataja/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-i-2/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/biznes-w-kraju-dziadow/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zle-czasy-pamietnik-stanislawa-karpinskiego-z-lat-1924-1943/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stulecie-krakowskich-detektywow/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/feliks-mlynarski-biografia/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jak-nakrecic-bombe/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/czerwiec-polski/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/imperium-czyli-gdzie-pada-cien-na-ss-mantola/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/twoj-pierwszy-elementarz/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kto-sie-boi-angielskiego-listonosza/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/rock-and-roll-czyli-podwojny-nokaut/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stanislaw-poniatowski-kasztelan-krakowski-ojciec-stanislawa-augusta/

 

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-iii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-ii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-i/

sty 152022
 

Niestety okazało się, że łatwo się nie wydobędę z pułapki, jaką było podpisanie umowy z pocztą na cały rok, przy zastrzeżeniu wolumenu sprzedaży. Tak, jak napisałem wczoraj fala dewastująca rynki, w tym rynek książki, dociera wszędzie z różnym opóźnieniem. Nas dotknęła w tym roku. Muszę więc ogłosić kolejną promocję, która potrwa do końca stycznia. Potem ceny wrócą do poprzedniego stanu. Obniżam też ceny niektórych książek z rynku. Bardzo dziękuję tym wszystkim, którzy zrozumieli dokładnie na czym polega problem i składają po kilka zamówień na pojedyncze książki.

Oto lista tytułów z obniżonymi cenami:

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jedwabne-historia-prawdziwa/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kosciol-w-krzyzanowicach-fundacja-hugona-kollataja/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kredyt-i-wojna-tom-i-2/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/biznes-w-kraju-dziadow/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zle-czasy-pamietnik-stanislawa-karpinskiego-z-lat-1924-1943/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stulecie-krakowskich-detektywow/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/feliks-mlynarski-biografia/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jak-nakrecic-bombe/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/czerwiec-polski/

sty 152022
 

W ciągu ostatnich dwóch dni, nie tylko tutaj, w SN, ale także w przestrzeni publicznej ujawniły się pewne kwestie, na które chciałbym zwrócić uwagę. Dają one bowiem pewną nadzieję na przyszłość i na nowo nadają sens naszym działaniom. Otóż – jestem o tym przekonany – nie można produkować treści nie troszcząc się o walor, który określiłem jako głębia strategiczna. Nie potrafię go opisać jednym zdaniem, a więc opis musi być dłuższy. Zacznę znów od blogów politycznych. Dlaczego one istniały tak długo, choć przecież prowadzili je ludzie całkiem nieznani? Umówmy się – nikt nie przychodził tam z powodu Warzechy i wykwitów jego myśli. Istniały dlatego, że skala poruszanych tematów i ich głębia były znacznie przeskalowane w stosunku do wszystkiego co było poza blogami. Różnorodność tych tematów także była zaskakująca i ona się manifestowała całkiem bez lęku. Oczywiście, właściciele salonu24 mogli go w każdej chwili zlikwidować, zależało to tylko od nich, ale wiemy, że wtedy wszyscy poszliby na jakąś inną platformę. Poza tym – zwykle tak bywa – różnym cwaniakom zdawało się i zdaje nadal, że wykorzystując potencjał frajerów zarobią na tym i jeszcze zyskają poklask. Tym stał się salon dzisiaj. Miejscem, w którym istoty zaburzone i dysfunkcyjne usiłują coś ugrać na aktywności blogerki elig. Podobnie jak inne media społecznościowe, w pogoni za kontentem, salon pozbył się głębi strategicznej, na rzecz zawartości płaskiej i nie interesującej nikogo. Mnie to zachowanie dziwi i pisałem już o tym kilka razy. Osobiste doświadczenia, które wyniosłem z pracy w mediach wskazują bowiem, że takie zachowania kończą się degradacją. Być może o to chodzi i w procesie tej degradacji udaje się wycisnąć z platformy jakieś miliony, no ale w ten sposób zachowują się aferzyści, to jest metoda Dalenieckiego z powieści Noce i dnie. Wiem, wiem, jestem frajerem, a tamci wiedzą lepiej. W końcu chodzi o pieniądze i o to, by dobrze się bawić na biznesowych eventach w towarzystwie Janusza Palikota. A propos, pochrzaniło mi się – święto Palikotów, płatne po osiem stówek od łba, jest 21 lutego, a premiera filmu Gierek 21 stycznia. No, ale niewiele to zmienia w ogólnej ocenie zjawisk.

Wróćmy do moich osobistych doświadczeń. Pisałem o tym wiele razy, ale wszyscy jakoś zapominają, jaki był ich charakter. Otóż przez pięć lat – powtarzam – przez pięć lat robiłem prawie wszystkie hot spoty na portalu wwww.o2.pl, pod dwunastoma pseudonimami. Generowałem klikalność o jakiej się nikomu wtedy poza cycatymi blondynkami nie śniło. Mając za sobą to dyskretne, ale jakże poważne doświadczenie wszedłem do salonu24. Bardzo przepraszam, ale kto mi mógł podskoczyć? Warzecha? Czy może Leski? Zachowywałem się bardzo spokojnie i grzecznie przez cały czas, do samego unieważnienia platformy. Portal www.o2.pl, wskutek decyzji politycznych, chyba, bo przecież mnie tam nie było, zjawiałem się tylko po to, by podpisać umowę, także został unieważniony. Jego zawartość była systematycznie spłaszczana i wreszcie nie można tam było pisać o niczym. Istotne było to, że w jednej i drugiej platformie zjawiłem się z ulicy, a zostałem albowiem potrzebowali frajera, który będzie im naganiał oglądających. Tak jest zawsze. Tak jest też dzisiaj ze wszystkimi możliwymi mediami, które pozbawiają się głębi strategicznej, rozumianej po prostu, jako możliwość swobodnego poruszania się w treści i rozbudowywania jest w różnych często niespodziewanych kierunkach, zawsze z zyskiem dla siebie i platformy. Zamiast tego media te, w osobach redaktorów-kretynów stawiają na kontent płytki jak kałuża. Chcą w ten sposób przyspieszyć działanie treści propagandowych, które – wzięli za to owe mityczne miliony – muszą tłoczyć do głów ciemnej tłuszczy. Istotną jakością jest dla tych redaktorów podejmowanie decyzji personalnych. I tylko to się liczy. To jest poważna aberracja psychiczna, która doprowadza zawsze do katastrofy. Można to nazwać pychą, ale nie uzyskamy wtedy dokładnego opisu zjawiska. Nie istnieje bowiem skuteczna propaganda podawana w taki sposób jak to widzimy dzisiaj. Ona mogła istnieć w ZSRR do śmierci Stalina, kiedy szefem bezpieki był Beria, a w każdym bloku na jednego uczciwego przypadało dwóch donosicieli. Współcześni kapitanowie internetowych okrętów nie rozumieją tego, a związku z tym prostym faktem, prowadzą swoje jednostki wprost w pola minowe. I tak jest zawsze. Skuteczna propaganda potrzebuje bowiem głębi strategicznej. Dlatego istnieje Hollywood i Bollywood i inne wooody.

Teraz ważna kwestia – nie można konkurować z płytkim kontentem składającym się z propagandy za pomocą innego płytkiego kontentu składającego się z propagandy o przeciwnym wektorze. Ja wiem, że nikomu tego nie wytłumaczę, ale to nawet lepiej. Nie należy tłumaczyć tylko robić swoje. Pamiętając przy tym, że jesteśmy frajerami z ulicy, których nikt nie dopuści do prawdziwych tajemnic. To otrzeźwiająca i niezwykle inspirująca świadomość. Od takiej konstatacji rozpoczyna się proces ubogacania duchowego i intelektualnego. Co jest po przeciwnej stronie każdy wie – Igor Janke przekonujący ludzi, że wytłumaczy im zawiłości tego świata. Jakby miał o nich jakieś pojęcie.

Dlaczego tym ludziom jest tak trudno to zrozumieć? Bo państwowe budżety i nie tylko one przeznaczane są na systemowe ogłupianie. W istocie jest to stymulowanie emocji gwiazd medialnych. Kurski nigdy nie zrozumie, że scenariusz filmu o Stanisławie Marusarzu, zrobiony z kiepskich bardzo witzów, odstręczy ludzi, albowiem ich przyrodzona wrażliwość tego nie zniesie. Film o Gierku nie wywoła nostalgii, tylko zażenowanie, albowiem grający główną rolę aktor to istota ciężko zaburzona, która w prawdziwym życiu ma kłopot z poprawnym wysłowieniem się. To wszystko jednak stwarza okoliczności pozwalające na zagospodarowanie pieniędzy i kupienie za nie złudzenia, że ludziom się podobało. Oczywiście, skala tego zjawiska jest przytłaczająca. I nie możemy z tym konkurować, na zasadach, które tamci proponują. Przypomnę jednak, ze dawno, dawno temu, w Internecie, który był inny niż dziś, jako frajer z ulicy potrafiłem – nie będąc osobą promowaną, a raczej sekowaną – zdominować dwa portale. Wszystko się zmieniło – powie ktoś. Oczywiście, my też się zmieniliśmy. Mamy więcej doświadczeń, jesteśmy rozsądniejsi, mądrzejsi i widzimy sprawy nieco inaczej. Ja na przykład widzę, że zjawisko, które obserwowałem już wcześniej stale się intensyfikuje. Mam na myśli upraszczanie kontentu. To jest odpowiedź mediów na brak zainteresowania widza. No, a widz ma swoje sprawy i nie da się za nim nadążyć, trzeba stanąć, zastanowić się i zbudować jakiś program autorski. To jedyna droga. Na YT rekordy popularności bije nagranie z Krupówek, na którym widać grających Cyganów. No, ale przecież nie chodzi o to, by wszędzie ich pokazywać. Powtarzałem to tysiąc razy – musi być sztuka. Ludzie od mediów zaś, jak kiedyś Janek Pospieszalski w telewizji, prowadząc program Swojskie klimaty, uważają, że musi być parodia sztuki, w dodatku nachalnie dydaktyczna.

Symbolem opisanych tu zjawisk może być jawne oszustwo, traktowane przez media jako najlepszy żart nowego roku. Mam na myśli tak zwaną książkę o Kaczyńskim, której nikt nie widział na oczy. Reklamuje to Szczygieł, ze swoim wdziękiem – pardon – srającego na trawnik psa, który błaga wzrokiem, żeby mu pozwolili skończyć. W sieci możemy przeczytać, że ta niby książka ma 100 stron, zawiera samą prawdę i jeszcze do tego jest tam coś o kobietach. Wszyscy klaszczą i uważają, że zrobili komuś psikusa. To jest właśnie kwintesencja zjawiska, które opisałem. Ponieważ nastąpiła ostateczna demaskacja „wybitnych” autorów ze środowiska istot najbardziej wrażliwych i okazało się, że nie mają oni nic do powiedzenia, a w związku z tym muszą mówić już samą, gołą prawdę. Muszą wskazać jaki jest ich największy problem. Tym jest oczywiście Jarosław Kaczyński. Gdyby go nie było, ich życie dalej usłane byłoby różami.

Podobne wykwity zdarzają się też gdzie indziej Mazurek ze Stanowskim wydali wiersze imitujące poezję Jasia Kapeli. Sprzedali to i zarobili, a teraz się tym chwalą. To jest początek końca z czego oni nie zdają sobie sprawy. No, ale to nie jest nasz problem.

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy uaktywnili się tu ostatnio, pisząc i rysując. Dziękuję, że odciągają uwagę czytelników od spraw płytkich, bieżących, błahych i nie ważnych w istocie. W ten sposób bowiem powstaje strategiczna głębia, w której można swobodnie pływać obierając kurs na różne wyspy – bezludne, szczęśliwe, pełne ludożerców i wszelkiej przygody. Dziękuję.

Przypominam też, że okoliczności zmusiły mnie do zorganizowania nadprogramowej wyprzedaży. Oto ogłoszenie z wczoraj:

Trochę się zagapiłem i nie dostrzegłem, że fala pandemiczna odbije się na naszym segmencie rynku dopiero w tym roku. Kłopot nie polega na tym, że zarobiliśmy mało w ciągu roku, ale na tym, że podpisaliśmy umowę z pocztą iż wyślemy określoną ilość przesyłek do końca stycznia 2022. Jeśli tego nie zrobimy, stracimy zniżki, będziemy musieli zapłacić karę i umowa na przyszły rok, o ile ją podpiszemy, nie będzie wcale korzystna. Czy to zrobimy czy nie, nie będzie miało znaczenia dla wysokości stawek za przesyłkę. W każdym wypadku wzrosną. Tak więc postanowiłem drastycznie obniżyć ceny niektorych tytułów – swoich i Toyaha, które i tak zalegają magazyn. Do końca miesiąca – zostało 2 tygodnie musimy wysłać 500 przesyłek. Niektóre książki są po 15 zł. Jeśli ktoś może i chce pomóc, niech składa zamówienie. Wiele od tego zależy. Uczulam też Toyaha, by nie wykupował hurtem swoich książek i nie domagał sie przesłania ich w jednym pudełku, bo mu ich nie wyślę. Chodzi o to, by wyekspediować jak najwięcej przesyłek, im mniejsze tym lepiej. Promocja trwa do końca miesiąca. Potem wszystko wraca do normy. 

Oto lista przecenionych tytułów

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/imperium-czyli-gdzie-pada-cien-na-ss-mantola/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/twoj-pierwszy-elementarz/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kto-sie-boi-angielskiego-listonosza/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/rock-and-roll-czyli-podwojny-nokaut/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stanislaw-poniatowski-kasztelan-krakowski-ojciec-stanislawa-augusta/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/pamietniki-wloscianina-jan-slomka/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-iii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-ii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-i/

 

 

sty 142022
 

Trochę się zagapiłem i nie dostrzegłem, że fala pandemiczna odbije się na naszym segmencie rynku dopiero w tym roku. Kłopot nie polega na tym, że zarobiliśmy mało w ciągu roku, ale na tym, że podpisaliśmy umowę z pocztą iż wyślemy określoną ilość przesyłek do końca stycznia 2022. Jeśli tego nie zrobimy, stracimy zniżki, będziemy musieli zapłacić karę i umowa na przyszły rok, o ile ją podpiszemy, nie będzie wcale korzystna. Czy to zrobimy czy nie, nie będzie miało znaczenia dla wysokości stawek za przesyłkę. W każdym wypadku wzrosną. Tak więc postanowiłem drastycznie obniżyć ceny niektorych tytułów – swoich i Toyaha, które i tak zalegają magazyn. Do końca miesiąca – zostało 2 tygodnie musimy wysłać 500 przesyłek. Niektóre książki są po 15 zł. Jeśli ktoś może i chce pomóc, niech składa zamówienie. Wiele od tego zależy. Uczulam też Toyaha, by nie wykupował hurtem swoich książek i nie domagał sie przesłania ich w jednym pudełku, bo mu ich nie wyślę. Chodzi o to, by wyekspediować jak najwięcej przesyłek, im mniejsze tym lepiej. Promocja trwa do końca miesiąca. Potem wszystko wraca do normy.

Oto lista przecenionych tytułów

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/imperium-czyli-gdzie-pada-cien-na-ss-mantola/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/twoj-pierwszy-elementarz/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/kto-sie-boi-angielskiego-listonosza/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/rock-and-roll-czyli-podwojny-nokaut/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/stanislaw-poniatowski-kasztelan-krakowski-ojciec-stanislawa-augusta/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/pamietniki-wloscianina-jan-slomka/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-iii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-ii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-i/

sty 142022
 

Wysłuchałem wczoraj fragmentu jakiegoś starego wywiadu, który człowiek nazwiskiem Zych prowadził z Lisickim. Myślę, że dopiero teraz w całej jaskrawości dotarło do mnie jak ważną rolę pełniły blogi polityczne. Jeśli mieliśmy czterystu blogerów różnej klasy, wśród których dominowało dziesięciu liderów, to w całym wielkim obszarze politycznej dyskusji nie mógł się ostać dłużej żaden fejk ani prowokacja. Nawet jeśli ci blogerzy cały czas byli zwalczani przez administrację za pomocą fałszywych kreacji ściąganych ze świata dziennikarskiego, albo podstawianych w osobach znajomych właścicieli salonu24. To nie miało znaczenia. Wystarczyła niewielka w sumie grupa, która nie bawiła się kłamstwem i kokieterią. Przejdźmy jednak do konkretów. Wczoraj na portalu WP pojawiło się zdjęcie premiera zmierzającego gdzieś korytarzem i napis – Uchodźcy mieli przysłonić polexit. Kliknąłem w to i pojawiła się reklama pralki Whirlpool. Potem powtórzyłem to raz jeszcze i wyszło to samo. Jeśli więc została zadekretowana gdzieś narracja, że PiS chce polexitu, choć wiemy, że nie chce, to będzie ona grzana na chama i nie ma siły, która by ten proceder wstrzymała. Myślę, że dwa dni szyderstw na blogach załatwiłoby tę sprawę na cacy. Twitter nie pomoże, albowiem ilość wpisów, jaka się tam przewala przez cały czas unieważnia to medium, jako siłę sprawczą. Dlatego blogerzy musieli odejść. Częściowo oni sami są winni swojej marginalizacji. Wyjaśnię to, a będzie to wyjaśnienie także odpowiedzią na pytanie, dlaczego my tutaj nie możemy pełnić takiej funkcji, jak kiedyś salon. Otóż salon był powszechnie akceptowanym tłem, w którym mogli się spotkać politycy i dobrzy autorzy z sieci. Ci autorzy uważali, że pisanie w tym samym miejscu, w którym piszą dziennikarze to jest nobilitacja. I dalej tak uważają. Byłem jedyną osobą, która nie widziała w tym żadnej nobilitacji, a czasem wręcz degradację. Parę razy wymieniałem uwagi z blogerką elig, która mi tłumaczyła, że ona nie chce robić tych wszystkich rzeczy, które ja robię, albowiem chce sobie tylko popisać. I tu tkwi problem. Słowo jak pamiętamy czasem staje się ciałem, a do tego ma swoją wagę. Ujęcie tematu inne niż standardowe, dokonane z wprawą i logiką dewastuje trwale i nieodwołalnie nawet bardzo przemyślną propagandę. Tego się ludziom wyjaśnić nie da, bo oni chcą sobie tylko popisać, albo pokiwać się w rytm tych samych co zwykle melodii. I każdy kto im da taką możliwość będzie uważany za dobroczyńcę. Przypomnę w tym miejscu złośliwie, mając w pamięci wyczyny popularyzatorów historii, że w Oświęcimiu też była orkiestra umilająca więźniom pobyt.

Błędem blogerów była wiara w to, że dziennikarzom zależy na tym, by promować dobre teksty. Wierzyli oni także i nadal wierzą w to, że chodzi o to, by w miłej atmosferze przyjacielskiej dyskusji dochodzić do jakichś wniosków.

Powtórzę – kilka tekstów wysokiej jakości może rozwalić paradygmat propagandowy, a na pewno poważnie go nadwyrężyć. I parę takich cudów się dawniej w salonie24 dokonało. Dziś – na co wskazuje reklama pralki pod tekstem o polexicie – wracamy do czasów sprzed istnienia blogów politycznych. Być może wrócimy do czasów jeszcze dawniejszych, na co wskazuje choćby aktywność profesora Friszke, wczoraj tu zalinkowanego. Możemy nawet wrócić do czasów kiedy nie będzie wolno mówić o Katyniu, a przecież większość z nas te czasy pamięta. Odsuwamy jednak myśl o tym nucąc piosenkę – jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie…

Wróćmy teraz do początku i zdradźmy o czym mówił Lisicki. Otóż wskazywał on, że od lat sześćdziesiątych uniwersytet przestał pełnić rolę wszechnicy, a stał się miejscem, gdzie produkowana jest lewicowa propaganda. Jak na konserwatywnego myśliciela katolickiego, to trochę słabo, albowiem uniwersytet przestał pełnić rolę wszechnicy, kiedy przestał być instytucją kościelną, a nie w latach sześćdziesiątych. Potem Lisicki ubolewał, że lewica, mówiąc o wolności słowa i tolerancji, wprowadza jawny zamordyzm i to jest coraz bardziej widoczne. No, ale na szczęście można o tym mówić i Lisicki mówi. Powinni puścić z offu jakąś melodyjkę, żeby mógł się jeszcze pokiwać w rytm. Myślę sobie, że tacy mózgowcy jak Lisicki od dekady walczący z lewicową propagandą, mogliby już ogłosić jakieś pierwsze sukcesy, a niechby były nawet dyskusyjne, a nie pieprzyć bez przerwy o tym, jak ich lewica dusi, tłamsi i nie pozwala na wolność słowa. To koledzy Lisickiego z konserwatywnych redakcji, przywiązani do wartości liberalnych zadusili blogosferę polityczną, a dziś płaczą, że nie ma wolności. Ani Lisicki, ani żaden z nich nie chce żadnej wolności, bo ta wolność byłaby dla nich niczym tlen dla organizmów beztlenowych. Zginęliby wszyscy od razu. Lisicki chce, by umożliwiono mu bredzenie o szkole frankfurckiej, again, again, and again…Bez przerwy. Przed dekadę, a nawet krócej, można bowiem opracować nie jedną ale kilka strategii komunikacyjnych, które unieważnią założenia wszystkich lewicowych szkół z frankfurcką na czele. Tylko, że ani Lisicki, ani żaden inny myśliciel nie postrzega kontynuatorów tej szkoły i lewicy w ogóle, jako zła. To jest po prostu ich lustrzane odbicie. Wrogiem i złem jesteśmy my, albowiem nie mamy stosownych certyfikatów, a zabieramy głos, stawiamy pytania, odwracamy pojęcia, potrafimy pisać w przeciwieństwie do Lisickiego i jego kolegów ubijających pianę z powtarzalnych treści, a do tego mamy audytorium. Dlatego właśnie nie warto walczyć o wolność słowa, bo to jest semantyczna pułapka, w którą wpadają wszyscy. Oznacza ta formuła bowiem tyle, że każdy kto walczy musi najpierw wskazać zagrożenie. Następnie zaś – nie może być inaczej – musi opisać i zareklamować swoją bezsilność. Po cóż by było walczyć, gdyby była siła? To tamci mieliby wtedy problem. Na koniec zaś tego mechanizmu, dostaje pakiet argumentów contra, które w istocie są reklamą i potwierdzeniem mocy przeciwnika. To jest główne zadanie Lisickiego i jego kolegów. W tym czasie profesor Friszke zawraca Wisłę kijem i idzie mu to całkiem składnie. Próby polemizowania z nim podjęte w ramach jakichś programów IPN, dyskusji prowadzonych przez Woyciechowskiego, w których biorą udział Jan Żaryn i Leszek Żebrowski nie mają żadnego sensu, albowiem umacniają tylko narrację Friszkego i czynią ją równoprawną. Jedynym sensownym argumentem przeciwko bredniom, które tu były zalinkowane tu wczoraj jest Cherezińska. Nie wiem kto jej pozwolił na napisanie książki o Brygadzie Świętokrzyskiej, ale takie pozwolenie z pewnością było. Książka ta była szeroko reklamowana na zasadzie – skoro nie ma nic innego nie będzie to, a Cherezińska jest przecież wybitną autorką. To jest nędzna autorka, promowana przez środowisko, które nie chce sukcesu, chce wzmocnienia swoich wrogów. Pani ta zaczynała karierę od książki Byłam sekretarką Rumkowskiego, a potem chwaliła się publicznie znajomością z Szewachem Weissem. Sprawa jest więc prosta – jeśli ktoś udzielił pani Eli uwierzytelnień na napisanie tej książki, trzeba zapytać Friszkego, czy czasem nie był to prof. Weiss. To powinno mu zamknąć gębę na dłużej. Żadne inne argumenty nie wchodzą w grę. Gadanie zaś o wolności słowa, w chwili kiedy poza słupami dziennikarskimi nie mającymi nic do powiedzenia, stymulującymi jedynie emocje za pomocą coraz bardziej zdewaluowanych treści, jest absurdem. Przestańcie walczyć o wolność słowa, zacznijcie publikować ważne dokumenty i dyskutować o nich we własnym gronie, czyńcie to póki jest internet. Nie oglądajcie się na profesorów, na ich wiekopomne publikacje, których nikt nie czyta i czytał nie będzie, a nawet jeśli to nie będzie wiedział z kim o nich potem gadać, ani po co. Jeśli któregoś dnia tamci zapukają do waszych drzwi, uzbrojeni, choćby tylko w nakaz przeszukania, będziecie wiedzieć, że naprawdę, ale to naprawdę walczyliście o wolność słowa. Innych nagród w tej walce nie ma, i dobrze jest nie robić sobie z tego tytułu złudzeń. Wolność słowa to wasza wolność, nie wolność artysty na scenie czy sławnego autora z akademii na prelekcji poświęconej Brygadzie Świętokrzyskiej.

sty 132022
 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/o-wielka-polske-na-wojennym-wychodzstwie-stronnictwo-narodowe-wobec-rzadu-gen-wladyslawa-sikorskiego-1939-1943/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/dzienniki-cichociemnego-1939-1942/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/przede-wszystkim-polska-zapiski-amerykanskie-z-lat-1952-2010/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/pierwsza-niemiecka-okupacja/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/krol-bez-korony-wladyslaw-herman-ksiaze-polski/

sty 132022
 

Niezawisły i wolny sąd Rzeczpospolitej uniewinnił pisarza Żulczyka od zarzutu obrazy prezydenta tejże Rzeczpospolitej. To jest niezwykłe, albowiem powtarza się już kolejny raz. Oto dawno, dawno temu Janusz Palikot, domagający się publicznie wypatroszenia Lecha Kaczyńskiego, także został uniewinniony i nie doszukano się w jego zachowaniu niczego nagannego. Dlaczego ja znów się zajmuje jakimiś takimi glizdami jak Żulczyk? Przyjdzie zaraz valser i znowu będzie mi robił wyrzuty, że marnuję czas na durniów. Otóż powodów jest przynajmniej kilka. Ot choćby ten – dostałem dziś taki link:

https://twitter.com/olasempruch/status/1481020364323012609?t=4PVkF-L-Ig19zeuf3lTQow&s=19

To jest zapowiedź święta kapitalizmu, którego gościem, jednym z kilku, będzie Janusz Palikot, uniewinniony od zarzutu znieważenia głowy państwa. Na tym jednak nie koniec, albowiem na imprezie pojawi się także Sławomir Mentzen. Prócz nich będą tam również nieznani mi ludzie, o nazwiskach brzmiących całkiem egzotycznie – Burnejko i Nietubyć. Cały zestaw wygląda więc tak: Palikot, Nietubyć, Burnejko, Mentzen, choć może lepiej wyglądałoby to tak: Mentzen, Burnejko, Nietubyć, Palikot. Sam nie wiem. Prócz wymienionych panów znajdzie się tam jeszcze cała gromada frajerów, którzy będą słuchać o tym, jak to pracą i pomysłami można dojść do milionów. Oczywiście wejście jest płatne – 800 zł od osoby. To niezwykłe – tak uważam i niech nikt więcej nie czyni pod moim adresem żadnych uwag dotyczących wysokości wpłaty za konferencję, na której mamy samych patentowanych profesorów. Za jedyne osiem stówek, będzie można posłuchać czegoś, co wyglądałoby znacznie lepiej i bardziej malowniczo w wykonaniu zespołu jakuckich szamanów. Po wszystkim pan Mentzen mógłby podawać gościom piwo z własnego browaru.

Impreza ta, co nie jest bez znaczenia, ale wydaje się być przypadkiem, odbędzie się 21 stycznia, czyli w dzień premiery filmu pod tytułem „Gierek”. Co za zbieg okoliczności i jaka demaskacja jednocześnie.

To, co teraz napiszę może wywołać uśmiech politowania, ale zastanawiam się czy pan Mentzen nie brzydzi się występować z kimś takim, jak Janusz Palikot? W końcu Palikot zachowywał się w sposób urągający obyczajom i powadze funkcji posła, w dodatku jeszcze spotkało się to z akceptacją sądu. Czy ktoś aspirujący do takiej powagi, a poseł Mentzen chyba taki właśnie jest, może bez skrępowania brać udział w takich występach? Sam nie wiem. Poza tym, czy biznesmeni, którzy osiągnęli sukces mają w ogóle czas i chęci, by dzielić się swoim szczęściem z przypadkowymi ludźmi? Myślę, że nie, a więc w dwóch przynajmniej przypadkach, pokazy te, które będą polegały na tym, że wymienieni panowie opowiadać będą jakieś żarty, mieć będą charakter wystąpień politycznych. Przeciwko komu skierowanych, to chyba jest jasne. Wypada więc w tym miejscu zadać pytanie – czy osoby, które wezmą w tym udział łączy coś jeszcze poza pasją do robienia pieniędzy, dynamiką wewnętrzną, której zawdzięczają sukces i wielką pracowitością? Ja tego nie wiem. Tak, tylko pytam. Mógłbym też w zasadzie zapytać, dlaczego nie zaproszono Małgi Kubiak i kogoś z jej otoczenia, w końcu ona również osiągnęła biznesowy sukces.

Można by w zasadzie, na upartego, postawić także pytanie czy posłowi Braunowi nie przeszkadza, że jego partyjny kolega – poseł Mikke – otacza się mormonami? Jawnie bluźniącymi panu Jezusowi sekciarzami, którzy produkują kłamstwa o charakterze piramidalnym. A w dodatku śmieją się prosto w twarz ludziom, którzy im zwracają uwagę. W takich postawach i zaniechaniach manifestuje się istotnie wyzwana hierarchia wartości. I nic niestety nie może tej prawdy zamazać. Przecież nie wierzymy w to, że Palikot i reszta opowiedzą tym biednym frajerom, jak naprawdę doszli do pieniędzy. Będą opowiadać standardowe dyrdymały, okraszając to jakimiś czerstwymi żartami, których celem będzie przekonanie publiczności, że opowiadający jest taki sam i wiódł takie samo życie, jak ci co go słuchają. To jest nieprawda i wystarczy zajrzeć do wiki, żeby się o tym przekonać.

Jeszcze jest czas i w zasadzie można by było na tę fantastyczną imprezę zaprosić Żulczyka, który właśnie zapisał nową, chlubną kartę walki o wolność słowa, przeciwko politycznym opresjom. Ktoś może rzec, że przesadzam…Obawiam się jednak, że nie. Wolność bowiem i swoboda są dla każdego człowieka wartością niezbywalną i najważniejszą.

Jakoś tak się jednak składa, że do granic tej wolności docierają jedynie prowokatorzy podobni do Żulczyka i rzutcy biznesmeni, którzy z lekkością ważki, przerzucają się z jednej aktywności biznesowej do drugiej. Takie rewelacje można wyczytać w życiorysach panów Burnejko i Nietubycia. Mnie to zawsze zastanawiało, ale odpowiedź jest chyba bardzo prosta, jej wykonanie jednak znajduje się poza moim zasięgiem. Żeby zarabiać pieniądze trzeba myśleć o pieniądzach, a nie o produktach, które się oferuje klientom. Taką postawę przyjmują naiwniacy, a nie poważni ludzie interesu. No, a jeśli ta postawa komuś nie odpowiada, zostaje mu jedynie łączenie biznesu z polityką. Inaczej do prawdziwych pieniędzy nie dojdzie.

Ostatnio zamieściłem tu link do nagrania, w którym człowiek nazwiskiem Najman – pierwszy raz o nim usłyszałem i pierwszy raz go zobaczyłem – prezentował byłego już gangstera Andrzeja Zielińskiego – Słowika. Sieć zawrzała oburzeniem i nawet Stanowski potępił takie zachowania, za co zebrał oklaski. Powiedział, że mafia pruszkowska, którą kierował Słowik była rakiem na zdrowym ciele państwa, czy coś podobnego. Już dokładnie nie pamiętam. Szczerze mnie to zdziwiło, albowiem owo święto kapitalizmu, prezentowane w linku powyżej niczym się moim zdaniem nie różni od gali organizowanej przez Najmana. Tym może, że tylko, że za patrona współcześni kapitaliści i wolnościowcy wzięli sobie Edwarda Gierka. Nikt przecież nie uwierzy, że ta premiera i ta gala spotkały się jednego dnia przypadkiem.

Uroczyście obiecuję z tego miejsca, że jak już skończę zaległy numer nawigatora, nie będę się zajmował takimi pierdołami i różnymi wykwitami. Naprawdę. No, ale czasem okoliczności człowieka zmuszają. Dziś jeszcze muszę zrobić kolejną inwentaryzację. Wszystko się przeciąga niestety.

sty 122022
 

Tak, jak zapowiedziałem, nie mamy na razie nowości. Być może zmieni się to niebawem, ale kiedy dokładnie, tego nie wiem. Musimy więc handlować książkami z rynku. Taki los. Postaram się wybierać takie pozycje, które, moim zdaniem, mają znaczenie zawsze i podnoszą tematy niezwykle aktualne również dziś. Nie w rozumieniu do jakiego przyzwyczaiły nas media oczywiście. Będę też wybierał takie książki, które występują w nakładach homeopatycznych. To nie będzie trudne, albowiem większość książek dziś występuje w takich nakładach. Z wyjątkiem dzieł prorockich, rzecz jasna. Tych jest najwięcej, podobnie jak wskazówek dotyczących skarbów ukrytych w niedostępnych górach, krążących po Śląsku w XVIII wieku.

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/smierci-nie-udalo-sie-pokonac-historia-biologiczna-ksiazat-radziwillow-na-birzach-i-dubinkach-koniec-xv-wieku-xvii-wiek/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/rzeczpospolita-obojga-narodow-a-ukraina-stosunki-dyplomatyczne-w-latach-1648-1659/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/tybet-i-tunquim-w-pismach-fryderyka-szembeka/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/ex-india-lux-romantyczny-mit-indii-leszka-dunina-borkowskiego/


sty 122022
 

Nie tylko ja mam takie wrażenie. Oto toczy się jakaś gra w Kazachstanie, w wymienieni wyżej specjaliści od stosunków międzynarodowych, wojen, służb specjalnych i wielkiej polityki, dalej dyskutują nad możliwością wybuchu konfliktu na Ukrainie. Zapewne mają w tym kilka celów, ale ja nie potrafię ich rozpoznać. Jeden za to widzę wyraźnie. I nie tylko oni próbują go zrealizować. Wszyscy eksperci wieszczący wojnę, a przybywa ich w tempie wykładniczym, uważają, że wojna przyniesie im popularność medialną i będą mogli – całkiem już bez opamiętania – pieprzyć o niej we wszystkich możliwych stacjach. Oczywiście chodzi o to, by wojna wybuchła daleko, ale nie za daleko, by toczyła się ślamazarnie, a także, by było w niej jak najwięcej ofiar cywilnych. Wtedy wszyscy prorocy mniejsi mogliby zawołać – a nie mówiliśmy! I całkowicie pewni swojego bezpieczeństwa, zacząć straszyć ludzi różnymi okropnościami. Nic więcej się dla nich nie liczy.

Na białej furii doprowadzają mnie, wypowiadający się w radiu Wnet cwaniacy, którzy mówią – Europa zachodnia gotowa jest zaakceptować dominację Rosji nad wschodnią częścią kontynentu. Pomijam już opisane wyżej motywacje, które temu towarzyszą. Kluczowe jest co innego. To mianowicie, że rosyjska dominacja nad wschodem Europy, oznacza rosyjską dominację nad całą Europą. To, że nie możemy tego powiedzieć wprost i przekaz ten nie przebija się do mediów, zawdzięczamy wyłącznie rosyjskim agentom i pożytecznym idiotom. Stworzyli oni hierarchię ekspercką, gówno znających się na czymkolwiek cwaniaków, która ma wykupiony abonament na opowiadanie różnych mądrości specjalnym żargonem. Młodsi to nawet potrafią ów żargon parodiować, a po sieci krąży mnóstwo memów składających się z przypadkowych zbitek słownych emitowanych bez przerwy poprzez karminowe usta Bartosiaka. To także niestety nie ma mocy i nie powoduje zamulenia przekazu proroków, albowiem mają oni cały czas silne wspomaganie i są na fali. Tę falę ktoś wzbudził, no, ale jasne jest, że ona zostanie kiedyś wygaszona. Nie wiem tylko przy jakiej okazji, nie jestem ekspertem po prostu i nie potrafię wskazać co może być rzeczywistą motywacją dla tych ludzi, poza oczywiście przemożnym pragnieniem wymądrzania się w mediach i skupiania na sobie uwagi.

Zastanówmy się teraz co oni mają na myśli mówiąc – dominacja nad Europą środkową? To znaczy, mniemam, nad Polską i krajami bałtyckimi. Taki format został stworzony w Niemczech, gdzie politykom wydaje się, że jakby Rosja zajęła Polskę i Bribałtykę, to Niemcy mogliby rządzić Czechami, Słowacją i Węgrami. Jest to oczywisty absurd, który ujawniłby się dopiero po tym, jak zostałby urzeczywistniony. Rosjanie nie po to wchodzą do Europy, żeby się dogadywać z Niemcami. Tak mogłoby dawniej, jak dynastia niemiecka siedziała na tronie w Petersburgu, a połowa korpusu oficerskiego armii carskiej składała się z Niemców. Oni wchodzą do Europy, po to, by wypchnąć z niej Amerykanów, zająć całe Niemcy oraz by złożyć jakieś propozycje Brytyjczykom. Tego się niestety Niemcom wytłumaczyć nie da, dlatego właśnie nie można w ogóle dopuszczać myśli o jakiejś zmianie stosunków. A co dopiero ogłaszać z entuzjazmem, że coś mogłoby się zmienić na naszą niekorzyść, bo zachód chętnie by taki stan zaakceptował. Trzeba być skończonym durniem, żeby się popisywać takimi komunikatami.

Wszyscy eksperci zachowują się w taki sposób, jakby jedyną dopuszczalną paralelą obecnie przez nich interpretowanych zdarzeń, które jeszcze nie nastąpiły, był wrzesień 1939. Zachowują się tak, jakby nie było ładu powojennego, który był największym triumfem Rosji sowieckiej, do której to otwarcie nawiązuje Putin, z czym wszyscy się zresztą zgadzają. Nie chodzi o odbudowę imperium Mikołaja I, w zgodzie z Niemcami, ale o podporządkowanie sobie Berlina, a także zorganizowanie we Francji i we Włoszech struktur, które – jak w latach pięćdziesiątych i później partie komunistyczne tych krajów – będą miały wpływ na rządy. W rzeczywistości zaś będą te rządy paraliżować. One zaś, bez pomocy USA nie będą w stanie zrobić nic, co byłoby sprzeczne z wolą Moskwy. Gdyby taka sytuacja zaistniała dzisiaj byłaby jeszcze łatwiejsza do przeprowadzenia, albowiem mamy UE i w ogóle nie trzeba rozdrabniać sił. Wystarczy zainstalowanie swoich ludzi w kluczowych miejscach struktury.

Uważam, że sama dyskusja na ten temat już nas degraduje, jako ludzi. Degraduje ona także wszystkich polityków w Polsce i degraduje naród oraz kraj. Tego nie pojmą nigdy wymienieni tu z nazwiska osobnicy, albowiem niczego nie rozumieją. Poza oczywiście tym, że trzeba Polaczków trochę postraszyć, a potem na fali tego strachu nabić sobie lajków i zrobić klikalność na YT. To wszystko. Jest to zachowanie głupie, skrajnie nieodpowiedzialne, a emitowane komunikaty nie mają żadnego związku z polityką i realiami. Są propagandą, którą ktoś postanowił sączyć za pomocą nowego kanału dystrybucji, albowiem wszystkie poprzednie przestały funkcjonować. Media publiczne zajął rząd, media prywatne zajęła opozycja i programy rozrywkowe. Pozostał internet, który był rozproszony. Należało więc doinwestować kilku panów i stworzyć im warunki do emitowania komunikatów komuś potrzebnych.

Tłem tych rewelacji mają być powielane nie wiem który już raz mądrości Zychowicza na temat historii najnowszej, będące w istocie przemielonymi treściami Stanisława Cata Mackiewicza. Ludzie tego nie wiedzą, albowiem nic nie czytają, a do ich świadomości przebija się jedna tylko data – wrzesień 1939. Podbijana bez przerwy przez troli komentujących różne wystąpienia.

Mam inne propozycje – może pogadajmy o tak zwanych latach ołowiu? Może wyjaśnijmy młodszym pokoleniom kim był Georges Marchais, może opowiedzmy kto i dlaczego porwał Aldo Moro, a także jak to się stało, że w Polsce, za Gierka, produkowano samochody na licencji FIATA. Czy to się uda? Pewnie nie, albowiem gadanie o wojnie i przeżywanie swojego własnego, wyimaginowanego bohaterstwa daje największego kopa emocjonalnego. A propos kopa – co takiego – warto może ich o to zapytać – zrobią eksperci, jak ta Europa wschodnie już zostanie podporządkowana Rosji? Co oni zrobią? Uciekną, podpiszą lojalki, zaczną donosić na kolegów, żeby dostać dodatkowy przydział chleba? Niech to wyjaśnią. Skoro prorokują wojnę, mogą też owe proroctwa bardziej uszczegółowić. To ich z pewnością ubogaci.

O wspomnianych kwestiach, i nie tylko o nich można sobie poczytać w genueńskim numerze kwartalnika Szkoła nawigatorów.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-27-genuenski/

sty 112022
 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/hipolit-korwin-milewski-wspomnienia-tom-i/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/hipolit-korwin-milewski-wspomnienia-tom-ii/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/sw-maksymilian-kolbe-pisma-czesc-i/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/47-lat-zycia/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/cristiada/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/z-kronik-klasztoru-i-kosciola-o-o-bernardynow-w-zaslawiu/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/alchemicy-gabriel-maciejewski/

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/pamietnik-podlaskiego-szlachcica/


sty 112022
 

Niewielu chyba zdaje sobie sprawę, że większość prac popularyzatorskich, które maja wzbudzić zainteresowanie ludzi historią, to wyczyny o charakterze rytualnym. Oznacza to iż nie mają one sensu poznawczego, ale służą temu, by utrwalać błędne schematy wyprodukowane przez kogoś w przeszłości, przeważnie ze złą wolą. Oparte są one na schemacie, który – w założeniu – ma im zapewnić przewagę, albowiem jest bezwzględnie atrakcyjny. To znaczy miał kiedyś taki być albowiem dziś jest już trywialny. Przypomnę, że żyjemy w czasach, kiedy porzucono myśl o tym, by cokolwiek poddawać procesowi sublimacji, dominuje proces wulgaryzowania, który objął wszystkie dziedziny przekazu. Od filmów porno do zawodów sportowych z udziałem transwestytów udających dziewczyny. Jak na tym tle można zainteresować kogoś historią, której bohaterami są jacyś młodzieńcy przeżywający przygody polityczno-erotyczne? Kogo to niby ma obejść? W sieci pełno jest nagrań, gdzie różni, przeważnie obarczeni sporą nadwagą i słabo dbający o wygląd młodzieńcy, usiłując „zarazić” słuchaczy i widzów swoimi obsesjami na temat historii. Nie rozumieją oni, że powinni zacząć od wizyty u fryzjera, wyciśnięciu wszystkich wągrów z twarzy i obcięciu paznokci, tak by jednak trochę wystawały ponad koniec palca, a nie wyglądały jak obgryzione. Dopiero potem można zacząć myśleć o aranżowaniu jakichś występów. No, ale trzeba by też pomyśleć o jakimś sformatowaniu treści. To bowiem, co jest dziś prezentowane zwykle nie odbiega do mielenia w kółko spostrzeżeń Cata-Mackiewicza, ewentualnie jego brata. W pogadankach tych jest miejsce na wszystko tylko nie na wyjaśnienie istotnych przyczyn kryzysów jakich doświadczyło nasze państwo w przeszłości. Są więc omawiane techniki gwałtu zbiorowego i takich samych egzekucji. Opowiada się tam o tym, jak ten i ów władca się prowadził i jakie głupstwa popełniał. Opisuje się różne okropności i horrenda, wychodząc z założenia, że to, w połączeniu z niechlujnym wyglądem prowadzącego zaowocuje wielką ilością lajków i subskrypcji. Tak się oczywiście nie dzieje, ale prowadzący te pogadanki nie szukają winy w sobie. Przeciwnie, przekonani są iż odbiorca, niewykształcony i ograniczony, nie rozumie jak głębokie i poważne treści oni przekazują. Nie chcę tu dalej szydzić, ale podkreślić jedynie, że tak zwane wzbudzanie zainteresowania historią, ma w Polsce wymiar rytualny i nie służy niczemu. Jest jednym z wielu falszywych kultów. Podobnie jak doraźna publicystyka polityczna polegająca na wróżeniu z fusów kiedy i gdzie wybuchnie III wojna światowa. Co ja w takim razie proponuję? Otóż na dziś mam szaradę do rozwiązania. Nie będę tu pisał dokładnie o co mi chodzi, bo zaraz jakiś popularyzator wpadnie na pomysł, że przecież można to zagospodarować skoro leży odłogiem i wskazać jako owoc swojej niezwykłej przenikliwości. Tak więc będą zagadki. Najpierw taka oto – do czego służą państwa neutralne? Nie musicie zgadywać bo to Wam akurat wyjaśnię. Chodzi o to, byście wskazali, jakie państwa neutralne doprowadziły do upadku i ruiny Rzeczpospolitą, a także jakie państwo pierwsze wprowadziło w życie formułę neutralności. Teraz wskazówki. Na początku XVII wieku jedno z państw europejskich uznało niepodległość innego państwa. To, które uznało prowadziło wojnę z innym krajem. Po uznaniu niepodległości tego pierwszego państwa, kraj z którym uznający prowadził ową wojnę wyraził natychmiast chęć zawarcia pokoju. Ten zaś miał być negocjowany przez przedstawicieli nowo powstałej republiki. Napisałem – republiki?! O wciórności! Miałem nie podpowiadać! Pokój ów negocjowali rzecz jasna jawni handlarze bronią i lobbyści przemysłu zbrojeniowego. Nie muszę dodawać, że reprezentowali oni państwo neutralne – ową nowo powstałą republikę. Do tego bowiem powołuje się państwa neutralne, by tam w spokoju można było testować nowe rodzaje broni. Pokój oczywiście zawarto, kraj który poprosił neutralnych handlarzy bronią o asekurowanie traktatu, natychmiast zwrócił się do nich o kredyt na kolejną wojnę z innym krajem, który owej republiki jeszcze nie uznał. Wydawało się dość oczywiste, że kredyt dostanie. Okazało się jednak, że nie. Lobbyści zbrojeniowi nie przyznali kredytu krajowi, który chciał natychmiast po zawarciu pokoju z uznającym republikę królestwem, roszczącym sobie również prawa do neutralności, zacząć przygotowania do nowej wojny. Ciekawe o co poszło? Może o to, że na terenie państwa, które miało być zaatakowane przez jedno wrogie mocarstwo wsparte kredytem z neutralnej republiki i sprzętem oraz zaciągami z roszczącego sobie pretensje do neutralności królestwa, położony był największy port, w którym koncentrował się cały handel Europy wschodniej? Można tego domniemywać, ale powodów mogło być jeszcze kilka. W roku 2014 dwa państwa zjednoczonej Europy świętowały okrągłą rocznicę wzajemnego porozumienia i wejścia na drogę neutralności. Obchody te przeszły zupełnie bez echa w krajach, z których jeden był ową neutralnością futrowany jak gęś kaszą, a drugi ponosił konsekwencje tegoż, wierząc jednocześnie, że jeden przynajmniej z tych dwóch krajów nie jest mu wrogi.

Można się bowiem łatwo domyślić, że choć odrzucono prośbę o kredyt w tym konkretnym roku, to już w dwie dekady później, przyznano go z tym samym przeznaczeniem – na wojnę. Wiele musiało się zmienić. Nie wiemy jednak dokładnie co takiego, albowiem to nie interesuje popularyzatorów historii, a poważni profesorowie też chyba o tych sprawach nie piszą. Nie są to dla nikogo rzeczy ciekawe i pociągające, albowiem nie podnoszą w żaden sposób zainteresowania ich osobami. A pewnie też są na tyle złożone, że raczej mało kto jest w stanie wyłożyć je w sposób sensowny. Ja też tego nie zrobiłem, no, ale uczyniłem to celowo i z premedytacją. Mam nadzieję, że mi wybaczycie i będziecie się dobrze bawić zgadując kto był kim i jaką rolę pełnił.

Historia jest ponoć nauką, a nie zbiorem kultowych formuł, które należy wypowiadać ze stosownym namaszczeniem i odpowiednią modulacją głosu. Dołóżmy więc do tej nauki parę cegiełek. Spróbujmy wyprodukować nowe schematy, które pozwolą nam na budowanie interesujących narracji, bez uciekania się do prymitywnych chwytów, powtórzeń wydumanych koncepcji, nie istniejących nigdy i nigdzie poza głowami ich autorów. Ja zabieram się za ostatni tekst do nawigatora, który ma już miesiąc obsuwy. Potem zaraz biorę się za następny, który mam nadzieję będzie absolutną rewelacją.